Persona non-grata

Wiele osób o metalu z poprzedniego wpisu myśli inaczej niż ja. Podobno są osoby i to całkiem jest ich sporo, z którymi sypiał. Z jakiegoś powodu jednak zawsze doprowadzał mnie do stanu, kiedy zaczynałam zaciągać go do łóżka, ale mi uciekał, a ja leczyłam serce. Jak już napisałam wiele związków przeszło mi koło nosa, nie tylko z powodu mojego złego stanu psychicznego, ale też dlatego że po odrzuceniu nie byłam się w stanie pozbierać. Wykorzystywał mnie tylko, żeby sobie ze mną porobić zdjęcia.

Więc jeśli nie jest gejem i sypiał ze wszystkimi, ale nie ze mną, to znaczy, że są jakieś przyczyny. Podejrzewam, że mógł przejść na przykład przedwczesną inicjację seksualną – gdzieś tak w wieku ośmiu-dziesięciu lat – i nie jest w stanie zbudować relacji opartej na miłości i przywiązaniu. W takim układzie to, że ze mną trzeba było „chodzić” było zbyt trudne dla tego gościa, najwidoczniej wolał panie, które ładują mu się do łóżka już na pierwszej randce.

Tutaj muszę zaznaczyć, że z moim byłym zanim wylądowałam na schodkach nad Wisłą rozmawiałam wiele razy w czasie koncertów.

Ten metal mi zniszczył życie, blokując mnie emocjonalnie, a potem okłamując różnych moich wielbicieli, że jestem zajęta, jest osobą której nie chcę oglądać już nigdy. Imbecyl schizofrenik, który twierdzi, że jest moim mężem, mówi o kresie, kiedy miałam dziewiętnaście lat. Widziano mnie często na koncertach. Na pewno nie byłam w ciąży. I przerabialiśmy już to w roku 1990, kiedy Michałowi przynosiłam zaświadczenie o stanie cywilnym, żeby pozbyć się oskarżeń o to, że mam męża.

Kobiety mają swoje granice, czas przydatności do spożycia. Mój czas minął z ostatnią miesiączka i wycięta macicą. Metal, o którym mówię, uniemożliwił mi wyjazd do Szwecji, żebym ratowała swoje życie i zdrowie reprodukcyjne. Mogłam uratować macicę, a gdybym ją miała, zaawansowana ginekologia mogłaby mi przywrócić płodność nawet gdybym miała sześćdziesiąt lat.

Trzeba było ze mną rozmawiać, a nie z Nyczem. To że prześladują mnie schizofrenicy było czymś, co chyba wszyscy widzieli i wiedzieli. Łącznie z tym, że mam wariata, który mówi, że jest moim mężem, czy wariatów, że działają jako moi „rodzice”. Nie mówiąc o fałszywych „przyjaciółkach”.

Wolę być sama, niż znowu wpaść w łapy tego idioty, inaczej znowu coś przegapię, bo odwróci moją uwagę, a on i tak potem rozwieje się w powietrzu. Albo ja go rzucę, bo nie chciał iść ze mną do łóżka. Przeżyłam upokorzenie, gdy chciałam go namówić, żeby mnie zabrał mnie do pokoju hotelowego po tańcach, a on po prostu z zadowoleniem, że mnie doprowadził do takiego stanu, odwrócił się i odprowadził mnie do domu.

Nie wiem, kurwa, to podobno jest ktoś, kto mnie kocha i mówi, że chce się przyjaźnić. W życiu mu nie uwierzę, ani nie będę chciała spędzić z nim nawet minuty. Niech pamięta zjeb, że furia odtrąconej kobiety, z którą nie chciał sypiać, jest czasem gorsza od furii kobiety, którą rzucił po pełnoprawnym związku.

Złamał mi zjeb serce. Nie chcę nawet na niego patrzeć. Nigdy nie będę już go chcieć. Będę pamiętać wszystko, co przez niego straciłam. A także jego udział w napadach na mnie, jakie uskutecznili schizofrenicy na równi z jego rodziną.

Jest to persona non-grata dla mnie.

Muzyk

Powiedzmy to sobie szczerze – nie mam i nigdy nie miałam gorącego romansu z pewnym muzykiem heavy metalowym, chociaż szeroka publiczność w fandomie tak uważa. Ten tępy gnój zniszczył mi życie. Jego ojciec, gdy jego synalek był jeszcze nastolatkiem, zniszczył mi życie i sterroryzował na tyle, że do końca rozpadł mi się związek z Michałem. Tak się składa, że do rozwinięcia kariery jego synalek potrzebował moich koneksji i znajomości w świecie muzyki, więc zaczął się ze mną pokazywać. Ja go uważałam go tylko za przyjaciele, ale za plecami rozchodziły się zupełnie inne ploty.

Nie jestem lesbijką, która pomaga gejowi stworzyć fikcję na użytek mediów, jak pewnie myśli kochanek mojego „narzeczonego” pewien fotograf. To że u mnie nocowała pewna lesbijka nie oznacza, że byłyśmy razem. Mam problemy psychiczne związane z gwałtami oraz tym, że mam na karku gang schizofreników od dzieciństwa, ale nie jestem lesbijką, Na całe szczęście miałam bardzo gorący romans z zupełnie kimś innym, jak najbardziej heteroseksualny. Nigdy świadomie nie godziłam się na rolę kogoś, kto będzie tego idiotę krył. To że jego ojciec (który też miał rodzinę, która była dla niego przykrywką) rozpowiadał w fandomie, jaki to synalek jest ogier i okłamał Amerykanina zniszczyło mi życie. Temu Amerykaninowi też.

Gdyby nie napady na mnie, nie straciłabym pamięci i przypomniałabym sobie, że romans z tym gejem nie ma sensu. Niestety byłam zakochana w geju, o którym nie pamiętałam, że jest gejem, kiedy leciałam samolotem do Vancouver.

