Archiwum kategorii: Różne

Nowak

Nie nazywam się Nowak. Nigdy nie nazywałam się Nowak, moje nazwisko jest nazwiskiem panieńskim, chociaż schizofrenicy z mojej podstawówki, którzy uparli się rządzić warszawskim fantomem, twierdzą, że wariatka Barbara jest moją matką i noszę nazwisko „po mężu”. Mówią też, że nie potrafię obsłużyć internetu i pisać. Ciekawe, że mój blog sama obsługuję na własnej domenie. Czyli jednak coś potrafię. Chociaż przyznam, że porzuciłam swoją inną domenę, która nosi nazwę fikcyjnego zespołu z mojej powieści, bo się rozkraczyła. Nie chce mi się walczyć o jej funkcjonalność, na razie nie jest mi potrzebna. Ale zamierzam ją utrzymać. Mam nadzieję, że się przyda.

Dzieci z mojej podstawówki – czyli Renata i jej brat (albo mąż, wersje, jakie mi podawali, się różnią, naprawdę ich nie znam, dodatkowo swoją dezinformację na temat wszystkich osób w fandomie sieje wariatka Barbara, czyli matka Renaty, nie moja) – uważały mnie i nadal uważają za Żydówkę. Po ojcu wyobraźcie sobie. Matka niby miała być blondwłosą kurwą. Jak rozumiem opierają to na własnych oraz Barbary urojeniach. Brat Renaty wraz z siostrą wymyślił sobie, że mnie jako przedstawicielkę niższej żydowskiej rasy będzie sprzedawał i że mam im służyć. Tak wyglądała w podstawówce nasz „przyjaźń”, na którą się tak chętnie powołują.

Nie znają mnie i nic o mnie wiedzą. Zostało to wiele razy potwierdzone. Można ich zapytać o cokolwiek z tego bloga, jakieś wydarzenia z mojego życia, będą kłamać.

Mam dosyć warszawskiego klubu fantastyki i Polski, bo są to miejsca, gdzie – jak się okazało – mam zerowe szanse w zderzeniu z tym gangiem schizofreników z mojej podstawówki. Ludzie im tak pomagali i tak mnie zastraszyli, że straciłam pamięć i zaczęłam mówić dokładnie to, co wariaci chcieli. Nie potrafiłam się obronić przed nimi, bo z powodu terroru zapomniałam, że pod numerem 112 są ludzie, którzy wejdą nawet na teren Politechniki (bo mają prawo interweniować w trakcie trwania przestępstwa) i usuną wariatów. Policja ma obowiązek usuwać wariatów.

Straciłam życie, walcząc z tym gangiem schizofreników, lekarzem Ch., panem politykiem N. oraz kilkoma innymi pomagierami schizofreników, którzy nie raczyli nic weryfikować.

Prosiłam moich znajomych, których na to stać, aby postawili przy mnie, dopóki nie odejdę z miejsca pracy, gdzie nie czuję się dobrze, dodatkową prywatną ochronę. Ale oczywiście wszyscy uznali, że świetnie sobie radzę i że nic nie trzeba robić. Ale nawet ja nie jestem niepokonana i nie mam immunitetu, który czyni mnie odporną na pranie mózgu i terror, szczególnie w wykonaniu gwałcicieli i dusicieli z mojego dzieciństwa i studiów.

Chroniłam wszystkich, wyciągałam za uszy po gwałtach i zaszczuciach, a sama nie mogłam doprosić się o poprawną pomoc. W końcu doprowadzono mnie do totalnej amnezji i gang schizofreników zrobił mi tak dużą krzywdę, jak nigdy wcześniej w życiu. W życiu nie cierpiałam na tak duży syndrom sztokholmski i cały zestaw fałszywych przekonań i wspomnień wtłoczonych mi do głowy przez schizofreników.

Naprawdę nie chcę oglądać ludzi, którzy zlekceważyli moje prośby o pomoc i pomogli łosiom z moje podstawówki mnie zniszczyć, bo ci mogli swobodnie działać. Mam nadzieję, że zdechną. A na razie proszę, aby oddano mi to, co do mnie należy. Osoby, których to dotyczy, wiedzą, o czym mówię. Znajdę sobie wtedy kraj, w którym będę czuć się bezpiecznie. I gdzie mogę napastnika, który nieproszony wkracza na mój teren z zamiarem zabicia mnie, po prostu zastrzelić z zimną krwią.

Zobaczymy, jak się Avangarda będzie się czuć, gdy już się jej członkowie dowiedzą, kogo zniszczyli – bo w mojej pracy pojawił się też hufiec stosujących wobec mnie terror „ludzi z Avangardy”. Ale ja rozumiem, trzeba ich o tym poinformować. Dzięki schizofrenikom z mojej podstawówki mam w Warszawie zerową wiarygodność, więc proszę, aby moi znajomi wzięli ten obowiązek informacyjny na siebie.

I gówno mnie obchodzi, kto jest kim w Avangardzie. Ten klub, tak samo jak wcześniej, dla mnie nie istnieje.

Nie ma w Warszawie klubu fantastyki. Bret powinien był mi w to uwierzyć za pierwszym razem. Kilka osób nie straciłoby wtedy życia, bo zostali zaszczuci przez wariatów oraz Nycza.

Ci „ludzie z Avangardy” nigdy nie byli moimi przyjaciółmi. Mam nadzieję, że bojkot i nie zgłaszanie prelekcji przez moich przyjaciół i fanów wyjdzie temu klubowi na zdrowie. Bardzo proszę, weźcie udział w bojkocie. Takie zderzenie z rzeczywistością wyjdzie temu klubowi na zdrowie. Wiele osób od lat wie, że tym klubem rządzą wariaci, ale czas coś z tym zrobić.

Mam dosyć też idiotów, którzy uważają, że nic złego nigdy się nie wydarza i że osoby, które mówią o problemach i schizofrenicznych mordercach, histeryzują. Akurat ja nigdy nie histeryzowałam i nie przesadzałam.

Sama będę zapewniać sobie ochronę i prowadzić akcje informacyjne na swój temat.

Odpierdolcie się ode mnie.

Renata i jej otoczenie są dla mnie tak bardzo obcymi ludźmi, że nawet nie wiem, jak Renata ma po mężu na nazwisko. Bardzo proszę wszystkie donosy na nich z danymi osobowymi kierować do swoich Dzielnicowych. Adresy email do znalezienia na stronach Policji.

Psychopaci

Stosunkowo niedawno dowiedziałam się, kim jest człowiek, który w środowisku warszawskich fanów podaje się za mojego „byłego” czy też mojego „pierwszego faceta”. Jest to brat Renaty, tak samo jak ona chory psychicznie i tak samo jak ona wykazujący wszystkie cechy psychopatii, co jest związane z nieleczoną schizofrenią. Nawet nie wiem, jak ten człowiek ma na imię, wiem za to, że jak każdy schizofrenik lubi zaszczuwać swoje ofiary swoimi urojeniami, ale także celowymi kłamstwami. Pamiętam go jak przez mgłę z podstawówki, ale i wtedy nie wiedziałam, kim jest. Był jedną z prześladujących mnie osób, które mnie skatowały na lodowisku przy szkole.

