Magia

Wszystko, co mnie spotkało, mogę złożyć również na karb prześladowania pogan.

W pierwszych klasach podstawówki rozmawiałam z tatą, który przyniósł z konwentu pożyczony posążek Bogini oraz odpowiednie świece. Oboje sprawdziliśmy w czasie rytuału Wicca, czy zobaczymy charakterystyczne halo dookoła płomieni świec i muszę powiedzieć, że i ja i mój tata zobaczyliśmy to, co Wicca nazywa magią. Ja zawsze w takiej sytuacji prosiłam o opiekę Bogini, tak samo zrobiłam kilka dni temu, gdy sprawdziłam, czy nadal widzę magię. Odpowiedz na to pytanie jest jedna – widzę, to się nie zmienia w ciągu życia. Ludzie się tacy rodzą i nie zależy to od wyznawanego światopoglądu.

Opowiedziałam o tym w szkole i podejrzewam, że upór różnych ludzi Kościoła oraz rodziny Romana w niszczeniu mnie ma swoje źródło w tamtym wydarzeniu. I jest powodem, dlaczego Nycz uparł się, żeby mnie wydać, wbrew mojej woli, za schizofrenicznego maniaka religijnego, a także Kościół wyznaczył mi oficjalnych „opiekunów”, którzy uważają, że mają prawo przemocą decydować o moim życiu i że nie mam nic do powiedzenia.

Przykre jest, że gdy Profesor, jego rodzina i moje koleżanki z podstawówki wyjaśniliśmy sobie, kto jest kim w tej historii i że absolutnie nie chcę wychodzić za Romana, to Nycz postanowił jednak jego samego oraz jego rodzinę przysłać do mnie do pracy. Wiedziałam, że skończy się to czymś, co nazywam śmiercią psychiki, bo wiem, co potrafią swojej ofierze zrobić schizofrenicy, ale Nycz uznał to za odpowiednie postępowanie. W efekcie doznałam ponownie rozległej amnezji, a także Roman i jego rodzice wywołali u mnie syndrom sztokholmski i wmówili mi wiele nieprawdziwych rzeczy, jak na przykład to, że byłam w sekcji łyżwiarskiej i nigdy nie kochałam się z żadnym mężczyzną. Chcieli konieczne ze mnie zrobić dziewicę, a może nawet mnie konsekrować. Do tej pory nie odzyskałam większości wspomnień, mam tylko szkielet z najważniejszych faktów i będę jeszcze latami pracować, żeby osiągnąć stan, jaki miałam zaraz po śmierci Johna. Więc zmarnowano mi w ten sposób nie tylko kolejne kilkanaście lat życia, kiedy walczyłam z amnezją, ale też upewniono się, że nigdy nie będę mieć dzieci. No i należy doliczyć też lata, jakie spędzę walcząc o odzyskanie reszty wspomnień.

Bardzo żałuję, że Nycz okazał się być psychopatyczną bestią, która uparła się zrealizować do końca zemstę mojej katechetki, a także okazała się być zatwardziałym enablerem bardzo niebezpiecznych schizofreników.

Ze śmierci psychiki nie wychodzi się bez strat i pewnie na to liczył Nycz, wzywając schizofreników z Opus Dei do mojej pracy, ale mam żle wiadomości. Mojej psychiki nie da się wykastrować na tyle, żebym była „szczęśliwa z Romanem”. Zresztą nie o to Opus Dei chodziło. Musimy pamiętać, że Kościół Rzymsko-Katolicki każdego dnia prowadzi wojnę o jak największe powiększenie swojej władzy i tylko o to chodziło w tym wszystkim. Sama słyszałam wprost taki opis sytuacji oraz celów Kościoła z ust mojej dawnej katechetki.

I nie obchodzi mnie, że mogę być oskarżona o to, że jestem nie fair. Mam prawo być wkurwiona, bo potraktowano mnie jak rzecz, która nie ma prawa o sobie decydować. I to zrobił to ten złodziej, kościelna bestia, który mi teczkę z kserem mojej pracy magisterskiej oraz konspektem z dużym fragmentem tekstu, które miała zawodowa maszynistka przepisać.

Na moją prośbę zweryfikowano różne kłamstwa Barbary i wiem, że Anna z mojej podstawówki wcale nie opowiada o sobie, że jest psychoterapeutką, a Renata nie uważa się za Yennefer.

I nie ma możliwości, żeby zawodowy psychopata z Kościoła „uciekł z tej sprawy” (jak zapowiadał, że zrobi w razie porażki). Ta sprawa się z nim zrosła już tak dawno, że ten człowiek jest tą sprawą od lat siedemdziesiątych. Bo właśnie „ta sprawa” zagwarantowała mu bardzo szybki awans.

Nikt z ludzi, których przemocą i terrorem swatała Barbara, nie jest szczęśliwy. Ja też bardzo proszę, żeby się ode mnie odpierdoliła, tak samo jak cały jej Kościół oraz Opus Dei. Mam nadzieję, że moja apostazja w końcu zniechęci tych ludzi. A przynajmniej oficjałów z Kościoła, bo niestety schizofrenicy nigdy się nie poddają i kontynuują zaszczuwanie swoich ofiar, aż do śmierci. Chyba że zacznie się ich leczyć wcześniej.

Anna i Renata zgłosiły się na Policję jako kolejne ofiary Barbary i jej rodziny. Nie życzą sobie, jak usłyszałam, aby o nich opowiadała. Powtórzę – ani jedna nie uważa się za psychoterapeutkę, ani druga za Yennefer. Również żadna z nich nie uważa się za wokalistkę Burzum. To są kłamstwa Barbary, która naprawdę nikogo nie zna. I obie moje dawne koleżanki z podstawówki i Anglistyki, które w swoim czasie zatruły mi bardzo dużo krwi, też trzymają się już z dala od Avangardy – jak ja, Adam, Inferno, Aga, Michał oraz wiele innych osób.

Będziemy woleli bawić się w swoim własnym gronie, bo obie wytłumaczyły mi swoje postępowanie i kto je namawiał na kradzieże i przywłaszczanie sobie różnych moich przedmiotów. A także zrobienie mi różnych zdjęć w Fitness klubie.

Seks za pieniądze

Tak się składa, że mózgi schizofreników działają zupełnie inaczej niż mózgi zdrowych ludzi. Dlatego też normalne zasady psychologii się do nich nie odnoszą. Człowiek, który z nimi rozmawia ma wrażenie, że jest raczej behawiorystą. który musi dać sobie radę z kimś, kto bardziej przypomina głupie zwierzę niż człowieka. Nie ma sensu przekonywać schizofreników, że są chorzy psychicznie, bo tacy ludzie wypierają już sam koncept choroby psychicznej. A dalsze przekonywanie może skończyć się zabójstwem osoby, która rozmawia z wariatem o leczeniu. Skąd też bierze się zwyczajowe powiedzenie, które tylko trochę jest dowcipem, że wariatowi należy przytakiwać. Nikt nie chce tracić życia. Schizofrenik, którego się zmusza do weryfikacji jego urojeń, wybucha psychozą, która może przybrać rozmiar Mount Everest i staje się bardzo ambitny i aktywny. W takiej sytuacji schizofrenik jest w stanie nawet wezwać na pomoc urzędującego Prezydenta państwa, czy też Premiera i zmusi swoją ofiarę do rozmów z takimi ludźmi, którzy dają się mniej lub bardziej potencjalnie wkręcić w sytuacje, które stanowczo podważają powagę ich stanowisk.

