Haraldsdóttir

Haraldsdóttir składa się wyłącznie z zawodowych muzyków, tylko ja jestem amatorką, ale wokalistkom wiele się wybacza. Pisałam już wcześniej o Kristianie. Do zespołu zostali zaproszeni też gitarzyści Adam i Tommy. Brakowało gitarzysty, bo Kruk został zabity przez norweskiego wariata w czasie konwentu w Oslo. Ze starego norweskiego zespołu, który u mnie w kuchni pracował nad materiałem, zgłosił się też perkusista. Mamy pełen skład i nie potrzebujemy nikogo innego. Kristian ma notatki z nowymi kompozycjami. I wystarczy mi tylko jeden zespół.

Kristian norweski zespół powołał do życia chyba wyłącznie w celu poderwania mnie, bo zaczęłam z nim tym żartować, a składał się ze studentów Akademii Muzycznej z Oslo. Kristiana znam od dziecka, bo Norwedzy się trzymają razem, także norwescy dalecy krewni. I w taki sposób zespół, który nie nagrał żadnej płyty, wystąpił w Progresji na zasadzie – chcieli, to wynajęli salę i wystąpili. Zostałam przez krewnego praktycznie zaniesiona na scenę i kazał mi z sobą zaśpiewać. Potem mnie praktycznie sterroryzował, abym dołączyła do zespołu, który nie miał nazwy, albo miał tylko tymczasową. Jakby nie było, dopiero miałam nadać nazwę. Była to impreza, która została pocztą pantoflową rozpropagowana w świecie metalu. Pojawiło się sporo ludzi, ale nie było tłumu, bo impreza była zamknięta i wstęp tylko za zaproszeniami. Ale od tamtego czasu mam wiernych fanów. Ten zespół rozpadł się, bo zaczęłam spotykać się z Krukiem (który jako jedyny nie był moim krewnym w tym zespole), a Kristian się obraził. A może został okłamany przez schizofreników? Wszystko jest możliwe z tym gangiem z mojej podstawówki.

To nie był zespół black metalowy.

Istnieje nagranie koncerciku mojego licealnego zespołu z Reytana. Nagrywali Adam z bratem, których też znam od dziecka. Z tego, co mi powiedziano, kompozycje się nadal podobają, ale oprócz wokalistki i basistki w jednym nie ma tam nikogo dobrego. Więc wcale, ale wcale nie zamierzam tęsknić za Krwawą Hordą z Reytana. Adam zrobił zdjęcia, więc widać, kto jaki instrument obsługiwał. I podobno tylko ja się starałam.

Romana nie ma na tym nagraniu. Wygoniłam go z zespołu, bo na oślep uderzał w struny basu. Identycznie się zachowywała jego siostra, gdy udawała anglistkę i nie pracując w Studium, przejęła kilka prac do sprawdzenie. Stawiała znaczki na teście całkowicie przypadkowo. Naprawdę ona u nas nie pracowała. Szlochy tej schizofreniczki proszę wysyłać do ludzi, którzy utrudniają jej leczenie się, bo wierzą we wszystkie jej urojenia.

Zespół z Reytana to był gówno, więc, jednym słowem, niech Bartosz sobie sam radzi. Tego zespołu nie będę reaktywować, wolę pracować z prawdziwymi muzykami i wykorzystać inne oferty współpracy.

Na razie wszystkie prace zawieszono, bo po ponownych atakach schizofreników straciłam znowu pamięć. Ale usłyszałam obietnicę, że wszyscy zgłoszą się do mnie w odpowiedniej chwili i wrócimy do pracy nad aranżacją.

Dodaj komentarz