Archiwum kategorii: Różne

Durnie, durnie, durnie…

Rodzina mojego taty wyjechała do Francji, gdy miał dwanaście miesięcy. Jak już opisałam wcześniej, jego arystokratyczna mama popełniła mezalians, ale była bardzo zadowolona ze swojego małżeństwa.

Mój tata był we Francji producentem odzieży, a jego muzą młoda francuska aktorka. To dzięki niej, a raczej opowieściom mojego taty o niej, wiem sporo o aktorstwie. Od dzieciństwa mój tata miał jednak problemy z gangiem schizofreników. W jego przypadku ojciec babska, które twierdziło, że jego żoną, zabił jego żonę w ciąży, a mojego tatę tak wykończył psychicznie, że ten sterroryzowany potwierdził pewien przelew, bo nie rozumiał, co robi. W ten sposób mój tata stracił majątek.

Mój tata przeszedł takie pranie mózgu i był atakowany przez ludzi, którzy powinni mu byli pomóc, a którzy nie potrafili zrozumieć, kto jest naprawdę jest przestępcą. Został doprowadzony do samobójstwa, a jego firma do upadku. Na całe szczęście jego przyjaciel znalazł go na czas i mój tata obudził się w szpitalu.

Tata był nadal prześladowany przez gang schizofreników, dla których był zagrożeniem, bo przejęli pieniądze w sposób przestępczy, co z łatwością dałoby się zaskarżyć i odkręcić. Mój tata chyba jednak o tym nie wiedział. Został tak poturbowany przez schizofreników, którzy wmawiali mu, że jest kimś innym niż jest, że w końcu w panice uciekł z Francji. Wylądował w Warszawie praktycznie bez środków do życia, wziął gazetę i zaczął zastanawiać się, co mógłby robić. W ten sposób trafił do szkoły milicji w Szczytnie. Dzięki niej miał zapewniony byt. Jego zmarła żona była lewaczką, więc odnalazł się w komunistycznym kraju, bo czuł, że robi coś, co ona by chciała, żeby robił.

W Polsce zaczął się czuć lepiej, ale nadal był kimś poranionym psychicznie i po praniu mózgu. Na całe spotkał moją mamę i ponownie się zakochał, chociaż wydawało mu się, że nie jest to możliwe. Moja mama była osobą, która rozumiała przez co przeszedł we Francji, bo z opowieści swojej matki znała historię jej pierwszego ukochanego, który został zabity przez wariata. Jeśli myślicie, że takie ataki są rzadkie, to się mylicie. Każdy chociaż raz w życiu będzie zaatakowany przez schizofrenika. To jest pandemia. Tak mówią dane statystyczne.

Mój tata spłodził wyjątkowo zdolne dzieci. Ale ja również zostałam zaatakowana przez gang schizofreników, którzy oszukiwał wszystkich i zwalał to, co robili na innych. Mój tata nie był profilerem, ale ratował mnie policyjny profiler. Tata miał podejście do tego, co mnie spotkało na zasadzie, że piorun nie trafia dwa razy w to samo drzewo. Jeśli chodzi o takie trafianie, to moja siostrzenica jest czwartym pokoleniem zaatakowanym przez nie związanych ze sobą pokrewieństwem schizofreników. Do tego dzieci mojej siostry były również atakowane przez gang schizofreników, który wpadł na mój trop w podstawówce.

W starciach ze schizofrenikami ludzi albo giną, albo uciekają i zamieszkują w innym kraju. W momencie, gdy schizofrenicy dostają wsparcie od rodziny swoich ofiar, nie udaje się ich namówić na leczenie. Prześladujący mnie gang w większości składa sieć. ludzi tak starych, że ze względu na zniszczenia mózgu stracili umiejętność autorefleksji i nie zgodzą się na leczenie. Do tego przez moją amnezję wydaje im się, że wygrywają. W moim dzieciństwie zwalili to, co zrobili, na mitycznych metali, teraz też chcą też wszystko zwalić na Adama i Breta. Ale pomimo prania mózgu, nie będę pisać na blogu tego, co sobie zażyczyli, nawet jeśli poszczuli na mnie koleżanki i kolegę, którzy stali się ich agentami i postanowili zakatować mnie, jeśli tylko zaczynam mówić coś, co nie pasuje do wersji schizofreników, którzy przedstawiają się jako ludzie z wyższych sfer.

O mało co nie wróciłam do Breta na lotnisku w Toronto, gdy mi się oświadczył. Bardzo źle się stało, że wiele osób łączyło mnie wtedy z Adamem. Wiem, że taki związek jest marzeniem na przykład Andrzeja czy Paula. W Kanadzie zostałam podtrzymana, bo Paul – który też znalazł się tam przypadkiem – zaczął się wydzierać, że Adam umrze, jeśli wyjdę za Breta. Prawda jest taka, że powinnam była zostać w Kanadzie i przejechać z Bretem do Stanów, a nie wracać do Polski, w której bez przeszkód działa i zniszczył mnie gang schizofreników. To są ludzie, którzy – szczególnie w czasie konwentów – robią zawsze, co chcą i potrafią zakatować każdego.

A co do tego, że Adam miał podobno umrzeć, jeśli z im zerwę, to powiem tak. Jakoś przeżył, bo z nim zerwałam, gdy Bret pojawił się w Polsce i odnalazł mnie na konwencie. Adam miał jeszcze wiele romansów, również bardzo medialnych i jakoś sobie – jak to mówią – nie krzywdował. Za to ja byłam tak zakatowana psychicznie i odcięta od wszystkich, że tylko wegetowałam, uciekając z coraz to nowego miejsca pracy, w którym nie zlokalizował gang schizofreników, ale – kurwa – nie dostana ode mnie nawet grosza. Więc bardzo proszę mi nie mówić, z kim mam być, bo takie podejście zniszczyło mi to życie. Za to Bret został okłamany, a ja zakatowana przez schizofreników. Każda osoba, która wzięła w tym udział, jest osobą której nie chcę znać.

Gang schizofreników z mojej podstawówki przekonał Breta, że nie ma szansy, żebym do niego wróciła i że powinien się ożenić z kimś innym. Obecnie jest szczęśliwym małżonkiem i ojcem cudnych dzieci. Ja nie jestem z nikim związana i nie mam dzieci i już nie urodzę żadnego dziecka. Wizja tego, że miałabym po tym wszystkim wiązać się z Adamem mnie wkurwia. To jest już znienawidzony były, który mi zniszczył życie, bo informacje o mnie czerpał tylko od Romana. Tak samo mnie wkurwia życzenie Breta, że mam mieć kolorowe życie i rzucić się w romanse z każdym z moich wielbicieli po kolei. Bo on coś takiego przeżył. Byłam szczęśliwą narzeczoną, która planowała zaraz po ślubie zacząć rodzić dzieci. Niestety gang schizofreników zakatował mie tak, że straciłam pamięć, a Breta okłamał. Potem byłam narzeczoną Kristiana i tak samo zostaliśmy zrobieni w chuja. Za co absolutnie nie dziękuję środowisku Anglistyki oraz warszawskim fanom fantastyki. Nigdy mnie nie zobaczycie w Warszawie na konwencie.

Niestety z powodu wieku już nie wrócę do tego, co miało miejsce kiedyś. Szczęście rodzinne to coś, co gang schizofreników zniszczył mi obok mojej kariery w metalu, czy innych rzeczy, które mogłam robić w życiu. Moja kariera nauczycielska jest czymś, czego nigdy nie planowałam i jest dla mnie odpowiednikiem pracy w MacDonaldzie. Całkowite nie pasuje do mojego wykształcenia, bo Anglistykę robiłam, tylko dlatego, że już ją zaczęłam i traktowałam hobbistycznie.

