Los zespołu

Zabawną sprawą jest, że los mojego licealnego zespołu okazał się być związany z tym, czy będę z Romanem, czyli facetem który nawet nie potrafi grać na basie, nigdy nie próbował się nauczyć, tylko ma na ten temat urojenia i nigdy nie był moim czymkolwiek. Jest to tak bardzo nieprofesjonalne, że budzi to tylko mój śmiech.

Ale cóż niepoważni ludzie bawią się innymi ludźmi właśnie w taki sposób. W Haraldsdóttir jestem szefową i nikt nie podważa moich decyzji. Noszę biały t-shirt i mogę wyrzucić z zespołu, kogo mi się tylko spodoba. Adam musiał się czołgać, aby znowu załapać się do składu.

Ale sprawy związane z psychiką i zaszczuciem mnie sprawiły, że nie mogłam kontynuować prac z moim zespołem. Ale mam nadzieję prace nad naszym materiałem wznowić, bo w Haraldsdóttir są fajni faceci, których znam i wiele już razem zrobiliśmy. Liceum to jakaś prehistoria, do której nie chcę wracać.

Jeśli o mnie chodzi, to Bartosz może sobie wprowadzić do składu schizofreniczkę Annę (ową słynną „wokalistkę Burzum”, której podobno tak bardzo zazdroszczę talentu), nie tylko jej brata Romana na basie.

Życzę Krwawej Hordzie samych sukcesów, ale muszą skomponować swój materiał. Mają zakaz używania moich kompozycji. Anna jest podobno tak bardzo utalentowana, że na pewno da sobie z tym rade.

Ja ma nadal nadzieję zarobić w końcu z Haraldsdóttir własne pieniądze. Stworzenie mi okazji, abym zarobiła jakąś sensowniejszą kasę było projektem mojego dalekiego kuzyna Kristiana. I będzie to nadal pewniejszy biznes niż spółki z Amerykanami, które okazały się być tak bardzo nieopłacalne, że wszystkie przelewy (z tego co słyszałam) trafiają na inne konta niż moje.

Ja nadal nie zobaczyłam ani grosza. O ile dobrze pamiętam, to inna była umowa. Mówiłam, że nic nigdy nie trafiło na moje konto, prawda? Pozostaje mi tylko uznać, że wszystko odbywa się tak, jak chcą ofiarodawcy, więc mam zamiar pogodzić się z tym, że mogę liczyć tylko na to, co sama zarobię. I już nigdy nie będę wchodzić w żadne spółki i zawierać ustnych umów.

Nie mam kontaktu z nikim. Tak skutecznie odizolowali mnie schizofrenicy, którzy udają moich krewnych, że muszę położyć lachę na Amerykanów, ale może uda się pocztą pantoflową przekazać info, że chcę wskrzesić Haraldsdóttir.

Haraldsdóttir ma sens, inne rzeczy zostawiam schizofrenikom, niech się chlubią tymi dokonaniami i przelewami, które dostają na dowód, że rzeczywiście są autorami różnych pomysłów. Chociaż nie są. Ale proszę bardzo. Nie chcę kontaktować się ani Bretem, ani z Andrzejem, czy ludźmi z mojego liceum i podstawówki, którzy okazali się być przyjaciółmi Romana, a nie moimi.

A ode mnie się odpierdolcie. Dotyczy to głównie Breta i religijnej, kurwa, polskiej prawicy.

Lukier na pączku

Wspomniałam wcześniej o tym, że amnezja nie jest podstawą do ograniczenia czyjejkolwiek wolności, czy też formalnego ubezwłasnowolnienia. Nawet jeśli uważamy, że ludzie popełniają błędy, to wolno im podejmować własne decyzje, bo są ludźmi wolnymi. I nie wolno im tej wolności zabierać. Zabieranie wolności w takiej sytuacji to przestępstwo.

Do ograniczenia ludzkiej wolności dążą schizofrenicy. Bardzo często schizofrenik, który tak zaszczuł swoją ofiarę, że doprowadził do jej amnezji z przyczyn psychologicznych, dalej usiłuje ją kontrolować. Główną motywacją schizofrenika jest chęć dostosowania świata do zawartości jego urojeń, więc atakuje prawdziwe wspomnienia swojej ofiary, co powoduje amnezję, a potem wmawia jej swoje urojenia, zastępując prawdę urojonymi przez schizofrenika wydarzeniami.

Postępowanie schizofrenika zawsze doprowadza do śmierci ofiary jego obsesji, chyba że ofiara dostanie pomoc i wsparcie. Dwójka moich przyjaciół została pozbawiona mojej pomocy, bo sama przestałam wiedzieć, co się dzieje i popełnili samobójstwo po zaszczuciu przez tych samych schizofreników, którzy też mnie nękają. Jedną osobę z tej grupy udało mi się uratować, ale jest tak samo poraniony jak ja.

Powtórzę, Kristian mnie uratował, a nie Bret. Bret trafił na shit-list, z której się nie schodzi. Zasługuje na wszystkie nieszczęścia, które – jak twierdzi – go spotkały. On, tak samo jak różne tępe chuje z Avangardy i polityki, doprowadziłby do mojej śmierci, bo w stanie, który określa się jako śmierć psychiki nie można funkcjonować, więc ludzie się zabijają. I tak mam za sobą lata indukowanej psychozy, z powodu której nie mogłam ruszyć prac z Haraldsdóttir.

Zasada, jaką kierują się psychoterapeuci, głosi, że przypadku amnezji idzie się za pacjentem i wspiera jego decyzje. Nie można go pozbawiać możliwości decydowania o sobie, bo i tak już został zniszczony psychicznie. Każdy psychoterapeuta bardzo delikatnie obchodzi się z innymi ludźmi, między innymi dlatego, że psycholodzy wiedzą, jak dotkliwe są rany psychiczne i jak długo się leczą. I dlatego na tej podstawie bardzo szybko można zidentyfikować, dlaczego ktoś, kto podaje się za psychoterapeutę, jest oszustem i najprawdopodobniej schizofrenikiem. Schizofrenicy uwielbiają „leczyć” innych ludzi, więc podają się za psychologów, czy psychiatrów, ale stosują terror i nie potrafią zapanować nad emocjami, gdy ktoś mówi coś, co nie zgadza się z ich urojeniami. A psycholodzy kliniczni wiedzą, że ludzie mają prawo do swoich wersji wydarzeń, nawet jeśli nie zgadzają się z tym, co sądzą inni.

Ludzka świadomość na tylko lukier na pączku całego umysłu. Jeśli cierpi się na amnezję warunkowaną psychologicznie, to tylko ten lukier jest wchłonięty przez pączek. Ale te wszystkie wspomnienia nadal istnieją, ale poza zasięgiem świadomości. Dlatego psychoterapeuci pozwalają pacjentom na własne decyzje, idzie się za pacjentem, nawet jeśli ten nie potrafi uzasadnić konkretnymi wydarzeniami niechęci do kogoś, lub wylewania do zlewu „kordiału”, który został podarowany rodzicom przez schizofrenika. Dalsze wydarzenia w fandomie udowodniły, że taki „kordiał” zabija, bo ma w sobie gdzieś około tony sproszkowanej kofeiny. WIem, kto o mało co nie zginął w taki sposób.

