Archiwum kategorii: Różne

Nagranie

Jednym ze sfingowanych dowodów, jakimi posługuje się Roman i jego schizofreników, jest nagranie, na którym mówię – „jesteś moim mężem”. Nie jest to całe nagranie, bo na początku nie pada imię Roman, tylko Piotr. Już tłumaczę, jak powstało.

Ofiara zaszczuwana przez schizofrenika traci pamięć z łatwością. Schizofrenicy to wykorzystują wmawiając ofiarom różne rzeczy i się nimi bawiąc. Bardzo szybko się każdy schizofrenik przekonuje, że ofiara w takim stanie zaczyna się podporządkowywać i wypełnia polecania schizofrenika.

Naczelnym celem Romana jest wejście w posiadanie mojego mieszkania i mojego majątku, bo chce stworzyć rodzinę z Renatą, ale go nie stać. Jak to zwykle robią schizofrenicy pracuje w spożywczym, dlatego ma co jeść, bo wychwytuje wszystkie przeterminowane produkty i kradnie. Schizofrenicy nie panują nad swoimi wydatkami i mają też zwyczaj rozdawać pieniądze, udając – pod wpływem swoich urojeń – bogaczy.

Roman bardzo chce doprowadzić do ślubu ze mną, żeby po mojej mniej lub bardziej samobójczej śmierci, po mnie odziedziczyć. To jest z typowych zagrań nieleczących się schizofreników, którzy są dziećmi nieleczących się schizofrenicznych dynastii. Kolejne pokolenia się nie leczą i wegetują na najniższej krajowej, od której jeszcze odliczane są „dodatkowe” wolne dni.

Roman, torturując mnie psychicznie, gdy złapał mnie razem ze swoim gangiem, a byłam chwilami przytrzymywana przemocą, zaczął się podawać nie tylko za Adama, ale też za Piotra. Zostałam praktycznie sterroryzowana, aby wypowiedzieć słowa o tym, że jest moim mężem. Już wtedy ustawił na jeziorze pułapkę ze ściętego drzewa i wiedział, że Piotr ze mną rozmawia, aby mi pomóc odzyskać pamięć. Roman zasugerował, że Piotr jest nieszczęśliwy w małżeństwie i chce się rozwieść, aby do mnie wrócić. Wypowiedziane przeze mnie słowa miały pomóc dziedziczyć po nim, gdyby rzeczywiście zginął w wypadku. Ale nie wierzyłam, że rzeczywiście rozmawiam z Piotrem. Dałam temu wyraz w e-mailu wysłanym Policji, w którym opisałam ten kolejny napad na mnie.

Prawda jest taka, że Roman ma zamiar posłużyć się tym nagraniem, aby dziedziczyć po mnie. Jest to kolejny sfingowany dowód na to, że byliśmy razem. Schizofrenicy tak robią, aby urzeczywistnić swoje intrygi. Na jego nieszczęście wysłałam emaila, także do Policji, informujące o tej intrydze i kto po mnie dziedziczy. Jest to ktoś z mojej rodziny.

A jeśli chodzi o małżeństwo Piotra i Agi, to oboje byli w sobie zakochani i szczęśliwi. Byli zachwyceni tym, co razem stworzyli i co mieli. Piotr mnie kilkoma rzeczami tak do siebie zraził, że nic już do niego nie czułam, chociaż pamiętam teraz, co się działo, gdy byłam jeszcze nastolatką. Rzuciłam Piotra, kiedy skończył osiemnaście lat. Typowy romans dzieciaków.

Właśnie się zorientowałam, że to ja zawsze rzucałam facetów. Lub traciłam pamięć po zaszczuciu.

W pewnym momencie, gdy Piotr został rzucony przez laskę, która zakochała się w swoim mężu, zasugerowałam mu, aby zaczął spotykać się z Agą, bo jest naprawdę uroczą i dobrą osobą. Jednocześnie dosyć złośliwie zrobiłam mu listę rzeczy, których nie powinien robić, aby ten związek z nią wypalił. Wymieniłam też rzeczy, jakie powinien robić dla Agi. Z drugiej strony Piotr cały czas chciał mnie wydać za Adama, tylko nie wiedział, że najpierw trzeba rozwiązać kwestie ataków schizofreników na mnie i moje problemy z amnezją, którą wywołało prześladowanie mnie przez Renatę, Romana oraz ich przyjaciół z Avangardy.

Tak więc, wbrew różnym fantomowym plotkom powiem jedno. Nie było między mną i Agą złej krwi, bo ja zawsze chciałam wrócić do kogoś innego i tego nie ukrywałam. Dodam też, że nie był to Adam. Śmierć Piotra wcale nie była dla mnie takim szokiem, jak dla Agi, bardziej się martwiłam, jak wielką stratę poniosła Agnieszka. Ja zawsze byłam pewna, że żona Piotra, ktokolwiek nią zostanie, będzie młodą wdową. Gang schizofreników dodatkowo w czasie świeżej żałoby brutalnie zaatakował Agę w czasie konwentu i sterroryzował, domagając się pieniędzy i przyznania, że Renata jest „żoną Piotra”. Agnieszka jest po mnie kolejną osobą, która omija konwenty Avangardy. Ja nie jestem powodem, dlaczego Agi nie można znaleść w czasie konwentów w Warszawie, bo ja na tych konwentach nie bywam. To nie mnie unika. Sprawdziłam, nadal jestem dla Avangardy persona non grata.

Naprawdę Piotr się nie rozwiódł i nie ma żadnych pieniędzy dla Renaty. Nie rozbijałam też jego małżeństwa. Jeśli Aga coś wspomniała o pomocy dla mnie, to tylko dlatego, że mamy plany wspólnych interesów, które nie mają nic wspólnego z gangiem schizofreników z mojej podstawówki.

Nieprawdą jest też, że nigdy nie chciałam wyjść za mąż, ale muszę być zakochana, aby tego chcieć. Chciałam wyjść za Breta, a potem za Kristiana, który mnie ratował po zaszczuciu przez idiotów z warszawskiego klubu, bo już postanowiłam popełnić skuteczne samobójstwo. Bardzo nie dziękuję różnym idiotom za zaszczucie mnie tak dokładnie, na podstawi oskarżeń schizofreników, że z powodu problemów z pamięcią, traumy i syndromu sztokholmskiego nie byłam w stanie zrealizować żadnym moich planów stworzenia rodziny.

W sumie o Tommym też nie powinnam zapominać i muszę go umieścić na mojej liście.

Więc jedyne, co mogę powiedzieć to „odpierdolcie się ode mnie, kurwy!” Ludzie nie przychodzą na wasze konwenty, bo można zdrowie stracić. Wasze towarzystwo jest zbyt niebezpieczne.

Terror

Ludzie, którzy nie znają mechanizmów zaszczucia, uważają, że wrzaski i terror nie powinny robić wrażenia na ludziach niewinnie oskarżanych, ale jest wręcz przeciwnie. Wszystkie agresje okazywane wobec ludzi, którzy są winni przedstawianym im zarzutom, nie wywołują takich obrażeń psychicznych, jak terroryzowanie i obrzucanie obelgami osób niewinnych. Winni wiedzą, za co obrywają, więc mniej cierpią. Ludzie niewinni przechodzą katusze i znajdują się w matni, bo nie potrafią wytłumaczyć swoim oprawcom, jak ci bardzo się mylą.

Psycholodzy nienawidzą aktów terroru, ponieważ można w ten sposób kogoś zniszczyć psychicznie i zmusić do samobójstwa. A jeśli nawet taka osoba przeżyje ataki terrorystów, to zawsze już będzie cieniem siebie, jak ja i mój tata. Celują w tym schizofrenicy z ich nieprawdziwymi oskarżeniami niewinnych ludzi i urojonymi krzywdami. Moi znajomi schizofrenicy, których mam nieszczęście znać od podstawówki, zaszczuli wiele osób, podburzając przeciwko swoim ofiarom wiele środowisk. Zawsze pomaga im w tym kler, zachwycony ich „świętością” i tym, że „przemawia do nich Bóg”.

Nie mam najmniejszego zamiaru pojawiać się na spotkaniach Avangardy. Miałam pecha przyjąć takie zaproszenie, kiedy jeszcze byłam studentką. Chociaż klub wtedy nazywał się chyba inaczej, ale nadal działają w nim te same osoby. Klub i schizofrenicy zamknęli salę na klucz i zaczęli mnie zaszczekiwać i terroryzować. Od tamtej pory jeszcze nie odzyskałam do końca pamięci. Klub zniszczył mi całe moje życie. Nie dziwcie się więc, że moi przyjaciele zablokowali Worldcon dla Avangardy.

To jest przeklęty klub i przeklęci ludzie. Nie powinni sobie przybijać piątek za zniszczenie mnie. Ale skoro tak lubią, to mogą sobie nadal stawiać schizofreniczkę Renatę na postumencie i się do niej modlić. Ale beze mnie. W karierze żadnej idiotce z klubu to nie pomoże. Bo to nie Renata i nie Roman decydują, kto jest kim w światowym ruchu fantastyki.

