Czekam na kolejne bolesne dla mnie ataki ludzi z Avangardy. Działają według jednego schematu, który powtarza się już od dekad. W zasadzie to chyba opracowali sobie te metody już w czasach mojej podstawówki, ale do tej pory nie zmienili cętek ani zwyczajów.
Sprawa wygląda tak, że jestem cały czas atakowana przez nich tak samo jak w szkole. Wszystko oczywiście opiera się na pomówieniach wariatek. I nic się nie da zrobić, bo „one powiedziały, że powiedziałam” i są najlepszymi przyjaciółkami „tej prawdziwej znajomej Sapkowskiego” (oczywiście gówno prawda), więc „wiedzą, że to nie ja”.
Część z tego grona została wyjebana z mojej podstawówki za nękanie mnie i do tej pory się za to mszczą. Byłam atakowana przez nich w czasie konwentów, a także online. Jeden schizofrenik z tego grona ma urojenia, że jest moim mężem i mnie cyklicznie też katuje, lub próbuje u mnie zamieszkać. Po wtargnięciu do mieszkania był wyprowadzony przez patrol policyjny. Jego wielki orędownik i imbecyl(*) Ryszard zresztą też był w taki sposób wypraszany.
Ta grupka wzajemnej adoracji zniszczyła mi życie osobiste, a także zawodowe. Na każdym poziomie. Są też złodziejami.
Mam prawo w tej sytuacji prawo się skarżyć i to robiłam wielokrotnie, ale wariaci zamiast naprawić sytuację lub się leczyć, woleli uznać, że problem jest ze mną. Zawsze, gdy dochodziły ich informacje, że się skarżę, kończyło się to napadem na mnie i oskarżaniem mnie, że „pisarka skarży się z mojego powodu”, więc byłam atakowana psychicznie i fizycznie. Nie, zapamiętajcie tępe chuje, ja, czyli prawdziwa pisarka skarży się właśnie na was.
Bardzo proszę już mnie nie bić za to, że mam z wami problemy. To wy jesteście powodem, dlaczego nie widać mnie na żadnym polskim czy zagranicznym konwencie. Życie mi milsze, tym bardziej że zniszczyliście mi wszystko, co się dało, w tym ostatnią szansę zostania matką, bo upieraliście się mnie „leczyć” oraz „godzić z mężem Romanem”, zamiast dać mi spokój. Dopiero teraz wychodzę z syndromu sztokholmskiego. Nie jestem niczyją żoną i szczerze mówiąc, nie mam ochoty wychodzić za nikogo, bo przez was i to nielegalne ubezwłasnowolnienie każdy związek kojarzy mi się z niewolą. Mam dosyć ludzi, którzy uważają, że mają prawo mną rządzić.
Nie jestem też już towarzyska, więc ewentualny udział w konwencie będę traktować jako katorgę. Nie chcę oglądać mord fanów. Mogę ewentualnie zrobić wyjątek dla fandomu metalowego. Nie interesuje mnie pisanie dla Polaków, ale nie oddam moich konspektów nikomu.
Jedyne o co proszę to, kurwy, oddajcie co do mnie należy.
Nie wyjdę za Romana, chociaż – jak twierdzicie – „on już ma moje pieniądze”. Niech złodziej odda w takim razie, skoro wie, że moje. Okłamaliście Breta, chuje. Na blogu jest dokument potwierdzający, że jestem panną. Odpowiednie numery kont też można znaleźć w niedawnych wpisach.
⛧⛧⛧
(*) Ryszard jest autentycznym imbecylem. Nie potrafi dodać w pamięci dwóch dwucyfrowych liczb, chociaż działanie jest bardzo proste. Nie zrozumie też konceptu choroby psychicznej (więc nie będzie żony czy córki leczył, chociaż profiler z lat siedemdziesiątych próbował go namówić na leczenie, ale zamiast je leczyć, wierzy w każde ich słowo i próbuje dopasować świat do ich urojeń). Nie rozumie także, co to znaczy, że ktoś ma amnezję, czyli nie pamięta jakiś wydarzeń. Uważa, że ktoś taki jak ja z amnezją staje się kimś innym, a nie osobą, o której jemu mówiono. Chociaż wiele osób starało się mnie przed nim ratować. Ma przestać podawać się za przyjaciela mojego ojca. Nie jest moim przyjacielem, jest zaciekłym wrogiem, bo wiem, co zrobił.