Archiwum kategorii: Różne

Wróg

Moim największym wrogiem jest niejaki Nycz. Zaczęło się to już w czasach mojej podstawówki, kiedy znalazł sobie Barbarę, niebezpieczną schizofreniczkę, którą zwyczajem Kościoła nazwał „świętą” i zaczął wykorzystywać w swojej karierze. Dla całego świata jest jasne, że to zdrowi psychicznie ludzie wykorzystują chorych, ale ludzie Kościoła chcą przedstawiać się jako biedne misie, które nie mają innego wyboru niż słuchać schizofreników i wypełniać ich wszystkie żądania. Bo to są „święci”.

No cóż, ja do tej pory jestem ścigana przez Nycza i Opus Dei, bo odmówiłam podporządkowania się woli „świętej” i nie zgadzałam się, aby schizofreników wynosić na ołtarze. Podręczniki profilera nazywają to zemstą księdza, bo nikt tak jak ksiądz nie jest mściwy. Zatrudnia przy swojej zemście i szczuje na swoje ofiary schizofreników. Zabobon katolicki każe ich nazywać „świętymi”.

Księża wmawiają przy takich okazjach, że oni sami nic nie rozumieją i muszą się słuchać „świętych” zasłaniając się religią, ale ja nie mam wątpliwości kto i z jakiej przyczyny skontaktował się ze „świętymi”. Powód był jeden – naraziłam się katechetce, która postanowiła mnie połączyć z chorym psychicznie chłopakiem, przed którym do tej pory uciekam. Nie interesuje mie też, czy jest to „wola Barbary”, bo wiem, że wyznawcy różnych religii muszą się stosować do zasad obowiązujących w społeczeństwie, w tym przepisów prawnych, a nie decyzji jakiś schizofrenicznych przywódczyń sekty. Nie ma zasłaniania się religią. Tym bardziej, ze nie jest to moja religia. Wiem z podręczników profilera, że zakonnice bardzo lubią niszczyć w ten sposób ludzi, wyznaczając im małżonków, którzy zupełnie do nich nie pasują. Upewniają się, że ich ofiara wyjdzie za kogoś odpowiednio religijnego i ateiści się nie rozmnożą. Jak widać nie miałam też prawa wyjechać do Stanów i mieć dzieci z luteraninem.

Nycz jest moim największym i śmiertelnym wrogiem. Nęka mnie od dzieciństwa, wspierając we wszystkim schizofreników i okłamując otoczenie na mój temat. Zaprzyjaźnia się też z moimi znajomymi w celu dezinformowania ich lub zbierania informacji o mnie, co pozwala mu na odpowiednie „interwencje” i upewnianie się, że „wola Barbary” zostanie zrealizowana.

To Nycz już od mojego dzieciństwa podtrzymywał wszędzie urojenia Romana jakoby byliśmy ze sobą. To on okłamywał rodziców Adama i nimi manipulował. To on poszedł do Andrzeja i go okłamał tak, że zniechęcił Breta do rozmowy ze mną, tłumacząc, że jestem zajęty i ma mnie zostawić w spokoju. Nie mogłam potem na tym konwencie Breta znaleźć i sama zostałam zaatakowana przez gang schizofreników. Jedna z moich przyjaciółek doskonale wie, ile wycierpiałam, bo nie mogłam się z Bretem skontaktować. Sama też wiem, ile cierpienia wywołało to, że nie mogłam wrócić do kariery muzycznej, bo Nycz i gang schizofreników okłamywał moich znajomych muzyków. Wiem, ile cierpię, bo nie mam kontaktu z innymi ludźmi i nie mogę pracować przy produkcji filmów. Wszystkie te kontakty ucięło mi Opus Dei w tym Nycz oraz schizofrenicy.

Doskonale wiem, jak cierpi ktoś walczący z syndromem sztokholmskim. A nie można przestać walczyć, bo brak walki oznacza śmierć. Z reguły ofiary zaszczucia kończą jako samobójcy. Schizofrenicy doprowadzają do śmierci swojej ofiary, bo mają urojenia, że z chwilą śmierci dostaną magiczne przelewy. Jakoś po moich przyjaciołach nie dostali i uciekali z przerażeniam z sali sądowej, bo zostali wyśmiani. Policja przygotowała materiały świadczące, że ich ofiara zgłaszała nękania i wcale nie chciała, aby dziedziczyli.

Nycz od mojego dzieciństwa kroczy za mną i schizofrenikami krok w krok, upewniając się, że robię to, co chce Barbara, bardzo groźna i złośliwa schizofreniczka, która w życiu nie była dla mnie nikim bliskim. Nycz złośliwie sabotuje mi wszystko w moim życiu, szczególnie moje związki z mężczyznami. Nie chcę wyliczać, ilu facetów odprawił, twierdząc, że jestem żoną Romana i mam dzieci. Ale znajdzie się ich dużo.

Bardzo proszę, zapamiętajcie jedno – Nycz nie jest moim przyjacielem, jest śmiertelnym wrogiem. Nigdy nie powołujcie się na niego, bo wszystko co mówi to brednie Barbary, które podobno „pochodzą od Boga”. Ja z nią nie rozmawiam i nic z tego, co Nycz o mnie powtarza nie pokrywa się z rzeczywistością.

Środowisko Nycz ma zwyczaj słowa Barbary powtarzać tak, jakby pochodziły od którejś z jej ofiar. Nie rozmawiam z Barbarą, nie informuję jej o niczym. Nic o mnie nie wie. Wszystko, co ona i Nycz o mnie mówią to wierutne bzdury. Bardzo proszę wszystko weryfikujcie u mnie i u moich prawdziwych przyjaciół metali i moich prawdziwych krewnych. Nikt z tego gangu schizofreników, czy rodziny Barbary nie jest ze mną w najmniejszym stopniu spokrewniony.

