Pewien wariat z grupy Renaty w czasie konwentu wręczył mi męską zakrwawioną koszulę. Koło mnie stali przyjaciele. W szoku patrzyłam na naciągnięty krwią materiał. Wskazywało to na tak dużą utratę krwi, że się przestraszyłam. Czym prędzej odłożyłam koszulę i zadzwoniłam na Policję, podejrzewając, że gdzieś może konać, kto zasztyletowany przez wariata z Opus Dei. Moi przyjaciele rzucili się szukać ofiary. Długowłosy metal został znaleziony i zabrany do szpitala, niestety zmarł w czasie drogi z powodu utraty krwi.
Paramedycy nie byli w stanie go załatać i przetaczana plazma się z niego wylewała. Zdążył jednak powiedzieć, kto go zabił. Oczywiście, że wariat z Opus Dei, który kontroluje warszawski fandom i wielokrotnie mnie zastraszał. Przyznał się też do tego przede mną osobiście. Bo mam mu oddać moje mieszkanie. Znowu klasyka z podręcznika profilera. Zwykle psychiatrzy nie zajmują się przestępcami, nawet jeśli są chorzy psychicznie, więc to jasne, że ich zdanie nie powinno się liczyć w tej sprawie, czy w debacie publicznej o ograniczeniu prawa osób chorych do nieleczenia się. Takie bestie musza trafiać do psychiatryka.
Przy czym morderca w takie sytuacji terroryzuje osoby, które mogą go wydać, aż ze stresu stracą pamięć i zaczną mieć selektywną amnezję. Też klasyka z podręcznika. Kontakt ze śmiercią jest maksymalnym stresem, bez względu na to, czy samemu się umiera, czy ratuje umierającego. Ataki schizofreników w takiej sytuacji prowadzą bezpośrednio do amnezji.
Trzymacie się krzeseł, bo osobą, która się przyznała do tego morderstwa, był Roman. Ofiara też go wskazała jako mordercę osobom, które na moją prośbę go znalazły. Taki to z Romana wojownik o Chrystusa w fandomie i bezkarny morderca, która udaje człowieka, którym nie jest. Jedynym powodem, dlaczego zginął człowiek, była chęć zastraszenia mnie i zmuszenia mnie do robienia tego, co chce Opus Dei.
Ci ludzie są cały czas toczą wojnę religijną z metalami i „kurwami” (czy ładnymi kobietami, które chcą sama decydować o sobie), a ja siedzę w okopach od dzieciństwa, ratując się przed nimi. Ratuję także inne zaatakowane osoby. Także te które z wyroku Opus Dei, miały się zabić lub jak ja nigdy nie założyć rodziny. Czas, żebym dostawała jakąś autentyczną pomoc. Ale też wiem, że ludzie nie wybierają bohaterstwa, tylko są do niego zmuszani. Nie dam się zastraszyć wariatom, w którzy w Polsce są bezkarni.
Tak więc, owszem, rozpatruję swoją śmierć z rąk wariata Romana, jako coś realnie możliwego. Kruk też wiedział, że może umrzeć. I zginął z rąk prześladującego go schizofrenika.
Adam jest niewinny, a moje źródła informacji twierdzą, że Policja wie dokładnie, kto jest mordercą, więc wtrącanie się pana N. (który nigdy nie był i nie będzie moim prawnikiem) w celu zmuszenia mnie, abym fałszywie Adama oskarżyła też o to morderstwo, było całkowicie nie na miejscu.
Nie na miejscu były też „interwencje” pana N., w czasie których mnie zastraszał, prał mózg i terroryzował w celu wywołania fałszywych wspomnień, aby doprowadzić „sprawę do końca”, czyli wsadzić do więzienia niewinnego człowieka. „Bo Roman wie.” No cóż, ten schizofrenik nie jest moim właścicielem i nie zmusi mnie do kłamania. Adam i Michał stali koło mnie w czasie tego zabójstwa i też widzieli tę zakrwawioną koszulę.
Liczni enablerzy z PiS i Kościoła nie załatwią Romanowi spełnienia jego marzeń o przejęciu mojego mieszkania i ślubie z Renatą po „dorobieniu się” na sposób, w jaki „dorabiają się” wariaci z Opus Dei.