Terapię osób, którym zniszczono w życiu, wszystko prowadzi się w taki sposób, że uczy się je, że mają prawo zachowywać się, jakby miały po dwadzieścia lat. Prześladujący mnie gang schizofreników za to chce zrealizować swoje urojenia i sprawić, że będę zachowywać się wręcz przeciwnie. Ale nie będę nosić długich czarnych czy szarych sukien i pokutować w kościele jako była „prostytutka” ani mówić, że Renata jest była Piotra.

Chociaż nie mam siły ponownie walczyć i odzyskiwać formę fizyczną czy psychiczną, po tym jak mnie ponownie zakatowano i „leczono” z „anoreksji” tylko dlatego, że schizofrenicy poczuli się zagrożeni moim powrotem do formy i tym, że mogłabym wrócić do Piotra. No ale Piotr nie żyje, Bret jest żonaty, a Adama nie cierpię.

I tak wygląda moje życie. Nie ma w nim nikogo z gangu schizofreników czy warszawskiej Avangardy. A mojej koleżanki P. nie zamierzam pytać o Romana, bo nie chcę go znać. Chociaż po latach prania mózgu (co schizofrenicy nazywali terapią) Roman spodziewa się, że uda się mnie złamać i zmusić do „powrotu” do niego. A ma to mi umożliwić nawiązanie kontaktu z panię P. i pytanie o Romana. Ale nie zamierzam tego robić. Roman jest bardzo groźnym schizofrenikiem z mojej podstawówki, tak samo jak Renata. Nigdy nie byłam z nim związana i zamierzam sądownie zamordować każdą osobą, która mu pomagała mnie niszczyć.

Na całe szczęście Straż Akademicka już przy poprzednich atakach została doskonale przetrenowana i wie, że ma reagować na moje prośby o usuwanie osób, które mnie zniszczyły z budynku. I nie ma znaczenia, czy są to politycy, czy ktokolwiek inny.

Problemy

Wiele osób ma trudności ze zrozumieniem na czym polega problem z Ryszardem i jego rodziną. Po pierwsze wszyscy z nich są schizofrenikami, ale tego nie widać na pierwszy rzut oka i ludzie popełniają błędy w ocenie, czy można im ufać. Schizofrenika tak naprawdę diagnozuje poprawnie tylko jego ofiara, przed którą się odsłania ze swoimi urojeniami i nierealnymi zarzutami, czy żądaniami. Schizofrenik pozostaje potem spokojny, a jego ofiara wpada w panikę i mówi rzeczy, które nie mieszczą się ludziom w głowach, tym bardziej że znają oskarżaną o schizofrenię, czy przestępczość, osobę i wcale nie uważają jej za chorą psychicznie. Co gorsza schizofrenik swojej ofierze dorobił już wcześniej mordę osoby chorej psychicznie i niebezpiecznej, którą się „opiekuje”. Bo z reguły zaczyna infiltrować środowisko ofiary i je urabiać na długo zanim zaatakuje. Zawsze atak jest poprzedzony okresem zbierania informacji.

Są to wiadomości nie z psychologii klinicznej i nie z podręcznika psychiatrii, ale wprost z podręcznika profilera. Profilerzy także zajmują się przestępstwami popełnianymi przez osoby chore psychicznie i akurat ta część mnie interesowała zawsze z powodów osobistych. Musiałam przed Ryszardem ochronić wiele osób.

Miałam pecha wpaść w łapska wariatów z Opus Dei w dzieciństwie. Z punktu widzenia mojej rodziny problemem były chore psychicznie dzieci z mojej podstawówki oraz ich dorośli. Mój tata nie wiedział, że w innych sytuacjach te same osoby wydawały się ludziom całkowicie zdrowe psychicznie. Moja rodzina nie zorientowała się także, że dramatyczne wydarzenia z mojej podstawówki i prześladowanie mnie przez schizofreników doprowadziły do amnezji i nie byłam w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy to są ci ludzie, którzy mnie skrzywdzili. (Teraz z cała odpowiedzialnością mówię, że tak. Tym bardziej, że mnie torturowali psychicznie przypominając, co mi zrobili. Takie rzeczy to tylko wariaci robią.) Za to podobne pytania sprawiały, że czułam się atakowana, więc coraz bardziej się w sobie zamykałam. Doprowadziło to w końcu do mojej próby samobójczej. Jednocześnie – nawet jeśli nie potrafiłam tego uzasadnić – wiedziałam, że nie należy Ryszardowi czy Barbarze ufać i nie wolno przyjmować na przykład środków medycznych, na których nie ma żadnych napisów, ani innych „kordiałów”. Ale moje ostrzeżenia były ignorowane. Moi rodzice myśleli, że z powodu traumy jestem przesadnie ostrożna i że należy mnie „nauczyć znowu ufać ludziom”. Nie wiedzieli, że Ryszard jest ojcem dziecka, które fałszywie oskarżyło mojego tatę o gwałt. Na całe szczęście mój tata był wtedy w Londynie. Przez tą samą schizofreniczną idiotkę byłam oskarżana o zaszczucie kogoś z wynikiem śmiertelnym w czasie lata 2002. Na całe szczęście nie było mnie w Polsce od końca czerwca do początku września. Spędziłam ten czas w Chinach, a zdjęcia moich wiz są do znalezienia na blogu.

Dodatkowo ta sama schizofreniczka opowiadała, że mój tata mnie zgwałcił i że usłyszała to ode mnie. Nie poprawiło to mojej sytuacji w domu, bo ci schizofrenicy już wcześniej oskarżali mnie przed rodzicami o demoralizację i uratował mnie dopiero policyjny profiler i zaczął diagnostykę tej upiornej rodziny z piekła. Profiler typuje także osoby chore psychiczne, nie tylko sprawców przestępstw. I myślę, że rozpoznaje schizofreników lepiej od psychiatrów. Moja rodzina – właśnie na prośbę profilera – przestała się wtedy z rodziną Ryszarda tak intensywnie kontaktować.

Ale nie udało się mojego taty ocalić przed Ryszardem. Nie wiedział, że to ten facet jest schizofrenikiem z opowieści profilera. Mój tata został zabity w taki sam sposób, jak ojciec mojego znajomego. Dostawał jako nieszkodliwe ziołowe środki, które miały zwiększać odporność, czy też odmładzać, w formie kapsułek ze środkiem zwiększającym krzepliwość krwi. Ginekolodzy wypisują je w dużych ilościach kobietom, które intensywnie miesiączkują. Wiem, bo sama coś takiego dostawałam. Ryszard ściera napis na blistrze acetonem i sprzedaje swoim ofiarom jako „pochodzące od księży” leki roślinne. Moi znajomi sprawdzili blistry pod lampą UV, dzięki której można zobaczyć ślady startego napisu i upewniliśmy się, że moje podejrzenia są trafne. Jednocześnie Ryszard – nadal schemat zgadza się idealnie z podręcznikiem profilera – utrzymuje kontakt z rodziną swojej ofiary, odwiedza ją w szpitalu i odwodzi lekarzy od leczenia, twierdząc, że pacjent nie ma zawału serca, czy też innej zatorowości i chce się rano wypisać. Problemy zostały oczywiście wywołane przez przedawkowanie niebezpiecznego środka, nie są naturalne. A pozbawiony odpowiedniej pomocy pacjent umiera. Mój tata został cofnięty z sali przedoperacyjnej. Jako dorosła wiem, że zawsze miałam rację co do Ryszarda i jego rodziny. Takie szpitalne morderstwo popełniane przez schizofrenika też jest czymś prosto z podręcznika profilera.

