Niewolnica

Dziewczyna, która uciekła z klasztoru i została pokojówką, miała to szczęście, że na jej drodze pojawili się ludzie, którzy powiedzieli jej do kogo może się udać po osiągnięciu pełnoletności. Do tego momentu rządziła jej losami wola schizofreniczki.

Wiejska schizofreniczka z niewiadomych przyczyn upatrzyła sobie ją jako dziecko i postanowiła oskarżyć o prostytucję. Zarządała, aby dziewczynka poszła do niej na służbę. A potem do znajomej zakonnicy do klasztoru. Dyktat schizofreniczki oznaczał początek piekła dla tego dziecka. Nie tylko musiała sprzątać i wariatce usługiwać, ale też dziękować za lanie i chować się pod łóżko, gdy już potrzebna. Bo pod łóżkiem miała mieszkać. W klasztorze nie traktowano jej lepiej i też się na niej wyżywano.

Wiem, co potrafią zrobić swoim ofiarom schizofrenicy i nieleczących się schizofrenicznych morderców sadzałabym na krześle elektrycznym, bo nie zgadzają się na leczenie tylko wyjątkowo głupi schizofrenicy, którzy jednocześnie zostali zdemoralizowani przez Kościół, który nadaj im rangę „świętych” potwierdzając im to, co sami o sobie w swojej psychozie myślą.

Tak samo jak uciekinierka z klasztoru, która znalazła pracę u rodziców Piotra, przechodziłam piekło z powodu zainteresowania mną schizofreników. Schizofrenicy pióra mózgi swoich ofiar, bo te nie potwierdzają ich urojeń, a czują przymus postawienia na swoim. Schizofrenicy z mojej podstawówki to nie moja rodzina, a Barbara nie nosi z domu nazwiska Poniatowska. Jej córka też jest nikim. Za to obie schizofreniczki marzą o tym, aby powtórzyć wobec mnie to, co spotkało moją znajomą pokojówkę. Ale nie da z siebie zrobić niewolnicy, chociaż jest to wspólne marzenie schizofreników. Wiem, czego się podziewają i czego ode mnie chcą. Ale nie będę obsługiwać Renaty czy Romana. Mają się ode mnie odpierdolić i już nigdy nie nachodzić mnie w pracy.

Nie będę też znosić tortur czy wyzwisk. Nie przystanę na żadne ich „warunki”. I gówno mnie obchodzi, że ktoś taki jak Andrzej uważa ich za moich bliskich przyjaciół. Są dla mnie tak obcy, że miałam duże problemy z przypomnieniem sobie, skąd ich znam. Ale sobie już wszystko świetnie przypomniałam. To osoby z mojej podstawówki, które już wtedy były winne bullyingu i mnie już wtedy zaszczuły i zniszczyły psychicznie. Biegają za mną i niszczą swoimi urojeniami przez całe moje życie. Każda osoba, która z nimi się przebywa, naraża się na wyrzucenie z moich znajomych. Kilka osób już ro spotkało. Tak samo nie chcę oglądać paru idiotek z mojej uczelni, zawistnych pizd, które zawsze zwijały się z zawiści na widok osób, z którymi się spotykałam. To tępe wredne suki, których nie chcę oglądać.

Tak się składa, że ci ludzie to podobno trzon Avangardy. Tym gorzej dla tego klubu. Mam nadzieję, że dopadnie go moje przekleństwo i faktycznie nie będzie żadnego klubu fantastyki w Warszawie, bo dla mnie przez wiele lat tego klubu nie było. Zdziwiło mnie stwierdzenie Breta, że to jacyś moi przyjaciele. Miał dużego pecha, że zaufał idiotkom. Tłumaczyłam mu, że w Warszawie nie ma żadnego klubu fantastyki. Szkoda, że mi nie uwierzył i postanowił znowu rozmawiać z wariatami.

Ja za to mam pecha, że chodziłam do podstawówki z wariatami i ciągnie się do za mną dalej. I chyba się do emerytury się od nich nie uwolnię. Mam cała listę rzeczy, związków i karier, które mi zniszczyli. WIęc każda osoba, która nazywa ich „moimi przyjaciółmi” staje się moim dawnym znajomym, z którym relacja się skończyła w sposób wybuchowy.

I mam dosyć tłumaczenie, że to nie są moi przyjaciele, tylko schizofrenicy, którzy albo zabili ludzi dla mnie ważnych, albo zaszczuli ich z wynikiem śmiertelnym.

Nie zamierzam potwierdzać urojeń żadnego z tych wariatów. Oskarżanie mojego ojca o gwałt, podczas gdy był zagranicą, czy oskarżanie o to samo mojego przyjaciela geja robi z Renaty kogoś, kto jest prawdziwą persona non grata. Ale to ja musiałam się usunąć z fandomu, a nie wariaci czy kochanki Romana, które „są mu wierne” i roznoszą wszędzie jego urojenia, podając je za fakty.

Tylko gorzej dla polskiego fandomu.

No niestety żyjemy w kraju, którego system prawny nie przewiduje, aby ofiara schizofrenika, która nie jest z nim spokrewniona, mogła go przymusowo posadzić w psychiatryku. Nie jestem z nimi spokrewniona, Barbara to nie moja ciotka, a Roman nie jest moim mężem. Za to ich prawo do nieleczenia się stoi w Polsce wyżej od prawa wielu osób do życia, nie tylko dobrego życia.

Mam nadzieję, że w końcu trafią do psychiatryka.

Dodaj komentarz