Nie miejcie złudzeń, główną motywacją schizofreników jest chęć wzbogacenia się. Stąd też wynika ich „opieka” nad niektórymi ludźmi oraz sabotowanie ich życia osobistego, w nadziei że pozbawieni potomstwa, pozostawią schizofrenikom oraz ich dzieciom swoje majątki. Takie żądania wobec mnie padały całkowicie jawnie.

Drugim elementem, który charakteryzuje schizofreników, jest zwiększone libido i ogólny prymitywizm. Tacy faceci we wszystkich ładnych kobietach widzą prostytutki, więc chcą je zmusić do prostytucji, żeby zarobić, a schizofreniczki bardzo często same z własnej chęci zajmują się prostytucją. Typowym zagraniem schizofreniczek jest proponowanie seksu za pieniądze, gdy tylko zobaczą zwitek banknotów. Taki atak Barbary na siebie przeżył dawno temu Piotr, a także później znajomy Michała. W ostatnim przypadku udało się nakręcić film dokumentalny, ilustrujący wybuch psychozy Barbary.

Nie muszę chyba dodawać, że Piotr nienawidził Barbary i naprawdę nie był wdzięczny jej za próby swatania go z kimś innym, niż osoba z którą chciał sobie ułożyć życie. Schizofrenicy oraz ich enablerzy mają tego pecha, że Piotr zostawił po sobie odręcznie spisaną autobiografię, której kopia jest w posiadaniu Policji.

Piotr zginął w wypadku. Do spowodowania niego przyznał się schizofrenik który miał z bratem (jak go określił) ściąć drzewo i ustawić je tak, że zawsze bardzo szybko prowadzący Piotr musiał na nie wpaść. Piotr nie był lubiany przez tę rodzinę schizofreników, bo wiedział, że kłamią i kierują się urojeniami. A jedno z tych urojeń dotyczy dziedziczenia po Piotrze. Słyszałam na temat jego majątku wrzaski podobne do tych, wedle których jakaś schizofreniczka miałaby dziedziczyć po mojej matce. Według moich informacji ta osoba była po prostu kimś, kto u nas sprzątał, ale nie czyni to z niej dziedziczki mojej mamy.

Ewentualne wrzaski o dziedziczenie po Piotrze bardzo proszę kierować do taty Piotra albo wprost do ich prawnika. Ja nie mam z nim kontaktu i nie widziałam testamentu Piotra na oczy. Testament mojej mamy był zaś jednoznaczny i leży w archiwach Sądu Administracyjnego. Była na rozprawie obecna też moja rodzona siostra i nikt z rodziny nie zgłosił pretensji.

Tak więc bardzo proszę, żeby idioci z Avangardy, którzy zgłaszają pretensje do mojego mieszkania, spierdalali na drzewo.

Mama Yennefer

Uczęszczałam do podstawówki z dwiema idiotkami, które przeze mnie i moją rodzinę były uważane za wariatki. Podobnie uważał mój psycholog. Były to idiotki, które pod wpływem schizofreniczki Barbary oraz jej męża Ryszarda rozgłaszały kłamstwa, że są oni moimi rodzicami, a ja jestem podobno chora psychicznie. Oczywista bzdura, ani Ryszard ani Barbara nie są do moich rodziców w najmniejszym stopniu podobni. Za to są osobami wyznaczonymi przez Kościół do „opieki” nade mną, bo moi prawdziwi rodzice jako ateiści zostali uznani za element nieodpowiedni. Dobrze, że jak w pewnym momencie w Argentynie robiła prawacka junta, nie postanowiono ich aresztować i zrzucić z helikoptera do morza, tylko zniszczono im oraz mnie życie. I to podobno było wszystko oparte na instrukcji dla katechetów oraz Katechizmie Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Nie dziwcie się, że jestem wojującą poganką.

Przypominam, Barbara i Ryszard byli tymi osobami, które pojawiły się w mojej podstawówce i oświadczyły, że są moimi „nowymi rodzicami” i że mam tylko ich słuchać. Oczywiście w ich rozumieniu miałam wybrać karierę kościelną i zostawić im moje mieszkanie, po pójściu już do klasztoru. Bo inaczej pójdę do piekła.

Ich rozpowszechnione wszędzie celowe kłamstwa i urojenia prześladują mnie do tej pory. A moje koleżanki z podstawówki na ich prośbę śledziły mnie i zbierały dla nich informacje wszędzie, dezinformowały też moją mamę na mój temat. Podobno są jednak zdrowe (a może raczej zdrowieją), ale jak Michał zostały przez schizofreników wychowane na osoby całkowicie chore psychicznie, a ich dzieci zostały zniszczone przez tych ludzi i zaszczute z wynikiem śmiertelnym. To Ryszard jedną z ich córek utopił wtedy w jeziorze w czasie pamiętnego konwentu. Schizofrenicy zwalili teraz odpowiedzialność na matkę. Odpowiadają za masę samobójczych śmierci w fandomie. Dzieci Michała i kilka osób przez nich zaszczutych udało mi się uratować, bo znam mechanizmy, jakie doprowadzają do śmierci po zaszczuciu przez schizofreników oraz znam metody działania tej konkretnej rodziny.

Idiotki z mojej podstawówki jak najbardziej były przekonane przez Barbarę, że moją mama jest „mamą Yennefer”, ale ja oczywiście miałam nie być jej córką. Schizofreniczka dorobiła mi biografię kogoś urodzonego na wsi, która w swoim własnym mieszkaniu wynajmuje pokój. Uratowało mie to, że mieszkam w moim własnym mieszkaniu od urodzenia, bo chyba by mnie wyrzucili. I tak przeżyłam traumę, gdy ta rodzina schizofreników oraz idiotki z mojej podstawówki zgłosiły się do mnie do pracy zadając zwolnienia mieszkania oraz oddania im kluczy, bo jakaś wariatka zaczęła twierdzić, że mieszkanie jest jej, bo „mama Yennefer” chce, żeby je miała. Idioci i schizofrenicy nawet ściągnęli psychiatrów z pobliskiego szpitala, bo miałam być chora, skoro nie potwierdzałam swojej urojonej przez Barbarę biografii, ani nie miałam chęci oddać mieszkania. Cóż nie będzie Barbara mną czy też moim mieszkaniem dysponować, jak jej tylko wygodnie.

