Archiwum kategorii: Różne

Wizja lokalna

Jakiś czas temu miałam problemy z bardzo głośnymi sąsiadami z sąsiedniej klatki. Organizowali tak głośne imprezy, że ściana pomiędzy naszymi mieszkaniami drżała. Pewnej nocy nad ranem tak się tym wkurzyłam, że zaprosiłam patrol Policji. Czyli, mogę to tak nazwać, nastąpiła wizja lokalna. W moim mieszkaniu było tak głośno, jakbym to ja odtwarzała muzykę. Przy czym sąsiedzi mają gust muzyczny zupełnie inny od mojego. Był to dodatkowy element, który mnie wkurzył. Z metalami bym się inaczej dogadała.

Jak zwykle w takich sytuacjach, policjant i urocza policjantka sporządzili notatkę służbową. Po kolejnym moim e-mailu do Dzielnicowego, bo imprezy trwały dalej, sąsiedzi się uspokoili. Jak rozumiem sprawa przybrała tok na tyle oficjalny, że do sąsiadów dotarło, że nie są bezkarni i że nie należy się tak zachowywać. Wcześniejsze działania przez Spółdzielnię i moje skargi na nich nie przyniosły skutku.

A dlaczego o tym piszę? Oczywiście warto, żeby ludzie wiedzieli, jak sobie radzić z takimi sąsiadami, ale też ta wizja lokalna ma znaczenie dla moich spraw osobistych. Dowiedziałam się, że Barbara rozpowiada, że w tamtym okresie Roman mieszkał u mnie i że moje opowieści o głośnych sąsiadach pochodzą z moich urojeń. Wizja lokalna Policji temu przeczy, policjanci żadnego faceta u mnie nie widzieli, specjalne im na to zwróciłam uwagę. Tak samo słowom schizofreniczki przeczy historia moich sąsiadów, którzy mają swoją teczkę na Policji i wobec których wyciągnięto konsekwencje.

Policja dokładnie widziała, że mieszkam sama i że sąsiedzi są głośni. Same słowa wariatki Barbary nie wystarczą, żeby mnie do związku z Romanem zmusić, a wszystkie osoby, które zostały przez nią na tyle uwiedzione, że mi nie wierzą, stały się moimi osobistymi wrogami w fandomie. Ani Barbara „nas” (czyli niby mnie z Romanem) u mnie nie odwiedzała, ani nikt z tej schizofrenicznej rodziny nie był na naszym ślubie.

Wypraszam sobie takie opowieści o mnie.

Podejrzewam, że wiecie, o kim – jako moim osobistym wrogu w fandomie – mówię.

Nikt

Schizofreniczka Barbara to jest w fandomie nikt. Nie zna nikogo, ale jednak podaje się za kogoś, kto zna wszystkich. Nie byłoby problemu, gdyby kończyło się na przechwałkach tej pani, kogo to nie zna. Niestety udaje też osobę, której wszyscy się zwierzają i ma śmiałość przemawiać w imieniu tych ludzi. Okłamuje swoje otoczenie oraz prowadzi swoje schizofreniczne intrygi w celu łączenia oraz rozłączania różnych par. A wszystko, co robi i mówi, bazuje wyłącznie na jej urojeniach, bo nie zna nikogo.

Naprawdę ani ja, ani Piotr z nią nie rozmawialiśmy. Piotr przed nią zawsze uciekał. Wyszła z niej klasyczna schizofreniczka, bo jej psychoza wybiła pod niebo na widok zwitku pieniędzy, który Piotr mi wsadził jako swojej narzeczonej do kieszeni. Jest to babsko, którego nie cierpię i przed którym uciekam.

Niestety głupie romansiary nie chcą przyjąć do wiadomości, kim w rzeczywistości jest Barbara, tylko śnią swoje sny o dzianych facetach, bo wystarczą im zapewnienia schizofreniczki, aby już uważać się za żony czy narzeczone różnych panów. Barbara w ramach swoich urojeń rozdaje też pierścionki „zaręczając” ludzi bez ich wiedzy. Takie postępowanie jest całkiem zwykłe dla schizofreników, którzy w takiej sytuacji mogą posługiwać się tanimi blaszanymi pierścionkami jako „dowodami” na prawdziwość swoich urojeń.

WIem to z najlepszych źródeł, rozmawiałam na przykład z ojcem Piotra po jego śmierci na ten temat i wiem, że Piotr się z pewną Anną nigdy nie zaręczał. Ojciec Piotra został napadnięty w czasie konwentu, bo gang schizofreniczek zaczął się domagać spadku dla pewnej Anny, która miała być niby wielką miłością jego syna. A przynajmniej tak było według urojeń Barbary.

Tata Piotra jest kolejną osobą, która w końcu przyznała mi rację, że konwenty Avangardy są szkodliwe dla zdrowia psychicznego z powodu krewnych Barbary. Ten człowiek po zaszczuciu przez nich musiał korzystać z pomocy psychologa. I jak zwykle dzieje się w przypadku zaszczucia, nie jest w stanie o tym opowiadać. Wstrząs i trauma są zbyt duże, żeby się bronić skutecznie. Ofiary schizofreników z reguły milczą i cierpią.

Anna mi powiedziała, że w ogóle nie wiedziała, co się dzieje i że nie chce ponosić odpowiedzialności za urojenia Barbary. Jeśli mnie kiedyś atakowała, to dlatego, że nie rozumiała, co się dzieje. Barbara i jej krewni sterroryzowali ją, gdy jeszcze była dzieckiem i potem cały czas kontrolowali, utrzymując w stanie zależności. Anna już się wyleczyła z tego, jak usłyszałam.

Przed Barbarą należy ostrzegać. Nie może więcej niszczyć żadnych par czy szczuć idiotów na pożądnych ludzi. A wariatki z jej rodziny nie dostaną ani grosza, nie ważne ile osób zaszczują z wynikiem śmiertelnym, czy doprowadzą do kolejnych wypadków. Te lafiryndy nie są żadnymi moimi „córkami” czy „wnusiami”. Nie ma pomiędzy nami żadnego pokrewieństwa. Dlatego też proszę mnie z nimi nie łączyć. Trzeba im zawsze powtarzać, że nie ma ich w moim testamencie, ani nie ma żadnych automatycznych przelewów, które ruszą z konta po mojej śmierci. Bo takie są typowe urojenia morderczych schizofreników.

To są dla mnie obce osoby.

Jeśli o mnie chodzi, to cały fandom może być ich. Niech się dalej pysznią i schizofrenicznie przechwalają, kim to niby nie są. Ale ja tego nigdy nie potwierdzę.