Wielu osobom, które kupowały te „ziółka” od Ryszarda zaleciłam – ponieważ na wizytę do lekarza bez infekcji czeka się kilka dni – branie aspiryny oraz upicie się w celu zmniejszenia krzepliwości krwi. Pewien znany w fandomie lekarz (bo zawsze staram się o konsultację) poparł moje zalecenia.

Ludzie często ze mną rozmawiają właśnie z powodu mojego wszechstronnego wykształcenia. Wiem bardzo dużo praktycznie o wszystkim. Uratowałam także innego swojego znajomego po tym, gdy Ryszard zaczął jemu z kolei sprzedawać swój „cudowny” środek. Zgodnie z moją sugestią znajomy wziął aspirynę i zaczął pić. Po kilku godzinach pojawił się u niego zator w mózgu. Na całe szczęście okazał się być niewielki, bo aspiryna i alkohol zadziałały. Dodatkowo go wcześniej uczuliłam, że przy pierwszych objawach dyskomfortu ma gnać do szpitala. Jego lekarz był tak przerażony, że dał mu do domu środki rozrzedzające krew. Pacjent znowu zaczął ze mną rozmawiać i teraz dla odmiany przestraszyło mnie, że dostaje coś, co rozrzedza krew. Oczywiście po tych środkach dostał niewielkiego wylewu do mózgu. Znowu – zgodnie z moim poleceniam – pognał czym prędzej do szpitala przy pierwszym dyskomforcie. Były sportowiec był tak załamany, że już się praktycznie żegnał z życiem, przestał biegać i utył. Wysłałam go do specjalisty medycyny sportu i geriatry. Zrobiono mu dokładną angiografię i okazało się, ze nie ma żadnych zagrożeń. Nowi lekarze zabronili mu brać jakiekolwiek leki, oprócz przyjmowanej stale insuliny. Obecnie znowu biega, wygląda jak milion dolarów i czuje się świetnie.

Bardzo proszę nic nie brać bez zalecenia lekarzy. Może to kosztować życie, nawet zioła mogą zaszkodzić. Szczególnie jeśli to zioła tylko z nazwy. W Stanach był przypadek człowieka, który do opakowań aspiryny (czy czegoś takiego) dodawał pastylki bardzo groźnej trucizny. Chorzy psychicznie mordercy są wszędzie.

Moi znajomi oraz rodzina traktują mnie jak swojego prywatnego profilera medycznego, bo w czasie studiów przyswoiłam sobie także podstawowy podręcznik błędów medycznych. Kontroluję dla nich pracę lekarzy i przypominam o wszystkich badaniach przesiewowych, a także wiem, o czym z reguły często zapominają medycy, a co jest błędem w sztuce. Na przykład moja siostrzenica musiała w szpitalu upomnieć się o to serum, czy też antidotum, które podaje się kobietom, aby uniknąć w przyszłości konfliktu serologicznego. Niepodanie go jest bardzo częstym błędem. Moja rodzina i rodzina Adama coś o tym wie.

To, że mój tata pokazywał się w czasie konwentów z Ryszardem i jego rodziną, nie jest dowodem na to, że ta rodzina jest zdrowa psychicznie i składa się z aniołów. Wolę nie pisać i nie bywać w miejscach, gdzie mogę się na nich natknąć. Wolę spokój. Wolę życie od śmierci. No, ale większość ludzi to radośni idioci spod znaku „ale przecież takie rzeczy się nie zdarzają” lub „mamy czas.” Albo też „wszyscy cię kochają”. Mam do nich bardzo dużo żalu, bo zostawili mnie na pastwę schizofreników oraz enablerów. Piotr też był takim idiotą i lekceważył moje prośby, niestety.

Te skurwysyny zniszczyły mi w życiu swoimi kłamstwami oraz intrygami praktycznie wszystko, a teczki z opiniami biegłych mają bardzo opasłe. Kłamią na mój temat oraz kłamią na temat moich znajomych. Robili sobie ze mną zdjęcia przemocą lub podstępem. Nic nas nie łączy. Nie chcę być z nimi kojarzona.

Nie chcę się kontaktować z nikim z rodziny Ryszarda. Tak samo wolę nie utrzymywać relacji z ludźmi, którzy utrzymują z nimi kontakty. Są ostatnimi naiwniakami. Zawsze miałam, co do nich rację, a profilerzy wiedzą, że ofierze się wierzy i idzie za nią, szczególnie jeśli cierpi na amnezję. Inaczej z amnezji nie wyjdzie. A profilerzy bardzo dużo wiedzą o amnezji i syndromie sztokholmskim (którego przyczynami są terror, zastraszanie i inne przestępstwa), a także jak ratować ofiary schizofreników. Moja mama bardzo boleśnie przekonała się, kim rzeczywiście jest Ryszard i winiła mojego tatę za nasze nieszczęścia, bo nie powinien być aż tak łatwowierny po swoich przeżyciach we Francji z innym gangiem schizofreników. Dobrzy profilerzy od razu zorientowaliby się, co się dzieje. Ale jak zwykle za każdym razem Dzielnicowi nie wiedzieli, że są to sprawy dla profilerów.

Ofiary schizofreników zawsze muszą drzeć ryja, że to co ich spotyka, to sprawa dla profilera. Kontakt z profilerem potrafi też wyciągnąć z traumy i to lepiej od psychoterapii, bo ofiara dostaje konkretną pomoc, wsparcie i zrozumienie. Może ta informacja przyda się innym osobom, na które poluje Ryszard. Po tych zniszczeniach w moim życiu dla mnie już jest praktycznie za późno, ale może inni uratują dla siebie więcej ode mnie.

Spierdalam z Polski tak szybko, jak się da. W życiu sobie nie wyobrażam chodzenia po tych samych ulicach co Ryszard, Barbara, Roman czy Renata. Nie mówiąc już o innych krewnych Barbary. Spotkało mnie tu zbyt dużo zła, żeby się do tego nie zniechęciła. Mam dosyć wariatów niszczących mi życie i oskarżających ludzi o nieistniejące gwałty, czy zaszczucia. Mam dosyć darcia się na mnie i domagania „okupu”.

Wiem, że Adam jest niewinny. Bret też. Łapy precz od nich. Andrzej jest debilem również, jeśli uwierzył schizofrenikom, że Adam czy Bret są winni mojej amnezji czy próby samobójczej. Nie brali udziału w wydarzeniach w mojej szkole podstawowej, był tam Ryszard i jego przyjaciel, ojciec Romana. A schizofrenicy nękają swoje ofiary, aż do ich samobójczych śmierci. Nie potrzeba dodawać do tego równania innych osób. Moi znajomi metale mi pomogli. Każda osoba, która wspiera Ryszarda czy Romana, jest na mojej shit-list i nie chcę tych osób oglądać.

Liczę chociaż na spokojną i pełną satysfakcji starość wolną od tej cholernej schizofrenicznej rodziny. Bo szczęścia już się nie spodziewam. Bardzo proszę, po raz ostatni, odpierdolić się ode mnie.

Lustrzane odbicie

Największym kłamstwem, jakie opowiedział o mnie gang Romana i Renaty, jest że istnieją dwie Małgorzaty Wieczorek, a ja jestem tą fałszywą, bo ta prawdziwa już dawno wyjechała do Stanów. A ja mam być tą nieprawdziwą Małgorzatą, która zastraszyła i sterroryzowała prawdziwą Yennefer i to niby ja mam być powodem, dlaczego nie pojawia się na warszawskich konwentach. Więc trzeba było mnie zniszczyć, bo to podobno przeze mnie Avangarda nie dostała możliwości zrobienia Worldconu.