Barbara ma silne urojenia i jej rewelacje na temat różnych osób są wprost z nich wzięte. Przeżywa urojone rozmowy i urojone przyjaźnie. Wszystkie jej informacje są urojone. Dokładnie tak samo się dzieje w przypadku Romana.

I tylko dziwaczny katolicki zabobon każe ich traktować jako wiarygodne źródło informacji. Nie wierzcie w to, co mówią o innych ludziach, ale też nie przekazujcie im żadnych informacji, bo nie powinni nic wiedzieć o mnie. Bo znowu coś mi zniszczą. Celują w tym i spełniają się w tym całkowicie.

Księża doskonale wiedzą, że ich „święci” to wariaci i cynicznie nimi manipulują. To też jest wiedza z podręcznika. Zawsze zdrowi wykorzystują chorych psychicznie. To jest podstawowa zasada w psychologii.

Nie interesują mnie propozycje Nycza, że ze mnie też zrobi „świętą”. Nie jestem schizofreniczką. Trauma i zaszczucie nie wywołują schizofrenii. Ale rzeczywiście ofierze zaszczucia można dużo wmówić.

Nie słuchajcie Nycza. Dwulicowy skurwiel lubi przedstawiać się jako mój przyjaciel, ale to nieprawda. Ja uważam, że jest psychopatą, znajomy psychiatra zaś sądzi, że może być chory psychicznie. Naprawdę nie ma podstaw, aby podawał się za mojego przyjaciela. Nie w kontekście rzeczy, które mi zrobił i kłamstw jakie o mnie i o mojej mamie puścił w obieg.

Pieniądze

Prawda jest taka, że mój tata został wydziedziczony za mezalians, czyli poślubienie mojej mamy, która była w połowie Arabką. Mój dziadek z jej strony uciekł przed prześladowaniami i przyjął polskie nazwisko. Nie ma więc żadnej takiej możliwości, aby mój tata mógł otrzymać jakiś spadek po swoim dziadku Norwegu, chociaż schizofrenicy z mojej podstawówki zaczęli cierpieć na urojenia, że spadek istniał i że są to pieniądze, które mogą przejąć. Jest to jeden z powodów, dlaczego mnie atakowali.

Norweskie pieniądze są więc tak samo nierealne jak amerykańskie. John wcale nie zostawił mi jakiegoś majątku, czy ziemi w Stanach. Opowieści o nich to kolejne urojenia wariatów. Prawda jest taka, że Alice chciała mi coś przesłać, ale jak zwykle w fandomie schizofrenik Ryszard, przedstawiając się jako mój ojciec, próbował podać swój numer konta jako mój i chciał abym potwierdziła ten przelew. Jedyne, co mogłam powiedzieć to, że trzeba zatrzymać wszelkie przelewy.

Dodam, że Piotr też mi niczego nie zostawił w spadku. Niepotrzebnie mnie schizofrenicy terroryzowali, próbując przejąć nieistniejące pieniądze.

Muszę zaznaczyć, że nigdy nikogo nie prosiłam o pieniądze i jeśli prześladujący mnie schizofrenicy coś wyłudzili, to zrobili to na własny rachunek i nie zobaczyłam ani złotówki. Żyję z nauczycielskiej pensji i muszę sobie radzić.

Z powodu wydziedziczenia ojca moje pochodzenie z wyższych sfer spotyka się z powątpiewaniem, bo ludzie rozumieją wyższe sfery tylko jako elitę finansową. Ale wyższe sfery to nie jest to samo, co wyższa klasa społeczna. Jestem tym dziwnym przypadkiem kogoś o nieszlacheckim nazwisku, kto jest traktowany jak szlachta, ponieważ wiele osób ze szlachty stanęło po stronie mojej babci ze strony taty, która wyszła za swojego bardzo inteligentnego kolegę ze szkoły o plebejskim nazwisku. Ale od ojca dostała zakaz nadawania swojego nazwiska mężowi, jak to zwykle robią szlachcianki w takich sytuacjach. To był warunek jej ojca, który przyjęła. I została w ten sposób ukarana, także jej potomstwo. Przez wiele osób ona sama i jej dzieci były traktowane jak szlachta ze względu na norweskie szlachectwo. Ale rodzina jej matki, a mojej prababci, uważa jej potomków za szlachciców bez względu na nazwisko, a jest to ród tak ważny, że ich zdanie się liczy, a nie ludzi z niższych warstw społecznych. Podobnie z sympatią zawsze traktowany był mój tata, który miłość postawił ponad pieniądze i był szczęśliwy z tego powodu. Wszyscy szanowali jego wybór. Wiele osób wie, że miłość jest ważniejsza od pieniędzy, a cierpieć można też w rezydencji, jeśli jest się zmuszonym patrzeć na kogoś, kogo się nie kocha i kto zawiódł. Moja babcia, która wyszła za Wieczorka zawsze była bardzo szczęśliwa w małżeństwie.

Norwescy szlachcice, z którymi jestem spokrewniona, za to mają w dupie, jak nazywał się mój dziadek ze strony ojca. W Norwegii nazwisko nie jest wyznacznikiem szlachectwa, ale genealogia. W Polsce to demonizowanie nazwiska jest postawione na głowie, bo jest wiele osób o szlacheckich nazwiskach, które po prostu sobie nadali i nie są szlachcicami. Wszyscy zawsze wiedzą, że ludzi trzeba weryfikować w księgach Klubów Szlacheckich. Spotkałam takich oszustów, którzy twierdzili, że są szlachtą, a nie są.

Ale i tak najlepszy kontakt zawsze miałam z metalami z Rodziny.

Wiara w świętych

Wiara w świętych jest podstawą, jak już się dowiedziałam w dzieciństwie, wiary katolickiej. Elementem przygotowania do bierzmowania jest opowieść o Abrahamie i Izaaku, w której Izaak ma być zabity w ofierze Bogu, bo ów Bóg zarządał tego pod postacią – jak rozumiem – głosu w jego głowie. Lub dźwiękowych omamów.