Mogę się najwyżej nabijać z ludzi, którzy im wierzą.

Dzwonek

Mój schizofreniczny wielbiciel utrzymuje przed swoimi znajomymi idealną fikcje według, której się ze mną „pogodził” i u mnie mieszka. A w każdym razie tak podejrzewam, bo w nocy, gdy zmiany kończą się w sklepach typu Biedronka lub Żabka, regularnie budzi mnie znowu dzwonienie do drzwi. Jak rozumiem, znowu zaostrzyła mu się psychoza i myśli, że u mnie mieszka.

Na całe szczęście sypiam ze stoperami w uszach, więc się za bardzo nie przejmuję. Nie mam już też psa, więc nie budzi całego bloku szczekaniem, ale dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy jeszcze żyła moja mama, całkowicie to olewam. Sąsiedzi są ostrzeżeni, że jest to niebezpieczny wariat, zresztą też go zgłaszali Policji, więc oni też się nim nie przejmują. Wariat woli – jak mi kiedyś powiedział – popołudniowe zmiany, bo „rano się modli”, więc mam nadzieję, że w dzień mnie nie będzie nachodził.

Na całe szczęście rano nie ma po nim już śladu. Ale gdy byłam studentką, często napotykałam tego wariata skulonego koło drzwi, ale cóż można było zrobić, po prostu go mijałam. Jego równie chory psychicznie ojciec napadł na mnie psikając mi sterydem do oczu, ale na całe szczęście udało się w większości uchronić wzrok, bo się zasłoniłam. Moja mama lata temu, nie miała tyle szczęścia, gdy została tak zaatakowana na ulicy. To nie jest prawdą, że to bydle jest w stanie „przepowiedzieć przyszłość” – po prostu wywołuje u różnych ludzi ślepotę, którą przepowiada, specjalnie. Ja też byłam tym szantażowana, tak samo jak tym, że zabije moich przyjaciół. I owszem dwójka z nich (a także John) została tak potraktowana, że popełnili samobójstwo.

Bardzo źle się stało, że cała masa osób, w tym psychiatrzy, postanowiło podtrzymywać jego urojenia. Psychiatrzy to debile, przepraszam że pisze o tym tak całkowicie bez ogródek, ale ludzie powinni pamiętać, że diagnozuje psycholog kliniczny, bo psychiatrzy sami z siebie nie potrafią zorientować się, kto jest kim. Rozmawiałam o tym z ojcem Michała i naprawdę nie zna listy typowych zagrań oraz urojeń schizofreników. Jest to osoba, która – tak samo jak inni lekarze – bez problemu daje się wciągnąć schizofrenikom czy ich enablerom w urojenia. W pracy ma przy sobie psychologa i robi dokładnie to, co chce psycholog, więc nie popełnia błędów w diagnozie. W życiu osobistym okazał się być kimś równie bezradnym, jak dziecko we mgle i kupił wszystkie pseudo-diagnozy wariatów. Którzy – jak wiedzą psycholodzy kliniczni – z reguły oskarżają swoje ofiary o psychozy, bo te nie chcą potwierdzić ich urojeń, a potem dążą do tego, aby świat realny zgodził się z ich urojeniami. Nie wolno im na to pozwalać.

Ale bardzo szybko się Profesorowi polepszyło, gdy zobaczył moje dokumenty, w tym też wypis ocen ze wszystkich kierunków, jakie studiowałam. Bardzo się zdziwił. Najbardziej tym, że nie jestem z Gdańska, bo schizofreniczna wersja mojej biografii głosi, że urodziłam się we wsi pod Gdańskiem, a moi rodzice – krewni rodziców Romana – mieli tak młodo zginąć, że po adopcji to Barbara i Ryszard mieli zostać moimi rodzicami chrzestnymi.

Tak więc musze dokładnie powiedzieć jedno. Jest tylko jedna Małgorzata Wieczorek i pochodzi z Warszawy. Przybrana córka Barbary i Ryszarda, która miałaby się z Romanem wychowywać i w nim zakochać, jest bytem całkowicie urojonym przez tę cholerną rodzinę schizofreników. Istnieje tylko ta osoba znana z internetu, która nie chce mieć nic z nimi wspólnego, bo zniszczyli jej oraz jej znajomym i ukochanym życie.

I wcale nie wyjechałam do Stanów, chociaż bardzo chciałam uciec przed tą rodziną schizofreników, bo zakatowali mnie psychicznie, aż do wystąpienia amnezji i wywołania u mnie sztucznej osobowości, jak to lubią robić schizofrenicy wmawiający swoim ofiarom chorobę psychiczną i że tylko oni znają prawdę, więc tylko ich trzeba słuchać.

Mam dosyć, bo ta procedura została na mnie wykonana już kilkakrotnie, zawsze po tym gdy moi prawdziwi przyjaciele stawiali mnie na nogi i walczyli z moją amnezją. Naprawdę wszyscy zamieszani w nękanie mnie enablerowie powinni już dawno mieć ostrzeżenia z Policji czy też rozmowy wyjaśniające. Ale tego niestety też zabrakło. Zabrakło tez usunięcia ze środka jeziora drzewa ściętego przez dwójkę chorych psychicznie ludzi, którzy tą zastawioną pułapką mi się pochwalili. Takie drzewo w wodzie to recepta na wypadek wprost z podręcznika, który z reguły jest śmiertelny. Naprawdę trzeba się przyjrzeć pracy Policji, bo zawodzi regularnie wszystkie osoby, które są nękane przez Opus Dei czy innych wariatów.

Moje dokumenty, mam nadzieję, mówią wszystko. Nie jestem tą osobą z urojeń Romana, chociaż to do mnie się regularnie dobija i o mnie puszcza te wszystkie kłamstwa.

Przepis na katastrofę

Jak już gdzieś wspomniałam, Kościół Rzymsko-Katolicki wśród swoich wszystkich dziwnych dokumentów ma także instrukcję dla katechetów, z której istnienia wiele osób nie zdaje sobie sprawy, za to aż zbyt wiele dzieci i dorosłych padło ofiarą jej funkcjonowania. I jak usłyszałam od pewnego zawodowego katolika, nikt się z niej nie wycofa.