Kiedy tylko próbowałam ułożyć sobie życie, ten gej razem z ojcem, który jest bardzo agresywnym tępakiem i prymitywem, napadali na mnie, terroryzowali i niszczyli psychicznie, wmawiając mnie i wszystkim innym, że jestem lesbijką. Zniszczyli tymi napadami na mnie i zaszlachtowaniem mojej psychiki wysiłki psychoterapeuty, który już pomógł wyjść z traumy i odzyskać pamięć.

Mam dosyć chronienia tego geja. Czas żeby się przyznał, kim jest w rzeczywistości. Powinien był przyjąć do wiadomości, że nie chcę być jego przykrywką, kiedy mu o tym powiedziałam, a nie atakować mnie razem z ojcem, niszcząc mi wszystko już do reszty i wmawiając ludziom, że niebezpieczni schizofrenicy to moja rodzina. Piotr mnie nie rzucił, dlatego że byłam lesbą, ja go rzuciłam dla Michała. (Biorąc od uwagę, jak Piotr się zachowywał, to już prędzej on był gejem, niż ja lesbijką, tylko bardzo chciał mieć dzieci, ale jak wszyscy geje chciał czekać do ślubu.) A później zostałam zniszczona przez schizofreników, bo mnie zgwałcili i poddali praniu mózgu. Z tym, że rzeczywiście nie ten gej mnie dusił i wkładał penisy do ust przemocą.

Jest też plagiatorem. Ale to jeszcze inna sprawa. Na całe szczęście Norwedzy są uczciwi i poprawnie mówią, kto i z kim tworzył. Mój znajomy metal gej zbyt dużo moich rzeczy sobie przypisał, jak na to jak mnie potraktował.

Napadanie na mnie za to, że przypomniałam sobie, że jest gejem i próbowanie sobie ułożenia życia z kimś innych, to już taka chujoza, że brak mi słów. Zabito w ten sposób człowieka. A ja nadal co najwyżej, jestem skatowana psychicznie, ale nie jestem lesbijką.

Więc się kończy moja pomoc dla tego chuja. Już dawno powinien się przyznać, kim jest. Żeby we współczesnych czasach robić takie akcje to debilizm. Są w metalu jawni geje i nikomu to nie przszkadza. Przeszkadza za to to, że jest plagiatorem. Niech w takim sytuacji nie przypisuje sobie wszystkiego, co zrobił. A na pewno nie powinien przypisywać sobie moich kompozycji. Wiem o plotach wedle których jego ojciec rozpowiadał, czego to jego synalek nie napisał z Norwegami. I jeszcze bezczelnie usłyszałam, że „tak się robi” – czyli niszczy kobiety, blokuje im możliwość ułożenia sobie życia, a potem jeszcze okrada. I toleruje plotki wedle których za mnie także pisze.

Powinnam była mieć lepsze rozeznanie w tym, co się rzeczywiście dzieje, gdy odrzuciłam czyjeś oświadczyny na lotnisku w Toronto. Nie miałam wtedy świadomości, że jestem zakochana w geju.

Zniszczono mi życie. Nie chcę tego kutasa geja oglądać i w życiu nie zaakceptuję przeprosin.

Nie ma też szansy na to, żebym z nim współpracowała.

I niech już więcej nie krzywdzi żadnych kobiet.

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Wśród mężczyzn, którzy niszczą kobiety, są nieuczciwi geje, którzy nie chcą się publicznie przyznać do swojej orientacji. Zamiast tego wykorzystują różne panie, żeby stworzyć fikcję na temat swojego bogatego życia erotycznego.

Mogę z całym przekonaniem powiedzieć – ta krowa nie daje mleka.

Spotykałam się w połowie lat dziewięćdziesiątych z facetem, który kocha się we mnie podobno od dzieciństwa. Na palcach jednej dłoni mogę policzyć przypadki, kiedy mnie pocałował, a do łóżka nie udało mi się go zaciągnąć. Cała jego działalność sprowadzała się do wyciągania mnie na randki, które fotografowali paparazzi. Przy czym jego matka instruowała mnie, żebym się ubierała jak najseksowniej.

Więc nie, nie jestem zaręczona z tym człowiekiem, za to zniszczył mi całe życie, bo w swojej naiwności chciałam mu być wierna, gdy ponownie zawrócił mi w głowie, a powinnam na pełnej kurwie wlecieć w inny związek. Złośliwie zablokował mnie nie mniej niż schizofrenik, który twierdzi że jest moim mężem. Jest tym groźniejszy, że swoje zdobycze trzyma dla siebie i nie oddaje innym mężczyznom. Wiem, że parę innych kobiet potraktował podobnie do mnie, a jedna z moich przyjaciółek tylko cudem wyszła za mąż, bo wiedząc, że chciałabym się z nim związać, nie zareagowała na jego ponowne awanse.

Miałam romanse z heteroseksualnymi mężczyznami, którzy za mną szaleli, więc wiem, jak powinien się zachowywać zakochany facet. Nie dam się więcej wykorzystywać ani w ten sposób krzywdzić. Jest też szansa, że nie jest świadomy swojej orientacji, ale w to wątpię. Jeśli jednak rzeczywiście nie wie, co robi, to niech to omówi ze swoim psychoterapeutą.

Nie chcę tej osoby więcej oglądać już nigdy w swoim życiu czy otoczeniu.

Dużo czasu zajęło mi dojście do tego, co z nim jest nie tak, ale w końcu to dotarło do mojej świadomości, przypomniałam sobie, że do podobnych wniosków doszłam już kiedyś. Spotykanie się z nim nie ma najmniejszego sensu.

