Nie ma chyba groźniejszej formacji w kryminologii niż gang schizofreników, których wspomagają idioci, ci wszyscy ludzie wspólnymi siłami i z dużym wysiłkiem zniszczyli mi życie na kilku poziomach. Jednym z tych idiotów był Piotr, innym Adam, a dołączyła do nich Aga. Nie zapominajmy tez o Andrzeju. Wszyscy zostali okłamani przez Nycza, który z tępym uporem postanowił ignorować moje słowa, złapał ksero zaświadczenia o stanie cywilnym, poświadczył zgodność z oryginałem i nakręcił schizofreniczny gang tak, że o mało co nie pożegnałam się z życiem, bo Roman i jego rodzina o mało mnie w tej sytuacji nie zabili za odmowę stawienia się przed ołtarzem. Uratowałam się cudem przed zaplanowanym już samobójstwem, z którego postanowiłam się nie wycofywać i przeprowadzić skutecznie, a miałam już wcześniej już próbę samobójczą za sobą. Ratował mnie Kristian, praktycznie zbierając mnie z podłogi Instytutu Anglistyki. Stał się moim kolejnym narzeczonym po Brecie, bo straciłam wspomnienia związane z Bretem, gdy uwierzyłam, że mnie zdradził. Nigdy nawet przez jedną chwilę nie byłam z Romanem.
Roman jest także typowym schizofrenikiem wprost z podręcznika profilera. Za to nie z podręcznika profilera są debile, których już w życiu nie nazwę przyjaciółmi. Nie mieści mi się w głowie, jak można niczego nie weryfikując, mordować mnie i zaszczuwać w czasie konwentu, aby „przypomnieć mi”, że schizofreniczka Renata jest moją najlepszą przyjaciółką, a Roman „mężem”. A winni są tego wszyscy wymienieni powyżej.
Najgorsze jest to, że wrzaski Andrzeja na mnie były tak publiczne, że uprawdopodobniły urojenia Renaty i przekonały wiele osób, że rzeczywiście jestem przez niego znienawidzona, a Renata jest „jego Yennefer”. Zresztą zgodnie z zamiarem tej schizofreniczki. Zresztą podejrzewam, że wrzaski Andrzeja zostały mi wmówione. A przynajmniej tak mi powiedziano. Nadal walczę z praniem mózgu debili z mojej podstawówki.
Przeszłam piekło. Wywołując amnezję i zastraszając, rozdzielono mnie z dwoma moimi prawdziwymi narzeczonymi, z którymi chciałam po kolei zbudować sobie życie. Zamordowano trzech facetów, z którymi byłam w takim czy innym momencie życia związana. Mam dosyć Opus Dei w Polsce.
Poznałam Kristiana dzięki Piotrowi, a raczej jego ojcu, bo to on na moją prośbę zaczął pytać znajomych biznesmenów z Norwegii, czy nie znają krewnych mojego taty, bo jego dziadek był norweskim arystokratą. Bardzo szybo zgłosił się Bjorn, który prowadził wtedy i nadal prowadzi interesy w Polsce. Jego syn Kristian (na pewno nie Vikernes) jest metalem jak ja i grał w norweskim zespole, który pojawił się w Progresji. Dzięki Piotrowi wiedział o moim szkolnym koncercie z pierwszej klasy liceum. Ja jak zwykle w tamtym okresie pomagałam w czasie próby dźwięku. Kristian i koledzy wnieśli mnie praktycznie wczasie koncertu na scenę i kazali ze sobą zaśpiewać. Jakoś udało mi się opanować panikę. Mam ze śpiewem problemy, bo gang schizofreników z mojej podstawówki tak mnie sterroryzował, że boję się śpiewać. Boję się też robić inne rzeczy. Brakowało mi też wspomnień o moich szkolnym zespole. Jakoś Piotr był na tyle głupi, że nie zorientował się, że mam amnezję i jak cierpię atakowana przez schizofreników. Od zawsze przyjaźnił się z Romanem, ja nie, czego nie rozumiał. Ale już tak jest, że schizofrenicy ze swoimi urojeniami i kłamstwami zawsze wcisną się w każde środowisko. I wszystkie zapewnienia, że ich się nie chce znać, obracają w swojej głowie o sto osiemdziesiąt stopni. Wystarczy im powiedzieć, że gdzieś się ich nie chce widzieć i że nie są zaproszeni, a natychmiast pojawią się, wmawiając wszystkim, że zostali osobiście przez swoją ofiarę zaproszeni. Dodatkowo ataki schizofreników są tak traumatyzujące, że wywołują amnezję, więc boi się coś powiedzieć, tym bardziej, że nie pamięta swoich prześladowców. Należy wierzyć we wszystko ofierze zaszczucia i wspierać, nawet jeśli zaczyna opisywać rzeczy nieprawdziwe wmówione jej przez schizofrenika. Wystarczy wtedy delikatnie korygować i przypominać, że została zaatakowana przez wariatów, którzy prawdopodobnie jej to wmówili. Triumfowanie i stawanie po stronie schizofrenicznego gangu prowadzi enablerów prosto do więzienia.
Zabawne jest to, że ci uwielbiani przez wiele osób z fandomu ludzie są maniakami religijnymi, którzy z powodu swoich przekonać nienawidzą metalu i fantasy. To członkowie Opus Dei, które prześladuje metali i pisarzy fantasy. Chcą, żeby ludzie pisali tylko SF. To że nie śpiewam w zespole opisują wszędzie jako „cud nawrócenia” dokonany przez Barbarę.
Aga napadając na mnie w czasie konwentu z innymi moimi znajomymi myślała, że się odwdzięczy za pomoc i mnie uratuje. Kupiła wszystkie schizofreniczne urojenia Romana bez weryfikowania, co jest prawdą, u mnie czy też mojej mamy, bo jeszcze wtedy żyła. Wolałabym, żeby mnie Piotr przeprosił (bo podobno on ją przekonał), a nie ginął zabity przez schizofreników na jeziorze, ale jego śmierć to rodzaj wymierzonej mu przez los sprawiedliwości. Nie płaczę po Piotrze, bo był idiotą, a Aga o mało co nie zginęła zaatakowana przez gang schizofreników, który domagał się pieniędzy po nim. Domagali się pieniędzy, do których oczywiście nie mają prawa, ale kierują się nierealnymi schizofrenicznymi marzeniami o kasie oraz urojeniami Renaty o jej związku z Piotrem, który miał podobno zabrać jej dziewictwo. No cóż, opierała się ponownie na historii mojego nastoletniego romansu, ale muszę zaznaczyć, że w czasie moich igraszek z Piotrem nie doszło do przerwania hymenu, bo byliśmy za młodzi i tego nie chciałam, bo Piotr miał marzenia o szybkim ojcostwie. Dzieci Agi później też zaczęły być atakowane i potrzebowały pomocy psychologa, nie tylko dzieci Michała.
Wiedziałam, że Aga po zerwaniu z Adamem pokochała Piotra i namówiłam go na związek z nią. Był święcie przekonany, że jestem szczęśliwą żoną Romana, gdy jej się oświadczył. Jego pamiętnik, który ma zostać przygotowany do druku, bo w ten sposób Piotr chciał się zemścić, gdyby coś mu się stało, jest pełen wyrazów przerażenia tym, co się stało. Aga przeżyła szok, czytając jego wspomnienia. Bardzo żałował, że nie porozmawiał ze mną wcześniej, weryfikując błędne informacje wcześniej.
Piotr dopiero przed śmiercią dowiedział się, że Roman jest odpowiednikiem Renaty, a nie moim mężem. Na całe szczęście dla Piotra, ja byłam w stanie go przed nią ostrzec i powiadomił swoich znajomych, że to schizofreniczka, ale ja został przez Romana zaszczuta skutecznie i nie dostałam pomocy.
Aga zapłaciła za swoją głupotę stratą ukochanego męża, który był miłością jej życia. Jej akurat Piotr nigdy nie zawiódł, więc zakochała się w nim na zabój. Mnie Piotr zawodził zawsze. Bjorna i Kristiana odnalazł też jego ojciec, a nie on sam. Inna sprawa, że ataki schizofreników i szkalowanie przez Renatę Piotra (czyli mojego narzeczonego z czasów, kiedy byliśmy nastolatkami), którego opisywała jako swojego „męża” nie pomogło mojej relacji z Piotrem, bo intrygi Renaty rzeczywiście podkopały moją wiarę w jego Piotra i sens bycia z nim. Dodatkowo, według tego, co usłyszałam, Nycz (który zajmował się od zawsze niszczeniem mi życia i którego nie znam i nie chcę znać, nie musze się przyjaźnić ze wszystkimi) zerwał w moim imieniu z Piotrem, bo go poinformował, że jestem z kimś innym. Owszem, spotykałam się potem z innymi ludźmi, ale nigdy z Romanem. Wróciliśmy do siebie z Piotrem na chwilę i nawet się zaręczyliśmy, gdy skończył siedemnaście lat, ale zerwałam z nim rok później, bo nie chciałam wcześnie wychodzić za mąż. Jego tata celowo zapłodnił mamę, gdy był młody i Piotr chciał to powtórzyć. Ja planowałam dzieci mieć później. Nasze przyjęcie zaręczynowe zostało zakłócone przez wjazd schizofreniczek, które opowiadają, że było to przyjęcie Renaty. Te osoby nie zostały przez nikogo zaproszone, tylko zebrały plotki o przyjęciu. Zostały wyprowadzone przez Policję. Wszystko jest udokumentowane i znajduje się w policyjnym archiwum.