Instrukcja głosi, że w razie zagrożenia ateizmem, a ateizm podobno grozi każdemu dziecku, które nauczone jest myśleć samodzielnie i podważa autorytet katechety, ów katecheta ma obowiązek wprowadzić program naprawczy. Jednym słowem, nie wolno w niczym poprawiać katechety, ani mówić, że rodzice nauczyli czegoś innego. Ja w takiej sytuacji usłyszałam, że to katecheta wychowuje dzieci, a nie rodzice. Nikt się podobnej akcji nie spodziewał, mnie zatkało, bo buta, tępota i poczucie bezkarności, aż biły z tej zakonnicy, która podobno należy do wyznania, które wedle przechwałek kieruje się miłością, a jego funkcjonariusze mają traktować ludzi z pokorą.

W momencie, kiedy katecheta poczuje się urażony w swoim autorytecie, zgłasza się do najbardziej szanowanej osoby w parafii i prosi o „opiekę” nad dzieckiem. W moim przypadku byli to schizofrenicy, którzy od razu zaczęli katechetce „uzupełniać” swoimi urojeniami „wiedzę” o mnie i mojej rodzinie. Oprócz grożącego mi ateizmu, rozpoznali u mnie – a raczej ta zakonnica, bo na nią zawsze się powoływali – „zagrożenie prostytucją”.

Żaden katecheta nie był uczony rozpoznawania demoralizacji u kogokolwiek. Profilerzy i psychoterapeuci za to są uczeni oceniania ludzkich charakterów w czasie rozmowy oraz rozpoznawania demoralizacji. I wiem, jakimi wytycznymi oni się kierują i wiem, że takie bezzasadne wpierdalanie się w różne rodziny, zastępowanie organów państwowych oraz pomówienia ludzi, którzy są ideałami, świadczą o demoralizacji. I to ze strony Kościoła i narzuconych mi „opiekunów”.

Najzabawniejsze jest w tym momencie, że profilerzy nie mają najmniejszej wątpliwości, że wokół Kościoła Rzymsko-Katolickiego z reguły gromadzą się najgłupsze jednostki, osoby chore psychicznie, a także przestępcy. Jest to logiczne, ponieważ z reguły przestępcy są najgłupsi, ale też najbardziej zabobonni, więc zrobią wszystko, żeby sobie zaskarbić przychylność Nieba. Dodatkowo wielu przestępów to wręcz schizofrenicy, któ mają problem z utrzymaniem pracy (lub w ogóle samą pracą) a za coś muszą żyć. Schizofrenicy są też zawodowymi oszustami. W tym momencie proszę się nie dziwić, że najmądrzejsze rodziny są – zdaniem katechetów legalnie – niszczone przez Kościół, który nie chce oddać ani odrobimy swojej władzy nad społeczeństwem.

Aż nie chce mi się wyliczać wszystkich przestępstw, jakie Kościół popełnił wobec mnie oraz moich bliskich oraz przyjaciół. Prokuratura nie zainteresowałaby się, gdyby nie fakt, że jestem też po przodkach obywatelką innych państw i ambasady bardzo głośno zaczęły warczeć, bo udało się je poinformować, co się dzieje. W innym przypadku takie sprawy zaszczucia, jak ja zostałam zaszczuta, nawet nie trafiają do prokuratury. I Policja ma w dupie, że ktoś jest całkowicie nielegalnie całe życie zaszczuwany przez wariatów oraz kler. Różne rzeczy powinny dziać się z automatu (czyli z urzędu), bo ofiara traci pamięć i nie jest w stanie się skutecznie bronić przed wariatami oraz ich enablerami. Ale z reguły Policja ze spokojem obserwuje, jak kolejne osoby są niszczone, aż się zabiją, bo uniemożliwia im się życie, tak złe warunki zapewnia obowiązujące w Polsce prawo i tumiwisizm policjantów, ktorzy nawet nie robią tego, co już jest w ich obowiązkach zgodnie z obowiązującym prawem.

Wymienianie przestępstw, jakie wobec mnie popełniono, można zacząć od pomówień, nielegalnego zaręczenia z wariatem, który mnie nęka do tej pory. Podobno to taka praktyka znajdywania takiemu dziecku jak ja jakiegoś schizofrenicznego narzeczonego lub narzeczonej jest całkowicie znormalizowaną praktyką Kościele. Chodzi o to, aby dopilnować, że ateiści oraz ludzie niepewni ideologicznie się nie rozmnożyli. Osoba Romana miała zagwarantować, że nie tylko będę będę się modlić, ale też moje ewentualne dzieci będą wychowane w „odpowiedni” sposób. Moja katechetka posunęła się też do zapewnień, że Kościół upewni się, że jeśli odrzucę Romana, to nie uda się z nikim innym związać i nie będę mieć żadnych dzieci. Nabijała się ze mnie wprost, no bawiło ją moje przerażenie, że chce mnie wbrew mojej woli związać z takim tępym i chorym bydlakiem. Ta zakonnica nie wie, że będę się mścić do końca świata, do ostatniego oddechu. Ale się nigdy nie dam się rzucić na kolana i nie zaakceptuję warunków Romana.

Dalej mogę ciągnąć oskarżenie Kościoła, dodając rozpowszechniane kłamstwa na mój temat, próby wyrzucenia mnie z pracy oraz zastraszanie, które przyjęło poziom kryminalny. Celowe wywoływanie syndromu sztokholmskiego i nieliczenie się z moją wolą, to kolejne elementy tej układanki. Trafiły mnie też nielegalne egzorcyzmy, bo mój oficjalny „opiekun” z Kościoła się na nie zgodził. Przy czym nikt nie ma prawa mnie ubezwłasnowolnić poza salą sądową. No, ale Kościół widocznie uważa inaczej.

Pewien znajomy zawodowy katolik – który mi wcześniej powiedział, że „działa w imieniu Kościoła” – twierdzi, że nie wiedział, co to znaczy, że moi „opiekunowie z Kościoła” są chorzy psychicznie, ale śmiem w to wątpić. W najlepszym wypadku go to nie obchodziło, bo kontakty z tymi ludźmi zawsze były korzystne dla jego kariery. I zawsze gdy mu się tłumaczyło, jaka jest prawda, to wbrew prośbom zawiadamiał ludzi, którzy kontynuowali niszczenie mnie i o których już było wiadomo, że są niebezpiecznymi schizofrenikami. Może ściemniać, że nie wiedział, jak bardzo są chorzy, ale prawda jest taka, że w rozmowie ze mną wygadał się, że wie, że trzeba z nimi „specjalnie postępować” i że „mnie tego nauczy”. A zasada w kryminologii jest jedna – to zdrowi psychicznie zawsze wykorzystują chorych i bardzo proszę się tym kierować przy ocenie postępowania Kościoła.

