Tak się składa, że po zaszczuciu przez grupę schizofreników bardzo powoli wraca mi pamięć i odzyskuję swoje własne myśli po praniu mózgu. Ale z cała pewnością, tak samo jak zawsze, mogę stwierdzić, że w życiu nie byłam w związku z Romanem. I nigdy Romana nie nazywałam Michałem. Moja mama doskonale wiedziała, że jestem w związku z Michałem. Miałam zwyczaj swoich facetów jej przedstawiać. Roman nigdy nie został przedstawiony.
Od czasów podstawówki, od kiedy tylko zaczęłam mieć problemy z tą rodziną schizofreników od Renaty, moja własna siostra utrzymuje z nimi kontakt i uważa za dalekich krewnych Poniatowskich, a przynajmniej tak wynika z tego, co odtwarza z pamięci po zaszczuciu. Wyrobiła sobie o nich zdanie, pokochała ich i uważa, że ma prawo decydować za mnie o moich związkach, bo się w nich zakochała.
Moje źródła – bo poprosiłam o weryfikację – mówią, że ani Renata, ani Barbara nie należą do rodu Poniatowskich, nie są ich dalekimi krewnymi. W odróżnieniu od innych osób, mam zwyczaj wszystko sprawdzać. I mam świadomość tego, że schizofrenicy mają zwyczaj uwodzić swoje ofiary, ale też uwodzą pomocników, jakich tylko znajdą. Moja siostra, jak uważam, znajduje się pod wpływem faceta, którego szczerze i żywiołowo nienawidzę od podstawówki, czy Romana. Cała historia naszego romansu to jego urojenia. Z nikim z podstawówki nie byłam w związku.
Ani w podstawówce nie byliśmy parą, ani później. Działka, na którą jeździłam, należała do ojca Michała, profesora psychiatry i nigdy na niej nie było w tamtym czasie Romana. Spędzałam czas z Michałem i z nim się zaręczyłam. A wcześniej byłam w związku z Krukiem, po tym gdy intrygi Renaty i Romana doprowadziły do mojego rozpadu mojego związku z Piotrem. Potem był Bret i Kristian. Oraz Adam. Nigdy nie było Romana. Mam dosyć alternatywnej rzeczywistości, w którą uwierzyło wiele osób, między innymi dlatego bliscy mnie nie wspierali. tylko zostali enablerami schizofreników i mnie zakatowali psychicznie.
Wiem, co robię, gdy piszę, że mam gorzej niż mój tata we Francji, który jednak coś ocalił z życia, z tym polskim gangiem schizofreników. Nie kontaktuję się też z Renatą. Moje pomysły są wyłącznie moje, ten imbecyl nie będzie żerował na moim talencie i podawał się kogoś, kim nie jest. Przy czym Renata jest prawdziwą ukochaną Romana, schizofrenik zawsze się wygada swojej ofierze. Roman też nie jest osobą, za którą się podaje. I wiem, że mnie nienawidzi, to też mi powiedział, katując mnie psychicznie. Przy czym schizofrenicy doskonale w pewnym orientują się, że ich zakatowane ofiary tracą pamięć z przerażenia i potem próbują je zamienić w posłuszne marionetki, mówiąc co mają robić. Tak wygląda właśnie syndrom sztokholmski. Ofiara robi to, co chce oprawca z lęku i przerażenia, a nie z miłości, jak chcą wierzyć niewyedukowane tępe idiotki. Utrata pamięci nie jest potwierdzeniem tego, że schizofrenik mówi prawdę.
Gdyby nie durnota mojej siostry wyszłabym za Michała, albo Breta, Kristiana. albo Adama.
W życiu nigdy nie byłam w związku z Romanem, nikt obiektywny nie potrafi potwierdzić jego urojeń. Roman – tak samo jak schizofreniczka, która wykończyła mojego ojca we Francji – będzie mnie „kochał” do momentu, aż dostanie to, czego chce. Czyli po ślubie, gdy dostanie pieniądze, zabije mnie, aby odziedziczyć mieszkanie. Jest to zgodne z wiedzą psychiatrów na temat postępowania takich ludzi, wiem bo przeczytałam podręcznik na temat chorób psychicznych w kryminologii. Jest to także coś, co ten schizofrenik powiedział mi wprost. Mój tata dokładnie to samo usłyszał od francuskiej wariatki, której ojciec zabił jego pierwszą żonę.
