Zakochany schizofrenik

Jednym z typowych schematów prosto z podręcznika psychoterapeuty jest zakochany schizofrenik. Człowiek taki niestety przeżywa bardzo silne urojenia, w których jest mężem lub żoną swojego obiektu obsesji i przekonuje swoje otoczenie o prawdziwości swoich twierdzeń.

Potrafi zaszczuwać swoją ofiarę aż do jej śmierci. Przenika do każdego środowiska i miejsca pracy i szuka pomocy u kolegów i koleżanek ofiary jego urojeń. Rozgłasza swoją wersję, według której jego ofiara jest chora psychicznie, bo nie potwierdza jego urojeń, a przy okazji schizofrenik rzutuje na nią swoje własne problemy psychiczne.

Spotkało mnie to też. WIele osób było święcie przekonanych, że bardzo dużo łączy mnie z Romanem i go popierali, a nawet szykowali nasz ślub ku mojemu przerażeniu. Absolutnie nic mnie z nim nie łączy, najwyżej jego psychoza. Nie jesteśmy małżeństwem, nie mamy dzieci. Nigdy nie chciałam z nim być. Razem z innymi schizofrenikami zniszczył mi całe życie oraz spowodował ocean cierpienia.

W odruchu rozpaczy zaczęliśmy z przyjaciółmi zastanawiać się, co można zrobić, aby go leczyć. Jest za głupi, aby sam się zdecydował na leczenie, pomimo powtarzanych nalegań i udziału biegłych sądowych w tych rozmowach. Jedyne, co mi przyszło do głowy, to wykonać pewną ekwilibrystykę i zwabić go do kraju, gdzie obowiązują inne przepisy i ofiara może takiego człowieka wyrokiem sądu skazać na pobyt w psychiatryku. Tak się składa, że ten pomysł wyciekł i Roman się o nim dowiedział. Uznał, że w kraju, który miałam na myśli, to on mnie wsadzi do psychiatryka, bo tam ważniejsi są mężczyźni.

No, ja myślę, że jednak ważniejsze będzie moje zaświadczenie o stanie cywilnym i brak zdiagnozowania mnie jako schizofreniczki. Jeszcze się nie spotkałam z taką jednostką chorobową, której kryterium by było, że ktoś „odczuwa niechęć do przyznania, że ktoś jest mężem”.

Alzheimera też nie mam. A na całym świecie obowiązują te same podręczniki psychologii, więc wiem, co biegli z innych krajów orzekną. Tym bardziej, że amnezja po zaszczuciu przez schizofrenika mi się cofa. Więc jestem w stanie się skutecznie bronić, po raz pierwszy od dłuższego czasu.

Nie, to nie on mnie będzie leczył. Najwyżej ucieknę do jakiegoś kraju, gdzie mnie nie znajdzie. Bo niestety nieleczący się schizofrenik wraca jak bumerang. I zawsze zrekrutuje sobie pomocników, którzy zaczną mnie od nowa terroryzować i przekonywać, że jego urojenia to prawda i muszę sobie „przypomnieć, że jest mężem”.

Tylko że dokumenty mówią, co innego. I chociaż schizofrenik obraca sobie wszystko w głowie i zniekształca. to istnieje jedna poznawalna prawda, którą podzielają moi najbliżsi krewni i nie ma znaczenia, kogo jeszcze schizofrenik wciągnie w swoje intrygi, czy zmowę przeciwko mnie.

Najwyżej na moim grobie napiszecie „tu leży wolny elf”.

Dodaj komentarz