Ryszard i Barbara twierdzą, że są nie tylko moimi „opiekunami z Kościoła”, ale zaczęli też cierpieć na ciężką psychozę na moim (i moich bliskich) tle i wedle ich urojeń są nie tylko moimi krewnymi, ale też adoptowali mnie, gdy moi rodzice zmarli, kiedy byłam jeszcze niemowlęciem. To oni podobno mieli mnie trzymać do chrztu. Jest to bardzo zabawne i przerażające, bo oboje moi rodzice chrzestni, czyli Anna i Waldemar jeszcze żyją. Przy czym schizofrenicy twierdzą, że chrzcili mnie w Gdańsku, co akurat łatwiej od imion rodziców chrzestnych zweryfikować. Jak najbardziej parafia z mojego potwierdzenia apostazji jest warszawska. Nie urodziłam się też w żadnej wsi pod Gdańskiem.

Gdyby oboje moim prześladowcy nie mieli uprzywilejowanej pozycji w Kościele, to już dawno udałoby się ich namówić na leczenie. Kolejnym problemem jest, że Kościół Rzymsko-Katolicki, gdy tylko gdzieś zidentyfikuje schizofreników, to robi sobie z nich świętych i zaczyna razem ze schizofrenikami zaszczuwać ich ofiary.

Jedyne co może zrobić uczciwy człowiek w tym momencie, to ruszyć na wojnę z zabobonem i Kościołem. Kościół nie zrezygnuje ze swojego kultu świętych schizofreników, bo potrzebują takich ludzi. Nie tylko do robienia szopki z kolejnych beatyfikacji kanonizacji, ale też są potrzebi do takich akcji, jakie spotkały mnie oraz mojego tatę we Francji. Jak wszyscy wiemy, księża i zakonnice muszą – samo to usłyszałam – dbać o swój autorytet. Więc wierni powinni bać się tego, że gdy podpadną, to za księdza lub zakonnicę zemści się nasłany schizofrenik, którego już się nie da zatrzymać, bo kieruje się obsesyjną chęcią wzbogacenia.

Za wiele już osób zostało tak potraktowanych przez Kościół. Istnienie tej instrukcji to skandal taki, że brakuje mi słów. Mam nadzieję, że do odpowiednich ludzi trafi moja opinia o takim postępowaniu. Bo jest haniebne i prowadzi do łamania praw człowieka, ale to może jakiś prawnik już na sali ludziom Kościoła to wytłumaczy.

Poza salą sądową nie chcę nikogo z Kościoła oglądać.

Żeby rozmawiać z jakimkolwiek księdzem czy zakonnicą musiałabym się wcześniej dowiedzieć, że zrezygnowali z kultu „świętych” schizofreników, do których mówi Bóg, i wycofali krańcowo nielegalną instrukcję dla katechetów. Współistnienie tych elementów sprawia, że mamy przepis na idealnie powtarzalną tragiczną katastrofę, która kosztuje rocznie wiele ludzkich żyć, zaszczutych za „ateizm” albo „prostytucję”.

Dla zarysowania dokładniejszego kontekstu dodam, że zdaniem Romana noszenie szortów w upał, to dowód na moją „demoralizację” oraz prostytucję. Nawet stożkowe kadzidełka zdaniem tej rodziny służą do „kurwienia się”. Nie mówiąc, o krótkich letnich sukienkach bez ramion czy pleców. Bo one też używane są w zawodzie prostytutki podobno. Tak, nie przesłyszeliście się, letnie bawełniane sukienki bez rękawów są czymś, co zdaniem moim „opiekunów z Kościoła” używa się wyłącznie w burdelu.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałabym się przegrzewać, lub wyglądać gorzej niż mogę w czasie jakiejś gali. Nie obchodzi mnie zdanie Opus Dei, bo nigdy nie chciałam zostać zakonnicą. A moja mam nigdy nie była prostytutką, co dalej ci wariaci rozpowiadają.

Przy okazji – właściciel firmy odzieżowej to nie jest krawiec. Więc zamknijcie mordy, kurwy, bo nie pozwolę tak o pewnej ważnej dla mnie osobie mówić.

Romansiary

Jest pewien gatunek kobiet, nad którymi mogę tylko załamać ręce, bo nijak nie można się z nimi dogadać, tak bardzo bazują na płytkich emocjach wywoływanych przez (nie)odpowiednie kody kulturowe. Przy czym najczęściej te panie są narcyzami i tylko z rozbawieniem można obserwować ich działania, które przepełnia przekonanie, że są obiektem dozgonnej miłości.

A na czym bazuje to przekonanie o dozgonnej miłości jakiegoś dzianego faceta? W znanych mi przypadkach na bełkocie schizofreniczki, która od lat intryguje, łącząc i rozdzielając pary zgodnie ze swoimi urojeniami. Sama usłyszałam, że pan X jest dla pani Y, bo tak „chce Barbara”, więc „mam się odczepić”. No cóż, próbowałam uciec do Stanów i to dwa razy, ale to też mi zablokowano i zakatowano mnie psychicznie, aż do wystąpienia amnezji. Gdym uciekła do Stanów, to nie byłoby problemu, że „się czepiam”, bo bym była z kimś zupełnie innym. Nie odpowiadam też za to, z kim mnie „shippuje” środowisko fantastów. Piotr był też wbrew własnym chęciom łączony z różnymi paniami. A z Agą ożenił się, bo – jak mi powiedział – stracił nadzieję.

Powiedzmy sobie szczerze, romansiary, których uczuciami można tak łatwo manipulować, nie zastanawiają się, że w zasadzie kierują się niesprawdzonymi plotkami, które pochodzą z ust wariatki. Nakręcają się maksymalnie na temat faceta, z którym nawet nie zamieniły ani jednego słowa. Ja byłam inaczej wychowywana. Wiem, że muszę zawsze poznać danego gościa, przekonać się kim jest, żeby zacząć się zakochiwać. I nawet pójście do łóżka nie oznacza dla mnie dozgonnej miłości, bo znam różnicę między przywiązaniem, a pożądaniem. Pożądać można nic wartego sprzątacza. To nie jest człowiek, z którym należy wiązać większe nadzieje na stały związek, nawet jeśli człowiek da się po pijaku (bo inaczej nie przypuszczam, żeby to było możliwe) uwieść. Przy czym – wracając do prześladującego mnie schizofrenika – magazynier Roman nigdy dla mnie nie był atrakcyjny. Naprawdę nie jest kuzynem Piotra, czy też innym synem multimilionera czy dziedzicem LPP. Ale przede wszystkim jest bezdennie głupi i chory psychicznie. Naprawdę nie mam nic wspólnego z facetem, który oczekuje, że powinnam się modlić kilka godzin dziennie.