Schizofrenicy nie ukrywają swoich zamiarów, a moja siostra jest debilem, który nie powinien udzielać komukolwiek fałszywych informacji na temat moich związków. I Michał, i Piotr byli przez nią okłamani. A ja zaszczuta do utraty pamięci przez schizofrenika Romana, który potem wszędzie mienił się moim mężem i jak to robią zwykle schizofrenicy, kontrolował dalej swoją ofiarę (czyli mnie), używając rodziny, tak aby sama nie mogła o niczym decydować.
To jest tak duży stres, że schizofrenicy z mojej podstawówki ponownie doprowadzili do mojej amnezji.
Jedyna rodzina (chociaż przyszywana), która powinna być pytana o mnie, to ojciec Adama i jego brat, a także ojciec Michała. Oczywiście sam Michał i Adam także. Obaj mają wyższe wykształcenie i są ludźmi godnymi zaufania. Znają sprawę lepiej od mojej własnej rodziny.
To jest absolutna bzdura, że kiedykolwiek Michała, czy ktokolwiek inny, umożliwiał nam randki na swojej działce. Ojciec Michała jest psychiatrą i to właściwa osoba, do diagnozowania ludzi, a nie imbecyl Ryszard, czy jego córka Renata, która jest tak samo schizofreniczką jak matka Barbara, czy ojciec.
Przy czym rodzina Romana to też schizofrenicy i to od nich pochodzą różne urojenia i oskarżenia mnie czy mojej matki o prostytucję. Oczywiście maskują się przy osobach z mojej rodziny, bo uważają, że to „rodzinna tajemnica”. Zagrozili, że będą mnie tym szantażować. Owszem kilka osób uważa, że jestem „byłą prostytutką” oraz „córką prostytutki”. Nie dam się tymi kłamstwami zaszczuć. Za to chętnie wytoczę kilka procesów cywilnych.
Przeżyłam piekło w dzieciństwie, gdy na podstawie kłamstw schizofreników, maja własna rodzina zostawiała mnie sam na sam z groźnymi schizofrenikami, którzy mnie „leczyli” i próbowali wmówić, że jestem chorą psychicznie chłopką i służką, która nie ma żadnych umiejętności czy talentów i ma zostać ich kurwą. Stąd wynikła moja amnezja w dzieciństwie, bo byłam przez nich torturowana. Pan Ch. z fandomu chyba nadal wierzy, że we własnym domu byłam tylko tolerowaną przyuczaną do służby wiejską kurewką, bo takie rzeczy o mnie za plecami wygadywała już w latach siedemdziesiątych Renata. I dlatego nigdy się nie przyjaźniłyśmy. Pan Ch. Renatę nazywał Yennefer, a nie mnie, przy czym dostał instrukcję- tak samo jak jego córka – aby nigdy nie używać imienia Renata. Bo jeszcze Andrzej lub moi rodzice zorientowaliby się, że mnie chwali. I oczywiście nikomu nie wydawało się to dziwne, że Renata nie chce podawać swoich prawdziwych danych. Dlatego bardzo proszę, aby uniknąć w przyszłości nieporozumień, nazywać mnie Mello.
Żyję cudem. Nie zawdzięczam tego swojej siostrze. Jej debilizm kosztował mnie związek z cudownym facetem, który był zdrowy psychicznie i nie był na szczęście Romanem (i przeżywałam coś takiego kilka razy, a własna rodzina mnie dobijała psychicznie za każdym razem), a także zniszczył mi sport i muzykę, bo zawsze robiła zawsze to, co chcą schizofrenicy bez wykształcenia. A także podporządkowała sobie w tych sprawach rodziców i ona decydowała, bo „poznała Renatę i Romana”. Podczas gdy ja ich diagnozowałam z Policją i wiem, tak samo jak biegli, kim oni są. Wiem to od czasów podstawówki. Bardzo nie dziękuję za wbijane mi w plecy sztylety.
