Tak się składa, że mój tata nie wrócił do Francji, bo bał się o życie swojej drugiej żony, czyli mojej mamy, a potem też nasze. Schizofreniczka z gangu schizofreników, który prześladował mojego tatę i zabił jego pierwszą żonę, uchodziła w oczach jego rodziców za jego najlepszą przyjaciółkę. I mogła sobie robić, co chciała w świecie szlachty francuskiej.
Tata odwiedził rodzinę zaraz po ślubie, bo chciał przedstawić swoją żonę. Ale o mało nie padł na zawał, bo schizofreniczka, która go zniszczyła, siedziała przy stole, jakby nigdy nic. Okazało się, że cały ten czas utrzymywała fikcję głebokiej przyjaźni z nim i wymieniania listów. Moja mama została przez nią potraktowana jak prostytutka. A rodzice mojego taty chcieli go rozwieść, dopóki jeszcze nie ma dzieci. I nic nie dawało się rodzicom mojego taty wyjaśnić. Nie dziwcie się zatem, że moja mama odpaliła paczkę fajek i dobrego koniaka, gdy teściowa zeszła już z tego świata. Wiele osób zamierza też tak pić, gdy pożegna się z życiem schizofreniczka Barbara. A także pewna inna osoba.
Przy czym schizofreniczka była wyjątkowo durna i niewykształcona, a moja mama pochodziła po swoim tacie z całkiem dobrej egipskiej rodziny i była bardzo inteligentna. I bardzo szybko została później lekarzem.
Schematy według których postępują takie schizofreniczki są – tak wygląda z moich doświadczeń – bardzo monotonne. W zasadzie każdy przypadek, jaki poznałam, jest taki sam. Ja też mam członków rodziny, którzy konwersują z Barbarą i z nią spiskują, zamiast stosować się do moich próśb. Byłam tak „leczona” – również przez kilka osób z mojej rodziny – że straciłam pamięć już zupełnie i wywołano za zgodą kilku osób z mojej rodziny syndrom sztokholmski, chociaż oczywiście te głupie osoby całkowicie utonęły w urojonym świecie Barbary i nie mając pojęcia, co robią, broniły Ryszarda i Barbary. A także ich metod, z powodu których moje życie to fasada skrywająca kogoś krańcowo nieszczęśliwego, kto nadrabia miną i nie robi w życiu tego, co chce. Moja amnezja nie ma nic wspólnego z Adamem, czy innymi metalami. Dużo za to z głupotą mojego otoczenia, które pod dyktando schizofreników zniszczyło mi całe życie. No chyba, że czegoś nie zrozumiałam. Ale nie będę pytać, bo mam dosyć skrajnej agresji i prób podporządkowania mnie sobie. Stanowczo kilka osób zapomniało, z kim rozmawia.
Zabawne jest to, że pewnie panuje wielki rozdźwięk pomiędzy tym, w co wierzy parę osób z mojej rodziny, a tym, co rzeczywiście się dzieje i co notuję na blogu i jakie rzeczywiście są moje uczucia.
Barbara jest święcie przekonana, że moja siostra jest głęboko wierzącą katoliczką, którą Bóg nagrodził mężem oraz dziećmi, bo w niego wierzy. Prawda jest taka, że gdyby nie Barbara to już bym wyczekiwała wnuków (i to z conajmniej trzech związków, bo wszystkie były dla mnie bardzo ważne, ale żaden nie był z Romanem, ale to dla Opus Dei była główna ich wada, bo byłam szczęśliwa i nie cierpiałam, a te zjeby uważają, że muszę cierpieć). Na sto procent nie wyjdę za przeznaczonego mi przez Barbarę faceta, bo Romana nie trawię od dzieciństwa, bez względu pod jakim nazwiskiem go ukryje, czy dorobi mu fałszywy majątek godny multimiliardera, bo wiem, że to schizofrenik bez grosza przy duszy, który oczekuje, że to ja będę go utrzymywać i mu usługiwać.
Jedyne wyjście z tego impasu to poczekać, aż moja siostra zacznie wysłuchiwać dyrektyw Barbary i się zorientuje, z kim rozmawia. Mam nadzieję, że w końcu baba się przed nią odsłoni ze swoją schizofrenią i maniactwem religijnym. Bo oczywiście moja siostra jest jeszcze mniej religijna ode mnie, bo nie jest Wicca. Jest stuprocentową ateistką. Ciekawe, kiedy usłyszy od Barbary, że jest córką „prostytutki”. Pozostaje czekać na otrzeźwienie.
Ale z całą odpowiedzialnością za słowa powiem, że mam gorzej niż tata we Francji. Jemu przynajmniej udało się uciec z kraju i założyć rodzinę, chociaż tak samo jak ja nie mógł liczyć na żadną pomoc. Musiałam w pocie czoła i stresie wywalczyć, aby kilku moich byłych stanęło po mojej stronie, i żeby w końcu do nich dotarło, co się dzieje i że rzeczywiście jestem samotna i nieszczęśliwa.
Roman to schizofreniczny diabeł, wolę być sama niż z nim i wolę żyć za swoją pensję, niż być obsypana kasą i musieć go znosić. Tak więc, odpierdolcie się ode mnie.
Hahahahahaha! <manic laughter>
Wiele osób mówi mi, że pomijając płeć jestem klonem swojego taty i już widać tak musi być. Więc fuck off!!! Najwyżej wezmę kredyt konsolidacyjny. Bo oczywiście zostałam przez gang schizofreników nakręcona, że wydawać, wziąć kredyt, a potem przyjść do nich po pieniądze, bo „Roman ma moje pieniądze”. A niech się jebie.
Jest to w zasadzie dokładnie ta sama historia co mojego taty. Dokładnie w takim sposób mój tata został wydziedziczony. Też powiedział, że będzie żył za pensję, a ze znienawidzoną rapszlą się nie ożeni. Chociaż ona i jej rodzina dorobili mojemu tacie całkowicie fałszywy romans z nią, który miał niby trwać od dzieciństwa.
I bardzo był zadowolony z życia w PRL, chociaż urodził się i wychował w pałacu we Francji, bo było lepsze od życia ze schizofreniczką, którą popierała jego rodzina. Uciekanie z rezydencji mamy w genach.
Z równym przerażeniem i lękiem przypominam sobie wszystkie zabiegi wariatów z dzieciństwa oraz terror, który miał doprowadzić do tego, że się z nim zwiążę. Wszelkie opowieści, że straciłam z nim dziewictwo w wieku ośmiu lat są wyłącznie oparte na jego urojeniach, ale też są powodem, dlaczego maniakalne katoliczki-schizofreniczki prą do wymuszenia z nim ślubu. Nigdy między nami nic nie było. Nie byliśmy parą nawet przez moment.
Aż za dobrze go pamiętam z dzieciństwa. Obraz moje myśli samobójcze wywołane przez to, że Roman i jego rodzina zaczęli decydować o moim przyszłym małżeństwie z nim. Przy czym nie miałam ani odrobi wsparcia od moich bliskich. Przeżyłam wtedy piekło i prędzej sprzedam mieszkanie i ucieknę do pierwszego kraju, gdzie będzie jakiś bilet, niż zacznę się z nim spotykać. To on jest tym schizofrenikiem, który wywołał u mnie amnezję.
Muszę zacząć organizować swoją ucieczkę.