Jeszcze na studiach byłam atakowana przez idiotki z mojej podstawówki oskarżana, że nie jestem osobą, którą jestem. Ale mam nadzieję, że zamieszczone na blogu dokumenty udowadniają, że nie podaję się za kogoś, kim nie jestem.

Szkoda tylko, że warszawscy fani postanowili mnie zaszczuć pod dyktando Barbary. Głupszej wariatki ze świecą szukać. Tak samo nie przypuszczam, żeby na świecie znalazł się głupszy klub miłośników fantastyki.

Nadal mój głos jest przeciwko Worldconowi w Warszawie. Znaczy się, mogą go sobie zorganizować w Warszawie, ale mnie na nim nie będzie. Warszawski klub nic nie zrobił, żeby wyjaśnić sytuację i zapewnić bezpieczeństwo wielu osobam zaszczuwanym i atakowanym przez Barbarę i jej równie schizofreniczną rodzinę oraz chorych psychicznie fanów.

I nawet jeśli Avangarda dokona jakiś zmian i zacznie naprawiać wszystko, co zepsuli schizofrenicy, to i tak nie dadzą rady zmienić mojego podejścia do polskiego fandomu. Składa się z ludzi, którzy zniszczyli mi życie w stu procentach. Nie chcę ich oglądać. Moja mama wcale nie była im wdzięczna za „opiekę”. Bo była tak samo niszczona jak ja i ledwo przeżyła ataki na siebie.

Pomoc domowa

Przyjęłam jakiś czas temu zasadę, że co tydzień chodzę do kina. Najchętniej oglądałabym filmy sf lub fantasy, ale biorę, co dają. Widziałam trailer Pomocy domowej, więc zachęcona obsadą postanowiłam na ten film się wybrać. Powstał na podstawie książki i nawet ktoś mi o niej kiedyś opowiadał, ale wyleciało mi to z głowy, więc oglądałam bez większych oczekiwań, bo z trailera można zrozumieć tylko to, że film jest o trójkącie typu bogate małżeństwo i śliczna pomoc domowa. Nic bardziej mylnego. W roli pomocy domowej zatrudniona została Sidney Sweeney, więc warto zobaczyć w akcji aktorkę, która stała się centrum kontrowersji dotyczącej pewnej reklamy dżinsów.

Jeśli macie ochotę zobaczyć arcydzieło o tym, jak dzielne kobiety pokonują złego schizofrenika i przy tym uchodzi im wszystko na sucho, to nie ma lepszego filmu. Dawno nie doświadczyłam większego zachwytu. I to nie było tylko moje odczucie, bo na sam koniec usłyszałam liczne brawa z widowni. Film jest pełen zwrotów akcji i trzeba przyznać, że pierwsze wrażenia, kto jest kim, są całkowicie mylne, a niektóre postaci zachowują się jak szalone, bo zostały schwytane w pułapkę i skrzywdzone.

Oglądając, nie mogłam się powstrzymać od osobistych refleksji na temat tego, jak wyglądałoby moje życie, gdybym związała się ze schizofrenikiem, który prześladuje mnie od dzieciństwa. To jest inny wariat od tego z filmu, bo czekałyby mnie nie tylko kary, ale też zmuszanie do wielogodzinnych modlitw i pokuty. Byłabym też gwałcona.

Pomoc domowa nie rozdrapuje ran, ale ma wartość terapeutyczną i podejrzewam, że nie tylko ja przeżyłam osobistą satysfakcję z zakończenia filmu. Schizofrenicy są wszędzie i większość ludzi pada ich ofiarą. Każdy przynajmniej raz w życiu ma styczność z chorym psychicznie i przez to cierpi.

Więc każdy, absolutnie każdy, powinien zobaczyć ten film.

Kim on jest?

Oczekiwanie, że ofiara schizofrenika udzieli jakiś odpowiedzi i wyjaśni, kim jest i skąd się wziął prześladujący ją schizofrenik, jest zabawne. Z reguły ofiara nie zna swojego prześladowcy. Nawet jeśli się gdzieś wcześniej spotkali, to kontakty z osobami chorymi psychicznie są tak traumatyzujące, że się je wypiera. I owszem wyparcie takich wcześniejszych kontaktów jest bardzo niebezpieczne, ale czasem się nie da nad tym zapanować. A na pewno nie po całym życiu prześladowań.

Schizofrenik za to zaprzyjaźnia się z całym otoczeniem swojej ofiary i to otoczenie uważa, że wszystko, co mówi schizofrenik, jest prawdą. Przeżyłam takie akcje w kilku środowiskach, więc wiem, o czym piszę.

Nadal nie wiem, jak się dokładnie nazywa człowiek, który twierdził, że jest moim „mężem” i że ma ze mną trójkę dzieci, a ja sama mam podobno nawet czwarte z sąsiadem. Za to ukradł mi tyle rzeczy, aby sfabrykować sobie dowody, że byliśmy lub jesteśmy razem, że chyba przekonał już do tego wszystkich.

Schizofrenicy lubią sobie robić także zdjęcia ze swoimi sterroryzowanymi ofiarami. Takie zdjęcia to też nie jest żaden dowód, nawet jeśli zrobione zostały pod prysznicem w fitness klubie. No cóż, byłam ostrzegana wiele lat temu, żeby nie korzystać z publicznych łaźni i tego typu miejsc. Ale podobno, jak mi powiedziano, jest to całkiem ładne zdjęcie, więc nie będę się go wstydzić, chociaż wykorzystano je, żeby mnie zaszczuć. Zrobiła mi je – o ile dobrze pamiętam – właśnie jedna z moich koleżanek z podstawówki, która uparła się pomagać wariatce Barbarze oraz prześladującemu mnie schizofrenikowi. Który wedle opowieści miał to zdjęcie pokazywać wszystkim, żeby usunąć wątpliwości, co do tego, kim dla mnie jest. Więc nie, to nie jest zdjęcie zrobione przez niego w „naszej” łazience, ale olbrzymie i bezduszne naruszenie mojej prywatności przez jego gang. Ludzie, którzy wzięli w tym udział, powinni zapłacić mi bardzo wysokie odszkodowanie.

Prawdę mówiąc, chyba cała ekipa tego zjeba weszła najpierw do damskiej szatni, a potem do części z prysznicami. Pani, która mi zrobiła zdjęcie, jest całkowicie chorą psychicznie złodziejką i prześladowczynią. To zdjęcie niczego nie dowodzi, tak samo jak fotografia, którą przemocą sobie ze mną zrobił Ryszard. To że schizofrenicy ustawili się za mną i ktoś pstryknął zdjęcie też niczego nie dowodzi.