Nie dam się przemocą wydać za Romana, z którym nigdy nie byłam i nigdy nie będę. Chociaż podejrzewam, że snuje przed moją siostrą opowieści o tym, jak się ze mną spotyka i jacy jesteśmy szczęśliwi. Nawet byłam w czasie prania mózgu instruowana, że mam kupić sobie perfumy i pokazać siostrze, aby Roman mógł udawać, że są prezentem od niego.
Nie wyjdę za Romana. Wolę być sama. Najwyżej wybiorę śmierć. Z powodu tego, że zniszczył mi związki i mnie prześladował, prawie popełniłam samobójstwo. Tak bardzo nie chcę z nim być. On sam już mnie kiedyś też o mało co nie zabił w ramach furii i zemsty za to, że go nie chcę. Jestem osobą świadomą zagrożenia.
Ciekawe, jakie opowieści Roman i jego gang snuje o naszym pożyciu za moimi plecami? Nie spotykam się z nim i nigdy nie spotykałam, chociaż za moimi plecami z pewnością odgrywa z rodziną I Renatą cyrki i przekonuje, że do siebie „wróciliśmy”. Mam nadzieję, że mój blog z warczeniem i okazywaniem nienawiści wobec Romana oraz jego „Yennefer” (czyli Renaty) dokładnie pokazuje z datami, że się nie przyjaźnimy, bo wpisy przeczą fikcji, która głosi, że się z nimi spotykam. Mój blog to dziennik, który pokazuje, jak bardzo trudne i bolesne jest wygrzebywanie się z zabicia psychiki przez gang Renaty i Romana. Są to ostatnie osoby, z którymi chcę mieć jakikolwiek kontakt.
Wolę się rozwieść sądownie z własną siostrą (chodzi o sądowne zerwanie więzów rodzinnych), niż chodzić na jej sznurku i pozwolić, aby razem z tym gangiem schizofreników dalej niszczyła mi życie i decydowała za mnie, kto jest moim ukochanym. Ma przestać okłamywać ludzi. Na całe szczęście ma już zerową wiarygodność na Policji, bo rządzą biegli, a nie pomówienia.
Już zbyt dużo mi zniszczyła swoją głupotą i tępym narcystycznym uporem i niechęcią do weryfikacji u najbardziej wiarygodnej osoby, czyli u mnie. Niech dalej słucha plotek od wariatów.
A jedyni gwałciciele byli z grupy Romana i Renaty. Zostałam zakatowana i z powodu syndromu sztokholmskiego, bo się podporządkowałam, nie związałam się z żadnym metalem i w tym też pomogła im moja siostra. Ale mam zamiar uporać się z tym syndromem, bo żaden metal mnie zgwałcił. Zawsze to było Opus Dei oraz ich wariaci.
Nie dam wariatom wsadzić do więzienia Adama za coś, czego nie zrobił. Chociaż wariaci z Opus Dei, programowo mordujący metali, o tym marzą. Ich terroryzm zakłada, że metale nie mogą rozmnażać i nie mogą odnosić sukcesów, i stąd ta ich „opieka” nade mną i sabotaż wszystkiego, co robię.
Powtarzam – żaden metal mnie nie skrzywdził. Za to znam cały tłum osób z fandomu, których skrzywdzili terroryści z Opus Dei, czyli między innymi Roman i Renata. To oni i ich bliscy na mnie napadali. I to wielokrotnie. Jest to organizacja pełna schizofreników, którzy kierują się schizofrenicznymi zasadami. Nigdy nie byłam członkiem Opus Dei. Nie dam się też nawrócić.
Policja nie ma co do nich złudzeń, wiem, bo rozmawiałam z Policją na ich temat. Ale nic się nie da zrobić w polskim systemie prawnym. Nie mogę wysłać wniosku do Sądu Opiekuńczego, bo nie są moją rodziną. Ale jakby co, mogę wsadzić do psychiatryka moją własną siostrę, jeśli będzie dalej mówić o tym, że kiedykolwiek byłam z Romanem, a Barbara i Renata to szlachta.
<sarcasm on> Ta, kurwa, może od razu Radziwiłłowie, nie „tylko” Poniatowscy? <sarcasm off>