Przeżyłam wbrew temu, co mi wtedy plagiatorka ze swoimi przyjaciółeczkami zaserwowała. I nie zamierzam nikogo z rodziny schizofreniczki Barbary przepraszać. To nie jest moja matka, tylko Renaty. I nie dam sobie ukraść mieszkania, które jak najbardziej legalnie po mojej mamie Helenie odziedziczyłam. Nie zajmuję go nielegalnie, kurwa. Schizofreniczka Renata może się obejść smakiem.

Kurwa, macie skończyć już z tymi oskarżeniami wobec mnie. Wszystkie oparte są na jakiś schizofrenicznych intrygach debili z mojej podstawówki. Jesteście bez szans w tym sporze, bo nie macie racji.

Aktów terroru wobec mnie sobie nie uroiłam. Ludzie z klubu razem ze schizofrenikami zrobili mi też wjazd do pracy i zaczęli robić awantury, więc nie udawajcie już nigdy moich przyjaciół i że moje skargi na was są oparte na moich urojeniach. Kłamstw i fałszywych oskarżeń wobec mnie też sobie nie wymyśliłam. Pobicia też nie.

Samosąd

Schizofreniczny bełkot Barbary na mój temat był podstawą do zaszczucia mnie już w podstawówce. Schizofreniczka kontynuuje to dalej, ale chyba nikt z Avangardy, gdzie działa jej równie schizofreniczna córunia Renata, która pasjami podszywa się pode mnie, bo ma nadzieję, że w ten sposób się dorobi. Żądała już ze swoimi przybocznymi z mojej Anglistyki, chociaż nigdzie niczego nie studiowała, abym oddała jej moje mieszkanie. Już to sobie wyobrażam. W celu dostania mojego mieszkania zaczęła udawać, że jej matka Barbara jest moją matką, a moja mama Helena tylko wynajmuje mi pokój w mieszkaniu, które niby „należy do niej, Renaty, czyli Yennefer”.

Dwie najgłupsze i najgorsze studentki Anglistyki dokonały na mnie samosądu i wciągnęły w to też moje koleżanki. Skończyło się to tragicznie, bo najgorsze zaszczucia – jak notują podręczniki profilera – odbywają się w środowisku nauczycielskim. Niestety nauczyciele są bardzo często głupi i narcystyczni. Moje inne i nowe znajome też postanowiły mi „pomóc” pod dyktando obu schizofreniczek oraz ich ukochanych.

Ciekawe też, że do samosądu dołączyła też pani B. – jak najbardziej psychiatra, ale tak głupia, że pod wpływem Barbary postanowiła zapomnieć o wszelkich zasadach postępowania z pacjentem i że takie akcje w plenerze ma obowiązek przekazywać profilerom. Psychiatra i psychoterapeuta nie mają prawa wychodzić z gabinetu. Mają obowiązek zajmować się tylko pacjentem, który dobrowolnie do nich przyszedł. Niestety zaszczutemu człowiekowi bardzo łatwo można wmówić schizofrenię, a o to zabiegają schizofrenicy, którzy nie przyznają się do swojej choroby i wszystko obracają o sto osiemdziesiąt stopni. Dlatego takie rzeczy zostawia się profilerom, którzy znają typowe urojenia schizofreników na pamięć i pamiętają o weryfikacji wszystkiego. Profilerzy nie niszczą ludziom życia na kilkanaście lat. I co mi z tego, że po kilku latach „obserwacji” pod kątem „schizofrenii” pani B. wypisała poprawne leki na stany lękowe potwierdzając w ten sposób moją autodiagnozę.

Jestem przerażona, jakie rzeczy przypisuje mi schizofrenia tego gangu i podejrzewam, że motywacją enablerów była zemsta (chociaż jestem niewinna) i nic innego. Wcale nie próbowałam zabić Renaty w lato 2002. Byłam wtedy w Chinach, a zdjęcia moich wiz są na blogu. Bardzo proszę je sobie odnaleźć. Wyjechałam pod koniec czerwca, a wróciłam już we wrześniu.

Wcale nie oślepiłam mamy Doroty – a to jest kolejna rzecz, która usłyszałam o sobie. Nawet nie wiem, jak to osoba wygląda. Opowieści, że biegam za sterydem w łapie po mieście, są urojeniem tych pań. Moja mama została przez Ryszarda zaatakowana sterydem, którym jej strzelił w oczy. Niestety steryd podany w taki sposób powoduje zaćmę. Zdarzyła go rozpoznać. Opisałam ze szczegółami, jak dalej wyglądało jej życie. Mama Inferno została przez tego schizofrenika potraktowana w taki sam sposób. Podejrzewam, że mama Doroty padła ofiarą też tego schizofrenika, męża Barbary. O ile ta opowieść nie została wymyślona przez te idiotki, żeby mnie torturować psychicznie.

Niestety ja też zostałam potraktowana w ten sposób i to miejscu pracy, ale ponieważ mam szybki refleks udało mi się ocalić jedno oko, a w drugim mam widzenia bocznie. Na razie odkładam operację, żeby zrobić w warunkach gwarantujących na to, że nie popełnię błędu mojej mamy i kierując instrukcjami terrorysty nie zniweczę efektów operacji przez machanie głową. Mama Inferno, z tego co słyszałam, musiała być przytrzymywana po operacji, bo zaczęła być pobudzona ruchowo.

Mam dosyć ataków na siebie. Żyję tylko dlatego, że kilku facetów zapowiedziało mi, że też popełnią samobójstwo, jeśli się poddam i dokonam na sobie eutanazji – tak bolesny i trudny jest stan po zaszczuciu przez środowisko, które się zmówiło przeciwko mnie pod dowództwem kilku schizofreników oraz idiotek z Anglistyki, że zaczęłam to planować. Idiotki z Anglistyki nigdy nie były moimi przyjaciółkami. Nie należy ich pytać o mnie. Na złość mi, wykorzystując moją amnezję, ożeniły Breta, który im uwierzył, że mam męża i dzieci. W ogóle nie pamiętając, kim był dla mnie, powiedziałam, że nie powinien marnować życia. Wystarczy, że ja mam zmarnowane.

To co się stało, jest tak dla mnie niewiarygodne, że uważam to za zmowę imbecyli przeciwko mnie. Osoby nieutalentowane i głupie wykorzystały schizofreników, aby mnie zniszczyć z zawiści. Moje koleżanki cierpiały katusze musząc powtarzać kilka razy egzamin z Logiki, który ja napisałam w piętnaście minut. One obie są tępymi zjebami, które bardzo pasują do tego gangu schizofreników z mojej podstawówki. Nic dziwnego, że musiały je bardzo uwierać moje piątki z Psychologii, a także inne dodatkowe kursy. Nie mówiąc już o mojej karierze pływackiej.

Jednym słowem, nie chcę tych pizd już więcej oglądać. Wiem, że Bret wkurwił się, gdy usłyszał, jaka jest prawda, bo zaczęłam wychodzić z amnezji, więc zablokował telefony tych idiotek. Bo, kurwa, istnieją granice kurestwa. Niech się nie łudzą, moi znajomi wiedzą, jak się z nimi skontaktować. A ja w razie czego usłyszałam, bo byłam w zbyt złym stanie, żeby zapisać sobie telefon Adama, że wystarczy, jeśli napiszę coś na Facebooku, tak żeby wszyscy mogli widzieć.

Ich akcje – pod wpływem Renaty – czyli opowiadanie mi celowych kłamstw oraz zastraszanie w celu doprowadzenia mnie do szaleństwa są tak dalekie od metod terapeutycznych, że nie rozumiem, jak trzeba być głupim, aby uważać, że takie rzeczy zleca „psychoterapeutka Renata”. Celowo i złośliwie zniszczono mnie na dziesięć lat i wywołano syndrom sztokholmski (jak najbardziej potwierdzony przez wykładowcę z Wydziału Psychologii, którego ściągnął ojciec Michała), ale Adam jakoś nie chce oświadczyć się – pomimo zaszczucia w czasie konwentu – pani P. No niestety, tak wyglądają intrygi Barbary i Renaty.

Kurwa, pół tego głupszego fandomu zachorowało na podobne urojenia, że Renata jest Bogiem i nie dało się go wyleczyć, więc będą zarzuty karne, tylko muszę stanąć na nogi. A zatem mówię, pierdolcie się, nie zamierzam odwiedzać Avangardy. To zawsze był klub, który dla mnie nie istniał. Jak powiedziałam Bretowi już lata temu „w Warszawie nie ma klubu miłośników fantastyki”.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Renata ode mnie domagała się potwierdzenia, że jest „Yennefer” oraz „współautorką wiedźmina”. A weście idiotki zaproście w końcu Andrzeja na wasze spotkanie w klubie i niech on się wypowie, kto jest kim w fandomie, jeśli do tej pory jeszcze tego nie udało się wam ustalić. To, że zmówiłyście się z Renatą jest czymś, pewnie będzie bardzo zabawne dla innych klubów, które zdążył przed śmiercią obdzwonić Krzyś.

„Psychoterapeutka Renata”

Schizofrenicy bardzo lubią się podawać za psychologów lub psychiatrów. Bardzo chcą „leczyć” swoje ofiary, bo te nie potwierdzają ich urojeń. Renata z mojej podstawówki bardzo lubi mówić o sobie, że jest psychoterapeutką. Bardzo pomogło jej w tym ukradzione mi ksero mojego rękopisu ze studiów psychologicznych, na które namówił mnie ojciec Michała, profesor psychiatrii.

