Prawo własności

Mam nadzieję, że ten wpis zakończy pewną aferę, która ciągnie się od czasów mojej podstawówki. Wtedy to właśnie schizofreniczne dzieci, z którymi chodziłam do szkoły, uknuły spisek, aby wejść w posiadanie mieszkania. Miałam albo pójść do klasztoru, albo zaszczuta przez nich się zabić, a oni mieli zostać dziedzicami moich rodziców. I to był powód dlaczego się podlizywali moim rodzicom za moim plecami oraz fałszywie przedstawiali jako moi przyjaciele. Stąd także się wzięły jeszcze inne marzenia i urojenia tych osób, które zostały rozpowszechnione wśród warszawskich fanów.

Dla zwolenników wariatki Renaty mam złe wiadomości – jestem dokładnie tą osobą, za którą się zawsze podawałam. I jestem jedyną dziedziczką mojej mamy, Heleny. Zupełnie niepotrzebne mi były wjazdy do mojej pracy (i to niejednej) zwolenników i kochanków schizofreników, którzy mieli nadzieję, że terrorem zmuszą mnie do oddania mojego mieszkania. Nie powinnam też była wysłuchiwać krzyków i wrzasków (a wszystko działo się, przypominam, w pracy przed studentami), że mam oddać klucze i że jestem wariatką. Zupełnie też bez sensu było wplątanie w to prawnika N., czy też innych osób, także psychiatrów i psychologów, bo to nie ja byłam problemem, i to nie ja powinnam się leczyć. Niestety takie urojenia kleptomanek schizofreniczek, jak te panie z mojej podstawówki, są bardzo częste. I powinny takie rzeczy zawsze być pozostawiane Policji i biegłym. Samosądy i zaszczuwanie różnych osób (w tym też mnie) to objaw skrajnej demoralizacji i nic więcej nie mogę na ten temat powiedzieć. Dodam tylko, że ja sama postanowiłam trzymać się od tego środowiska już zawsze z daleka i nie pcham im się na oczy. Nic nie mogą zrobić, abym zmieniła zdanie na temat osób, które mnie zaszczuwały całe moje życie i torpedowały moje plany osobiste i zawodowe swoimi kłamstwami ora urojeniami. Zbyt się ich boję, aby uczestniczyć w warszawskich konwentach, bo takie imprezy bardzo trudno ochraniać.

Swoje mieszkanie zajmuję jak najbardziej legalnie i nikt inny nie ma do niego prawa. Odebrałam dzisiaj legalny dokument, w którym zawarte jest wszystko, co tylko sądom jest wiadome o moim mieszkaniu. Jestem zatem gotowa do wstąpienia na drogę powództwa cywilnego, bo mam już dosyć złodziei i skurwysynów z warszawskiego środowiska fanów fantastyki.

Wcale już nawet nie chcę, aby osoby zakochane w schizofrenikach (czyli Renacie i Romanie) mnie przeprosiły. Nie ma to dla mnie znaczenia po tym, jak zniszczyły mi całe życie, pomimo wysiłków wszystkich moich przyjaciół oraz prawdziwych psychoterapeutów, aby postawić mnie na nogi. Całe moje życie to rollercoaster i po podniesieniu się z depresji i zaszczucia byłam ponownie atakowana i wyzywana. Nic, co jest związane z warszawskim fantomem, nie ma już dla mnie znaczenia.

Kurwy i ich wielbiciele, bardzo proszę, odpierdolcie się ode mnie. Ani Renata nie ma prawa do mojego mieszkania, ani Roman czy Ryszard nie są moimi „opiekunami prawnymi”. Są po prostu złodziejami i oszustami, jak to zwykle jest ze schizofrenikami, którzy odkrywają, że dzięki kłamstwom i wyłudzeniom nie muszą się leczyć, a mogą dostawać kasę za nic. W czym zawsze pomagał im Kościół i brał swoją dolę za ochronę.

Nie mogę umieścić całego dokumentu, bo nie pozwala na to WordPress, a nie chce mi się szukać w Sieci, jak to obejść, bo pewnie wystarczyłoby zmienić jedną linijkę kodu. Ale wrzuciłam skan całego dokumentu sobie do Chmury i mogę w każdej chwili okazać.

Dodaj komentarz