Odpowiadam tak – owszem, zaprotestowałam, gdy mnie zapytano o Worldcon w Warszawie, bo nigdy nie mogłam czuć się bezpiecznie w czasie warszawskich konwentów, więc nagradzanie Avangardy organizacją Worldconu, na którym według tego, co mi powiedziano miałam być gościem, bo brałam po cichu udział w ciekawych projektach, wydawało mi się bezzasadne. Więc owszem, z pewnego punktu widzenia jestem przyczyną, dlaczego Warszawa nie ma Worldconu. Ale nie zniszczyłam sama siebie. To zrobili schizofrenicy z mojej podstawówki, szczególnie podszywającą się pode mnie Renata. Jeżeli o mnie chodzi, to Avangarda już nie musi robić u siebie porządku, bo i tak się na ich konwencie nigdy nie pojawię. Gówno mnie obchodzi, co się dzieje w tym klubie. I tak wiem, że rządzą tam schizofrenicy oraz plagiatorka.

Schizofrenicy z mojej podstawówki oraz ich rodzice opowiedzieli takie rzeczy o mnie w fandomie, że stałam się obiektem ataków praktycznie wszystkich, włącznie z politykami oraz durnymi fanami i beztalenciami udającymi pisarki, którzy z całym przekonaniem próbowali doprowadzić mnie do samobójstwa, aby zemścić się na mnie za „zniszczenie Yennefer”.

Wiem, że Andrzej próbowałam rozmawiać z różnymi działaczami, ale z powodu zaangażowania w sprawę idiotów oraz schizofreników z mojego punktu widzenia tylko pogorszył sprawę, bo idioci postanowili mnie zabić, a na pewno zabili moją psychikę. Podejrzewałam nawet, że Andrzej nic nie zrobił, ale mój krewny zapewnił mnie, że sytuacja wygląda inaczej. Oberwałam wtedy tak mocno, że idioci i schizofrenicy zniszczyli mi całe życie oraz wysiłki moich prawdziwych przyjaciół, dzięki których zaczęłam odzyskiwać pamięć. Zamiast tego Roman oraz Ryszard, nie mówiąc o Barbarze czy Renacie, doprowadzili do takiej amnezji jak nigdy wcześniej i zaczęli prać mi mózg, wmawiając wszystkie swoje urojenia na mój oraz swój temat. Tylko Bret potrafił odwieść mnie od decyzji o samobójstwie. W latach dziewięćdziesiątych uratował mnie w podobny sposób Kristian.

Niestety ataki na mnie doprowadziły do rozwinięcia syndromu sztokholmskiego, z którego wychodzi się nawet kilkanaście lat. Nie przewiduję możliwości poparcia Worldconu dla Warszawy po tym, co się stało. Nigdy, przenigdy Warszawa nie powinna dostać Worldconu po tym, co mi zrobiono, żeby „zasłużyć” na zorganizowanie tak dużego konwentu.

Renata nie jest moją przyjaciółką. Nigdy nie była. To tępa schizofreniczna kurwa, prawdziwa ukochana Romana. Razem postanowili się wzbogacić i uknuli intrygę, dzięki której zgodnie próbowali przejąć mój oraz Piotra majątek. Mają plany – z tego, co usłyszałam – po mojej śmierci i przejęciu pieniędzy się pobrać. Chociaż do tej pory Renata się wstrzymywała przed małżeństwem, aby wyjść za Piotra, który nienawidził tej schizofreniczki, która odgrywa teraz „wdowę po Piotrze” i próbuje sterroryzować ludzi na tyle, aby przekazali jej majątek Piotra. Ale pamiętajcie, schizofrenicy potrafią kochać tylko innych schizofreników, więc nie wchodzi się z nimi w związki, bo zabijają, aby odziedziczyć pieniądze. Szkoda, że ta dwójka od razu się nie pobrała, bo trzymają się razem od podstawówki. Dwa godne siebie „Gollumy”.

Mam już dosyć Polski i tego, że schizofrenicy robią tutaj, co chcą. Moi prawdziwi przyjaciele ratowali mnie już kilka razy, ale za każdym razem okazywało się, że słowa durnych schizofrenicznych kurew są ważniejsze od prawdy, a żadnemu idiocie nie chce się czegokolwiek weryfikować.

Nakładam klątwę na Avangardę i jej kurwy. Oraz na PiS.

Gwałty

Psychoterapeuci wiedzą, że większość kobiet jest gwałcona i z tego wynikają ich problemy, przede wszystkim to, że nie są szczęśliwe. Gwałtem jest zmuszanie, żeby jakaś kobieta była w związku z facetem tylko dlatego, że ten się zakochał. Ja w takiej sytuacji, cierpiąc na amnezję po ataku schizofreniczki Renaty, wylądowałam w związku z Michałem.

Seks jest fajną sprawą, więc jako dwudziestolatka byłam później bardzo z tego zadowolona, ale Michał nigdy nie był facetem, z którym chciałam spędzić życie. Nie kochałam go. Nasze cele były rozbieżne na tyle, że zaczęłam być super nieszczęśliwa. Mój psycholog zaczął ze mną pracować i zaczęłam odzyskiwać pamięć. Wróciłabym do Piotra, gdyby nie kolejne ataki i kłamstwa na temat samego Piotra.

Rzuciłam Michała w końcu po gwałcie i gdy zadzwonił kolega Breta, szlochając w jego imieniu. zgodziłam umówić się z moim przyszłym narzeczonym w kinie. Najzabawniejsze jest to, że na ten sam seans przyszedł Michał z mamą. Gdy Bret zobaczył mojego byłego, zaczął na cały głos dowiadywać się i komentować, co się stało, że się rozstaliśmy z Michałem. Podejrzewam, że widownia miała równie duży ubaw z tego, co działo się na sali, jak i z oglądania Rocky Horror Show.

A ja miałam duża satysfakcję obserwując, jak Michał dla odmiany płacze, słuchając moich odpowiedzi i tego, że zgodziłam się spotykać z Bretem regularnie.

W życiu nie byłam, kurwa, z Romanem. Ten schizofrenik łże wszystkim, tym bardziej, że jego prawdziwą ukochaną jest Renata. Schizofrenik zakochuje się tylko w innym schizofreniku. Ode mnie chce wyłącznie pieniędzy i wiem, że jak wszyscy tacy schizofrenicy planuje mnie zabić, jeśli tylko uda się mnie zmusić do związku z nim. Wiem, bo go przesłuchałam. A schizofrenicy robią zawsze to, co zapowiedzieli.

Kolejne fałszerstwo

Wszyscy mają dosyć schizofrenicznych intryg Barbary i jej córki Renaty. Jak już wspominałam wcześniej, Renata cierpi na urojenie, według którego jestem bardzo religijna, chcę iść do klasztoru, a także zostawić jej – i to jest tutaj najważniejsze – moje mieszkanie i pieniądze. Wymyśliła to sobie jeszcze w dzieciństwie. Cierpi przy okazji na złudzenia, że mnie jakoś nawróciła, a jeśli nie ona, to jej matka, Barbara.

Zresztą Barbara jest bardzo pewnym, zdaniem niektórych kościelnych dostojników, materiałem na świętą Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Odpowiadają za to jej przechwałki o różnych cudach, a przede wszystkim o moim „nawróceniu”, wyleczeniu mojego „alkoholizmu”. (Przy czym moi znajomi metale oskarżenia mnie o alkoholizm witają wybuchami gromkiego śmiechu, bo raczej promuję zdrowy tryb życia i dopiero chcą zobaczyć mnie pijaną). Podejrzewam, że wymieniane są jeszcze inne elementy „dokumentujące” według Kościoła „świętość” Barbary, ale nie jestem w stanie nadążyć za jej (Barbary) brakiem logiki.