Gang schizofreników mówi „Profesor” o pewnym nie-psychiatrze, który tłumaczył się ojcu Michała, że robi wszystko według poleceń „psychoterapeutki Renaty”, która mnie „leczy” od dzieciństwa. Ten Profesor był właśnie tą osobą, która mnie prześladowała w czasie różnych konwentów. Posunął się nawet do wmawiania mi, że odbierał porody moich dzieci i że nie mam żadnych problemów z mięśniakami. Sterroryzował mnie i zabronił korzystania z pomocy ginekologów. A miałam problemy z mięśniakami bardzo duże problemy, musiałam nawet mieć przetaczaną krew z ich powodu. Ten człowiek odpowiada też za rozpowszechnieni wśród prawicowców masy bzdur na mój temat. Bo akurat prawica w fandomie uwierzyła, że jest „Yennefer” i „psychoterapeutką”. Straszliwe jest do czego potrafią się posunąć ludzie, którzy znajdą sobie fałszywy autorytet. Tracą wtedy resztki człowieczeństwa. Proszę zapoznać się z tym eksperymentem. Nie chodziło w nim tak naprawdę o wpływ kar na pamięć, ale o to, żeby zobaczyć, jak zachowują się ludzie, którym wydaje się, że bezkarnie mogą kogoś karać, bo ktoś inny bierze odpowiedzialność. Okazało się, że niektórzy posuwali się do administrowania takich kopnięć prądem, ignorując krzyki i wyrazy cierpienia, że gdyby nie był to eksperyment, to ludzie zostaliby zabici. Zapewnienia eksperymentatora, że nic nie grozi „obiektom badań”, przy jawnie podanych wartościach natężenia prądu, nic nie znaczą. Zauważę też, że kary i stres nie pomagają na pamiętanie i uczenie się, jest wręcz przeciwnie. Ludzie zestresowani gorzej zapamiętują. Ten eksperyment bardzo mi przypomina zachowanie wobec mnie prawicy w fandomie. Ci ludzie nie mieli żadnych oporów przed zabiciem mojej psychiki i zapominali o najprostszych zasadach społecznych. W życiu nie spodziewałam się takiego okrucieństwa i sadyzmu.


Eksperyment Milgrama bardzo często jest powtarzany i w ten sposób przedstawiany studentom, którzy biorą w nim udział w roli katów. Jako studentka odmówiłam udziału w eksperymencie od razu i wyszłam z sali, bo nie miał sensu naukowo, jeśli chodzić miało w nim o badanie pamięci, a natężenia prądu były tak wysokie, ze nie mogłam ich zastosować z powodów etycznych. Zapamiętano mnie z tego powodu i zwrócono uwagę, jaka jestem bystra. Profesor zaczął mnie traktować jak geniusza i dorzucał mi coraz to nowe kursy ponad program i polecał robić różne dodatkowe uprawnienia.

Nie poddaję się zbyt łatwo autorytetom.

Człowiek na poziomie ma chociaż odrobinę pojęcia o psychologii i wie, że terror to nie jest metoda terapeutyczna i jest nielegalny w każdych okolicznościach. I co jest ciekawe, mój oprawca przynajmniej formalnie jest prawnikiem.

Ojciec Michała zadziobał tego niedouczonego człowieka, który zniszczył mi życie pomagając Renacie. Niestety ten człowiek i jego koledzy z prawicy doprowadzili znowu do mojej amnezji i mnie torturowali psychicznie. Tym razem próbując mnie zmusić do pracy jako polityk ich formacji. Grzeczna odmowa nie skutkowała. Musiała w końcu interweniować Straż Akademicka, bo mnie cały czas torturowali i terroryzowali. Oczywiście dlatego pewnie, że kariera polityczna jest marzeniem Romana od dzieciństwa (ale chyba nawet na to jest za głupi) i tak im nakazała nieformalna teściowa Romana, Barbara, czyli matka Renaty. Jeśli mówię o Barbarze, że jest teściową Romana to dlatego, że jest matką jego ukochanej Renaty. Nie potwierdzam w ten sposób, że jest moją matką, czy że jestem żoną Romana.

Nie dziwcie się, że dla mnie konwenty to mierzwa, do której nie warto zaglądać. Mnóstwo fanów zrobiło wszystko, co mogło, aby nie leczyć schizofreników z mojej podstawówki i zniszczyć mi życie do reszty.

A kurwa Renata nie dostanie ani grosza. Bo jeśli coś wpłynie na moje konto, to na pewno nie będą jej pieniądze. Bo Renata nie jest kimś z wyższych sfer i nie ma nawet matury. Nie wiem, jak ludzie mogli ją brać za kogoś z jakimkolwiek wykształceniem. Jak najgorzej świadczy to o poziomie naszych polityków oraz lekarzy. Społeczeństwo mamy tak tępe i głupie, jak opisują to podręczniki psychologii społecznej. Znowu, zero zaskoczenia.

Zresztą psycholog społeczny wie, że akurat lekarze i politycy nie są najbystrzejszymi grupami zawodowymi. Politycy są po prostu bardzo głupi, bo tylko głupole idą do polityki czy Kościoła. A prawica jest głupsza od lewicy, są na to naukowe kwity.

Czyli, jak powiedziałam, znowu zero zaskoczenia.

Zespół

Mój zespół z liceum po pewnym czasie chciał wznowić próby. Niestety moi koledzy nie wiedzieli, że przeszłam bardzo groźne ataki schizofreników na mnie i jak to jest w takich przypadkach straciłam pamięć. Wmówiono mi, że zostałam wyrzucona z zespołu.

Zostałam także zastraszona i z powodu stanu lękowego nie potrafiłam wejść do dosyć ciasnego pomieszczenia z – jak mi wydawało – nieznajomymi facetami. Nawet, gdy zaczęliśmy coś jednak grać, bardzo źle się poczułam i potem straciłam pamięć.

To też zespół. za którego niepowodzenie odpowiadają ataki schizofreników na mnie. Bardzo szkoda, że jełopy z zespołu uznały Romana za swojego najlepszego kumpla. To nigdy nie był mój chłopak, a Renata nigdy nie była moją przyjaciółką. Niepotrzebnie Romana zaprosili na próbę, dotyk tego gwałciciela wystarczył, żebym zaczęła wymiotować i straciła pamięć.

Przy okazji, ciekawe, czy ta schizofreniczna kurwa z mojej podstawówki podaje się także za wokalistką mojego reytaniackiego zespołu? Szuje z Anglistyki powinny wiedzieć, bo podejrzewam, że schizofreniczka się tym przechwala przed wszystkimi.

A kolegom z zespołu bardzo nie dziękuję za zniszczenie mi życia i przyjaźnienie się z tym gwałcicielem (gwałcić można nie tylko waginalne, a on jest bardzo pomysłowy, tak samo jak jego ojciec) oraz schizofrenikiem. Oczekiwałam jednak więcej pomocy z ich strony. Do tej pory się otrząsam na wspomnie jego jego łapy gładzącej mój policzek.

Kurwy, nie koledzy.

Idiotki z Anglistyki

Tak wyglądali moi rodzice w latach osiemdziesiątych.

Studiowałam z dwiema bardzo durnymi małpiszonami, które zniszczyły mi życie. Ani Dorota, ani Anna nie były moimi przyjaciółkami, ale za to dołączyły do gangu schizofreników z mojej podstawówki.

Renata, jej ukochany oraz jej rodzice zaczęli się interesować ruchem fanów fantastyki, po tym gdy Renata wyciągnęła ze mnie informacje na temat Andrzeja i innych moich znajomych z fandomu. Bardzo szybko zaczęła się podszywać pode mnie. Moi znajomi nawet nie wiedzieli, że wśród niezorientowanych osób zaczęła udawać mnie i oskarżać – jak to robią schizofrenicy – o chorobę psychiczną. Jest to coś, co profiler, lub prawdziwy psychiatra, rozgryzłby od razu. A nasyłani przez nią oraz Nycza faktyczni psychiatrzy mają nie bez powodu ostrzeżenie w podręczniku diagnostyki, że wolno im diagnozować tylko ludzi, którzy sami przychodzą do gabinetu. Właśnie z powodu takich akcji schizofreników. Nie wiem, dlaczego mogli się na coś takiego godzić. CHyba tylko dlatego, że już w moim dzieciństwie Ryszard i barbara zaczęli się kłamliwie podawać za moich rodziców. To są rodzice Renaty i jak ona są schizofrenikami.

Gdy tylko zaczęłam studiować zaczęło się zaszczuwanie mnie przez fanów Renaty oraz kler. Zaczęłam się dowiadywać, że nie jestem studentką i że jestem kurwą. Oczywiście, że pochodziło to z urojeń schizofreników, ale złośliwe fizyczne blokowanie mi wejścia na wykład, bo „to nie dla mnie”, żeby zmusić mnie z braku innego zajęcia do prostytucji, to przesada. A to tylko jedna z rzeczy, które robiono, żeby udowodnić, że urojenia Barbary są prawdziwe.

