Archiwum kategorii: Różne

Użyteczni głupcy

Profilerzy nie mają złudzeń co do ludzi – z reguły społeczeństwa w swojej masie siadają się z jednostek głupich. Psychoterapeuci też wiedzą, że ludzie kierują się przede wszystkim własnym zyskiem i zaspokojeniam własnych popędów. Ludzie, którzy liczą, że odwołają się do tej lepszej strony ludzkiej natury z reguły są niszczeni, a tępaki oraz beztalencia tryumfują.

Jest to w skrócie wszystko, co myślę o tym, co mnie spotkało. Inaczej udałoby mi się udowodnić, że to ja mam rację, a nie zawistne idiotki, które postanowiły wystartować do Adama czy kogoś innego. Podobnie negatywnie odbieram środowisko prze-ambitnych pań pisareczek, szczególnie pewnej idiotki i plagiatorki, która łże, że się ze mną przyjaźni. Przyjaźni się co najwyżej ze schizofrenikiem Romanem, z którym się publicznie przelizała. Nie dziwię się, że schizofrenik swojej ukochanej postanowił „dać” coś, co do niego nie należy. Powinien przy niej zostać, a nie mnie nękać. Bo i tak nigdy nie byliśmy, ani nie będziemy małżeństwem.

Do tej pory nie zostałam przeproszona przez nikogo z zaszczuwającej mnie hordy, więc proponuję, aby Adam skontaktował się ze swoim prawnikiem i zaczął akcję odwetową która mnie może w końcu uratować. Plagiatorka musi mieć proces, skoro nie uważała za wskazane mnie przeprosić. Pewnie gdy dostanie pismo przedprocesowe, to się zreflektuje. Ale i tak nie zgodzę się już nigdy na to, aby wykorzystywała ukradzione mi konspekty. Nie ma znaczenia, że Michał nie wiedział, że schizofrenik łże na temat naszej zażyłości i moich życzeń, więc wydał te konspekty z własnej woli. Nie były jego własnością i nie miał prawa nimi dysponować. Michał wie, że uważam go za najgłupszego z moich byłych i osobę po praniu mózgu, więc chorą psychicznie.

Opus Dei składa się głównie ze schizofreników, których Katechizm Kościoła Rzymsko-Katolickiego stawia na postumencie jako ludzi, których trzeba słuchać, bo przemawia przez nich Bóg. Nie mogę żyć w takim kraju. Rozmawiałam z paroma osobami, które oburzone tłumaczyły mi, że Opus Dei to oni. Jest to psychiatra i prawnicy, ale ze względu na to, jaki jest profil przeciętnego katolika, mogę to tylko wyśmiać. Są to rodzynki, wykorzystywane przez motłoch, który w swojej masie jest głupi – i coraz bardziej ogłupiany, gdy najzdolniejsze dziec są zaszczuwane przez schizofrenicznych „świętych” jak ja – bo są proszeni o przysługi.

Plagiatorka posuwała się do stwierdzeń, że nie jestem autorką własnych tekstów drukowanych w Nowej Fantastyce. Byłam przez jej przyjaciół zaszczuwana w pracy jako osoba, która się podaje za kogoś, kim nie jest. Dowiadywałam się, że jestem byłą prostytutką, która z trudnością skończyła Anglistykę. Przy czym schizofrenik Ryszard dobrze wie, że mnie też nękała na Psychologii i nawet posunął się do wypisania mnie z listy studentów, bo udawał mojego „ojca”. Nieprawdą jest, że musiałam powtarzać każdy egzamin.

Za to plagiatorka jest osobą pozbawioną talentu, o której zdolnościach nic nie wiem. Pamiętam za to, że była opryskliwa w czasie warsztatów literackich. Nie jest to osoba, która zasługuje na jakąkolwiek pomoc. Plagiatorką nie ma do niczego prawa. Nawet jeśli bym jej kiedyś coś podarowała (a tak nie było), to przy jej rażącej niewdzięczności, jaką plagiatorka zaprezentowała, mam prawo zabrać, co do mnie należy. I to dotyczy nie tylko plagiatorki. Moje sprawy reprezentować już zawsze będą ateiści oraz wyznawcy Wicca. Katoliccy prawnicy już dawno zostali przede mnie odsunięci od tej sprawy. Prokurator jest udaje, że nie wie, co robić.

Ale oczywiście jak zwykle w moim życiu, zwyciężają zawsze beztalencia z Opus Dei.

Ja wypisałam się już z fandomu. Nie odzywajcie się do mnie. Tylko Agnieszka i Alice mogą się ze mną kontaktować. Podobno mamy jakieś ważne sprawy do załatwienia. No, chyba że to też było czymś, co pochodzi z urojeń skurwysynów z Opus Dei. Nie będę kontaktować się ze schizofrenikami, szczególnie schizofrenikiem Romanem, czy przepraszać plagiatorki, bo takie warunki mi przedstawiono. Schizofreniczce Renacie też nie oddam żadnych pieniędzy, ani Romanowi. Nie mieli prawa wysuwać takich żądań wobec mnie i w razie odmowy, odcinać mnie od znajomych i przejmować kontrolę nad moimi sprawami. Typowe dla schizofreników, mojego tatę też coś takiego spotkało we Francji. Nie dziwcie się, że uciekł do innego kraju. Ja też taki mam zamiar, bo chociaż emeryturę chcę spędzić nie oglądając się za siebie w jakimś ciepłym kraju, na przykład Egipcie, jeśli to będzie jedyna dla mnie opcja.