Takie zdjęcia są wyłącznie dokumentacją tego, jak daleko się posunęło zaszczuwanie mnie, terror oraz bezczelność schizofreników oraz ich enablerów, którzy zaparli się, że będą robić tylko to, czego chce Barbara, bez weryfikowania czegokolwiek.

Jedyne, co mogę powiedzieć to, że mają się odpierdolić.

Wariatka z fandomu

Zadziwiające jest, że jedna z bardziej znanych wariatek z fandomu, czyli Barbara, dla wielu osób stała się wyrocznią decydującą, kto jest kim. Jedno mogę powiedzieć – ani nie jest moją matką, ani nie była przyjaciółką mojej mamy, ani mnie na dobrą sprawę nie zna. Za to – jak to wariaci – ma wiele o mnie do powiedzenia.

Barbara jest osobą, która w pewnym momencie pojawiła się w mojej podstawówce i zaczęła udawać moją matkę. Od tamtej pory moje koleżanki oraz koledzy ze szkoły wykonywali jej polecenia, które były poleceniami schizofreniczki, więc sami w oczach mojego psychologa zaczęli uchodzić za osoby chore psychicznie. Więc jak to z reguły radzą psycholodzy, gdy zaczęli mnie wypytywać o różne rzeczy, zaczęłam udzielić takich odpowiedzi, żeby nie mogli mnie udawać. Psychoterapeuci wiedzą, że schizofrenik po okresie nauki i dowiadywania się wszystkiego o osobie, która jest obiektem jego obsesji, zaczyna się podszywać pod tę osobę.

Osoby z mojej podstawówki, kierując się zalecaniami schizofreniczki Barbary, zaszczuły mnie kilka razy, kradły mi różne rzeczy, także moje notesy z telefonami (a w na początku lat dziewięćdziesiątych nie można było umieści numerów telefonów w chmurze), więc od tamtego momentu straciłam praktycznie ze wszystkimi kontakt. Niestety te osoby są także winne roznoszenia kłamstw, którymi nakarmiła ich Barbara i doprowadzenia do tego, że nikt już mi nie wierzył. Wszędzie też powtarzały, że Barbara jest moją matką. Całkowita bzdura, oczywiście.

Te osoby razem z Barbarą, która jakimś cudem stała się wyrocznią, kto jest kim w fandomie, zniszczyły mi całe życie, zaszczuły z wynikiem śmiertelnym moich przyjaciół, a także doprowadziły do śmierci moich ukochanych. To co piszę nie jest wynikiem paranoi, jeśli wątpicie porozmawiajcie z psychoterapeutą. Schizofrenik w czasie kilkunastominutowej rozmowy potrafi tak zniszczyć rozmówcę, że ten zaczyna cierpieć na poważne stany lękowe. Dłuższy kontakt może skończyć się amnezją, czy nawet myślami samobójczymi oraz samobójstwem. Ataki schizofreników są bardzo groźne i nie należy im pomagać.

Działania Barbary oraz Ryszarda (których jako moich „opiekunów” wyznaczył mi Kościół po uznaniu moich rodziców za nieodpowiednich, chorych psychicznie wychowawców) doprowadziły do takich zniszczeń, że naprawdę nie będę im dziękować. Oboje doprowadzili do zaszczucia mnie w kilku środowiskach, storpedowali moje plany osobiste, karierę sportową oraz zawodową.

Barbara jest specjalistką od zaręczania ludzi za ich plecami i sprzedawania swoim ofiarom swoich urojeń, wedle których są obiektami czyjejś wielkiej miłości. Są ludzie, którzy dają się na to nabrać, więc z całym naciskiem zapewniam, że nie rozmawiam z Barbarą, jest dla mnie osobą obcą i nigdy jej nie prosiłam o pośrednictwo. Każda osoba, która się na nią powołuje i mówi, że usycham z miłości do kogoś, jest do wyśmiania. Naprawdę zgodnie z regułami świata metalu sama potrafię opowiedzieć o swoich uczuciach ludziom, których kocham i jestem przyzwyczajona do facetów, którzy też o tym mówią wprost.

Trzeba uważać tym bardziej, że Barbara – jak to zwykle robią schizofrenicy – lubi podawać się za inne osoby, w tym także krewnych swoich ofiar, co zwiększa jej wiarygodność. Niestety schizofrenia znosi moralne hamulce, w tym także ułatwia kłamanie. Schizofrenicy łżą więc jak psy (przy czym przepraszam psy za to porównanie) bez żadnych zahamowań również świadomie, nie tylko przeżywając swoje urojenia.

Nie dziwcie się więc, że nie chcę ich oglądać, nie chcę także nikogo z ich pomagierów oglądać. Mają tak duży wpływ na Avangardę, że także nie mam ochoty na kontakty z tym klubem. Tak samo nie chce mi się dociekać, co z tego, co mi powiedziały różne osoby (w tym też schizofrenicy) jest prawdą. Ruch fanowski w Polsce uważam za martwy, przynajmniej dla mnie i nie bawi mnie uczestnictwo w konwentach. Zbyt duże obrażenia psychiczne odniosłam w ich czasie. Znam też przypadek muzyka, który został zabity przez schizofrenika w czasie konwentu, chociaż nie w Polsce. Naprawdę schizofrenicy potrafią ludzi popchnąć do samobójstwa swoimi intrygami, kłamstwami oraz terrorem. Mam szczerze dosyć takiego traktowania.

Więc przy pierwszej okazji spierdalam z Polski. Już dawno powinnam była to zrobić.

Święte rodziny

W czasie studiów korzystałam do woli z różnych kursów, bo były dla mnie darmowe, a także z dobrze zaopatrzonych bibliotek naukowych. Jeden z podręczników, które wtedy przestudiowałam, traktował o przesłuchiwaniu ludzi i zbieraniu informacji. Od tamtej pory jakoś tak jest, że ludzie mówią mi różne rzeczy i to całkiem chętnie. Zdarza się czasem, że włączam tryb przesłuchiwania i nie odpuszczę dopóki nie dowiem się wszystkiego, co mnie interesuje.

Rozmawiałam w ten sposób z jedną z nękających mnie osób z Kościoła. Moje podejrzenie wywołał fakt, że nie tylko ja, ale też mój ojciec oraz całe grono innych osób, które poznałam lub o których usłyszałam, też miało problemy z katechetkami, które się obraziły i postanowiły tych młodych ludzi połączyć więzłem małżeńskim ze schizofrenikami, oczywiście wbrew ich protestom.

Okazało się, że katolickie katechetki oraz katecheci mają specjalne instrukcje, według których muszą współpracować z wybranymi „świętymi” rodzinami, co do których Kościół nie ma żadnych wątpliwości, że są wiernymi dziećmi Kościoła. (Ta, już widzę te ideały.) W przypadku jakiegoś dziecka podejrzewanego o ateizm (czyli w języku Kościoła demoralizację) katecheta wzywa na pomoc najwierniejsze osoby z parafii, które zaczynają się podejrzanym dzieckiem „opiekować” i wyznaczają im odpowiednio religijnego męża czy żonę. Dlatego usłyszałam od mojej katechetki, że doprowadzi do mojego ślubu z Romanem czy też Rafałem. A jak się zbuntuję to nie będę mieć dzieci, czy innego męża, bo mnie będą pilnować i nie dam rady przed nimi uciec.