Niestety romansiary kierują się prostymi odruchami wytrenowanymi na licznych romansach. Wystarczy im powiedzieć, że jakiś facet w kimś się kocha i już rzucają się na babkę taką jak ja, żeby niszczyć ją za to, że nie chce być z takim „cudownym” zakochanym facetem. A prawda jest taka, że facet nie jest wcale taki cudowny, bo jest tępym imbecylem schizofrenikiem, który jest jeszcze większym potworem niż ten pokazany w filmie Pomoc domowa. Nigdy z nim nie byłam, jestem wściekła, że w środowisku fanów i pisarzy sf-f uchodził on za mojego „męża”.

Bardzo długo rozmawiałam z Romanem, żeby wyrobić sobie o nim zdanie i przypomnieć sobie wcześniejsze spotkania, więc nie mam wątpliwości, kim jest. Do tego szkolono mnie w ocenianiu, a także w diagnozowaniu ludzi podczas rozmowy, więc się nie mylę. Przy czym odsłonił się przede mną tak bardzo, że bardziej się nie da. To ofiara zawsze najlepiej diagnozuje schizofrenika.

Z drugiej strony romansiary, które wlatują w mentalny związek z mężczyzną, który nawet o nich nie wie, bo usłyszały kilka słów od wariatów, nie zastanawiają się, z kim w ogóle chcą się związać. Wystarczy, że jest bogaty i jest szlachcicem. Nic o nim więcej nie wiedzą i nie chcą wiedzieć. Bo uważają, że jest to niepotrzebne.

Na czymś takim, bez jakiejkolwiek wspólnoty zainteresowań, nie da się zbudować związku. Prawdziwe życie nie wygląda jak w romansach, a nawet w nich obie strony rozmawiają ze sobą, mają jakieś interakcje, pokonują przeszkody, aby być razem. Nie łączą ich żadne schizofreniczki, czy inni pośrednicy. Współczesne pary to nie są jakieś małżeństwa dynastyczne, żeby wysyłać posłów oraz okazywać konterfekty.

Romansiara może nawet nie wiedzieć, jak wygląda dany facet, a już jest gotowa za niego wyjść, bo usłyszała kilka słów z niepewnego źródła.

Wiem, że ja i moi znajomi będziemy czekać na dalszy rozwój sytuacji. Popcorn już się grzeje.

Rodzice

Zostałam poproszona w czasie robienia mi de-programmingu, abym coś, co wmówili mi schizofrenicy, sprostowała. Nycz nie rozmawiał z Johnem, nie poznał go w ogóle. Rozmawiał z nim Ryszard i to on Johna okłamał, twierdząc że był na moim oraz Romana weselu. Wydawało mi się to nieprawdopodobne, ale przypomniano mi, że John tak samo jak Bret nauczył się polskiego. Wygląda to na tradycję świata metalu, że zadurzeni faceci uczą się języka wybranki, nawet jeśli zna angielski. Dla mnie praktycznie eponimem takiej postawy jest Marty Friedman, który postanowił się nauczyć japońskiego dla swoje ukochanej i już praktycznie jest Japończykiem. Był w swojej Japonce po uszy zakochany już wtedy, gdy poznałam jego zespół w latach osiemdziesiątych.

Schizofrenik Ryszard rozmawiał z Johnem po polsku i zaszczuł go aż do popełnienia samobójstwa, bo inaczej nie potrafię tego nazwać, skoro dostarczył Amerykaninowi środki przeciwwymiotne, aby ten się skutecznie i szybciej zapił.

Przypomniano mi, że John i Bret regularnie sobie dawali po mordach, gdy byłam zaręczona z Bretem. Tak więc Bret, jak i inni moi wielbiciele, wcale się nie zmartwił się, gdy schizofrenicy wypisali Johna ze świata żywych. Za to ja się wkurwiłam, bo mi zepsuto wyciąganie Johna z alkoholizmu, więc można powiedzieć, że wkurw był poniekąd zawodowy.

Wiem o co najmniej dwóch innych panach, którzy się nauczyli polskiego i do tego jeszcze żyją. Bo nie liczę Kruka oczywiście jako martwego, zabitego dla odmiany przez norweskiego schizofrenika.

Nie jestem żoną Romana i nie jestem kuzynką Ryszarda czy Barbary. Za schizofrenikami ciężko trafić, bo łżą świadomie, ale też przeżywają intensywne urojenia wywoływane w ułamku sekund. Nieprawdą jest, że moi rodzice zmarli, gdy byłam malutka, a oni mnie przygarnęli. Nie mam choroby psychicznej po tacie. Opowiadają o tej przypisywanej nam chorobie bzdury, na które łapią się psychiatrzy nie mający pojęcia, że nigdy nie rozmawiał ze mną psycholog kliniczny, a ci wariaci są dla mnie obcymi osobami. Mogą się najwyżej powoływać na jakąś „nielegalną adopcję”, bo podobno „Kościół im mnie dał’ – i owszem, są całkowicie przekonani, że są moimi właścicielami i mogą swobodnie mną dysponować.

I tutaj ciekawy fakt – to psycholog kliniczny diagnozuje i jego się słuchają psychiatrzy, bo lekarze są za krótcy, aby się połapać w siatce różnych dziwacznych prawidłowości. jakie prezentują w wywiadzie ofiary zaszczucia oraz sami schizofrenicy. Tylko psychiatrzy o tym zapominają. Powtórzę, nigdy nie badał sprawy psycholog kliniczny, dopiero po wielkiej awanturze zrobionej Policji, która powinna była mnie ratować przed schizofrenikami, a nie pozwalać, żeby mnie zaszczuwali całe życie, zaopiekował się mną biegły sądowy psycholog.

Mój tata zmarł, gdy miałam prawie siedemnaście lat, a moja mama opuściła ten świat gdy już byłam całkowicie samodzielna, bo kończyłam trzydzieści dwa lata. Brakowało mi trochę ponad miesiąc do urodzin.

Naprawdę nikt z rodziny Barbary czy Ryszarda nie miał powodów, aby się mną „opiekować”. Za to wymyślili sobie, że się na mnie wzbogacą, bo mam iść do klasztoru, a im oddać moje mieszkanie.

Chęć wzbogacenia się jest bardzo częstą motywacja schizofreników.

Szkoda tylko, że ludzie którzy słuchali tych zjebów, postanowili mnie zaszczuć i zniszczyli mi życie.