Jednocześnie Renata urabiał wszystkich i rozpowiadała swoje urojenia. Z tego powodu, gdy na Uczelni odwiedził mnie Piotr, o mało nie zostałam zabita przez pewną wysoką koleżankę blondynkę z roku. Była święcie przekonana, że Piotr jest narzeczonym Renaty i zaczęła mnie tępić jako „chorą psychicznie”. Znała go z fandomu. Ciekawe tylko, że nie miałam urojeń, bo przyszedł porozmawiać ze mną. Najzabawniejsze jest, że moja chora psychicznie koleżanka naprawdę miała urojenia, że mój wieloletni chłopak, był w niej zakochany. Byłam o daw lata starsza od Piotra i między innymi przez takie akcje zerwałam z nim, gdy skończył osiemnaście lat. Przestałam mu ufać. Jest cała masa zdjęć, na których jestem razem z Piotrem i nie zdziwcie się, ale rodzina Piotra w końcu je opublikuje, bo wszyscy mamy już dosyć zaszczuwania mnie.

Dwie wariatki z Anglistyki powinny się już były dawno zamknąć i leczyć. Bret i inni moi znajomi przestali z nimi rozmawiać, gdy się przekonali, że fałszywie podają się za moje przyjaciółki. Dawno już trzeba było zrobić porządek, ale Piotr niestety był zbyt głupi. I on, i Adam zaprzyjaźnili się z Romanem, który równie fałszywie podawał się za mojego przyjaciela z podstawówki. cały czas byli okłamywani i sterowani przez gang schizofreników z mojej podstawówki. Jako moi wielbiciele byli powstrzymywani kłamstwami, że jestem szczęśliwa z Romanem i mam mnóstwo dzieci. Dokładniej mówiąc, te informacje pochodzą wprost z urojeń Romana. W jego rodzinie wszyscy są chorzy psychicznie i się wpierają, nawet jeśli wiedzą, że akurat w tych sprawach Roman się myli. Tak postępują schizofrenicy.

Przestałam kogokolwiek uważać za swojego przyjaciela, tym bardziej, że ostrzegałam Andrzeja przed Renatą wiele razy i prosiłam, żeby zrobił z nią porządek. Już w latach siedemdziesiątych w szkole potrafiłam przewidzieć, że może zniszczyć mi życie, tak samo jak jej ukochany Roman. Chociaż tak naprawdę zniszczyli mnie wszyscy enablerzy oraz durnie, którzy zadowalali się fantomowymi plotkami, zamiast rozmów ze mną.

I co ja mogę powiedzieć? Moje następne spotkania z przyjaciółmi twórcami odbędą się – jeśli w ogóle – tylko w telewizji, bo na żadnym się już nie pojawię. Chyba że tym razem durnie, którzy tak podobno kochają moje towarzystwo, w końcu podejdą poważnie do moich skarg i dostanę odpowiednią ochroną. A co potrafi zrobić gang schizofreników wraz z enablerami było widać w mojej pracy. Włączyłam z tym gangiem praktycznie sama i gdy tylko odzyskiwałam pamięć, bo rozmawiali ze mną prawdziwi przyjaciele, to ponownie napadli na mnie wielbiciele Renaty-Yennefer i traciłam pamięć. Tak się składa, że naprawdę dla Avangardy Renata to Yennefer, przyjaciółka Andrzeja i osoba współpracująca z Piotrem. Ktoś musi tym ludziom końcu wytłumaczyć, jaki kolor ma naprawdę niebo. Bo mam już dosyć ataków na siebie, a wiem, że nigdy schizofrenicy nie odpuszczają, bo schizofreniczną potrzeba Renaty jest upokorzenia mnie i publiczne uznanie jest za twórczynię i autorkę moich pomysłów. Domaga się też pieniędzy i nie wierzy, że wszystkie te rzeczy robiłam pro bono, najwyżej zadowalając się obietnicą dalszej współpracy już za kasę w Stanach.

Zatroszczyli się o to, żebym nigdy nie ułożyła sobie życia i urodziła dzieci. Oczywiście jest to na rękę schizofrenikom, którzy chcą po mnie dziedziczyć, ale nikomu fandomu za to nie dziękuję. To co mi zrobiono, to nie jest „terapia”, ale czystej wody bestialstwo.

Nie chcę tych ludzi i ich przyjaciół oglądać już kiedykolwiek więcej. Ani Anna z Anglistyki, ani Dorota nigdy nie były moimi przyjaciółkami. To przyjaciółki Renaty i opowiadają tylko to, co Renata chce, żeby opowiadały. Nic, co mówią, nie pochodzi ode mnie.

Niestety pewien ważny człowiek (a może nawet ważni ludzie) mieli zrobić z tym gnojowiskiem w polskim fandomie porządek, ale nie rozumieli, o co chodzi. Bo tak byli urobieni przez schizofreników oraz ich enablerów, że uważali, że przesadzam. „Bo wszyscy mnie kochają.”

Oczywiście gówno prawda. Schizofrenicy doprowadzili do tego, że stałam się pariasem i jedną z najbardziej wyśmiewanych i bitych osób w fandomie. A zgłaszam problemy już latach dziewięćdziesiątych. Andrzej musi w końcu coś z tym zrobić.

Pomocnicy schizofreników zostali nauczeni, że wolno im mówić tylko „Yennefer” bez podawania imienia czy nazwiska, żeby za mnie mogła podawać się mogła Renata. A gdy to zostało wyśmiane, nagle w dyskursie pojawiły się dwie Małgorzaty – pracująca na jednej z polskich uczelni „kurwa Małgosia” i mieszkająca w Stanach „prawdziwa Yennefer”.

WIęc nie. Zniszczono mi mój związek z Bretem, bo go okłamano i doprowadzono u mnie do amnezji, więc nie wyjechałam. Podobnie zniszczono mi kolejne moje próby ucieczki przed tym gangiem za granice.

Obiecuję już nic nie pisać, bo zupełnie się już zniechęciłam. Także nie pojawię się na żadnym polskim konwencie. Obecny stan mnie nie zadowala. Z mojego punktu widzenia nie nastąpiła żadna pozytywna zmiana, chociaż wiem, ze kilka osób interweniowało. Nadal głosuję przeciwko Worldconowi w Warszawie. Mam nadzieję, że moi przyjaciele ze Stanów dalej mnie będą popierać.

A majątku, który miał mi podobno w spadku zostawić John, nie przejęłam, bo straciłam pamięć po atakach schizofreników. Pamiętam tylko, że powiedziałam Alice, żeby nie robiła żadnych przelewów, bo już Ryszard podał jej swój numer konta. Na pewno nie był to mój numer, bo go ten człowiek nie zna. Ryszard twierdził, że on się tym „zaopiekuje” jako mój „ojciec”. Ciekawe, bo mój tata nie żyje od 1985 roku. Mam nadzieję, że nie muszę przedstawiać aktu zgonu?

Czasem twierdzi, że opiekuje się mną, jako „najlepszy przyjaciel” mojego taty. Ale to też bzdura.

Podobno Ryszard i jego gang schizofreników okradli już na moje konto wiele osób w taki sposób. I to on jest mi winien pieniądze, a nie ja jemu, czy jego córce. Ani jemu, ani jego córce, Renacie nic nie ukradłam, ani nie przejęłam nielegalnie żadnych pieniędzy, które by miały do nich należeć. Bretowi na FaceTime pokazałam stan mojego konta na dowód, że dał się okraść i żadne pieniądze do mnie nie trafiły. To jest oczywiste – chęć nielegalnego wzbogacenia się jest motorem napędowym działań tych schizofreników. Dla profilerów to jest aż zbyt dobrze widoczne. Wszystkie ich akcje są wręcz podręcznikowe i są wręcz idealnym powtórzeniem rzeczy, które spotkały tatę we Francji. Niepodręcznikowe są głupota i działania idiotek z Anglistyki.

Niech oni wszyscy sobie dalej rządzą Avangardą. Mam w dupie ruch fanów fantastyki w Polsce.

Na całe szczęście – jak mi powiedziano – udało się doprowadzić do wyjebania z Progresji schizofrenika Romana, który też tam udawał mojego męża. Ekipa z tego klubu ma jego zdjęcia i facet dostał wilczy bilet i dożywotni zakaz wstępu za ataki na mnie. To akurat jest środowisko, które obroniło się przed tymi schizofrenikami.

Łódź

Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych Piotr, który pracował przy produkcji filmów i stąd znał wiele aktorek, postanowił zorganizować konwent, na którym mogłam poznać aktorów pracujących przy serialu Buffy. Wiedziałam, jak odnoszą się do mnie fani z Warszawy, więc zaprotestowałam i oświadczyłam Piotrowi, że nie chcę, żeby ten konwent odbył się w moim rodzinnym mieście. Oczywiście ten idiota uważał, jak zwykle, że przesadzam, bo wszyscy mnie kochają, więc jako dodatkowy argument podałam, że nie chcę, aby Andrzej musiał podróżować.

Piotr, który został producentem filmowym, często ze mną rozmawiał i razem pracowaliśmy nad pomysłami, które jako fani fantastyki podsuwaliśmy ludziom z branży ze Stanów. Bardzo wiele pomysłów powstało podczas rozmów z aktorami i przy oglądaniu fotosów, z których wybieraliśmy osoby najlepiej pasujące do różnych ról. Chwilami także inspirowaliśmy się twarzami ze zdjęć i wymyślaliśmy nowe postaci.

