A bo to nie jest ważne

Jenym z bardzo wkurwiających elementów jest przekonanie wielu osób, że jak coś im się nie wydaje ważne, to mogą ignorować czyjeś prośby o pomoc, czy też prośby aby coś z kimś wyjaśnili. Nie będę pokazywać palcem, ale ludzie, którzy zignorowali moje prośby, sami wiedzą, o kogo chodzi.

Przy czym dodatkowo pewnie kierują się zasadą, że jeśli oni rozmawiali z kimś i może nawet polubili, to chociaż nie mają podstawowych wiadomości z psychologii czy kryminologii zajmującej się przestepstwami dokonywanymi przez chorych psychicznie, to mogą zawsze się kierować swoim własnym widzimisię, bo oni sobie porozmawiali z kimś i jakby był chory psychicznie to by zauważyli.

Tylko, że kurwa nie. Schizofrenicy świetnie się maskują i opowiadają z przekonaniem takie historie i zapewniają o swojej najgłębszej miłości do ofiary, którą następnego dnia mogą z zimną krwią zabić, że otoczenie wbrew błaganiom ofiary schizofrenika zostawia ją na pastwę takiego potwora.

To, że ktoś jest schizofrenikiem, jest bardzo ważne, bo nawet jeśli nie zabije swojej ofiary, którą prześladuje latami, to lista szkód dla psychiki ofiary jest bardzo długa. Kontakty ze schizofrenikiem są tak traumatyzujące, że ofiara prześladowań bardzo szybko traci pamięć, co jest dopiero początkiem problemów. Schizofrenik, którego wkurwia, że ofiara nie potwierdza jego urojeń, bardzo szybko postanawia ją zaszczuć i doprowadza do śmierci psychiki, bo atakuje jako urojenia prawdziwe wspomnienia, a wmawia swoje urojenia jako prawdę, twierdząc, że „leczy” swoją ofiarę. W takim stanie nie można żyć i funkcjonować i bardzo łatwo schizofrenik popycha swoją ofiarę do samobójstwa. Są schizofrenicy, którzy cyklicznie doprowadzają kolejne ofiary do samobójstwa, czy w inny sposób zabijają. I bardzo to lubią.

Bardzo ważne jest, aby nie pozostawiać ofiar schizofreników bez pomocy. Schizofrenik czy schizofreniczka to nie jest po prostu niegroźny ekscentryk, tylko ktoś kto wytwarza wokół siebie kult i posługuje się też swoimi wyznawcami do nękania swojej ofiary. Ludzie giną, a Policja ma podobny stosunek do ofiar schizofreników jak reszta społeczeństwa – olewa, jako niegroźne. Do tego schizofrenicy też potrafią poszczuć Policję na swoje ofiary i wyrobić im opinię wariatów. Zdarzyło mi się, że również policjant wmawiał mi, że Roman jest moim „mężem”. Rozumiecie, mówił o facecie, który był wielokrotnie przez policyjny patrol usuwany z mieszkania – wtedy jeszcze mojej mamy – jako obcy groźny schizofrenik, który wlazł nieproszony. A to człowiek który o mało co nie udusił mnie na śmierć na uczelni za to, że nie chciałam za niego „wyjść” czy też raczej potwierdzić, że jest moim „mężem”.

Najlepszym wyjściem dla ofiar takich potworów, to spierdolić z różnych środowisk i zatrzeć za sobą ślady. Ewentualnie można jeszcze zwabić najgroźniejszych schizofreników do kraju, gdzie wolno osobę, która narusza mir domowy, zabić i przeprowadzić z zimną krwią egzekucję. Są kraje, gdzie się z takimi napastnikami nikt nie patyczkuje.

Dodaj komentarz