Archiwum kategorii: Różne

Schizofrenicy

Bardzo często się przyjmuje, że schizofrenia uwidacznia się dopiero około dwudziestki. Nie jest to prawdą, szczególnie w przypadku silnej schizofrenii. Moja koleżanka z podstawówki Renata miała bardzo widoczne objawy już w dzieciństwie. Nie pomogło jej to, że była wychowywana przez bardzo groźnych schizofreników, czyli przez swoich rodziców Barbarę i Ryszarda, a także zaprzyjaźniła się ze schizofrenikiem Romanem i jego bratem.

Schizofrenia to jeden z problemów Renaty. Drugi to wychowanie przez ludzi, którzy nie brali leków – a powinni – od bardzo dawna. Niestety istnieją całe dynastie osób, które się nie leczą i z pokolenia na pokolenie zajmują się oprócz pracy (jeśli potrafią ją utrzymać) także oszustwami i zaszczuwaniem różnych osób. Bardzo często psychiatrzy nie mają świadomości, że są ludzie, którzy się nie leczą, ale profilerzy są uczeni o takich fenomenach jak gangi czy dynastie schizofreników. Podręcznik, który traktował o takich formacjach kryminologicznych, bardzo dużo mi wyjaśnił z tego, co działo się wokół mnie. Niestety nikt nie chciał mnie słuchać.

Chodziłam do podstawówki również z Anną. Ona sama twierdzi teraz, że jest zupełnie zdrowa, chociaż jako dziecko była atakowana urojeniami z jednej strony Renaty, a z drugiej Romana i jego brata. Nikt z tego grona mnie nie znał, a Renata już wtedy zaczęła się pode mnie – młodziutką pływaczkę, która bywała w fandomie i zaprzyjaźniła się z Piotrem jeszcze zanim zaczęła się uczyć czy pływać – podszywać. Anna została przez ten gang wciągnięta we wszystkie urojenia i zmuszona do działań, których się wstydzi. Niestety ci ludzi zniszczyli jej życie, a także doprowadzili do samobójstw jej bliskich. Nie tylko ja jestem ofiarą tego gangu schizofreników.

Anna i Dorota zapłaciły bardzo wysoką cenę za to, że uwierzyły tym ludziom. Mam nadzieję, że inni też zaczną się przed nimi ratować, zanim trafią do więzienia.

Dzieci nieleczących się schizofreników nie rokują, bo nigdy nie miały dobrych wzorców. Nie mają na czym bazować. Anna – chociaż nie obarczona genetycznie schizofrenią – była uczona przez nich takich zachowań, tak sterowana, że działała jak schizofreniczka. Wszystkie jej zachowania wskazywały na schizofrenię. Jak na przykład bezmyślne rozdawanie pieniędzy, które przejęła pod jakimś pozorem. Schizofrenicy są z reguły oszustami, którzy kłamstwami wchodzą w posiadanie pieniędzy, które potem rozdają, udając multimilionerów, bo cierpią na takie urojenia. Anna nie wiedziała, że wypełniając polecenia Ryszarda i Barbary wygląda w moich oczach na kogoś takiego.

Michał dla odmiany wypadł w moich oczach na imbecyla, bo robił. wszystko, co tylko wymyślił sobie schizofrenik Roman. Inne osoby też nie były zbyt mądre. Niestety już w dzieciństwie zostały poddane praniu mózgu i psychicznie uzależniły się od schizofreników.

Przebudzenie dla takich ludzi jest zawsze bardzo bolesne.

Profilerzy muszą wiedzieć sporo o chorobach psychicznych, bo schizofrenicy popełniają wiele przestępstw i z reguły oskarżają swoje ofiary o chorobę psychiczną oraz o przejęcie majątku. Schizofreników inaczej się traktuje niż pospolitych przestępców, bo ludzi chorych psychicznie się nie karze, ale sądzę, że lepiej by było wsadzać ich do więzień i dopiero wtedy dawać im wybór, czy chcą się leczyć.

Gang schizofreników

Nawet niespokrewnieni schizofrenicy mają zwyczaj łączyć się w większe grupy i wspierać. Kryminologia nazywa takie grupy gangami schizofreników, szczególnie wtedy gdy ich główną motywacją są albo gwałty albo przejmowanie czyiś pieniędzy. Nie tylko ja, ale też moja mama byłyśmy przez nich atakowane i wysuwano wobec nas żądania okupu.

Jeśli ktoś widział Renatę, córkę Barbary i Ryszarda w moim i mojej mamy mieszkaniu, to tylko dlatego, że ta tępa schizofreniczka wystosowała prośbę o to, żeby mogła u nas dorabiać sprzątaniem, a nie pamiętałam, że jest to schizofreniczka z mojej podstawówki, która wystąpiła z urojonymi oskarżeniami wobec mojego ojca. Na całe szczęście był wtedy na konwencie za granicą, więc nawet nie miał możliwości, aby ją „zgwałcić”. Ta tępa „kurwa” idealnie podszyła się za to pod moją historię. Nigdy się nie przyjaźniłyśmy, chociaż udaje tak przed ludźmi, którzy mnie znają, a przed innymi udaje mnie. Tylko dlatego Piotr z nią rozmawiał, jak mi powiedział, bo myślał, że jesteśmy przyjaciółkami. Zupełnie nie wiedział, kim ona jest.

Pretensje Renaty, która twierdzi, że jest córką mojej mamy (chociaż w rzeczywistości jest córką schizofreników, którzy zupełnie nie przypominają moich rodziców), wystartowała z całkowicie fałszywymi oskarżeniami wobec mnie. Według niej maiłam urodzić się we wsi pod Gdańskiem i tylko wynajmować pokój w moim mieszkaniu, które miałam po śmierci mojej mamy „nielegalnie” przejąć. Jak już wcześniej napisałam w innym miejscu, moja mama sporządziła testament i wszystko zostało w obecności mojej rodzonej siostry zatwierdzone przez Sąd Administracyjny. To, że pipa, która nawet nic nie napisała, a powinna leczyć swoją schizofrenię, zaszczuła mnie w środowisku fanów, jest takim skandalem, jakiego świat fantastyki nie widział nigdy. Wszyscy enablerzy Renaty oraz ich rodzice powinni stanąć przed sądem.

W gangu Renaty znajduje się też Roman z bratem. Nie są – jak udało mi się ustalić – krewnymi Renaty, ale chodzili z nią do jednej szkoły. Mają tak samo jak rodzice, bardzo silną schizofrenię. Ich opowieści, tak samo jak opowieści Renaty, nie są warte nawet funta kłaków. Szkoda, że Awangarda postanowiła kierować się tylko zdaniem tych schizofreników bez weryfikowania czegokolwiek. To są ludzie, którzy mnie i Piotra unieszczęśliwili wielokrotnie. Ojciec Piotra nie życzy sobie, aby się na niego powoływali, czy żeby Renata udawała po raz kolejny „żonę Piotra”. Nie ma prawa do mojego mieszkania, nie też prawa do żadnych pieniędzy po Piotrze, chociaż mnie i otoczenie Piotra zaszlachtowała psychicznie, domagając się nienależnych pieniędzy.