Jakiś czas temu przeżyłam horror, bo próbowano mnie zmusić do potwierdzenia właśnie owej „świętości” Barbary. Zostałam sterroryzowana na korytarzu mojej pracy i zmuszona do rozmów z jakimiś fagasem z Watykanu przez telefon, który mi przystawiono do ucha. Zaliczam to do kolejnych szykan oraz łamania moich praw jako poganki przez Kościół Rzymsko-Katolicki.

Po moich odmowach potwierdzenia „świętości” Barbary oraz jej „cudów”, nastąpiła pewna wolta i okazało się, że Nycz jest bardzo zadowolony z jakiś niby moich e-maili. Jako żywo nie pisałam wtedy żadnych e-maili, szczególnie do Kurii, czy Nycza. (Owszem, napisałam potem e-maile do swojego Dzielnicowego i pewien anty-list, ale to już inna sprawa.)

Ciągnęłam przesłuchanie dalej i okazało się, że z nie mojego adresu e-mail wysłano pochwalny list na temat Barbary, który podpisano w moim imieniu, bo schizofreniczka „wiedziała”, co chcę napisać, bo taki ma dar – jak usłyszałam – że „wie”, co różne osoby chcą zrobić i z kim też chcą być. I bez zawahania realizuje swoje pomysły.

Jest to kolejne fałszerstwo po liście do Dyrektora Opus Dei, w którym podobno „potwierdziłam” wszystkie urojenia Barbary na temat mojej rodziny, a także ślubowałam pracę w zasadzie niewolniczą dla Opus Dei. Jeszcze w czasie studiów próbowano mnie zmusić do podpisania tego sfałszowanego listu, ale odmówiłam. Nie wiem, jak to się stało, że ludzie z Opus Dei ten list przyjęli, bo nie ja się pod nim podpisałam. Mój podpis musiał zostać sfałszowany. Jakiś czas temu, dowiedziawszy się o tym liście i że jest traktowany poważnie, a ja sama jestem zmuszana do przestrzegania sfałszowanych obietnic w nim zawartych, napisałam anty-list do Dyrektora Opus Dei, w którym tłumaczyłam, że poprzedni list to fałszerstwo i nie chcę, aby mnie kiedykolwiek więcej próbowano terrorem zmusić do przestrzegania obietnic z treści tego listu. Odręczny list został zeskanowany i wysłany na adres Kurii. Sprawa została przekazana też Policji.

Nie mam żadnego pojęcia, co któraś z tych schizofreniczek napisała w e-mailu, który nie pochodzi ode mnie, a potwierdza „świętość” Barbary. Ale mam nadzieję, że moja tak bardzo publiczna apostazja i demonstrowanie bezczelnego poganizmu sprawi, że sponad mojej głowy zostanie usunięte oskarżenie o „nawrócenie się”. Wiem, że moi znajomi ze swojej strony zaczęli opisywać Barbarę szczerze i z całym przekonaniem opowiadać o nieszczęściach i przekleństwach, jakie na wiele osób sprowadziła. Profesor przedstawił swoją diagnozę tej pani. Ja ze swojej strony wiem, że Kościół neguje istnienie chorób psychicznych, bo podobno istnieją tylko opętańcy oraz święci, a nie schizofrenicy, więc może to dużo nie pomóc. Ale zawsze warto spróbować, więc zachęcam do wysyłania podobnych „świadectw”.

Ja ze swojej strony mam do tego takie podejście, że nie interesuje mnie, co robią małpy w sutannach do momentu, aż zaczną mnie nękać. Więc muszę bardzo dokładnie i szczerze przedstawić swój punkt widzenia – za chuja nie napisałam żadnego z tych listów czy e-maili, jakie mi Nycz czy Opus Dei przypisuje. Wiem, że „odnalezienie świętej” (którą psychoterapeuci identyfikują jako schizofreniczkę) – delikatnie mówiąc – nie przeszkadza w karierze, więc nie dziwcie się mojemu wkurwieniu, gdy dowiedziałam się o awansie tego gościa na kardynała.

Już samo odmawianie leczenia chorób psychicznych może zdenerwować, ale wplątywanie mnie w takie hece to coś, czego nigdy nie wybaczę.

A jako ilustracja mój posążek Bogini. Bo tylko Ją postanowiłam sobie kupić, lekceważąc namowy i terror, który miał mnie „ponownie nawrócić” i zmusić do modlenia się do figury Matki Boskiej.

(Duże litery w ostatnim zwrocie to nie wyraz szacunku, ale stosowanie się do konwencji, która nakazuje przydomki i przezwiska właśnie w taki sposób pisać.)

Wariatka Krystyna

W czasie, kiedy spotykałam się z Adamem jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, pojawialiśmy się często w kawiarni, gdzie spotykali się warszawscy fani fantastyki. Bywał też Piotr zachwycony, że może mnie widzieć. Tak samo zachwycony był mój były Michał oraz jego ojciec, profesor psychiatrii. To on teraz diagnozuje różne osoby, a nie Renata czy Krystyna. Obie te panie mają pecha, że jest biegłym sądowym i zajmuje się tą sprawą. Wrzaski Renaty nic nie znaczą, bo ta pipa nie ma nawet matury. Za to jest – jak wszyscy schizofrenicy – bardzo aktywna i bardzo intensywnie przeżywa swoje urojenia.

Moi znajomi zaobserwowali sobie różne wydarzenia. Miedzy innymi Piotr był świadkiem, jak Krystyna wyzywała mnie od wariatek i udawała, że Adam się z nią umówił. Ma kobieta pecha, że Piotr napisał odręcznie swój pamiętnik i skan tego dokumentu zawędrował na Policję. Aga sama go wysłała. Piotr nienawidził Renaty, nawet przez chwilę nie byli parą. Tak samo jak ja nie byłam i nie jestem parą z jej specjalnym przyjacielem Romanem. Piotr nie miał wątpliwości, że Krystyna jest chora psychicznie. Ja sądzę, że gang schizofreników wychował ją na kogoś chorego psychicznie. Ale jej upór, żeby niczego nie weryfikować jest zatrważający. Fakt, że Ryszard podając się za przyjaciela mojego ojca rozmawia z Andrzejem, z którym straciłam kontakt po ukradzeniu nam notesu z telefonami, nic nie znaczy. Można porównać charaktery pisma. Mam książkę kucharską z dodatkowymi przepisami wetkniętych pomiędzy jej kartki. Są spisane ręką mojej mamy i mojego taty. Zobaczymy, kto wygra w sądzie. To jest nasz, ukradziony nam, notes.

A zaświadczenie o stanie cywilnym z roku 1990 nie należy do Renaty. Rozdawałam ksero na dowód, że nie jestem żoną Romana, bo już wtedy ratowałam się i prowadziłam akcję informacyjną. Nie wiem jak bardzo trzeba być tępą dziwką, żeby nie chcieć takich rzeczy zrozumieć. Wiem, że Renata bardzo by chciała być córką Heleny i Mariana, ale może o tym tylko śnić. Ryszard i Barbara to jej starzy i musi się z tym pogodzić. Tak samo jak z tym, że nic co należało do Piotra nie jest czymś, co jej się należy.

Na randki z Adamem bardzo często przychodziłam na wysokich obcasach. Wywołało to uwidocznienie psychozy Renaty, która znowu zaczęła opowiadać, że jestem chora psychicznie, bo nie „pamiętam”, że jestem zakonnicą. Śmiałam się z tego tak bardzo, że w psychozie podeszła do ojca Michała i zarządała, żeby mnie zamknąć w psychiatryku, bo „nie chcę być zakonnicą”.