Jeśli coś do mnie należy, to bardzo proszę o zwrot tych rzeczy. Oszuści, którzy mnie odcięli od – podobno należnych mi – pieniędzy, powinni już dawno trafić do więzienia.

Nie zrezygnowałam z żadnego spadku, a takie opowieści krążą. Nie jestem bogata. Żyję z jednej pensji. Ale jeśli mam się kontaktować z moimi prześladowcami, żeby załatwić sprawy spadkowe, to wolę głodować i żyć potem tylko z emerytury w jakimś ciepłym kraju, gdzie moje pieniądze wystarczą na więcej. I najwyżej dorabiać lekcjami. Mój tata w takiej sytuacji był bardzo szczęśliwy, dopóki mnie i jego kurwy z Opus Dei nie zaatakowały ponownie.

Powiem tylko, że stawianie mi jakichkolwiek warunków, w sytuacji gdy są sprawy urzędowe, które już dawno powinny być załatwione, jest takim kurestwem, jakiego świat nie widział.

Wiem, że schizofrenicy otaczają swoje ofiary murem kłamstw i odcinają od ludzi im bliskich, którzy od tej pory są skazani na kontakty tylko ze schizofrenikami, którzy zaczynają „reprezentować” swojej ofiary i doić ich bliskich.

Mój tata zderzył się z taką sytuacją we Francji, ja w Polsce. Jestem przerażona tym, z jaką łatwością schizofrenicy niszczą ludzi. A także jak podle, bezmyślne oraz okrutne okazało się środowisko Kościoła i PiSu. To nie są moi przyjaciele i nigdy nie byli. To są – w najlepszym razie – enablerzy groźnego schizofrenicznego gangu, który zaszczuł z wynikiem śmiertelnym już wiele osób. Kilkoro udało mi się uratować przed nimi.

W Polsce nie chcę mieszkać już nigdy. I nic mnie nie zatrzyma. Do emerytury już nie mam daleko.

Nauczanie Kościoła

Wiele osób może się zdziwić, ale dostojnicy Kościoła uważają mit o Abrahamie i Izaaku za kluczowy w wychowaniu młodych katolików. Przypomnę, o czym traktuje ten mit. Ojciec Abraham usłyszał w głowie głos Boga, który nakazał mu zawlec swoje niewinne dziecko na szczyt góry i złożyć tam w ofierze. Więc – jak to sobie wyobrażam – zawlekł opierające się, walczące o życie dziecko na górę i już gotował się do zaszlachtowania swojego syna, gdy Bóg po przetestowaniu go, odwołał wyrok.

Można z tego rozumieć – jak robią to cywilizowani ludzie – że chrześcijaństwo zrezygnowało z ofiar z ludzi. A przynajmniej tak to rozumieją luteranie, którzy sądzą, że cała akcja Abrahama z synem miała dokładnie to pokazać, a nie była testem wiary. Bóg luteran nie testuje ludzi. Katolicy za to tkwią na stanowisku, że należy ten mit traktować jako nakaz posłuszeństwa wobec Boga. Szczególnie wobec ludzi, do których Bóg przemawia, bo to są święci i przekazują wolę Boga. I należy się ich słuchać, nawet jeśli psychiatra uważa Abrahama za niebezpiecznego schizofrenika. Luteranie nie obrażają się za takie diagnozy Abrahama, bo to akurat w ich micie nie jest ważne.

Dla psychiatrów oraz ludzi, którzy mieli kontakty ze schizofrenikami i ich trochę poznali, ten mit jest dużym problemem i zawsze, słysząc takie odczytanie, będą protestować. Był to przypadek mój oraz mojego ojca. Zakonnica, która uczyła mnie religii – zgodnie zresztą z instrukcją dla katechetów – uznała, że jestem „zdemoralizowana” i pochodzę ze „zdemoralizowanej” rodziny, ponieważ protestowałam przeciwko uczeniu tęgo mitu, więc udała się do ówczesnego biskupa. aby wyznaczył mi opiekunów z Kościoła. Stąd się wzięli Ryszard i Barbara, prześladujący mnie i moją rodzinę do tej pory. Są to dla Kościoła tak zwani „święci” (chociaż reszta świata, jak już wiemy, zna ich jako groźnych schizofreników). Niestety schizofrenicy nękają swoje ofiary, aż je zaszczują na śmierć i moja katechetka miała świadomość, że skierowanie ich uwagi na mnie to wyrok śmierci, zapowiedziała mi to , a także że, jeśli chcę żyć, mam zgodzić pójść do klasztoru. Albo mam wyjść za młodego „świętego” z mojej podstawówki, który podobno sam się zgłosił, ale w to nie wierzę, bo wiem, że dostał pieniądze od jakiegoś księdza. Zaznaczę, że dla prawa nie ma znaczenia, na ile świadomie katolicy wykorzystują schizofreników w takich akcjach niszczenia ludzi, bo mają się dostosować do zasad, jakie panują poza ich religią. Właśnie pod kątem takich spraw wertowałam podręczniki jako studentka.

Nie jestem wyjątkiem. Jak usłyszałam, dzieci Michała, które są wnukami profesora psychiatrii, także podpadły katechetce „nieposłuszeństwem wobec świętych”, gdy zaprotestowały przy pochwale schizofrenii Abrahama. Ich katechetka, chociaż tym razem cywilna, pogalopowała do biskupa prosić o „opiekunów” dla nieposłusznych dzieci. Jak się okazało znaleziono im inną schizofreniczną rodzinę. Na całe szczęście wiedziałam, co się będzie działo przy opowiadaniu o Abrahamie, więc nakazałam ostre działanie. Dziadek poszedł do katechetki pokazując swoje dyplomy. Biskup, jak mi powiedziano, spuścił z tonu. A katechetka dostała bardzo groźną naganę od dyrekcji szkoły.