Żadna z tych tępych dorabiających prostytucją schizofreniczek – Renata czy Anna – nie nauczyła się pływać, ani nie jeździ na łyżwach. Były na to za leniwe i nauczone przez rodziców i dziadków, że nie muszą się niczego uczyć, wystarczy tylko, że będą mówić, że coś potrafią lub czegoś dokonały. To właśnie od nich usłyszałam w szkole, gdy zapytałam o życiowe ambicje. A także „to jestem kurwą, bo one tak chcą”. Nie powinny udawać skrzywdzonych niewinności. Zniszczyły mi wszytko w życiu, właśnie dlatego, że drażniła ich moja pracowitość i chęć robienia ciekawych rzeczy. Uznały też, że tylko one mają prawo do szczęścia rodzinnego. I ogólnie do szczęścia każdego rodzaju.

Brat Renaty jest równie niebezpieczny jak jego ojciec, Ryszard. Zresztą Roman też coraz bardziej przypomina swojego ojca, gwałciciela dzieci. Niestety tak kończą głupi schizofrenicy, którzy się nie leczą. Stają się mordercami i gwałcicielami, bo nie panują nad popędami, a kieruje nimi motywowana różnymi urojeniami niechęć do niewinnych ludzi, a także pragnienie udowodnienia, że są „lepsi”, bo kogoś zaszczuli lub zabili. Czują się wtedy władcami wszechświata.

Naprawdę nie skrzywdziłam Renaty, czy siostry Romana. Wszystkie ich zarzuty to jęki chorego na schizofrenię mózgu. Nie ukradłam im żadnych ubrań, wręcz przeciwnie, to mnie ukradziono ubrania i mnie oraz moją mamę zakatowano psychicznie. Odniosłyśmy także rany fizyczne. Ja mam prawo się skarżyć, a ci schizofrenicy nie. Kieruje nimi zawiść i dlatego, ponieważ bardzo chcą znowu dostać ubrania, najlepiej jej ukraść, wyłudzić lub zastraszyć ludzi w celu ich zdobycia, to zaczęli cierpieć na urojenia, że te ubrania jestem im winna i powinnam im „oddać”.

Odkupiłam sobie wszystko, co mi ukradli, ale nie zamierzam im nic podarować. Nie dostaną też mojego mieszkania. Jest przerażające, że ludzie tak głupi i zdemoralizowani, a przede wszystkim chorzy, zdołali pociągnąć za sobą tak wiele osób z różnych środowisk. Ale nie dam im się zaszantażować, ani zastraszyć. I chętnie wyjadę z kraju, jak mi zasugerował ten gang i zerwę kontakty z ludźmi, którzy z nimi rozmawiają. Psychoterapeuci wiedzą, że ofiary zaszczucia przez schizofreników oraz przestępców rozkwitają w innych krajach, gdzie gangi schizofreników nie potrafią ich znaleźć.

Nie mam nawet siły wyliczać, ile osób ten gang zaszczuł, lub w inny sposób pozbawił życia. Renata lubi szczególnie atakować pisarki, bo jest zawistną kurwą. Nie należy jej pomagać w żaden sposób, ani dokarmiać, czy dawać pieniądze. Dotyczy to też jej rodziny, a także rodziny Romana. Gdyby nie ich schizofrenia ten gang już dawno by siedział w więzieniu za te zaszczucia i wymuszenia.

To z ich powodu warszawskie konwenty nie są bezpieczne.

Ubrania

Schizofrenicy, którzy się nie leczą i tworzą całe dynastie nieleczących się schizofreników, trafiają na margines życia. Kobiety z takich rodzin zajmują się prostytucją, a faceci kradną. Przy czym rodzina, którą znam, bo z ich dziećmi chodziłam do podstawówki, zaczęła dostawać jako „biedni” pomoc od moich rodziców i już zupełnie im odpierdoliło. Awansowali na zawodowych oszustów, co też częstym zajęciem schizofreników. Przy tak wysokiej przestępczości i bezkarności schizofreników nie da się obronić obowiązującego prawa. Nie znam osób, które nie byłyby negatywnie dotknięte przez działania tej konkretnej grupy schizofreników.

Istnieje zasada, że podobni ludzie lgną do siebie, więc mogą mieć zaburzony osąd i uważać, że wszyscy mają podobne doświadczenia jak oni, ale i ta prawidłowość nie sprawia, że problem zaszczuwania ludzi przez świat przestępczy, którzy przy okazji choruje na ischizofreninię, nie istnieje. Moi znajomi schizofrenicy – jak to schizofrenicy – oskarżają kobiety, które zupełnie nie zajmują się prostytucją, o to zajęcie. I próbują je sprzedawać. Jako „dowody” na prostytucję tych osób przedstawiają ubrania, które odkrywają ramiona i nogi. Akurat psychoterapeuci wiedzą, że zawodowe prostytutki mają takie urazy, że prywatnie zakładają tylko takie ubrania, które pozwalają im uchodzić za nobliwe katoliczki – czyli długie rękawy i nogawki. Nawet krótkie spodenki sportowe uważają za coś, co noszą „do pracy”. W czasie psychoterapii ofiary gwałtu są dla odmiany uczone zakładania ubrań, które odsłaniają ciało, bo to naprawdę nie ubranie było powodem gwałtu, a mają odzyskać pozytywny kontakt z własnym ciałem. Dodam, że w czasie wielkich upałów przestaje obowiązywać dres codę, bo najważniejsze jest się nie przegrzewać.

Identyczny problem z gangiem schizofreników z innej podstawówki miał ojciec Michała, profesor psychiatra, którego rodzice też pomagali „biednym”. Piszę słowo „biedni” w cudzysłowiu, bo tak naprawdę to są ludzie chorzy, a nie biedni. Tak się składa, że na lekach nie mieliby problemu z utrzymaniem pracy i prowadzeniem takiego życia, jakie sobie wymarzyli.

Gang schizofreników, któremu pomagali dziadkowie Michała, miał identyczne żądania jak moi znajomi. Zrobili mu pranie mózgu, które miało zmusić do kupna wszystkich ubrać, jakie tylko schizofrenicy kiedyś dostali od jego rodziców, bo chciał je wyrzucić. W efekcie wszedł w taki syndrom sztokholmski, że zawalił całe mieszkanie ubraniami z promocji i się przestraszył, że nie będzie miał za co żyć. Już by oddał te ubrania „biednym”, jak żądali, ale go powstrzymałam. Uleganie terrorystom nigdy do niczego dobrego nie doprowadziło. Żeby wyjść z syndromu sztokholmskiego trzeba nie ulegać tego typu naciskom. Gdy wariaci odeszli z kwitkiem i runęły ich urojenia, ze profesor jest ich „rodziną” w końcu udało się kogoś zacząć leczyć. W takiej sytuacji za jedną osobą idą inni członkowie rodziny, bo akurat swoim wierzą, że leki są czymś dobrym i że warto się leczyć.

Moi znajomi schizofrenicy zrobili mi w pracy dokładnie to samo, co Profesorowi. Włożyli mi do głowy całą masę fałszywych wspomnień oraz przekonań po tym, gdy już doprowadzili do amnezji. Bardzo nie dziękuję ich enablerom, którzy do tej pory podtrzymują tym schizofrenikom urojenia, że należę do ich rodziny i mam obowiązek ich utrzymywać. Także ludzie, którzy dawali im pieniądze przekonani, że pomagają mojej rodzinie i mnie, tylko mi zaszkodzili, a nie pomogli, bo schizofrenicy, żyjąc sobie na mój koszt, upewnili się w prawdziwości swoich urojeń i że to, co robią, przynosi pozytywne efekty.

