Studia

Oczywiście wszystko, co piszę powinno podlegać weryfikacji, w tym przypadku przez moich kolegów z Anglistyki, ale jestem zmuszona pisać wszystko, co pamiętam o schizofreniczce Annie. Według tego, co wiem, ona – w odróżnieniu od Renaty – posiada Maturę, ale Nycz – jak to czasem robią księża – zachęcił ją, aby przestała brać leki. Nycz sam mi powiedział o tym, że ją zniechęcił do brania leków. Tak więc jest jego ofiarą nie moją.

W efekcie pipa wyleciała ze studiów, bo nie potrafiła zdawać egzaminów. przyszła nawet do mnie ze schizofrenicznym żądaniem, abym za nią zdawała egzaminy, bo „biskup chce, aby jej pomagać”. Nie wiem, jak jej zdaniem to powinno wyglądać. Miałabym zakładać perukę i szczudła?

Anna chodziła do mojej podstawówki i była praktycznie prowodyrką pobicia mnie i skopania mnie na lodowisku przyszkolnym. Po tem wyczynie dzieci zostały, szczególnie Anna ustawione na lekach. Nigdy nie byłam w żadnym klubie łyżwiarskim. Byłam pływaczką. Według tego, co widziałam Anna nawet nie nauczyła się jeździć na łyżwach. Wystarczyło, że raz się przewróciła i się obraziła na łyżwy. Odmówiła dalszej nauki. Jedyna moja wina mogła polegać na tym, że wyśmiałam jej postawę kogoś, kto nie chce włożyć nawet odrobiny wysiłku w naukę.

Moja rodzina z dużym zainteresowaniem zawsze oglądała łyżwiarstwo figurowe, bo to piękny sport. Chciałam się nauczyć jeździć na łyżwach, więc poprosiłam wuefistów, aby zorganizowali w zimie lodowisko wylane na boisku szkolnym. Było w okresie, kiedy trenowałam pływanie i skoki z wieży, więc byłam w bardzo dobre formie fizycznej. Nauczyłam się jeździć w trzy dni. Ale opłaciłam to licznymi sińcami.

W życiu nikt mi niczego nie podawał na tacy. Na wszystko sama zapracowałam. I mam czwórkę na dyplomie Anglistyki, chociaż byłam w czasie studiach zaszczuwana przez gang schizofreników oraz kler. Ryszard nawet posunął się do tego, ze wypisywał mnie z list studentów, udając moje ojca, bo „studia nie dla mnie” czy też „bo tobie nie nie wolno studiować”. Mam tego niebezpiecznego schizofrenika już też dosyć. Nie był przyjacielem mojego ojca, mój ojciec, Marian Wieczorek, tylko go znał.

A dla Anny mam jedną radę – niech zacznie znowu brać leki i przestanie mnie udawać. Moi faceci nie byli jej facetami, nie jest kurwa mać skrzywdzoną wokalistką, tak samo jak Roman czy ktoś inny z tego grona nie jest moim mężem. Jeśli Anna chce być tłumaczką czy pisarką, to niech zacznie w końcu to robić, a nie oczekiwać, że będę jej „murzynem”, a ona będzie wysyłać pliki z moim tłumaczeniem i przedstawiać jako swoje. Bo takie wysuwała żądania. Z jej powodu i zaszczucia przez jej gang enablerów wycofałam się z tłumaczeń, bo mnie psychicznie zniszczyli. Zamierzam już zawsze trzymać się z dala od środowiska, gdzie mogę spotkać Annę. Tak samo zamierzam trzymać się z daleka od Renaty i Romana. Uciekłam od różnych spraw nie dlatego, ze „źle znosiłam ciążę”, bo w żadnej ciąży nigdy nie byłam. Gang mi nie pozwolił na założenie rodziny.

Anna jest naprawdę wariatką, którą Studium sobie zapamiętało, chociaż wiele osób nie było świadomych, że Roman jest tak samo, lub jeszcze w większym stopniu, chory. I także niebezpieczny dla mnie. Policja ma zdjęcie mojego oka po tym, gdy w pracy trafiła w nie pięść Romana. A nie był to jedyny czy pierwszy fizyczny atak tego wariata na mnie. Już raz prawie mnie zabił. Jest to człowiek, którego nie chcę oglądać.

Zdjęcie mojego dyplomu z czwórką i zaświadczenie o stanie cywilnym jest do znalezienia na blogu. Dyplomu z Psychologii nie mam, bo ukradziono mi rękopis pracy magisterskiej, a potem zaszczuto, aż do wystąpienia amnezji i kościelny gang schizofreników do tej pory pilnuje, aby mi się nie polepszyło. Mój profesor psycholog uznał mnie za geniusza i dorzucał mi tyle przedmiotów, że robiłam dwa lata w ciągu jednego roku. Akurat psychologia jest dla mnie bardzo łatwa.

Jestem geniuszem i nie zmieni tego fakt, że Ryszard, podając fałszywie z mojego ojca, wypisywał mnie z list studentów, bo miałam niby rezygnować. Nigdy mnie nie wyrzucono ze studiów, tylko Ryszard koniecznie chciał mnie i moje życie dostosować do treści urojeń swojej córki i żony.

I wszystko będę już wyciągać na blogu. Bo nie mam obowiązku dać się zaszczuć. Mam prawo się bronić.

A żaden ksiądz nie ma prawa zniechęcać nikogo do brania leków psychiatrycznych, bo nie jest lekarzem i nie prawa udzielania porad medycznych. Schizofrenik bez leków jest ofiarą kleru, który wykorzystuje go i szczuje nie kogo tylko chce. Winny takich praktyk muszą ponieść konsekwencje. Anna musi znowu zacząć brak leki, chociaż ma tłum mężczyzn przy sobie zachwyconych tym, że tak łatwo ją wciągnąć do łóżka. Nie dziwię się, że zależy im na zachowaniu status quo.

Dodaj komentarz