Postanowiłam napisać ten wpis, aby do końca wyjaśnić moje poglądy na przyjaźń. To nieprawda, że ludzie współpracujący z Romanem to moi przyjaciele. To są przyjaciele Romana. A także Ryszarda, Barbary i ich córki Renaty.
Przyjaciele utrzymują ze sobą kontakty i siebie nawzajem pytają, co się dzieje w ich życiu. Osoby, które zbierają plotki od schizofreników, a także im pomagają w osiągnięciu celów, to przyjaciele schizofreników, a nie moi.
Schizofrenicy z mojej podstawówki rozwinęli tak olbrzymią akcję dezinformacyjną na mój temat, że oszukali praktycznie wszystkie moje środowiska. Nawet mój krewny, który bywał w fandomie, został przekonany, że jestem szczęśliwa mężatką i nie wiedziałby, co się dzieje, gdyby nie email, który przesłałam przez pośredników. Bo dotrzeć można do każdego.
Obecne moje podejście jest takie – jeśli ktoś jest moim przyjacielem, to chce informacji ode mnie, więc na przykład czyta mój blog, a nie zbiera plotki rozpowszechniane przez idiotów i schizofreników.
Krwawa Horda, czyli mój licealny zespół, w życiu nie będzie reaktywowana. Ludzie z Reytana zapracowali sobie na moją niechęć, bo zniszczyli i odgonili ode mnie Piotra, posługując się kłamstwami schizofrenika na mój temat. Tak nie zachowują się przyjaciele. A przynajmniej nie moi. Moi przyjaciele respektują moje zdanie, a nie terrorem i wrzaskiem mordują moje życie i psychikę. Ja mam prawo decydować z kim chcę być, a amnezja nie jest podstawą do ubezwłasnowolnienia. Takie postępowanie to kolejne przestępstwo. Którzy popełnili przyjaciele Romana, bo to jemu chcieli pomóc, mając w dupie moje zdanie i niczego nie weryfikując.
Przy okazji muszę wyjaśnić, jak na takie zachowania spogląda psycholog społeczny, szczególnie kryminolog. Wszystkie zachowania agresywne to łamanie zasad społecznych. Czyli zgodnie z definicją przestępstwo. Przestępstwem jest też nieweryfikowanie plotek, tylko narzucanie swojej woli ofierze schizofrenika. Jedna z zasad społecznych głosi, że nic nie wiesz o mnie, jeśli ci sam tego nie powiem. Z tej zasady wywodzą się wszystkie przepisy dotyczące pomówień. Nie wiesz, kurwo, to nie rozpowiadaj. Ludzie z mojego liceum są niestety winni jak cholera i nie chcę się z nimi kontaktować.
Za każdym razem, gdy zaczynam akcje informacyjne, aby uwolnić się od wpływu schizofreników na moje życie, ci wariaci uruchomiają coraz to nowe osoby, lub wciągają w to na nowo idiotów z mojego licealnego zespołu i zostaję zakatowana psychicznie. Ludzie pomagający schizofrenikom nie są to moi przyjaciółmi, nic o mnie nie wiedzą. Najgłupsze w ich postępowaniu jest to, że chyba nadal wierzą, że mój tata, który wpadał na próby i mnie wspierał, to był „wynajęty muzyk”, a moi prawdziwi „rodzice”, to Ryszard i Barbara. Nie mam żadnych więzów rodzinnych z tymi schizofrneikami, to rodzice Renaty. Która też lubi opowiadać o sobie duby smalone. Wariatka Krystyna też nie jest moją przyjaciółką, za to wiele osób wykończyła psychicznie, szczególnie swoich byłych. Matka Krystyny, według tego, co mi przypomniano, też była chora psychicznie i wiele osób w fandomie o tym wie. Takie osoby się ignoruje, bo bezpośrednie konfrontacje mogą być zbyt niebezpieczne, można być też zaatakowanym fizycznie, czy wręcz zabitym.
A zdjęcie mojego taty znajdziecie poniżej.

Opisałam już wcześniej, co spotkało mojego tatę we Francji i dlaczego zdecydował się na mieszkanie w komunistycznej Polsce. On i ja mieliśmy tego pecha, że z mojej podstawówki wywodzi się kolejny bardzo groźny gang schizofreników, który zniszczył mi życie jeszcze bardziej niż francuscy schizofrenicy jemu.