Bardzo nie dziękuję mu za zniszczenie mi życia. Takie akcje naprawdę szkodzą kobietom, a nie są niewinnym wybiegiem geja. Niech się kutas w końcu przyzna, kim jest naprawdę, zamiast tworzyć fikcję wokół swojej osoby. Bałamuci kolejne kobiety i nimi manipuluje, znikając co chwila na jakiś czas, żeby tylko się nie zorientowały, że nie ma szansy na seks i zbudowanie wspólnego życia. Wracał jak bumerang zawsze w najgorszym momencie i blokował mi możliwość zbudowania sobie czegoś z kimś innym.

Zniszczył mi w moim życiu wszystko, co mógł, nie gorzej od schizofreników. A nawet chyba więcej. Nie można się było z nim przyjaźnić i nic nie zrobił, żeby mi pomóc w chwili, gdy powinnam zacząć odzyskiwać pamięć. Nie dziwię się, bo pamięta, co mu powiedziałam kiedyś. Musiało go bawić, że zapomniałam, że już kiedyś doszłam do wniosku, że jest imbecylem gejem.

Bardzo zabawne było, jak rozumiem, ponowne zrobienie mnie w chuja.

Glam metal – czyli wspomnienia z archiwum black metalu

Nie pamiętam dokładnie, ale musiał to być rok mniej więcej 1989, byłam wtedy z Piotrem i przygotowywałam się do naszego przyjęcia zaręczynowego. Większości czytelników mojego bloga nie było pewnie wtedy jeszcze na świecie.

W czasie koncertu zostałam zagadnięta przez Norwegów. Z reguły w klubie robiłam wtedy burdę, bo terroryzowałam wszystkich, domagając się perfekcyjnego ustawienia dźwięku. Mnie do tego z kolei zmuszali polscy metale, którzy pamiętali moje wrzaski przed koncertem Iron Maiden. Weszłam wtedy z przyjaciółką na płytę na tyle wcześnie, że załapałyśmy się na próbę dźwięku. Było tak źle, że zaczęłam dramatycznie żądać zwrotu pieniędzy i przeklinać. Zrobiłam aferę, ale dźwięk był tak krystaliczny, jak powinien być. Od tamtej pory, gdy tylko mnie znajomi zobaczyli przed koncertem, łapali za rękę i wprowadzali do klubu, żebym robiła próbę z kolejnymi zespołami.

Przed jednym z koncertów zaczepili mnie Norwedzy. Nauczyłam się wcześniej growlu, bo zapytałam jednego z polskich wokalistów black metalowych, jak to się robi. Ten człowiek powiedział Norwegom o mnie, gdy zaczęli poszukiwania wokalisty. Wiedział także, że jestem również w stanie komponować. Uważał, że to kwestia czasu, aż trafię do jakiegoś zespołu. Norwedzy zaczęli mnie namawiać na współpracę, bo stracili wokalistę i gitarzystę w jednym. Między innymi użyli argumentu, że z wokalistką zarobią więcej. Ja też miałam zarobić. Skończyło się to tak, że umówiłam się z bardzo poważnymi Norwegami na sesję pisania materiału na płytę. U mnie w domu.

Przedstawiłam jednego z Norwegów mojej mamie, żeby wiedziała z kim będę pracować. Potrzebowałam jej współpracy, bo musiała wyjechać na weekend do mojej siostry. Inaczej wszyscy ludzie, którzy chcieli u mnie zanocować, nie zmieściliby się w naszym mieszkaniu.

Przyszedł ten dzień, kiedy poczułam się jak Bilbo Baggins, któremu Gandalf ściągnął na łeb krasnoludów i w ten sposób rozpoczął przygodę – z tym wyjątkiem, że to ja byłam w porównaniu z moimi gośćmi wzrostu krasnoluda. Co jakiś czas otwierałam drzwi przed kolejnym poważnym Norwegiem i czułam się coraz dziwniej. Jedynym wyjątkiem od tej drużyny wikingów była francuska lesbijka, którą też poznałam w czasie koncertów. Była moją przyzwoitką.

W czasie pracy próbowałam narzucić glam metal jako gatunek – bo wszyscy postanowili iść za mną i mówili, że to to ja mam komponować – ale zostało to potraktowane jako dowcip. W końcu oświadczyłam, że oglądam te teledyski dla ładnych chłopców, oni nie muszą glam metalu lubić. Zresztą zawsze słuchałam wszystkiego. Zostałam zmuszona do wymyślania melodyjek, a potem napisania do nich tekstów po angielsku. Zaczęliśmy nawet pracować nad aranżacją, ale skończył się nam weekend i nie miałam w domu gitary. W czasie pracy zaczęłam również wymyślać zespół glam metalowy, który miał się nazywać Haralsdottir. Ale nie udało się kolegów Norwegów przekonać do tej idei, bo grają black metal i jak usłyszałam, to oni decydują, więc przepadło. Ale bardzo ta idea ich rozbawiła.

Nie wiem, co się dalej działo, ale prawdopodobnie wszystko się spierdoliło, bo znowu zaatakowali mnie schizofrenicy i straciłam pamięć z powodu zaszczucia, stresu i prania mózgu. To już była kolejna taka akcja tych wariatów. W podobny sposób straciłam zespół z początku liceum, chyba nie mieliśmy wtedy jeszcze nazwy. Ale jakby co to nazwę Haraldsdottir nadal mogę gdzieś wykorzystać, chociaż to zespół, który będzie grał glam metal chyba tylko w Prima Aprilis.

Morał jest taki, że nie należy nic o mnie mówić tym wariatom z Opus Dei. Ani ich wielbicielom, czy ludziom uzależnionym od nich psychicznie.

Tak więc, nie. Nie zamierzam bywać tam, gdzie pojawiają się schizofrenicy. Zniszczyli mi całe życie.

