Sidrel

Mój cykl opowiadań o Sidrelu, w którym opisuję dystopię fantasy nie jest plagiatem. Napisałam każde z tych dwóch opowiadań sama. Nie ukradłam żadnego pomysłu schizofreniczce Renacie, chociaż rozpowiedziała swoim wielbicielom z Avangardy.
Moje opowiadania powstały jako odpowiedź na zaszczucie mnie przez maniaków religijnych i schizofreników w jednym, którzy przypisują mi staż albo w burdelu albo w klasztorze. Prawda jest taka, że niebieskim ani kurwą ani zakonnicą, ale kobietą, której zniszczono życie.

Tak się składa, że psycholodzy społeczni badają także takie zjawiska jak bulying, którego padam ofiarą od podstawówki. Wiadomo, że w powodem rzucenia się tłuszczy na niewinną ofiarę są urojenia bardzo aktywnych schizofreników. Ofiara nawet często nie wie, kim są jej prześladowcy.

Tak bardzo nie chce mieć nic wspólnego z prześladowcami, że ucieka przed nimi po usłyszeniu pierwszych bzdur na swój temat. Moi prześladowcy przeszli do mojej do fandomu z mojej podstawówki i znaleźli sobie ludzi, którzy się przejęli ich urojeniami, więc postanowili mnie przyciąć i nie dopuścić dobrego, abym cokolwiek mogła zrobić w życiu. Cześć tych ludzi jak na przykład Nycz już mnie przeprosiła, ale schizofrenicy, szczególnie gdy udowodni im się, że opowiadają bzdury, wybuchają psychozą wielkości Mont Everest.
Nie mam nic wspólnego ani z Romanem i jego rodziną, ani z Renatą i jej rodzicami czyli Barbarą i Ryszardem. Nie są to moi krewni, a Roman nie jest mężem. Nie posługuje się czyimiś pomysłami. To Renata ma urojenia, że utwory innych pisarzy zostały jej „ukradzione”. Tak samo ma urojenia, że jest pływaczką, która zniszczyłam. Schizofrenicy doznają takich urojeń na skutek zawiści i zaczynają dążyć do zniszczenia swojego obiektu obsesji. To są typowe akcje schizofreników. Zaświadczenie o stanie cywilnym, według którego jestem panną, należy tylko do mnie i nie zostało sfałszowane.
Niestety podłam ofiarą terroru schizofreników oraz ich wielbicieli i enablerów z fandomu, którzy napadli na mnie w moim miejscu pracy, tak samo jak wcześniej w czasie konwentów. Nie mam nic więcej do powiedzenia i nie zmienię zdania na temat Renaty. Jest wariatką, o której prawie nic nie wiedziałam i z którą się nie kontaktowałam. Z trudem ją sobie przypomniałam z podstawówki. Nie jest moja krewnią, a Roman nie jest moim mężem. Rodzice Renaty nie są moimi krewnymi także. To nie są moi „zastępczy rodzice”. Nie ukradłam nikomu dyplomu, a moja mama była neurologiem, szczutym przez ten sam gang.

Mam dosyć debili, którzy kolportują te wszystkie kłamstwa o mnie i którzy upralibyście mnie „leczyć” (czyli zniszczyć) , żeby tylko zrobić przyjemność wariatom. Macie o mnie zapomnieć, grzecznie proszę, i zamknąć mordy. Renata nie jest żadna skrzywdzona pisarką. Obraziliście mnie tak bardzo, że w życiu nie powiem nic dobrego o Avangardzie. Enablerzy Renaty i Romana jak najbardziej przestawiali się jako osoby reprezentujące ten klub. Przynieśli wstyd klubowi. Nie dziwcie się więc, że zawsze będę odradzać moim zagranicznym znajomym organizowanie dużych imprez w Warszawie.

Dodaj komentarz