W temacie Romana mam jeszcze jedno do powiedzenia. To jego ojciec jest bardzo groźnym pedofilem, który skrzywdził mnie w dzieciństwie, zresztą tak samo jak Ryszard. Niestety nic im nie można zrobić w polskim systemie, bo nie karze się ludzi chorych psychicznie. Jest to przerażające, bo schizofrenia jest chorobą degeneratywną i z czasem uszkodzone przez nią mózgi zamieniają się w mózgi pedofili i gwałcicieli, którzy nie panują nad własnymi popędami oraz oskarżają wszystkie kobiety i dzieci o prostytucję. Romana i jego brata też to czeka. A może nawet już tak się stało, bo nawet najprzyzwoitsze szorty, gorsety czy letnie sukienki są „dowodami” na prostytucję.

To skandal, że ludzie, którzy przyjaźnili się z moimi rodzicami, odwrócili się ode mnie i nie udzieli mi żadnej pomocy, przekonani, że moje alarmistyczne opowieści są przesadzone. Dokładnie wiedziałam, co trzeba zrobić, ale narcyzi zawsze uważają, że wiedzą, co trzeba zrobić lub nie zrobić, lepiej od ofiary, która zna swoich prześladowców od dzieciństwa i doszkalała się z różnych dziedzin psychologicznych. Powiem więcej, ani trochę nie przesadziłam, wszystkie moje pesymistyczne przewidywania, co do rozwoju sytuacji, się spełniły. Podejrzewam, że wręcz nie doceniłam ludzkiej głupoty, debilizmu i złośliwości kilku osób.

Więc bardzo proszę, żeby ludzie. którzy udawali moich przyjaciół, nie tylko Renata, też się ode mnie odpierdolili i już nie odzywali.

Lekarz

Nie tylko schizofrenik Roman jest problemem i mnie unieszczęśliwił. Problemem są też też ludzie, którzy bez weryfikacji podają jako prawdziwe wszystkie urojenia Barbary na mój temat. Bardzo nie dziękuję ludziom, którzy okłamali w czasie konwentu Breta na temat mojego stanu cywilnego. Jak widać na zaświadczeniu jestem panną. Naprawdę nikt nie przypuszczał, że cenieni ludzie są takimi debilnymi narcyzami (bo to narcyzi niszczą ludzi, niczego nie weryfikując). Jak się, kurwa, nie wie, to się nie powtarza plotek. Szczególnie tych pochodzących od schizofreniczki.

Jakiś czas temu Michał i jego przyjaciel z pracy zrobili na moją prośbę pewien eksperyment. Przyjaciel Michała, gdy tylko go Barbara zobaczyła, został przez nią uznany za mojego męża. Jest to człowiek, którego Barbara nigdy wcześniej nie widziała. Ja go także nigdy nie spotkałam, powiem więcej do tej pory go nie spotkałam, ale Barbara już na sam jego widok „wiedziała” kim jest i była w stanie podać cała urojoną historię naszej „znajomości”.

Należy ostrzegać przed takimi schizofreniczkami, jak Barbara oraz jej córka, która podaje się rozdawczynię pomysłów literackich. Osobnym problemem są idioci, którzy zapominają, że nie rozpowszechnia się takich plotek (szczególnie takich, które odzierają kogoś z nadziei na związek) bez weryfikacji. Mają problem, bo istnieją skodyfikowane zasady społeczne, na podstawie których tworzone są przepisy. I jedna z takich zasad społecznych głosi, że nie wiesz niczego, jeśli nie usłyszałeś tego ode mnie. Jednym słowem, plotkarze mają bardzo duże problemy. Dziennikarze wiedzą, co to jest pomówienie i jak bardzo groźne jest to przestępstwo. Tępe idiotki z fandomu też powinny o tym pamiętać, bo akurat pomówienie występuje nie tylko w prawie prasowym. Wszystko się weryfikuje u najbardziej zaintersowanych, a nie radośnie kłapie dziobem i niszczy najlepsze szanse na zamążpójście komuś kogo się podobno lubi i ceni. Jesteście złośliwe, stare pryki.

Wiele razy ostrzegałam przed schizofrenikami, którzy nękają mnie od podstawówki. Bardzo nie dziękuję ludziom, którzy zniszczyli mi życie zawodowe oraz osobiste, rozpowszechniając wszędzie plotki schizofreników. Tych samych schizofreników, którzy potem mnie napadli i znowu doprowadzili do mojej amnezji.

Zakończę tak – nic już, kurwy, nie naprawicie moim życiu, bo po prostu pewne opcje i pewne drzwi już dla mnie jako kobiety pozamykały i mam nadzieję już was nigdy nie oglądać. Nigdy nie wierzę, że chcieliście dobrze. Chcieliście się popisać, zabawić w rozpowszechnianie plotek. Bo to wszystko jest zawsze takie bardzo zabawne, tylko że ja już nigdy nie będę się śmiać. Nie potym wszystkim, co mnie spotkało, nie po stanach lękowych i wychodzeniu ze syndromu sztokholmskiego. No, chyba że usłyszę fajny wyrok w sądzie.

Życie, które kilka razy zamieniało się w piękną szczęśliwą bajkę, czyli coś, na co zasługiwała osoba tak utalentowana i życzliwa jak ja, została przez was – i to kilka razy – zamieniona w Piekło na Ziemi. Ludzie popełniają samobójstwa, żeby uciec przed skrajnym cierpieniem, jakie wywołuje zaszczucie przez schizofreników. Nie ma większego cierpienia w psychoterapii. Skurwiele, którzy uważają, że schizofrenicy w ten sposób „leczą”, czy też „pomagają ludziom” powinni zawsze trafiać do więzienia. Syndrom sztokholmski to nie jest bajka, a ludzie zaatakowani przez schizofreników cierpią w milczeniu. Ja potrafię o tym tylko pisać.

Mam nadzieję już tylko na zemstę.

I jeszcze jedno wam, kurwy, powiem, mimo wszystko za bardzo lubię żyć, żeby się poddać i przychodzić na jakieś konwenty. Gdziekolwiek na świecie. Jeden z moich ukochanych został zabity na norweskim konwencie. Mnie schizofrenik udusił prawie na śmierć. Nie wiem, jak można być takim głupim, żeby schizofrenikom wierzyć we wszystko. Ostrzegałam przed tymi ludźmi.

Wystarczy już tych schizofrenicznych kurew i ich wpływu na moje życie. Nie chcę was nigdy więcej oglądać. W życiu już nie chcę mieć nic wspólnego z sf-f. Tym bardziej, że schizofrenicy z rodziny Barbary wpadli na pomysł, że mnie zmuszą do pisanie za nie i będą mogły uchodzić za wielkie gwiazdy. I mam im też mówić podobno – bo takie żądania też padały – co mają mówić w czasie wywiadów.