Jest to tak zabawne, że brak mi słów. Walczę z imbecylami z Kościoła i Opus Dei od dziecka. Jestem bardzo dobrze znana wśród pogan, szczególnie wyznawców Wicca. Wszystkie zarzuty wobec mnie są tak kuriozalne, że nie dziwię się, że takie osoby jak Anna Brzezińska nie wiedziały, że powtarzają plotki o mnie – bo były tak zniekształcone przez urojenia schizofreniczek.

Mam prośbę do moich znajomych z fandomu. Bardzo proszę zacznijcie pokazywać takim osobom jak ten polityk, damski bokser, wielbicielowi Renaty, który mnie pobił oraz Krystyna, że mnie znacie. Bo wiem, że ona sama oraz jej krąg znajomych myślą, że jestem kimś zupełnie nieważnym, z kim nie należy się liczyć. Bardzo proszę powiedzcie jej, że mnie znacie i co myślicie o zachowaniu jej samej oraz jej enablerach.

Niech, kurwa, w końcu zacznie ta idiotka coś weryfikować.

Lista poległych

Pewien rodzaj nieleczących się schizofreników staje się seryjnymi mordercami. Robią to, bo wydaje im się, że kolejne ofiary sprawiają im problemy, które rozwiąże „naprawianie” lub „leczenie” tych ofiar. Oczywiście uważają się przy tym za nieomylnych mistrzów, którzy posiedli wiedzę o wszystkim. Oprócz furii, którą wyładowują na swoich ofiarach, niszczą je zaszczuwając opowiadaniem swoich urojeń. Kieruje tymi urojeniami zawiść i wstyd. Dlatego też schizofrenik lubi podszywać się pod kogoś, kim nie jest. Renata nie jest mną, nie pisze, ani nie jest psychologiem. Jest idiotką, która powinna się leczyć, tak samo jak idioci, którzy niczego nie zweryfikowali u Andrzeja. Są ludzie, którzy go zapytali, kto jest kim i im nie mieści się w głowie, że debile z fandomu postanowili mnie zaszczuć pod dyktando Renaty oraz jej rodziców.

Sami schizofrenicy oraz ich enablerzy życzą ofiarom śmierci i te się w końcu zabijają lub są mordowane, ale to nie uzdrawia sytuacji, bo ulgę schizofrenikom sprawi dopiero branie leków.

Bardzo często tacy schizofrenicy jak Ryszard czy ojciec Romana to pedofile. Zresztą z reguły schizofrenicy mają niszczone obszary mózgu odpowiadające za hamowanie popędu seksualnego, więc oskarżają dzieci i kobiety o prostytucję. To częste urojenie. Dzieci moich koleżanek zostały przez takich zjebów zgwałcone i zaszczute na śmierć, bo matki nie wiedziały, że wpuszczają pod swój dach niebezpiecznych schizofreników. Niestety schizofrenicy bardzo lubią odgrywać anielskie, skrzywdzone postaci, gdy w rzeczywistości są diabłami. Ojcowie w takich sytuacjach są oskarżani o czyny, które popełnili schizofrenicy i też są zaszczuwani, chociaż dzieci temu zaprzeczają.

Doliczyłam się ośmiu ofiar śmiertelnych tego gangu schizofreników. A wielu osobom tak zniszczono psychikę, że przedwczesna śmierć nastąpiła z powodu pasywnego stylu życia. A jest to wierzchołek góry lodowej. Myślę, że każdy z otoczenia działającego w fandomie gangu schizofreników potrafi, gdy już wie o co chodzi, wskazać kolejne niepotrzebne śmierci. Zróbmy pełną listę. Niech każdy swojemu Dzielnicowemu wysyła informacje i podejrzenia na temat takich zaszczuć.

Większość ludzi nic nie wie o tej aferze, ale schizofrenicy oraz ich enablerzy mają krew na rękach. Zginęli moi przyjaciele i nie życzę sobie, aby przypisywać mi winę za ich śmierć. Ktoś zupełnie inny jest za to odpowiedzialny, ale jak zwykle schizofrenicy odsuwają od siebie wszelkie oskarżenia i zrzucają je na niewinne ofiary. Bo tak naprawdę się wstydzą tego, co robią i dlatego pojawia się u nich narastająca frustracja. Debile enablerzy już dawno powinni strzelić się w ryło i zaprowadzić ich do psychiatry, a nie mnie razem z nimi zadręczać. Gdyby nie moi przyjaciele już by mnie nie było, jak wielu innych osób, które przeszkadzały i drażniły Renatę czy inne osoby z jej rodziny.

Na całe szczęście na razie schizofrenik Roman nie chce mnie zabić.

„Kurwa Małgosia”

To będzie krótki wpis.

Co ja mogę powiedzieć? Ktoś taki jak „kurwa Małgosia” nie istnieje, chociaż jako „kurwa Małgosia” zostałam pobita przez jednego polityka z fandomu, który bardzo się przejął opowieściami schizofreników z Warszawy. Ten człowiek chyba do tej pory uważa, że schizofreniczka Renata, córka Barbary i Ryszarda (którzy są równie jak ona chorzy psychicznie) jest „Yennefer” oraz „wdową po Piotrze”, która została bezprawnie pozbawiona majątku przez działania złych ludzi. Ja naprawdę jej nic nie „zablokowałam”. Nie zajmuję też nielegalnie „jej mieszkania”.

Renata i jej rodzice są bardzo niebezpieczni, bo cały czas szczują na mnie niezorientowanych głupoli. Zostałam zaatakowana nie tylko przez tego pewnego polityka, czy Krystynę, ale też osoby z Avangardy.

Bardzo proszę, aby ludzie, którzy posługują się określeniem „kurwa Małgosia” przestały fałszywie podawać się za moich obrońców czy przyjaciół. Istnieje tylko „kurwa Renata” – bo jako „kurwy” metale określają pipy, które niszczą prawowite żony, same podając się za małżonki gwiazd. Chociaż pipy zawarły związki małżeńskie tylko w swoich schizofrenicznych urojeniach.

Schizofreniczne opowieści Renaty i jej matki zniszczyły Piotra i mnie kilka razy. Mam nadzieję, że już nikt mnie nie zacznie atakować tylko dlatego, że ktoś z tej schizofrenicznej rodziny coś o mnie powiedział. Nikogo z PiSu do siebie do pracy nie zapraszałam i nie prosiłam tych debili o „pomoc”. Mam dosyć tych wszystkich pomówień i celowego zaszczuwania mnie przez Opus Dei, do którego należą też politycy. Nie jest prawdą, że „skończyłam studia tylko dzięki Barbarze”. Zrobiłam to wbrew tym schizofrenikom, bo cały czas próbowali mnie usunąć z listy studentów i to nie tylko Psychologii, ale też Anglistyki, a Renata rozpowiadała cały czas wszędzie swoje schizofreniczne baśnie snute na mój, oraz moich rodziców temat. Wypraszam sobie określanie mnie lub mojej mamy jako „prostytutek”! To jest. kurwa, grubsza sprawa niż afera związana z „grą ciałem”.

Fandom pamięta sprawę „gry ciałem”, a kto nie wie, o co chodzi, ten nie jest fandom. Ja też takich oskarżeń nie mogę darować nikomu.

Jestem poganką, a doniesienia Renaty, że byłam religijna w dzieciństwie i że mój brak wiary to objaw chorobowy, z którego należy mnie leczyć psychiatrycznie, to czyste, znane wielu osobom urojenia.

Mam nadzieję, że ten wpis wyjaśnia temat do końca.