Profesor nadmiar ubrań wywiózł na działkę i do momentu, kiedy z nim rozmawiałam o tym, nie kupił nic nowego (nie liczymy bielizny), a minęły od tamtego momentu indukowanego szopoholizmu całe dziesięciolecia. Prawdopodobnie też już nic nie będę kupować oprócz bielizny. Moi znajomi i przyjaciele zapewnili mnie, że znajdą się szafy i działki, gdzie będę mogła schować nadmiar ubrań i spędzać wakacje, ale nie oddam nic schizofrenikom. Istnieje szansa, że jeśli się rozczarują to zaczną się leczyć.

Na całe szczęście opisałam, jak mnie schizofrenicy warunkują i zaczęłam dostawać pomoc, jaką powinnam dostawać. Szkoda tylko, że cała wręcz społeczność nakręcana przez schizofreników zwróciła się przeciwko mnie. Ale ponownie jest to coś wprost z podręcznika psychoterapeuty.

To jest nieprawda, że „ukradłam im ubrania”. Rzeczy, które opisują to coś, co dostali, bo chciałam wyrzucić, bo utyłam lub schudłam, albo coś, co mi ukradł Roman udając, że chce mnie przeprowadzić do warszawskiego mieszkania Breta. Schizofrenik oddał wszystko siostrze. Zostawił sobie „dowody na prostytucję” – czyli moje minimalne topy z odkrytymi plecami oraz krótkie spodenki. Gówno mnie obchodzą jego „dowody”. Dress code nie obowiązuje w upały, szczególnie poza miastem i mogę nosić, co chcę. W mieście także, bo mi psychoterapeuta pozwala i nie interesuje mnie zdanie schizofrenika czy też pana N. oraz Nycza.

Wierzę schizofrenikom, że ukradzione ubrania już im się zniszczyły, część też schizofreniczki sprzedały, ale naprawdę nie zamierzam uzupełniać im garderoby. Wręcz przeciwnie, zamierzam być ich największym rozczarowaniem i w końcu wsadzić do psychiatryka. Wszystko, co o mnie mówią, pochodzi z ich urojeń i nie dam się tym szantażować.

I owszem odkupiłam sobie chyba wszystko co mi ukradli i to z nawiązką, ale nie zamierzam się dzielić. Zgodnie z wolą Piotra, jeśli schudnę, to po prostu sobie zmniejszę ubrania i nadal będę się cieszyć swoimi ubraniami.

To, kurwa, były zawsze moje ubrania i kurwa, się nie ugnę. Niech ci schizofrenicy w końcu się leczą. Dobroczynność trzeba zostawiać specjalistom, którzy diagnozują, kto jest biedny, bo się nie leczy i namawiają na leczenie, a kto rzeczywiście ma pecha w życiu.

Kurwa, schizofrenicy potrafią się zacząć leczyć z głodu, bo w szpitalu dostaną jedzenie. I warto ich przegłodzić, bo ich nieleczona choroba unieszczęśliwia całe społeczności i morduje niewinne osoby. A ludzie, którzy im pomagali też już nigdy nie będą szczęśliwi w pełni, gdy się dowiedzą, że tylko skrzywdzili niewinnych ludzi.

Oczywiście sprawdzić, czy nie ksiądz. Bo akurat ta grupa zawodowa jest często wbrew pozorom bardzo zdemoralizowana i głupia, więc nie spodziewam się jakiś specjalnych wyrzutów sumienia. Moi znajomi schizofrenicy już się prawie zaczęli leczyć, ale poszli na garnuszek kolejnych enablerów związanych z religijną prawicą.

Kurwa, wystarczy!

Plagiat

Tak się składa, że Krystyna popełniła plagiat nieświadomie, szczerze przekonana, że konspekt i pomysły naprawdę są własnością schizofreniczki Renaty. Wychował Krystynę gang schizofreników na kogoś, kto obrażał mnie i moją rodzinę. Wściekłam się na tyle, że byłam gotowa wsadzić ją do więzienia, ale zaczęliśmy wyjaśniać nieporozumienia, używając prywatnych kanałów komunikacji oraz zaufanych pośredników. Krystyna też jest ofiarą schizofreników oraz ich enablerów.

Wiele udało się wyjaśnić i gdyby nie „obrońcy” Krystyny, których o to nie prosiła, oraz „obrońcy” schizofreników wszystko pozostałoby zamiecione pod dywan, bo nikt młodych pisarek nie chce skrzywdzić. Schizofrenicy oraz ich obrońcy niszczyli także Krystynie wszystko, również życie prywatne. Ludzie, których absolutnie sprawa nieświadomego plagiatu nie dotyczyła, za to zabrali się za wymierzanie sprawiedliwości i uświadamianie mi, że jestem „kurwą”, powinni byli zamknąć ryje już dawno temu.

Krystyna nie jest moją ofiarą. Jedyne, co się stało to, że przestała kontaktować się z gangiem schizofreników. Pokazanie im drzwi wkurwiło ich tak bardzo, że spowodowało kolejne ataki, także na Krystynę.

Wierzę, że znajdziemy takie rozwiązanie, że wszyscy – poza schizofrenikami oraz ich upartymi enablerami – będą zadowoleni. Ludzie w fandomie się wspierają. I tylko politycy to obce ciała i nie rozumieją środowiska. Z tym, że mam na myśli środowisko autorów, a nie głupich fanów.

Fani fantastyki pozwolili sobie na za dużo i trzeba ich przyciąć, szczególnie sądownie. Donosy do Dzielnicowych mile widziane. Takie materiały są do wykorzystania także w Sądzie Cywilnym. Mój tata nie był gangsterem z Francji, a moja mama nie była prostytutką. Bardzo chętnie znajdę świadków, którzy widzieli osoby, które zaplątały się po złej stronie pentagramu i mnie pobiły lub znieważyły. Znieważyły te osoby również moich bliskich. Doprowadziły do samosądu, i to kilka razy. Proszę zgłaszać się z opisami wydarzeń na Policję. Wystarczy też email do Dzielnicowego.

Zgłaszajcie też ataki na Krystynę, bardzo proszę.

Moi znajomi schizofrenicy znani są Policji od lat siedemdziesiątych conajmniej, bo zgłosiłam ich już w dzieciństwie i moje zgłoszenie się potwierdziło. Ja nie mam się czego bać, bo też nie ja zaczęłam uważać, że wolno mi wziąć wymiar sprawiedliwości we własne ręce i kogoś zaszczuć.

Bezczelność

Istnieją rzeczy dotyczące procedur prawnych, które są znane profilerom, a niekoniecznie przeciętnym prawnikom. Szczególnie mam na myśli sprawy związane z zaszczuciem przez schizofreników oraz ich enablerów. Są to sprawy skomplikowane, tym bardziej gdy związana z obrażeniami psychicznymi i psychicznymi jest amnezja.

Wbrew temu, co myślą niektórzy niedouczeni lekarze, amnezja może pojawić się nie tylko z powodu urazu głowy, czy problemów neurologicznych. Spotyka się amnezję związaną z przyczynami psychologicznymi, takimi jak trauma, przeżyte wypadki, a także stres. A czasem stres może być tak duży, że zagraża życiu. Z reguły prześladowcy czy gwałciciele wywołują swoimi powtarzającymi się napadami tak duży stres, że ofiara traci ponownie pamięć. Kontakty z gwałcicielem mogą wywołać amnezję. Chroni się ofiarę przed takimi kontaktami.

