Tak się składa, że z dwoma Amerykanami weszłam w spółkę autorską. Jak najbardziej nie chcieli mnie skrzywdzić, tylko przelewać tantiemy na moje konto walutowe. Absolutnie nie wiem, jak to się stało, że nagle zaczął mnie „reprezentować” Nycz. I okazało się, ze „dla mnie” założył konto walutowe, złodziej.
Odpowiedziałam, że jak najbardziej potrafię sobie sama założyć konto i to zrobiłam, ale od tamtej pory nie udało mi się dopchać do moich znajomych Amerykanów i według tego, co się dowiedziałam, przez dekady przelewali pieniądze na to konto Nycza.
Okazało się, że założył to konto i nim zarządza, święcie przekonany, że schizofrenik Roman to mój mąż i że mnie prawidłowo ubezwłasnowolnił. Roman sobie żyje tych pieniędzy wypłacanych po trochu bardzo wygodnie i udaje bogacza. Przy czym oczywiście nie zobaczyłam z tych pieniędzy ani złotówki. Nie miałam za co zafundować mamie operacji zaćmy, gdy po pierwszej się przewróciła i soczewki się zrolowały. Nie mam też za co sobie zoperować oczu po ataku schizofrenika na jedno oko.
Jestem panną, nigdy nie byłam nie byłam związana z Romanem i nigdy nie byłam ubezwłasnowolniona. Nie dam dostępu do konta, które niby było założone „dla mnie”. Zawsze się dzieją takie „cuda” kiedy w sprawę wmieszają się schizofrenicy. Ale mam zamiar wszystko przetrwać i w końcu pójść do Sądu. Wiem, że Amerykanie poszli już do Sądu w Stanach. Sprawa czeka tylko, aż się lepiej poczuję i będę mogła zeznawać.
A dla ludzi, którzy chcą oddać to, co ukradli, oto moje konto w dolarach w Paribas:
