Moja katechetka była z Opus Dei i uczyła nas wielu rzeczy. Między innymi, że powinniśmy słuchać schizofreników, których Kościół nazywa „świętymi”. Stawiała za wzór Izaaka, który posłusznie dałby się zabić ojcu, który usłyszał „wolę Boga”, że ma go złożyć w ofierze. Czymś, co równie mnie zgorszyło był fakt, że jak najbardziej poważnie mówiła o nadal trwającej wojnie religijnej.
Cała moje życie potwierdza, że miała rację i że Kościół nadal uważa, że powinien walczyć o przywództwo nad światem. Mają też obowiązek dbać o to, aby jak najwięcej dusz „zbawić”. Weźmy przykład mojego dawnego faceta, Michała. Nigdy nie został ochrzczony, bo to był warunek jego matki, która zresztą tak samo jako ojciec przeżyła bardzo dużo złego z rąk Opus Dei. Ona podobnie jak ja miała już w dzieciństwie wyznaczonego przez Opus Dei przyszłego małżonka schizofrenika. Ja przed swoim uciekam całe życie i nie udało mi się wyjść za mąż. Mama Michała miała więcej szczęścia wyszła za mąż i urodziła dziecko już po czterdziestce. Ale przynajmniej wyszła za osobę, którą sobie sama wybrała. Mnie Opus Dei tak dokładnie obstawiło i otoczyła kłamstwami, że pomimo kilku narzeczonych nie udało mi się wyjść za mąż. Ale nawet jako stara baba nie zaakceptuję Romana.
Ale wróćmy do rodziny Michała oraz wojny religijnej. Rodzice Michała oraz on sam mieli złudzenie, że ich problemy z Opus Dei nie oznaczają, że nie mogą przyjaźnić się z ludźmi religijnymi. Byli bardzo naiwni. W ramach „nawracania” i pilnowania, aby wszystkie dzieci były ochrzczone mój były jak się okazało miał przyjaciela księdza. Z mojego punktu widzenia bardzo duża nieostrożność. Nie tylko stracił osobę, z którą był zaręczony, a która była poganką, ale jakoś tak się okazało, że gdy ożenił się z laską, która go zechciała, nie tylko wziął ślub kościelny, ale też ochrzcił swoje dzieci. Po doświadczeniach jego mamy!!! Zresztą okazało się być błędem, bo Opus Dei mu tych dzieci o mało nie zakatowało na śmierć. Dzieci nie, ale zakatowało jednak skutecznie jego mamę. Z tego, co udało mi się ustalić, miała podobnie jak mój przyjaciel formę raka, którą dałoby się wyleczyć. Pranie mózgu wytworzyło w niej jednak przekonanie, że cierpi na tak zaawansowanego raka, że nie ma sensu go leczyć. Została zniszczona psychicznie tak bardzo, że popełniła samobójstwo.
Mama Michała była za ładna i czasowo jej mąż był na zagranicznym kontrakcie. Mama Michała jako kobieta mieszkająca sama została uznana przez wariatów z Opus Dei za kurwę i wykonano na niej wyrok śmierci. Dodatkowo wkurwiło ich, że mieszka zbyt ładnie i ma w mieszkaniu wszystko. Opus Dei bardzo lubi zaszczuwać ludzi tak dokładnie i terroryzować ich, że sami popełniają samobójstwo. Jest to powód, dlaczego rodzina Michała już się z kilkoma osobami z fandomu nie przyjaźni. Bo są to schizofrenicy podszyci zawiścią, na podstawie której doznają silnych urojeń.
A ksiądz „przyjaciel” uciekł i nie ma po nic śladu.