Dopiero później schizofrenik przypomniał mi, że gdy byłam dzieckiem, opowiadał mi, o swoich metodach na zabijanie ludzi. Zabicie moich rodziców miało być karą, jeśli nie zechcę wypełniać jego poleceń i zostać jego prostytutką. Niestety urojenia na temat tego, czy ktoś jest kurwą, to częsty objaw schizofrenii.

(Kurwa mać, naprawdę nie jestem prostytutką, moja mama też nie była prostytutką, a stać mnie na życie, bo skończyłam studia i pracuję. I jestem dumna z tego, że od nikogo nie zależę.)

Inny sposób na mordowanie niewinnych przez schizofreników to podsuwanie środka zwiększającego krzepliwość krwi pod pozorem wzmacniających ziółek. Wiem, który lekarz to przepisuje schizofrenikom, bo się pochwalił. Oczywiście w rodzinie schizofrenika nikt tego leku nie potrzebuje. Niepokój powinny budzić fabryczne blistry. Nazwy leku nie widać, bo została zmyta acetonem. Zwykły zmywacz do paznokci wystarczy. Zmyty nadruk powinno dać się odczytać pod lampą UV.

Ludzie cierpiący na psychologiczną amnezję nie są ubezwłasnowolnieni, bo świat nauki wie, że podejmują właściwe decyzje, kierując się swoimi emocjami, za które odpowiada wiedza, jaką posiada mózg. Zresztą z reguły ludzie szczęśliwi nie robią nic wbrew sobie. Amnezja ustępuje z czasem, szczególnie jeśli pacjent ma pomoc otoczenia. Wtedy bardzo szybko wspomnienia. Gorzej, jeśli dorwie go schizofrenik i wtłoczy mu do głowy swoje urojenia. Z czegoś takiego też można wyjść, bo z czasem fałszywe wspomnienia oraz przekonania też same z siebie się rozwiewają i człowiek zaczyna sobie przypominać, kim jest rzeczywiście.

Tak więc nie jestem żoną Romana, a moje mieszkanie jest moje, mieszkam w nim od dziecka, a przyjaciele Romana i jego grupy społecznej to ich przyjaciele, a nie moi. Moi przyjaciele rozmawiają ze mną i ze mną utrzymują kontakty, a nie zbierają ploty po schizofrenikach i urobionych przez schizofreników idiotach. I nie mam krewnych o nazwisku Wieczorek, bo dziadek Wieczorek zerwał więzy rodzinne ze swoimi po wejściu do rodziny arystokraty. Dziadek Wieczorek zresztą nie pochodził z Warszawy. Wszystkie jego dzieci poza moim tatą pozostały we Francji.

Wieczorek z Avangardy nie jest moim krewnym i ma zamknąć swoją mordę już na zawsze. Nic nie wie na mój temat, tylko łże jak pies. Mam dosyć pomówień tego skurwiela.

Przyjaciele

Postanowiłam napisać ten wpis, aby do końca wyjaśnić moje poglądy na przyjaźń. To nieprawda, że ludzie współpracujący z Romanem to moi przyjaciele. To są przyjaciele Romana. A także Ryszarda, Barbary i ich córki Renaty.

Przyjaciele utrzymują ze sobą kontakty i siebie nawzajem pytają, co się dzieje w ich życiu. Osoby, które zbierają plotki od schizofreników, a także im pomagają w osiągnięciu celów, to przyjaciele schizofreników, a nie moi.

Schizofrenicy z mojej podstawówki rozwinęli tak olbrzymią akcję dezinformacyjną na mój temat, że oszukali praktycznie wszystkie moje środowiska. Nawet mój krewny, który bywał w fandomie, został przekonany, że jestem szczęśliwa mężatką i nie wiedziałby, co się dzieje, gdyby nie email, który przesłałam przez pośredników. Bo dotrzeć można do każdego.

Obecne moje podejście jest takie – jeśli ktoś jest moim przyjacielem, to chce informacji ode mnie, więc na przykład czyta mój blog, a nie zbiera plotki rozpowszechniane przez idiotów i schizofreników.

Krwawa Horda, czyli mój licealny zespół, w życiu nie będzie reaktywowana. Ludzie z Reytana zapracowali sobie na moją niechęć, bo zniszczyli i odgonili ode mnie Piotra, posługując się kłamstwami schizofrenika na mój temat. Tak nie zachowują się przyjaciele. A przynajmniej nie moi. Moi przyjaciele respektują moje zdanie, a nie terrorem i wrzaskiem mordują moje życie i psychikę. Ja mam prawo decydować z kim chcę być, a amnezja nie jest podstawą do ubezwłasnowolnienia. Takie postępowanie to kolejne przestępstwo. Którzy popełnili przyjaciele Romana, bo to jemu chcieli pomóc, mając w dupie moje zdanie i niczego nie weryfikując.

Przy okazji muszę wyjaśnić, jak na takie zachowania spogląda psycholog społeczny, szczególnie kryminolog. Wszystkie zachowania agresywne to łamanie zasad społecznych. Czyli zgodnie z definicją przestępstwo. Przestępstwem jest też nieweryfikowanie plotek, tylko narzucanie swojej woli ofierze schizofrenika. Jedna z zasad społecznych głosi, że nic nie wiesz o mnie, jeśli ci sam tego nie powiem. Z tej zasady wywodzą się wszystkie przepisy dotyczące pomówień. Nie wiesz, kurwo, to nie rozpowiadaj. Ludzie z mojego liceum są niestety winni jak cholera i nie chcę się z nimi kontaktować.

Za każdym razem, gdy zaczynam akcje informacyjne, aby uwolnić się od wpływu schizofreników na moje życie, ci wariaci uruchomiają coraz to nowe osoby, lub wciągają w to na nowo idiotów z mojego licealnego zespołu i zostaję zakatowana psychicznie. Ludzie pomagający schizofrenikom nie są to moi przyjaciółmi, nic o mnie nie wiedzą. Najgłupsze w ich postępowaniu jest to, że chyba nadal wierzą, że mój tata, który wpadał na próby i mnie wspierał, to był „wynajęty muzyk”, a moi prawdziwi „rodzice”, to Ryszard i Barbara. Nie mam żadnych więzów rodzinnych z tymi schizofrneikami, to rodzice Renaty. Która też lubi opowiadać o sobie duby smalone. Wariatka Krystyna też nie jest moją przyjaciółką, za to wiele osób wykończyła psychicznie, szczególnie swoich byłych. Matka Krystyny, według tego, co mi przypomniano, też była chora psychicznie i wiele osób w fandomie o tym wie. Takie osoby się ignoruje, bo bezpośrednie konfrontacje mogą być zbyt niebezpieczne, można być też zaatakowanym fizycznie, czy wręcz zabitym.

A zdjęcie mojego taty znajdziecie poniżej.

Opisałam już wcześniej, co spotkało mojego tatę we Francji i dlaczego zdecydował się na mieszkanie w komunistycznej Polsce. On i ja mieliśmy tego pecha, że z mojej podstawówki wywodzi się kolejny bardzo groźny gang schizofreników, który zniszczył mi życie jeszcze bardziej niż francuscy schizofrenicy jemu.