Użyteczni głupcy

Profilerzy nie mają złudzeń co do ludzi – z reguły społeczeństwa w swojej masie siadają się z jednostek głupich. Psychoterapeuci też wiedzą, że ludzie kierują się przede wszystkim własnym zyskiem i zaspokojeniam własnych popędów. Ludzie, którzy liczą, że odwołają się do tej lepszej strony ludzkiej natury z reguły są niszczeni, a tępaki oraz beztalencia tryumfują.

Jest to w skrócie wszystko, co myślę o tym, co mnie spotkało. Inaczej udałoby mi się udowodnić, że to ja mam rację, a nie zawistne idiotki, które postanowiły wystartować do Adama czy kogoś innego. Podobnie negatywnie odbieram środowisko prze-ambitnych pań pisareczek, szczególnie pewnej idiotki i plagiatorki, która łże, że się ze mną przyjaźni. Przyjaźni się co najwyżej ze schizofrenikiem Romanem, z którym się publicznie przelizała. Nie dziwię się, że schizofrenik swojej ukochanej postanowił „dać” coś, co do niego nie należy. Powinien przy niej zostać, a nie mnie nękać. Bo i tak nigdy nie byliśmy, ani nie będziemy małżeństwem.

Do tej pory nie zostałam przeproszona przez nikogo z zaszczuwającej mnie hordy, więc proponuję, aby Adam skontaktował się ze swoim prawnikiem i zaczął akcję odwetową która mnie może w końcu uratować. Plagiatorka musi mieć proces, skoro nie uważała za wskazane mnie przeprosić. Pewnie gdy dostanie pismo przedprocesowe, to się zreflektuje. Ale i tak nie zgodzę się już nigdy na to, aby wykorzystywała ukradzione mi konspekty. Nie ma znaczenia, że Michał nie wiedział, że schizofrenik łże na temat naszej zażyłości i moich życzeń, więc wydał te konspekty z własnej woli. Nie były jego własnością i nie miał prawa nimi dysponować. Michał wie, że uważam go za najgłupszego z moich byłych i osobę po praniu mózgu, więc chorą psychicznie.

Opus Dei składa się głównie ze schizofreników, których Katechizm Kościoła Rzymsko-Katolickiego stawia na postumencie jako ludzi, których trzeba słuchać, bo przemawia przez nich Bóg. Nie mogę żyć w takim kraju. Rozmawiałam z paroma osobami, które oburzone tłumaczyły mi, że Opus Dei to oni. Jest to psychiatra i prawnicy, ale ze względu na to, jaki jest profil przeciętnego katolika, mogę to tylko wyśmiać. Są to rodzynki, wykorzystywane przez motłoch, który w swojej masie jest głupi – i coraz bardziej ogłupiany, gdy najzdolniejsze dziec są zaszczuwane przez schizofrenicznych „świętych” jak ja – bo są proszeni o przysługi.

Plagiatorka posuwała się do stwierdzeń, że nie jestem autorką własnych tekstów drukowanych w Nowej Fantastyce. Byłam przez jej przyjaciół zaszczuwana w pracy jako osoba, która się podaje za kogoś, kim nie jest. Dowiadywałam się, że jestem byłą prostytutką, która z trudnością skończyła Anglistykę. Przy czym schizofrenik Ryszard dobrze wie, że mnie też nękała na Psychologii i nawet posunął się do wypisania mnie z listy studentów, bo udawał mojego „ojca”. Nieprawdą jest, że musiałam powtarzać każdy egzamin.

Za to plagiatorka jest osobą pozbawioną talentu, o której zdolnościach nic nie wiem. Pamiętam za to, że była opryskliwa w czasie warsztatów literackich. Nie jest to osoba, która zasługuje na jakąkolwiek pomoc. Plagiatorką nie ma do niczego prawa. Nawet jeśli bym jej kiedyś coś podarowała (a tak nie było), to przy jej rażącej niewdzięczności, jaką plagiatorka zaprezentowała, mam prawo zabrać, co do mnie należy. I to dotyczy nie tylko plagiatorki. Moje sprawy reprezentować już zawsze będą ateiści oraz wyznawcy Wicca. Katoliccy prawnicy już dawno zostali przede mnie odsunięci od tej sprawy. „Prokurator” też udaje, że nie wie, co robić.

Ale oczywiście jak zwykle w moim życiu, zwyciężają zawsze beztalencia z Opus Dei.

Ja wypisałam się już z fandomu. Nie odzywajcie się do mnie. Tylko Agnieszka i Alice mogą się ze mną kontaktować. Podobno mamy jakieś ważne sprawy do załatwienia. No, chyba że to też było czymś, co pochodzi z urojeń skurwysynów z Opus Dei. Nie będę kontaktować się ze schizofrenikami, szczególnie schizofrenikiem Romanem, czy przepraszać plagiatorki, bo takie warunki mi przedstawiono. Schizofreniczce Renacie też nie oddam żadnych pieniędzy, ani Romanowi. Nie mieli prawa wysuwać takich żądań wobec mnie i w razie odmowy, odcinać mnie od znajomych i przejmować kontrolę nad moimi sprawami. Typowe dla schizofreników, mojego tatę też coś takiego spotkało we Francji. Nie dziwcie się, że uciekł do innego kraju. Ja też taki mam zamiar, bo chociaż emeryturę chcę spędzić nie oglądając się za siebie w jakimś ciepłym kraju, na przykład Egipcie, jeśli to będzie jedyna dla mnie opcja.

Jeśli coś do mnie należy, to bardzo proszę o zwrot tych rzeczy. Oszuści, którzy mnie odcięli od – podobno należnych mi – pieniędzy, powinni już dawno trafić do więzienia.

Nie zrezygnowałam z żadnego spadku, a takie opowieści krążą. Nie jestem bogata. Żyję z jednej pensji. Ale jeśli mam się kontaktować z moimi prześladowcami, żeby załatwić sprawy spadkowe, bo oni jakimś cudem wszędzie zaczęli się podawać za moich bliskich i przejęli kontakty (co jest typowe dla schizofreników), to wolę głodować i żyć potem tylko z emerytury w jakimś ciepłym kraju, gdzie moje pieniądze wystarczą na więcej. I najwyżej dorabiać lekcjami. Mój tata w takiej sytuacji był bardzo szczęśliwy w Polsce, dopóki mnie i jego samego kurwy z Opus Dei nie zaatakowały ponownie. No, ale w krajach arabskich Opus Dei nigdy nie znajdzie sojuszników, a starsze kobiety są szanowane.

Powiem tylko, że stawianie mi jakichkolwiek warunków, w sytuacji gdy chodzi o sprawy urzędowe, które już dawno powinny być załatwione, jest takim kurestwem, jakiego świat nie widział. W życiu nie przejmiecie żadnych pieniędzy.

Wiem, że schizofrenicy otaczają swoje ofiary murem kłamstw i odcinają od ludzi im bliskich, którzy od tej pory są skazani na kontakty tylko ze schizofrenikami, którzy zaczynają „reprezentować” swojej ofiary i doić tych naiwnych ludzi. Ale istnieje możliwość stawiania takich chujów przed Sądem Cywilnym, więc sugeruję domagania się zwrotu pieniędzy tą drogą.

Mój tata zderzył się z taką sytuacją we Francji, ja w Polsce. Jestem przerażona tym, z jaką łatwością schizofrenicy niszczą ludzi. A także jak podle, bezmyślne oraz okrutne okazało się środowisko Kościoła i PiSu. To nie są moi przyjaciele i nigdy nie byli. To są – w najlepszym razie – enablerzy groźnego schizofrenicznego gangu, który zaszczuł z wynikiem śmiertelnym już wiele osób. Kilkoro udało mi się uratować przed nimi.

W Polsce nie chcę mieszkać już nigdy. I nic mnie nie zatrzyma. Do emerytury już nie mam daleko. Wyjeżdżam tak szybko, jak się tylko da.

