Głupi pan B.

Znany w warszawskim fandomie pan B. podaje się za mojego psychiatrę. Jest to idiota, który tylko twierdzi, że jest moim psychiatrą. Co więcej uważa też, że Roman jest moim „mężem”, a Renata „siostrą”. Uważa, że rozmawiał z moimi „rodzicami” – znaczy się zastępczymi, czyli tak dokładniej rozmawiał dokładnie z ludźmi, którzy są dla mnie nikim. Tak się składa, że Barbara i Ryszard są wariatami, którzy gnębią moją rodzinę od czasów mojej podstawówki. Pojawili się mojej szkole, twierdząc, że są moimi „nowymi rodzicami”. Ludzie całkowicie ze mną nie spokrewnieni zaczęli cierpieć na bardzo silne urojenia na mój temat i wciągnęli w to kilka osób z Avangardy już wtedy.

Skończyło się to tym, że zniszczono mi karierę sportową, życie osobiste oraz życie zawodowe, nawet w zawodzie nauczycielskim z powodu „opieki” tych wariatów oraz ich enablerów mam polokowane awanse, ponieważ rozpadłam psychicznie tak bardzo, że nie jestem w stanie wypełnić warunków, żeby awansować. Jednym słowem, moje życie to piekło. Czyste, żywię piekło. Mówię to szczerze, bo już wielokrotnie, gdy miałam założyć rodzinę lub robić coś ciekawego zawodowo, to uruchamiali się wariaci oraz ich wielbicie i niszczono mi wszystko, sabotując, co tylko się da. W życiu tym osobom nie podziękuję, bo włożyli mnóstwo wysiłku, alby upewniać prześladujących mnie wariatów, że robią dobrze i już zawsze będą chronieni.

Przeraża mnie, że wzięli w tym udział psychiatrzy. Tak się składa, że jestem z lekarskiej rodziny i już w dzieciństwie przeczytałam studencki podręcznik psychiatrii mojej siostry, więc wiem, na jakiej podstawie wolno diagnozować ludzi. Na pewno nie są to szlochy schizofreników oraz ich urojenia. Schizofrenicy z reguły mają zwyczaj pomawiać swojej ofiary o chorobę psychiczną i szczuć na nich psychiatrów i psychologów. Dlatego też wolno diagnozować tylko na podstawie tego, co mówi im diagnozowany człowiek i tylko w gabinecie, do którego sam z własnej woli przyszedł. Inaczej popełnia się bardzo duży błąd medyczny. Psycholodzy wiedzą, jak mnóstwo można popełnić błędów poznawczych i jak bardzo można się pomylić w ocenie. Istnieje też zakaz diagnozowania na podstawie tego, co mówią krewni (bo to oni mogą być problemem), więc tym bardziej nie diagnozuje się na podstawie wynurzeń ludzi, którzy są „krewnymi” tylko z urojenia.

Abslutnie bezczelny pan B. oraz jego głupia córka – tak samo jak państwo Ch. – prześladują mnie od dzieciństwa, wmawiając mi, że nie jestem osobą, za którą się podaję i że moje dane osobowe są sfałszowane. Wszyscy razem zniszczyli mi całe życie. Tak samo zniszczyli Krystynę, która nie powinna wierzyć, że mąż (szczególnie taki, który sobie tylko uroił, że jest mężem) może dysponować czyimś majątkiem czy własnością intelektualną. Żaden mąż czy też „mąż” nie jest właścicielem niewolnicy i nie może nią dysponować. Ale się nie dziwię takiemu podejściu Romana – jak mi powiedział – jego mama była prostytutką i to zajęcie przejęła potem jego siostra. Nie dziwi mnie więc, że ma pojęcie o relacjach międzyludzkich godne alfonsa.

A co do państwa B. mogę powiedzieć tylko jedno – napadli na kogoś, kto wciągnąć w latach dziewięćdziesiątych tak podręcznik błędów medycznych, więc jestem gotowa, aby wyłapywać błędy lekarzy prowadzić w takich sprawach śledztwo. Jeśli przedstawiam się jako profiler medyczny, to jest to prawda, bo wiem, jakie przepisy prawa o zawodzie lekarza zostały złamane podczas niszczenie mi życia na zamówienie schizofreników.

Za mną stoją dokumenty opublikowane na blogu. Nie jestem mężatką, a moi rodzice nie nazywają się Mariusz i Halina. Mój tata jest pomawiany o gwałt, za to gwałcicielami byli jak najbardziej ojciec Romana i jego kumpel Ryszard.

Z państwem B. – tak samo jak z kilkoma innymi przedstawicielami warszawskiego fandomu – zamierzam widzieć się już tylko w sądzie. Tym bardziej, że Ani Brzezińskiej nic złego, wbrew pomówieniom państwa B oraz wariatów, nie zrobiłam. Jest ofiarą pomówień tego gangu schizofreników, tak samo jak ja i też była przez nich atakowana. Sama widziałam ataki Ryszarda na nią.

Dodaj komentarz