Różne wersje

Tak się składa, że prześladujący mnie gang rozpowiada o mnie nie dające się pogodzić wersje. Z jednej strony miałam niby wyjechać do Stanów i być szczęśliwa. A dolarowe przelewy ze Stanów są dla „najlepszych przyjaciół”. Inna wersja głosi, że pieniądze przesyłana na konto Nycza są dla Renaty. Bo należy się jej „odszkodowanie”.

Ja uważam, że to mnie należy się odszkodowanie. Bo ukradzione pieniądze to tantiemy za pewne kompozycje i spółki autorskie.

Jeszcze inna wersja jest taka, że jestem „chorą psychicznie żoną Romana” z amnezją i on może dysponować wszystkim, co mam, wraz z założonym przez Nycza kontem.

Jest to absolutnie nieprawdziwa wersja i bardzo proszę, aby wszystkie sprawy mnie dotyczące omawiać ze mną, a nie prześladującym mnie klerem, który koniecznie chce, abym potwierdziła „świętość Barbary” oraz moje „nawrócenie”. Dla tych ludzi to, że mam być „żoną Romana” jest aksjomatem, tak wierzą w to, że jestem ubezwłasnowolniona.

Mogę jedynie to skomentować w taki sposób – kurwa mać, gówno prawda. Widzimy się w Sądzie. To samo mówiłam na początku lat dziewięćdziesiątych, ale złodzieje i oszuści z cała premedytacją zaszczuli mnie i zakatowali do tego stopnia, że straciłam pamięć i nie mogłam odpowiednio z gangiem schizofreników odpowiednio walczyć.

Mam nadzieję, że uczciwi ludzie, którzy się przypadkiem w to zapłatami, będą wiedzieli, co robić. Bo ani Ryszard nie jest moim ojcem, ani Barbara nie jest moją matką, ani Roman mężem.

Z tym, że kler, jak zwykle, ma bardzo lepkie paluchy.

Dodaj komentarz