Metale lepiej by sobie z nimi poradzili. Przede wszystkim nie słuchaliby Nycza, szkodnika jakich mało. Jest to człowiek dla mnie obcy. Nie ma prawa powtarzać o mnie żadnych plotek, bo mnie nie zna. Wszystko opiera tylko na bełkocie Barbary. Przy czym wiele osób od dawna już wie, że Barbara to człowiek, który plecie trzy po trzy. I nic, co mówi, nie ma sensu.

I już bardzo proszę nie łamać więcej żadnych podstawowych zasad społecznych, bo wjedzie Policja i postępowanie karne. Nie wolno tak bezczelnie rozpowszechniać kłamstw na czyjś temat. Stąd ta społeczna zasada o weryfikacji u najbardziej zaintersowanych. Jak już wspomniałam, to dotyczy nie tylko dziennikarzy.

Koronacja

Nie pozwolę koronować tępej schizofreniczki na królową fandomu. Jest to wariatka, która nęka mnie swoimi kłamstwami i urojeniami od czasów podstawówki. Nie wiem, nawet jak się nazywa, bo nie chodziła do mojej podstawówki. A przynajmniej jej nie kojarzę. Mam tylko wrażenie, że przychodziła do mojej budy zupełnie ignorując, że powinna być gdzie indziej na lekcjach. A może uczyła się w tej samej szkole, tylko z jej bełkotu niewiele dawało się zrozumieć.

Ta pani jest takim tępakiem, że brak mi słów. Udało się ustalić, że jest siostrzenicą schizofreniczki Barbary. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć jedno. Nie dostałam od niej ani jednego pomysłu. Za to jest właśnie tą osobą, która ukradła mi konspekt, który potem został wykorzystany. Jak już zaznaczyłam, ma pecha, bo ukradła ksero, a oryginał znalazł się na Policji wraz z próbką mojego pisma. No, ale niestety jest tak bardzo chora, że nie można jej postawić w stan oskarżenia. Za to można oskarżyć i skazać osoby, które mnie nękały i okradły (także z dobrej reputacji), chociaż były ostrzegane, że mają do czynienia ze schizofreniczką. Z którą Andrzej (jak się zorientowałam) rozmawia tylko dlatego, że ta schizofreniczka podaje się za moją najlepszą przyjaciółkę. Ale warto sprawdzić, że nie zna mnie w ogóle, bo nie potrafi podać najprostszych faktów z mojego życia.

Ta sama schizofreniczka okradła też moją przyjaciółkę pisarkę Anię. Też potem oddała pewnej idiotce konspekt wyrwany spod ręki tej pisarki z kawiarnianego stolika. Nie muszę chyba dodawać, że idiotka zepsuła pomysł na powieść, robiąc z tego kiepskie opowiadanie. Barbara ze swoimi krewnymi zaczęła wtedy zaszczuwać prawdziwą autorkę konspektu.

Ale bez wzgle, co będą robiły, to nikt tych pań nie koronował, ani koronuje na Królowe Światowe Fandomu. Owszem zniszczyły mi całe życie, zaszczuły z wynikiem śmiertelnym wiele osób, ale na tym kończy się władza tego schizofrenicznego gangu. Chociaż wiem, że ustosunkowany kochanek Barbary, który miał nadzieję zrobić z niej świętą, nadal będzie tylko tej schizofreniczce wierzył.

Ani Barbara ani jej mąż Ryszard nie przyjaźnili się z moimi rodzicami. Moi rodzice nie byli ich krewnymi i nie zmarli młodo w wypadku samochodowym. Ani Barbara ani Ryszard nie są moimi prawnymi opiekunami. Nigdy nie miałam zdiagnozowanej schizofrenii, za to jestem ofiarą rodziny schizofreników. I jak zawsze w przypadkach zaszczucia przez schizofreników, kłamstwa oraz intrygi schizofreników wygoniły mnie z kilku środowisk, doprowadziły do rozpadu psychiki, a także dopadły mnie mojej pracy. Gdy kilka osób zostało na mnie poszczutych.

W takiej sytuacji, mówię wprost. Spierdalajcie na drzewo. Siedzicie w Avangardzie, macie przy sobie ludzi, którzy tylko wam wierzą, no trudno. Przysięgam już nigdy nie pojawić się nigdzie, gdzie ta „Wielka i Prawdziwa Yennefer – rozdawczyni pomysłów” przebywa. Niech się chlubi swoim zwycięstwem nade mną. Nie będzie w fandomie już nikogo, tak jak sobie wymarzyła, kto by zaprzeczał jej słowom. Wszyscy już sobie poszli, a na pewno poszła sobie z fandomu moja rodzina i Piotra, bo my byliśmy głównymi celami ataków. Nie będę tej schizofreniczce przeszkadzać, ale nie będę jej przepraszać. Ciekawe, że to ode mnie domagała się publicznie u mnie w pracy kolejnych konspektów. Jakoś sama nie potrafi ich stworzyć.

I wiem, że jest tępą schizofreniczną kurwą, która ucieka przed weryfikacją swoich stwierdzeń, więc nie grozi mi pozwanie mnie do Sądu Cywilnego. Jest wręcz przeciwnie, przed Sądem Karnym (i jednocześnie będzie się toczyła sprawa cywilna) znajdą się jej pomocnicy. Bardzo duże problemy mają też ludzie, którzy znają prawdę o tym, kim ja jestem, ale uznali, że mogą lekceważyć sobie moje prośby o pomoc i interwencje. Bo uznali, że wszyscy wiedzą, kto jest kim i że wszyscy mnie kochają. No wiec, nie w momencie, gdzie w fandomie jest mnóstwo ludzi prosto z ulicy, a gang schizofreników ma swobodny dostęp wszędzie i zaszczuwa kogo tylko chce i wmawia ludziom same kłamstwa.

No ciekawe, czy ta kurwa schizofreniczka będzie próbowała udowodnić, że jest „Yennefer” i że wszystkie pomysły dostałam od niej. Sardonicznie powiem – powodzenia. Nigdy nie była moją przyjaciółką. Nie ma śladu żadnych kontaktów pomiędzy nami. Stara prawnicza zasada głosi, że udowadnia się zaistnienie jakiegoś faktu, a nie jego jakiś niebyt. Nie jest moim zadaniem udowadnianie, że niczego mi nie dała. Niech ona udowodni, że taki fakt miał miejsce. Bardzo proszę o ksero jej konspektu, który podobno mi dała. Albo kopie maili czy też billingi telefoniczne. Ja tej kurwy nie znam i się z nią nie kontaktuję. Nic mi też nie wiadomo, żeby była „żoną Piotra”, co wygaduje od czasów mojego liceum i już wtedy w ten sposób nas skłóciła, a ja dodatkowo padłam ofiarą takiego zaszczucia i bestialstwa, że doznałam takich urazów psychicznych, że straciłam pamięć.

