Spotkania

O ile dobrze pamiętam, jeszcze przed rokiem 1990 uczestniczyłam w spotkaniach klubu fantastyki z Warszawy, który jeszcze wtedy oczywiście nie nazywał się Avangarda. A w każdym razie tak mi się wydaje. Było bardzo miło, bo zostałam powitana jako córka mojego taty, Mariana, który też uczestniczył w pracy klubu. Wciągnął mnie któryś ze starszych fanów, który go pamiętał. Ale oczywiście było miło tylko do czasu.

Gang schizofreników z mojej podstawówki (czyli między innymi Roman, który nie jest moim mężem oraz Renata, która nie jest moją siostrą cioteczną) zaczął od tamtego momentu zaszczuwanie mnie i wynajdowanie sobie kolejnych enablerów. Przez tych ludzi jestem zaszczuwana do obecnej chwili. I z tego, co się zorientowałam, nic się zmieniło, bo nadal – jak w roku 2000, za co już byłam niby przepraszana (chociaż tylko na pokaz, aby uspokoić ważnych fanów) – odrzucono mi prelekcję. Naprawdę nie jestem osobą, którą opisuje Renata i Roman, czy też ich bliscy. Nic, co mówią na mój temat, nie jest prawdą. Na blogu jest moja apostazja – więc widać, że nigdy nie byłam religijna. Wrzuciłam też zaświadczenie o stanie cywilnym, więc nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”, która niby jest „byłą kurwą”. Zdobyłam też dokument, który przedstawia moje prawo do lokalu, w którym mieszkam. Jak najbardziej legalnie odziedziczyłam je po mojej mamie, Helenie Wieczorek. Oczywiście wariaci twierdzą, że moi rodzice nazywali się Halina i Mariusz, ale to tylko świadczy o tym, jak bardzo mnie nie znają i jak bardzo nic nas nie łączy, szczególnie więzy rodzinne.

Jedyne, co mogę powiedzieć to, że fandom mnie nie chce. I że pozbył się mnie, tak jak pozbył się pewnego pisarza z Krakowa. Osoby, które przyjmują zaproszenia klubu, który nadal składa się z enablerów oraz samych schizofreników, naprawdę stoją po złej stronie barykady. Mojego znajomego pisarza oskarżała o gwałt pewnie ta sama wariatka, która twierdzi, że mój tata ją zgwałcił. Ten urojony gwałt został bardzo poważnie potraktowany przez moją rodzinę i mój tata złożył na Policji dokumenty, które dowiodły, że znajdował się w tamtym czasie za granicą. Nic mnie z tą „obrażoną” schizofreniczką nie łączy. Nie jest moją krewną, jest tylko imbecylem, który się nie leczy, a którego poznałam w podstawówce. Pech chciał, że doznała na moim punkcie takiej obsesji, że razem z rodziną za mną i moim tatą pośpieszyła do fandomu.

Jedyne co mogę powiedzieć to, że jako osoba wygnana przez schizofreników z fandomu, znajduję się w dobrym towarzystwie. A Avangarda śmierdzi i nie zamierzam przepraszać żadnej schizofreniczki w imieniu mojego ojca. Ja też nie mam, za co przepraszać.

I gówno mnie obchodzi fandom. Jedyne moje przesłanie jest takie – leczcie już, kurwa, tych schizofreników. Ale nie spodziewajcie się, że mnie kiedykolwiek zobaczycie w Warszawie.

Dodaj komentarz