Szczególnym przypadkiem jest trauma i stres związany z ludźmi chorymi psychicznie. Z reguły ich żądania lub oskarżenia są tak niesprawiedliwe, że samo to budzi przerażenie i stres. Dodajmy do tego ataki fizyczne i mamy komplet czynników, które wywołują amnezję.

Z reguły ofiary zaszczuwane przez schizofreników nie pamiętają pierwszych kontaktów z nimi, tak są zestresowane. Jednocześnie są poddawane praniu mózgu i bardzo często bez literalnego porwania można mówić o wywołanym przez schizofreników syndromie sztokholmskim. Grupa schizofreników z mojej podstawówki wytworzyła sobie wręcz wzorce kulturowe takiego postępowania. Jeden z moich prześladowców chwalił się, że już jego dziadek, który go tego nauczył, sprawił, że poddany praniu mózgu człowiek „przypomniał sobie” rzeczy, które zaczęły się zgadzać z urojeniami dziadka. Podobno od tamtego momentu cała ta schizofreniczna rodzina chciała powtórzyć ten wyczyn. Dziadek schizofrenik po pozbyciu się innych członków rodziny swojej ofiary i przepraniu jej mózgu odziedziczył mieszkanie. Moja znajoma grupa schizofreników chce powtórzyć jego sukces, bo skoro jemu się udało, to inni z rodziny też zdołają w ten sposób przejąć czyjś majątek. I się dorobić. Mają całkowicie nieprawidłowe wzorce kulturowe. Sama usłyszałam w dzieciństwie od koleżanki ze szkoły pochodzącej z tej schizofrenicznej rodziny, że „opiekują się ludźmi, którzy zostawiają im mieszkania”. Cokolwiek się będzie działo, nie przejmą bezprawnie mojego. Na całe szczęście nie udało im się też wykończyć wszystkich moich krewnych. Chociaż domagali się kluczy do mojego mieszkania, twierdząc, ze ja w nim tylko wynajmowałam pokój, a „prawdziwą córką” mojej mamy jest Renata i że Anna jest moją „krewną”. Akurat. Nie mam z nią nic wspólnego.

Mam wrażenie, że pojawienie się wręcz subkultury schizofrenicznej ze wzorcami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie, to coś nowego. Albo przynajmniej nieopisanego do tej pory. O ile dobrze pamiętam swoje lektury sprzed dziesięcioleci, to według podręcznika każdy schizofrenik miał odkrywać na własną rękę mechanizmy psychiczne, jakimi się posługuje, próbując podporządkować sobie inne osoby i zrobić sobie z nich niewolników. Dziedziczenie kulturowe w tej grupie to coś, co wiele osób zadziwiło.

Są to bardzo niebezpieczni ludzie, którzy atakują wszystkich w fandomie, ojca Michała również zaatakowali lata temu. Sam psychiatra też był bezradny i zaszczuli go do wystąpienia syndromu sztokholmskiego. Według tego, co usłyszałam, wyszedł z niego stosunkowo niedawno, bo przez długie lata wierzył, że blondynka, z którą rozmawiał, to moja matka. Psychiatrzy wiedzą, że schizofrenicy często podają się za osoby, którymi nie są, ale i tak nie dał rady jej przejrzeć.

Ci schizofrenicy są tak tępi i odmawiają współpracy i leczenia, że trzeba będzie dla nich zmienić przepisy. Albo zwabić do kraju, w którym bez problemu da się ich wsadzić do psychiatryka wyrokiem sądu. Niestety w Polsce trzeba należeć do rodziny, żeby próbować kogoś ubezwłasnowolnić. A tacy schizofrenicy zabijają zdrowych ludzi, którzy każą im się leczyć. I dotyczy to też członków rodziny. Bardzo łatwo schizofrenika sprowokować, sama o mały włos w taki sposób nie zginęłam, zabita przez kogoś, kto próbuje uchodzić za mojego męża w nadziei, że po mnie odziedziczy majątek. Schizofrenik albo dusi, albo zabija w inny sposób, często także trucizną. A wiele jest rzeczy, które mogą wykorzystać. I potrafią też ludzi zmusić do połknięcia czegoś wbrew woli.

Nie próbujcie sami z nimi rozmawiać o leczeniu. To wyjątkowo groźny gang schizofreników. I wyjątkowo bezczelny.

Wróćmy do spraw związanych z prawem. Schizofrenicy bardzo często zaszczuwana swoje ofiary z wynikiem śmiertelnym. Zresztą nie muszą to być schizofrenicy, mogą to być na przykład panie z gangu kobiet, które zgromadziły się wokół przywódczyni, której pomagają zwalczyć nielubianą konkurentkę. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, w przypadkach takich zaszczuć nie daje się doprowadzić do skazania winnych. Musi być pewność, co wywołało załamanie psychiczne i samobójstwo, więc potrzebny jest żywy człowiek, który będzie zeznawał. Profilerzy ratują ofiary zaszczucia, kierując się podwójną motywacją – nie tylko chcą uratować ludzkie życie, ale też chcą mieć pewność, że będą mogli doprowadzić do skazania winnych. Akurat psycholodzy wiedzą, że rany psychiczne są czymś czymś gorszym od fizycznych i ciężej się z nich wychodzi. Samo pobicie nie wywołuje amnezji, tortury psychiczne i zaszczucie tak.

Policja ma zwyczaj czekać nawet dziesieciolecia, aby ofiara zaszczucia i amnezji odzyskała pamięć i żeby dało się wymierzyć sprawiedliwość. Osoby, które poczuły się bezkarne, bo doprowadziły do utraty pamięci, nie powinny się nigdy cieszyć. Brak natychmiastowych wyroków nie oznacza, że miały rację.

Wszystko w swoim czasie.

Syndrom

Praktycznie od dziecka walczę ze schizofrenikami, którzy specjalnie wywołują u mnie syndrom sztokholmski, bo chcą mnie w taki sposób „leczyć” oraz zrobić sobie ze mnie niewolnicę. To co spotkało mnie w mojej pracy z ich strony, to barbarzyństwo. Zniszczono mi życie do końca.

Moi prześladowcy mają tego pecha, że kierując się swoimi urojeniami, nakazali mi pisać na blogu prawdę i tylko prawdę. Mam pisać o wszystkim. Ale ich definicja prawdy i moja się różnią. Ich urojenia nie są obiektywną prawdą. Obiektywna prawda, to zawartość dokumentów oraz pamięć moich prawdziwych krewnych. A nie to, co opowiada o mnie Krystyna, czy gang z mojej podstawówki.

Możliwe, że siedziałabym cicho, ale zostałam przez gang zaprogramowana (tak, psycholog kliniczny wie, że można ludzi programować), że nie potrafię nie pisać tego blogu. I tak staram się nie być zbyt okrutna, ale muszę słuchać się nakazu idiotek, które zmusiły mnie, aby pisać „Krystyna” – a nie na przykład panna K.(*)

No co ja mogę powiedzieć? Nie zamierzam przepraszać, bo nie ja wywołałam tę wojnę. Dodatkowo też wiem, że Krystyna całkowicie nie hamuje się na swoim Facebooku, a przynajmniej tak mi doniesiono. Więc też mam prawo się bronić i opisać wszystko ze swojego punktu widzenia.