Zainteresowanie mną i Piotrem tej schizofrenicznej rodziny schizofreników, którzy stworzyli własny gang jest naszym przekleństwem i zniszczyło nam życie. Nikt z rodziny Piotra czy też ja nie jest tej kurwie winien jakiekolwiek pieniądze. Niech się odpierdoli.

Tak samo ja nigdy nie byłam z jej ciotecznym bratem. Jest równie chory psychicznie. Całe swoje życie bronię mojej mamy, mojej siostry i ich dzieci, bo też były przez tych potwornych schizofreników atakowani. I nikt, kurwa, nie chciał pomagać mi właśnie w takiej formie, o jakiej poprosiłam. Wszyscy narcystycznie uważali, że wiedzą lepiej. Szczególnie ustosunkowany kochanek Barbary z Kościoła, który postanowił przeprowadzić do końca „zemstę zakonnicy” z czasów mojej podstawówki. Katechetka była bardzo szczęśliwa, że udało jej się poszczuć na mnie tych schizofreników. Zaśmiewała się, że przed nimi już mi się nie uda uciec. I jak widać nękają mnie do tej pory, niszcząc kogo się tylko da i zaszczuwając z wynikiem śmiertlenym wszystkich ludzi, na których zrzucają, co sami robią. Wprost mi mówią, że mam iść do zakonu, bo „obraziłam” zakonnicę, a im zostawić cały majątek „za opiekę”. No ewentualnie mam wyjść, zgodnie z ich zadaniami za Romana i zrobić z niego polityka. A gość ma ambicje zostać nowym Hitlerem. Na całe szczęście nie dostanie clearingu. Bo nie tylko jest chory, ale też jest imbecylem, a nie jakimś dziedzicem LPP czy bratem lub krewnym Piotra. Jest gównem z dna beczki społecznej, tak samo jak Barbara, Ryszard czy reszta ich krewnych.

Naprawdę nie widzę sensu w zajmowaniu się literaturą w takim klimacie. Odechciało mi się już zupełnie, tym bardziej że metal i film był zawsze moim prawdziwym powołaniem. Oraz biznes.

Bardzo ciekawe, czy mnie pozwą i na czym polegają ich „dowody”.

Glasgow

Wiem, że wiele osób się spodziewało kilka lat temu, że pojawię się na Worldconie w Glasgow. Bardzo lubię to miasto, ale nie mogłam, ponieważ schizofrenicy, którzy prześladują mnie od dzieciństwa, nadal swobodnie działają w Avangardzie. Jedna z osób z tej rodziny z Piekła udaje mnie i podaje się za autorkę moich tekstów. Jest też osobą, która kradnie konspekty i daje idiotce, przekonanej, że „przyjaźni się z Yennefer”, która jest „współautorką Wiedźmina” i chce żeby tej idiotce pomagać. Jeżeli o mnie chodzi, to zawsze powtarzam, że Andrzej sam napisał Sagę. Nawet jeśli rozmawiałam z Andrzejem o tym, co powinien napisać i go do pisania zagoniłam, to naprawdę po tym, co się wydarzyło, nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Za to bardzo dużo chcę mieć wspólnego ze światem metalu.

Kłamiąca na mój temat schizofreniczka (ulubienica Avangardy) jest też wariatką, która ma urojenia, że była „żoną Piotra”, chociaż jako żywo nie ma jej na wspólnych fotografiach z Piotrem. Jest to bardzo zabawne, bo Piotr ze swoją ukochaną pokazywał się w plotkarskich gazetach już jako dziecko, nie był wtedy jeszcze pełnoletni. Jeśli ktoś ma wątpliwości, to zapraszam do działu czasopism Biblioteki Narodowej. Niech sobie przejrzy roczniki Gali, szczególnie z lat osiemdziesiątych. Wiele osób z fandomu wie, kto był narzeczoną Piotra z tamtego okresu i nie była to o wiele od niego młodsza blondynka.

Tak się składa, że schizofrenicy bywają zawodowymi oszustami, a ich bezczelność zakłada, że nikt niczego nie będzie mógł zweryfikować. Sabotują też wszystkie próby weryfikacji. Schizofrenik, z którym rozmawiałam, był bardzo zdziwiony i przerażony, że istnieją roczniki czasopism do znalezienia w Bibliotece. Zresztą wiem, że rodzina Adama – osoby, które znam do dziecka – zbierała wszystkie wycinki z gazet z moimi zdjęciami (mają także fotografie, na których jestem razem z Adamem) i Adam może rozesłać skany.

Osoba, która żądała od ojca Piotra spadku po nim, nie ma do niego żadnych praw. Ja też nie ukradłam jej żadnego mieszkania, moja mama nie była jej matką, zajmuję swoje mieszkanie legalnie (przedstawiłam w Sądzie Administracyjnym testament mojej mamy, na rozprawie była też obecna moja rodzona siostra) i nie przejęłam żadnych pieniędzy tej schizofreniczki. Ale podejrzewam, że wyłudziła jakieś pieniądze podszywając się pode mnie. Myślę też, że wyłudzaczem był schizofrenik podający się za mojego „męża”. Więc bardzo proszę na to uważać. Prześladujący mnie schizofrenicy to nie są osoby z wyższych sfer czy arystokracja i nie należy ich dofinansowywać, ani w żaden inny sposób im pomagać.

Nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”, tylko skrzywdzoną autorką. Nie zamierzam bywać na konwentach w czasie których z jednej strony pokazuje się mnie palcem niezorientowanym ludziom, jako wariatkę, która nic nie znaczy, a z drugiej strony wobec ludzi, którzy mnie znają i znali mojego tatę, udaje się naszych najlepszych przyjaciół i moich ukochanych, czy też jedynych ludzi, którzy mnie znają. Wypisałam się już z takich imprez na zawsze.

I bardzo nie dziękuję ludziom, którzy uwierzyli tym wariatom i ich wspierali.

Wizja lokalna

Jakiś czas temu miałam problemy z bardzo głośnymi sąsiadami z sąsiedniej klatki. Organizowali tak głośne imprezy, że ściana pomiędzy naszymi mieszkaniami drżała. Pewnej nocy nad ranem tak się tym wkurzyłam, że zaprosiłam patrol Policji. Czyli, mogę to tak nazwać, nastąpiła wizja lokalna. W moim mieszkaniu było tak głośno, jakbym to ja odtwarzała muzykę. Przy czym sąsiedzi mają gust muzyczny zupełnie inny od mojego. Był to dodatkowy element, który mnie wkurzył. Z metalami bym się inaczej dogadała.