Polityk

Możecie mi nie uwierzyć, ale mój schizofreniczny wielbiciel zainteresował się mną w dzieciństwie, gdy się dowiedział, że mój tata był skarbnikiem w okręgu partyjnym PZPR. Tata był socjalistą z przekonań, ale członkiem partii był w zasadzie dla kariery, bo miał wcześniej nieprzyjemności ze względu na swoje arystokratyczne korzenie.

Roman do tej pory uważa, że dawna partyjność mojego taty pomoże mu w karierze politycznej, bo chce rządzić Polską. Nie wiem, w jaki sposób mój tata mógłby mu pomóc, bo nie żyje od 1985 roku, a i nic nie wiem o żadnych jego kolegach. Sam mój tata by miał ponad sto lat, gdyby żył. Nie mówiąc o tym, że PZPR to nie jest partia, która obecnie istnieje, czy też dobrze się kojarzy we współczesnym świecie.

Na całe szczęście ten zjeb Roman nie dostanie clearingu już nigdy. Nie pomogły mu takie wydarzenia, jak wdarcie się na działkę rodziców Michała. Roman był przekonany, że tam jestem, bo się z rodzicami Michała umawiałam na wyjazd, ale po atakach na siebie nie byłam wstanie tam dotrzeć. Niestety Roman usłyszał niegdyś od biskupa, że ma prawo być tam, gdzie i ja, więc postanowił przeleźć przez płot i zaczął mnie szukać. Oczywistym jest, że ten incydent został też zgłoszony Policji i intruz został z terenu działki usunięty. Ja się z Romanem tam nie umawiałam, w ogóle nigdzie i nigdy się z nim nie umawiałam.

Pamiętam tę działkę z początku lat dziewięćdziesiątych. Była powodem, dlaczego niektóre moje koleżanki uznały, że jestem „chora psychicznie”. Dowodem, jaki wyciągały, był fakt, że na działce rodziców Michała rosną palmy i bananowce. I że coś takiego w naszym klimacie może być tylko moim urojeniem. Tak się składa, że istnieją mrozoodporne palmy i bananowce, zresztą rodzice Michała nigdy nie oszczędzali na matach grzewczych. I mieli taki ogród, jaki chcieli. Zresztą taki szorstkowiec wytrzyma wszystko.

Nie wiem, czy na widok palm rodziców Michała schizofrenik Roman się zdziwił, czy też uznał, że to jest jego urojenie. Ale jakby nie było, Barbara postanowiła mnie w pewnym momencie „leczyć” terroryzując i zmuszając psychicznym naciskiem do wystawienia palm na balkon. Realizuję ten program, chociaż moja karłatka pewnie tego nie przetrzyma, bo jest mrozoodporna tylko do -5 stopni, a temperatura spada ostatnio bardziej. Ale mam dwa szorstkowce, które powinny przeżyć, więc jestem dobrej myśli.

Człowiek poddany terrorowi się blokuje i nie byłam wstanie zdjąć z balkonu moich roślin wystawionych tam na czas lata. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że wykonuję polecenia tej schizofreniczki.

Syndrom sztokholmski to nie jest fajna czy przyjemna sprawa.

Złośliwy komentarz

Nie wiem już sama, jak to skomentować, ale zainteresowanie różnych osób moim życiem, szczególnie osób, które nigdy się ni powinny się mną zainteresować, przekroczyło już wszystkie granice. Od czasów podstawówki bawi się mną Opus Dei i uważa za swoją własność, całkowicie ignorując fakt, że ani moi rodzice nie byli potworami, przed którymi trzeba było mnie ratować, ani też nigdy nie byłam specjalnie po katolicku religijna.

Absolutnie nigdy nie byłam osobą, którą chciała mieć multum, kochanków. Planowałam wyjść za pewnego Amerykanie i zniknąć w Stanach. Było to moje marzenie, tym bardziej że wcześniej byłam zmuszona do związku z Polakiem, którego nie kochałam i który – pomińmy już powody – zgwałcił mnie na pożegnanie tak brutalnie, że moja ginekolog uznała za konieczne zgłoszenie tego Policji.

Od zawsze wszyscy poza mną uważają, że mają prawo decydować za mnie, z kim mam wiązać i jak powinno wyglądać moje życie. Jedno mogę powiedzieć, mam kurwa, dosyć. Moim marzeniem jest zniknąć w Stanach, tak jak planowałam zanim zniszczył mnie Nycz oraz Opus Dei, którzy uznali, że zmuszą mnie do wyjścia za schizofrenika Romana, którego szczerze nienawidzę od dziecka. Podlegam zaszczuwaniu i praniu mózgu od dzieciństwa, ale nie za Romana nie wyjdę. Prędzej wsadzę Nycza oraz pół PiSu do więzienia.

I jeśli zawsze będzie wyglądało to tak samo – czyli za mnie (ateistkę) decyduje Opus Dei oraz Nycz – to siedzę w swojej pracy do emerytury bez kontaktu z kimkolwiek i z wybiciem sześćdziesięciu lat spierdala do Egiptu. Czyli do kraju, gdzie nie ma katolików i wpływ Opus Dei na życie publiczne jest minimalny. Nie zamierzam się kontaktować z nikim z Avangardy czy jakimikolwiek debilami, którzy mi zniszczyli wszystkie mojego próby ułożenia życia. Bo oczywiście wiedzieli „lepiej”, co powinnam była zrobić.

Moje mieszkanie jest całkiem dużo warte, a i moja emerytura będzie więcej warta w takim kraju jak Egipt, bo ceny są tam niskie i kraj żyje z turystów oraz expatów. A i – wiem, co rozmawiałam już kiedyż z pewną rezydentką – całkiem sporo można zarobić prowadząc przedszkole z angielskim.

A i morze jest tam na tyle ciepłe, że z przyjemnością się tam nurkuje.

Jest to całkiem dobra przyszłość i plan na emeryturę, który zakłada zero kontaktów z Avangardą, czy też innymi debilami, którzy uparli się mnie reprezentować. Nie są to ludzie dla mnie bliscy i ich zaangażowanie w moje życie uważam za negatywne. Nie zamierzam kontaktować się z kimkolwiek przez Romana, jeśli to on ma być osobą pośredniczącą. Wiem, że wiele osób zostało przez niego ode mnie odciętych. To nie jest Piotr, który robił, co trzeba. Jest to schizofrenik, który ma się ode mnie odpierdolić. Zakładam, że moje życie będzie od tej pory całkowicie wolne od Avangardy, Nycza, Andrzeja czy też Romana.