Wykształcony człowiek ma z tą opowieścią bardzo duże problemy, bo od razu widzi, że Izaak jest ofiarą swojego schizofrenicznego ojca. Człowiek wykształcony czy dziecko z dobrego domu lekarskiego absolutnie nie potrafi uznać, że musi słuchać się świętych, przez których „przemawia Bóg”, bo ma świadomość istnienia chorób psychicznych. (Owszem ludzie chorzy psychicznie lub absolutnie głupi nie rozumieją konceptu chorób psychicznych, ale nie mówimy o kimś takim.) Wiele osób albo jest nieobecnych podczas takiej lekcji, albo olewa, co słyszy. I przytakuje dla świętego spokoju. Inni są zaszczuwani przez schizofreników, którzy mają w Opus Dei i Kościele status „świętych” krów, ale są niszczeni przez brak odpowiedniego leczenia. Bardzo często dzieci są zaszczuwane z wynikiem śmiertelnym. A jeśli przeżyją, sekta upewnia się, że nie mają dzieci, bo wrodzy Kościoła nie mogą się rozmnażać. Kościół, jak usłyszałam, bierze cała odpowiedzialność za działania swoich „świętych” schizofreników.

Ja bardzo szybko przy pierwszym okazanym oporze wobec „kultu świętych” usłyszałam, że katecheta będzie musiała powiedzieć o mnie „świętym”. Zabrzmiało to jak groźba i jak się okazało było to groźbą. Jako dorosła wiem, czym się kierują schizofrenicy i jak łatwo Kościół nimi steruje i szczuje na ludzi. Od tamtej pory moim śladem ruszył kościelny gang schizofreników pod opieką Opus Dei.

Mój siostrzeniec po tej lekcji „o świętych” zdecydował, że nie chce już schodzić na religię, chociaż bardzo grzecznie przytakiwał katechetce, bo go ostrzegłam, co się będzie działo, jeśli zacznie się kłócić. Jego przyjaciel z grupy został tak zaszczuty przez Opus Dei, że w końcu popełnił samobójstwo – skoczył z dachu budynku.

W dzieciństwie akurat uważałam, że problemem jest tylko ta konkretna zakonnica i że większość ludzi się zgodzi, że raczej chodzi o zakaz ofiar z ludzi, a nie o słuchanie schizofreników, ale się myliłam. Jako dorosła studentka dowiedziałam się, że z reguły schizofrenicy, który wpadną w szpony Kościoła, są zniechęcani do leczenia i Kościół robi sobie z nich „świętych”. Jest to parszywa religia, która powinna być zdelegalizowana właśnie z tego powodu, że Kościół to ostateczny enabler ludzi chorych psychicznie, który podtrzymuje ich urojenia, a także chce je urzeczywistnić. Takie dostosowywanie świata do urojeń faktycznie jest z reguły motorem działań schizofreników. Ludzie Kościoła będą zawsze ukrywać chorobę psychicznych swoich schizofrenicznych podopiecznych i razem z nimi niszczyć ofiary ich urojeń. Nie dziwcie się więc, że za wieloma wydarzeniami w fandomie stoi Nycz i Opus Dei.

Podręczniki kryminologii wymieniają jako typowe schemat zakatowanie ofiar schizofreników w czasie egzorcyzmów, które umierają z wyczerpania, bo nie chcą i nie potrafią potwierdzić oskarżeń i urojeń schizofreników. Kaci z Kościoła Rzymsko-Katolickiego motywowani fanatyzmem są równie bezwzględni jak schizofrenicy (aka „święci”) i nigdy nie odpuszczają swoim ofiarom.

To co mnie spotkało to jest typowe zaszczucie przez Opus Dei, włącznie z wyznaczeniem mi nienawistnego mi schizofrenika na męża. Cudem uniknęłam samobójstwa, ale wiele osób jest zaszczuwanych z wynikiem śmiertelnym.

Ci wszyscy ludzie działają w fandomie i są niechętni metalom i fantasy. Należy przed nimi ostrzegać. Nie będę im pomagać w niczym, ani dalej być ich pionkiem. Zabobon i tępota oraz demoralizacja ludzi Kościoła kosztuje mnie całe życie cierpień, ale jest to życie, a nie śmierć, jaką wybrało dla mnie Opus Dei.

Nie poddam się i wyrwę tej zdemoralizowanej organizacji kły jadowe. Nie bedą już zaszczuwać z wynikiem śmiertelnym dzieci, które śmiały „wątpić w świętych”. Bo z reguły kler w przypadku takich dzieci jak ja i mój tata woła na pomoc schizofreników z Opus Dei i szczuje ich na kolejne ofiary.

No to widzicie, jak bardzo jestem z Opus Dei i jak bardzo jestem po katolicku religijna. Jestem poganką, bo tak zdecydowałam w dzieciństwie i nikt mnie nie nawrócił. Mam dosyć przestępczych metod, jakimi byłam zmuszana do udziału w egzorcyzmie, przed którym się broniłam i zabraniałam wykonywać na sobie. Ale jak okazało schizofrenicy w Kościele moją więcej praw ode mnie, bo wystarczyła zgoda Ryszarda i okazało się, że jestem bezprawnie ubezwłasnowolniona. A jest to człowiek dla mnie obcy i mam w dupie to, że Opus Dei wyznaczyło mi go na mojego „opiekuna”.

Demoralizacja

Wyjaśnijmy sobie jedno – demoralizacja to nie jest niesłuchanie zakonnicy, jak twierdzi wariatka Barbara, która potrafi z powagą twierdzić, że rozmawiała z moją zmarłą w 2000 roku mamą. Demoralizacja to nie jest posiadanie wielu kochanków, chociaż Krystyna posiadała ich więcej ode mnie. Demoralizacja to jest nieprzestrzeganie zasad, jakie podobno się wyznaje. Czyli kłamanie w przypadku katolików, którym zabrania to wyraźnie dekalog.