Jak zwykle w takich sytuacjach, policjant i urocza policjantka sporządzili notatkę służbową. Po kolejnym moim e-mailu do Dzielnicowego, bo imprezy trwały dalej, sąsiedzi się uspokoili. Jak rozumiem sprawa przybrała tok na tyle oficjalny, że do sąsiadów dotarło, że nie są bezkarni i że nie należy się tak zachowywać. Wcześniejsze działania przez Spółdzielnię i moje skargi na nich nie przyniosły skutku.

A dlaczego o tym piszę? Oczywiście warto, żeby ludzie wiedzieli, jak sobie radzić z takimi sąsiadami, ale też ta wizja lokalna ma znaczenie dla moich spraw osobistych. Dowiedziałam się, że Barbara rozpowiada, że w tamtym okresie Roman mieszkał u mnie i że moje opowieści o głośnych sąsiadach pochodzą z moich urojeń. Wizja lokalna Policji temu przeczy, policjanci żadnego faceta u mnie nie widzieli, specjalne im na to zwróciłam uwagę. Tak samo słowom schizofreniczki przeczy historia moich sąsiadów, którzy mają swoją teczkę na Policji i wobec których wyciągnięto konsekwencje.

Policja dokładnie widziała, że mieszkam sama i że sąsiedzi są głośni. Same słowa wariatki Barbary nie wystarczą, żeby mnie do związku z Romanem zmusić, a wszystkie osoby, które zostały przez nią na tyle uwiedzione, że mi nie wierzą, stały się moimi osobistymi wrogami w fandomie. Ani Barbara „nas” (czyli niby mnie z Romanem) u mnie nie odwiedzała, ani nikt z tej schizofrenicznej rodziny nie był na „naszym ślubie”.

Wypraszam sobie takie opowieści o mnie.

Podejrzewam, że wiecie, o kim – jako moim osobistym wrogu w fandomie – mówię.

Nikt

Schizofreniczka Barbara to jest w fandomie nikt. Nie zna nikogo, ale jednak podaje się za kogoś, kto zna wszystkich. Nie byłoby problemu, gdyby kończyło się na przechwałkach tej pani, kogo to nie zna. Niestety udaje też osobę, której wszyscy się zwierzają i ma śmiałość przemawiać w imieniu tych ludzi. Okłamuje swoje otoczenie oraz prowadzi swoje schizofreniczne intrygi w celu łączenia oraz rozłączania różnych par. A wszystko, co robi i mówi, bazuje wyłącznie na jej urojeniach, bo nie zna nikogo.

Naprawdę ani ja, ani Piotr z nią nie rozmawialiśmy. Piotr przed nią zawsze uciekał. Wyszła z niej klasyczna schizofreniczka, bo jej psychoza wybiła pod niebo na widok zwitku pieniędzy, który Piotr mi wsadził jako swojej narzeczonej do kieszeni. Jest to babsko, którego nie cierpię i przed którym uciekam.

Niestety głupie romansiary nie chcą przyjąć do wiadomości, kim w rzeczywistości jest Barbara, tylko śnią swoje sny o dzianych facetach, bo wystarczą im zapewnienia schizofreniczki, aby już uważać się za żony czy narzeczone różnych panów. Barbara w ramach swoich urojeń rozdaje też pierścionki „zaręczając” ludzi bez ich wiedzy. Takie postępowanie jest całkiem zwykłe dla schizofreników, którzy w takiej sytuacji mogą posługiwać się tanimi blaszanymi pierścionkami jako „dowodami” na prawdziwość swoich urojeń.

WIem to z najlepszych źródeł, rozmawiałam na przykład z ojcem Piotra po jego śmierci na ten temat i wiem, że Piotr się z pewną Anną nigdy nie zaręczał. Ojciec Piotra został napadnięty w czasie konwentu, bo gang schizofreniczek zaczął się domagać spadku dla pewnej Anny, która miała być niby wielką miłością jego syna. A przynajmniej tak było według urojeń Barbary.

Tata Piotra jest kolejną osobą, która w końcu przyznała mi rację, że konwenty Avangardy są szkodliwe dla zdrowia psychicznego z powodu krewnych Barbary. Ten człowiek po zaszczuciu przez nich musiał korzystać z pomocy psychologa. I jak zwykle dzieje się w przypadku zaszczucia, nie jest w stanie o tym opowiadać. Wstrząs i trauma są zbyt duże, żeby się bronić skutecznie. Ofiary schizofreników z reguły milczą i cierpią.

Anna mi powiedziała, że w ogóle nie wiedziała, co się dzieje i że nie chce ponosić odpowiedzialności za urojenia Barbary. Jeśli mnie kiedyś atakowała, to dlatego, że nie rozumiała, co się dzieje. Barbara i jej krewni sterroryzowali ją, gdy jeszcze była dzieckiem i potem cały czas kontrolowali, utrzymując w stanie zależności. Anna już się wyleczyła z tego, jak usłyszałam.

Przed Barbarą należy ostrzegać. Nie może więcej niszczyć żadnych par czy szczuć idiotów na pożądnych ludzi. A wariatki z jej rodziny nie dostaną ani grosza, nie ważne ile osób zaszczują z wynikiem śmiertelnym, czy doprowadzą do kolejnych wypadków. Te lafiryndy nie są żadnymi moimi „córkami” czy „wnusiami”. Nie ma pomiędzy nami żadnego pokrewieństwa. Dlatego też proszę mnie z nimi nie łączyć. Trzeba im zawsze powtarzać, że nie ma ich w moim testamencie, ani nie ma żadnych automatycznych przelewów, które ruszą z konta po mojej śmierci. Bo takie są typowe urojenia morderczych schizofreników.

To są dla mnie obce osoby.

Jeśli o mnie chodzi, to cały fandom może być ich. Niech się dalej pysznią i schizofrenicznie przechwalają, kim to niby nie są. Ale ja tego nigdy nie potwierdzę.

Mogę się najwyżej nabijać z ludzi, którzy im wierzą.

Dzwonek

Mój schizofreniczny wielbiciel utrzymuje przed swoimi znajomymi idealną fikcje według, której się ze mną „pogodził” i u mnie mieszka. A w każdym razie tak podejrzewam, bo w nocy, gdy zmiany kończą się w sklepach typu Biedronka lub Żabka, regularnie budzi mnie znowu dzwonienie do drzwi. Jak rozumiem, znowu zaostrzyła mu się psychoza i myśli, że u mnie mieszka.

Na całe szczęście sypiam ze stoperami w uszach, więc się za bardzo nie przejmuję. Nie mam już też psa, więc nie budzi całego bloku szczekaniem, ale dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy jeszcze żyła moja mama, całkowicie to olewam. Sąsiedzi są ostrzeżeni, że jest to niebezpieczny wariat, zresztą też go zgłaszali Policji, więc oni też się nim nie przejmują. Wariat woli – jak mi kiedyś powiedział – popołudniowe zmiany, bo „rano się modli”, więc mam nadzieję, że w dzień mnie nie będzie nachodził.