Ale jak sama dobrze wiem, schizofrenicy nasłani na Kościół już zawsze będą na ich tropie i nie da się ich wsadzić do psychiatryka, bo Kościół umiejętnie podtrzymuje ich wszystkie urojenia. Wiem, że dzieci się skutecznie bronią, chociaż bez zmiany przepisów, które umożliwiają leczenie takich ludzi bez ich zgody, czekają nieposłusznych różne nieprzyjemne sytuacje już całe życie. A Kościół regulujący życie publiczne i wybierający polityków na najwyższe stanowiska w Polsce się nie zgodzi na zmianę przepisów.

No, ale kościół luterański, który odrzucił kult świętych „schizofreników”, dorobił się nowych członków. Bo jest to jedyna rada na takie zaszczucie i logiczna reakcja na taką sytuację. Dzieci Michała zrobiły dokładnie to samo, co ja w dzieciństwie. Zagłosowały nogami, czego też innym życzę. CHociaż i tak musiałam podejść do Pierwszej Komunii w Kościele Rzymsko-Katolickim, bo nie mogłam złożyć formalnej apostazji jako dziecko. Ale jako dorosła potwierdziłam przed biskupem fakt bycia luteranką. Złożenie papierka to czysta w tej sytuacji formalność. A z powodu dalszego zaszczuwania złośliwie ujawniłam się w treści mojej apostazji jako wyznawczyni Wicca, nie luteranka. Wiem, że moi współwyznawcy uważają mnie za kapłankę, ponieważ już jako dziecko widziałam magię.

Bardzo jest przykre, że największy odłam chrześcijaństwa w Polsce ma zasady dokładnie takie same jak najgroźniejsze sekty, z których się nie odchodzi, a próby odejścia karane są zaszczuciem z wynikiem śmiertelnym. A jeśli ktoś zaszczuty przez schizofreników się nie zabije, to sieć kłamstw oraz intryg doprowadza do wyznaczenia takiej osobie, która próbowała odejść z Kościoła, roli popychadła w społeczności. W moim przypadku ja odeszłam od takiej społeczności. Odchodzę też z fandomu, bo mam tutaj też być z wyroku Opus Dei popychadłem, które nic nie znaczy. Innym też radzę odejść z Kościoła i fandomu, nawet jeśli nie byli bezpośrednio atakowani.

Proszę Państwa, to musi się zmienić. Nie może być na zgody na takie postępowanie jakiegokolwiek związku religijnego w państwie prawa w dwudziestym pierwszym wieku. Nie może legalnie funkcjonować religia, która zakłada, że pranie mózgu i terror wobec dzieci oraz dorosłych są naturalnymi i dozwolonymi metodami „nawracania” i utrzymania ateistów, luteran oraz wyznawać Wicca w Kościele. Nie ma na to zgody na to w cywilizowanym świecie.

Nie muszę chyba dodawać, że ta niesławna instrukcja dla katechetów jest tajna i poufna, ale udało się pociągnąć kilka osób za język. Bo mówią, gdy się zapyta o to wprost. Nie jest prawdą, że nękane przez Kościół dzieci „proszą o pomoc” – chociaż schizofrenicy twierdzą, że dzięko samo prosi o „pomoc”, bo dla Kościoła okazywanie nieposłuszeństwa jest „prośbą o pomoc”.

Trzymajcie się od tej niebezpiecznej sekty z daleka. Tak samo jako „prośbę o pomoc” są traktowane apele dorosłych, żeby się odpierdolili, więc w życiu nie będę rozmawiać z nikim z Kościoła, czy mówiąc bardziej szczegółowo, z Opus Dei. Także nie chcę rozmawiać z nikim z ich polityków. To wszystko dla mnie są personae non gratae.

Tak, znam liczbę mnogą tego łacińskiego wyrażenia.

Pobicie

Biegli sądowi wiedzą, że bardzo silne ciosy, oprócz widocznych siniaków, mogę prowadzić też do innych problemów. Jeśli chodzi o bezpośrednie ciosy w podbrzusze, to u kobiety może to spowodować, że do tej pory bezobjawowy mięśniak może zacząć dokuczać tak, jak mnie. Czyli między innymi mogą pojawić się krwotoki. Mięśniak może pęknąć i problemy mogą zacząć od tego momentu być widoczne.

Zostałam tak pobita w czasie konwentu przez pewnego polityka, który przesadnie przejął się szlochami prześladującej mnie i Piotra schizofreniczki Renaty, która nie przestaje podawać się za Yennefer. Pewnie do tej pory sobie ten gratuluje i przybija piątkę ze schizofrenikami. Jak widać w jego ugrupowaniu bicie niewinnych kobiet to powód do chwały. Oprócz tego wywodzący się z gangsterski psychol tego zaszczuwał mnie też w pracy i zniszczył psychicznie, udając psychoterapeutę. W efekcie doprowadził do amnezji i zniszczył resztę mojego życia. Jakbym do tej pory miała je usłane różami. Tylko dlatego, że uwierzył schizofreniczce Renacie. Jego ugrupowanie nadal kontroluje duża część fandomu, więc – jak rozumiem – lepiej się tam nie pokazywać.