Jak już powiedziałam, nie ja wywołałam tę wojnę. Ale też nie zamierzam się dać zasiekać i zacząć przepraszać, gdy to ja powinnam być przepraszana.

Nadal czekam na przeprosiny, ale pewnie się nie doczekam. Bo ludzie chorzy nie przepraszają, tylko dalej brną w swoje urojenia.

A Barbara nie jest święta, bez względu na to, jakimi zabobonami kieruje się Kościół, mianując schizofreników świętymi.

⛧⛧⛧

(*) Piszę „panna” chociaż wersje co do jej stanu cywilnego się różnią. Z jednej strony schizofrenik powiedział mi, że robią ją w chuja i sterują tak, że zostanie już na zawsze starą panną. Zgadza się z podręcznikiem, który twierdzi, że schizofrenicy lubią tak bawić się swoimi przyjaciółmi i cieszyć tym, że tylko oni mają bogate życie miłosne, a nie ich ofiary. Dodatkowo schizofrenicy zawsze kierują się urojeniami, według których będą dziedziczyć po bezdzietnych znajomych, a jak nie oni, to ich dzieci. Dlatego też zabijają potomstwo i żony swoich obiektów urojeń. Z drugiej strony Barbara powiedziała mi, że Krystyna jest szczęśliwa, że wyszła bardzo młodo za mąż i ma dzieci. I tylko w fandomie posługuje się panieńskim nazwiskiem. Dlatego też nie należy jej podrywać. Ani nikogo przedstawiać. Ja wierzę bardziej w tę pierwszą wersję, bo podobne bzdury o szczęściu małżeńskim opowiadano też o mnie i wiem, jak bardzo różnią się od prawdy.

Barbara jest najmniej wiarygodną osobą w fandomie. Stara intrygantka i wariatka.

Anna

Schizofreniczka Anna, siostra Romana (nie mylić z moją rodzoną siostrą o tym samym imieniu) nie jest anglistką. Jest równie chora jak brat i Renata. Podobno są daleko spokrewnieni z Renatą i jej matką Barbarą, ale nie przeszkadza to Romanowi uważać Renaty za swoją prawdziwą miłość. Ja mam mu służyć – jak już opisywałam – tylko do wzbogacenia się.

Zresztą ich gang schizofreników już na początku podstawówki uznał, że ja i moi rodzice możemy być dla nich dojnymi krowami i cały czas próbują mnie zmusić, abym ich utrzymywała – stąd też te bajdy oraz urojenia na temat jakiegoś naszego pokrewieństwa i tym podobnych rzeczy. W podstawówce ci idioci robili mi klasyczny bullying i próbowali wyłudzać pieniądze. Błędem było objęcie ich jako biedaków opieką i przekazywanie im starych rzeczy w ramach dobroczynności. Tylko ich to spełniło w przekonaniu, że mogą nam zabrać wszystko. Odbyło się to oczywiście przy moim sprzeciwie, bo zrobili na mnie złe wrażenie.

I tak jak Renata ma silną potrzebę uchodzenia za Yennefer – genialną artystkę, która jest pełna pomysłów – tak Anna miała potrzebę uchodzenia najpierw za studentkę Anglistyki, a potem lektorkę języka angielskiego. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Anna zawita do Instytutu Anglistyki radośnie oświadczając, że tam studiuje (a ja według miałam tam nie studiować). Na listę studentów miałby ją wpisać biskup, który poszedł do Rektora, który wykorzystał jedno ze specjalnych rektorskich miejsc. Od tamtej pory nawiedzała regularnie Instytut i nękała studentów. Bo nie tylko ja się skarżyłam.

Problem w tym, że jako wysoka blondynka niektórym myli się z inną Anną, która tam autentycznie studiowała i jest rzeczywiście lektorką angielskiego. Ale można je rozpoznać po zezie. Studiowała tam jeszcze trzecia bardzo wysoka blondynka, ale ta ma na imię Monika.

Tak jak do Instytutu Anglistyki schizofreniczka Anna zawitała do mojego Studium Języków Obcych. Oczywiście, że nikt jej nie zapraszał i nie posiada żadnego dyplomu. Nie skończyła z tego, co wiem, nawet podstawówki, bo jej rodzina od zawsze zajmowała się złodziejstwem i prostytucją, o czym Policja dobrze wie. Wiele razy profilerzy próbowali ich namówić na leczenie, ale są tak chorzy i zdemoralizowani, że nic do nich nie trafia. W czasach nawet śmieli się ze mnie i z tego, że chcę się uczyć. Bo ich rodzinie nigdy to nie było do niczego potrzebne, bo ludzie zawsze dadzą pieniądze. Takim ludziom nie należy nic dawać, tylko wysłać do szpitala psychiatrycznego, gdzie dostaną odpowiednią pomoc, także psychoterapeuta upewni się, że zrozumieli, że praca jest im potrzebna.

Naprawdę, jak usłyszałam od znajomego biegłego psychiatry, jest to najgłupsza i najbardziej niesławna rodzina schizofreników znana warszawskiej Policji. Proszę wysyłać wszystkie skargi, bo są pieczołowicie gromadzone, a policjanci jakby co interweniują. Wiele razy usuwali wariatów z mojego mieszkania. Moja mama też ich wzywała.

Schizofreniczka Anna nie będąc w mojej pracy zatrudniona, wykonała klasyczny numer schizofreników, którzy kierują się swoimi urojeniami. Wariaci, jak to oni, nękali mnie od jakiegoś czasu, aż w końcu Anna się ujawniła. Pobrała klucz i próbowała uczyć grupę innej lektorki. Co oczywiście jej się nie udawało. Została przez moją koleżanką wyproszona. Wcześniej razem ze swoimi krewnymi zakłócała też moje zajęcia, wyśmiewając mnie i przedrzeźniając. Podobnie zachowywała się w czasie mojej prelekcji.

Na swoje nieszczęście postanowiła pojawić się na sprawdzaniu egzaminów B2. Kręciła się od jakiegoś czasu po budynku, więc gdy się przysiadła do grupki lektorów i poprosiła o kilka egzemplarzy testu. dostała do sprawdzania. Znam tę cholerę od lat, wiec poszłam do Szefowej z alarmem, że wiem, że pani jest chora psychicznie. Poprosiłam o upewnienie się, że jej nie mylę z kimś. Okazało się, że tak jak myślałam, schizofreniczka Anna nigdy nie zatrudniła się w Studium. Anna została wyproszona. I myślałam, że na tym się skończy.

Niestety od samego początku życia Krystyna modli się wręcz do schizofreniczki Anny, uważając ją za norweską księżną i tylko jej słucha, a przynajmniej tak wynika z moich obserwacji i tego, co mi ludzie mówili. W wersji Avangardy okazałam się być tępą, niewdzięczną kurwą (która tylko dzięki Annie skończyła studia), przez którą Anną straciła pracę. Jest to wersja wprost z urojeń rodziny Anny, która nie rozumie, że aby pracować, nie wystarczy naśladować ludzi autentycznie zatrudnionych w jakiejś instytucji.