Na całe szczęście rano nie ma po nim już śladu. Ale gdy byłam studentką, często napotykałam tego wariata skulonego koło drzwi, ale cóż można było zrobić, po prostu go mijałam. Jego równie chory psychicznie ojciec napadł na mnie psikając mi sterydem do oczu, ale na całe szczęście udało się w większości uchronić wzrok, bo się zasłoniłam. Moja mama lata temu, nie miała tyle szczęścia, gdy została tak zaatakowana na ulicy. To nie jest prawdą, że to bydle jest w stanie „przepowiedzieć przyszłość” – po prostu wywołuje u różnych ludzi ślepotę, którą przepowiada, specjalnie. Ja też byłam tym szantażowana, tak samo jak tym, że zabije moich przyjaciół. I owszem dwójka z nich (a także John) została tak potraktowana, że popełnili samobójstwo.

Bardzo źle się stało, że cała masa osób, w tym psychiatrzy, postanowiło podtrzymywać jego urojenia. Psychiatrzy to debile, przepraszam że pisze o tym tak całkowicie bez ogródek, ale ludzie powinni pamiętać, że diagnozuje psycholog kliniczny, bo psychiatrzy sami z siebie nie potrafią zorientować się, kto jest kim. Rozmawiałam o tym z ojcem Michała i naprawdę nie zna listy typowych zagrań oraz urojeń schizofreników. Jest to osoba, która – tak samo jak inni lekarze – bez problemu daje się wciągnąć schizofrenikom czy ich enablerom w urojenia. W pracy ma przy sobie psychologa i robi dokładnie to, co chce psycholog, więc nie popełnia błędów w diagnozie. W życiu osobistym okazał się być kimś równie bezradnym, jak dziecko we mgle i kupił wszystkie pseudo-diagnozy wariatów. Którzy – jak wiedzą psycholodzy kliniczni – z reguły oskarżają swoje ofiary o psychozy, bo te nie chcą potwierdzić ich urojeń, a potem dążą do tego, aby świat realny zgodził się z ich urojeniami. Nie wolno im na to pozwalać.

Ale bardzo szybko się Profesorowi polepszyło, gdy zobaczył moje dokumenty, w tym też wypis ocen ze wszystkich kierunków, jakie studiowałam. Bardzo się zdziwił. Najbardziej tym, że nie jestem z Gdańska, bo schizofreniczna wersja mojej biografii głosi, że urodziłam się we wsi pod Gdańskiem, a moi rodzice – krewni rodziców Romana – mieli tak młodo zginąć, że po adopcji to Barbara i Ryszard mieli zostać moimi rodzicami chrzestnymi.

Tak więc musze dokładnie powiedzieć jedno. Jest tylko jedna Małgorzata Wieczorek i pochodzi z Warszawy. Przybrana córka Barbary i Ryszarda, która miałaby się z Romanem wychowywać i w nim zakochać, jest bytem całkowicie urojonym przez tę cholerną rodzinę schizofreników. Istnieje tylko ta osoba znana z internetu, która nie chce mieć nic z nimi wspólnego, bo zniszczyli jej oraz jej znajomym i ukochanym życie.

I wcale nie wyjechałam do Stanów, chociaż bardzo chciałam uciec przed tą rodziną schizofreników, bo zakatowali mnie psychicznie, aż do wystąpienia amnezji i wywołania u mnie sztucznej osobowości, jak to lubią robić schizofrenicy wmawiający swoim ofiarom chorobę psychiczną i że tylko oni znają prawdę, więc tylko ich trzeba słuchać.

Mam dosyć, bo ta procedura została na mnie wykonana już kilkakrotnie, zawsze po tym gdy moi prawdziwi przyjaciele stawiali mnie na nogi i walczyli z moją amnezją. Naprawdę wszyscy zamieszani w nękanie mnie enablerowie powinni już dawno mieć ostrzeżenia z Policji czy też rozmowy wyjaśniające. Ale tego niestety też zabrakło. Zabrakło tez usunięcia ze środka jeziora drzewa ściętego przez dwójkę chorych psychicznie ludzi, którzy tą zastawioną pułapką mi się pochwalili. Takie drzewo w wodzie to recepta na wypadek wprost z podręcznika, który z reguły jest śmiertelny. Naprawdę trzeba się przyjrzeć pracy Policji, bo zawodzi regularnie wszystkie osoby, które są nękane przez Opus Dei czy innych wariatów.

Moje dokumenty, mam nadzieję, mówią wszystko. Nie jestem tą osobą z urojeń Romana, chociaż to do mnie się regularnie dobija i o mnie puszcza te wszystkie kłamstwa.

Przepis na katastrofę

Jak już gdzieś wspomniałam, Kościół Rzymsko-Katolicki wśród swoich wszystkich dziwnych dokumentów ma także instrukcję dla katechetów, z której istnienia wiele osób nie zdaje sobie sprawy, za to aż zbyt wiele dzieci i dorosłych padło ofiarą jej funkcjonowania. I jak usłyszałam od pewnego zawodowego katolika, nikt się z niej nie wycofa.

Instrukcja głosi, że w razie zagrożenia ateizmem, a ateizm podobno grozi każdemu dziecku, które nauczone jest myśleć samodzielnie i podważa autorytet katechety, ów katecheta ma obowiązek wprowadzić program naprawczy. Jednym słowem, nie wolno w niczym poprawiać katechety, ani mówić, że rodzice nauczyli czegoś innego. Ja w takiej sytuacji usłyszałam, że to katecheta wychowuje dzieci, a nie rodzice. Nikt się podobnej akcji nie spodziewał, mnie zatkało, bo buta, tępota i poczucie bezkarności, aż biły z tej zakonnicy, która podobno należy do wyznania, które wedle przechwałek kieruje się miłością, a jego funkcjonariusze mają traktować ludzi z pokorą.

W momencie, kiedy katecheta poczuje się urażony w swoim autorytecie, zgłasza się do najbardziej szanowanej osoby w parafii i prosi o „opiekę” nad dzieckiem. W moim przypadku byli to schizofrenicy, którzy od razu zaczęli katechetce „uzupełniać” swoimi urojeniami „wiedzę” o mnie i mojej rodzinie. Oprócz grożącego mi ateizmu, rozpoznali u mnie – a raczej ta zakonnica, bo na nią zawsze się powoływali – „zagrożenie prostytucją”.

Żaden katecheta nie był uczony rozpoznawania demoralizacji u kogokolwiek. Profilerzy i psychoterapeuci za to są uczeni oceniania ludzkich charakterów w czasie rozmowy oraz rozpoznawania demoralizacji. I wiem, jakimi wytycznymi oni się kierują i wiem, że takie bezzasadne wpierdalanie się w różne rodziny, zastępowanie organów państwowych oraz pomówienia ludzi, którzy są ideałami, świadczą o demoralizacji. I to ze strony Kościoła i narzuconych mi „opiekunów”.