Mam za to szczęście spotykać ciekawych muzyków metalowych nie tylko w czasie koncertów, ale też podczas lotów i na lotniskach. Część z nich mnie kojarzy z dawnych prób dźwięku, chociaż nie tylko. Szczytem wszystkiego był już lot z Toronto do Vancouver, kiedy spotkałam trzy zespoły glam metalowe. No, co ja mogę powiedzieć, słucham też glam metalu, więc byłam zachwycona towarzystwem. Czasem się odgrażam, że jeśli będzie mi się nudziło, to wsiądę w jakiś wewnętrzny lot w Stanach dla odmiany i zobaczę, kto będzie na pokładzie.

Chyba musze przyznać sama przed sobą, że (glam) metal powinien był być moim zajęciem, a nie pisanie fantasy. Zmarnowałam najwyraźniej życie biegając na konwenty, gdzie mnie co chwila niszczyli schizofrenicy oraz durnie, którzy postanowili im uwierzyć we wszystko. W efekcie ich działań coraz bardziej mi się głowa psuła, bo wariaci próbowali nagiąć rzeczywistość tak, żeby zgadzała się z treścią ich urojeń. Aby to osiągnąć, terroryzowali mnie, żeby wmusić we mnie swoje urojenia, jednocześnie przekonując wszystkich, że mnie „leczą”.

I to jest historia mojego norweskiego zespołu, w którym byli sami Norwedzy (ja też uważam się tutaj za Norwega z powodu pradziadka).

Hotel

Byłam kiedyś z Adamem na konwencie, przyjechaliśmy razem samochodem. Nie pamiętam, jakie to było miasto, ale faktem jest że nocowałam w hotelu. Adam poszedł spać do kolegi. Niestety w tym samym miejscu nocowali także ludzie z rodziny mojego prześladowcy Romana, który ma urojenia, że jest moim mężem.

Bardzo szybko znalazłam się w piekle i to jest coś, co z reguły się powtarzało zawsze w czasie konwentów. Gdy tylko ktoś odwrócił wzrok, byłam atakowana przez zgraję schizofreników. Wtedy miałam na karku schizofrenika, który przy zaostrzeniu psychozy próbował mi się wprowadzić do mojego pokoju, twierdząc że ze mną przyjechał i że jest moim mężem.

Nie pamietam dokładnie, co dalej się stało, ale chyba tak bardzo się przeraziłam, tymi atakami i brakiem kogokolwiek, kto by mnie bronił, że zwolniłam pokój i wróciłam do Warszawy sama.

Przez te powtarzające się ataki straciłam szansę życia i nie zostałam Kalifornijką. Ale to już inna historia. Jak wszystko w moim życiu jest to tragikomedia. I powtarzającym się motywem jest, że ratuję wszystkich przed tym gangiem schizofreników, ale nikt mi w życiu nie pomógł, i moje życie jest po prostu tragedią. A gdy tylko zaczynam się z Adamem spotykać, napadają na mnie schizofrenicy i wmawiają mi, że Adam tak naprawdę kocha kogoś innego.

A ja za każdym razem dochodzę do wniosku, że Adam nie powinien był mi zawracać głowy i powinnam siedząc w samolocie w Kanadzie wiedzieć, że tak naprawdę jestem singielką. Ale faktycznie Adam – według tego co mi powiedziano – ma jak ja. Tak jak prześladuje mnie schizofrenik, który twierdzi, że jest moim mężem. Adam ma schizofreniczkę, która twierdzi, że jest jego żoną. A facet, który twierdzi, że jest ojcem Adama, niekoniecznie jest ojcem Adama w rzeczywistości. I napadli mnie schizofrenicy, którzy mi wmówili, że Adam jest z kimś innym.

Ale biorąc pod uwagę, jak się sprawy w moim życiu potoczyły, to po pobycie w Kanadzie w życiu nie powinnam pojawić się na żadnym konwencie, bo tak zostałam wtedy skatowana psychicznie, że straciłam pamięć i od tamtego czasu nie czułam się dobrze, tylko działałam wewnątrz syndromu sztokholmskiego i z nim walczyłam, jednocześnie odpierając kolejne ataki schizofreników w moich miejscach pracy.

Jedyne, co mogę zrobić, to się poddać i wyjechać z tego kraju, tak jak mój tata wyjechał z Francji, bo już miał dosyć. Ja też mam dosyć tego gangu schizofreników i coraz to nowych ludzi, których rekrutują do pomocy.

Potłuczone lustro

Nie zamierzam przepraszać za rozbieżności moich wspomnień z rzeczywistością. Po tak dużej traumie, jaką przeszłam, nie tylko większość pamięci przypomina rozbite lustro z pojedynczymi fragmentami, które z trudem składa się w całość. Niestety zostałam napadnięta przez schizofreników tak boleśnie, że wtłoczyli mi do głowy cała masę swoich urojeń i fałszywych wspomnień. Chociaż muszę przyznać, że używali często prawdziwych plotek o osobach, które spotkałam przy różnych okazjach do tworzenia swoich urojonych wersji wydarzeń. Dlatego też nie używam nazwisk.

Nie zamierzam za wszelkie rozbieżności z rzeczywistością przepraszać.

Nie zamierzam też powracać w miejsca, gdzie wiem, że mogę schizofreników spotkać.

Mogę za to powiedzieć, że z osobami, które wymieniłam w kilku wpisach, nic mnie nie łączy. Nie mam męża ani dzieci. Żaden schizofrenik nie jest moim mężem, bo żadnego męża nie mam.

I nikogo nie skrzywdziłam, wbrew temu, co schizofrenicy rozpowiadają.

Uncanny Valley

W psychologii istnieje pojęcie Uncanny Valley, Doliny Niesamowitości. Wedle tej teorii istoty, dokładniej roboty, które są bardzo podobne do ludzi, wywołują niepokój. Jest przedział na ile robot może być podobny do człowieka, żebyśmy nie odczuwali czegoś, co nawet może zbliżyć się do paniki.

