Nauczanie Kościoła

Wiele osób może się zdziwić, ale dostojnicy Kościoła uważają mit o Abrahamie i Izaaku za kluczowy w wychowaniu młodych katolików. Przypomnę, o czym traktuje ten mit. Ojciec Abraham usłyszał w głowie głos Boga, który nakazał mu zawlec swoje niewinne dziecko na szczyt góry i złożyć tam w ofierze. Więc – jak to sobie wyobrażam – zawlekł opierające się, walczące o życie dziecko na górę i już gotował się do zaszlachtowania swojego syna, gdy Bóg po przetestowaniu go, odwołał wyrok.

Można z tego rozumieć – jak robią to cywilizowani ludzie – że chrześcijaństwo zrezygnowało z ofiar z ludzi. A przynajmniej tak to rozumieją luteranie, którzy sądzą, że cała akcja Abrahama z synem miała dokładnie to pokazać, a nie była testem wiary. Bóg luteran nie testuje ludzi. Katolicy za to tkwią na stanowisku, że należy ten mit traktować jako nakaz posłuszeństwa wobec Boga. Szczególnie wobec ludzi, do których Bóg przemawia, bo to są święci i przekazują wolę Boga. I należy się ich słuchać, nawet jeśli psychiatra uważa Abrahama za niebezpiecznego schizofrenika. Luteranie nie obrażają się za takie diagnozy Abrahama, bo to akurat w ich micie nie jest ważne.

Dla psychiatrów oraz ludzi, którzy mieli kontakty ze schizofrenikami i ich trochę poznali, ten mit jest dużym problemem i zawsze, słysząc takie odczytanie, będą protestować. Był to przypadek mój oraz mojego ojca. Zakonnica, która uczyła mnie religii – zgodnie zresztą z instrukcją dla katechetów – uznała, że jestem „zdemoralizowana” i pochodzę ze „zdemoralizowanej” rodziny, ponieważ protestowałam przeciwko uczeniu tęgo mitu, więc udała się do ówczesnego biskupa. aby wyznaczył mi opiekunów z Kościoła. Stąd się wzięli Ryszard i Barbara, prześladujący mnie i moją rodzinę do tej pory. Są to dla Kościoła tak zwani „święci” (chociaż reszta świata, jak już wiemy, zna ich jako groźnych schizofreników). Niestety schizofrenicy nękają swoje ofiary, aż je zaszczują na śmierć i moja katechetka miała świadomość, że skierowanie ich uwagi na mnie to wyrok śmierci, zapowiedziała mi to , a także że, jeśli chcę żyć, mam zgodzić pójść do klasztoru. Albo mam wyjść za młodego „świętego” z mojej podstawówki, który podobno sam się zgłosił, ale w to nie wierzę, bo wiem, że dostał pieniądze od jakiegoś księdza. Zaznaczę, że dla prawa nie ma znaczenia, na ile świadomie katolicy wykorzystują schizofreników w takich akcjach niszczenia ludzi, bo mają się dostosować do zasad, jakie panują poza ich religią. Właśnie pod kątem takich spraw wertowałam podręczniki jako studentka.

Nie jestem wyjątkiem. Jak usłyszałam, dzieci Michała, które są wnukami profesora psychiatrii, także podpadły katechetce „nieposłuszeństwem wobec świętych”, gdy zaprotestowały przy pochwale schizofrenii Abrahama. Ich katechetka, chociaż tym razem cywilna, pogalopowała do biskupa prosić o „opiekunów” dla nieposłusznych dzieci. Jak się okazało znaleziono im inną schizofreniczną rodzinę. Na całe szczęście wiedziałam, co się będzie działo przy opowiadaniu o Abrahamie, więc nakazałam ostre działanie. Dziadek poszedł do katechetki pokazując swoje dyplomy. Biskup, jak mi powiedziano, spuścił z tonu. A katechetka dostała bardzo groźną naganę od dyrekcji szkoły.

