Zabawną sprawą jest, że los mojego licealnego zespołu okazał się być związany z tym, czy będę z Romanem, czyli facetem który nawet nie potrafi grać na basie, nigdy nie próbował się nauczyć, tylko ma na ten temat urojenia i nigdy nie był moim czymkolwiek. Jest to tak bardzo nieprofesjonalne, że budzi to tylko mój śmiech.
Ale cóż niepoważni ludzie bawią się innymi ludźmi właśnie w taki sposób. W Haraldsdóttir jestem szefową i nikt nie podważa moich decyzji. Noszę biały t-shirt i mogę wyrzucić z zespołu, kogo mi się tylko spodoba. Adam musiał się czołgać, aby znowu załapać się do składu.
Ale sprawy związane z psychiką i zaszczuciem mnie sprawiły, że nie mogłam kontynuować prac z moim zespołem. Ale mam nadzieję prace nad naszym materiałem wznowić, bo w Haraldsdóttir są fajni faceci, których znam i wiele już razem zrobiliśmy. Liceum to jakaś prehistoria, do której nie chcę wracać.
Jeśli o mnie chodzi, to Bartosz może sobie wprowadzić do składu schizofreniczkę Annę (ową słynną „wokalistkę Burzum”, której podobno tak bardzo zazdroszczę talentu), nie tylko jej brata Romana na basie.
Życzę Krwawej Hordzie samych sukcesów, ale muszą skomponować swój materiał. Mają zakaz używania moich kompozycji. Anna jest podobno tak bardzo utalentowana, że na pewno da sobie z tym rade.
Ja ma nadal nadzieję zarobić w końcu z Haraldsdóttir własne pieniądze. Stworzenie mi okazji, abym zarobiła jakąś sensowniejszą kasę było projektem mojego dalekiego kuzyna Kristiana. I będzie to nadal pewniejszy biznes niż spółki z Amerykanami, które okazały się być tak bardzo nieopłacalne, że wszystkie przelewy (z tego co słyszałam) trafiają na inne konta niż moje.
Ja nadal nie zobaczyłam ani grosza. O ile dobrze pamiętam, to inna była umowa. Mówiłam, że nic nigdy nie trafiło na moje konto, prawda? Pozostaje mi tylko uznać, że wszystko odbywa się tak, jak chcą ofiarodawcy, więc mam zamiar pogodzić się z tym, że mogę liczyć tylko na to, co sama zarobię. I już nigdy nie będę wchodzić w żadne spółki i zawierać ustnych umów.
Nie mam kontaktu z nikim. Tak skutecznie odizolowali mnie schizofrenicy, którzy udają moich krewnych, że muszę położyć lachę na Amerykanów, ale może uda się pocztą pantoflową przekazać info, że chcę wskrzesić Haraldsdóttir.
Haraldsdóttir ma sens, inne rzeczy zostawiam schizofrenikom, niech się chlubią tymi dokonaniami i przelewami, które dostają na dowód, że rzeczywiście są autorami różnych pomysłów. Chociaż nie są. Ale proszę bardzo. Nie chcę kontaktować się ani Bretem, ani z Andrzejem, czy ludźmi z mojego liceum i podstawówki, którzy okazali się być przyjaciółmi Romana, a nie moimi.
A ode mnie się odpierdolcie. Dotyczy to głównie Breta i religijnej, kurwa, polskiej prawicy.