Tak się składa, że zostałam zakatowana psychicznie w ramach czegoś, co księża nazywają „dochodzeniem do prawdy”. Bo rozumiecie, po zakatowaniu i egzorcyzmach powinnam zacząć zdaniem kleru „mówić prawdę” czyli potwierdzać słowa schizofreniczek. Moja amnezja, która wynikła ze strachu i przerażenia, został okrzyknięta zwycięstwem i „wyleczeniem z urojeń”. Chociaż za mało potwierdziłam moim prześladowcom, więc mieli ochotę zorganizować mi wyjazdowe egzorcyzmy, podobne do tych, w czasie których wielokrotnie zgwałcono przyjaciółkę mamy Michała i doprowadzono do jej śmierci. Kościół Rzymsko-Katolicki powinien zostać zdelegalizowany, bo to wylęgarnia samych patologii i powodem jest ich kult „świętych”, czyli według większości osób z kleru „sedno wiary katolickiej”.
Bardzo mi jest przykro powiedzieć, ale urojenia leczą tylko leki. To co mnie spotkało było bestialstwem i nie mam sił wymieniać wszystkich przestępstw, jakie na mnie popełniono. Celowe wywoływanie syndromu sztokholmskiego i mordowanie mi psychiki oraz sabotowanie wszystkich planów zawodowych i osobistych, tylko dlatego, że zadowolić schizofreników jest czymś za co kler już dawno trafić do więzienia. I podobnie kilka osób, które zbyt aktywnie opowiedziały się po stronie schizofreników oraz Opus Dei.
Nie mogę milczeć, bo tylko aktywne opowiadanie prawdy sprawi, że uznana zostanę za osobę pomówioną i niewinną. Bo rozumiecie – cynicznie wywołany syndrom sztokholmski, w czasie którego zaczyna się potwierdzać nieprawdę, to „dojście do prawdy”, a jak usłyszałam, terror i zaszczucie to regularne i typowe metody, jakimi posługuje się Kościół.
Wariatka Barbara nie ma prawa mówić w moim imieniu. Nigdy nie miała.
Nie zabiłam sama siebie i nie udaję kogoś, kim nie jestem, a i takie zarzuty już słyszałam. Tak się składa, że K. i jej gang zrobili cancelling całego mojego życia, nie tylko zawodowego ale też prywatnego i nie mam obowiązku pomagać tej plagiatorce.
Wszystko, co jest moje, musi do mnie wrócić i nie interesuje mnie, ile pracy włożyła w swoje plagiaty. Nawet gdybym miała tego cyklu nie napisać, to osoby, które mnie skrzywdziły, nie mają prawa wykorzystywać moich pomysłów.
Przy czym jest to osoba, która okłamała Adama, robiąc ze mnie wariatkę i mężatkę i zniszczyła w ten sposób kolejny ważny dla mnie związek. Musi się pogodzić z tym, że Barbara nie może „dać jej Adama” (jak to określili wariaci), bo Adam nigdy nie był nią zainteresowany. A dla wszystkich ważniejsze jest zdanie Adama, który zna mnie od dziecka, a nie fandomowej wariatki.
Przy tym wszystkim, co zrobiła, nie mam innej możliwości, jak tylko wypowiedzieć zdzirze wojnę. Andrzej był i jest po mojej stronie, bo znał moich rodziców i mnie od dziecka. A także odwiedzał mnie, gdy jeszcze żyli rodzice, w naszym mieszkaniu przy Puławskiej. To jest, kurwa, moje mieszkanie, a nie schizofreniczki Anny. Adam też mnie odwiedzał w tym mieszkaniu, gdy byłam dzieckiem. Michał, gdy byłam studentką. I jeszcze kilka innych osób.
Jedyne, co mogę zaproponować K., to aby poszła w końcu się leczyć. Najlepiej w zamkniętej instytucji.
Może moi prześladowcy zechcą sami oddać swoje mieszkania Annie, skoro tak łatwo moim postanowili dysponować. Jeśli uważają, że jakieś mieszkanie jej się należy, to niech wyskakują z własnych. Niech K. odda swoje.
Do momentu, aż to zrobią, mogą się odpierdolić.