Z reguły pojęcie Uncanny Valley odnosi się do robotyki i budowania maszyn coraz to podobniejszych do ludzi. W moim przypadku Uncanny Valley związana jest ze schizofrenią prześladujących mnie osób z rodziny Ryszarda. Są bardzo podobni do ludzi, ale dostrzegam w ich oczach nieludzkie szaleństwo i złośliwość. A także radość z zadawanego bólu. Są osoby, które też zauważają, jak bardzo są dziwni. Nie tylko ja doświadczam tego fenomenu w kontaktach z nimi.

Gatunek ludzki ma zaszyte w swoim genomie podstawowe zasady, dzięki których tworzymy stada. Owszem wychowanie na przykład w rodzinie przestępczej może sprawić, że ktoś nie przestrzega naszym zdaniem żadnych reguł, ale pomimo tego – jak powiedział mi znajomy policjant – udaje się zawsze osiągnąć jakieś porozumienie nawet z najgorszym bandziorem. Nawet przestępcy pozostają ludźmi. Schizofrenicy nie.

Schizofrenicy nie są ludźmi, bo nie przestrzegają żadnych reguł społecznych. Są złośliwymi stworami, z którymi nie można osiągnąć porozumienia, bo cieszy ich tylko czyjaś śmierć (dzięki której tryumfują jako władcy życia czy śmierci , co udowadnić ma ich wyższość), albo przejęcie czyjegoś majątku, czy jakiś innych cech, którymi mogą się szczycić. Moi znajomi schizofrenicy nigdy nie były osobami, w których towarzystwie czułam się bezpiecznie, czy którzy mi pomogli. Stawiali mnie na nogi inni ludzie. Schizofrenicy tylko mi zaszkodzili.

Choroby psychicznie nie dotyczą tylko ludzi. Mój pies miał kumpla na podwórku, który był w zbliżonym wieku. Gdy podrośli, bardzo się zdziwiłam, bo mój pies nie chciał się z nim przywitać, tak jakby nigdy go wcześniej nie spotkał. Nie chciał go nawet powąchać. Zaczęłam się przyglądać tamtemu psu i zauważyłam, że rzeczywiście zachowywał się bardzo dziwnie. NIe tylko łapał rzeczy, których nie było w powietrzu, ale też wydawało się, że wodzi głową, jakby obserwował nieistniejącą piłkę lub rozmowę niematerialnych osób. Weterynarze potwierdzili, że był chory psychicznie. Sąsiedzi próbowali wszystkiego, także leków psychiatrycznych przepisywanych przez lekarza weterynarii, ale w końcu gdy pies stał się za bardzo agresywny, musieli go uśpić.

Jest wiele teorii skąd się bierze zjawisko Uncanny Valley. Niektórzy uważają, że chodzi o rozpoznawanie innych ludzkich gatunków – jak na przykład neandertalczyków – którzy mieli niby nam zagrażać. Nie wiem, czy to prawda, skoro mamy podobno w naszym genomie geny neandertalczyków. Podejrzewam, że istnienie doliny niesamowitości sprawiłoby, że seks pomiędzy oboma gatunkami byłby niemożliwy. Inne gatunki nam nie zagrażają. POtrafimy ułożyć sobie życie z kotami, psami czy końmi. Dogadujemy się pomiędzy-gatunkowo też z małpami.

Moim zdaniem Uncanny Valley jest naszą obroną przed wpadnięciem w łapy schizofreników, którzy, jeśli się nie leczą, nie są w pełni ludźmi. Uciekamy przed nimi, nie chcemy mieć z nimi dzieci. To mechanizm wypracowany przez ewolucję. Lęk przed zbyt podobnymi do ludzi robotami jest tylko przypadkową sprawą w takim ujęciu. Człekokształtne roboty przypadkowo wyglądają jak osoby chore psychicznie, które posiadają nieludzką mimikę.

Roman czy jego krewni nigdy mi się nie podobali. Seks czy miłość nigdy nie była możliwa.

Mordercy

Psycholog może rozmawiać praktycznie z każdym oprócz morderców. Jeśli psycholog nie chce z kimś rozmawiać, to znaczy, że uważa tę osobę za mordercę. Kilka osób z fandomu to w moim rozumieniu mordercy.

Oczywiście definicja prawna morderstwa nie istnieje, bo w naszym prawodawstwie jest wymienione tylko zabójstwo. Jest to język prawniczy. I niestety w rozumieniu prawa nie da się udowodnić, że ktoś, kto odebrał sobie życie, został zabity. Dla psychologa za to zaszlachtowanie czyjejś psychiki i namawianie bezbronnej ofiary do odebrania sobie życia jest morderstwem. W sposób, jaki opisałam w poprzednim wpisie, zabito wiele osób w fandomie. Można zbudować czyjeś poczucie winy tak dokładnie, że człowiek zabije się, żeby tylko „ratować” ukochaną(1), ofiarowując siebie w ofierze za czyjeś szczęście. Dodatkowo schizofrenicy (ale nie tylko oni, przestępcy w podobny sposób działają) używają metod terroru, które sprawiają, że człowiek przestaje samodzielnie myśleć i staje się marionetką. W efekcie tworzą w głowie nieszczęśnika, na którego napadli, stan umysłu, jaki można określić jako chorobę i odklejenie od rzeczywistości. Człowiek tak zaatakowany i zakochany, łatwo zostaje doprowadzony do stanu, jaki psychologia określa jako widzenie tunelowe – przestaje przyjmować, co się do niego mówi i widzi tylko to, co popycha go dalej i potwierdza w decyzji zabicia się. W przypadku znanego mi gangu schizofreników ten stan został wywołany przez nich celowo i w taki sposób te osoby doprowadzają celowo ludzi do samobójstwa.

Żaden samobójca nie może liczyć na to, że po jego śmierci prawo skaże winnych zaszczucia z wynikiem śmiertelnym. Zawsze pozostaną jakieś wątpliwości, co zaważyło na tej decyzji o zabiciu się. Szczególnie jeśli dorabia się ofierze gębę alkoholika, który po prostu się zapił. Nieważne, że schizofrenik dostarczył ofierze środki przeciwwymiotne i poinstruował dokładnie, jak je przyjmować i ile alkoholu wypić. Jedyna szansa na ukaranie winnych, to przeżyć – bo wtedy biegli sądowi mogą ocenić zakres szkód w psychice, jakich dokonano.