Walczyłam z mięśniakami bardzo długo, aż się w końcu poddałam i zdecydowałam na usunięcie macicy. Naprawdę skuteczne leczenie nie jest refundowane przez NFZ. Niestety straciłam, odcięta przez gang schizofreników, kontakt z ludźmi, którzy mogli mi pomóc. Co gorsza ci sami ludzie, którzy mnie zniszczyli razem ze schizofrenikami, torturowali mnie psychicznie, wmawiając, że nie mam problemów zdrowotnych i mam kupę dzieci. Tortury też przybrały formę fizyczną, bo byłam przetrzymywana wbrew mojej woli na korytarzu w pracy, zaszczuwana pod dyktando schizofreników i nie brano pod uwagę, że właśnie przeżywam horror, bo leci ze mnie krew w czasie krwotocznej miesiączki.

Całe to ugrupowanie to groźni psychopaci.

Co gorsza, zastraszono mnie i nakazano ignorować moje problemy ginekologiczne, więc nie dawałam rady poprosić nikogo o pomoc. Ataki psychologiczne i fizyczne tych polityków zniszczyły mi życie do reszty, bo się podporządkowałam tym zaleceniom. Ci ludzie ani nie byli dla mnie bliscy, ani nie byli nie moimi lekarzami, nie mieli prawa mnie tak terroryzować.

Prawda jest taka, że właśnie z ich powodu nie mam dzieci, co jest na rękę schizofrenikom, bo mają urojenia, że po mnie odziedziczą. A już moje mieszkanie jest sporo warte. Naprawdę nie ukradłam nikomu żadnego majątku, a Roman jest groźnym schizofrenikiem, tak samo jak jego i moja znajoma z podstawówki, Renata (której rodzicami są Ryszard i Barbara).

Ani Roman nie jest moim „mężem”, ani Renata nie jest „Yennefer” (zapytajcie Andrzeja, kogo tak nazywa). Renata prześladowała Piotra swoimi urojeniami. Opowiedział wszystkim znajomym o tym prześladowaniu i jest im wiadomo, że to schizofreniczka, z którą nie chciał mieć nic wspólnego. Tragedią jest, że ja byłam w gorszym stanie od niego i z powodu szoku (bo napadli na mnie gwałciciele) wyparłam akcje Romana, innych schizofreników oraz jego enablerów tak skutecznie, że nie mogłam się bronić.

Teraz mogę się obronić i to robię, chociaż dla mnie jest już za późno, bo zniszczono mi wszystko, co tylko kobiecie można zniszczyć w życiu. Żyję tylko po to, aby się zemścić na sali sądowej. I jedyne, co mogę zrobić, to unikać całego polskiego fandomu. I nie, przeprosiny już nie wystarczą, bo nie chcę zostać zamordowana przez gang schizofreników z mojej podstawówki.

Chuj wam w dupę, skurwiele.

Partia

Poruszane przeze mnie kwestie z pewnością nie interesują wszystkich, ale istnieją osoby, które tak bardzo zamieszały się w zaszczucie mnie, że kilka rzeczy muszę im wyjaśnić. Dla pewnego zrozumienia tego, co mnie spotyka, muszę wrzucić kilka informacji o tym, jak traktuje się pod kątem prawnym ludzi z amnezją. Biegli sądowi wiedzą, że sama amnezja nie wystarczy, aby kogokolwiek ubezwłasnowolnić. Człowiek z amnezją pozostaje sobą i jest racjonalny. Co jest jeszcze ciekawsze, psychoterapeuci wiedzą, że poziom świadomy jest tylko lukrem na pączku całego umysłu. Ludzie z amnezją nigdy nie popełniają błędów, bo ich głębsze fragmentu umysłu nie straciły informacji, kto je skrzywdził, a kto nie.

Klasycznym przypadkiem w praktyce psychoterapeuty jest, że ludzie zaszczuwani przez urojenia schizofreników tracą pamięć. Jest to bardzo niebezpieczna sytuacja, bo schizofrenik wmawia otoczeniu swojej ofiary, że jest kimś bliskim dla swojej ofiary i zaczyna ją reprezentować. Co oczywiście powoduje kolejne traumy i nieszczęścia oraz bardzo często w efekcie prowadzi do samobójstwa ofiary. Każdy psychoterapeuta ucina kontakty takiego schizofrenika z ofiarą i zaczyna ją wspierać. Dopiero wtedy ofiara odzyskuje pamięć.

W moim przypadku otoczenie, które mnie nie zna, uznało, że schizofrenicy zamieszani w tę aferę są moim właścicielami i mają prawo decydować, co robię zawodowo i kto jest moim mężem, i kto ma wykorzystywać moje konspekty.

Ale nie tylko chodzi o konspekty, które schizofrenik wyłudził od mojego byłego (zresztą jednego z najgłupszych facetów w fandomie, a przynajmniej, jeśli bierzemy pod uwagę tych z wyższym wykształceniem). Zostałam też zaatakowana przez różnych polityków z pewnej znienawidzonej przeze mnie partii, którzy uznali, że nie mam prawa decydować o swoim życiu, tylko mnie zaszczuli w moim miejscu pracy, bo odmówiłam współpracy, Wzięli udział w bardzo groźnym zaszczuciu mnie, bo ponownie fandomowi durnie uznali, że jestem niewolnicą, o której zatrudnieniu mogą decydować obcy dla mnie ludzie. Byłam w tak złym stanie psychicznym, że błagałam, żeby mnie zostawili w spokoju, ale byli na tyle okrutni i bezmyślni, że dodali mi całe lata do etapu wychodzenia z traumy i odzyskiwania pamięci. Ich interwencje oraz rozmowy z nimi byłe dla mnie traumatyzujące, że wszystko wypierałam, bo byli to ludzie, któ®zy atakowali mnie i zaszczuli w czasie konwentów. Nie chcę ich nigdy więcej oglądać, nie jesteśmy zaprzyjaźnieni, tym bardziej, że byłam też przez niektórych z nich atakowana fizycznie. Ataki na mnie w pracy spowodowały takie problemy psychicznie, że doprowadzili mnie do szaleństwa i przestałam rozumieć, co się w ogóle dzieje.