Tak się składa, że najbardziej religijne osoby są z reguły najgłupsze. Mogą też być przestępcami lub schizofrenikami. Najczęściej to właśnie schizofrenicy mają jak najlepsze notowania w Kościele, bo lubią przechwalać się swoją urojoną świętością oraz kontaktami z Bogiem. Więc żadna z tych osób nigdy nie została ani nie zostanie moim małżonkiem. I tak jak jak mój tata, który uciekł Francji przed wyznaczoną przez kler na „żonę” schizofreniczką, cieszę się, że nie poślubiłam schizofrenika. Chociaż mój tata miał tyle szczęścia, że ukrywszy się w Polsce, doczekał się dwóch piękny i utalentowanych córek, które przede wszystkim były zdrowe, a nie chore na schizofrenię. No bo umówmy się, tylko osoby chore psychicznie dają się namówić na takie akcje ludziom z Kościoła Rzymsko-Katolickiego.

I owszem mój tata nosił nazwisko Wieczorek, bo był zamieszkałym we Francji Polakiem. To nazwisko nie jest dowodem na moją schizofrenię. Mój tata naprawdę nie musiał mieć francuskiego nazwiska, jak przypuszczają durne schizofreniczki, kuzynki Romana i Rafała, żeby mieszkać we Francji. Jest to prawdziwe, tak samo jak inne rzeczy, które opowiadałam. Biorąc pod uwagę, co mnie miało spotkać, cieszę się, że nie mam męża czy dzieci. Jestem przynajmniej wolna i żywa, a dzieci, których nie mam (uwaga, dowcip), są zdrowe psychicznie. Nie muszę znosić żadnego pomiatającego mną imbecyla-schizofrenika, który wyszedł z mojego ciała. Wiem, co takie schizofreniczne dziecko potrafi zrobić matce, bo przeczytałam odpowiedni podręcznik.

Oraz nie muszę bijącego mnie bydlaka, którego nienawidzę szczerze oraz którego się boję, bo mnie wielokrotnie już uderzył, znosić i obsługiwać, także seksualnie, płaszczyć się przed nim i dziękować, że żyję. Bo takie pomysły na moją rolę w rodzinie miały te „święte” osoby.

Żaden katecheta czy katechetka nie było mądrzejsi od moich rodziców, nie byli pedagogami, czy też profilerami, ale nie przeszkadzało im to przyczepić mi łatki osoby „zagrożonej prostytucją”, którą trzeba „ratować”, przemocą wiążąc z takim weźmy na przykład Rafałem czy Romanem. Nie chcę nawet mówić, jakie epitety padały wobec moich rodziców. Oczywistym jest, że nigdy nie byłam z Romanem czy Rafałem związana, zawsze przed tymi imbecylami i gburami ze schizofrenią uciekałam. Nie odpowiadam za to, że wywlekali z moich znajomych informacje, gdzie będę i się w tych miejscach pojawiali, udając, że się ze mną umówili. Nie odpowiadam też za ich kłamstwa na mój temat i temat moich rodziców, czy krewnych.

Tak się składa, że nigdy nie potrzebowałam nigdy umoralniania i jestem o wiele bardziej etyczna niż niejeden hierarcha w Kościele, który zaszczuwa ludzi kłamstwami. Jeden z moich znajomych Amerykanów przeżyłby, bo popełnił samobójstwo, gdyby nie kłamstwa na temat mojego stanu cywilnego. Wizyta hierarchy w Stanach wiązała się też z psychologicznym i brutalnym atakiem na niewinnego człowieka. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że dorosły człowiek, który śmie nauczać o prawdzie i grzechu, posunął się do zapewniania, że był na moim ślubie z Romanem i że mam amnezję, i że należy mnie „leczyć”, bo tego nie potwierdzam. Mam nadzieję, że moja apostazja oraz zaświadczenie o stanie cywilnym kończy wiarygodność tych ludzi wszędzie, gdzie sięgnie mój blog.

Usłyszałam już kiedyś, że Opus Dei uważa, że ma prawo mnie karać i sabotować wszystko w moim życiu, bo „obraziłam zakonnicę”, ale to musi się skończyć. Nie mam męża, a nawet gdybym miała, to naprawdę prośby o kontakt ze mną powinny kończyć się przesłaniem mejla do mnie, a nie informowaniem o takich prośbach schizofrenika, który udaje mojego męża i uniemożliwia mi kontakty z ludźmi, z którymi chciałabym współpracować.

Prymitywizm kleru to jedna sprawa, ale prymitywizm ludzi z klubów miłośników fantastyki, którzy uważają, że z pisarkami należy kontaktować się przez ich mężów jest czymś, co należy napiętnować. Mają pecha, że nikt z rodziny Romana czy Rafała nigdy się nie przyjaźnił ze mną, ani nigdy z żadnym z tych facetów nie byłam związana. To są naprawdę niebezpieczne zjeby oraz imbecyle nasłani na mnie przez kler. Między innymi naraziłam się tym, że od dzieciństwa jestem Wicca, to jest moja prawdziwa religia. I osoby wtajemniczone widzą to w niektórych elementach mojego pisarstwa. Stąd też były powtarzające się próby nawracania mnie oraz terror.

Moja przyjaciółka bardzo się kiedyś obraziła, gdy jeden z klubów próbował umówić się z nią na prelekcję za pomocą jej męża. Bo nie jest jego niewolnicą ani pracownikiem. Przy czym akurat to był jej mąż, a nie udający go schizofrenik. Klub i schizofrenicy mają bardzo duże kłopoty, bo informacje jednak dotarły do mnie jednak okrężną drogą, bo mój były ze Stanów zaczął wszystko weryfikować na moją prośbę.

Bardzo proszę osoby, które znają historię odcinania mnie od osób, które chciały ze mną współpracować, o kontakt z Policją. Moi znajomi z Policji bardzo się ucieszą, widząc kolejne donosy na tych schizofreników oraz imbecyli, którzy udają ludzi dla mnie ważnych. Niestety, schizofrenicy przechwytują kontakty swoich ofiar i zaczynają je reprezentować, opowiadając bzdury. Nic z tego, co o mnie powiedzieli, nie jest prawdą. Wcale nie wyjechałam do Stanów. Za to po brutalnym praniu mózgu (które dla zjebów z Opus Dei jest „psychoterapią”) straciłam pamięć.