Niezwykłą traumą jest obserwowanie kogoś w takim stanie, do jakiego doprowadzono mojego znajomego Amerykanina. Ktoś z przygotowaniem psychologicznym widzi człowieka, który się żegna i przygotowuje do popełnienia samobójstwa. Szczególnie, jeśli to wcześniej już zapowiedział. Był to przypadek jak z Aliena – nikt nie słuchał mądrej kobiety i wszyscy zginęli. Znaczy się, wiele osób zginęło i to zupełnie niepotrzebnie. Na całe szczęście ja przeżyłam i moje koty. I tylko o siebie, oraz o nie dbam.

Tak więc, gratuluję różnym jełopom tulenia do piersi schizofreników z bardzo niebezpiecznego schizofrenicznego gangu, w sytuacji gdy prawo jest bezsilne, bo nie można tych ludzi zmusić do leczenia, a chorych się nie zamyka. Są dla mnie mordercami, z którymi się już nigdy nie rozmawia.

Więcej nic chyba już nie mam do powiedzenia. Ostrzegałam od zawsze, od 1988 roku, gdy schizofrenik Nycz pierwszy raz się uaktywnił u mnie na uczelni, bo bardzo chciał mnie dymać, a schizofrenik Ryszard Nowak chciał mnie mu sprzedawać. No cóż, nie odpowiadam za to, co schizofrenicy robią pod wpływem swoich typowych urojeń. A to że jakaś kobieta jest prostytutką jest typowym urojeniem wprost z podręcznika. Jest wielu psychoterapeutów w Warszawie, którzy znają Ryszarda, bo go tropią i ratują jego ofiary.

Tak więc, odmaszerować i odpierdolić się ode mnie oraz mojego życia.

⛧⛧⛧

(1) Oczywiście atakujący schizofrenik wcale nie ma na celu poprawy bytu zakochanej dziewczyny. Po samobójstwie jej ukochanego ona sama dla odmiany zaczyna być namawiana do samobójstwa. Jest często gwałcona i zakatowana psychicznie, podlega terrorowi. Schizofrenicy wmawiają jej, że ma zabić, żeby dołączyć do samobójcy i że będą w Niebie szczęśliwi, bo on tak jest samotny i na nią czeka. Sama podlegałam takim naciskom, ale na całe szczęście jestem wredną ateistyczną suką, które wie, że po śmierci nic nie ma. Przeżyłam tylko dlatego, że potrafię zdiagnozować takie sytuacje i pisałam mejle opisujące, co się dzieje. Tak więc, z całą odpowiedzialnością za słowa mogę powiedzieć, że nikt z tego gangu ani nie jest moim przyjacielem, ani terapeutą, ani nigdy nie był w przyjaźni z moimi rodzicami. Ani mi nie pomógł. Jestem wrakiem człowieka, przeszłam piekło na Ziemi i nadal idę przez ogień, pamiętając, że udało mi się wyrwać dobrego człowieka, z którym bardzo chciałam być, ze szpon schizofreników, z którymi się nigdy nie przyjaźniłam. Za to – jak to robią schizofrenicy – przechwycili wszystkie moje kontakty i manipulowali ludźmi, jak chcieli, bezprawnie przemawiając w moim imieniu oraz oskarżając niewinne osoby o to, co sami robili. A wiele osób ostrzegałam przed nimi, przed tym co potrafią innym zrobić i na czym polega taka „opieka” schizofreników nad ich ofiarami. Tacy schizofrenicy przeżywają orgazm, gdy tylko uda im się kogoś zmusić do samobójstwa. To najgorszy rodzaj szumowin jednocześnie chroniony przez prawo jako „biedni” chorzy ludzie. Jedyne co można zrobić, to złamać milczenie i zaszczuć ich tak jak zaszczuli wiele innych osób.

⛧⛧⛧

A Andrzeja, który w moich oczach również należy do tego gangu, także wypieram się, ma się odpierdolić. Jest dla mnie obcą osobą. Będzie traktowany jak reszta tego gangu schizofrenicznych morderców. Mój tata miał zły gust do ludzi – nie tylko wobec Andrzeja się pomylił, ojciec Adama też okazał się być narcystycznym imbecylem, który dołączył do gangu schizofreników. Nie należało z nimi utrzymywać kontaktów. A Adam jeszcze musi udowodnić, że jest kimś lepszym od własnego ojca. Uważam, że mój znajomy Amerykanin był do uratowania, gdyby tylko mnie polscy metale słuchali, a nie pobiegli za gangiem Nycza, bo zdecydowali się tylko członków tego gangu słuchać. A mówiąc dokładniej Andrzeja, który jest proszony, żeby zamknął ryja i zniszczył mi całe życie, które mogło być kalifornijską bajką. A zmieniło się w piekło, które wypełniały próby przemówienia różnych ludziom do rozumu i sprawienia, żeby niewinna ofiara schizofreników się nie zabiła. Co w końcu facet zrobił przekonany, że jestem mężatką i nie ma innego sposobu, żeby mi pomóc odzyskać pamięć.

Nigdy nie „byłam” z Romanem, ani nigdy do niego nie „wróciłam”. Nadal jestem bezdzietną panną i walczę na polu psychiki o przetrwanie. Dopiero teraz, po zgrubnym odzyskaniu pamięci i najważniejszych faktów, mogę zacząć wychodzić z traumy i jak to się mówi potocznie – „zbierać się do kupy”. Więc radosny rechot nabijającego się ze mnie Andrzeja, który uznał, że mi „pomógł”, bo ważniejsze są dla niego słowa schizofreników, a nie moje zaprzeczenia i prawda, był całkowicie nie na miejscu. Nabrał manier najgorszych wycieruchów i kurew z tego gangu schizofreników i nie chcę go widzieć. To ja lepiej wiem, kto jest kim w moim życiu i powinien był to kutas uszanować. Jest takim chamem, że zabrakło mi skali.