Ja wolę nie kontaktować się z ludźmi zbyt blisko związanymi z Kościołem. Nie wyobrażam sobie utrzymywać jakichkolwiek kontaktów z jakimkolwiek księdzem. A z osobami z rodziny Ryszarda i Romana nie miałam szczęśliwie kontaktów od czasu podstawówki. Pomijam napady na mnie w czasie konwentów, czy inne napady, terror czy pranie mózgu u mnie w pracy. Jeżeli z nimi rozmawiałam, to tylko dlatego, że w czasie wcześniejszego napadu straciłam pamięć i próbowałam się dowiedzieć, kim są. Gdy orientowałam z kim mam do czynienia, zrywałam kontakt.
To jest znana sprawa, że ludzie z Opus Dei niszczą pogan, metali i ateistów. Lubię robić tak, że ci się sami zabijają. Nie ukrywali tego przede mną, bo uznali mnie na podstawie urojeń jednej wariatki za kogoś, kto chce być w ich sekcie. Jedyne, co mogę zrobić, to ostrzegać przed nimi. Musicie złożyć apostazje tak szybko jak się da, bo inaczej uważają, że mają prawo was terroryzować w ramach prowadzenia akcji korekcyjnych postawy. Chroni przed nimi tylko brak chrztu lub apostazja. Wszyscy z nich to wariaci (pewien mój znajomy psychiatra wie o tym najlepiej, ale i tak w pewnym momencie dał im się nabrać), ale nie przeszkadza to tej organizacji działać w regularnych strukturach Kościoła Rzymsko-Katolickiego.
Opus Dei ma bardzo zła opinię u kryminologów i psychiatrów. Mam prawo pisać o swoich doświadczeniach. Wojna religijna nigdy się nie skończy, bo Kościół uważa, że ma prawo ludzi „nawracać”. Mnie to nawracanie wyszło już bokiem i wolę uniknąć sytuacji, kiedy ktoś będzie zabiegał o to, abym cofnęła apostazję. Nie ma takiej możliwości. Dlatego w życiu nie będę się kontaktować z kimś z Opus Dei czy Kościoła. Tylko desperaci czy samobójcy mają przyjaciół księży.
Przy czym uwaga – możecie być szczególnie groźnie zaatakowani, jeśli tylko grozicie apostazją. To moje doświadczenie. O wiele lepiej złożyć ją po cichu i najwyżej po tym upublicznić, a nie zapowiadać w ramach krytyki Kościoła czy Opus Dei.
I nawet jeśli jacyś ludzie Kościoła są zdrowie psychicznie, to ich i tak lepiej ich unikać, bo wokół Kościoła krążą tabuny schizofreników i maniaków religijnych (tak wynika z badań naukowych), którzy są ich głównym źródłem informacji na każdy temat. A także jako „święci” uznawani są osoby, które nawet powinny przewodzić. Do tego w kościelnej doktrynie nie ma miejsca na psychiatrię. Jest zamiast niej „życie duchowe” oraz opętani i święci. W związku z tym z reguły nie wątpi się w słowa schizofreników i są podawani za przykład. Z reguły też ludzie wybierający karierę kościelną są raczej głupsi niż reszta społeczeństwa. Bo ludzie religijni są głupsi od religijnych.
Mam też dosyć schizofreników, którzy twierdzą, że wiedzą, że powinnam dać się złożyć w ofierze (czyli popełnić samobójstwo) i zostawić im majątek po śmierci. Mam zamiast, jeśli się uda, żyć bardzo długo. I wcale im nie zostawię im po śmierci, bo nie nazywam się Izaak i wcale nie zamierzam słuchać się schizofrenicznego przybranego „nowego ojca”.
Z tym samobójstwem nie żartuję, przyjaciele ledwo mnie odratowali po zaszczuciu przez Opus Dei. Naprawdę terror niszczy psychikę i zabija. A i tak latami wychodziłam z syndromu sztokholmskiego i odzyskiwałam pamięć.
Ale wiem, że zaszczuwanie przez Opus Dei nigdy się nie kończy. Starają się człowieka kontrolować do śmierci, dokładnie tak jak robią schizofrenicy ze swoimi urojeniami i obsesjami. Nawet zdrowi ludzie z tej organizacji kierują się tym, co mówi jakiś wariat.