Chuj im dupę. Inaczej nie mogę tego skomentować.

Zaczynam nowe życie, wolne od ludzi, którzy nękali mnie i niszczyli w przeszłości.

Nycz ma się ode mnie odpierdolić. Podobno zaczął się prawnie ratować i nie będzie odpowiadał za zniszczenie mi życie i zaszczucie mnie oraz moich krewnych. Bardzo proszę go strzelić w ryło i uprzytomnić, że ma – kurwa mać – trzymać się ode mnie z daleka. Jest persona non grata. Jest moim wrogiem, a nie przyjacielem. Zniszczył mi wszystko w moim życiu, upierając się nie słuchając moich próśb o pomoc i uskuteczniając samowolę i robiąc, co jego kochanka Barbara, stara durna schizofreniczka, sobie życzyła.

Andrzej też ma się trzymać się ode mnie z daleka.

Adam z jego zwyczajem aktywowania się, w momencie, kiedy mogłam sobie ułożyć życie, a potem rzucania mnie, może się też oddalić ode mnie. Podejrzewam, że był sterowany przez schizofreników i służył tylko temu, żeby sabotować mój wyjazd do Stanów, bo pojawiał się tylko wtedy, kiedy mogłam sobie ułożyć życie. A potem w jakiś dziwnych okolicznościach wszystko szło w pizdu i o mnie zapominał.

Mam dosyć romansów z Polakami. Nie chcę przeżywać ponownie tego samego, wiec zamierzam wyjechać gdziekolwiek bądź i żyć sobie spokojnie w miejscu, gdzie jest ciepłe morze i ludzie nie są katolikami.

Mam prawo do takich drobnych radości, skoro nie było mi dane zostać matką wyjść za kogoś, kogo naprawdę pokochałam, bo nie podobało się to schizofrenikom, Nyczowi oraz Opus Dei.

No więc, kurwy, nie wyjdę za Romana. Adam też nie jest miłością mojego życia. Nie chcę marnować tych niewielu lat, które mi zostały na kontakty z ludźmi, których nie znoszę i nigdy nie pokocham.

Do tej pory nie rozumiem, jak to możliwe, że Kościół uznał, że ma prawo układać mi życie. Naprawdę ni dziękuję. Możecie iść się utopić.

Muszę przypomnieć jeszcze raz podstawową regułę przy amnezji. Z reguły za utratę pamięci odpowiada schizofrenik, który swoją ofiarę prześladuje i kontroluje. I to jest Roman i jego rodzina. Dodatkowo każdy psychoterapeuta wie, że pozwala się decydować ofierze schizofrenik, która cierpię na amnezją, żeby sama decydowała z kim chce rozmawiać, czy też się związać. Amnezja nie jest czymś, co pozwala ubezwłasnowolnić kogokolwiek, bo człowiek pozostaje racjonalny. Do tego poziom świadomy nie jest potrzebny do dokonywania poprawnych decyzji. Z reguły wie na poziomie emocjonalnym, kto ją skrzywdził. Tak wiec powtarzane próby zmuszenia mie do związku z Romanem są takim barbarzyństwem, że spodziewam się, że wszystkie nękające mnie osoby, które za mnie chciały decydować, z kim mam się związać, w końcu trafią – jako krańcowo zdemoralizowane – do więzienia.

Nic dziwnego, że takim barbarzyństwie, jakim było zmuszanie mnie do rozmowy z Nyczem oraz Romanem. czy jego rodziną do tej pory cierpię i nie pozbierałam jeszcze w całość wszystkich wspomnień.

Mam nadzieję, że te osoby (z których większość jest całkowicie chora psychicznie) już nigdy do mnie nie podejdą. Nie chce kontaktów nawet z największymi gwiazdami, jeśli pośrednikiem musi być osoba przeze mnie znienawidzone od dziecka, co ma swoje odzwierciedlenie w aktach policyjnych. Które są regularnie uzupełniane od lat siedemdziesiątych.

Naprawdę nikomu nie dziękuję i nie zamierzam nikogo przepraszać.

Znam prawo na tyle, że wiem, że nic co zrobiłam, nie jest zagrożone jakąkolwiek karą, więc wypraszam sobie zastraszanie mnie.

Wszyscy mają się ode mnie odpierdolić.

Religia

Jedną z zabawnych rzeczy w diagnostyce chorób psychicznych jest, że wszelkie stwierdzenia bazujące na czyjejś religii nie mogą być podstawą do określenia kogoś jako chorego psychicznie. Tak więc mogę wkurzać się na kogoś, kto bredzi o opętaniach i egzorcyzmach, ale nie mogę takiej osoby wsadzić do psychiatryka, nawet jeśli bym chciała, chociaż dla mnie cierpi na urojenia. A uważam szczególnie, że jest chora psychicznie, jeśli chce mnie „diagnozować” jako „opętaną”.

Na całe szczęście od lat jestem apostatką, więc mogą się ode mnie odpierdolić. Nie mój cyrk, nie moje małpy.

Analogicznie, nawet jeśli Wicca nie jest zarejestrowaną oficjalnie w Polsce religią (w innych krajach jest), to jest moją religią. Nie musi być oficjalnie zarejestrowana, żeby uchodzić za uznawaną religię. Tak więc moje opisy tego, że ludzie z mojej rodziny oraz ja widzieliśmy magię nie wystarczą, żeby nas określać jako chorych psychicznie. Widzenie takiego halo wokół świecy przy wszystkich zgaszonych elektrycznych światłach, gdy świece zostały ustawione przy posążku Bogini, nie jest czymś, co świadczy o naszej „chorobie psychicznej”. Ludzie doświadczają takiego fenomenu i nie oznacza to, że ktoś jest „chory psychicznie”. Takie oskarżenia o „chorobę psychiczną” świadczą tylko o tym, że moi prześladowcy są nietolerancyjnymi chujami. O chorobie psychicznej świadczą zerwane łańcuchy przyczynowo-skutkowe w myśleniu. Jeśli ludzie wyciągają prawidłowe wnioski i są mili dla innych, to mogą sobie czcić kogo tylko chcą i nikt nie ma prawa oskarżać ich o chorobę psychiczną.