Wszystkie osoby, które pomogły Nyczowi oraz Ryszardowi zaszczuć mnie oraz moich amerykańskich i polskich przyjaciół są dla mnie współwinni morderstwa.

Nadal wkurwiona.

Miłość według Kościoła

Wierni czytelnicy mojego bloga wiedzą, jak bardzo negatywną mam opinię o chrześcijaństwie. Jak wszystkie religie zostało stworzone przez schizofreników, którzy zdominowali ludzi w swoim otoczeniu, wmówiwszy im wcześniej, że mają jakiś kontakt z absolutem i wiedzą, co Bóg lub bogowie chcą od swoich niewolników – czyli osób, które bogowie podobno stworzyli i niby traktują z miłością.

Schizofrenicy uwielbiają zakatować psychicznie innych ludzi i przerobić ich na swoich niewolników. Tak też działa Kościół, dążący wszędzie do władzy absolutnej. Mam od dzieciństwa na karku różnych kościelnych idiotów oraz schizofreników, czasem o bardzo wysokiej pozycji, więc bywałam zmuszona z nimi o tym rozmawiać. Nie kryli, że dążą do przejęcia władzy oraz zaprowadzenia teokracji. Rolą państwa jest im to nie umożliwić. Niestety nadal nasze władze, także ludzie obryci w marketingu politycznym i politologii, nie dostrzegają, że konsekwentnie wyniki exit pollu w czasie naszych wyborów różnią się od wyników podanych po przeliczeniu głosów w komisjach. Zdaniem mojego amerykańskiego znajomego jest to całkowicie niemożliwe. A już na pewno nie za każdym razem i nie w takim stopniu, jak ostatnio zdarza się w Polsce.

Zapytałam o to prześladujących mnie schizofreników z Opus Dei. Jak mi powiedzieli, wszyscy zgłaszają się do pracy w komisjach i manipulują liczbą policzonych głosów. „Liczą” w taki sposób, że wyniki są takie, jak – ich zdaniem – „powinny być”. W celu odwrócenia uwagi rozsypują głosy. Liczą ponownie, twierdzą, że to oni policzyli dobrze, wmawiają ludziom „odpowiednie” liczby i tak dalej. Rozmawiałam z wariatami, więc nie są to osoby najwiarygodniejsze, ale akurat to mogło nie być ich urojeniem. Potrzebujemy większej kontroli nad tym, co się dzieje w komisjach i kto wchodzi w ich skład. Na pewno nie powinni to być ludzie z Opus Dei. Nie wystarczy, że są bezpartyjni.

Bardzo często powtarzam, że Kościół to świat na opak. Śmierć na przykład nazywają „życiem wiecznym”, a nienawiść „miłością”. Kościół nienawidzi miłości tak naprawdę. Podobnie jak schizofrenicy lubi ludzi krzywdzić. Księża nie tylko kierują się własnymi zaburzeniami popędu oraz problemami z własną seksualnością. Chrześcijaństwo jest przepełnione filozofią strachu oraz cierpienia. Ludzie od dzieciństwa są zastraszani, oraz uczeni tolerancji dla swojego i czyjegoś cierpienia. Cierpienie jest stawiane najwyżej na postumencie, a przyjemność została uznana za grzech. Szczególnie seksualność (którą Kościół wykorzystuje do kontrolowania ludzi, bo wydaje konkretne zalecenia oraz licencje komu i ile się wolno bzykać) jest znienawidzona przez kler.

Powiedzmy sobie szczerze, miłość – szczególnie miłość fizyczna, dzięki której ludzie łączą się w pary – jest czymś, co jest znienawidzone przez kler. Pamiętam nauki z czasów, kiedy jeszcze chodziłam na religię. Z cała pewnością nie wolno ludziom, szczególnie kobietom, doświadczać orgazmu. Mają wypełniać „obowiązki małżeńskie” z zagryzionymi zębami i zmuszać się do tego, aby mieć dzieci. Bo wtedy nie mają „grzechu”. Oczywiście spełnienie seksualne jest czymś, co wolno osiągnąć tylko wybrańcom z Kościoła, czyli schizofrenicznym „świętym”.

Psycholodzy i seksuolodzy są przerażeni takimi praktykami. Na poziomie biologii jesteśmy zwierzętami, monogamicznymi zwierzętami. Wszelkie akty seksualne, które nie są oparte na popędzie seksualnym to gwałt, jaki ludzi sami sobie zadają. Musimy czuć pożądanie, musimy kłaść się do łóżka z ludźmi, z którymi połączył nas dobór seksualny, który sprawia, że z tysiąca osobników, tylko kilku jesteśmy w stanie zaakceptować jako partnerów i mieć dużo frajdy ze współżycia.

Z reguły ludzie idą przez życie latami czekając na miłość – czyli na kogoś, na czyj widok szybciej bije im serce. Za tym stoi dobór seksualny. To on sprawia, że przez lata nie widzieliśmy nikogo atrakcyjnego, aż nagle na widok kogoś zaczynamy szaleć. Jeśli do kompletu ta osoba jest fajna i inteligentna (bo spotkanie gbura i imbecyla odrzuca i hamuje pociąg seksualny), to mamy taki zestaw cech, że te osoby muszą być razem, chociażby się waliło i paliło.

