Rodzina mojego taty wyjechała do Francji, gdy miał dwanaście miesięcy. Jak już opisałam wcześniej, jego arystokratyczna mama popełniła mezalians, ale była bardzo zadowolona ze swojego małżeństwa.
Mój tata był we Francji producentem odzieży, a jego muzą młoda francuska aktorka. To dzięki niej, a raczej opowieściom mojego taty o niej, wiem sporo o aktorstwie. Od dzieciństwa mój tata miał jednak problemy z gangiem schizofreników. W jego przypadku ojciec babska, które twierdziło, że jego żoną, zabił jego żonę w ciąży, a mojego tatę tak wykończył psychicznie, że ten sterroryzowany potwierdził pewien przelew, bo nie rozumiał, co robi. W ten sposób mój tata stracił majątek.
Mój tata przeszedł takie pranie mózgu i był atakowany przez ludzi, którzy powinni mu byli pomóc, a którzy nie potrafili zrozumieć, kto jest naprawdę jest przestępcą. Został doprowadzony do samobójstwa, a jego firma do upadku. Na całe szczęście jego przyjaciel znalazł go na czas i mój tata obudził się w szpitalu.
Tata był nadal prześladowany przez gang schizofreników, dla których był zagrożeniem, bo przejęli pieniądze w sposób przestępczy, co z łatwością dałoby się zaskarżyć i odkręcić. Mój tata chyba jednak o tym nie wiedział. Został tak poturbowany przez schizofreników, którzy wmawiali mu, że jest kimś innym niż jest, że w końcu w panice uciekł z Francji. Wylądował w Warszawie praktycznie bez środków do życia, wziął gazetę i zaczął zastanawiać się, co mógłby robić. W ten sposób trafił do szkoły milicji w Szczytnie. Dzięki niej miał zapewniony byt. Jego zmarła żona była lewaczką, więc odnalazł się w komunistycznym kraju, bo czuł, że robi coś, co ona by chciała, żeby robił.
W Polsce zaczął się czuć lepiej, ale nadal był kimś poranionym psychicznie i po praniu mózgu. Na całe spotkał moją mamę i ponownie się zakochał, chociaż wydawało mu się, że nie jest to możliwe. Moja mama była osobą, która rozumiała przez co przeszedł we Francji, bo z opowieści swojej matki znała historię jej pierwszego ukochanego, który został zabity przez wariata. Jeśli myślicie, że takie ataki są rzadkie, to się mylicie. Każdy chociaż raz w życiu będzie zaatakowany przez schizofrenika. To jest pandemia. Tak mówią dane statystyczne.
Mój tata spłodził wyjątkowo zdolne dzieci. Ale ja również zostałam zaatakowana przez gang schizofreników, którzy oszukiwał wszystkich i zwalał to, co robili na innych. Mój tata nie był profilerem, ale ratował mnie policyjny profiler. Tata miał podejście do tego, co mnie spotkało na zasadzie, że piorun nie trafia dwa razy w to samo drzewo. Jeśli chodzi o takie trafianie, to moja siostrzenica jest czwartym pokoleniem zaatakowanym przez nie związanych ze sobą pokrewieństwem schizofreników. Do tego dzieci mojej siostry były również atakowane przez gang schizofreników, który wpadł na mój trop w podstawówce.
W starciach ze schizofrenikami ludzi albo giną, albo uciekają i zamieszkują w innym kraju. W momencie, gdy schizofrenicy dostają wsparcie od rodziny swoich ofiar, nie udaje się ich namówić na leczenie. Prześladujący mnie gang w większości składa sieć. ludzi tak starych, że ze względu na zniszczenia mózgu stracili umiejętność autorefleksji i nie zgodzą się na leczenie. Do tego przez moją amnezję wydaje im się, że wygrywają. W moim dzieciństwie zwalili to, co zrobili, na mitycznych metali, teraz też chcą też wszystko zwalić na Adama i Breta. Ale pomimo prania mózgu, nie będę pisać na blogu tego, co sobie zażyczyli, nawet jeśli poszczuli na mnie koleżanki i kolegę, którzy stali się ich agentami i postanowili zakatować mnie, jeśli tylko zaczynam mówić coś, co nie pasuje do wersji schizofreników, którzy przedstawiają się jako ludzie z wyższych sfer.
O mało co nie wróciłam do Breta na lotnisku w Toronto, gdy mi się oświadczył. Bardzo źle się stało, że wiele osób łączyło mnie wtedy z Adamem. Wiem, że taki związek jest marzeniem na przykład Andrzeja czy Paula. W Kanadzie zostałam podtrzymana, bo Paul – który też znalazł się tam przypadkiem – zaczął się wydzierać, że Adam umrze, jeśli wyjdę za Breta. Prawda jest taka, że powinnam była zostać w Kanadzie i przejechać z Bretem do Stanów, a nie wracać do Polski, w której bez przeszkód działa i zniszczył mnie gang schizofreników. To są ludzie, którzy – szczególnie w czasie konwentów – robią zawsze, co chcą i potrafią zakatować każdego.