I żadna ilość „opieki” – bardzo proszę, niech już się odpierdolą – ze strony Opus Dei i uniemożliwienie mi założenia rodziny nie sprawią, że te kurwy odziedziczą po mnie chociaż złotówkę. Jakby co, to znajdę osoby godniejsze od tych ludzi z półświatka.

Powtarzam, żadna tych tępych kurew nie jest moją „przybraną wnuczką”. Niech już nie planują żadnego skoku na mnie, moje mieszkanie, czy pieniądze. Te zawodowe oszustki mają się w końcu odpierdolić.

Stan cywilny

Mój stan cywilny powinien być sprawą prywatną, o którą co najwyżej się mnie pyta, ale od bardzo dawna dla pewnej grupy ludzi jest czymś bardzo ważnym. Czymś, czym się bardzo przejmują. A wszystko z powodu Opus Dei oraz mojej dawnej katechetki, która „obrażona” przeze mnie, postanowiła wezwać na pomóc „świętego” czyli schizofrenika Ryszarda. Owa zakonnica zaśmiewając się, oświadczyła mi, że „znalazła mi męża”. Nie miałam wtedy nawet dziewięciu lat i się wkurzyłam, bo zaręczanie dzieci jest nielegalne. Za to zakonnica radośnie oświadczyła mi, że do tego małżeństwa doprowadzi i uratuje mnie tylko zajście w ciąże w wieku piętnastu lat, bo inaczej za niego wyjdę, jej w tym głowa. Niestety nie miałam nikogo fajnego w tym momencie pod ręką. Stąd się wzięło zainteresowanie tej bzykniętej rodziny Romana moją osobą i przekonanie fanatyków, że mam dostosować do decyzji zakonnicy. Bo podobno ani księdzu, ani zakonnicy nie wolno się sprzeciwiać. Nigdy nie byłam z Romanem zaprzyjaźniona, ani się nigdy z nim nie spotykałam, ale i tak fanatycy przekonali przekonali wszystkich, że jestem z nim związana.

Ale i tak za tego schizofrenika nie wyjdę.

Rozmawiałam z Romanem i wiem, że jest to imbecyl i że oczekuje, że ktoś o mojej pozycji będzie mu gotował, sprzątał, a on zabierałby mi wszystkie pieniądze, wydzielałby je oraz bił i zmuszał do wielogodzinnych modlitw. Gdy byłam studentką, napadł na mnie na uczelni i próbował wywieść do jakiegoś sanktuarium na kilkudniowe modlitwy.

Byłam tak przerażona jego obecnością na uczelni oraz wyłudzeniem moich ubrań od mojej mamy, że próbowałam się ratować. Wyciągnęłam swoje zaświadczenie o stanie cywilnym i zaczęłam pokazywać na dowód, że z tym człowiekiem, który twierdził, że ożenił się ze mną, gdy miałam osiemnaście lat, nie mam nic wspólnego. Zbierałam podpisy na kopii zaświadczenia, gdzie widniałam jako panna, żeby mieć dowód, że ludzie wiedzą, że nie jestem żoną Romana.

Pewnie udałoby mi się przekonać ludzi do tego, gdyby nie fala kłamstw pochodzących od Opus Dei. Zaczęto opowiadać, że to zaświadczenie nie jest moje, bo mam podobno nazywać się z domu Nowak. Jest to oczywista bzdura. Moje nazwisko jest po tacie, nie wychodziłam nigdy za mąż, nie zmieniałam go i jak najbardziej moimi rodzicami są Helena oraz Marian. To jest perfidne kłamstwo, że Barbara jest moją matką. Zabawne jest, że przed ludźmi, którzy nie znają sprawy i nie wiedzą, że osoba znana w fandomie jako „Yennefer” jest córką Heleny oraz Mariana, udaje moją mamę, Helenę Wieczorek. Jest to przykre, bo moja mama nie żyje od bardzo dawna.

Miałam swój dowód w ręku, miałam w ręku także swoje zaświadczenie o stanie cywilnym. Wszystkie papiery były w porządku, a jednak Opus Dei postanowiło ze mnie zrobić Małgorzatę Nowak, chorą psychicznie żonę Romana, która zaszczuła Yennefer. Pojawiły się też opowieści, że nazwisko Wieczorek noszę po mężu i Roman ma być podobno Wieczorkiem, trzecim dzieckiem mojego ojca. I w taki sposób ten schizofreniczny gang poszczuł na mnie polski fandom, twierdząc, że zaszczułam prawdziwą Yennefer. Historia, co miałoby się z nią stać, jest dostosowana do tego, kto słucha. W jednej wersji miałam ją zaszczuć i zabić, w innej zaś miała wyjechać do Stanów. Znaczy się, wyjechałabym, ale schizofrenik ukradł mi paszport z amerykańską wizą dla narzeczonej i zanim obroniłam pracę magisterską z psychologii (bo studiowałam na dwóch wydziałach), zostałam tak poturbowana psychicznie, że straciłam pamięć, a moi oprawcy mogli dalej robić, co chcieli. Ale i tak nie wyjdę za Romana. I nic nie poradzę, że mam takie wykształcenie jakie mam, chociaż gang schizofreników z Opus Dei twierdzi, że moje kolejne studia to dowód na moje urojenia.

No cóż, to jest kolejna próba przeprowadzenia akcji informacyjnej, która jest niezbędna (wszyscy psychoterapeuci o tym wiedzą), żeby udało się mnie obronić przed schizofrenikiem i jego samego wsadzić w końcu do psychiatryka. Wszyscy muszą przestać podtrzymywać jego urojenia. Ja osobiście wolałabym uciec przed nim do Arizony i gdy próbuje wedrzeć się do domu, bo działa pod wpływem urojeń, że może tam mieszkać (gdzie ja jestem), po prostu go zastrzelić. Zasada stand your ground bardzo mi się podoba. W Polsce niestety prawo zobowiązuje mnie do uciekania przed zagrożeniem i nie wolno mi agresora, który wielokrotnie wchodził do mojego domu i groził mi wielokrotnie śmiercią, zabić. No, ale może jeszcze uda się go wywabić do Arizony.

Gówno mnie obchodzi, co ludzie o mnie myślą, ale nie jestem Nowak i nie da się mnie wydać za Romana. Wypraszam sobie takie insynuacje. Dodam tylko, że działania „życzliwych” zniszczyły mi całe życie i sprawiły, że jestem sama i nie mam dzieci. I nie urodzę już żadnego dziecka, bo musiano wyciąć mi macicę oraz już weszłam menopauzę. Wszystkich kurwom, które do tego doprowadziły, bardzo nie dziękuję. Szczególnie tym, które mnie zaszczuły w krytycznym momencie, kiedy walczyłam o ostatnią szansę zostania mamą i możliwość pobrania komórek jajowych.

I bardzo proszę nie nazywać mnie już Yennefer. Z różnych powodów, niektórych bardzo oczywistych, jest to dla mnie zbyt bolesne.