Najzabawniejsze jest w tym momencie, że profilerzy nie mają najmniejszej wątpliwości, że wokół Kościoła Rzymsko-Katolickiego z reguły gromadzą się najgłupsze jednostki, osoby chore psychicznie, a także przestępcy. Jest to logiczne, ponieważ z reguły przestępcy są najgłupsi, ale też najbardziej zabobonni, więc zrobią wszystko, żeby sobie zaskarbić przychylność Nieba. Dodatkowo wielu przestępów to wręcz schizofrenicy, któ mają problem z utrzymaniem pracy (lub w ogóle samą pracą) a za coś muszą żyć. Schizofrenicy są też zawodowymi oszustami. W tym momencie proszę się nie dziwić, że najmądrzejsze rodziny są – zdaniem katechetów legalnie – niszczone przez Kościół, który nie chce oddać ani odrobimy swojej władzy nad społeczeństwem.

Aż nie chce mi się wyliczać wszystkich przestępstw, jakie Kościół popełnił wobec mnie oraz moich bliskich oraz przyjaciół. Prokuratura nie zainteresowałaby się, gdyby nie fakt, że jestem też po przodkach obywatelką innych państw i ambasady bardzo głośno zaczęły warczeć, bo udało się je poinformować, co się dzieje. W innym przypadku takie sprawy zaszczucia, jak ja zostałam zaszczuta, nawet nie trafiają do prokuratury. I Policja ma w dupie, że ktoś jest całkowicie nielegalnie całe życie zaszczuwany przez wariatów oraz kler. Różne rzeczy powinny dziać się z automatu (czyli z urzędu), bo ofiara traci pamięć i nie jest w stanie się skutecznie bronić przed wariatami oraz ich enablerami. Ale z reguły Policja ze spokojem obserwuje, jak kolejne osoby są niszczone, aż się zabiją, bo uniemożliwia im się życie, tak złe warunki zapewnia obowiązujące w Polsce prawo i tumiwisizm policjantów, ktorzy nawet nie robią tego, co już jest w ich obowiązkach zgodnie z obowiązującym prawem.

Wymienianie przestępstw, jakie wobec mnie popełniono, można zacząć od pomówień, nielegalnego zaręczenia z wariatem, który mnie nęka do tej pory. Podobno to taka praktyka znajdywania takiemu dziecku jak ja jakiegoś schizofrenicznego narzeczonego lub narzeczonej jest całkowicie znormalizowaną praktyką Kościele. Chodzi o to, aby dopilnować, że ateiści oraz ludzie niepewni ideologicznie się nie rozmnożyli. Osoba Romana miała zagwarantować, że nie tylko będę będę się modlić, ale też moje ewentualne dzieci będą wychowane w „odpowiedni” sposób. Moja katechetka posunęła się też do zapewnień, że Kościół upewni się, że jeśli odrzucę Romana, to nie uda się z nikim innym związać i nie będę mieć żadnych dzieci. Nabijała się ze mnie wprost, no bawiło ją moje przerażenie, że chce mnie wbrew mojej woli związać z takim tępym i chorym bydlakiem. Ta zakonnica nie wie, że będę się mścić do końca świata, do ostatniego oddechu. Ale się nigdy nie dam się rzucić na kolana i nie zaakceptuję warunków Romana.

Dalej mogę ciągnąć oskarżenie Kościoła, dodając rozpowszechniane kłamstwa na mój temat, próby wyrzucenia mnie z pracy oraz zastraszanie, które przyjęło poziom kryminalny. Celowe wywoływanie syndromu sztokholmskiego i nieliczenie się z moją wolą, to kolejne elementy tej układanki. Trafiły mnie też nielegalne egzorcyzmy, bo mój oficjalny „opiekun” z Kościoła się na nie zgodził. Przy czym nikt nie ma prawa mnie ubezwłasnowolnić poza salą sądową. No, ale Kościół widocznie uważa inaczej.

Pewien znajomy zawodowy katolik – który mi wcześniej powiedział, że „działa w imieniu Kościoła” – twierdzi, że nie wiedział, co to znaczy, że moi „opiekunowie z Kościoła” są chorzy psychicznie, ale śmiem w to wątpić. W najlepszym wypadku go to nie obchodziło, bo kontakty z tymi ludźmi zawsze były korzystne dla jego kariery. I zawsze gdy mu się tłumaczyło, jaka jest prawda, to wbrew prośbom zawiadamiał ludzi, którzy kontynuowali niszczenie mnie i o których już było wiadomo, że są niebezpiecznymi schizofrenikami. Może ściemniać, że nie wiedział, jak bardzo są chorzy, ale prawda jest taka, że w rozmowie ze mną wygadał się, że wie, że trzeba z nimi „specjalnie postępować” i że „mnie tego nauczy”. A zasada w kryminologii jest jedna – to zdrowi psychicznie zawsze wykorzystują chorych i bardzo proszę się tym kierować przy ocenie postępowania Kościoła.

Ryszard i Barbara twierdzą, że są nie tylko moimi „opiekunami z Kościoła”, ale zaczęli też cierpieć na ciężką psychozę na moim (i moich bliskich) tle i wedle ich urojeń są nie tylko moimi krewnymi, ale też adoptowali mnie, gdy moi rodzice zmarli, kiedy byłam jeszcze niemowlęciem. To oni podobno mieli mnie trzymać do chrztu. Jest to bardzo zabawne i przerażające, bo oboje moi rodzice chrzestni, czyli Anna i Waldemar jeszcze żyją. Przy czym schizofrenicy twierdzą, że chrzcili mnie w Gdańsku, co akurat łatwiej od imion rodziców chrzestnych zweryfikować. Jak najbardziej parafia z mojego potwierdzenia apostazji jest warszawska. Nie urodziłam się też w żadnej wsi pod Gdańskiem.

Gdyby oboje moim prześladowcy nie mieli uprzywilejowanej pozycji w Kościele, to już dawno udałoby się ich namówić na leczenie. Kolejnym problemem jest, że Kościół Rzymsko-Katolicki, gdy tylko gdzieś zidentyfikuje schizofreników, to robi sobie z nich świętych i zaczyna razem ze schizofrenikami zaszczuwać ich ofiary.

Jedyne co może zrobić uczciwy człowiek w tym momencie, to ruszyć na wojnę z zabobonem i Kościołem. Kościół nie zrezygnuje ze swojego kultu świętych schizofreników, bo potrzebują takich ludzi. Nie tylko do robienia szopki z kolejnych beatyfikacji kanonizacji, ale też są potrzebi do takich akcji, jakie spotkały mnie oraz mojego tatę we Francji. Jak wszyscy wiemy, księża i zakonnice muszą – samo to usłyszałam – dbać o swój autorytet. Więc wierni powinni bać się tego, że gdy podpadną, to za księdza lub zakonnicę zemści się nasłany schizofrenik, którego już się nie da zatrzymać, bo kieruje się obsesyjną chęcią wzbogacenia.