Oczywiście oprócz demoralizacji wyjaśnieniem takiej postawy może być również choroba psychiczna lub głęboka psychopatia. Psychopata też może być zdemoralizowany.

W przypadku pewnego polityka, który strzelił sobie romans ze schizofreniczką Renatą (nie on jeden, nie on jeden) waham się pomiędzy tym, że kontakt z wariatką sprawił, że oszalał i tym, że został zdemoralizowany już w dzieciństwie przez swoich kolegów spod trzepaka. W ogóle taki romans w jego przypadku oznacza demoralizację według wiedzy z podręcznika profilera. Możliwe jest także, że pobił mnie, bo jest szalony, do czego przyczynił się wpływ innego kochanka Renaty z Kościoła. Według tego, co Renata mi powiedziała w podstawówce, zaczęła z nim romans, gdy była jeszcze dzieckiem. Ale kto by tam wierzył schizofreniczce. Chociaż z drugiej strony kler ma całkowicie znormalizowaną pedofilię, więc bym się nie zdziwiła.

Demoralizacja to też uważanie, że można wyręczać Policję i wymiar sprawiedliwości. Demoralizacja to jest nawoływanie do samosądu oraz organizowanie społeczności przeciwko swojej ofierze. Demoralizacja to doprowadzanie do zmowy przeciwko komuś. Demoralizacja to nękanie kogoś w pracy, gdy ta osoba już uciekła z jakiegoś środowiska. Demoralizacja to posługiwanie się skradzionymi konspektami oraz odbijanie narzeczonych przez okłamywanie ich, że konkurentka jest zamężna. Demoralizacja to brak skruchy po tym, co się zrobiło. Demoralizacja to zaszczucie swojej ofiary w takim stopniu, że traci pamięć i wpada w czasowe szaleństwo. Demoralizacja to upór w niszczeniu czyjegoś życia.

Chyba wiecie, kto z fandomu został tak zdemoralizowany przez gang schizofreników z mojej podstawówki i nauczony bezkarności. Nie tylko ta zakonnica, która uczyła mnie religii była zdemoralizowana. Skrajna demoralizacja i poczucie bezkarności to typowa cecha kleru. Każdy profiler wam to powie, tylko załatwili sobie dobry PR i kłamliwie przedstawiają się jako gołąbki pokoju. Skrajnie zdemoralizowani są także terroryści z Opus Dei i już wiem, komu tak naprawdę sprzyja Nycz i dlaczego. Kontynuuje po prostu zemstę zakonnicy, która poczuła się przeze mnie obrażona i złośliwie „znalazła mi męża” – groźnego schizofrenika. Bardzo ją bawiło, że przed takimi ludźmi nie da się uciec, bo korowani obsesją nękają ofiary aż do ich samobójczych śmierci.

Łamanie praw człowieka to też objaw demoralizacji.

Ja jestem ofiarą, a nie Krystyna, której moi przyjaciele tylko powiedzieli kilka słów prawdy na temat jej zachowania. Będzie mieć idiotka proces i to nie jeden, bo pomimo próśb nie przeprosiła, zmuszając mnie, abym sę broniła publicznie przed pomówieniami jej otoczenia oraz gangu schizofreników z mojej podstawówki.

Obiecałam, że opiszę wszystko ze swojej strony na blogu, więc to robię. Chroni mnie prawo prasowe i prawda. Oraz interes społeczny, bo ludzie muszą wiedzieć, jakimi metodami działa Opus Dei i kogo wybiera sobie na ofiary.

Krystyna kwitnie, ja mam zniszczone całe życie wypełnione krańcowym cierpieniem. Nikt nie ma prawa przedstawiać jej jako mojej ofiary. W moim odczuciu jest psychopatką. Tylko psychopaci w takiej sytuacji idą w zaparte i niczego nie weryfikują. Bo i też prawda nie jest im do niczego potrzebna. Wręcz przeszkadza.

Prawo opieki

Rodzina Renaty i rodzina Romana to schizofrenicy, których poznałam w podstawówce. Wszyscy cierpią na bardzo silną schizofrenię i weryfikowanie ich słów naprawdę nie powinno polegać na bieganiu do kolejnej osoby z tych rodzin zamiast zapytania Andrzeja wprost, jak wygląda Yennefer. Bo Andrzej dobrze wie, że nie jest nią Renata. I jak wiele z fandomu wie, że ona i jej rodzina jest bardzo chora psychicznie.

W poprzednich wpisach zawarłam trochę wiedzy z psychologi klinicznej i psychiatrii, więc nie będę powtarzać. Uzupełniałam wiedzę, bo schizofrenicy zakatowali mnóstwo osób z mojej rodziny oraz otoczenia. Mój tata nie zasługiwał na to, aby ponownie paść ofiarą kolejnego gangu schizofreników. Nigdy w podstawówce nie mówiłam nic złego ani o mojej mamie czy moim tacie. Wręcz przeciwnie chwaliłam mamę i tatę oraz byłam zachwycona naszym sposobem życia. Wywołało to zawiść Renaty. Bardzo szybko zaczęła podszywać się pode mnie, a jej rodzice zaczęli udawać moich. Robili to, bo mieli nadzieję, że przejmą mój majątek, a mnie samą wyślą do klasztoru. Majątek miałam im zostawić niby w podzięce. Nie szukajcie w tym logiki, bo nie znajdziecie. Mózgi schizofreników nie wyhamowują impulsów związanych z chęcią dorobienia się, a ponieważ ta choroba znosi także hamulce moralne, są w stanie ukuć takie super plany i intrygi. Obie te rodziny są wręcz modelowe i można ich umieścić w podręczniku psychiatrii jako idealne przykłady.