Nie dziwcie się więc, że nie chcę mieć żadnych kontaktów z polskim fantomem. Nie chcę oglądać tych partyjnych zakazanych mord, które zniszczyły mi całe życie. Chociaż odtańczyli taniec zwycięstwa i tryumfu, bo uznali, że mnie „uratowali”, bo tak im powiedział mój schizofreniczny – jak uważają zapewne – właściciel.

A odpierdolcie się ode mnie pizdy i chuje już na zawsze. Nie będę się z wami przyjaźnić, tylko dlatego że schizofrenik Roman uznał, że ma dzięki wam szansę zostać politykiem.

Opłaty

Screenshot

Dostałam odpowiedź od Spółdzielni i jak się okazuje, niepotrzebnie dałam się spanikować wspomnieniom o zaszczuwającym mnie schizofreniku i o tym, co mnie i kilku innym osobom powiedział. Opłaty związane z moim mieszkaniem są naliczane na jedną osobę. Jeśli ktoś usłyszał inaczej, to miał do czynienia z opowieściami schizofreników. Stwierdzenie, że był „z moją matką” w Spółdzielni i że ta go dopisała jako osobę mieszkającą ze mną, są całkowicie oparte na jego urojeniach. Wszystkie jego opowieści są zupełnie niezgodne z jakąkolwiek rzeczywistością. Ale niestety podobni ludzie łączą się w większe grupy, więc stworzył wokół siebie siatkę wariatów z ich własnymi urojeniami, oprócz tych, które są powtarzane za nim.

Podejrzewam, że autentycznie pani Joanna została obsadzona przez niego w roli „mojej matki”, bo podobno ta moja urojona przez niego „matka” miała mieszkać w sąsiedniej klatce, a tak się składa, że widział, jak rozmawiałam właśnie z tą sąsiadką. Pamiętam, że przylazł za mną z mojej pracy, bo mnie śledził i stał przed blokiem.

Niestety nie mógł rozmawiać z moją mamą, bo zmarła w roku 2000. Mam dosyć już zderzeń z ludźmi wierzącymi w różne opowieści wariatów wzięte wprost z ich urojeń. Niech żyją sobie w swoich równoległych światach, ale niech ode mnie trzymają się z daleka.

Zawsze warto coś zweryfikować i się uspokoić. Chociaż i tak bardzo bolesne są rany psychiczne, jakie takie bydle zadaje swoim ofiarom. Także ludzie przez niego poszczuci sprawiają zawsze sporo problemów, bo rozsiewają kłamstwa i niesprawdzone plotki. Jest kilka osób święcie przekonanych, że autentycznie ten schizofrenik widnieje w Spółdzielni jako lokator w moim mieszkaniu. No, więc nie, nie jest to prawdą.

Bardzo proszę, weryfikujcie wszystko, chociaż schizofrenicy z reguły sabotują wszelkie próby weryfikacji. Nie jestem niczyją „chorą psychicznie żoną”, która „nie pamięta, że ma męża”. Tak samo Barbara czy Ryszard nie są moimi „rodzicami”, a Renata, ich córka, nie jest moją „najlepszą przyjaciółką” z podstawówki. Jest też schizofrenicznym potworem, którego nie chcę oglądać.

Są ludzie, którzy wiedzą, o co chodzi w tej sprawie, chociaż większość jak zwykle niczego nie zauważyła, bo takie rzeczy dzieją się po cichu. Ofiary schizofreników milczą i w ciszy tylko coraz bardziej toną, bo nikt nawet nie przypuszcza, co się z nimi dzieje i że trzeba je ratować, bo coraz bardziej się rozpadają psychicznie.

Schizofrenicy naprawdę w taki sposób doprowadzają swoje ofiary do samobójstwa.

Spółdzielnia

Przed chwilą napisałam do swojej Spółdzielni Mieszkaniowej z prośbą, aby zerknęli, na ile osób wyliczyli mi opłaty za mieszkanie. Podejrzewam, że podobnie jak w czasach, kiedy żyła moja mama, schizofrenik Roman próbował stworzyć sobie „dowody” na nasz wspólne pożycie. Moja mama zauważyła wtedy wzrost czynszu i zaczęła weryfikację w biurze Spółdzielni, ja gorzej kontroluję nasze wydatki. A od czasu śmierci mamy w roku 2000 mieszkam sama.

Jakiś czas temu poinformowano mnie, że Roman ponownie zgłosił się do Spółdzielni i załatwił mi wzrost opłat. Napisałam wtedy Policji donos na moją Spółdzielnię, ale byłam w tak złym stanie, że nie napisałam do Spółdzielni z prośbą, żeby nie robili takich numerów. Mój znajomy biegły sądowy zaczął sprawę wyjaśniać i wiem, że Roman zbajerował nieżyjącą już sąsiadkę, panią Joannę, które nieświadomie odegrała rolę mojej matki i pomogła mu się do Spółdzielni zgłosić. Podobno Roman dostał zaświadczenie od Spółdzielni, że ze mną mieszka. Jestem przerażona, bo Spółdzielnie nie powinna tak łatwo dopisywać ludzi do mieszkań, ale jak rozumiem kierują się pazernością i zrobią wszystko, żeby ludzie więcej płacili. Bo prawda ich nie obchodzi.

