Tak się składa, że nigdy nie mieszkałam ze schizofrenikiem Romanem. Wyprowadziłam się do Michała i razem mieszkaliśmy w jego pokoju w mieszkaniu jego rodziców. Pomimo tego, że nie ukrywałam tego, że jestem z Michałem (innych facetów też przed matką nie ukrywałam), to zjebowi Romanowi udało się wmówić jej. że z nikim innym się nie spotykałam i że jest jedynym mężczyzną w moim życiu. Prawda jest taka, że spotykałam się z wieloma facetami, ale nie z Romanem.
Z Romanem też nie mieszkałam. Mieszkałam z Michałem i jeździłam na działkę jego rodziców. Świetnie się razem bawiliśmy. Ale prawdą jest, że faktycznie Roman i reszta schizofreników pchała się nam do mieszkania i w końcu mnie wykończyli psychicznie. Bo związek, który dla mnie był tylko czymś tymczasowym, bo nie chciałam za Michała wychodzić (przynajmniej na razie) miał zdaniem wariatów skończyć się ciążą, pośpiesznym ślubem oraz rzuceniem studiów, bo trzeba na dzieci zarobić. Głównie miałam opiekować się dziećmi, sprzątać i gotować. Dodam, że Roman zdenerwowany, że jestem z kimś w związku, w psychozie o mało co nie udusił mi kota. W ostatniej chwili kotek został wyrwany z jego szpon. Bardzo długo łapała oddech i dochodziła do siebie. Ja też wpadłam w szok. W sumie uciekłam z tego związku, bo często Roman przychodził, a nie chciałam go widzieć. Nie mieszkałam tam z Romanem, tylko nas z Michałem niepokoił. Po prostu ten psychotyk właził, jak do siebie.
Wyjeżdżałam z różnymi mężczyznami, także z Bretem do Sztokholmu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy okazało się, że moja rodzina jest przekonana, że byłam w Sztokholmie z Romanem. Tłumaczę różnym ludziom, z kim się spotykam i co robię, ale nie ma to sensu, bo i tak po puszczeniu ploty, że na przykład pojechałam do Berlina z Michałem i rodzicami, dowiadywałam się, że byłam w tym czasie z Romanem.
Jedyny właściwy wniosek jest taki, że nie warto z tymi ludźmi rozmawiać. I cokolwiek tłumaczyć. Bez względu na to, czy przedstawiałam jakiś mężczyzn, czy też mówiłam dokładnie, co i z kim robię, to zawsze okazywało się, że ważniejsze jest to, co powiedzieli mojej matce schizofrenicy. Wariaci dorobili mi (jak to schizofrenicy lubią robić) gębę osoby chorej psychicznie, bo nie podtrzymywałam ich urojeń. Mam złą wiadomość – nie zamierzam podtrzymywać ich urojeń. Ale też nie dam się wsadzić do psychiatryka. Moi byli mają całe albumy zdjeć ze mną z różnych miejsc, z czasów kiedy byliśmy razem. Są też wycinki z tabloidów. I nie obchodzi mnie, kto wbrew moim słowom, zamierza kolportować jako prawdziwą wersję schizofrenika, którego nienawidzę od dzieciństwa.
To że moja matka go popierała, świadczy jak najgorzej o jej możliwościach intelektualnych oraz jej galopującym narcyzmie. Możliwe też, że była sama chora psychicznie, bo ją wariaci wciągnęli we wszystkie swoje urojenia. Ale fakt jest taki, że zniszczyła mi całe życie. Jedyne co mogę zrobić to uciec za granicę i zerwać kontakty. Bo pogrobowcy mamusi nadal działają. Wiem, że nawet zaprzysięgła moją przyjaciółkę i kolejne pokolenia z rodziny. Ale wbrew tej zmowie przeciwko mnie, się nie poddam i nie wyjdę za Romana.
Będę działać po cichu, tak żeby nikt z pogrobowców mamusi się nie dowiedział i nie poinformował wariatów. Bo mam dosyć tego paktu, jaki zawarli ludzie z mojej rodziny ze schizofrenikami, że mam wyjść za Romana, albo za nikogo. Jestem wybitnie nieszczęśliwą, niezamężną osobą z powodu tej zmowy.
Dodam tylko, że właśnie z podwodu takiej zmowy i zwrócenia się bliskich przeciwko osobie, która walczy z wariatem całe życie, wpada się w psychozę i ma zniszczone wszystko, co tylko można kobiecie i człowiekowi zniszczyć.
Ledwo żyję.
Wszystko, co moja matka kiedykolwiek o mnie powiedziała, najprawdopodobniej pochodziło od wariatów, a nie ode mnie. Mój dawny nieformalny teść scharakteryzował ją jako narcyza, który potrafi kochać tylko jedno dziecko. Z cała pewnością moja siostra traktowanaby była z całym szacunkiem i pozwolono by jej zachować autonomię. Ale ją i jak i moja matkę wychowała wiejska baba, czy mój babcia ze strony babki. Mnie wychowywał ojciec i dziadek.
Przy czym takie zaszczucie przez schizofrenika z udziałem rodziny, to znowu coś wprost z podręcznika.