Moja mama doskonale rozumiała problemy i nieszczęście taty, dlatego ją pokochał nad życie i zdecydował się na ślub z metyską. Moja babcia ze strony mamy była prześladowana przez bardzo groźnego schizofrenika, który zabił jej ukochanego brata. Babcia już zawsze była smutna, a schizofrenik pozostał bezkarny. Mój dziadek, Arab, uratował moją babcię, która pokochała go za jego dobroć. Dziadek był wkurzony na system prawny w Polsce, bo w krajach arabskich ze schizofrenikami oraz ich pomocnikami nikt się nie patyczkuje. A przynajmniej takie były przepisy w jego czasach. Jego rodzinę też zabili schizofrenicy i przed nimi uciekał, bo tylko część gangu trafiła do więzienia. Mój tata bardzo dobrze trafił i znalazł się wśród ludzi, którzy go rozumieli i to lepiej niż jego rodzice, którzy chyba nadal pozostawali pod wpływem schizofreniczki, która miała urojenia na temat swojego związku z moim tatą.

Dla mnie i mojej rodziny, czyli osób, które znają te historie od dziecka, jest niewyobrażalnym chamstwem słuchanie wyłącznie plotek i nie weryfikowanie niczego u ludzi, którzy są pomawiani. Zresztą jest to jedna z zasad społecznych – należy wysłuchać obu stron, inaczej się popełnia przestępstwo. Dochodzi do zmowy przeciwko ofierze. Ludzie, którzy twierdzą, że są moimi przyjaciółmi, nie mają prawa pisać, czy mówić innych rzeczy o mojej rodzinie, niż to co znajduje się na tym blogu.

Kristian pianista Na-Pewno-Nie-Vikernes jest osobą, która mnie po raz kolejny uratowała. Ponownie odwiódł mnie od myśli o samobójstwie, podczas gdy inny mój były, Bret współpracował z wariatami i religijna prawicą, aby mnie „godzić z moją prawdziwą miłością” i go za to znienawidziłam. Zaszczuł mnie i zniszczył mi psychikę. Przy czym jego rodzina też zaczęła mieć problemy z wariatami, także lokalnymi amerykańskiego chowu. Jest kolejną osobą, która dostała ode mnie każdą możliwą pomoc w takiej sytuacji i dokładne rady, co ma zrobić, a ja „w podzięce” zostałam zniszczona psychicznie. Autentyczny debil, którego nie chcę oglądać. Liczę go jako jeden z moich błędów.

Schizofrenicy we współczesnym świecie to jest pandemia i moim zdaniem największe zagrożenie współczesnego świata i patyczkowanie się z wariatami łamie prawa człowieka ich ofiar. Naprawdę miałam prawo ułożyć sobie życie, jak ja chciałam, a nie żyć w traumie, wegetując, gdy wariaci mi kasują wszystkie moje plany zawodowe i osobiste.

A przy okazji, gdy już pojawiło się nazwisko Vikernesa – bardzo chętnie przeanalizowałabym materiały, jakie zgromadziła Policja oraz protokoły z jego procesu. Posiadam wiedzę na temat gangu schizofreników, który działa w Oslo i zabił mojego znajomego muzyka, Kruka. Z którym dopiero umawiałam się na wyjazdową randkę, podczas której mieliśmy skonsumować nasz związek. Wiem, jak bardzo nieprawdziwy obraz funkcjonuje w fandomie mojej rodziny i mnie samej. Wszystko jest oparte na opowieściach schizofreników. Gdybym kogoś zabiła w samoobronie i gdyby oni wszyscy zeznawali podczas mojego procesu, też bym dostała najwyższy wyrok. Na całe szczęście wiem, że w przypadku problemów trzeba prosić Policję o dostarczenie sądom wszystkich skarg na osoby, które zeznają oraz opinii biegłych na ich temat.

Schizofrenicy nienawidzą metali oraz fantasy. Wydaje mi się możliwe, że Vikernes jest ofiarą norweskiego gangu schizofreników. Z tego, co pamiętam, przed różnymi problemami nie miał opinii osoby chorej psychicznie ani niebezpiecznej. Moi znajomi Norwedzy go znali. Jedyny mój kontakt z Vikernesem to było jego rada, abym wróciła do naturalnego koloru włosów, bo miałam wtedy zrobione włosy na czarno, a mój naturalny kolor to brąz.

Więcej z nim nie rozmawiałam.

Jeśli chodzi o mnie, to Bartosz zjebał sobie wszystko, jeśli sądzi, że gang schizofreników załatwi mu wymarzoną „wielką amerykańską karierę glam-metalowej Krwawej Hordy”. Z przyczyn osobistych nie mogę współpracować z tym zespołem. A kompozycje są moje, spisane ręką mojego taty. Jest to dla mnie bardzo cenna pamiątka. I proszę mi ją oddać. Mogę udostępnić próbki pisma mojego taty z książki kucharskiej. Jeśli tego nie dostanę, to szykuje się kolejny proces.

Haraldsdóttir

Haraldsdóttir składa się wyłącznie z zawodowych muzyków, tylko ja jestem amatorką, ale wokalistkom wiele się wybacza. Pisałam już wcześniej o Kristianie. Do zespołu zostali zaproszeni też gitarzyści Adam i Tommy. Brakowało gitarzysty, bo Kruk został zabity przez norweskiego wariata w czasie konwentu w Oslo. Ze starego norweskiego zespołu, który u mnie w kuchni pracował nad materiałem, zgłosił się też perkusista. Mamy pełen skład i nie potrzebujemy nikogo innego. Kristian ma notatki z nowymi kompozycjami. I wystarczy mi tylko jeden zespół.

Kristian norweski zespół powołał do życia chyba wyłącznie w celu poderwania mnie, bo zaczęłam z nim tym żartować, a składał się ze studentów Akademii Muzycznej z Oslo. Kristiana znam od dziecka, bo Norwedzy się trzymają razem, także norwescy dalecy krewni. I w taki sposób zespół, który nie nagrał żadnej płyty, wystąpił w Progresji na zasadzie – chcieli, to wynajęli salę i wystąpili. Zostałam przez krewnego praktycznie zaniesiona na scenę i kazał mi z sobą zaśpiewać. Potem mnie praktycznie sterroryzował, abym dołączyła do zespołu, który nie miał nazwy, albo miał tylko tymczasową. Jakby nie było, dopiero miałam nadać nazwę. Była to impreza, która została pocztą pantoflową rozpropagowana w świecie metalu. Pojawiło się sporo ludzi, ale nie było tłumu, bo impreza była zamknięta i wstęp tylko za zaproszeniami. Ale od tamtego czasu mam wiernych fanów. Ten zespół rozpadł się, bo zaczęłam spotykać się z Krukiem (który jako jedyny nie był moim krewnym w tym zespole), a Kristian się obraził. A może został okłamany przez schizofreników? Wszystko jest możliwe z tym gangiem z mojej podstawówki.

To nie był zespół black metalowy.

