Testament

Mój testament brzmi tak – tylko moje rodzone siostrzenice i siostrzeniec mogę po mnie dziedziczyć. Piszę to nie dlatego, że planuję samobójstwo, ale żeby mnie znajomi schizofrenicy, którzy nękają mnie od podstawówki, nie zabili. Tak się składa, że schizofrenicy zabijają bardzo często, kierując się urojeniem, że po kimś dziedziczą i że nastąpią jakieś automatyczne przelewy, które po czyjejś śmierci nastąpią. Schizofrenik Roman nie jest moim mężem i po mnie nie dziedziczy.

Za to, jak się zorientowałam, Avangarda od lat uważa go za kogoś decyzyjnego we wszystkich moich sprawach. A tak się składa, że warszawski gang schizofreników od dzieciństwa mnie prześladuje razem z swoimi pomocnikami i mogę powiedzieć tylko jedno. Nawet jeśli by powstał w Warszawie jakiś inny klub fantastyki to po tym, co mnie spotkało, w życiu nie pojawię się na żadnym warszawskim konwencie. Bo wiem, że nikt nigdzie nie zapewni mi bezpieczeństwa. Widziałam, jak pomimo mojej walki i kierunkowego wykształcenia, jestem latami, krok po kroku, zakatowywana psychicznie ( a także fizycznie) przez gang schizofreników, którzy przychodzili do mojej pracy, a także ludzi, którzy twierdzili, że są z Avangardy i im pomagali. Twierdzili, że podaję się za kogoś, kim nie jestem, i dodatkowo mam być podobno powodem, dlaczego ta „prawdziwa Małgorzata Wieczorek” nie pojawia się na warszawskich konwentach. Jeżeli kiedykolwiek uczestniczyłam w jakiejkolwiek imprezie Avangardy to tylko dlatego, że straciłam pamięć i nie działałam racjonalnie, bo nie pamiętałam, co mi zrobili już w podstawówce, w czasie liceum i potem na studiach.

Więc jedyne, co mogę zrobić, to wypowiedzieć wojnę temu klubowi. Nikt, kto jest uczciwy nie może pojawić się na konwencie Avangardy. Mam nadzieję, że odczują to na najbliższym Bazyliszku.

Wracam do mojego dawnego hasła. W Warszawie nie ma klubu fantastyki. Jest klubik Opus Dei ze schizofrenikami, którzy okłamują wszystkich na mój temat sprzedając swoje urojenia jako prawdę.

Zamierzam unikać też innych konwentów, w czasie których mogą mnie zaatakować schizofrenicy. Bo nic, ale absolutnie nic, nie zostało naprawione, tylko zostałam ponownie zakatowana przez schizofreników tak, ze o mało się nie zabiłam i weszłam w syndrom sztokholmski z brakiem pamięci. Bo tak mnie „leczyli” z moich tak zwanych „urojeń”.

Mam nadzieję, że chyba nie muszę ponownie wyciągać zaświadczenia o stanie cywilnym, bo z wiosny poprzedniego roku powinno wystarczyć. Nie jestem, kurwa mać, żoną Romana, tylko skrzywdzoną wokalistką i pisarką.

Piekło i przekleństwa na polski ruch fanów!!!

Dodaj komentarz