Za wiele już osób zostało tak potraktowanych przez Kościół. Istnienie tej instrukcji to skandal taki, że brakuje mi słów. Mam nadzieję, że do odpowiednich ludzi trafi moja opinia o takim postępowaniu. Bo jest haniebne i prowadzi do łamania praw człowieka, ale to może jakiś prawnik już na sali ludziom Kościoła to wytłumaczy.

Poza salą sądową nie chcę nikogo z Kościoła oglądać.

Żeby rozmawiać z jakimkolwiek księdzem czy zakonnicą musiałabym się wcześniej dowiedzieć, że zrezygnowali z kultu „świętych” schizofreników, do których mówi Bóg, i wycofali krańcowo nielegalną instrukcję dla katechetów. Współistnienie tych elementów sprawia, że mamy przepis na idealnie powtarzalną tragiczną katastrofę, która kosztuje rocznie wiele ludzkich żyć, zaszczutych za „ateizm” albo „prostytucję”.

Dla zarysowania dokładniejszego kontekstu dodam, że zdaniem Romana noszenie szortów w upał, to dowód na moją „demoralizację” oraz prostytucję. Nawet stożkowe kadzidełka zdaniem tej rodziny służą do „kurwienia się”. Nie mówiąc, o krótkich letnich sukienkach bez ramion czy pleców. Bo one też używane są w zawodzie prostytutki podobno. Tak, nie przesłyszeliście się, letnie bawełniane sukienki bez rękawów są czymś, co zdaniem moim „opiekunów z Kościoła” używa się wyłącznie w burdelu.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałabym się przegrzewać, lub wyglądać gorzej niż mogę w czasie jakiejś gali. Nie obchodzi mnie zdanie Opus Dei, bo nigdy nie chciałam zostać zakonnicą. A moja mam nigdy nie była prostytutką, co dalej ci wariaci rozpowiadają.

Przy okazji – właściciel firmy odzieżowej to nie jest krawiec. Więc zamknijcie mordy, kurwy, bo nie pozwolę tak o pewnej ważnej dla mnie osobie mówić.

Romansiary

Jest pewien gatunek kobiet, nad którymi mogę tylko załamać ręce, bo nijak nie można się z nimi dogadać, tak bardzo bazują na płytkich emocjach wywoływanych przez (nie)odpowiednie kody kulturowe. Przy czym najczęściej te panie są narcyzami i tylko z rozbawieniem można obserwować ich działania, które przepełnia przekonanie, że są obiektem dozgonnej miłości.

A na czym bazuje to przekonanie o dozgonnej miłości jakiegoś dzianego faceta? W znanych mi przypadkach na bełkocie schizofreniczki, która od lat intryguje, łącząc i rozdzielając pary zgodnie ze swoimi urojeniami. Sama usłyszałam, że pan X jest dla pani Y, bo tak „chce Barbara”, więc „mam się odczepić”. No cóż, próbowałam uciec do Stanów i to dwa razy, ale to też mi zablokowano i zakatowano mnie psychicznie, aż do wystąpienia amnezji. Gdym uciekła do Stanów, to nie byłoby problemu, że „się czepiam”, bo bym była z kimś zupełnie innym. Nie odpowiadam też za to, z kim mnie „shippuje” środowisko fantastów. Piotr był też wbrew własnym chęciom łączony z różnymi paniami. A z Agą ożenił się, bo – jak mi powiedział – stracił nadzieję.

Powiedzmy sobie szczerze, romansiary, których uczuciami można tak łatwo manipulować, nie zastanawiają się, że w zasadzie kierują się niesprawdzonymi plotkami, które pochodzą z ust wariatki. Nakręcają się maksymalnie na temat faceta, z którym nawet nie zamieniły ani jednego słowa. Ja byłam inaczej wychowywana. Wiem, że muszę zawsze poznać danego gościa, przekonać się kim jest, żeby zacząć się zakochiwać. I nawet pójście do łóżka nie oznacza dla mnie dozgonnej miłości, bo znam różnicę między przywiązaniem, a pożądaniem. Pożądać można nic wartego sprzątacza. To nie jest człowiek, z którym należy wiązać większe nadzieje na stały związek, nawet jeśli człowiek da się po pijaku (bo inaczej nie przypuszczam, żeby to było możliwe) uwieść. Przy czym – wracając do prześladującego mnie schizofrenika – magazynier Roman nigdy dla mnie nie był atrakcyjny. Naprawdę nie jest kuzynem Piotra, czy też innym synem multimilionera czy dziedzicem LPP. Ale przede wszystkim jest bezdennie głupi i chory psychicznie. Naprawdę nie mam nic wspólnego z facetem, który oczekuje, że powinnam się modlić kilka godzin dziennie.

Niestety romansiary kierują się prostymi odruchami wytrenowanymi na licznych romansach. Wystarczy im powiedzieć, że jakiś facet w kimś się kocha i już rzucają się na babkę taką jak ja, żeby niszczyć ją za to, że nie chce być z takim „cudownym” zakochanym facetem. A prawda jest taka, że facet nie jest wcale taki cudowny, bo jest tępym imbecylem schizofrenikiem, który jest jeszcze większym potworem niż ten pokazany w filmie Pomoc domowa. Nigdy z nim nie byłam, jestem wściekła, że w środowisku fanów i pisarzy sf-f uchodził on za mojego „męża”.

Bardzo długo rozmawiałam z Romanem, żeby wyrobić sobie o nim zdanie i przypomnieć sobie wcześniejsze spotkania, więc nie mam wątpliwości, kim jest. Do tego szkolono mnie w ocenianiu, a także w diagnozowaniu ludzi podczas rozmowy, więc się nie mylę. Przy czym odsłonił się przede mną tak bardzo, że bardziej się nie da. To ofiara zawsze najlepiej diagnozuje schizofrenika.

Z drugiej strony romansiary, które wlatują w mentalny związek z mężczyzną, który nawet o nich nie wie, bo usłyszały kilka słów od wariatów, nie zastanawiają się, z kim w ogóle chcą się związać. Wystarczy, że jest bogaty i jest szlachcicem. Nic o nim więcej nie wiedzą i nie chcą wiedzieć. Bo uważają, że jest to niepotrzebne.

Na czymś takim, bez jakiejkolwiek wspólnoty zainteresowań, nie da się zbudować związku. Prawdziwe życie nie wygląda jak w romansach, a nawet w nich obie strony rozmawiają ze sobą, mają jakieś interakcje, pokonują przeszkody, aby być razem. Nie łączą ich żadne schizofreniczki, czy inni pośrednicy. Współczesne pary to nie są jakieś małżeństwa dynastyczne, żeby wysyłać posłów oraz okazywać konterfekty.

Romansiara może nawet nie wiedzieć, jak wygląda dany facet, a już jest gotowa za niego wyjść, bo usłyszała kilka słów z niepewnego źródła.

Wiem, że ja i moi znajomi będziemy czekać na dalszy rozwój sytuacji. Popcorn już się grzeje.