Istnieje nagranie koncerciku mojego licealnego zespołu z Reytana. Nagrywali Adam z bratem, których też znam od dziecka. Z tego, co mi powiedziano, kompozycje się nadal podobają, ale oprócz wokalistki i basistki w jednym nie ma tam nikogo dobrego. Więc wcale, ale wcale nie zamierzam tęsknić za Krwawą Hordą z Reytana. Adam zrobił zdjęcia, więc widać, kto jaki instrument obsługiwał. I podobno tylko ja się starałam.

Romana nie ma na tym nagraniu. Wygoniłam go z zespołu, bo na oślep uderzał w struny basu. Identycznie się zachowywała jego siostra, gdy udawała anglistkę i nie pracując w Studium, przejęła kilka prac do sprawdzenie. Stawiała znaczki na teście całkowicie przypadkowo. Naprawdę ona u nas nie pracowała. Szlochy tej schizofreniczki proszę wysyłać do ludzi, którzy utrudniają jej leczenie się, bo wierzą we wszystkie jej urojenia.

Zespół z Reytana to był gówno, więc, jednym słowem, niech Bartosz sobie sam radzi. Tego zespołu nie będę reaktywować, wolę pracować z prawdziwymi muzykami i wykorzystać inne oferty współpracy.

Na razie wszystkie prace zawieszono, bo po ponownych atakach schizofreników straciłam znowu pamięć. Ale usłyszałam obietnicę, że wszyscy zgłoszą się do mnie w odpowiedniej chwili i wrócimy do pracy nad aranżacją.

Mieszkanie

Muszę się przeprowadzić, ale nie dlatego, że powinnam oddać swoje mieszkanie schizofrenicznym kurwom z mojej podstawówki. Po prostu nie chcę mieszkać w lokalu, którego adres znają osoby z gangu z mojej podstawówki. To nie są moi przyjaciele i nigdy nie byli moimi przyjaciółmi, tak samo jak polityk N., pan Ch. czy ginekolog Ch,. który był na tyle bezczelny, że w celu zaszczucia mnie i okłamania otoczenia, kłamał, że odbierał moje porody.

Powtarzam jeszcze raz, nie mam żadnych dzieci. A Roman nigdy nie był moim mężem. Środowisko religijnej prawicy za to jest pełne takich wywłok i kreatur, że aż brak mi słów. Są to ludzie tak zdemoralizowani, że aby się przypodobać Nyczowi, ok którego zależy kariera polityczna, jak mi powiedziano, złamią każde zasadę społeczną i każdemu nakłamią.

To nie jest prawda, że nie mam żadnych praw, jak mi religijna prawica próbowała wytłumaczyć. Ci wszyscy ludzie to dewianci i szubrawcy, których nie chcę oglądać. Zakatowali mnie, napawając się swoją wyższością, demonstrując tak naprawdę krańcowy upadek moralny.

Moje siostrzenica to nie jest moje dziecka, ale też została zakatowana psychicznie, bo „musiano” jej „uświadomić”, że jest moją i Romana „córką”. Nie mam wątpliwości, kim są jej rodzice i jest to moja siostra i mój szwagier. Wypraszam sobie kolejne ataki na mnie i na nią. Również o mało co nie została doprowadzona do samobójstwa. Tak się dzieje, gdy idioci zaczynają się bawić się w psychologów.

Nie chcę mieszkać tam, gdzie mogę się liczyć z kolejnymi atakami na mnie schizofreników. Mam dosyć Romana, który próbuje się do mnie dobijać środku nocy, tak ma nakręconą psychozę przez różnych idiotów, którzy raczej powinni go wysłać do psychiatryka, a nie mu „pomagać” odzyskać „żonę i dzieci”. Bo – jak mi powiedziano – „dzieci muszą znać ojca”. Kurwa, nie mam przez was dzieci, a wszystkie moje związki zostały przez tych zbirów rozbite.

Znam behiawioryzm (piszę behiawioryzm, bo zwykła psychologia nie ma tu zastosowania), że wiem, że schizofrenik nigdy się nie odczepi i takie zaszczucia z reguły kończą się śmiercią ofiary. Gang schizofreników z mojej podstawówki już w moim dzieciństwie zakładał się, kiedy popełnię w końcu samobójstwo. Bo inni się już dawno powiesili. Nie tylko sami odkrywali mechanizmy zaszczucia, ale stosowali w praktyce to, czego nauczył ich dziadek i rodzice. To jest dynastia ludzi chorych psychicznie, a nie moi „krewni” czy „przyjaciele”.

Życzę cierpienia ludziom, którzy im pomagali.

Jak już napisałam, schizofrenik się nie odczepi i wiedzą o tym ludzie Kościoła, którzy wykorzystują takie gangi, żeby karać „nieposłuszne” i zbyt „ambitne” dzieci. Spodziewam się, więc kolejnych napadów na mnie w pracy, nie tylko łomotania do drzwi. Jeśli chcecie mi pomóc, zwróćcie się do mnie z propozycją nowej pracy i miejscem, gdzie mogę się przeprowadzić.

Bardzo chętnie też wyciągnę z niebytu mój zespół z Reytana, czas go reaktywować. O ile pamiętam, nie miał nazwy, więc chcę go nazwać Haraldsdóttir. Tak jak norweski zespół, który się rozpadł. Został z niego tylko Kristian, który, jak słyszałam, nie da sobie odebrać basu. Więc nie będę musiała ponownie uczyć się grać linii basu. Zostałam zmuszona do tego, bo basista był za słaby i został wyjebany na zbity pysk. Ja |trenowałam”, aż wszystko umiałam zagrać. Schizofrenik za to ma urojenia, że potrafi i wystarczy na oślep walić palcami w struny. A Kristian jest zawodowym muzykiem i pianistą, więc wie, co robi.

Powiedziano mi, że w czasach mojego liceum basistę udawał wtedy Roman, który jak zwykle podawał się za mojego faceta. Ten skurwysyn musi w końcu się leczyć i przestać mi niszczyć życie. Roman razem z gangiem schizofreników z mojej podstawówki tworzy organizację, której nie mogę inaczej traktować niż The Silence z serialu Doctor Who.

Mają się w końcu ode mnie odpierdolić, Roman nie jest nikim z mojego dawnego zespołu.

Ludzie powinni się w końcu nauczyć, że nie wszystkim można wierzyć.

Roman i gang schizofreników z mojej podstawówki zniszczyli mi życie tak bardzo, że mam zamiar wyprowadzić się z Polski i zacząć gdzieś wszystko od nowa z nowymi ludźmi i nigdy już nie oglądać nikogo z polskiego fandomu. Mam w końcu prawo próbować odzyskać choć odrobię szczęścia w życiu. Oglądanie mord skurwysynów z Avangardy czy Romana szczęścia mi nie zapewni.

A Roman jako schizofrenik nigdy nie nauczy się grać na basie, bo jak to schizofrenicy reaguje niechęcią na muzykę, szczególnie heavy metal. Nawet glam wywołuje u niego spazmy niechęci. On jako basista jest takim samym dowcipem, jak to że jego siostra Anna jest wokalistką Burzum.

