
Dostałam odpowiedź od Spółdzielni i jak się okazuje, niepotrzebnie dałam się spanikować wspomnieniom o zaszczuwającym mnie schizofreniku i o tym, co mnie i kilku innym osobom powiedział. Opłaty związane z moim mieszkaniem są naliczane na jedną osobę. Jeśli ktoś usłyszał inaczej, to miał do czynienia z opowieściami schizofreników. Stwierdzenie, że był „z moją matką” w Spółdzielni i że ta go dopisała jako osobę mieszkającą ze mną, są całkowicie oparte na jego urojeniach. Wszystkie jego opowieści są zupełnie niezgodne z jakąkolwiek rzeczywistością. Ale niestety podobni ludzie łączą się w większe grupy, więc stworzył wokół siebie siatkę wariatów z ich własnymi urojeniami, oprócz tych, które są powtarzane za nim.
Podejrzewam, że autentycznie pani Joanna została obsadzona przez niego w roli „mojej matki”, bo podobno ta moja urojona przez niego „matka” miała mieszkać w sąsiedniej klatce, a tak się składa, że widział, jak rozmawiałam właśnie z tą sąsiadką. Pamiętam, że przylazł za mną z mojej pracy, bo mnie śledził i stał przed blokiem.
Niestety nie mógł rozmawiać z moją mamą, bo zmarła w roku 2000. Mam dosyć już zderzeń z ludźmi wierzącymi w różne opowieści wariatów wzięte wprost z ich urojeń. Niech żyją sobie w swoich równoległych światach, ale niech ode mnie trzymają się z daleka.
Zawsze warto coś zweryfikować i się uspokoić. Chociaż i tak bardzo bolesne są rany psychiczne, jakie takie bydle zadaje swoim ofiarom. Także ludzie przez niego poszczuci sprawiają zawsze sporo problemów, bo rozsiewają kłamstwa i niesprawdzone plotki. Jest kilka osób święcie przekonanych, że autentycznie ten schizofrenik widnieje w Spółdzielni jako lokator w moim mieszkaniu. No, więc nie, nie jest to prawdą.
Bardzo proszę, weryfikujcie wszystko, chociaż schizofrenicy z reguły sabotują wszelkie próby weryfikacji. Nie jestem niczyją „chorą psychicznie żoną”, która „nie pamięta, że ma męża”. Tak samo Barbara czy Ryszard nie są moimi „rodzicami”, a Renata, ich córka, nie jest moją „najlepszą przyjaciółką” z podstawówki. Jest też schizofrenicznym potworem, którego nie chcę oglądać.
Są ludzie, którzy wiedzą, o co chodzi w tej sprawie, chociaż większość jak zwykle niczego nie zauważyła, bo takie rzeczy dzieją się po cichu. Ofiary schizofreników milczą i w ciszy tylko coraz bardziej toną, bo nikt nawet nie przypuszcza, co się z nimi dzieje i że trzeba je ratować, bo coraz bardziej się rozpadają psychicznie.
Schizofrenicy naprawdę w taki sposób doprowadzają swoje ofiary do samobójstwa.