Roman powiedział mi wtedy – co już do końca mnie straumatyzowało – że próbował się oficjalnie zameldować w moim mieszkaniu, ale na całe szczęście odpowiedni urząd okazał się być o wiele poważniejszy od mojej Spółdzielni, bo sam karteluszek od durnego urzędnika nie wystarczył. Do zameldowania kogoś potrzebna jest obecność prawdziwego właściciela mieszkania. A ja nigdy nie zgodzę się, żeby ten schizofrenik u mnie zamieszkał. Nie ma znaczenia zakres tortur psychicznych jakie Nycz mi zafunduje, czy inne szykany ze strony Opus Dei.

To naprawdę jest dla mnie obca osoba i bardzo jest mi przykro, że są w fandomie osoby, które mu uwierzyły, że jest moim mężem tylko na podstawie tak marnego pseudo-dowodu ze Spółdzielni, że jest moim „mężem”. Bardzo proszę, aby ludzie, którzy na podstawie nic nie znaczącego świstka nazywali mnie „chorą psychicznie żonę Romana”, się ode mnie już na zawsze odpierdolili, bo zniszczyli mi i kilku innym osobom życie, chociaż mnie najbardziej.

Zrobię wszystko, żeby już nigdy tych tępych kutasów nie oglądać.

Mam też dosyć schizofreników tworzących sobie „dowody” na prawdziwość ich urojeń. Takie postępowanie jest wprost ze wszystkich podręczników i kurwa wystarczy już tego.

Ciekawe, co ten schizofrenik jeszcze wykombinuje. Na razie zabił zdziczałe koty, którymi miał się opiekować po pójściu pani Joanny do hospicjum, ale nic nie zrobił. Kłamał tylko, że poszły do szopy na terenie posiadłości Piotra. Ale akurat tam przebywają ludzie z alergią na koty i mieszkają wrogie kotom psy, o czym zapomniałam, bo od razu bym alarmowała wszystkich, przede wszystkim panią Joannę.

Naprawdę, mam dosyć warszawskiego, ogólnie mówiąc polskiego też, fandomu sf-f. Nikt nic nigdy nie robi, żeby ratować ofiary schizofreników. A jest ich wiele, bo fantasy i metal są też ofiarami obsesyjnego zainteresowania schizofreników z Opus Dei, którzy zawsze mogą liczyć na wsparcie zdrowych członków tej piekielnej organizacji.

A prześladowane ofiary tracą z powodu maksymalnego stresu pamięć z minuty na minutę i nie potrafią się bronić na czas.

A bo to nie jest ważne

Jenym z bardzo wkurwiających elementów jest przekonanie wielu osób, że jak coś im się nie wydaje ważne, to mogą ignorować czyjeś prośby o pomoc, czy też prośby aby coś z kimś wyjaśnili. Nie będę pokazywać palcem, ale ludzie, którzy zignorowali moje prośby, sami wiedzą, o kogo chodzi.

Przy czym dodatkowo pewnie kierują się zasadą, że jeśli oni rozmawiali z kimś i może nawet polubili, to chociaż nie mają podstawowych wiadomości z psychologii czy kryminologii zajmującej się przestepstwami dokonywanymi przez chorych psychicznie, to mogą zawsze się kierować swoim własnym widzimisię, bo oni sobie porozmawiali z kimś i jakby był chory psychicznie to by zauważyli.

Tylko, że kurwa nie. Schizofrenicy świetnie się maskują i opowiadają z przekonaniem takie historie i zapewniają o swojej najgłębszej miłości do ofiary, którą następnego dnia mogą z zimną krwią zabić, że otoczenie wbrew błaganiom ofiary schizofrenika zostawia ją na pastwę takiego potwora.

To, że ktoś jest schizofrenikiem, jest bardzo ważne, bo nawet jeśli nie zabije swojej ofiary, którą prześladuje latami, to lista szkód dla psychiki ofiary jest bardzo długa. Kontakty ze schizofrenikiem są tak traumatyzujące, że ofiara prześladowań bardzo szybko traci pamięć, co jest dopiero początkiem problemów. Schizofrenik, którego wkurwia, że ofiara nie potwierdza jego urojeń, bardzo szybko postanawia ją zaszczuć i doprowadza do śmierci psychiki, bo atakuje jako urojenia prawdziwe wspomnienia, a wmawia swoje urojenia jako prawdę, twierdząc, że „leczy” swoją ofiarę. W takim stanie nie można żyć i funkcjonować i bardzo łatwo schizofrenik popycha swoją ofiarę do samobójstwa. Są schizofrenicy, którzy cyklicznie doprowadzają kolejne ofiary do samobójstwa, czy w inny sposób zabijają. I bardzo to lubią.

Bardzo ważne jest, aby nie pozostawiać ofiar schizofreników bez pomocy. Schizofrenik czy schizofreniczka to nie jest po prostu niegroźny ekscentryk, tylko ktoś kto wytwarza wokół siebie kult i posługuje się też swoimi wyznawcami do nękania swojej ofiary. Ludzie giną, a Policja ma podobny stosunek do ofiar schizofreników jak reszta społeczeństwa – olewa, jako niegroźne. Do tego schizofrenicy też potrafią poszczuć Policję na swoje ofiary i wyrobić im opinię wariatów. Zdarzyło mi się, że również policjant wmawiał mi, że Roman jest moim „mężem”. Rozumiecie, mówił o facecie, który był wielokrotnie przez policyjny patrol usuwany z mieszkania – wtedy jeszcze mojej mamy – jako obcy groźny schizofrenik, który wlazł nieproszony. A to człowiek który o mało co nie udusił mnie na śmierć na uczelni za to, że nie chciałam za niego „wyjść” czy też raczej potwierdzić, że jest moim „mężem”.