Wszyscy fani i twórcy mnie znali. Nie jestem osobą dla nich anonimową, a jednak na tamtym konwencie też zostałam zaatakowana. Renata i głupie pizdy z Anglistyki (o nich muszę specjalny wpis umieścić) okłamały jakiegoś lekarza (zupełnie mi nieznanego), który zaczął mnie nękać wmawiając chorobę umysłową. Dowiedziałam się wtedy, że mam urojenia, że znam tych filmowców. Wybieranie zdjęć i rozmowy z aktorami były publiczne, a także nagrywane, więc ten człowiek ma bardzo dużo problemów. Było też bardzo dużo świadków tego, co robiłam i z kim.

Oczywiście w czasie działały, jak zwykle osoby z gangu schizofreników Renaty, która urobiła wszystkich już chyba w latach siedemdziesiątych. Renata jak to klasyczna schizofreniczka odkręca wszystko o sto osiemdziesiąt stopni i z siebie robi prawdziwego twórcę, a ze mnie groźną schizofreniczkę. Jest to też coś prosto z podręcznika, ale profilera. Jak widać, istnieją durni lekarze, którzy zapominają, że zgodnie z regułami sztuki, właśnie z powodu akcji takich schizofreników, nie mają prawa wychodzić z gabinetu i zaszczuwać ludzi. Do takich sytuacji zaprasza się Policję i profilerów. A przede wszystkim wszystko weryfikuje. Durne pańcie, które dołączyły do gangu schizofreników autentycznie nie są osobami, które mogły cokolwiek wartościowego powiedzieć. Ten psychopatyczny, którego nikt nie zna, powinien był o wszystko zapytać, jeśli nie Amerykanów, to Andrzeja, który mnie zna od dziecka, lub Piotra, który też znał mnie od dziecka.

Adam mnie zawiózł na konwent, który jednak nie okazał się przyjemny, więc zgodnie planem wieczorem wróciłam do domu. Od początku mówiłam, że chcę tam pojechać na jeden dzień tylko. Zgłaszałam problemy z gangiem schizofreników wielu moim znajomym i klubom, ale jak widać Renata, Roman i jego brat mają dzięki Kościołowi w fandomie takie plecy, że z łatwością mnie zniszczyli.

Na całe szczęście, gdy zaczęłam wychodzić z syndromu sztokholmskiego kilka lat temu, koszulki z pentagramem uchroniły mnie przed zainteresowaniem zjebów z Opus Dei. Pojawiłam się na kilku konwentach tylko po to, aby móc zacząć odzyskiwać pamięć. Nigdy nie ukrywałam, że mam problemy z pamięcią po zaszczuciu i gwałtach oraz atakach Opus Dei. Używanie argumentu, że jeśli nie pamiętam, to nie jestem ja w Avangardzie, jest czymś poniżej pasa.

Mam nadzieję, że osoby, które tam były zgromadzone wokół stolika przy którym pracowaliśmy, poinformują odpowiednie osoby, kim jestem. I że na pewno Renata nie jest mną, ani byłą Piotra. Czy któregokolwiek z moich byłych, z dzieciństwa czy nie.

A Camerona znam dlatego, że zanim został reżyserem filmów fabularnych, zajmował się tworzeniem teledysków wielu moich znajomych muzyków metalowych. A tych poznałam w Progresji, do której chodziłam z Piotrem i wkurwiona jakością dźwięku zaproponowałam, że jako wolontariusz będę pomagać w czasie prób dźwięku przed koncertem. W czasie koncertu w Warszawie poznałam też Breta, który okazał się być, podobnie, jak Kristian, moim dalekim krewnym. Ale ludzie z mojej sfery utrzymują pamięć o takich krewnych.

Prostytucja

Z reguły schizofrenicy zajmują się prostytucją, jest to informacja wprost z podręcznika profilera. A dlaczego tak jest? Ta choroba znosi hamulce moralne i jednocześnie sprawia, że główną motywacją jest szybkie, niekoniecznie legalne, dorobienie się. W prostytucji schizofrenikom pomaga podniesione libido. Dzięki niemu schizofrenicy nie mają też problemów z wchodzeniem do łóżek ludzi, których chcą urobić i wykorzystać, także aby poszczuć przeciwko innym.

Schizofrenicy w pewnym momencie zaczynają się obsesyjnie interesować kimś, komu zazdroszczą. Po dowiedzeniu się dostatecznie dużo o tej osobie zaczynają snuć urojenia, że są tą osobą. Stąd wzięły się schizofreniczne jazdy Renaty i jej utrzymywanie, że jest autorką licznych pomysłów oraz ukochaną Piotra.

Stąd też się wzięły urojenia Barbary, której przeszkadzałam, bo – jak to matka – czuje tak bliską więź z córką, że współdzieli jej potrzeby schizofreniczne. A te polegają na mojej deprecjacji. Wedle urojeń obu tych pań mam być byłą prostytutką i córką prostytutki, która nic nie potrafi. Więc musiały mnie tępić za moje społeczne pochodzenie, moje pływackie osiągnięcia oraz moje znajomości, które zaczęły sobie przypisywać.

Schizofrenicy obracają wszystko o sto osiemdziesiąt stopni, więc w swoich urojeniach próbują uchodzić za moich „zbawców”, a nie prześladowców, którzy zniszczyli mi życie. Zresztą wielu innym osobom też zniszczyli życie. Ani ja, ani nikt z moich znajomych im nie dziękował. Nie należy wierzyć w nic, co mówi Ryszard, Barbara, ich córka Renata, czy jej ukochany Roman wraz z bratem. Po fandomie krążą też krewni Barbary i są bardzo głośni. Ich też nie należy słuchać. Przyparci do muru zaczynają mówić, że ta osoba z Internetu niepotrzebnie wzięła to, co się mówi, do siebie, bo to nie o nią chodzi.

Gówno prawda. Poznałam ich w podstawówce, ścigają mnie całe życie i nie mam wątpliwości, kim są, chociaż mogę mieć problemy z rozpoznaniem tych ludzi. Za takie problemy z pamięcią odpowiada trauma. To mnie wskazują palcem, to ja z ich powodu cierpiałam na stany lękowe oraz syndrom sztokholmski. To mnie zniszczyli całe życie. Prawie udało im się też zniszczyć życie mojej siostrzenicy, którą napadli i której zaczęli wmawiać, że jest córką Romana. Ledwo udało się ją wyprowadzić na prostą.

Żadna z tych osób nawet nie ma matury, ale jako towarzysze „świętej” Barbary mają opiekę kleru, który robi w fandomie, co chce i kłamie w żywe oczy, bo koniecznie chce udowodnić „świętość” Barbary. Niestety, jak już wspomniałam, Kościół neguje istnienie chorób psychicznych i zniechęca schizofreników do brania leków. To też jest informacja z podręcznika profilera, ale też z mojego wywiadu, jaki przeprowadziłam z Nyczem.

Nieleczący się schizofrenicy sami z siebie są niebezpieczni, ale w sojuszu z Kościołem, który zawsze cieszy się, że „odnalazł świętych” i ich „uwolnił od leków” są ludźmi tak niebezpiecznymi, że powinno się ich natychmiast eksterminować, lub przynajmniej zamykać w psychiatrykach. Nycz bezwzględnie i metodycznie dąży do udowodnienia, że urojenia Barbary są prawdą. W takiej sytuacji zniszczy kogoś, aby udowodnić, że ta osoba jest prostytutką. Zwolni z każdej pracy, zniszczy możliwość studiowania, aby tylko nikt nie dowiedział się, jaka jest prawda. Tak samo będzie sabotował możliwość założenia rodziny, czy pójścia do pracy, która jest prawdziwym powołaniem.

Ja się nie podaję za kogoś, kim nie jestem, ale Nycz postanowił zwrócić przeciwko mnie cale środowisko. I udało mu się. Bezlitośnie zniszczył mi wszystko, aby tylko doprowadzić do spełnienia woli „świętej” Barbary. I tutaj muszę przypomnieć – schizofrenicy bardzo często na podstawie swoich urojeń łączą ludzi w pary oraz je rozdzielają. Na całe szczęście – wbrew temu, co powiedziała mi Barbara – Aga i Piotr zakochali się. sobie. Byli szczęśliwi, Piotr bardzo lubił to co sobie z Agą stworzył, swoją cała rodzinę. Był nią zachwycony. Piotr na tyle mnie zawiódł tyle razy, że absolutnie nie czułam do niego czegokolwiek. Byli inni faceci, z którymi chciałam mieć to, co on miał z Agą, ale Opus Dei mi to zniszczyło.

Nie słuchajcie Nycza, czy Barbary – zresztą Nycz czy Barbara to to samo, bo nie wolno mówić inaczej, niż chce ta schizofreniczka, to sprawa dogmatyczna. Nie istnieję w dwóch postaciach. Nie ma „kurwy Małgosi” z urojeń Barbary. (Która, zaznaczę, nie jest moją matką, adopcyjną, czy jakąkolwiek inną, a lubi się tak przedstawiać, a jej mąż lubi podawać się za mojego ojca – ale podawanie się za ludzi z rodziny swojej ofiary też jest typowe dla schizofreników.) Nie ma też osobnej Małgorzaty z Internetu, która miałaby być przez mnie – czyli kurwę”kurwę Małgosię” – zniszczona, a już i taki bełkot z ust Barbary padł, gdy z nią rozmawiałam. Przy czym zawsze najłatwiej ofiara schizofrenika potrafi go skłonić do takich reakcji, że się odsłoni. Na całe szczęście, ja i moi przyjaciele przeprowadziliśmy odpowiednie śledztwo, w czasie którego zdobyliśmy nasze własne dowody i nagrania.