Ludzie wybitnie zdolni i utalentowani z reguły „widzą magię” wokół świec i jest to coś niezmiennego w ciągu życia. Ja sama doświadczyłam takich szczęśliwych zbiegów okoliczności, że uważam się za anomalię statystyczną, jak ci ludzie co po kilka razy wygrywali w lotto lub ulegali wypadkom komunikacyjnym. Wybitni biznesmeni nie chcą ze mną grać w Monopoly (które w dużej mierze polega na losowości). Dla pogan oznacza to, że chroni mnie Bogini. I kim jestem, żeby się z tym kłócić? Chociaż, przyznam, na co dzień kieruję się nauką i uważam się za ateistkę.

Magia

Wszystko, co mnie spotkało, mogę złożyć również na karb prześladowania pogan.

W pierwszych klasach podstawówki rozmawiałam z tatą, który przyniósł z konwentu pożyczony posążek Bogini oraz odpowiednie świece. Oboje sprawdziliśmy w czasie rytuału Wicca, czy zobaczymy charakterystyczne halo dookoła płomieni świec i muszę powiedzieć, że i ja i mój tata zobaczyliśmy to, co Wicca nazywa magią. Ja zawsze w takiej sytuacji prosiłam o opiekę Bogini, tak samo zrobiłam kilka dni temu, gdy sprawdziłam, czy nadal widzę magię. Odpowiedz na to pytanie jest jedna – widzę, to się nie zmienia w ciągu życia. Ludzie się tacy rodzą i nie zależy to od wyznawanego światopoglądu.

Opowiedziałam o tym w szkole i podejrzewam, że upór różnych ludzi Kościoła oraz rodziny Romana w niszczeniu mnie ma swoje źródło w tamtym wydarzeniu. I jest powodem, dlaczego Nycz uparł się, żeby mnie wydać, wbrew mojej woli, za schizofrenicznego maniaka religijnego, a także Kościół wyznaczył mi oficjalnych „opiekunów”, którzy uważają, że mają prawo przemocą decydować o moim życiu i że nie mam nic do powiedzenia.

Przykre jest, że gdy Profesor, jego rodzina i moje koleżanki z podstawówki wyjaśniliśmy sobie, kto jest kim w tej historii i że absolutnie nie chcę wychodzić za Romana, to Nycz postanowił jednak jego samego oraz jego rodzinę przysłać do mnie do pracy. Wiedziałam, że skończy się to czymś, co nazywam śmiercią psychiki, bo wiem, co potrafią swojej ofierze zrobić schizofrenicy, ale Nycz uznał to za odpowiednie postępowanie. W efekcie doznałam ponownie rozległej amnezji, a także Roman i jego rodzice wywołali u mnie syndrom sztokholmski i wmówili mi wiele nieprawdziwych rzeczy, jak na przykład to, że byłam w sekcji łyżwiarskiej i nigdy nie kochałam się z żadnym mężczyzną. Chcieli konieczne ze mnie zrobić dziewicę, a może nawet mnie konsekrować. Do tej pory nie odzyskałam większości wspomnień, mam tylko szkielet z najważniejszych faktów i będę jeszcze latami pracować, żeby osiągnąć stan, jaki miałam zaraz po śmierci Johna. Więc zmarnowano mi w ten sposób nie tylko kolejne kilkanaście lat życia, kiedy walczyłam z amnezją, ale też upewniono się, że nigdy nie będę mieć dzieci. No i należy doliczyć też lata, jakie spędzę walcząc o odzyskanie reszty wspomnień.

Bardzo żałuję, że Nycz okazał się być psychopatyczną bestią, która uparła się zrealizować do końca zemstę mojej katechetki, a także okazała się być zatwardziałym enablerem bardzo niebezpiecznych schizofreników.

Ze śmierci psychiki nie wychodzi się bez strat i pewnie na to liczył Nycz, wzywając schizofreników z Opus Dei do mojej pracy, ale mam żle wiadomości. Mojej psychiki nie da się wykastrować na tyle, żebym była „szczęśliwa z Romanem”. Zresztą nie o to Opus Dei chodziło. Musimy pamiętać, że Kościół Rzymsko-Katolicki każdego dnia prowadzi wojnę o jak największe powiększenie swojej władzy i tylko o to chodziło w tym wszystkim. Sama słyszałam wprost taki opis sytuacji oraz celów Kościoła z ust mojej dawnej katechetki.

I nie obchodzi mnie, że mogę być oskarżona o to, że jestem nie fair. Mam prawo być wkurwiona, bo potraktowano mnie jak rzecz, która nie ma prawa o sobie decydować. I to zrobił to ten złodziej, kościelna bestia, który mi teczkę z kserem mojej pracy magisterskiej oraz konspektem z dużym fragmentem tekstu, które miała zawodowa maszynistka przepisać.

Na moją prośbę zweryfikowano różne kłamstwa Barbary i wiem, że Anna z mojej podstawówki wcale nie opowiada o sobie, że jest psychoterapeutką, a Renata nie uważa się za Yennefer.

I nie ma możliwości, żeby zawodowy psychopata z Kościoła „uciekł z tej sprawy” (jak zapowiadał, że zrobi w razie porażki). Ta sprawa się z nim zrosła już tak dawno, że ten człowiek jest tą sprawą od lat siedemdziesiątych. Bo właśnie „ta sprawa” zagwarantowała mu bardzo szybki awans.

Nikt z ludzi, których przemocą i terrorem swatała Barbara, nie jest szczęśliwy. Ja też bardzo proszę, żeby się ode mnie odpierdoliła, tak samo jak cały jej Kościół oraz Opus Dei. Mam nadzieję, że moja apostazja w końcu zniechęci tych ludzi. A przynajmniej oficjałów z Kościoła, bo niestety schizofrenicy nigdy się nie poddają i kontynuują zaszczuwanie swoich ofiar, aż do śmierci. Chyba że zacznie się ich leczyć wcześniej.

Anna i Renata zgłosiły się na Policję jako kolejne ofiary Barbary i jej rodziny. Nie życzą sobie, jak usłyszałam, aby o nich opowiadała. Powtórzę – ani jedna nie uważa się za psychoterapeutkę, ani druga za Yennefer. Również żadna z nich nie uważa się za wokalistkę Burzum. To są kłamstwa Barbary, która naprawdę nikogo nie zna. I obie moje dawne koleżanki z podstawówki i Anglistyki, które w swoim czasie zatruły mi bardzo dużo krwi, też trzymają się już z dala od Avangardy – jak ja, Adam, Inferno, Aga, Michał oraz wiele innych osób.

Będziemy woleli bawić się w swoim własnym gronie, bo obie wytłumaczyły mi swoje postępowanie i kto je namawiał na kradzieże i przywłaszczanie sobie różnych moich przedmiotów. A także zrobienie mi różnych zdjęć w Fitness klubie.