Te schizofreniczne rodziny, aby postawić na swoim, zaczęły swoją kampanię oszczerstw, która miała doprowadzić do przejęcia nade mną kontroli formalnie. Wkurzyłam się tak bardzo, że sama zadzwoniłam do Dyżurnego i poinformowałam Policję, że żadne z oskarżeń moich rodziców nie jest oparte na moich słowach. Renata i jej ojciec byli przesłuchiwani przez profilera, który także z mną rozmawiał. Niestety wtrącenie się państwa Ch. oraz Nycza (których sobie ściągnęli z fandomu) spowodowało, że schizofrenicy uznali, że wygrają i odmówili leczenia. Do tej pory nikt nie jest w stanie ich nakłonić do leczenia, nawet jeśli na chwilę rozwiewają im się urojenia, to twierdzą, że jednak postawią na swoim i dostaną dosyć pieniędzy, żeby żyć jak bogacze. Dostali już zbyt dużo pieniędzy i pomocy w przeszłości. I za to też winię Piotra, który mi zniszczył życie, wierząc Romanowi, że jest moim mężem i dając mu dla mnie pieniądze. Naprawdę ten schizofrenik nie miał ochoty zaopiekować się kimkolwiek czy pomóc mojej mamie trafić do lepszego szpitala kardiologicznego. Nie po to schizofrenicy kradną pieniądze i podszywają się pod ludzi, którymi nie są.

To był ostatni raz, kiedy o cokolwiek poprosiłam Piotra. Odezwałam się tylko dlatego, że chciałam mamie ratować życie, gdy lekarze nie chcieli zrobić jej angiografii. Niestety miałam rację, bo znałam jej historię medyczną i spędziłam dzieciństwo z lekarzami, szybka angiografia i wyciągnięcie skrzepu uratowałyby jej życie. Po czymś takim nie ma szansy, żeby wrócić do jakiegokolwiek byłego. Nie ignoruje się próśb ludzi, których się podobno kocha, a na pewno nie w sytuacji, gdy chodzi o ludzkie życie. Zresztą nigdy się z Piotrem nie dogadywałam. Był niesamowicie rozpieszczony.

Żaden człowiek nie powinien zajmować się profilingiem amatorsko bez przygotowania, bo wtedy zaczyna wierzyć schizofrenikom i brać udział w ich schizofrenicznych intrygach. Które w tym przypadku kosztowały wiele osób życie, także moją mamę i tatę. Każdy profiler ma w głowie listę typowych zagrań oraz urojeń schizofreników, którzy wszystko odwracają o sto osiemdziesiąt stopni i oskarżają swoje ofiary.

Za niewinność oberwałam tak mocno, że zniszczono mi całe życie i sprawiono, że całe dekady spędziłam na walce z syndromem sztokholmskim. Jest to taki ból i wysiłek, że nie ma większego cierpienia w psychoterapii. Nie życzę nikomu. Zniszczono mi nie tylko zdrowie psychiczne, ale też fizyczne.

Nie dziwcie się, że są osoby, których nie chcę już nigdy oglądać. I już zawsze będę omijać miejsca, gdzie można je znaleść.

Mam nadzieję, że tym razem moja akcja informacyjna już będzie skuteczna i nikt tym schizofrenikom nie będzie przeszkadzał w podjęciu decyzji o leczeniu. Ani mnie z nimi nie łączył. Bo jakiekolwiek nasze relacje są wyłącznie w ich urojeniach.

Mam nadzieję też, że ten blog zapobiegnie kolejnym atakom na mnie. Bo wiem, że schizofrenicy nigdy nie odpuszczają. I stąd się biorą coraz to nowe napady na mnie, także w miejscu pracy. Naprawdę nigdy nie chodziłam za Renatą z nożem, jak to przedstawia coraz to nowym kochankom.

Przyjaźnie

Dla pewności muszę coś zaznaczyć – ani wariatka z Krakowa, ani państwo Ch. nie przyjaźnią się ze mną, bo i też przyjaźnią nie można nazwać tego, co mi zrobili w pracy pod dyktando gangu schizofreników z mojej podstawówki.

Ci wszyscy ich enablerzy uważają moim zdaniem, że jestem „chorą psychicznie żoną Romana”, oraz przybraną „córką” Barbary i Ryszarda, która pochodzi spod Gdańska, a której matka – wiejska prostytutka – umarła pijana w rowie. A przynajmniej tak sądzę, bazując na niektórych ich wypowiedziach oraz na tym, co starali się wmówić mi panoszący się fandomie schizofrenicy.

Nikt z tych ludzi mi nie pomógł. Zamiast tego doprowadzili do mojej amnezji, a potem – nadal pod dyktando schizofreniczki Barbary – chcieli mnie zmusić do kariery w PiS, która jest całkowicie niezgodna z moimi poglądami politycznymi.

To nie jest prawda, że ktoś należący do szlachty musi mieć poglądy ściśle prawicowe i popierać turbo religijną prawicę. Moi krewni żartują, że jestem podobna w swoich zachowaniach do angielskiej księżniczki Małgorzaty, która oprócz posiadania arystokratycznego kołka w dupie, prowadzała się z bohemą i artystami, i wcale nie chciała stosować się do protokołu. Robiła, co chciała, bo księżniczce wolno. i była piękna, bo była księżniczką.

Arystokratki wolnego stanu zawsze mają branie wśród swoich dalekich krewnych. Angielska Małgorzata też była rozrywana, nie musiałaby się zadowalać pozbawionym talentu i inteligencji plebejuszem, który jeszcze do kompletu jest bardzo nudnym schizofrenikiem. Mój prześladowca przekonał w pewnym momencie całe moje otoczenie, że jest ze mną związany, albo że jest moim byłym. Ja nigdy nie wiedziałam, o kim jest mowa, bo traciłam pamięć z przerażenia, gdy tylko go widziałam, tak byłam przez niego wiele razy zakatowana. Wiem, że jest idiotą. Popieranie go jest kolejnym powodem, dlaczego nie chciałam rozmawiać z Adamem, czy Piotrem. Nie potrafili zrozumieć, że są okłamywani przez kler i niektórych ludzi ze szlachty.