Najlepszym wyjściem dla ofiar takich potworów, to spierdolić z różnych środowisk i zatrzeć za sobą ślady. Ewentualnie można jeszcze zwabić najgroźniejszych schizofreników do kraju, gdzie wolno osobę, która narusza mir domowy, zabić i przeprowadzić z zimną krwią egzekucję. Są kraje, gdzie się z takimi napastnikami nikt nie patyczkuje.

Polski głupol

Jedną z polskich cech chyba nawet narodowych jest tak olbrzymia głupota i brak szacunku dla próśb innych osób, że już dawno temu postanowiłam się nie spotykać z Polakami. Byłam związana z polskim głupolem, czyli Michałem. Do bycia z nim w związku zostałam sterroryzowana. Już dawno obiecałam sobie, że nigdy więcej. O wiele przyjemniej wspominam sobie narzeczeństwa z Amerykaninem czy Norwegiem. Oni nie popełniali żadnych błędów, ale zostali zaszczuci przez polskie środowiska fanów i okłamani, a ja z zemsty za to że śmiałam sobie jakoś układać życie została zniszczona aż do wystąpienia amnezji oraz syndromu sztokholmskiego. Ale i tak nie zaczęłam pisać za Renatę, chociaż mój konspekt, który miał być moim debiutem prozatorskim trafił w łapska moich śmiertelnych wrogów.

Adama też wspominam bardzo źle. Po okresie spotykania się, kiedy postanowiłam przenieść znajomość na kolejny poziom, zostałam przez niego zniszczona psychicznie, bo powiedział mi, że „z mężatką nie pójdzie do łóżka”. Wkurwiłam się nie na żarty, bo po co w takim razie spotykał się ze mną te pół roku? Poza tym wszyscy chyba wiedzieli o moich problemach ze schizofrenikiem, który udaje mojego męża. Adam powinien o tym wiedzieć, a nie tak brutalnie obchodzić się z moimi uczuciami. Przeżyłam to tak silnie, że wyrzuciłam wszystkie rzeczy kojarzące mi się z Adamem i przysięgłam już się nigdy mu nie dać zbałamucić. Tym bardziej, że cynicznie mnie blokował w ostatnich chwilach, kiedy mogłam urodzić chociaż jedno dziecko i zniszczył mi do reszty życie. Bo on sam nie chce i nie chciał mieć dzieci.

Naprawdę nie popełnię już błędu randkowania z jakimkolwiek Polakiem. Wiem, że nie wszyscy moi dawny narzeczeni są żonaci, a też przybywa coraz to nowych zainteresowanych mną Skandynawów. Polacy bardzo często proszeni o coś ignorują osobiste doświadczenie kogoś, kto potrzebuje pomocy i jej nie udzielają, bo uważają, że nie jest robienie czegokolwiek potrzebne. Bo nie. Nie przyjmują do wiadomości, że ktoś kto o coś prosi, ma lepszą wiedzę na temat tego, co się dzieje. Gdyby Michał, Andrzej, czy też Adam spełnili chociaż jedną dziesiątą moich próśb, byłabym szczęśliwą kobietą, a wiele osób winnych środowiskowej zmowy przeciwko mnie nie miałoby przed sobą wizji więzienia.

Wszyscy mnie zawiedli.

Jedyne, co mogę powiedzieć – wypierdalam z Polski, tak szybko jak się da. Wiem, dlaczego Cameron zablokował Worldcon dla Avangardy i nie jest to dlatego, że „zaszczułam” Renatę, czy kogokolwiek okłamałam.

Nie mam ochoty oglądać żadnego z moich polskich wielbicieli. Mam nadzieję zamieszkać za granicą. Podobno coś na mnie czeka w Stanach, jak tylko będę mogła, to skorzystam i z dziką radością zapomnę, jak się mówi po polsku.

Konspekty

Jak już wiele osób wie, mam na karku gang schizofreników, którzy mnie nękają od czasów podstawówki. Szczególnie źle z tego grona wspominam niejaką Renatę, która nie tylko nie była ni przez dzień związana z Piotrem, ale też nie jest autorką konspektów, które od mojego byłego wyłudził Roman i przekazał swojej przyjaciółce, żeby jeszcze dokładniej mogła udawać mnie przed fanami.

Opowiedziałam już wcześniej historię, jak wyrwano mi z rąk teczkę z kopią rękopisu pracy magisterskiej z psychologii. Miałam tam tez rozbudowany konspekt z fragmentami powieści, które chciałam dać do przepisania zawodowej maszynistce. Inne konspekty tej serii zostawiłam u mojego byłego, Michała.

No cóż mogę powiedzieć. Byłam związana z jednym z najgłupszych facetów z fandomu. Nie chcę już nawet wchodzić w to, jak skończył się nasz związek, grunt że nie oddał mi nic z moich rzeczy, które do tej przechowuje. Niestety nie zdawał sobie sprawy, że Roman to kolejny schizofrenik, który tym razem rozpowiadał o fikcyjnym związku ze mną. Według tego, co od niego usłyszałam, bez konsultowania ze mną wyciągnął moje stare konspekty i na prośbę „męża” mu przekazał. Ciekawe swoją drogą, że facet, z którym w ogołe nie byłam związana (czyli Roman) wydostał od niego rzeczy, których ja nie mogłam się doprosić i dokładnie zakazywałam pokazywania ich komukolwiek.