Ale jak sama dobrze wiem, schizofrenicy nasłani na Kościół już zawsze będą na ich tropie i nie da się ich wsadzić do psychiatryka, bo Kościół umiejętnie podtrzymuje ich wszystkie urojenia. Wiem, że dzieci się skutecznie bronią, chociaż bez zmiany przepisów, które umożliwiają leczenie takich ludzi bez ich zgody, czekają nieposłusznych różne nieprzyjemne sytuacje już całe życie. A Kościół regulujący życie publiczne i wybierający polityków na najwyższe stanowiska w Polsce się nie zgodzi na zmianę przepisów.

No, ale kościół luterański, który odrzucił kult świętych „schizofreników”, dorobił się nowych członków. Bo jest to jedyna rada na takie zaszczucie i logiczna reakcja na taką sytuację. Dzieci Michała zrobiły dokładnie to samo, co ja w dzieciństwie. Zagłosowały nogami, czego też innym życzę. CHociaż i tak musiałam podejść do Pierwszej Komunii w Kościele Rzymsko-Katolickim, bo nie mogłam złożyć formalnej apostazji jako dziecko. Ale jako dorosła potwierdziłam przed biskupem fakt bycia luteranką. Złożenie papierka to czysta w tej sytuacji formalność. A z powodu dalszego zaszczuwania złośliwie ujawniłam się w treści mojej apostazji jako wyznawczyni Wicca, nie luteranka. Wiem, że moi współwyznawcy uważają mnie za kapłankę, ponieważ już jako dziecko widziałam magię.

Bardzo jest przykre, że największy odłam chrześcijaństwa w Polsce ma zasady dokładnie takie same jak najgroźniejsze sekty, z których się nie odchodzi, a próby odejścia karane są zaszczuciem z wynikiem śmiertelnym. A jeśli ktoś zaszczuty przez schizofreników się nie zabije, to sieć kłamstw oraz intryg doprowadza do wyznaczenia takiej osobie, która próbowała odejść z Kościoła, roli popychadła w społeczności. W moim przypadku ja odeszłam od takiej społeczności. Odchodzę też z fandomu, bo mam tutaj też być z wyroku Opus Dei popychadłem, które nic nie znaczy. Innym też radzę odejść z Kościoła i fandomu, nawet jeśli nie byli bezpośrednio atakowani.

Proszę Państwa, to musi się zmienić. Nie może być na zgody na takie postępowanie jakiegokolwiek związku religijnego w państwie prawa w dwudziestym pierwszym wieku. Nie może legalnie funkcjonować religia, która zakłada, że pranie mózgu i terror wobec dzieci oraz dorosłych są naturalnymi i dozwolonymi metodami „nawracania” i utrzymania ateistów, luteran oraz wyznawać Wicca w Kościele. Nie ma na to zgody na to w cywilizowanym świecie.

Nie muszę chyba dodawać, że ta niesławna instrukcja dla katechetów jest tajna i poufna, ale udało się pociągnąć kilka osób za język. Bo mówią, gdy się zapyta o to wprost. Nie jest prawdą, że nękane przez Kościół dzieci „proszą o pomoc” – chociaż schizofrenicy twierdzą, że dzięko samo prosi o „pomoc”, bo dla Kościoła okazywanie nieposłuszeństwa jest „prośbą o pomoc”.

Trzymajcie się od tej niebezpiecznej sekty z daleka. Tak samo jako „prośbę o pomoc” są traktowane apele dorosłych, żeby się odpierdolili, więc w życiu nie będę rozmawiać z nikim z Kościoła, czy mówiąc bardziej szczegółowo, z Opus Dei. Także nie chcę rozmawiać z nikim z ich polityków. To wszystko dla mnie są personae non gratae.

Tak, znam liczbę mnogą tego łacińskiego wyrażenia.

Dodaj komentarz