Z powodu podobnej schizofreniczki, która została wzięta na poważnie i której poleceń słuchano, mój tata stracił swój biznes we Francji, bo zbankrutował. Jak wspomniałam wcześniej francuski gang schizofreników zabił jego ciężarną żonę i doprowadził tatę do próby samobójczej. Pierwsza żona mojego taty miała urodzić pierwsze dziecko. Informacja o starszym synie, którego zabito, pochodzi niestety z urojeń schizofrenika, które mi wmówiono.

Przy okazji wspomnę o pewnym psychologicznym eksperymencie, który pokazuje, co się może stać, gdy ktoś z uporem coś komuś wmawia. Bo nawet krótsze linie mogą zacząć się wydawać dłuższe, gdy ktoś z uporem tak wmawia. W skrajnych warunkach ludzie mogą naprawdę mieć urojenia, że krótsze linie są dłuższe, to nie tylko konformizm, jak chce psychologia społeczna.

Gdyby na tym skończyła się historia schizofreniczki Anny, wszyscy byliby szczęśliwi. Ale niestety wtrącili się jej enablerzy i wielbiciele. Postanowili się na mnie zemścić i zrobili mi wjazd do pracy. I tak jak wcześniej polityk N. postanowił działać. Wcześniej mnie pobił jako jako ta jedyna osoba, która broni „Yennefer” Renaty. W mojej pracy postanowił się zemścić na mnie także za nieszczęścia schizofreniczki Anny, która została przeze mnie „wyrzucona ze Studium”.

Nie chcę nawet wymieniać wszystkich barbarzyństw, jakie popełnił na mnie razem ze schizofrenikami oraz swoimi znajomymi. Powiem tylko, że do obecnej chwili jeszcze nie odzyskałam wszystkich wspomnień i nie wyszłam z traumy.

Mam nadzieję, że w końcu ktoś też za mną się ujmie, bo ma dosyć już ataków na mnie, które powtarzają się od dzieciństwa. Nie oddam nic, co do mnie należy, tym schizofrenikom, ani nie będę nie za nikogo z nich pisać. Nie kontaktuję się z nimi, nic o nich nie wiem, nie ma takiej możliwości, żebym „pisała razem z Renatą”.

Na pewno za mnie nie napisała tego bloga. Kurwa, każdy mój tekst jest stuprocentowo mój, ja nie jestem plagiatorką i nie wykorzystuję czyiś pomysłów, jak pewna Krystyna.

Mam nadzieję, że Avangarda już mnie przestanie obrażać. Piszę tak, bo miałam w pracy praktycznie niekończące się procesje różnych fanów i schizofreników, którzy obrażali mnie w imieniu warszawskiego klubu. Podobno nie umiem tłumaczyć i nie znam angielskiego. Spotkałam się z żądaniami, aby tłumaczenia czy kursy oddać schizofreniczce Annie. Kurwa, niech pójdzie do Szefowej Studium z CV, jak wszyscy inni szukający pracy i niech przestanie mnie nękać. Ach, tylko nie ma, co wpisać do CV.

I jedyne, co mogę powiedzieć teraz to – owszem, tak jak chcieliście, obraziłam się już na dobre.

Ciekawe, czy Anna znajdzie sobie jakiś fanów, którzy z cała powagą będą powtarzać, że jest skrzywdzoną wokalistką Burzum. O ile mi wiadomo, Burzum nigdy nie miało wokalistki, a moje zespoły nazywały się zupełnie inaczej. Ale Anna nie wie, jak się nazywały, więc nie wie, co mówić, żeby mnie naśladować.

Fani metalu raczej się na Annę nie nabiorą i podejrzewam, że jest to bezpieczniejsze dla mnie środowisko od warszawskiego środowiska fantastyki.

Ostrzegałam, że zrobię z tego sprawę publiczną, prawda? Racja jest tylko po mojej stronie.

Odpierdolcie się, kurwy!!!

Polityk

Jest wielu enablerów kręcących się wokół Renaty i Anny, schizofreniczek z mojej podstawówki, ale najgorszy jest pan polityk N. Opisałam już jak mnie pobił – ale nie skończyło si tylko na strzale w podbrzusze, dostałam w twarz tak mocno, że o mało mnie nie ogłuszył. Zostałam sterroryzowana przez niego i gdy straciłam pamięć, bawił się mną wraz ze swoim gangiem schizofreników. ciesząc się że straciłam pamięć i nie mogę się bronić. Usprawiedliwia się tym, że ja niby zastraszyłam Renatę i nikt jej nie broni. Więc musiał być tym jedynym sprawiedliwym i obronić biedna, skrzywdzoną lilię.

Prawda jest taka, że Renatę trzeba przycinać, bo inaczej jej psychoza rozkwita i nie udaje się jej – tak samo jak wielu innych osób z jej rodziny – namówić na leczenie psychiatryczne w szpitalu. Bo na regularne branie leków w jej przypadku nie ma nadziei.

Występy N. nie skończyły się pobiciu mnie w czasie konwentu. Lata temu władował się do mnie do pracy razem ze swoim gangiem schizofreników i zaczął robić afery i zastraszać mnie, kierując się tym, co powiedziały mu schizofreniczki. Zrobił mi awanturę przy Straży Akademickiej oraz studentach na korytarzu nazywając chorą psychicznie i próbując mi udowodnić, że nie pracuję na mojej Uczelni. Straż Akademicka pod jego przywództwem chciała mnie wyprowadzić z budynku. Mnie, wykładowczynię angielskiego, która pracowała w zawodzie od lat. Zachęcona jego opisami schizofreniczka Anna strzeliła mnie w twarz i zwymyślała przed samymi zajęciami. Zmanipulowana Straż Akademicka mi nie pomagała, pozwalając gangowi na „leczenie mnie”.

Pan N. postanowił wyleczyć mnie ze wszystkich ambicji oraz marzeń, a także przemocą związać ze schizofrenikiem Romanem. Zrobił mi pranie mózgu i straszył, posiłkując się chorymi teoriami psychologicznymi Renaty, które twierdzą, że zestresowany człowiek pamięta lepiej. I że trzeba mi usunąć wszelkie wspomnienia i powiedzieć, co mam pamiętać. Ale niestety Renata jest tylko schizofreniczką, a nie psychologiem i zaleca rzeczy, które są krańcowo odległe od dobrych praktyk psychologicznych. Zostałam poddana takiemu terrorowi oraz zastraszeniu, jak nigdy wcześniej. Polityk N. sięgnął do wszystkich nieprawdopodobnych zakazanych prawnie metod. Oczywiście niczego nie weryfikując i obrażając mnie oraz moją mamę. Nie mówiąc o moim tacie, którego nazwał gangsterem. Odwdzięczę mu się.

Wiem, że prawo pozwala mi odpowiedzieć dokładnie taką samą agresją, jaką zastosowano wobec mnie. Podejrzewam więc, że sam jest gangsterem, którego kolega dawno już temu trafił do wiezienia. Widać było z jakimi kibolami chodzi po fandomie. Żaden inny enabler Renaty czy Anny nie był tak uparty oraz wyćwiczony w niszczeniu mnie jako kobiety. Zniszczył mi moją macicę. Oceniam jego metody na coś, czego się nauczył od kolegów z gangu i to – biorąc pod uwagę, że już próbowano zmusić mnie do prostytucji – musieli to być koledzy z gangu alfonsów. Tylko przestępcy niszczą innych ludzi za odmowę współpracy.

Wszystkie jego maniery wyglądają na coś, co jest nawykami najniższej klasy społecznej. Absolutnie nie wierzę w to, że jest szlachcicem. Przypisuje to sobie bezprawnie.