I mam tylko nadzieję, że nikt już nie będzie ułatwiać Barbarze przemocowego łączenia par oraz ich rozdzielania, co zresztą jest jednym z ulubionych zajęć schizofreników i podszyte jest ich urojeniami, a nie znajomością prześladowanych i nękanych osób.

A z fandomem, który został zainfekowany szaleństwem Romana oraz Opus Dei, już nic mnie nie łączy. Możecie sobie dalej przybijać piątkę, że się mnie pozbyliście. Ja za wami nie będę płakać.

Ubranie

Jak już chyba wszyscy wiedzą, Roman, który udaje w fandomie (i nie tylko w fandomie) mojego męża, bardzo się interesuje moim ubraniem. Nie miało to tylko formy kultu cargo, czyli wyłudzenia od mojej mamy moich ubrań, pod pozorem, że Bret po nie przysłał, w nadziei że za ubraniami ja sama podążę i się w nim zakocham. Gwoli wyjaśnienia – mama pozwoliła mu zabrać te ubrania, bo końcu już kiedyś mieszkałam z facetem, a ponieważ Bret miał swoje warszawskie mieszkanie już od dawna, to trochę było dziwne, że nie mieszkamy razem. Póżniej już po ukradzeniu moich ciuchów pod pozorem – jak wspomniałam – przeprowadzenia mnie do Breta, gdy mnie nie było w domu, Roman wdarł się do mieszkania i przy mojej przerażonej mamie wywalił mi wszystko z szafy, obejrzał każdą sztukę odzieży i uciekł, zostawiając bałagan na podłodze, bo mama wezwała tym razem Policję. Nie wiem do tej pory, czego szukał, ale możliwe że chciał kolejną partię ubrań przejąć. A ledwo kupiłam sobie coś do noszenia na codzień, bo po wcześniejszej kradzieży praktycznie nic już nie miałam.

Moja rodzina wie, że mam z tym zakochanym schizofrenikiem problemy od dzieciństwa. Żadna ilośc prania mózgu nie jest w stanie mnie przekonać, że mam za niego wyjść, albo że kiedyś byliśmy razem. Tak samo nie mam zamiaru wychodzić za Michała, co jest kolejnym idee fix kogoś z otoczenia Opus Dei. Nigdy nie byłam w Michale zakochana i stąd wynikały. moje problemy z seksem. Niepotrzebnie byłam oskarżana o oziębłość, tym bardziej, że Michał sterowany przez schizofreników, którzy podawali się moich byłych, którzy niby wszystko o mnie wiedzą, kazali mu rezygnować z gry wstępnej, a problem z penetracją rozwiązali mu, nakazując używanie prezerwatyw, które są pokryte lubrykantem. Związek ratował mój psychoterapeuta i nawet udało się osiągnąć obopólną satysfakcję, ale skończyło się to tak, że Michał został nakłoniony do brutalnego gwałtu, Na jego usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że ten nieochrzczony ateista wpadł w łapska Opus Dei, które zrobiło mu takie pranie mózgu, że zachowywał się jak Patricia Hearst. Co znaczy, że robił straszne rzeczy (panna Hearst, dziedziczka fortuny Hearstów, dokonywała napadów na banki z grupą terrorystów i strzela do ludzi oraz posługiwała się imieniem – o ile dobrze pamiętam – Tanya, czego nikt nie mógł zrozumieć). Michał miał tak jak panna Hearst poczucie, że jest tylko pasażerem w swoim ciele, które wykonuje rzeczy poza jego kontrolą. Niestety, tak wygląda zaawansowany syndrom sztokholmski. Ja w takim stanie weszłam pod tramwaj, czego nie chciałam, na całe szczęście opamiętałam się na widok miny motorniczego i skoczyłam do tyłu, uciekając śmierci. W taki sposób terroryści z Opus Dei próbowali mnie po raz kolejny zabić. Zgłosiłam to Policji.

Ale bez względu na to, co się będzie działo, bez względu też na kłamstwa rozpowszechniane o mnie oraz o moich wielbicielach, nie wyjdę za Romana. Jego upór i odmowa leczenia, zniszczyły mi całe życie, bo zgromadził wokół siebie stadko enablerów, którzy spijali mu każde jego urojenie z ust. Za nim dąży reszta jego rodziny z kolejnymi pokoleniami idiotów, którzy uważają się za „świętych” (co jest częstym schizofrenicznym urojeniem i nie powinno na nikim robić wrażenia).

Jakiś czas potem Adam, którego znam od dziecka, postanowił mi zrobić prezenty, bo ma za co być mi wdzięczny. Kupił mi kilka sztuk ubrań w moim obecnym rozmiarze, który jest większy od tego, jaki nosiłam na studiach. Między innymi zmiana rozmiaru jest powodem, dlaczego nie robi na mnie wrażenia przekonywanie mnie, że mam się związać z Romanem, bo „już ma moje ubrania”. Mój dzisiejszy pomiar jest dwa numery większy niż to, co kupowałam już stale w czasie studiów, więc rzeczy, które ma, w niczym mi nie są potrzebne. Zresztą chyba już odkupiłam sobie wszystko, co kiedyś miałam i straciłam. Rozmiar moich starych ubrań oznacza, że nie trzeba mnie było mnie „leczyć” z pomocą terroru na „anoreksję” pod dyktando wariatów, bo wcale tak bardzo nie schudłam. Człowiek tak potraktowany naprawdę zaczyna się przejadać i nie może nad tym zapanować. I to też jest jeden z powodów, dlaczego nie wróciłam do sportu. Kilka razy próbowałam wrócić do formy fizycznej, ale zawsze następował kolejny atak karzącej mnie sekty. Moje utycia nigdy nie były związane z ciążami, ale były spowodowane traumą i syndromem sztokholmskim.

Roman – już to wcześniej opisałam, ale powtórzę – wyłudził klucze od mamy Adama, bo postanowił i te kupione przez niego w prezencie ubrania przejąć. Na całe szczęście zderzył się z dwiema sukami, które wcale nie powitały go jak domownika. Również dla nich był całkowicie obcą osobą. Roman uciekł, za to Adam stanął przed rozwiązaniem zagadki, dlaczego jego białe psy mają zakrwawione pyski. Mieszkanie było zamknięta, a psy nie miały żadnych ran. Dopiero dokładniejsze śledztwo ujawniło, kto wyłudził klucze i skończyło na pośpiesznej wymianie zamków w drzwiach.

Ostatnio Roman znowu próbował się do mnie dobijać parę razy, ale wiem, że nie należy mu otwierać, bo chce się wprowadzić. Nie mam najmniejszego zamiaru na to pozwolić. Mam tak duże poczucie zagrożenia i nerwicę, że będę musiała się przeprowadzić gdziekolwiek. W sumie Adam ma już moje ubrania (które – w odróżnieniu od Romana – kupił, a nie ukradł), więc może mnie przyjmie na chwilę pod swój dach, zanim znajdę coś innego, albo wyjadę już na zawsze z Polski.