Jest to skurwysyn, który nadal ma ucho wielu osób, ale trzeba go w końcu zdekonspirować. Nie dam tej satysfakcji, że mnie zabije i po mnie odziedziczy, przedstawiając sfingowane dowody na nasze wspólne życie. W jego przypadku, wszyscy by mu pomogli załatwić zaległe sprawy spadkowe po moim pradziadku i to jest to powód, dlaczego mam żal do ludzi ze swojej sfery.

Brednie, jakie opowiadały o mnie i o tych schizofreniku Adam i Piotr, były prawdziwym powodem, dlaczego nie chciałam z nimi rozmawiać. Dodatkowo schizofrenicy z panoszącego się po fandomie gangu skutecznie przejęli moje kontakty i zaczęli mnie reprezentować, zupełnie nie mając do tego podstaw i prawa. Ukradli mi wszystkie kalendarze i notatniki z telefonami i adresami, co pomogła uchodzić za kogoś takiego jak ja, lub kogoś kto ma te kontakty ode mnie.

Córkę przyjaciela mojego taty z Francji spotkało to samo. Gang schizofreników, który go zaatakował i zabił jego pierwszą żonę, „zaopiekował” się też nią. Kobieta była sama i nieszczęśliwa. Na całe szczęście mój znajomy zaczął z nią rozmawiać o jej prywatnym życiu i wszystko z nią weryfikować. Wyprowadził ją na prostą.

Gang schizofreników, który zniszczył mojego tatę we Francji i doprowadził do jego przeprowadzki do Polski, nadal działa bez przeszkód. Kolejne pokolenie z tej rodziny niszczy i zaszczuwa kolejne pokolenia niewinnych osób.

Ludzie ze schizofrenicznego gangu z Francji działają tak samo bezczelnie jak gang schizofreników, który na mnie napadli w mojej podstawówce i nadal udaje moich przyjaciół lub moją rodzinę.

Jedyna rada na takich niebezpiecznych zjebów, to prowadzić jak najszerszą akcję informacyjną i przedstawiać dokumenty i weryfikacje, jakich schizofrenicy nie potrafią dostarczyć. Trzeba edukować otoczenie. Chociaż wydaje się to bardzo niesprawiedliwe, bo ofiara takich grup schizofreników ledwo życie i nie ma siły czy głowy, aby się bronić, szczególnie jeśli poprzednie akcje informacyjne zostały zastopowane z cała brutalnością przez enablerów schizofreników.

Policje ze wszystkich krajów mają informacje, że tacy ludzie z gangów schizofreników są chorzy psychicznie., ale nie karze się ludzi chorych. więc prokuratury nie wysyłają dokumentów do sądów karnych. Obowiązuje zasada dobrowolności leczenia, ale schizofrenicy jednocześnie są uważani za niepoczytalnych, więc nikt nie jest w stanie ich powstrzymać. Przy czym brak reakcji organów ścigania jest dla nich dowodem na ich „boskość” i to, że im wszystko wolno.

Ofiary schizofreników bardzo szybko są doprowadzana do amnezji i zaczynają mówić to, co wbili im do głowy prześladowcy, więc nie mają siły się bronić. Prokuratura powinna mieć prawo wysyłać sprawy takich zaszczuć do Sądu Opiekuńczego, który by wsadził schizofreników do psychiatryka na podstawie swojego wyroku.

Jest to absurd, że Prokuratura odstępuje od karania schizofreników na podstawie opinii biegłego psychiatry, ale na przykład sądy obowiązuje w orzekaniu wyroków szpitalna obserwacja psychiatryczna. Biegli są mniej dokładni niż obserwacja i użycie tomografu, więc jest to bez sensu, bo wielu psychopatów i imbecyli może prześlizgiwać się przez system, podczas gdy obserwacja psychiatryczna by ich oceniła jako głupich, ale zdrowych psychicznie i zdemoralizowanych. Moim zdaniem każdy gang schizofreników oraz ich enablerzy powinni mieć postępowanie karne i obserwacje psychiatryczne, bo koszty społeczne tego, że tacy ludzie są bezkarni, są zbyt wielkie. Część z nich jest zdrowa i powinna być karana. Jak Katarzyna Waśniewska, która łatwo mogłaby prześlizgnąć się przez system jako chora psychicznie, gdyby nie obserwacja psychiatryczna. Takie osoby są tak głupie i prymitywne, że doskonale i wysoce inteligentni biegli mogą je uznać za chore psychicznie. Nie tylko schizofreniczki zabijają dzieci, które im przeszkadzają.

Prawo schizofreników do nieleczenia się łamie moje prawo do życia oraz do życia dobrego pozbawionego cierpienia i tortur, w tym psychicznych, nie tylko fizycznych (zaznaczę, że z fizycznymi też się spotkałam). Winny jest stan prawny i zgłosiłam już fakt łamania praw człowieka Amnesty International. Mam nadzieję, że coś będzie się działo, tym bardziej że kościół i Opus Dei złamało też wszystkie moje prawa dotyczące swobody wyznawania mojej religii (czyli Wicca). Byłam też zmuszana do udziału w obrzędach religijnych, w tym też wykonano nade mną egzorcyzmy, na które się nie zgodziłam.

Nie jestem osobą, która takie rzeczy puszcza płazem.

Mimoza

Gdy pierwszy raz spotkałam Breta, powiedział mi, że nie kupi mi żadnego alkoholu, nawet Mimozy (czyli drinku z szampana i soku pomarańczowego), bo miałam tylko osiemnaście lat. A Amerykanie piją alkohol dopiero od dwudziestego pierwszego roku życia, a jako luteranin zawsze był bardzo zasadniczy. Spotkaliśmy się w klubie muzycznym, do którego zabrał mnie Piotr. Okazało się, że to właśnie Bret jest moim bardzo dalekim kuzynem, także należącym do Rodziny, który odwiedzał Polskę.