Musicie pamiętać, że Nycz łże w żywe oczy, bo wszystkie jego rewelacje pochodzą z ust „świętej” schizofreniczki. A dogmatyka Kościoła Rzymsko-Katolickiego zakłada, wedle tego co usłyszałam, że są to prawdy objawione przez Boga i nie wolno „wątpić w świętych”, bo to największa zbrodnia. Więc brednie Barbary są powtarzane przez tego idiotę, jakby pochodziły od najlepiej poinformowanej osoby. Bo jego wiara zabrania mu wątpić w „ustalenia” kobiety, którą Kościół nazywa „świętą”.

Jak mogę skomentować to dalej? Tylko tak, że urojenia u schizofreników, które głoszą, że ktoś jest prostytutką, są bardzo częste i nikt nie powinien się tym przejmować. Do ognia dołożył fakt, że miałam śmiałość pyskować katechetce. I stąd ta furia Opus Dei. I całe moje zniszczone życie.

Więc bardzo proszę, chrońcie dzieci przed takimi „świętymi” i jeśli już koniecznie chcecie, żeby dziecko chodziło na lekcje religii, poślijcie gnoja na lekcje do luteran. Marcin Luter wyjebał w kosmos kult świętych ze swojego Kościoła i takie bzdury i zaszczucia w Kościele Luterańskim (czyli poprawnie Ewangelicko-Augsburskim, luteranie to określenie potoczne) są niespotykane.

Hurgada

Nie ma chyba groźniejszej formacji w kryminologii niż gang schizofreników, których wspomagają idioci, ci wszyscy ludzie wspólnymi siłami i z dużym wysiłkiem zniszczyli mi życie na kilku poziomach. Jednym z tych idiotów był Piotr, innym Adam, a dołączyła do nich Aga. Nie zapominajmy tez o Andrzeju. Wszyscy zostali okłamani przez Nycza, który z tępym uporem postanowił ignorować moje słowa, złapał ksero zaświadczenia o stanie cywilnym, poświadczył zgodność z oryginałem i nakręcił schizofreniczny gang tak, że o mało co nie pożegnałam się z życiem, bo Roman i jego rodzina o mało mnie w tej sytuacji nie zabili za odmowę stawienia się przed ołtarzem. Uratowałam się cudem przed zaplanowanym już samobójstwem, z którego postanowiłam się nie wycofywać i przeprowadzić skutecznie, a miałam już wcześniej już próbę samobójczą za sobą. Ratował mnie Kristian, praktycznie zbierając mnie z podłogi Instytutu Anglistyki. Stał się moim kolejnym narzeczonym po Brecie, bo straciłam wspomnienia związane z Bretem, gdy uwierzyłam, że mnie zdradził. Nigdy nawet przez jedną chwilę nie byłam z Romanem.

Roman jest także typowym schizofrenikiem wprost z podręcznika profilera. Za to nie z podręcznika profilera są debile, których już w życiu nie nazwę przyjaciółmi. Nie mieści mi się w głowie, jak można niczego nie weryfikując, mordować mnie i zaszczuwać w czasie konwentu, aby „przypomnieć mi”, że schizofreniczka Renata jest moją najlepszą przyjaciółką, a Roman „mężem”. A winni są tego wszyscy wymienieni powyżej.

Najgorsze jest to, że wrzaski Andrzeja na mnie były tak publiczne, że uprawdopodobniły urojenia Renaty i przekonały wiele osób, że rzeczywiście jestem przez niego znienawidzona, a Renata jest „jego Yennefer”. Zresztą zgodnie z zamiarem tej schizofreniczki. Zresztą podejrzewam, że wrzaski Andrzeja zostały mi wmówione. A przynajmniej tak mi powiedziano. Nadal walczę z praniem mózgu debili z mojej podstawówki.

Przeszłam piekło. Wywołując amnezję i zastraszając, rozdzielono mnie z dwoma moimi prawdziwymi narzeczonymi, z którymi chciałam po kolei zbudować sobie życie. Zamordowano trzech facetów, z którymi byłam w takim czy innym momencie życia związana. Mam dosyć Opus Dei w Polsce.

Poznałam Kristiana dzięki Piotrowi, a raczej jego ojcu, bo to on na moją prośbę zaczął pytać znajomych biznesmenów z Norwegii, czy nie znają krewnych mojego taty, bo jego dziadek był norweskim arystokratą. Bardzo szybo zgłosił się Bjorn, który prowadził wtedy i nadal prowadzi interesy w Polsce. Jego syn Kristian (na pewno nie Vikernes) jest metalem jak ja i grał w norweskim zespole, który pojawił się w Progresji. Dzięki Piotrowi wiedział o moim szkolnym koncercie z pierwszej klasy liceum. Ja jak zwykle w tamtym okresie pomagałam w czasie próby dźwięku. Kristian i koledzy wnieśli mnie praktycznie wczasie koncertu na scenę i kazali ze sobą zaśpiewać. Jakoś udało mi się opanować panikę. Mam ze śpiewem problemy, bo gang schizofreników z mojej podstawówki tak mnie sterroryzował, że boję się śpiewać. Boję się też robić inne rzeczy. Brakowało mi też wspomnień o moich szkolnym zespole. Jakoś Piotr był na tyle głupi, że nie zorientował się, że mam amnezję i jak cierpię atakowana przez schizofreników. Od zawsze przyjaźnił się z Romanem, ja nie, czego nie rozumiał. Ale już tak jest, że schizofrenicy ze swoimi urojeniami i kłamstwami zawsze wcisną się w każde środowisko. I wszystkie zapewnienia, że ich się nie chce znać, obracają w swojej głowie o sto osiemdziesiąt stopni. Wystarczy im powiedzieć, że gdzieś się ich nie chce widzieć i że nie są zaproszeni, a natychmiast pojawią się, wmawiając wszystkim, że zostali osobiście przez swoją ofiarę zaproszeni. Dodatkowo ataki schizofreników są tak traumatyzujące, że wywołują amnezję, więc boi się coś powiedzieć, tym bardziej, że nie pamięta swoich prześladowców. Należy wierzyć we wszystko ofierze zaszczucia i wspierać, nawet jeśli zaczyna opisywać rzeczy nieprawdziwe wmówione jej przez schizofrenika. Wystarczy wtedy delikatnie korygować i przypominać, że została zaatakowana przez wariatów, którzy prawdopodobnie jej to wmówili. Triumfowanie i stawanie po stronie schizofrenicznego gangu prowadzi enablerów prosto do więzienia.

Zabawne jest to, że ci uwielbiani przez wiele osób z fandomu ludzie są maniakami religijnymi, którzy z powodu swoich przekonać nienawidzą metalu i fantasy. To członkowie Opus Dei, które prześladuje metali i pisarzy fantasy. Chcą, żeby ludzie pisali tylko SF. To że nie śpiewam w zespole opisują wszędzie jako „cud nawrócenia” dokonany przez Barbarę.

Aga napadając na mnie w czasie konwentu z innymi moimi znajomymi myślała, że się odwdzięczy za pomoc i mnie uratuje. Kupiła wszystkie schizofreniczne urojenia Romana bez weryfikowania, co jest prawdą, u mnie czy też mojej mamy, bo jeszcze wtedy żyła. Wolałabym, żeby mnie Piotr przeprosił (bo podobno on ją przekonał), a nie ginął zabity przez schizofreników na jeziorze, ale jego śmierć to rodzaj wymierzonej mu przez los sprawiedliwości. Nie płaczę po Piotrze, bo był idiotą, a Aga o mało co nie zginęła zaatakowana przez gang schizofreników, który domagał się pieniędzy po nim. Domagali się pieniędzy, do których oczywiście nie mają prawa, ale kierują się nierealnymi schizofrenicznymi marzeniami o kasie oraz urojeniami Renaty o jej związku z Piotrem, który miał podobno zabrać jej dziewictwo. No cóż, opierała się ponownie na historii mojego nastoletniego romansu, ale muszę zaznaczyć, że w czasie moich igraszek z Piotrem nie doszło do przerwania hymenu, bo byliśmy za młodzi i tego nie chciałam, bo Piotr miał marzenia o szybkim ojcostwie. Dzieci Agi później też zaczęły być atakowane i potrzebowały pomocy psychologa, nie tylko dzieci Michała.

Wiedziałam, że Aga po zerwaniu z Adamem pokochała Piotra i namówiłam go na związek z nią. Był święcie przekonany, że jestem szczęśliwą żoną Romana, gdy jej się oświadczył. Jego pamiętnik, który ma zostać przygotowany do druku, bo w ten sposób Piotr chciał się zemścić, gdyby coś mu się stało, jest pełen wyrazów przerażenia tym, co się stało. Aga przeżyła szok, czytając jego wspomnienia. Bardzo żałował, że nie porozmawiał ze mną wcześniej, weryfikując błędne informacje wcześniej.

