Praktycznie od dziecka walczę ze schizofrenikami, którzy specjalnie wywołują u mnie syndrom sztokholmski, bo chcą mnie w taki sposób „leczyć” oraz zrobić sobie ze mnie niewolnicę. To co spotkało mnie w mojej pracy z ich strony, to barbarzyństwo. Zniszczono mi życie do końca.
Moi prześladowcy mają tego pecha, że kierując się swoimi urojeniami, nakazali mi pisać na blogu prawdę i tylko prawdę. Mam pisać o wszystkim. Ale ich definicja prawdy i moja się różnią. Ich urojenia nie są obiektywną prawdą. Obiektywna prawda, to zawartość dokumentów oraz pamięć moich prawdziwych krewnych. A nie to, co opowiada o mnie Krystyna, czy gang z mojej podstawówki.
Możliwe, że siedziałabym cicho, ale zostałam przez gang zaprogramowana (tak, psycholog kliniczny wie, że można ludzi programować), że nie potrafię nie pisać tego blogu. I tak staram się nie być zbyt okrutna, ale muszę słuchać się nakazu idiotek, które zmusiły mnie, aby pisać „Krystyna” – a nie na przykład panna K.(*)
No co ja mogę powiedzieć? Nie zamierzam przepraszać, bo nie ja wywołałam tę wojnę. Dodatkowo też wiem, że Krystyna całkowicie nie hamuje się na swoim Facebooku, a przynajmniej tak mi doniesiono. Więc też mam prawo się bronić i opisać wszystko ze swojego punktu widzenia.
Jak już powiedziałam, nie ja wywołałam tę wojnę. Ale też nie zamierzam się dać zasiekać i zacząć przepraszać, gdy to ja powinnam być przepraszana.
Nadal czekam na przeprosiny, ale pewnie się nie doczekam. Bo ludzie chorzy nie przepraszają, tylko dalej brną w swoje urojenia.
A Barbara nie jest święta, bez względu na to, jakimi zabobonami kieruje się Kościół, mianując schizofreników świętymi.
⛧⛧⛧
(*) Piszę „panna” chociaż wersje co do jej stanu cywilnego się różnią. Z jednej strony schizofrenik powiedział mi, że robią ją w chuja i sterują tak, że zostanie już na zawsze starą panną. Zgadza się z podręcznikiem, który twierdzi, że schizofrenicy lubią tak bawić się swoimi przyjaciółmi i cieszyć tym, że tylko oni mają bogate życie miłosne, a nie ich ofiary. Dodatkowo schizofrenicy zawsze kierują się urojeniami, według których będą dziedziczyć po bezdzietnych znajomych, a jak nie oni, to ich dzieci. Dlatego też zabijają potomstwo i żony swoich obiektów urojeń. Z drugiej strony Barbara powiedziała mi, że Krystyna jest szczęśliwa, że wyszła bardzo młodo za mąż i ma dzieci. I tylko w fandomie posługuje się panieńskim nazwiskiem. Dlatego też nie należy jej podrywać. Ani nikogo przedstawiać. Ja wierzę bardziej w tę pierwszą wersję, bo podobne bzdury o szczęściu małżeńskim opowiadano też o mnie i wiem, jak bardzo różnią się od prawdy.
Barbara jest najmniej wiarygodną osobą w fandomie. Stara intrygantka i wariatka.