A co do tego, że Adam miał podobno umrzeć, jeśli z im zerwę, to powiem tak. Jakoś przeżył, bo z nim zerwałam, gdy Bret pojawił się w Polsce i odnalazł mnie na konwencie. Adam miał jeszcze wiele romansów, również bardzo medialnych i jakoś sobie – jak to mówią – nie krzywdował. Za to ja byłam tak zakatowana psychicznie i odcięta od wszystkich, że tylko wegetowałam, uciekając z coraz to nowego miejsca pracy, w którym nie zlokalizował gang schizofreników, ale – kurwa – nie dostana ode mnie nawet grosza. Więc bardzo proszę mi nie mówić, z kim mam być, bo takie podejście zniszczyło mi to życie. Za to Bret został okłamany, a ja zakatowana przez schizofreników. Każda osoba, która wzięła w tym udział, jest osobą której nie chcę znać.
Gang schizofreników z mojej podstawówki przekonał Breta, że nie ma szansy, żebym do niego wróciła i że powinien się ożenić z kimś innym. Obecnie jest szczęśliwym małżonkiem i ojcem cudnych dzieci. Ja nie jestem z nikim związana i nie mam dzieci i już nie urodzę żadnego dziecka. Wizja tego, że miałabym po tym wszystkim wiązać się z Adamem mnie wkurwia. To jest już znienawidzony były, który mi zniszczył życie, bo informacje o mnie czerpał tylko od Romana. Tak samo mnie wkurwia życzenie Breta, że mam mieć kolorowe życie i rzucić się w romanse z każdym z moich wielbicieli po kolei. Bo on coś takiego przeżył. Byłam szczęśliwą narzeczoną, która planowała zaraz po ślubie zacząć rodzić dzieci. Niestety gang schizofreników zakatował mie tak, że straciłam pamięć, a Breta okłamał. Potem byłam narzeczoną Kristiana i tak samo zostaliśmy zrobieni w chuja. Za co absolutnie nie dziękuję środowisku Anglistyki oraz warszawskim fanom fantastyki. Nigdy mnie nie zobaczycie w Warszawie na konwencie.
Niestety z powodu wieku już nie wrócę do tego, co miało miejsce kiedyś. Szczęście rodzinne to coś, co gang schizofreników zniszczył mi obok mojej kariery w metalu, czy innych rzeczy, które mogłam robić w życiu. Moja kariera nauczycielska jest czymś, czego nigdy nie planowałam i jest dla mnie odpowiednikiem pracy w MacDonaldzie. Całkowite nie pasuje do mojego wykształcenia, bo Anglistykę robiłam, tylko dlatego, że już ją zaczęłam i traktowałam hobbistycznie.
Terapię osób, którym zniszczono w życiu, wszystko prowadzi się w taki sposób, że uczy się je, że mają prawo zachowywać się, jakby miały po dwadzieścia lat. Prześladujący mnie gang schizofreników za to chce zrealizować swoje urojenia i sprawić, że będę zachowywać się wręcz przeciwnie. Ale nie będę nosić długich czarnych czy szarych sukien i pokutować w kościele jako była „prostytutka” ani mówić, że Renata jest była Piotra.
Chociaż nie mam siły ponownie walczyć i odzyskiwać formę fizyczną czy psychiczną, po tym jak mnie ponownie zakatowano i „leczono” z „anoreksji” tylko dlatego, że schizofrenicy poczuli się zagrożeni moim powrotem do formy i tym, że mogłabym wrócić do Piotra. No ale Piotr nie żyje, Bret jest żonaty, a Adama nie cierpię.
I tak wygląda moje życie. Nie ma w nim nikogo z gangu schizofreników czy warszawskiej Avangardy. A mojej koleżanki P. nie zamierzam pytać o Romana, bo nie chcę go znać. Chociaż po latach prania mózgu (co schizofrenicy nazywali terapią) Roman spodziewa się, że uda się mnie złamać i zmusić do „powrotu” do niego. A ma to mi umożliwić nawiązanie kontaktu z panię P. i pytanie o Romana. Ale nie zamierzam tego robić. Roman jest bardzo groźnym schizofrenikiem z mojej podstawówki, tak samo jak Renata. Nigdy nie byłam z nim związana i zamierzam sądownie zamordować każdą osobą, która mu pomagała mnie niszczyć.
Na całe szczęście Straż Akademicka już przy poprzednich atakach została doskonale przetrenowana i wie, że ma reagować na moje prośby o usuwanie osób, które mnie zniszczyły z budynku. I nie ma znaczenia, czy są to politycy, czy ktokolwiek inny.