Piotr dopiero przed śmiercią dowiedział się, że Roman jest odpowiednikiem Renaty, a nie moim mężem. Na całe szczęście dla Piotra, ja byłam w stanie go przed nią ostrzec i powiadomił swoich znajomych, że to schizofreniczka, ale ja został przez Romana zaszczuta skutecznie i nie dostałam pomocy.

Aga zapłaciła za swoją głupotę stratą ukochanego męża, który był miłością jej życia. Jej akurat Piotr nigdy nie zawiódł, więc zakochała się w nim na zabój. Mnie Piotr zawodził zawsze. Bjorna i Kristiana odnalazł też jego ojciec, a nie on sam. Inna sprawa, że ataki schizofreników i szkalowanie przez Renatę Piotra (czyli mojego narzeczonego z czasów, kiedy byliśmy nastolatkami), którego opisywała jako swojego „męża” nie pomogło mojej relacji z Piotrem, bo intrygi Renaty rzeczywiście podkopały moją wiarę w jego Piotra i sens bycia z nim. Dodatkowo, według tego, co usłyszałam, Nycz (który zajmował się od zawsze niszczeniem mi życia i którego nie znam i nie chcę znać, nie musze się przyjaźnić ze wszystkimi) zerwał w moim imieniu z Piotrem, bo go poinformował, że jestem z kimś innym. Owszem, spotykałam się potem z innymi ludźmi, ale nigdy z Romanem. Wróciliśmy do siebie z Piotrem na chwilę i nawet się zaręczyliśmy, gdy skończył siedemnaście lat, ale zerwałam z nim rok później, bo nie chciałam wcześnie wychodzić za mąż. Jego tata celowo zapłodnił mamę, gdy był młody i Piotr chciał to powtórzyć. Ja planowałam dzieci mieć później. Nasze przyjęcie zaręczynowe zostało zakłócone przez wjazd schizofreniczek, które opowiadają, że było to przyjęcie Renaty. Te osoby nie zostały przez nikogo zaproszone, tylko zebrały plotki o przyjęciu. Zostały wyprowadzone przez Policję. Wszystko jest udokumentowane i znajduje się w policyjnym archiwum.

Pech, że Piotr postanowił tych samych ludzi uznać tylko na podstawie ich przechwałek za „moich przyjaciół” oraz mojego „męża”. Renata się przed Piotrem ukrywała, ukrywała też swój związek z Romanem. Moją ze sobą związek i chcą się pobrać, ale mają też równoległe urojenia na mój i Piotra temat.

Szkoda, że – wedle mojej wiedzy – to właśnie Nycz pomógł Piotrowi uwierzyć, że jestem zajęta i szczęśliwa, przeprowadzając do reszty plan zniszczenia mnie za obrażenie zakonnicy. Dodatkowo bardzo chce udowodnić, że Barbara jest „święta”, więc robi wszytko, aby urzeczywistnić urojenia tej schizofreniczki na mój temat, a także na temat mojej rodziny.

Aga jak każda idiotka bardzo chciała się odwdzięczyć za pomoc, więc pomogła Romanowi we wszystkim wierząc, że wersja schizofrenika jest prawdziwa. Zniszczyła mnie tak jak nikt inny, bo już samo pojawienie się tego skurwysyna zaczęło wywoływać kolejne fale amnezji, a ja nie mogłam się przed nim bronić.

W roku 2007 wybrałam się z przyjaciółką A.D. do Hurgady na wakacje. I nie ukrywałam tego w pracy i jak okazało, schizofrenicy mieli wszędzie szpicli. Nie wiedziałam, że wywoła to kolejną katastrofę. Uciekłam już wtedy z fandomu i konwentów, trenowałam i byłam zadowolona z życia, bo odzyskałam formę sportową. W Hurgadzie nurkowałam swobodnie przed dwa dni przed powrotem do kraju. Wcześniej zwiedzałam zabytki. Nie wiedziałam, że schizofreniczny gang wykorzysta gang, aby Adze wmówić, że się tam z nimi i nią umówiłam. Ja z przyjaciółką wykupiłyśmy sobie zwykłe wczasy z biura, oni udawali multimilionerów, mieszkając w luksusowym, ociekającym złotem hotelu. Zupełnie już im się od tego przewróciło w głowie i zaatakowali mnie w pracy.

Nie odpowiadam za zdjęcia, które sobie wtedy zrobili przemocą lub podstępem w pracy. Zgłosiłam polskiej Policji nękanie mnie i napaść na mnie ludzi, których nie znam i nie chcę znać. Okazuje się, że używając wszystkich kierunkowych można dodzwonić się na polski numer 112. Tak wyglądał mój „miesiąc miodowy” w Hurgadzie. Zdjęciami tymi zniszczyli Breta i innych moich byłych. Mam nadzieję, że ci schizofrenicy zgniją „w Piekle”, chociaż jako poganka w Piekło nie wierzę.

Wierzę tylko w Piekło na Ziemi, jakie przeżywają ludzie zaszczuci i zniszczeni psychicznie przez schizofreników. W życiu nie jesteście w stanie wyobrazić sobie takiego cierpienia, jeśli go nie doświadczyliście.

I jeszcze jedno – mój norweski zespół grał metal symfoniczny podobnie jak Nightwish lata zanim Nightwish powstał. Za to schizofrenicy bardzo chcieli mi wmówić, że mój Kristian to Varg, a norweski zespół to Burzum. Absolutna bzdura. Moi koledzy z zespołu są kolegami ze studiów i na co dzień zajmują się zupełnie czymś innym, nie grają w żadnym zespole. Bo bez swojej wokalistki nie chcieli nic robić.

Ale plany reaktywacji są podobno nadal aktualne, a Adam zawsze mnie stawiał wokalnie na nogi i dzięki jego wsparciu zawsze zaczynałam ponownie wierzyć w siebie i odzyskiwałam umiejętność śpiewania.

Akcja informacyjna

Dwa razy w swoim życiu wyciągałam zaświadczenie o stanie cywilnym. W żadnej z tych sytuacji nie zamierzałam zanieść takiego dokumentu do Urzędu Stanu Cywilnego, żeby się z kimś pobrać, za to służył mi do udowodnienia, że nie jestem żoną Romana. Tylko o to chodziło za każdym razem.

Ten schizofrenik prześladuje mnie swoimi urojeniami od dzieciństwa i zniszczył mi wszystko w swoim życiu. Gdzieś w roku 1990, zgodnie z radą psychologa i ogólnymi wytycznymi podstępowania w takich sytuacjach, rozpoczęłam akcję informacyjną, która miała na celu obronienie się przed schizofrenikiem Romanem. On i jego znajomi zaczęli opowiadać, że wyszłam za Romana, gdy miałam osiemnaście lat, bo byłam w ciąży. W wieku osiemnastu lat to ja jeszcze spotykałam się czasami z Piotrem i chodziliśmy na koncerty. Żadnego Romana, ciąży czy dziecka nie stwierdzono. Piotr mnie widział na tyle często, że wiedział, że nie byłam w ciąży.

Absolutnie nie zamierzam się ugiąć i nie wyjdę za Romana teraz, chociaż takie naciski na mnie wywierali schizofrenicy. Ani nie zapłacę im „okupu” za zostawienie mnie w spokoju. Wiem, że Roman uważa, że potrzebuje pieniędzy, aby ożenić się z Renatą. Oboje są biedni jak myszy kościelne, ale jedyne, co mogę powiedzieć, to że powinni się byli kurwa leczyć. Oboje pracują za jakieś grosze, biorą, jak to określił Roman, dodatkowe dni wolne (czyli jak rozumiem urlop bezpłatny), bo muszą się czymś zająć. Ten wolny dodatkowy czas podobno poświęcają na różne zadania dla Opus Dei.

Niestety wiele osób podtrzymywało urojenia Romana i nie udało się go namówić na leczenie na czas. Znam sposoby postępowania ze schizofrenikami i wiem, że gładzenie ich po główkach i przytakiwanie ich urojeniom nigdy im w niczym nie pomogło. Należy przekłuwać ich bańki urojeń. Potrzebna mi była na początku lat dziewięćdziesiątych pomoc otoczenia. Rozdawałam nawet ksero mojego zaświadczenia, aby ludzie wiedzieli, jaka jest prawda. Z tego, co mi powiedziano jedna z kopii ksero trafiła w ręce Romana, który uznał, że oznacza to zgodę na ślub. Zamiast zgasić jego urojenia, wpływ różnych głupich ludzi podkręcił mu psychozę tak bardzo, że rzucił się na mnie ze wszystkimi moimi znajomymi i zaczął terroryzować w celu doprowadzenia do ślubu. O mało wtedy nie zostałam zabita, długo jeszcze miałam sińce na szyi i byłam poddawana kolejnym szykanom oraz stałam się ofiarą kolejnych ataków. A wszystko dlatego, że sprawą ponownie postanowił „zaopiekować” się Nycz. Tak samo jak „zaopiekował” się sfałszowanym listem do Dyrektora Opus Dei. Tak jakby mało mu było obrażania mnie razem z wariatem Ryszardem i prób namówienia mnie na prostytucję, które miała miejsce parę lat wcześniej. Wmawiał mi wtedy, że nie jestem studentką, tylko miałam przychodzić „prostytuować” się na Uczelnię. Naprawdę ani ja, ani moja mama nigdy nie byłyśmy prostytutkami. Szczucie na mnie prawackich polityków z fandomu też mu nie wybaczę. Mówiłam, co to znaczy schizofrenia i że Ryszard jest chory psychicznie, ale postanowił mnie zniszczyć. Widział moją legitymację studencką i mój dowód osobisty wskazujący na zerowe pokrewieństwo z Ryszardem czy Barbarą. Postanowił jednak być chujem i zniszczyć jedną ze zdolniejszych studentek Uniwersytetu Warszawskiego. Nikt, a ja w szczególności, nie zasługiwał na tak uparte niszczenie, śledzenie we wszystkich środowiskach oraz zaszczuwanie kłamstwami. Te pomówienia muszą się skończyć.

