Barbara

Publiczne podstawówki to zło, na które są skazane dzieci ludzi niemogących sobie pozwolić na prywatną szkołę. Większość z dzieci przechodzi przez tę mieszaninę wszystkich warstw społecznych bez większych problemów, ale ja nie miałam takiego szczęścia i córeczki „gangstera” (sam tak o sobie mówił) i sam ich ojciec sprawili mi piekło na ziemi. (Opisałam ich dokładniej tutaj, a i tak to jest czubek góry lodowej.) Nękali mnie później również w średniej szkole. Wydaje się niemożliwe, ale jednak tak było, ponieważ mieli pomoc durnych ludzi, uprzedzonych do mnie z powodu ateizmu.

Największym moim przekleństwem, chyba nawet większym niż sam gang z mojej szkoły, była niejaka Barbara. Łączy w sobie głupotę, fanatyczny katolicyzm i brak samokrytycyzmu. Nigdy nie była przyjaciółką mojej mamy, czy też kogokolwiek innego. Poznałam ją – jakby to powiedzieć na ulicy. Szłam do domu ze szkoły – był to początek pierwszego mojego roku podstawówki – i minęłam na ulicy Wiktorskiej w Warszawie księdza. Prawdę mówiąc, nawet go nie zauważyłam, zresztą dlaczego miałabym się przejmować obcym mi mężczyzną? Więc minęłam go bez słowa. Wywołało to furię Barbary, która stwierdziła, że nie ukłonienie się katolickiemu księdzu świadczy o moim zdeprawowaniu. Pech chciał, że tą samą ulicą przechodził ów „gangster” ze swoimi podopiecznymi. Wykorzystała to Barbara i poszczuła tę rodzinę na mnie. Ludzie, którzy się z nimi zetknęli znają mniej więcej te opowieści, więc je tylko streszczę. Sam się przedstawiał jako bardzo religijny człowiek, który porzucił seminarium (lub zrzucił sutannę, wersje opowiadane się różnią) dla kobiety, ale nadal żyje bardzo po bożemu. Niestety Barbara wykorzystała jego słabość i dalej sterowała jego poczynaniami. Był wtedy chory. Jego córki też. Więc dali się wciągnąć w machinacje Barbary. Kierowana nienawiścią do ateistów wymyśliła na miejscu praktycznie całą fikcyjną biografię mojej rodziny, twierdząc, że nas zna. Moja rodzina miała składać się z byłej prostytutki i ojca pedofila. Ja miałam być dziecięcą prostytutką. Bzdura, bzdura, bzdura. Wmówiła Annie, jego córce, że jest moją ofiarą i że tak się ma sama przedstawiać, żeby mnie „nawrócić”. Później dalej wmawiała ludziom, że zniszczyłam wielką przyszłą gwiazdę łyżwiarstwa. Przypisywała mi też chorobę umysłową. Cytując Barbarę – „ona nie może być szczęśliwa, bo jest ateistką. Niech się nawróci, to jej wszystko dam.” Tak jakby wszystko, czego w życiu pragnęłam było jej i mogła mi dać. Oczywiście samo „nawrócenie” nie wystarczyłoby – wymagała ode mnie kłamania, żebym potwierdziła wszystkie jej kłamstwa, aby ona i Ryszard wyszli na niewiniątka. Prawda nie obchodziła jej nigdy. Ta pani i Ryszard mają manię religijną, więc potrafią wychodzić na całkiem normalnych, jeśli tego chcą, ale w oczy zawsze rzucali się schizofrenicy, których wykorzystali.

Nie zliczę już ile razy tłumaczyłam tej oślicy, że j a i moi rodzice byliśmy całkowicie uczciwi i otwarci, i że nie powinna kierować się uprzedzeniami. Niestety katolicy są uczeni, że jeśli kogoś – szczególnie „upadłego” – „nawrócą” to mają zagwarantowane miejsce w niebie. Tak samo zachęca się ich do uwodzenia i „poślubiania” (w sensie duchowym) niewiernych. Padłam tego ofiarą. Barbara i Ryszard prześladują mnie do tej pory opowiadając bzdury i kłamiąc w żywe oczy, rozbijając moje związki oraz rozpuszczając nieprawdziwe plotki o mnie w moich miejscach pracy, a także zniechęcając do mnie wszystkich zainteresowanych ludzi. Barbara zmusiła mnie do rezygnacji z łyżew swoimi intrygami i kłamstwami (ja zostałam pobita przez gang głupich dzieci, nie ktoś inny). Muszę się przed nimi jakoś bronić. Mam nadzieję, chociaż przez jakiś czas cieszyć się życiem bez zagrożenia, jakie oni stanowią. „Gangstera” już nie ma, on i jego córki zaczęli się leczyć. Pozostali fanatyczni katolicy niszczący poza mną również wszystkich wokół mnie. Kierują ludźmi tak, że wychodzą w moich oczach na psychopatów. Więc jeśli macie o nich jakieś informacje, bardzo proszę przekażcie policji. Numer telefonu zidentyfikuje ich dokładnie, bo noszą dosyć pospolite nazwisko – Barbara ma nazwisko po mężu, Ryszard jest jego krewnym.

To jest święta wojna, którą toczę o możliwość bycia sobą i nie wyznawanie znienawidzonej religii, której produktem są Barbara i Ryszard. Jeśli możecie, pomóżcie i zakapujcie ich na policji. Inaczej przyjdzie mi sprzedać mieszkanie, zmienić nazwisko i zacząć uczyć w innym miejscu. Nie widzę innej możliwości, żeby się od nich uwolnić. Potrafią „niewiernych” zaszczuć, aż do mniej lub bardziej udanej próby samobójczej. Mają na swoim żołdzie medycznych imbecyli, którymi opiekuje się Kościół (czyli, jak rozumiem, Barbara), a ci są w stanie posunąć się do wszystkiego bez najmniejszej moralnej refleksji.