Z powodu pana polityka N. Straż Akademicka nie działała poprawnie i mnie nie chroniła. Dopiero interwencja Policji sprawiła, że pozwolono mi wskazywać osoby, które mają być usunięte z terenu jako ludzie, których nie zapraszałam. Ale niestety schizofrenicy oraz ich enablerzy byli na tyle bezwzględni i uparci, że i tak udało im się zrobić mi pranie mózgu i wywołać syndrom sztokholmski. Zostałam zastraszona tak, że straciłam pamięć i z osoby, która chciała odejść do swojego zespołu i wrócić do śpiewania, stałam się wydmuszką, która grzecznie mówiła, że nie zna Adama i że chce pracować jako anglistka.

Ma dosyć tego gangu schizofreników oraz ich pomagierów i przyjmę bilet w jakąkolwiek stronę.

Kto zabił mi psychikę?

Tak się składa, że prawo traktuje dosyć łagodnie schizofreników, którzy nie są przemocą wysyłani do psychiatryka, chociaż są bardzo dużym problemem społecznym. Ale jeszcze większym problemem są enablerzy z fandomu, których przywlekły zawodowe kurwy z mojej podstawówki. Najzabawniejsze jest to, że enablerzy są z religijnej prawicy, ale nie wahali się nawiązać romanse z dziećmi. Wszyscy mi się do tego przyznali w rozmowie.

Od tamtej chwili nękają mnie razem ze schizofrenikami, których bardzo łatwo można rozszyfrować. Wystarczyć ich pogonić, lub – jak robi Andrzej – po prostu ignorować. Ta schizofreniczna rodzina przyczepiła się do mojej, gdy tylko dowiedzieli się, że mój tata przybył do Polski z Francji. Tata czuł się tu świetnie (oczywiście do czasu), bo był z dala od schizofrenicznego gangu, który zabił mu żonę i dziecko. Straciłam rodzeństwo, którego nigdy nie poznam.

Moi przyjaciele, rodzina i ja sama, prowadziliśmy akcje informacyjne, które miały uzdrowić sytuację, ale pan polityk N. oraz pan Ch. zamiast zacząć coś weryfikować, zaglądali coraz głębiej w cipy swoich kurew, nazywając je księżnymi. Oraz skrzywdzonymi sportsmenkami. Ponownie jak w czasach mojej podstawówki, liceum oraz studiów pracowicie prowadzili dezinformacje wszystkich zainteresowanych stron, w tym nauczycieli oraz fanów, aby tylko mnie zniszczyć, tak się przejęli schizofrenicznymi szlochami swoich dziwek.

W końcu po którymś kolejnym zaszczuciu w moim miejscu pracy, mój szwagier, polski herbowy szlachcic, skierował się do Klubu Szlacheckiego ze skargą na oby panów. Zaczęło się jeszcze większe polowanie na mnie i próba doprowadzenia do mojego samobójstwa. Zostałam oskarżona o romans, ze swoim szwagrem i zaszczuta. Obaj panowie postanowili zrobić mi pranie mózgu, aby tylko prawda nie ujrzała światła dziennego. Doprowadzili do śmierci mojej psychiki, zaśmiewając się, że zniszczyli kurwę.

Prawda jest tak, że co do mojej tożsamości nikt nie może mieć wątpliwości, ręczy za mnie wiele rodów szlacheckim, są wszędzie osoby które mnie znają od dziecka. Mieszkam także praktycznie od urodzenia w tym samym mieszkaniu, nie miałam nigdy żadnych nieudokumentowanych okresów. Cała moja historia jest jawna.

Nikomu nie ukradłam żadnego mieszkania. Mój problem polega na tym, że grupka spokrewnionych schizofreników z mojej podstawówki uknuła schizofreniczny spisek, która polega na tym, że podając się za mnie, przejmą wszystko, co do mnie należy, także status społeczny.

Powtarzam, Andrzej zablokował Krystynie kolejny plagiat. Nie ja. Cała tak grupa, schizofrenicy oraz ich głupi enablerzy, tak zniszczyli moją pozycje w fandomie, że autentycznie nie posiadam takiego autorytetu, aby zablokować wydanie czyjejkolwiek powieści.

Jest bardzo duży skandal w fandomie światowym, ale to ja jestem ofiarą tych wszystkich ludzi. A Andrzej wcale nie zniszczył „prawdziwej autorki Wiedźmina”, który miał ją niby okraść, do czego nie chce się przyznać, jak szlocha swoim kochankom kurwa Renata.

Dla porządku – ja nie czuję się okradziona przez Andrzeja. Okradli mnie enablerzy schizofreników z mojej podstawówki. Ukradli mi całe życie, które miało należeć do dziecka szczęścia, które miało od podstawówki być z Piotrem. Po Piotrze miałam jeszcze inne miłości, ale wszystko też zostało mi zabrane przez bawiący się mną gang schizofreników. Więc nie mam nikogo i nie mam dzieci.

Ani przez jeden dzień nie byłam z Romanem, który całkowicie mnie nie kocha. Nienawidzi mnie, chce mnie wykorzystać i tylko tyle. Schizofrenicy kochają wyłącznie innych schizofreników. I wiem, że kocha Renatę. Przy czym oczywiście cierpi na urojenia. Próbowałam wytłumaczyć, że nie wyszłam za niego w wieku osiemnastu lat i wyciągnęłam zaświadczenie o stanie cywilnym. Nie po to, aby Nycz się na kopii ksero się podpisywał, poświadczając zgodność. Miał przyjąć do wiadomości, że nie jestem z Romanem, a nasz ślub sprzed paru lat jest jego urojeniem. Zamiast tego podkarmił tego schizofrenicznego potwora swoim podpisem.

Roman uznał, że „ślub był, bo Nycz się podpisał”. Żadnego ślubu nie było, a schizofreniczny potwór rozwydrzony pomocą enablerów oraz wciekły, że nie potwierdzam jego urojeń, o mało mnie nie zabił. Dusił mnie tak długo, że gdyby nie to, że wiedziałam, co spotkało pierwszą żonę mojego taty, to bym zginęła. Znając jej przypadek, gdy tylko zorientowałam się, że nie wygram z nim fizycznie, udałam, że tracę przytomność. Dusił mnie tak długo, że rzeczywiście straciłam przytomność. Ale na całe szczęście na tyle krótko, że udało mi się przeżyć. Miałam potem bardzo długo sińce dookoła szyi. Mam traumę do końca życia z nim związaną.

Bardzo proszę tego schizofrenicznego potwora, na widok którego bardzo długo traciłam pamięć, jakby był członkiem the Silence, więcej nie podkarmiać. Nie podtrzymujcie jego urojeń. Nie łączcie go ze mną.

Bret mnie nie skrzywdził, był moją miłością. John mnie też nie skrzywdził, był dobrym przyjacielem. Skrzywdził mnie warszawski fandom na zamówienie schizofreników z mojej podstawówki.

Jedyne, co mogę powiedzieć, to odpierdolcie się ode mnie, tępi enablerzy!!!

Każdy szlachcic, tak mnie wychował tata, wie, że na pierwsze wezwanie ma weryfikować w Klubie Szlacheckim, kto jest kim. Tutaj tego nikt nie zrobił. A przynajmniej nikt z opisanej trójki, zbyt byli zachwyceni pizdami swoich kurew-kochanek. Podejrzewam, że każdy z nich dopiero z nimi pierwszy raz przeżył prawdziwy orgazm i ich w efekcie popierdoliło.