Zostałam ponownie zgwałcona oralnie, bita i duszona za odmowę stawienia się w Urzędzie Stanu Cywilnego i wyjścia za Romana. Zrobili to ludzie, których nie chcę już w życiu oglądać. Boję się nawet myśleć, co ci schizofrenicy dalej mówili o mnie i co robili za moimi plecami. Ambicją Nycza do tej pory jest doprowadzenie do tego ślubu i dąży do tego z całym sadyzmem i okrucieństwem, a wszystkie opowieści wzięte prosto z psychozy tych ludzi są przez niego traktowane i puszczane dalej jakby były stuprocentowo prawdziwe. Jak rozumiem, wierzy, że „Bóg im to objawił” i nie wolno wątpić w to, co mówią – bo jako schizofrenicy mają być „święci”. A przynajmniej to jest wersja dla plebsu i prymitywnych zakonnic.

W życiu nie dojdzie do tego ślubu, już szybciej zabijemy Romana i jego brata w Arizonie, bo oczywiście poleci tam za nami i wedrze się w miejsce, gdzie go nie chcą widzieć i gdzie go nikt nie zapraszał. Powtórzę – ja nie chcę go widzieć w Arizonie, Bret nie chce go widzieć, a także Alice nie chce go widzieć. Powiedziałam mu też to wprost, że nikt go nie zaprasza do Arizony. Ciekawe, kto mu kupi bilet? Podejrzewam, że znam odpowiedź.

W podobnej sytuacji jest pewna znana w fandomie szlachcianka, która nigdy nie chciała i nigdy nie zechce wyjść za brata Romana, czyli Rafała. Ta szlachetnie urodzona panna też została przez ten gang schizofreników zaszlachtowana psychicznie i ledwo przeżyła ich ataki, bo chcą odziedziczyć majątek jej ojca. Takie akcje pod parasolem Kościoła muszą się skończyć.

Kościół trzyma takich schizofreników w uzależnieniu od siebie i chwali ich za „bogate życie duchowe”. Są literalnie szczuci na nieszczęśników, którzy podpadną jakieś zakonnicy czy księdzu. Każdy ksiądz czy zakonnica, którzy wchodzą na teren medycyny powinni dostawać od Państwa tak boleśnie po łapach, że przejdzie im chęć na diagnozowanie chorób psychicznych (szczególnie u zdrowych), czy odwodzenia ludzi chorych od leczenia. Nie wolno też wydawać nikogo przemocą za. mąż.

Księża też muszą nauczyć się, że nie wolno im wchodzić w gestie Policji, biegłych sądowych, czy doprowadzać do nielegalnych adopcji, wyznaczając „opiekunów z Kościoła” (których jedyna „opieka” polega na chęci przejęcia majątku), bo uznano, że moi rodzice są „nieodpowiedni”. Wcale ich nie straciłam we wczesnych dzieciństwie. Nie było żadnych podstaw, żeby mnie Kościół tak potraktował. Nie było też powodu, żeby Kościół wyznaczał mi męża.

Tak się składa, że znam z podręcznika sposoby i metody działania sekt. I tak wiele elementów się pokrywa, że aż muszę je wyliczyć po kolei.

Po pierwsze z sekty się nie odchodzi. Nie zapisywałam się do Opus Dei, ale i tak nikt nie chciał przyjąć do wiadomości, że jestem poganką i że nie chcę być w tej sekcie. Sam Nycz (o ile się nie mylę) odprawił nade mną nielegalne egzorcyzmy. Wystarczyło mu, że schizofrenik Ryszard się zgodził. Byłam cały czas przy tym terroryzowana i zastraszana. Prano mi też mózg. Studiowałam te techniki, więc wiem, co mi robiono. Więc nic dziwnego, że cierpiałam na bardzo poważne stany lękowe. Podejrzewam, że mało kto odniósł aż tak poważne rany psychiczne w starciu z Nyczem, ignorancją i sadyzmem Kościoła. Oczywiście sekta robi takie rzeczy licząc na mechanizmy traumy, które sprawiają, że sterroyzowamy człowiek nie pamięta aktów terroru, a za to zamienia się posłusznego drona, który pozbawiony własnej woli robi dokładnie, co polecił mu terrorysta.

Ale jak rozumiem, moja publiczna apostazja naprawia tutaj wszystkim światopogląd i nie będę musiała tych kutasów oglądać. Mam też nadzieję, że przejdzie im ochota ludzi przemocą „nawracać”.

Sekty przejmują majątki swoich członków. Od samego początku chodziło o to, aby pozbawić mnie majątku. Zgodnie z wolą moich „opiekunów’ miałam zostać zakonnicą, nie kształcić się i przekazać Ryszardowi i Barbarze wszystko, co posiadam. No, ewentualnie Roman mógłby mnie zabić po poślubieniu mnie i zostaniu politykiem, w czym miał mu – według jego marzeń – pomóc mój tata. Bo podobno „znał Urbana”.

Poprzedni akapit porusza też inną sprawę. Sekty wyznaczają swoim członkom małżonków i ogólnie mówią, z kim członkowie mają sypiać. Miałam wypisać za pieniądze z różnymi mężczyznami i przynosić ludziom o wyższej pozycji w sekcie pieniądze. i nie, nie przesłyszeliście się, nauka poznała sekty, których członkowie byli zmuszani do prostytucji. Tak wiec mnie akurat nie dziw. Dziwne jest, że Nycz postanowił wziąć w tym udział.

Sekty manipulują swoimi członkami. Wiele razy oszukiwana i członkowie seksty przedstawiali mi się jako inni ludzie. Przedstawiano mi też celowo zniekształcone i zakłamane fakty, aby wpłynąć na moje postępowanie.

Ostatni element, który mi na szybko przychodzi do głowy, to guru sekty, który zawsze jest schizofrenikiem i który ma specjalną „więź z Bogiem” i którego wolę należy wykonywać w stu procentach. W tej konkretnej sekcie to oczywiście Barbara, która „zna wszystkich” i która „wie wszystko”. I która rządzi nie tylko swoją rodziną, ale też sektą i wręcz całym Kościołem.

Kościół Rzymsko-Katolicki robi ze schizofreników świętych – to też fakt z podręcznika profilera. Więc jedyne, co można powiedzieć o Kościele, którego podstawą jest „posłuszeństwo wobec świętych” (a tego posłuszeństwa uczą katecheci na podstawie mitu o Abrahamie) to, że jest federacją sekt. Niczym więcej. Byt do zaorania.

Ludzie uciekajcie czym prędzej z Kościoła, to nie jest dobre towarzystwo. Oczywiście ta wersja, którą ja poznałam, to wersja dla plebsu. Prawdopodobnie osoby po KUL-u inaczej by były traktowane i pewnie inne odpowiedzi by usłyszały. Ale mogę się mylić i tylko przypadkiem większość ludzi nie wie, że dla Kościoła schizofrenicy to „święci”, bo schizofrenicy twierdzą, że „Bóg do nich mówi” i że „znają wolę Boga”. Schizofrenicy też robią kościelny show przy beatyfikacjach i pomagają przy awansie, bo ich pojawienie się przy kimś oznacza „przychylność Boga”, który zesłał „świętych”.

Faktem jest, że ludzie prości i niewykształceni popełniają na sobie wszystkie możliwe przestępstwa, stosują przemoc i terror, nie szanują praw człowieka, autonomii, czy zasad społecznych, ale napuszczanie na studentkę ateistkę jakiś prymitywnych, tępych zakonnic, żeby mnie zarąbały, a te też za mną ganiały po Uczelni, to już przesada. Tego też jest Kościół winien.

Nie jestem wariatką, ale rozumiem akcje podpalania kościołów. W życiu już wejdę do żadnego kościoła Rzymsko-Katolickiego. Moja siostra też nie.

Na sam koniec mogę powiedzieć tylko jedno. Szkoda, że nikt mi te kilkadziesiąt lat temu nie pomógł ogarnąć psychologicznie Romana i Renaty. Młodzi schizofrenicy dają się namówić na leczenie, starsi już tracą umiejętność autorefleksji i nie daje się ich namówić na leczenie. Poza tym Roman był zawsze za głupi, żeby podjąć prawidłową decyzję. Renata zresztą też. Jedyną szansą dla nich było wsadzić ich do psychiatryka wyrokiem sądu, ale to nie w naszym systemie prawnym. Głupota kleru i zakonnic też im nie pomogła. Kościół radośnie leciał za każdym ich urojeniem i zagryzał każdą wskazaną przez nich osobę.