Nauczanie Kościoła

Wiele osób może się zdziwić, ale dostojnicy Kościoła uważają mit o Abrahamie i Izaaku za kluczowy w wychowaniu młodych katolików. Przypomnę, o czym traktuje ten mit. Ojciec Abraham usłyszał w głowie głos Boga, który nakazał mu zawlec swoje niewinne dziecko na szczyt góry i złożyć tam w ofierze. Więc – jak to sobie wyobrażam – zawlekł opierające się, walczące o życie dziecko na górę i już gotował się do zaszlachtowania swojego syna, gdy Bóg po przetestowaniu go, odwołał wyrok.

Można z tego rozumieć – jak robią to cywilizowani ludzie – że chrześcijaństwo zrezygnowało z ofiar z ludzi. A przynajmniej tak to rozumieją luteranie, którzy sądzą, że cała akcja Abrahama z synem miała dokładnie to pokazać, a nie była testem wiary. Bóg luteran nie testuje ludzi. Katolicy za to tkwią na stanowisku, że należy ten mit traktować jako nakaz posłuszeństwa wobec Boga. Szczególnie wobec ludzi, do których Bóg przemawia, bo to są święci i przekazują wolę Boga. I należy się ich słuchać, nawet jeśli psychiatra uważa Abrahama za niebezpiecznego schizofrenika. Luteranie nie obrażają się za takie diagnozy Abrahama, bo to akurat w ich micie nie jest ważne.

Dla psychiatrów oraz ludzi, którzy mieli kontakty ze schizofrenikami i ich trochę poznali, ten mit jest dużym problemem i zawsze, słysząc takie odczytanie, będą protestować. Był to przypadek mój oraz mojego ojca. Zakonnica, która uczyła mnie religii – zgodnie zresztą z instrukcją dla katechetów – uznała, że jestem „zdemoralizowana” i pochodzę ze „zdemoralizowanej” rodziny, ponieważ protestowałam przeciwko uczeniu tęgo mitu, więc udała się do ówczesnego biskupa. aby wyznaczył mi opiekunów z Kościoła. Stąd się wzięli Ryszard i Barbara, prześladujący mnie i moją rodzinę do tej pory. Są to dla Kościoła tak zwani „święci” (chociaż reszta świata, jak już wiemy, zna ich jako groźnych schizofreników). Niestety schizofrenicy nękają swoje ofiary, aż je zaszczują na śmierć i moja katechetka miała świadomość, że skierowanie ich uwagi na mnie to wyrok śmierci, zapowiedziała mi to , a także że, jeśli chcę żyć, mam zgodzić pójść do klasztoru. Albo mam wyjść za młodego „świętego” z mojej podstawówki, który podobno sam się zgłosił, ale w to nie wierzę, bo wiem, że dostał pieniądze od jakiegoś księdza. Zaznaczę, że dla prawa nie ma znaczenia, na ile świadomie katolicy wykorzystują schizofreników w takich akcjach niszczenia ludzi, bo mają się dostosować do zasad, jakie panują poza ich religią. Właśnie pod kątem takich spraw wertowałam podręczniki jako studentka.

Nie jestem wyjątkiem. Jak usłyszałam, dzieci Michała, które są wnukami profesora psychiatrii, także podpadły katechetce „nieposłuszeństwem wobec świętych”, gdy zaprotestowały przy pochwale schizofrenii Abrahama. Ich katechetka, chociaż tym razem cywilna, pogalopowała do biskupa prosić o „opiekunów” dla nieposłusznych dzieci. Jak się okazało znaleziono im inną schizofreniczną rodzinę. Na całe szczęście wiedziałam, co się będzie działo przy opowiadaniu o Abrahamie, więc nakazałam ostre działanie. Dziadek poszedł do katechetki pokazując swoje dyplomy. Biskup, jak mi powiedziano, spuścił z tonu. A katechetka dostała bardzo groźną naganę od dyrekcji szkoły.

Ale jak sama dobrze wiem, schizofrenicy nasłani na Kościół już zawsze będą na ich tropie i nie da się ich wsadzić do psychiatryka, bo Kościół umiejętnie podtrzymuje ich wszystkie urojenia. Wiem, że dzieci się skutecznie bronią, chociaż bez zmiany przepisów, które umożliwiają leczenie takich ludzi bez ich zgody, czekają nieposłusznych różne nieprzyjemne sytuacje już całe życie. A Kościół regulujący życie publiczne i wybierający polityków na najwyższe stanowiska w Polsce się nie zgodzi na zmianę przepisów.

No, ale kościół luterański, który odrzucił kult świętych „schizofreników”, dorobił się nowych członków. Bo jest to jedyna rada na takie zaszczucie i logiczna reakcja na taką sytuację. Dzieci Michała zrobiły dokładnie to samo, co ja w dzieciństwie. Zagłosowały nogami, czego też innym życzę. CHociaż i tak musiałam podejść do Pierwszej Komunii w Kościele Rzymsko-Katolickim, bo nie mogłam złożyć formalnej apostazji jako dziecko. Ale jako dorosła potwierdziłam przed biskupem fakt bycia luteranką. Złożenie papierka to czysta w tej sytuacji formalność. A z powodu dalszego zaszczuwania złośliwie ujawniłam się w treści mojej apostazji jako wyznawczyni Wicca, nie luteranka. Wiem, że moi współwyznawcy uważają mnie za kapłankę, ponieważ już jako dziecko widziałam magię.

Bardzo jest przykre, że największy odłam chrześcijaństwa w Polsce ma zasady dokładnie takie same jak najgroźniejsze sekty, z których się nie odchodzi, a próby odejścia karane są zaszczuciem z wynikiem śmiertelnym. A jeśli ktoś zaszczuty przez schizofreników się nie zabije, to sieć kłamstw oraz intryg doprowadza do wyznaczenia takiej osobie, która próbowała odejść z Kościoła, roli popychadła w społeczności. W moim przypadku ja odeszłam od takiej społeczności. Odchodzę też z fandomu, bo mam tutaj też być z wyroku Opus Dei popychadłem, które nic nie znaczy. Innym też radzę odejść z Kościoła i fandomu, nawet jeśli nie byli bezpośrednio atakowani.

Proszę Państwa, to musi się zmienić. Nie może być na zgody na takie postępowanie jakiegokolwiek związku religijnego w państwie prawa w dwudziestym pierwszym wieku. Nie może legalnie funkcjonować religia, która zakłada, że pranie mózgu i terror wobec dzieci oraz dorosłych są naturalnymi i dozwolonymi metodami „nawracania” i utrzymania ateistów, luteran oraz wyznawać Wicca w Kościele. Nie ma na to zgody na to w cywilizowanym świecie.

Nie muszę chyba dodawać, że ta niesławna instrukcja dla katechetów jest tajna i poufna, ale udało się pociągnąć kilka osób za język. Bo mówią, gdy się zapyta o to wprost. Nie jest prawdą, że nękane przez Kościół dzieci „proszą o pomoc” – chociaż schizofrenicy twierdzą, że dzięko samo prosi o „pomoc”, bo dla Kościoła okazywanie nieposłuszeństwa jest „prośbą o pomoc”.

Trzymajcie się od tej niebezpiecznej sekty z daleka. Tak samo jako „prośbę o pomoc” są traktowane apele dorosłych, żeby się odpierdolili, więc w życiu nie będę rozmawiać z nikim z Kościoła, czy mówiąc bardziej szczegółowo, z Opus Dei. Także nie chcę rozmawiać z nikim z ich polityków. To wszystko dla mnie są personae non gratae.

Tak, znam liczbę mnogą tego łacińskiego wyrażenia.