Nie pojawiłby się w Polsce, gdyby nie to, że ktoś pomylił bilety i wylot do Stanów wypadł mu tydzień po zakończeniu koncertów w Europie. Więc postanowił odwiedzić swoich krewnych w Polsce. I wpadł na koncert jakiegoś zespołu, nie pamiętam już jakiego. Mnie zabrał do klubu Piotr, informując, że trzeba poznać kuzyna ze Stanów. Jak to zwykle się zdarzało wtedy, zostałam także przez brata Adama zagoniona do pomocy przy ustawianiu nagłośnienia.

Zajmowałam się tym amatorsko od czasu, kiedy zrobiłam scenę przed koncertem Iron Maiden, bo nie zgadzałam się na zły dźwięk. Naprawdę można z tych głośników i sprzętu wyciągnąć o wiele więcej, bez sprzężeń i innych dźwiękowych śmieci. Dźwięk na koncercie był wtedy idealny i od tamtego momentu brat Adama łapał mnie za rękę i ciągnął do sal przed koncertami, abym pomagała w czasie próby. Stałam się wtedy legendą i wystarczyło, że Paweł powiedział, że to ta dziewczyna z koncertu Iron Maiden i robiłam, co chciałam, wydając polecenia technicznym.

Przydało się doświadczenie z własnym licealnym zespołem, o czym Adam i jego brat wiedzieli, bo słyszeli nas w Reytanie.

Kurwa, Renata nie jest mną, nie ma prawa za mnie się podawać i udawać metalówy.

Arizona

Schizofreniczka Renata ma już takie ubytki tkanki mózgowej, że straciła wspomnienia z czasów podstawówki. Twierdzi już nie chodziłam z nią do podstawówki. Zamiast tego miałam chodzić do podstawówki w Arizonie i stąd miałaby się brać moje znajomość angielskiego a także przyjaźnie z metalami z Arizony.

Nie wiem wprawdzie, co się stało spod-gdańska wsią, ale jak widać nie uzgodniła tego urojenia ze swoim ojcem, bo akurat moje pochodzenie ze wsi wzięło się z jego mózgu. Ale schizofrenicy są bardzo tolerancyjni i szanują nawzajem swoje urojenia i się wpierają.

Wersja Renaty jest taka, powtarzam, że nie chodziłam z nią do podstawówki. Trochę mnie dziwi, że miałabym nagle mówić w amerykańskiej odmianie angielskiego, ale nie będę się czepiać szczegółów. Cała reszta świat wie, że uczyła mnie Brytyjka Emma i owszem, uczyła też wymowy amerykańskiej, ale podstawą była brytyjska.

Urojenia Renaty stają się coraz bardziej fascynujące. Dowiedziałam się jakiś czas temu, że chodziła do Reytana i że śpiewa w zespole heavy-metalowym. Miała też uczestniczyć w licznych koncertach w Progresji. Studiowała też Anglistykę. Zastanawiam się, co się stało z jej urojoną Psychologią, ale widać dawała radę w swoich urojeniach obskoczyć oba wydziały. Usłyszałam też, że jest poganką.

Zastanawia mnie tylko, co się stało z jej ambicja z czasów podstawówki zostania świętą, jak jej ojciec, który – jak już wtedy wiedziała – dzięki temu statusowi nie musiał pracować, bo ludzie dawali mu pieniądze. W celu zostania świętą chciała mnie nawrócić i wysłać do klasztoru, i przejąć mój majątek. Nawracała mnie, aby zaliczyć cud. Ale jak widać ambicje się zmieniły, albo uznała, że już jestem nawrócona.

Żarty na bok. Ona i jej rodzina są w bardzo złym stanie, bo nie udaje się ich przekonać, że powinni się leczyć. Nieleczona schizofrenia ma swoje skutki. Między innymi powoduje zaniki tkanki mózgowej. Widać to po utraconych wspomnieniach. Pierwsze znikają wspomnienia z dzieciństwa. Renata zastępuje je urojeniami, które mogą zostać z nią na zawsze. Jeśli przychodziła do Reytana, to tylko aby mnie tam nękać, a nie się uczyć. Nigdy nie chodziła do liceum w ogóle, z tego co wiem. Takie osoby jak ona bardzo wcześnie kończą edukację.

Rozwiałam z tymi schizofrenikami więcej razy, niż bym chciała. Pochodzą z rodzin, w których nikt się z pokolenia na pokolenie nie leczy i utrata wspomnień z dzieciństwa jest czymś dla nich normalnym. „Mamusia też tak miała.” Ci katoliccy „święci”, do których przemawia „Bóg”, racjonalizują sobie utratę wspomnień postępującym „zbliżaniem się do nieba”, co oznacza porzucanie spraw ziemskich, które są nieważne. Nie wiem, czy tak im to wytłumaczył jakiś ksiądz, czy sami to wymyślili, ale jest to coś przez co trudno się przebić, aby namówić ich na leczenie. Wygląda na to, że dzięki katolicyzmowi mają cały swój „lore” zbudowany dookoła choroby. I odwołanie do lore’u kończy rozmowę. Brakuje argumentów, bo odwołują się do religii.

Naprawdę nie naśladuję Renaty i nie ja jestem tutaj schizofreniczką. To ona za mną popędziła do fandomu, to jej gang wygnał mnie z klubu fitness oraz pływalni, to ona zaszczuła mnie w miejscu pracy. To są kolejne etapy zaszczucia przez schizofrenika, wprost z podręcznika. To z powodu jej oraz Romana gangu nie chcę bywać w fandomie. Jestem tym zmęczona i mam, szczerze mówiąc, dosyć.

Jedyne, co można dla nich zrobić, to z dużym wysiłkiem i tolerancją zabierać ich w różne miejsca, aby przekonali się, że to co sobie uroili (na przykład na temat Arizony), to stek bzdur. Może uda się ich leczyć, to znaczy w końcu po całym życiu terroryzowania innych łaskawie się zgodzą na pobyt w szpitalu psychiatrycznym – bo leczenie w Polsce w takim przypadku jest dobrowolne.