„Skrzywdzona Yennefer”

Muszę przyznać jedno – Andrzej robi wszystko, co trzeba, aby mi pomóc. Nie spodziewał się jednak takiego nagromadzenia głupoty i tępoty. Nie spodziewał się także ataku gangu schizofreników oraz imbecyli uzależnionych psychicznie od zawodowych prostytutek, którym nic się nie daje wytłumaczyć.

Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych przy państwie Ch. oraz ich małej córeczce Andrzej oświadczył, że to ja jestem Yennefer. Moja tożsamość i znajomość z Andrzejem nie jest tajemnicą dla większości osób z fandomu. Jedynym problemem było to, że dał się urobić, że Roman jest ze mną związany i dlatego byłam na niego wkurzona.

Ale oczywiście wielbiciele (i kochankowie) Renaty, Anny (siostry Romana) oraz Barbary stwierdzili, że nieważne, co mówi Andrzej, bo tym skrzywdził „prawdziwą Yennefer”. Andrzej jest nawet z wyniosłością ignorowany z tego powodu, że nie chce wziąć Renaty do telewizji. No, bardzo mi przykro, że jest tak chora, że jej schizofreniczna zawiść doprowadziła do urojeń, że spotyka się z Piotrem i jest znaną autorką różnych pomysłów. Można sobie fantazjować, ale nie można ludzi na podstawie urojeń atakować i niszczyć całe życie.

Andrzej dokładnie wyjaśnił wielu osobom, kto jest kim. Izę przyjaźnił się z moim ojcem. Odpowiedzią klubu, którym steruje gang schizofreników, była napaść na mnie w zamkniętym pokoju i kolejne akty terroru, które miały mnie „wyleczyć”. Zniszczono mi życie osobiste oraz planowane małżeństwa. Od tamtej pory osoby z rodziny Ch. nadal wierzą, że schizofreniczka Renata z mojej podstawówki jest „skrzywdzoną Yennefer”. Krystyna, która ma w fandomie opinię wariatki po tym, gdy dała popis urojeń przy jednej z moich przyjaciółek pisarek, wsławiła się kolejnym show, jaki uskuteczniła w czasie Forum Fandomu na dużym zagranicznym konwencie. Próbowała walczyć o sprawiedliwość dla Renaty, która jest prawdziwą „autorką Wiedźmina”. Nie dziwcie się więc, że mój znajomy muzyk Skandynaw umarł ze śmiechu, gdy to usłyszał w czasie konwentu. Andrzej rozmawiał z wieloma osobami i wszyscy wiemy, że nikt Renaty nie skrzywdził, oprócz jej schizofrenii oczywiście. Niestety pochodzi z rodziny zawodowych prostytutek i złodziei, którzy nigdy nie raczyli się leczyć.

Niestety kryminolodzy wiedzą, że osoby głupie, prymitywne oraz chore psychicznie bardzo często sięgają do przestępstw, aby się utrzymać. Osoby z tej rodziny rozmawiały ze mną szczerze bardzo pewne tego, że doprowadzą do zamiany miejsc i że naprawdę to ja zacznę pełnić rolę prostytutki, a Anna, siostra Romana zostanie wszem i wobec uznana za norweską arystokratkę.

Andrzej mówił wprost, kim ja jestem i kim nie jest Renata. Odpowiedzią gangu schizofreników był nadad na mnie w zamkniętym pomieszczeniu, z którego nie mogłam się wydostać. Potem nastąpiły kolejne ataki na mnie. Terror tych ludzi oraz ich pomagierów, próby „leczenia mnie” z czegoś, co nie wymaga leczenia, zniszczyły mi życie. Bardzo jest przykre, że debile, którzy mają romanse z zawodowymi prostytutkami i je utrzymują, byli tak głupi, że postanowili ukryć wszystkie swoje przestępstwa, mordując moją psychikę.

Niestety ci imbecyle to psychopaci, a psychopaci lubią wszystko, co się błyszczy, nawet jeżeli to tombak, bo nie potrafią rozpoznać prawdziwej wartości człowieka. Uzależniają się od narcyzów lub właśnie schizofreników, którzy lubią ludzi uwodzić oraz przedstawiać się jako ktoś lepszy niż są. Tandem schizofrenik-psychopata to recepta na nieszczęście. Jak doda się do tego seks, który przeformatowuje mózg tak, że facet uważa prostacką kurwę za księżniczkę, to już następuje katastrofa.

Próbowaliśmy wytłumaczyć panu Ch. oraz politykowi N. o co chodzi, ale postanowili iść za swoimi prostytutkami. I dalej robią z nich skrzywdzone królowe. Jedna ma być „Yennefer”, o której „zapomniał” Andrzej, a druga ma być norweską księżniczką. Tylko ciekawe, że obie dają dupy i szlochają, że nie mają pieniędzy. Czego nie zrobiłaby żadna arystokratka.

Żal mi jest Krystyny w tym wszystkim. Opinia wariatki wcale nie pomaga jej w ułożeniu sobie życia, a z drugiej strony ma głupie schizofreniczki i tylko im ufa. Schizofreniczki bardzo lubią sabotować związki swoich koleżanek i przyjaciółek, a także wysyłać je na facetów nie do zdobycia. Bardzo je to bawi, że ich znajoma jest sama i nie uprawia seksu.

Problemy Krystyny mają swoje źródło w wychowaniu i tym, że wdrukowała sobie w światopogląd nieprawdziwe informacje, bo przeszła pranie mózgu, gdy jeszcze była dzieckiem, które nie myśli krytycznie. Z czymś takim walczy się bardzo trudno. Ale warto. Leczy się takie rzeczy miłością oraz psychoterapią, leki stosuje się najwyżej pomocniczo.

Kolejnym problemem Krystyny jest to, że oryginał konspektów, które Roman wyłudził dla Renaty, podając się fałszywie za mojego męża, posiada Andrzej. I to on w pewnym momencie zablokował wydanie kolejnego plagiatu. Ja z tym nic nie miłam wspólnego.

Renata w życiu nie napisze ani jednego akapitu, który by się nadał do czytania. I w przypadku ukradzionej mi pracy magisterskiej czy też tych konspektów, które także powstały jako rękopisy, Andrzej i Policja mają próbki pisma wykonane na ich oczach. Tak wiec tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Jeśli trzeba będzie to stanie idiotka przed sądem, ale nie chcę, żeby płaciła za demoralizację swoich rodziców, którzy stwierdzili, że nieważne, co Andrzej mówi, ważne, co mówi kurwa Renata czy kurwa Barbara, czy zawodowy oszust Ryszard. To wszystko są dla mnie obce osoby.

Krystyna powinna pamiętać, że mam przyajciół i znajomych wszędzie na świecie, wiec nie radzę jej kolejny raz próbować wynieść Renatę na tron światowego fandomu.

Moim jedynym problemem jest za to, że w zawodzie nauczycielskim jest mnóstwo psychopatów i niestety Krystyna oraz Renata znalazły aż za wiele chętnych uszu. Ale kryminolodzy wiedzą, jak traktowane jest przez prawo zaszczucie w miejscu pracy, więc zamierzam reagować już na wszystko ironicznym rechotem trickstera.