Krwawa Horda

Aż boję się pomyśleć, komu Adam puszczał nagranie mojego licealnego zespołu, który zagrał tylko na jednym koncerciku, ale wiem, że w pewnym momencie znajomi Amerykanie zarządali, abym podała amerykańską wersję nazwy. Bloody Horde zostało odrzucone z obrzydzeniem. Amerykanin, który wysłuchał dawnego nagrania, drążył dalej i ciągnął mnie za język, bo wiedział, jak przedstawiłam zespół w czasie koncertu. Stanęło na tym, że właściwą nazwą jest Blöödy Crüe. Przy czym nadal w czasie tej rozmowy nie pamiętałam, że tak został nazwany nasz zespół i że wzorowałam się jako bardzo młoda licealistka się na Mötley Crüe. Szczerze mówiąc, byłam w szoku, co mi próbują przypomnieć. Nie pomogało, że stał nade mną mój kat-schizofrenik, który wszędzie maił swoje wtyki i mnie zastraszał.

Doszły mnie już lata temu słuchy, że nagranie z czasów liceum zostało uznane za całkiem niezłe demo. I że nas chcą. Niestety wariaci z Opus Dei postanowili mnie za to zaszlachtować i storpedowali także ten projekt, doprowadzając do mojej amnezji.

I w ten sposób nie zaistnieliśmy z kolegami z liceum na rynku amerykańskim jako Blöödy Crüe. Taki już mój pech. Wyrazy wściekłości kierować do Ryszarda i Romana, z którymi nie mam nic rodzinnie wspólnego. To są wariaci motywowani religijnie i tępiący krótkie spodnie oraz odkryte ramiona. Oczywiście tępią także metal i fantasy, bo te są ich zdaniem również zabronione. Durniejszych skurwysynów ze świecą szukać.

W Egipcie już bym miała więcej swobody. Torpedowali każdy mój oraz moich przyjaciół ruch. Ale to tak już wygląda wegetacja, a nie twórcze życie, gdy kogoś postanawia „wychowywać” i śledzić całe życie Opus Dei.

Lepiej by było, gdyby ci wariaci się leczyli i zatrudnili u nas za dobrą pensję. Ale po tym, co zrobili, niech się odpierdolą. I niech zapomną o swoich snach o „prowadzeniu biznesów” – czyli okradaniu firmy, bo na tym by się skończyło.

Osoby, które były im życzliwe, są moimi osobistymi wrogami i zawsze będę pamiętać, że brali udział w niszczeniu mi życia.

Dodaj komentarz