Szczerze mówiąc, chciałabym ich zaszlachtować, ale tata Michała, profesor psychiatra, twierdzi, że warto ich leczyć, że coś jeszcze im z mózgu zostało. I że zawsze warto próbować.

Naprawdę nie świadczy o mojej schizofrenii fakt, że nie chcę się stosować do urojeń Renaty. Naprawdę nigdy nie byłam religijna, ani nie chciałam być zakonnicą. To Renata – jak każdy schizofrenik – ma swoje religijne odjazdy. Też mnie „wyzwalała” z jakiś demonów, jak jej matka.

Jeśli nie chciecie pomóc w ratowaniu tych ludzi, to po prostu nie przeszkadzajcie. Nie podtrzymujcie ich urojeń. Nie mordujcie, ani nie bijcie ich ofiar, bardzo proszę.

Pewna kurwa z Krakowa

Po tym, gdy już mnie zniszczono, bo schizofrenicy z rodziny Renaty wezwali na pomoc małżeństwo Ch., Nycza oraz pewnego prawackiego polityka, w nagrodę za to, że mnie zaszczuto aż do amnezji, próbowano mnie zmusić do pracy dla pewnej tępej pani polityk.

Absolutnie nic chcę pracować dla PiSu i obraża mnie stosowanie argumentów, że mam dziękować, bo dzięki nim (czyli rodzicom schizofreniczki Renaty) „wyrosłam poza swoją sferę”.

Powiem wprost – nikomu nie dziękuję, tylko moim rodzicom, Helenie i Marianowi. To że schizofreniczka Renata zaczęła podszywać się pode mnie, a jej równie schizofreniczni rodzice podjęli tę samą grę w nadziei, że przejmą mój majątek, nie znaczy że to, co mówili jest prawdą.

Będę się mścić na tych ludziach, aż do ostatniego mojego dnia i ostatniego oddechu.

Jeszcze inną sprawą jest, że mój pracodawca postanowił razem z nimi mnie zaszczuć i też zaczął mi wmawiać, że Ryszard jest moim ojcem, a kurwa Barbara matką. Oczywiście przybraną, bo niby moją rodzoną matką miała być kurwa, która podobno zdechła w rowie.

Chcę wiedzieć, jak długo mam jeszcze znosić, że to pospólstwo tak mnie obraża?

Oczywiście żadna z tych osób niczego nie zweryfikowała, za to pod dyktando osób chorych psychicznie bawiła się w samosąd i „psychoterapię”. Kurwa Renata nie jest psychologiem, ta idiotka nie ma nawet matury.

Mam dosyć tego, kurwa, fandomu i tego, że takie rzeczy dzieją się od lat siedemdziesiątych bezkarnie, a moi krewni i przyjaciele – w tym również rody książęce – milczały.

Wynoszę się z Polski. Zawsze to chciałam to zrobić, ale kurwy postanowi zniszczyć mi każdy związek. Ale i tak kurwa nie wyjdę za Romana, bo i tak wiem, że chce mnie zabić – jak to schizofrenik powiedział mi o tym wprost – bo tak naprawdę kocha Renatę, tylko uważa, że brak mu pieniędzy, aby mógł stworzyć z nią rodzinę.

Ja za to sądzę, że brak mu leków. Bo to nie brak pieniędzy, ale jego choroba psychiczna sprawiła, że też, kurwa, stracił życie na uganianiu się za osobą, która nigdy go nigdy nie zechce i marzeniu o tym, że przejmie jej majątek.

Nie będę małżeństwu Ch. dziękować za zniszczone życie. Za moją karierę pływacką, za moje nie stworzone filmy, za moje nienagrane płyty i dzieci, których już nie będę miała. Tak samo nie dziękuję politykowi N za zniszczenie mi macicy i krwotoki, które się wiązały z pękniętym mięśniakiem. Nie dziękuję za prześladowanie i zniszczone życie psychiczne.

Tak samo nie dziękuję pewnej kurwie z Krakowa, która terrorem próbowała mi wmówić, że niewolnicza praca dla niej w PiSie jest jakimś kurwa wielkim zaszczytem. To nie jest prawda, że „dzięki Barbarze” – chodzi, jak rozumiem, o matkę Renaty z Warszawy – wyniosłam się ponad swój stan.

Kurwy, wynocha!!!

Trofeum

Pisałam już o zdjęciach, jakie przemocą lub podstępem robili sobie ze mną różni ludzie. Z reguły było tak, że najpierw mnie terroryzowali i zniszczyli a potem – jakbym była misiem z Zoo – robili sobie ze mną zdjęcia, nie pytając nawet mnie o zdanie.

Uważam, że wszystkie te zdjęcia zostały zrobione przez psychopatów, którzy postanowili – po zniszczeniu mnie psychicznie, a także fizycznie – zdobyć trofea. Czyli psychopatyczne pamiątki po swoich ofiarach. Mam nadzieję, że mają dużo radości z przeglądania swoich zasobów.

Takie jest pochodzenie zdjęć, które sobie ze mną robiono, bo podobno schizofrenik Roman na to pozwolił. Bo rozumiecie, wszyscy uznali, że jestem jego własnością.

To że ktoś pokazuje zdjęcie ze mną, nie znaczy, że jest moim przyjacielem. W fandomie to oznacza z reguły, że jest moim śmiertelnym wrogiem, za to przyjaźni się z gangiem schizofreników z mojej podstawówki.

Czyli Szkoły Podstawowej 157 w Warszawie. W życiu nie chodziłam do jakiejś szkoły we wsi pod Gdańskiem i moimi rodzicami nigdy nie byli Barbara czy Ryszard. Zastępczymi czy nie. I mieszkam w swoim własnym mieszkaniu, odziedziczonym – nigdy dosyć powtarzania – po mojej własnej mamie Helenie.

Nie odpowiadam za schizofreniczne intrygi Renaty oraz jej rodziców. Odpierdolcie się ode mnie.