Tak się składa, że prawo traktuje dosyć łagodnie schizofreników, którzy nie są przemocą wysyłani do psychiatryka, chociaż są bardzo dużym problemem społecznym. Ale jeszcze większym problemem są enablerzy z fandomu, których przywlekły zawodowe kurwy z mojej podstawówki. Najzabawniejsze jest to, że enablerzy są z religijnej prawicy, ale nie wahali się nawiązać romanse z dziećmi. Wszyscy mi się do tego przyznali w rozmowie.
Od tamtej chwili nękają mnie razem ze schizofrenikami, których bardzo łatwo można rozszyfrować. Wystarczyć ich pogonić, lub – jak robi Andrzej – po prostu ignorować. Ta schizofreniczna rodzina przyczepiła się do mojej, gdy tylko dowiedzieli się, że mój tata przybył do Polski z Francji. Tata czuł się tu świetnie (oczywiście do czasu), bo był z dala od schizofrenicznego gangu, który zabił mu żonę i dziecko. Straciłam rodzeństwo, którego nigdy nie poznam.
Moi przyjaciele, rodzina i ja sama, prowadziliśmy akcje informacyjne, które miały uzdrowić sytuację, ale pan polityk N. oraz pan Ch. zamiast zacząć coś weryfikować, zaglądali coraz głębiej w cipy swoich kurew, nazywając je księżnymi. Oraz skrzywdzonymi sportsmenkami. Ponownie jak w czasach mojej podstawówki, liceum oraz studiów pracowicie prowadzili dezinformacje wszystkich zainteresowanych stron, w tym nauczycieli oraz fanów, aby tylko mnie zniszczyć, tak się przejęli schizofrenicznymi szlochami swoich dziwek.
W końcu po którymś kolejnym zaszczuciu w moim miejscu pracy, mój szwagier, polski herbowy szlachcic, skierował się do Klubu Szlacheckiego ze skargą na oby panów. Zaczęło się jeszcze większe polowanie na mnie i próba doprowadzenia do mojego samobójstwa. Zostałam oskarżona o romans, ze swoim szwagrem i zaszczuta. Obaj panowie postanowili zrobić mi pranie mózgu, aby tylko prawda nie ujrzała światła dziennego. Doprowadzili do śmierci mojej psychiki, zaśmiewając się, że zniszczyli kurwę.
Prawda jest tak, że co do mojej tożsamości nikt nie może mieć wątpliwości, ręczy za mnie wiele rodów szlacheckim, są wszędzie osoby które mnie znają od dziecka. Mieszkam także praktycznie od urodzenia w tym samym mieszkaniu, nie miałam nigdy żadnych nieudokumentowanych okresów. Cała moja historia jest jawna.
Nikomu nie ukradłam żadnego mieszkania. Mój problem polega na tym, że grupka spokrewnionych schizofreników z mojej podstawówki uknuła schizofreniczny spisek, która polega na tym, że podając się za mnie, przejmą wszystko, co do mnie należy, także status społeczny.
Powtarzam, Andrzej zablokował Krystynie kolejny plagiat. Nie ja. Cała tak grupa, schizofrenicy oraz ich głupi enablerzy, tak zniszczyli moją pozycje w fandomie, że autentycznie nie posiadam takiego autorytetu, aby zablokować wydanie czyjejkolwiek powieści.
Jest bardzo duży skandal w fandomie światowym, ale to ja jestem ofiarą tych wszystkich ludzi. A Andrzej wcale nie zniszczył „prawdziwej autorki Wiedźmina”, który miał ją niby okraść, do czego nie chce się przyznać, jak szlocha swoim kochankom kurwa Renata.
Dla porządku – ja nie czuję się okradziona przez Andrzeja. Okradli mnie enablerzy schizofreników z mojej podstawówki. Ukradli mi całe życie, które miało należeć do dziecka szczęścia, które miało od podstawówki być z Piotrem. Po Piotrze miałam jeszcze inne miłości, ale wszystko też zostało mi zabrane przez bawiący się mną gang schizofreników. Więc nie mam nikogo i nie mam dzieci.
Ani przez jeden dzień nie byłam z Romanem, który całkowicie mnie nie kocha. Nienawidzi mnie, chce mnie wykorzystać i tylko tyle. Schizofrenicy kochają wyłącznie innych schizofreników. I wiem, że kocha Renatę. Przy czym oczywiście cierpi na urojenia. Próbowałam wytłumaczyć, że nie wyszłam za niego w wieku osiemnastu lat i wyciągnęłam zaświadczenie o stanie cywilnym. Nie po to, aby Nycz się na kopii ksero się podpisywał, poświadczając zgodność. Miał przyjąć do wiadomości, że nie jestem z Romanem, a nasz ślub sprzed paru lat jest jego urojeniem. Zamiast tego podkarmił tego schizofrenicznego potwora swoim podpisem.
Roman uznał, że „ślub był, bo Nycz się podpisał”. Żadnego ślubu nie było, a schizofreniczny potwór rozwydrzony pomocą enablerów oraz wciekły, że nie potwierdzam jego urojeń, o mało mnie nie zabił. Dusił mnie tak długo, że gdyby nie to, że wiedziałam, co spotkało pierwszą żonę mojego taty, to bym zginęła. Znając jej przypadek, gdy tylko zorientowałam się, że nie wygram z nim fizycznie, udałam, że tracę przytomność. Dusił mnie tak długo, że rzeczywiście straciłam przytomność. Ale na całe szczęście na tyle krótko, że udało mi się przeżyć. Miałam potem bardzo długo sińce dookoła szyi. Mam traumę do końca życia z nim związaną.
Bardzo proszę tego schizofrenicznego potwora, na widok którego bardzo długo traciłam pamięć, jakby był członkiem the Silence, więcej nie podkarmiać. Nie podtrzymujcie jego urojeń. Nie łączcie go ze mną.
Bret mnie nie skrzywdził, był moją miłością. John mnie też nie skrzywdził, był dobrym przyjacielem. Skrzywdził mnie warszawski fandom na zamówienie schizofreników z mojej podstawówki.
Jedyne, co mogę powiedzieć, to odpierdolcie się ode mnie, tępi enablerzy!!!
Każdy szlachcic, tak mnie wychował tata, wie, że na pierwsze wezwanie ma weryfikować w Klubie Szlacheckim, kto jest kim. Tutaj tego nikt nie zrobił. A przynajmniej nikt z opisanej trójki, zbyt byli zachwyceni pizdami swoich kurew-kochanek. Podejrzewam, że każdy z nich dopiero z nimi pierwszy raz przeżył prawdziwy orgazm i ich w efekcie popierdoliło.