Moje rękopisy trafiły do pewnej plagiatorki, która była przekonana, że dostała je od „Yennefer”, czyli Renaty. Dla mojego byłego zaś plagiatorka, któ posługiwała się tymi konspektami i lizała dupę schizofreniczce Renacie, jak mi powiedział, miała być moją najlepszą przyjaciółką, którą tymi konspektami obdarowałam.

Ani Renata, która mnie prześladuje od podstawówki, ani wspomniana plagiatorka nie są moimi przyjaciółkami. Plagiatorka za to nienawidzi mnie szczerze, bo od dawna uważa się za „prawdziwą” narzeczoną Adama. Startuje do niego od dzieciństwa. Nienawidzi mnie za to, że Adam – jak wie całe środowisko – podkochuje się we mnie od dziecka.

Mam dosyć środowiska warszawskich fanów fantastyki i mam dosyć bycia prześladowaną przez ten gang schizofreników z podstawówki. Jeśli ceną za to, że nie chcę przeprosić „Yennefer-Renaty” oraz plagiatorki, ma być ostracyzm i zakaz pisania, czy pokazywania się na konwentach, to z dużą radością przyjmuje z rąk klubu Avangarda moje wygnanie oraz wyrok. Fandom metalowy mnie za to nie zwiódł i wiem, że Roman dostał ostry łomot od moich znajomych w Progresji. Z metalami mam lepszy kontakt.

No ciekawe, ile jeszcze osób uwierzy Renacie, że jest byłą Piotra oraz „współautorką Wiedźmina” i powinna dostać po nim spadek. Szkoda tylko, że pewna idiotka z mojej pracy uwierzyła jej we wszystko i postanowiła mnie zamordować z tym gangiem schizofreników i rozpowiedziała wszystkim, że rodzice Renaty to moi rodzice, a ja mam chora psychicznie.

Próbowałam uzdrowić sytuację i wyjaśnić plagiatorce, co się stało, po dobroci. Niestety zostałam zaatakowana i zniszczona psychicznie pod dyktando schizofreników. Jedyne, co mogę zrobić, to złamać pióro i zająć się przyjemniejszymi sprawami. Bo naprawdę nie zamierzam się ugiąć i zacząć pisać za Renatę, żeby mogla uchodzić za pisarkę, bo takie żądania wobec mnie wysuwała.

Wcale nie muszę pisać. Tutaj się schizofreniczka myli. Ale jak rozumiem, przy zmowie środowiska, mogę ją jedynie wyśmiać na blogu. Bo z uwagi na jej chorobę psychiczną nie mogę liczyć na to, że dostanie zarzuty karne. Ja z kolei się nie boję, bo różne moje rękopisy już od dawna sąd dyspozycji Policji. Oraz jak już wspomniałam wcześniej, moja próbka pisma.

Zdjęcie

Moi znajomi wykonali na moją prośbę pewien eksperyment. Wiedzieliśmy jak bardzo niewiarygodna jest wariatka Barbara, więc poprosiłam, aby ściągnięto jakieś przypadkowe zdjęcie przypadkowego amerykańskiego aktora z Internetu. Poprosiłam, aby jej to zdjęcie pokazać, bez podawania jakiegokolwiek kontekstu. Spojrzała mojemu znajomemu przez ramię i to wystarczyło.

Bardzo szybko wymyśliła, że jest to mąż mojej przyjaciółki pianistki, która po stypendium została w Stanach. Okazało się, że podobno jej tak dobrze nie znam i że jest to przyjaciółka Renaty, córki Barbary, i że nic o niej nie wiem. Za to ta schizofreniczka po krótkim spojrzeniu na fotografię wiedziała już wszystko. Przystojny mężczyzna ze zdjęcia miał być bogatym biznesmenem, dzięki któremu moja przyjaciółka nic nie robi w życiu. A ja jestem podlą babą, której nie cierpi, bo jej niby zazdroszczę.

I tylko tak sobie myślę, że jakoś nie widzę mojej przyjaciółki w roli osoby „przy mężu”. Muzyczna podstawówka, szkoła drugiego stopnia, studia, studia podyplomowe, masterclass, stypendium w Stanach, a potem magister w Kanadzie i doktorat. Współwłaścicielka szkoły muzycznej w USA. A zdaniem Barbary paprotka przy mężu, o której nic nie wiem.

No ale tak to jest, jak się słucha schizofreników z Opus Dei. O ile wiem, żaden inny polski klub miłośników fantastyki nie został tak boleśnie zaatakowany przez tę oficjalną sektę, jak Avangarda. Przywlekli się do klubu z Ryszardem, mężem Barbary i ojcem Renaty. Ci fanatyczni katolicy tępią metal oraz pisarzy fantasy i nie należy im w nic wierzyć. Są bardzo niebezpieczni.

Wszędzie tępią kurwy, a także czarownice. Jakiś czas temu dowiedziałam się, że kominek do kadzidełek typu backflow służy do czarów. Dowodem na to jest, że dym „nienaturalnie” spływa do dołu. Próbowałam człowiekowi wyjaśnić podstawowe prawa fizyki, ale nie dało rady. Widział film w Internecie i wie, że to czary. Takie osoby, z tego co usłyszałam, nadają ton spotkaniom warszawskich fanów i są dla nich bardzo ważne.

A poniżej wyjaśnienie, jak to działa.