Z drugiej strony, może nie będę musiała wyjeżdżać za granicę, bo tylko wystarczy głośno i wyraźnie zerwać urojone – dla mnie nie ma pomiędzy nami żadnych – więzy z wariatami z Avangardy. Niestety schizofrenicy do doprowadzeniu swojej ofiary do takiego stopnia zaszczucia, że traci pamięć, dalej kontrolują jej życie i upierają się nią „opiekować”, bo niby tylko oni znają „prawdę”.

Zmiana miejsca zamieszkania i pracy powinna pomóc. Ale potrzebuję wsparcia w tym, co robię, bo ledwo trzymam się na nogach po tych wszystkich zaszczuciach, które trwają bez końca od podstawówki.

Jeśli mieszkalibyśmy w Stanach to Roman już by nie żył, bo moja rodzina (i ja sama) zabiłabym go za próby wdarcia się do mojego mieszkania. Usuwany był przez patrole Policji. Zawsze mogę zrobić to ponownie, bo nawet jeśli mnie zwiąże, bo tym razem połączy mnie z Dyspozytorem głosowa komenda wydana Siri.

Po napisaniu powyższego, uświadomiłam sobie jedno – schizofrenik przejmuje kontakty swojej ofiary i ją zaczyna reprezentować. Więc jeśli Bartosz pomaga Romanowi, to nie będzie żadnej reaktywacji reytaniackiego zespołu. Zrywam z tą grupą ludzi również, bo mnie zawiedli.

Czyli najprawdopodobniej ten zespół nigdy nie reaktywuje, bo nie dam rady pracować ze zdrajcami i idiotami. Mam sama wiele innych ciekawych propozycji. Nie potrzebuję dawnego zespołu. Wiąże się z bardzo złą historią zaszczucia mnie w liceum.

A Roman jest biedakiem, który wyłudzał od różnych ludzi pieniądze, udając mojego „męża”, tylko stąd miał pieniądze, które – jak to schizofrenicy – rozdawał hojną ręką. Niestety nie jest krewnym Piotra. I jest całkowicie niegodny zaufania. Nawet nie chodził do Reytana. Żaden z niego geniusz, który woli wypełniać półki w Biedronce niż robić coś ciekawszego. Wystarczyło przyjść w krótkich spodenkach do sklepu, bo go wyrzucili, bo jego schizofrenia objawia się oskarżaniem mnie o prostytucję i narastającą psychozą na widok bardziej skąpej odzieży. Jest spokój w tym sklepie i mogę do swojej ulubionej Biedronki. Nikt tam nie dopisuje sobie produktów na mój koszt, ani nie staję się obiektem psychiatrycznych ataków na mnie. Naprawdę nie kradłam i nie kradnę w tym sklepie.

Roman nie jest leniwym geniuszem. Akurat geniusz w życiu nie będzie miał tak ubogiego słownictwa czy wiedzy ogólnej, też z poziomu liceum.

Bardzo proszę wyrzucić zjeba ze wszystkich środowisk, bo na nic nie zasługuje. Jest to skurwysyn, którym mnie kler usiłuje ukarać za ateizm i pogaństwo. To jest maniak religijny, który chce pogan nawracać w fandomie.

Mam dosyć łączenia mnie z nim na siłę. Ludzie, którzy mi to zrobili, zniszczyli mi całe życie, a i tak się nie ugnę i za niego nie wyjdę. Prędzej ucieknę za granicę.

Zespół z Reytana rozpadł się, bo Bartosz zaprzyjaźnił się z „geniuszem” schizofrenikiem. Nie żal mi go wcale, tak nie żal mi Krystyny. O ile się orientuję, oboje są trzymani w staropanieństwie i kawalerstwie, ale schizofrenicy, bawiąc się nimi, nie pozwolą im się zacząć spotykać. Tak samo nie pozwolą im spotykać się z innymi ludźmi.

Nie chcę oglądać zdrajców, którzy współpracują z Romanem, czy innymi schizofrenikami z jego rodziny.

To zamyka sprawę mojego dawnego zespołu. Mam tylko nadzieję, że Bartosz odda mi w końcu notatki z moimi kompozycjami. Pracowałam na nimi z tatą. Już jako dziecko uczył się muzyki.

Wieczorek

Nie mam krewnych o nazwisku Wieczorek w Polsce. Jest na to proste wytłumaczenie. Moja arystokratyczna babcia uparła się wyjść za swoją wielką miłość i postawiła na swoim, między innymi dlatego że była już w ciąży i się wieszała. Przyjęła po mężu nazwisko Wieczorek.

Tak się składa, że dla Norwegów – a moja babcia była w połowie Norweżką – nazwisko nie łączy się z tym, czy ktoś jest szlachcicem czy nie. Nikt z rodziny nie miał z tym nazwiskiem żadnych problemów. Nadal nie mają. Za to jedynym warunkiem pradziadka było, że Wieczorek musi zerwać kontakty i więzy ze swoją nieszlachecką rodziną o nazwisku WIeczorek. Wszystkie córki mojego norweskiego pradziadka, także nowa pani Wieczorek, wyjechały do Francji. Tak więc się składa, że każda osoba z Polski o nazwisku Wieczorek, która mówi, że jest moim krewnym, łże w żywe oczy i trzeba tę osobę wybatożyć. Tłumaczyłam różnym ludziom cierpliwie, że rozmawiają z dwulicowymi wariatami i mam już dosyć wyjaśniania spraw dla mojej rodziny oczywistych.

Mój tata został wydziedziczony za poślubienie kogoś, kto nie był szlachcianką i był w połowie Arabką. Ale wydziedziczenie dotyczyło wyłącznie statusu materialnego. Szlachectwa nie można mu było zabrać, bo nic nie mogło zatrzeć faktu, że jego dziadek był krewnym króla Norwegii, a babcia polską księżniczką. A jak się nazywała ta księżniczka, to mam nadzieję, że się dowiecie, jeśli mój daleki krewny o tym samym co ona nazwisku się ujawni.

Polska szlachta – ta która się dla mnie liczy – podobnie jak Norwedzy nie ma problemów z moim nazwiskiem, bo wiedzą, że istnieją ludzie noszący szlacheckie wydawałoby się nazwiska, którzy szlachcicami nie są. Są też ludzie, których drzewo genealogiczne wskazuje na szlachectwo i są szlachcicami, bez względu na nazwisko. Dodatkowo szlachta zna historię podwójnego mezaliansu w mojej rodzinie, bo była głośna w środowisku.

Bardzo proszę, żeby Polacy o nazwisku Wieczorek się ode mnie odpierdolili. Nie jesteście moimi krewnymi i nie macie szans na dziedziczenie po mnie. Możecie dalej mnie torturować psychicznie, zaszczuwać, a i tak nie dostaniecie ani grosza, bo jesteście tępy schizofreniczny plebs, kierowany chęcią „dorobienia się”, a nie moi krewni. Powiem tak, żeby dorobić się, należy pracować, jak wskazuje człon „robić”, a nie uważać, że dacie radę doprowadzić do czyjegoś takiego mentalnego upadku poprzez terror, że odda wam wszystko. Podobno waszemu dziadkowi udało się tak zrobić i przejął czyjeś mieszkanie nielegalnie, ale ze mną wam się taka sztuczka nie uda.

