Jednym z zabawniejszych pomówień Anny i jej gangu (a każdy schizofrenik tworzy wokół siebie gang ludzi przekonanych, że jego urojenia to prawda i że schizofrenika trzeba „chronić” oraz „ratować”) jest, że utrzymuję swoje miejsce w Studium, ponieważ ze wszystkimi sypiam.
Muszę zaznaczyć, że nie jestem lesbijką, a wszystkie kolejne szefowe Studium, ich zastępczynie oraz kierowniczki zespołów lektorów to kobiety. I to takie, które absolutnie nigdy na mnie nie leciały. Też są całkowicie hetero. A mężczyźni profesorowie nie mają wpływu na politykę kadrową Studium.
Muszę zaznaczyć, że pracuję w Studium, bo jestem dobrym lektorem. Nawet, gdy walczę z syndromem sztokholmskim, to jestem całkiem niezła. Owszem są rzeczy, które mi gorzej wychodzą, bo – jak to się mówi – brakuje mi łyżek, ale znam angielski. Emma wykonała bardzo dobrą robotę, a ja nie jestem kimś, kto nie lubi czytać po angielsku. Wielu z moich znajomych nejtiwów bierze mnie za zamieszkałą w Warszawie Brytyjkę. Owszem mogą mi się podlizywać, ale twierdzą, nie czują bariery językowej. Zresztą uważam, że wszyscy w Studium są świetni i wiem, że Anna do nas nie pasuje.
Proszę o jedno, niech Anna w końcu znowu zacznie się leczyć, bo nieleczona choroba degeneratywna zje jej mózg do reszty i straci umiejętności uczenia się. Schizofrenia to wredna, dziedziczna choroba.
