Muszę wyjaśnić, jak to się stało, że złodziej Roman, który nie jest moim mężem, ciągnął pieniądze od znajomych Amerykanów, udając mojego męża. Pieniądze miały być moje, ale gang schizofreników uniemożliwił mi kontakt z Bretem. Klasyczny atak schizofreników z podaniem swojego konta. Ta kradzież to jedna z przyczyn, dlaczego nie pojechałam do Stanów.
Zdążyłam nawet być na Policji i zgłosiłam, że ktoś zamiast mnie podał swój numer konta Amerykanowi, który chciał przelewać należne mi pieniądze. Niestety zostałam tak dokładnie zaatakowana przez gang schizofreników, że dopiero teraz jestem w stanie o tym pisać i przedstawić zaświadczenie, które wyraźnie mówi, że jestem panną, a więc mój prześladowca nie jest moim mężem.
Jak dowiedziałam, schizofrenik i jego siostra żyją sobie wygodnie na mój koszt, tym bardziej, że siostra Romana (tak, tym razem nie chodzi o Renatę) udaje byłą mojego dawnego narzeczonego (chociaż uważa, że facet nazywa się Vikernes – ale dla niej każdy długowłosy Norweg to Varg). Roman tak naprawdę kocha Renatę, ale nie może zrezygnować ze swoich urojeń, bo przestałby dostawać pieniądze. Żaden psycholog kliniczny w tej sytuacji nie da mu rady i nie da się go nakłonić do leczenia.
Ja jestem osobą, za którą się podawałam, ale nikt z tego gangu schizofreników nie jest osobą, za krótką próbuje uchodzić. W tym gangu nie ma żadnego „mojego męża”, nie ma skrzywdzonej „pisarki”, nie ma też skrzywdzonej „wokalistki” i nie wiadomo kogo jeszcze. O, prawie zapomniałam – ma też być jedna z tych schizofreniczek prawdziwą miłością Varga, który przeze mnie niby trafił do więzienia. Nie zapominajmy też, że jest w tym gronie Renata, która miała być prawdziwą, a skrzywdzoną, miłością Piotra.
Dodam też, że Krystyna naprawdę nie jest moją przyjaciółką i warto jej to uświadomić. Bo nie chcę, aby się podawała za moją przyjaciółkę i mówiła, że chcę, aby jej pomagać. Konspekty mają wrócić do Andrzeja.