Nie interesuje mnie jakie intrygi sobie wymyśliliście już w podstawówce. Psami poszczuję, jeśli się do mnie zbliżycie. Ja ze swojej strony obiecuję już zawsze unikać miejsc, gdzie mnie obrażono.

Nowak

Nie nazywam się Nowak. Nigdy nie nazywałam się Nowak, moje nazwisko jest nazwiskiem panieńskim, chociaż schizofrenicy z mojej podstawówki, którzy uparli się rządzić warszawskim fantomem, twierdzą, że wariatka Barbara jest moją matką i noszę nazwisko „po mężu”. Mówią też, że nie potrafię obsłużyć internetu i pisać. Ciekawe, że mój blog sama obsługuję na własnej domenie. Czyli jednak coś potrafię. Chociaż przyznam, że porzuciłam swoją inną domenę, która nosi nazwę fikcyjnego zespołu z mojej powieści, bo się rozkraczyła. Nie chce mi się walczyć o jej funkcjonalność, na razie nie jest mi potrzebna. Ale zamierzam ją utrzymać. Mam nadzieję, że się przyda.

Dzieci z mojej podstawówki – czyli Renata i jej brat (albo mąż, wersje, jakie mi podawali, się różnią, naprawdę ich nie znam, dodatkowo swoją dezinformację na temat wszystkich osób w fandomie sieje wariatka Barbara, czyli matka Renaty, nie moja) – uważały mnie i nadal uważają za Żydówkę. Po ojcu wyobraźcie sobie. Matka niby miała być blondwłosą kurwą. Jak rozumiem opierają to na własnych oraz Barbary urojeniach. Brat Renaty wraz z siostrą wymyślił sobie, że mnie jako przedstawicielkę niższej żydowskiej rasy będzie sprzedawał i że mam im służyć. Tak wyglądała w podstawówce nasz „przyjaźń”, na którą się tak chętnie powołują.

Nie znają mnie i nic o mnie wiedzą. Zostało to wiele razy potwierdzone. Można ich zapytać o cokolwiek z tego bloga, jakieś wydarzenia z mojego życia, będą kłamać.

Mam dosyć warszawskiego klubu fantastyki i Polski, bo są to miejsca, gdzie – jak się okazało – mam zerowe szanse w zderzeniu z tym gangiem schizofreników z mojej podstawówki. Ludzie im tak pomagali i tak mnie zastraszyli, że straciłam pamięć i zaczęłam mówić dokładnie to, co wariaci chcieli. Nie potrafiłam się obronić przed nimi, bo z powodu terroru zapomniałam, że pod numerem 112 są ludzie, którzy wejdą nawet na teren Politechniki (bo mają prawo interweniować w trakcie trwania przestępstwa) i usuną wariatów. Policja ma obowiązek usuwać wariatów.

Straciłam życie, walcząc z tym gangiem schizofreników, lekarzem Ch., panem politykiem N. oraz kilkoma innymi pomagierami schizofreników, którzy nie raczyli nic weryfikować.

Prosiłam moich znajomych, których na to stać, aby postawili przy mnie, dopóki nie odejdę z miejsca pracy, gdzie nie czuję się dobrze, dodatkową prywatną ochronę. Ale oczywiście wszyscy uznali, że świetnie sobie radzę i że nic nie trzeba robić. Ale nawet ja nie jestem niepokonana i nie mam immunitetu, który czyni mnie odporną na pranie mózgu i terror, szczególnie w wykonaniu gwałcicieli i dusicieli z mojego dzieciństwa i studiów.

Chroniłam wszystkich, wyciągałam za uszy po gwałtach i zaszczuciach, a sama nie mogłam doprosić się o poprawną pomoc. W końcu doprowadzono mnie do totalnej amnezji i gang schizofreników zrobił mi tak dużą krzywdę, jak nigdy wcześniej w życiu. W życiu nie cierpiałam na tak duży syndrom sztokholmski i cały zestaw fałszywych przekonań i wspomnień wtłoczonych mi do głowy przez schizofreników.

Naprawdę nie chcę oglądać ludzi, którzy zlekceważyli moje prośby o pomoc i pomogli łosiom z moje podstawówki mnie zniszczyć, bo ci mogli swobodnie działać. Mam nadzieję, że zdechną. A na razie proszę, aby oddano mi to, co do mnie należy. Osoby, których to dotyczy, wiedzą, o czym mówię. Znajdę sobie wtedy kraj, w którym będę czuć się bezpiecznie. I gdzie mogę napastnika, który nieproszony wkracza na mój teren z zamiarem zabicia mnie, po prostu zastrzelić z zimną krwią.

Zobaczymy, jak się Avangarda będzie się czuć, gdy już się jej członkowie dowiedzą, kogo zniszczyli – bo w mojej pracy pojawił się też hufiec stosujących wobec mnie terror „ludzi z Avangardy”. Ale ja rozumiem, trzeba ich o tym poinformować. Dzięki schizofrenikom z mojej podstawówki mam w Warszawie zerową wiarygodność, więc proszę, aby moi znajomi wzięli ten obowiązek informacyjny na siebie.

I gówno mnie obchodzi, kto jest kim w Avangardzie. Ten klub, tak samo jak wcześniej, dla mnie nie istnieje.

Nie ma w Warszawie klubu fantastyki. Bret powinien był mi w to uwierzyć za pierwszym razem. Kilka osób nie straciłoby wtedy życia, bo zostali zaszczuci przez wariatów oraz Nycza.

Ci „ludzie z Avangardy” nigdy nie byli moimi przyjaciółmi. Mam nadzieję, że bojkot i nie zgłaszanie prelekcji przez moich przyjaciół i fanów wyjdzie temu klubowi na zdrowie. Bardzo proszę, weźcie udział w bojkocie. Takie zderzenie z rzeczywistością wyjdzie temu klubowi na zdrowie. Wiele osób od lat wie, że tym klubem rządzą wariaci, ale czas coś z tym zrobić.

Mam dosyć też idiotów, którzy uważają, że nic złego nigdy się nie wydarza i że osoby, które mówią o problemach i schizofrenicznych mordercach, histeryzują. Akurat ja nigdy nie histeryzowałam i nie przesadzałam.

Sama będę zapewniać sobie ochronę i prowadzić akcje informacyjne na swój temat.

Odpierdolcie się ode mnie.

Renata i jej otoczenie są dla mnie tak bardzo obcymi ludźmi, że nawet nie wiem, jak Renata ma po mężu na nazwisko. Bardzo proszę wszystkie donosy na nich z danymi osobowymi kierować do swoich Dzielnicowych. Adresy email do znalezienia na stronach Policji.

Psychopaci

Stosunkowo niedawno dowiedziałam się, kim jest człowiek, który w środowisku warszawskich fanów podaje się za mojego „byłego” czy też mojego „pierwszego faceta”. Jest to brat Renaty, tak samo jak ona chory psychicznie i tak samo jak ona wykazujący wszystkie cechy psychopatii, co jest związane z nieleczoną schizofrenią. Nawet nie wiem, jak ten człowiek ma na imię, wiem za to, że jak każdy schizofrenik lubi zaszczuwać swoje ofiary swoimi urojeniami, ale także celowymi kłamstwami. Pamiętam go jak przez mgłę z podstawówki, ale i wtedy nie wiedziałam, kim jest. Był jedną z prześladujących mnie osób, które mnie skatowały na lodowisku przy szkole.