Moja mama doskonale rozumiała problemy i nieszczęście taty, dlatego ją pokochał nad życie i zdecydował się na ślub z metyską. Moja babcia ze strony mamy była prześladowana przez bardzo groźnego schizofrenika, który zabił jej ukochanego brata. Babcia już zawsze była smutna, a schizofrenik pozostał bezkarny. Mój dziadek, Arab, uratował moją babcię, która pokochała go za jego dobroć. Dziadek był wkurzony na system prawny w Polsce, bo w krajach arabskich ze schizofrenikami oraz ich pomocnikami nikt się nie patyczkuje. A przynajmniej takie były przepisy w jego czasach. Jego rodzinę też zabili schizofrenicy i przed nimi uciekał, bo tylko część gangu trafiła do więzienia. Mój tata bardzo dobrze trafił i znalazł się wśród ludzi, którzy go rozumieli i to lepiej niż jego rodzice, którzy chyba nadal pozostawali pod wpływem schizofreniczki, która miała urojenia na temat swojego związku z moim tatą.
Dla mnie i mojej rodziny, czyli osób, które znają te historie od dziecka, jest niewyobrażalnym chamstwem słuchanie wyłącznie plotek i nie weryfikowanie niczego u ludzi, którzy są pomawiani. Zresztą jest to jedna z zasad społecznych – należy wysłuchać obu stron, inaczej się popełnia przestępstwo. Dochodzi do zmowy przeciwko ofierze. Ludzie, którzy twierdzą, że są moimi przyjaciółmi, nie mają prawa pisać, czy mówić innych rzeczy o mojej rodzinie, niż to co znajduje się na tym blogu.
Kristian pianista Na-Pewno-Nie-Vikernes jest osobą, która mnie po raz kolejny uratowała. Ponownie odwiódł mnie od myśli o samobójstwie, podczas gdy inny mój były, Bret współpracował z wariatami i religijna prawicą, aby mnie „godzić z moją prawdziwą miłością” i go za to znienawidziłam. Zaszczuł mnie i zniszczył mi psychikę. Przy czym jego rodzina też zaczęła mieć problemy z wariatami, także lokalnymi amerykańskiego chowu. Jest kolejną osobą, która dostała ode mnie każdą możliwą pomoc w takiej sytuacji i dokładne rady, co ma zrobić, a ja „w podzięce” zostałam zniszczona psychicznie. Autentyczny debil, którego nie chcę oglądać. Liczę go jako jeden z moich błędów.
Schizofrenicy we współczesnym świecie to jest pandemia i moim zdaniem największe zagrożenie współczesnego świata i patyczkowanie się z wariatami łamie prawa człowieka ich ofiar. Naprawdę miałam prawo ułożyć sobie życie, jak ja chciałam, a nie żyć w traumie, wegetując, gdy wariaci mi kasują wszystkie moje plany zawodowe i osobiste.
A przy okazji, gdy już pojawiło się nazwisko Vikernesa – bardzo chętnie przeanalizowałabym materiały, jakie zgromadziła Policja oraz protokoły z jego procesu. Posiadam wiedzę na temat gangu schizofreników, który działa w Oslo i zabił mojego znajomego muzyka, Kruka. Z którym dopiero umawiałam się na wyjazdową randkę, podczas której mieliśmy skonsumować nasz związek. Wiem, jak bardzo nieprawdziwy obraz funkcjonuje w fandomie mojej rodziny i mnie samej. Wszystko jest oparte na opowieściach schizofreników. Gdybym kogoś zabiła w samoobronie i gdyby oni wszyscy zeznawali podczas mojego procesu, też bym dostała najwyższy wyrok. Na całe szczęście wiem, że w przypadku problemów trzeba prosić Policję o dostarczenie sądom wszystkich skarg na osoby, które zeznają oraz opinii biegłych na ich temat.
Schizofrenicy nienawidzą metali oraz fantasy. Wydaje mi się możliwe, że Vikernes jest ofiarą norweskiego gangu schizofreników. Z tego, co pamiętam, przed różnymi problemami nie miał opinii osoby chorej psychicznie ani niebezpiecznej. Moi znajomi Norwedzy go znali. Jedyny mój kontakt z Vikernesem to było jego rada, abym wróciła do naturalnego koloru włosów, bo miałam wtedy zrobione włosy na czarno, a mój naturalny kolor to brąz.
Więcej z nim nie rozmawiałam.
Jeśli chodzi o mnie, to Bartosz zjebał sobie wszystko, jeśli sądzi, że gang schizofreników załatwi mu wymarzoną „wielką amerykańską karierę glam-metalowej Krwawej Hordy”. Z przyczyn osobistych nie mogę współpracować z tym zespołem. A kompozycje są moje, spisane ręką mojego taty. Jest to dla mnie bardzo cenna pamiątka. I proszę mi ją oddać. Mogę udostępnić próbki pisma mojego taty z książki kucharskiej. Jeśli tego nie dostanę, to szykuje się kolejny proces.