Pech, że Piotr postanowił tych samych ludzi uznać tylko na podstawie ich przechwałek za „moich przyjaciół” oraz mojego „męża”. Renata się przed Piotrem ukrywała, ukrywała też swój związek z Romanem. Moją ze sobą związek i chcą się pobrać, ale mają też równoległe urojenia na mój i Piotra temat.
Szkoda, że – wedle mojej wiedzy – to właśnie Nycz pomógł Piotrowi uwierzyć, że jestem zajęta i szczęśliwa, przeprowadzając do reszty plan zniszczenia mnie za obrażenie zakonnicy. Dodatkowo bardzo chce udowodnić, że Barbara jest „święta”, więc robi wszytko, aby urzeczywistnić urojenia tej schizofreniczki na mój temat, a także na temat mojej rodziny.
Aga jak każda idiotka bardzo chciała się odwdzięczyć za pomoc, więc pomogła Romanowi we wszystkim wierząc, że wersja schizofrenika jest prawdziwa. Zniszczyła mnie tak jak nikt inny, bo już samo pojawienie się tego skurwysyna zaczęło wywoływać kolejne fale amnezji, a ja nie mogłam się przed nim bronić.
W roku 2007 wybrałam się z przyjaciółką A.D. do Hurgady na wakacje. I nie ukrywałam tego w pracy i jak okazało, schizofrenicy mieli wszędzie szpicli. Nie wiedziałam, że wywoła to kolejną katastrofę. Uciekłam już wtedy z fandomu i konwentów, trenowałam i byłam zadowolona z życia, bo odzyskałam formę sportową. W Hurgadzie nurkowałam swobodnie przed dwa dni przed powrotem do kraju. Wcześniej zwiedzałam zabytki. Nie wiedziałam, że schizofreniczny gang wykorzysta gang, aby Adze wmówić, że się tam z nimi i nią umówiłam. Ja z przyjaciółką wykupiłyśmy sobie zwykłe wczasy z biura, oni udawali multimilionerów, mieszkając w luksusowym, ociekającym złotem hotelu. Zupełnie już im się od tego przewróciło w głowie i zaatakowali mnie w pracy.
Nie odpowiadam za zdjęcia, które sobie wtedy zrobili przemocą lub podstępem w pracy. Zgłosiłam polskiej Policji nękanie mnie i napaść na mnie ludzi, których nie znam i nie chcę znać. Okazuje się, że używając wszystkich kierunkowych można dodzwonić się na polski numer 112. Tak wyglądał mój „miesiąc miodowy” w Hurgadzie. Zdjęciami tymi zniszczyli Breta i innych moich byłych. Mam nadzieję, że ci schizofrenicy zgniją „w Piekle”, chociaż jako poganka w Piekło nie wierzę.
Wierzę tylko w Piekło na Ziemi, jakie przeżywają ludzie zaszczuci i zniszczeni psychicznie przez schizofreników. W życiu nie jesteście w stanie wyobrazić sobie takiego cierpienia, jeśli go nie doświadczyliście.
I jeszcze jedno – mój norweski zespół grał metal symfoniczny podobnie jak Nightwish lata zanim Nightwish powstał. Za to schizofrenicy bardzo chcieli mi wmówić, że mój Kristian to Varg, a norweski zespół to Burzum. Absolutna bzdura. Moi koledzy z zespołu są kolegami ze studiów i na co dzień zajmują się zupełnie czymś innym, nie grają w żadnym zespole. Bo bez swojej wokalistki nie chcieli nic robić.
Ale plany reaktywacji są podobno nadal aktualne, a Adam zawsze mnie stawiał wokalnie na nogi i dzięki jego wsparciu zawsze zaczynałam ponownie wierzyć w siebie i odzyskiwałam umiejętność śpiewania.