Żadna z tych tępych dorabiających prostytucją schizofreniczek – Renata czy Anna – nie nauczyła się pływać, ani nie jeździ na łyżwach. Były na to za leniwe i nauczone przez rodziców i dziadków, że nie muszą się niczego uczyć, wystarczy tylko, że będą mówić, że coś potrafią lub czegoś dokonały. To właśnie od nich usłyszałam w szkole, gdy zapytałam o życiowe ambicje. A także „to jestem kurwą, bo one tak chcą”. Nie powinny udawać skrzywdzonych niewinności. Zniszczyły mi wszytko w życiu, właśnie dlatego, że drażniła ich moja pracowitość i chęć robienia ciekawych rzeczy. Uznały też, że tylko one mają prawo do szczęścia rodzinnego. I ogólnie do szczęścia każdego rodzaju.

Brat Renaty jest równie niebezpieczny jak jego ojciec, Ryszard. Zresztą Roman też coraz bardziej przypomina swojego ojca, gwałciciela dzieci. Niestety tak kończą głupi schizofrenicy, którzy się nie leczą. Stają się mordercami i gwałcicielami, bo nie panują nad popędami, a kieruje nimi motywowana różnymi urojeniami niechęć do niewinnych ludzi, a także pragnienie udowodnienia, że są „lepsi”, bo kogoś zaszczuli lub zabili. Czują się wtedy władcami wszechświata.

Naprawdę nie skrzywdziłam Renaty, czy siostry Romana. Wszystkie ich zarzuty to jęki chorego na schizofrenię mózgu. Nie ukradłam im żadnych ubrań, wręcz przeciwnie, to mnie ukradziono ubrania i mnie oraz moją mamę zakatowano psychicznie. Odniosłyśmy także rany fizyczne. Ja mam prawo się skarżyć, a ci schizofrenicy nie. Kieruje nimi zawiść i dlatego, ponieważ bardzo chcą znowu dostać ubrania, najlepiej jej ukraść, wyłudzić lub zastraszyć ludzi w celu ich zdobycia, to zaczęli cierpieć na urojenia, że te ubrania jestem im winna i powinnam im „oddać”.

Odkupiłam sobie wszystko, co mi ukradli, ale nie zamierzam im nic podarować. Nie dostaną też mojego mieszkania. Jest przerażające, że ludzie tak głupi i zdemoralizowani, a przede wszystkim chorzy, zdołali pociągnąć za sobą tak wiele osób z różnych środowisk. Ale nie dam im się zaszantażować, ani zastraszyć. I chętnie wyjadę z kraju, jak mi zasugerował ten gang i zerwę kontakty z ludźmi, którzy z nimi rozmawiają. Psychoterapeuci wiedzą, że ofiary zaszczucia przez schizofreników oraz przestępców rozkwitają w innych krajach, gdzie gangi schizofreników nie potrafią ich znaleźć.

Nie mam nawet siły wyliczać, ile osób ten gang zaszczuł, lub w inny sposób pozbawił życia. Renata lubi szczególnie atakować pisarki, bo jest zawistną kurwą. Nie należy jej pomagać w żaden sposób, ani dokarmiać, czy dawać pieniądze. Dotyczy to też jej rodziny, a także rodziny Romana. Gdyby nie ich schizofrenia ten gang już dawno by siedział w więzieniu za te zaszczucia i wymuszenia.

To z ich powodu warszawskie konwenty nie są bezpieczne.

Ubrania

Schizofrenicy, którzy się nie leczą i tworzą całe dynastie nieleczących się schizofreników, trafiają na margines życia. Kobiety z takich rodzin zajmują się prostytucją, a faceci kradną. Przy czym rodzina, którą znam, bo z ich dziećmi chodziłam do podstawówki, zaczęła dostawać jako „biedni” pomoc od moich rodziców i już zupełnie im odpierdoliło. Awansowali na zawodowych oszustów, co też częstym zajęciem schizofreników. Przy tak wysokiej przestępczości i bezkarności schizofreników nie da się obronić obowiązującego prawa. Nie znam osób, które nie byłyby negatywnie dotknięte przez działania tej konkretnej grupy schizofreników.

Istnieje zasada, że podobni ludzie lgną do siebie, więc mogą mieć zaburzony osąd i uważać, że wszyscy mają podobne doświadczenia jak oni, ale i ta prawidłowość nie sprawia, że problem zaszczuwania ludzi przez świat przestępczy, którzy przy okazji choruje na ischizofreninię, nie istnieje. Moi znajomi schizofrenicy – jak to schizofrenicy – oskarżają kobiety, które zupełnie nie zajmują się prostytucją, o to zajęcie. I próbują je sprzedawać. Jako „dowody” na prostytucję tych osób przedstawiają ubrania, które odkrywają ramiona i nogi. Akurat psychoterapeuci wiedzą, że zawodowe prostytutki mają takie urazy, że prywatnie zakładają tylko takie ubrania, które pozwalają im uchodzić za nobliwe katoliczki – czyli długie rękawy i nogawki. Nawet krótkie spodenki sportowe uważają za coś, co noszą „do pracy”. W czasie psychoterapii ofiary gwałtu są dla odmiany uczone zakładania ubrań, które odsłaniają ciało, bo to naprawdę nie ubranie było powodem gwałtu, a mają odzyskać pozytywny kontakt z własnym ciałem. Dodam, że w czasie wielkich upałów przestaje obowiązywać dres codę, bo najważniejsze jest się nie przegrzewać.

Identyczny problem z gangiem schizofreników z innej podstawówki miał ojciec Michała, profesor psychiatra, którego rodzice też pomagali „biednym”. Piszę słowo „biedni” w cudzysłowiu, bo tak naprawdę to są ludzie chorzy, a nie biedni. Tak się składa, że na lekach nie mieliby problemu z utrzymaniem pracy i prowadzeniem takiego życia, jakie sobie wymarzyli.

Gang schizofreników, któremu pomagali dziadkowie Michała, miał identyczne żądania jak moi znajomi. Zrobili mu pranie mózgu, które miało zmusić do kupna wszystkich ubrać, jakie tylko schizofrenicy kiedyś dostali od jego rodziców, bo chciał je wyrzucić. W efekcie wszedł w taki syndrom sztokholmski, że zawalił całe mieszkanie ubraniami z promocji i się przestraszył, że nie będzie miał za co żyć. Już by oddał te ubrania „biednym”, jak żądali, ale go powstrzymałam. Uleganie terrorystom nigdy do niczego dobrego nie doprowadziło. Żeby wyjść z syndromu sztokholmskiego trzeba nie ulegać tego typu naciskom. Gdy wariaci odeszli z kwitkiem i runęły ich urojenia, ze profesor jest ich „rodziną” w końcu udało się kogoś zacząć leczyć. W takiej sytuacji za jedną osobą idą inni członkowie rodziny, bo akurat swoim wierzą, że leki są czymś dobrym i że warto się leczyć.