Przypomnę jedną psychoterapeutyczną zasadę. W przypadku amnezji z reguły „opiekuje się” swoją ofiarą i próbuje ją reprezentować właśnie schizofrenik, który tę amnezję wywołał swoim działaniem i prześladowaniem. Dlatego słucha się ofiary, jej emocji i pozwala się jej decydować za siebie. Amnezja nie jest powodem pozwalającym na ubezwłasnowolnienie człowieka, bo człowiek jest całkowicie racjonalny, więc próby takiego ubezwłasnowolnienia osoby z amnezją są olbrzymim przestępstwem wobec wszystkiego, także praw człowieka, bo nikt nie ma prawa decydować z kogoś, z kim ma być, czy nawet tylko rozmawiać. Więc nie łączy się przemocą osoby z amnezją ze schizofrenikiem, nawet jeśli uważa się go za multimiliardera oraz anioła. Bo nie, nie robi się tak i już.

Decyzja, aby postąpić inaczej, jest łamaniem podstawowych zasad społecznych. I nie uwierzę, że osoby z Kościoła, które zaplątały się w tę sprawę, czy jakieś moje koleżanki, nie znają tak podstawowych zasad postępowania z ludźmi. Ci wszyscy ludzie po prostu postanowili zostać przestępcami. Podejrzewam, że kierowali się jakimiś swoimi urojonymi zasadami, których nie podziela reszta społeczeństwa. Ale tak się składa, że mają równać do większości. A większość już dawno postanowiła, że takie postępowanie to przestępstwo.

Postać literacka

Dla ateisty, czyli kogoś takiego jak ja, Chrystus to postać literacka. Więc na wrzaski ludzi z Opus Dei, które miały mnie zdyscyplinować, odpowiadam, że tak, jak najbardziej „chcę zabić Chrystusa”. Ale nie czyni to z mojego ojca Żyda. Ciekawe zresztą, że edukacja religijna katolików sprowadza się do zastraszania, terroryzowania oraz wywoływania syndromu sztokholmskiego. To oczywiste, że nie dam się moralnie zaszantażować tym, że jeśli nie robię tego, co chce schizofreniczka Barbara, to „zabijam Chrystusa”. A niech ginie!!! I tak już nie żyje, bo w pewnej książce już go dawno zabito.

A skąd się ci ludzie z Opus Dei wzięli? A zostali przywołani przez zakonnicę, którą wkurwiło to, że moi rodzice uczyli mnie czegoś innego niż ona. Absolutnie nie była w stanie zrozumieć, że to rodzice wychowują dzieci, a nie Opus Dei. Według tego co mi powiedziano – a rozmawiałam z przedstawicielami Opus Dei, czyli Barbarą i Ryszardem, długo chociaż wbrew własnej chęci – typową praktyką katechetów jest wzywanie na pomoc tak zwanych „świętych” z Opus Dei oraz „zaręczanie” takiego zbyt pyskatego dziecka ze schizofrenikiem z tej organizacji, żeby takiemu dziecku nie było zbyt dobrze w życiu. Stąd wziął się Roman, który mnie prześladuje mnie od dzieciństwa. Takie nielegalne zaręczanie dzieci ma na celu zapewnienie, że tylko światopogląd katolicki przeważa w Polsce. Jeśli takie osoby jak ja nie zgodzą na to, aby związać się ze schizofrenikiem, są tropione całe życie i organizacja upewnia się, że nie będą szczęśliwe, ani nie założą innej rodziny. Mają też nigdy nie osiągnąć sukcesu, a wszystkie ich dokonania takich osób są przypisywane innym ludziom.

Jest pewna zasada – to zawsze osoby zdrowe wykorzystują chore. Moja wredna katechetka była przeszczęśliwa i zaśmiewała się z tego, że udało jej się wywołać u Romana i jego równie schizofrenicznej rodziny obsesyjne zainteresowanie mną i moimi krewnymi, które trwa do tej pory. Niestety schizofrenicy albo doprowadzą do samobójczej śmierci swojej ofiary (trudno znieść powtarzające się pranie mózgu, oszczerstwa i szczucie środowisk na siebie), albo jakimś cudem uda się wsadzić schizofrenika do psychiatryka, chociaż najczęściej w takim przypadku ucieka się do innego kraju. Schizofrenicy z Opus Dei (aka „święci”) mają poparcie całego Kościoła i posłuszeństwo wobec nich jest wpisane w Katechizm, bo są tymi ludźmi, „do których®ich mówi Bóg”. Są krańcowo zdemoralizowani. Podobnie Kościół nadaje im prawo zostania „opiekunami” jakiś dzieci. Ich współpraca z katechetami jest czymś oczywistym dla Kościoła.

Odmawiam porzucenia ateizmu tylko dlatego, że zostałam zaszczuta oraz zaczęto mnie za plecami pomawiać o bycie członkinią Opus Dei. To nie ja jestem ulubienicą Opus Dei, tylko Krystyna, której Opus Dei za plecami nadało ksywkę „Yennefer”. Jest ulubienicą schizofreników, ja nie.

Nie będę czołgać się przed Opus Dei. Mam za dobre przygotowanie psychologiczne, żebym dała się złamać przez terror oraz indukowane stany lękowe. Nie boję się wmawianego mi Piekła. Do Piekła zgodnie z moim światopoglądem idą wszyscy enablerzy oraz handlerzy takich schizofreników jak Barbara i Roman. Chociaż wierzę tylko w Piekło na Ziemi i zamierzam tam zaprowadzić tam cały Kościół Rzymsko-Katolicki. Muszą zerwać z tradycją zaszczuwania najzdolniejszych dzieci z każdego pokolenia, tylko dlatego, że jakaś durna katechetka zaczęła dbać o swój „autorytet”. Przede wszystkim nie powinna była dawać lekcji seksu, które były deprawacją dzieci, bo przekazywała treści narzucone przez Opus Dei, które są niezgodne z jakimikolwiek programem nauczania religii, czy konsensusem naukowym. Wmawianie dzieciom, że nie wolno mieć satysfakcji z seksu, czy też wmawianie, że wolno współżyć tylko parę razy, aby spłodzić potomka, nie powinno mieć miejsca we współczesnym świecie. To oczywiste, że dzieci oraz dorośli protestowali przeciwko takim „naukom”.

Tragedią jest, że ludzie, którzy wtedy zainspirowali moją katechetkę, tak dobrze odnaleźli się w fandomie i swobodnie prowadzili dalej kampanię oszczerstw wobec mojej rodziny oraz mieli luksus swobodnego zaszczuwania z wynikiem śmiertelnym każdej osoby, która im się sprzeciwiła, bo mnie znała i wiedziała, jaka jest prawda. Są też zawodowymi gwałcicielami, nie tylko mordercami.