Jeśli ktoś straci swojego partnera, z którym został połączony dzięki doborowi seksualnemu, co potocznie nazywa się wielką szaleńczą miłością, która spada jak grom z nieba, długimi latami cierpi i nie jest w stanie nawet pomyśleć o tym, aby wejść w inny związek. Ja z trudem przeżyłam stratę dwóch tak silnie zakochanym we mnie facetów, z którymi nawet nie miałam szansy pójść do łóżka, bo byłam dopiero na etapie uwodzenia mnie. Nie potrzebne mi było do kompletu pranie mózgu, jakie zaserwował mi Nycz oraz schizofreniczny gang Nowaków czy wariatka Dorota. Nie mówiąc o działaniach Krystyny czy Avangardy jako takiej.

Księża, gdy dowiadują się o wielkiej miłości, z reguły dostają furii, bo nie zgadza się z ich przekonaniem, że ludzie powinni cierpieć. Nienawidzą szczęśliwych par, które łączy namiętny seks. Szczęśliwe pożycie to grzech, któremu muszą zapobiec. Wiele osób idzie z problemami sercowymi do księży. Jest to błąd, bo ten człowiek z reguły zrobi wszystko, aby zniszczyć psychicznie zakochaną parę, bo doznaje zaostrzenia własnych problemów psychicznych. Dochodzi do wniosku, że lepiej wie, kto z kim powinien być. Słuchanie takiego księdza unieszczęśliwi zawsze, szczególnie jeśli duchowny odeśle do jakiegoś schizofrenika na „terapię”.

Coś takiego spotkało w fandomie jedną z moich przyjaciółek. Jej ukochany stracił życie, został zaszlachtowany psychicznie i zmuszony do samobójstwa „żaby pomóc w problemach psychicznych ukochanej”. Szok wywołany jego śmiercią miał jej pomóc „przypomnieć sobie”, że to co mówi schizofrenik to prawda i że dziewczyna ma kogoś innego. „Przypomnienie sobie”, że ma się „męża” miało spowodować ekstatyczną radość i wdzięczność „uratowanej” ukochanej. Takie rzeczy dzieją się w polskim fandomie, gdzie szaleje Opus Dei wraz z moimi znajomymi schizofrenikami. Dziewczyna w opisywanym przeze mnie przypadku przeżyła. Oczywiście poświęcenie się zakochanego faceta, którego doprowadzono do takiego stanu, że sam przestał być zdrowy psychicznie i się zabił, nic nie dało, bo nadal nie potwierdziła słów schizofrenika. Bo takich urojeń się nie da potwierdzić. Odbudowała sobie życie, wbrew temu wszystkiemu, co jej zrobił Nycz ze schizofrenicznym gangiem. Ja też żyję, chociaż spotkało mnie dokładnie to samo. Z tym, że nadal tylko liczę straty, a niczego jeszcze nie odzyskałam z życia.

Ostatnia osoba, do której należy chodzić po poradę sercową, to ksiądz. Uchwycił to świetnie Szekspir. W przypadku Romea i Julii świetnie widać, jak zręcznym manipulantem jest taki duchowny, najpewniej sam schizofrenik. Zresztą literatura jest pełna takich obrazów wziętych z obserwacji ludzi, którzy nie mieli wykształcenia psychoterapeutycznego, ale sięgali do doświadczeń ludzi ze swoich środowisk i opisywali w mniej lub bardziej przetworzony sposób to, o czym słyszeli i co stanowiło dla nich tak duży problem psychiczny, co tak bardzo ich uwierało, że musieli to pleść w swoją fabułę.

Nigdy się nie dowiemy, kto i jakie wydarzenia zainspirowały Szekspira do wykorzystania wątku księdza mordującego zakochanych podczas pisania jednej z jego najbardziej znanych tragedii, ale akurat psycholodzy nie mają wątpliwości, że uchwycił tutaj często powtarzający się schemat. Psychoterapeuci znają go z obowiązkowego podręcznika. Tak bardzo typowe jest takie postępowanie duchownych, że żaden psychoterapeuta nie powinien mieć wątpliwości, co się dzieje, gdy w sprawy sercowe miesza się jakikolwiek ksiądz. Oraz schizofrenicy twierdzący, że są „rodziną”, czy że sami są „psychiatrami”, czy „psychoterapeutami”. Takie twierdzenia schizofreników to też standard wprost z podręcznika.

No, ale spotyka się ludzi, którzy zdobywają kolejne dyplomy i nadal nic nie rozumieją z tego, co mieli w podstawowym podręczniku.

Andrzej

Nie rozmawiam z Andrzejem od wieków. Obraziłam się na niego w momencie, gdy zaczął słuchać Nowaków i wziął – bez jakiejkolwiek weryfikacji tego, co mówią – ich stronę i mnie zniszczył psychicznie. To niszczenie powtarzało się to na tyle często, że muszę coś wyraźnie zaznaczyć.

Nic co Andrzej mówi o mnie, mojej rodzinie, czy znajomych, nie pochodzi ode mnie, nic nie ma pokrycia w faktach. Opowiada bzdury wzięte wprost z wyobraźni schizofreniczek oraz Nycza. Doskonale się przy tym bawiąc oraz nabijając ze mnie. Nich więc idzie na drzewo i się nigdy do mnie nie odzywa. Dokonał zbyt dużych zniszczeń w życiu wielu osób, żebym kiedykolwiek chciała z nim rozmawiać.

Jeśli chcecie poznać prawdę, zapytajcie autorkę tego bloga, a nie imbecyla, którego wyłącznym zajęciem jest wysłuchiwanie i podawanie dalej urojeń zjebanych schizofreniczek i schizofreników z mojej podstawówki oraz równie pierdolniętej i niebezpiecznej Doroty z mojej dawnej uczelni.

Mam nadzieję, że to zamyka kwestię prawdomówności Andrzeja i jego towarzystwa. Niech sobie dalej łazi po konwentach wszędzie z psychopatą Nyczem oraz Nowakiem.

Takich ludzi ciąga się po sądach cywilnych za to co zrobili. Szkoda, że wcześniej nie miałam okazji się tym zająć. Ale i przyjdzie i na to czas.