Moi znajomi schizofrenicy zrobili mi w pracy dokładnie to samo, co Profesorowi. Włożyli mi do głowy całą masę fałszywych wspomnień oraz przekonań po tym, gdy już doprowadzili do amnezji. Bardzo nie dziękuję ich enablerom, którzy do tej pory podtrzymują tym schizofrenikom urojenia, że należę do ich rodziny i mam obowiązek ich utrzymywać. Także ludzie, którzy dawali im pieniądze przekonani, że pomagają mojej rodzinie i mnie, tylko mi zaszkodzili, a nie pomogli, bo schizofrenicy, żyjąc sobie na mój koszt, upewnili się w prawdziwości swoich urojeń i że to, co robią, przynosi pozytywne efekty.

Profesor nadmiar ubrań wywiózł na działkę i do momentu, kiedy z nim rozmawiałam o tym, nie kupił nic nowego (nie liczymy bielizny), a minęły od tamtego momentu indukowanego szopoholizmu całe dziesięciolecia. Prawdopodobnie też już nic nie będę kupować oprócz bielizny. Moi znajomi i przyjaciele zapewnili mnie, że znajdą się szafy i działki, gdzie będę mogła schować nadmiar ubrań i spędzać wakacje, ale nie oddam nic schizofrenikom. Istnieje szansa, że jeśli się rozczarują to zaczną się leczyć.

Na całe szczęście opisałam, jak mnie schizofrenicy warunkują i zaczęłam dostawać pomoc, jaką powinnam dostawać. Szkoda tylko, że cała wręcz społeczność nakręcana przez schizofreników zwróciła się przeciwko mnie. Ale ponownie jest to coś wprost z podręcznika psychoterapeuty.

To jest nieprawda, że „ukradłam im ubrania”. Rzeczy, które opisują to coś, co dostali, bo chciałam wyrzucić, bo utyłam lub schudłam, albo coś, co mi ukradł Roman udając, że chce mnie przeprowadzić do warszawskiego mieszkania Breta. Schizofrenik oddał wszystko siostrze. Zostawił sobie „dowody na prostytucję” – czyli moje minimalne topy z odkrytymi plecami oraz krótkie spodenki. Gówno mnie obchodzą jego „dowody”. Dress code nie obowiązuje w upały, szczególnie poza miastem i mogę nosić, co chcę. W mieście także, bo mi psychoterapeuta pozwala i nie interesuje mnie zdanie schizofrenika czy też pana N. oraz Nycza.

Wierzę schizofrenikom, że ukradzione ubrania już im się zniszczyły, część też schizofreniczki sprzedały, ale naprawdę nie zamierzam uzupełniać im garderoby. Wręcz przeciwnie, zamierzam być ich największym rozczarowaniem i w końcu wsadzić do psychiatryka. Wszystko, co o mnie mówią, pochodzi z ich urojeń i nie dam się tym szantażować.

I owszem odkupiłam sobie chyba wszystko co mi ukradli i to z nawiązką, ale nie zamierzam się dzielić. Zgodnie z wolą Piotra, jeśli schudnę, to po prostu sobie zmniejszę ubrania i nadal będę się cieszyć swoimi ubraniami.

To, kurwa, były zawsze moje ubrania i kurwa, się nie ugnę. Niech ci schizofrenicy w końcu się leczą. Dobroczynność trzeba zostawiać specjalistom, którzy diagnozują, kto jest biedny, bo się nie leczy i namawiają na leczenie, a kto rzeczywiście ma pecha w życiu.

Kurwa, schizofrenicy potrafią się zacząć leczyć z głodu, bo w szpitalu dostaną jedzenie. I warto ich przegłodzić, bo ich nieleczona choroba unieszczęśliwia całe społeczności i morduje niewinne osoby. A ludzie, którzy im pomagali też już nigdy nie będą szczęśliwi w pełni, gdy się dowiedzą, że tylko skrzywdzili niewinnych ludzi.

Oczywiście sprawdzić, czy nie ksiądz. Bo akurat ta grupa zawodowa jest często wbrew pozorom bardzo zdemoralizowana i głupia, więc nie spodziewam się jakiś specjalnych wyrzutów sumienia. Moi znajomi schizofrenicy już się prawie zaczęli leczyć, ale poszli na garnuszek kolejnych enablerów związanych z religijną prawicą.

Kurwa, wystarczy!

Plagiat

Tak się składa, że Krystyna popełniła plagiat nieświadomie, szczerze przekonana, że konspekt i pomysły naprawdę są własnością schizofreniczki Renaty. Wychował Krystynę gang schizofreników na kogoś, kto obrażał mnie i moją rodzinę. Wściekłam się na tyle, że byłam gotowa wsadzić ją do więzienia, ale zaczęliśmy wyjaśniać nieporozumienia, używając prywatnych kanałów komunikacji oraz zaufanych pośredników. Krystyna też jest ofiarą schizofreników oraz ich enablerów.

Wiele udało się wyjaśnić i gdyby nie „obrońcy” Krystyny, których o to nie prosiła, oraz „obrońcy” schizofreników wszystko pozostałoby zamiecione pod dywan, bo nikt młodych pisarek nie chce skrzywdzić. Schizofrenicy oraz ich obrońcy niszczyli także Krystynie wszystko, również życie prywatne. Ludzie, których absolutnie sprawa nieświadomego plagiatu nie dotyczyła, za to zabrali się za wymierzanie sprawiedliwości i uświadamianie mi, że jestem „kurwą”, powinni byli zamknąć ryje już dawno temu.

Krystyna nie jest moją ofiarą. Jedyne, co się stało to, że przestała kontaktować się z gangiem schizofreników. Pokazanie im drzwi wkurwiło ich tak bardzo, że spowodowało kolejne ataki, także na Krystynę.

Wierzę, że znajdziemy takie rozwiązanie, że wszyscy – poza schizofrenikami oraz ich upartymi enablerami – będą zadowoleni. Ludzie w fandomie się wspierają. I tylko politycy to obce ciała i nie rozumieją środowiska. Z tym, że mam na myśli środowisko autorów, a nie głupich fanów.

Fani fantastyki pozwolili sobie na za dużo i trzeba ich przyciąć, szczególnie sądownie. Donosy do Dzielnicowych mile widziane. Takie materiały są do wykorzystania także w Sądzie Cywilnym. Mój tata nie był gangsterem z Francji, a moja mama nie była prostytutką. Bardzo chętnie znajdę świadków, którzy widzieli osoby, które zaplątały się po złej stronie pentagramu i mnie pobiły lub znieważyły. Znieważyły te osoby również moich bliskich. Doprowadziły do samosądu, i to kilka razy. Proszę zgłaszać się z opisami wydarzeń na Policję. Wystarczy też email do Dzielnicowego.

Zgłaszajcie też ataki na Krystynę, bardzo proszę.

Moi znajomi schizofrenicy znani są Policji od lat siedemdziesiątych conajmniej, bo zgłosiłam ich już w dzieciństwie i moje zgłoszenie się potwierdziło. Ja nie mam się czego bać, bo też nie ja zaczęłam uważać, że wolno mi wziąć wymiar sprawiedliwości we własne ręce i kogoś zaszczuć.