Bo ja z nimi rozmawiałem…

Jedną z rzeczy, którą muszę wykpić, jest podejście różnych idiotów, którym wydaje się, że potrafią rozpoznać na pierwszy rzut oka osoby chore psychicznie. Mam złe wiadomości, schizofrenika bardzo trudno się diagnozuje, bo świetnie kryje się ze swoimi urojeniami. Tak naprawdę diagnozuje takiego zjeba tylko jego ofiara, bo przed nią odsłania się z urojeniami i wobec niej ma jakieś żądania. Do kompletu schizofrenik z reguły oskarża swoje ofiary o chorobę psychiczną i biegnie przymilać do wszystkich decyzyjnych osób, oplatając swoją ofiarę gęstwą kłamstw i urojeń, których otoczenie nie jest w stanie rozpoznać.

Nawet mój tata, który uciekł z Francji przed prześladująca go schizofreniczką, nie do końca potrafił się zorientować, bo byłam już zbyt zakatowana i nie byłam w stanie opowiadać, co mnie spotyka, że moje koleżanki z podstawówki oraz kolega to schizofrenicy. A atakowali mnie prawie za wszytko i praktycznie wszystko z mojego życia miało świadczyć o mojej chorobie psychicznej. Moje pływanie miało być urojone. Tak samo występ z trenerem w telewizji. W zasadzie wszystko, co robię, ci schizofrenicy przypisują sobie i twierdzą, że jeśli ja o tym mówię, to zdradzam się z urojeniami.

Mój tata czmychnął z Francji przed takimi ludźmi, mnie się nie udało. Nie dałam rady. Ale marzę o tym, żeby jak najszybciej uciec z Polski i zamieszkać w miejscu, które nawet nie słyszało o polskim fandomie fantastycznym i nigdy nie poznało przerażających schizofrenicznych potworów, z którymi chodziłam do podstawówki.

Mój tata wycierpiał mniej niż ja. Tylko jedna jego ukochana została zamordowana przez schizofreniczkę. Ja doliczyłam się trzech takich osób plus kilkoro przyjaciół. Mam za sobą więcej niż jedną próbę samobójczą. Przeszłam takie pranie mózgu, traumy oraz syndrom sztokholmski, że w porównaniu ze mną mój tata został potraktowany raczej ulgowo i prawie nie cierpiał, bo udało mu się uciec przed pierdolniętą schizofreniczną kurwą, która opowiadała, że jest jego żoną.

Nie chcę oglądać osób, które kiedykolwiek rozmawiały z Romanem, czy jego równie chorą psychicznie rodziną. Nie ma sensu przebywać w kraju, w którym w każdej chwili natykam się na kogoś urobionego przez Romana i jego siostry czy też ich enablerów. Ludzie, którzy mnie jednak trochę lubią, próbowali mnie jakiś czas temu podnieść na duchu, obiecując, że bez względu co się stanie i ile czasu będę wychodzić z traumy i odzyskiwać pamięć, to doprowadzą do tego, że będę mieć swoje genetyczne dzieci z pomocą zastępczej matki. Ale szczerze mówiąc, mam to w dupie. Jestem za stara, żeby się martwić o wychowanie dzieci w świecie, w którym schizofrenicy swobodnie zaszczuwają kolejne pokolenia. Obawiam się, że moje dzieci jeszcze bardziej by cierpiały, bo przyrost cierpienia spowodowanego przez schizofreników oraz ich działania wygląda na wykładniczy. Ogarnął mnie antynatalizm, bo nikt nic z tymi schizofrenikami nie robi, wszyscy za to oczekiwali, że ja ich namówię na leczenie. Takie nieprofesjonalne działanie spowodowało, że się na mnie rzucili już ze wszystkim, co się dało i złośliwie zastosowali swoją urojoną pseudo-terapię, która spowodowała zaplanowany przez nich na dziesięć lat syndrom sztokholmski. Durnota różnych osób, które nadal uważają kurwę Annę, czy Ryszarda za wybitnych „psychoterapeutów” spowodowała śmierć moich nadziei na jakiekolwiek szczęście w życiu. Pozostaje mi tylko walka o jak najlepszą formę fizyczną, żebym podołała trudom walki sądowej o sprawiedliwość. Bo sama nie będę jej wymierzać. A mam dosyć już pomówień różnych warchlaków i plagiatorek z fandomu, więc będę musiała coś z tym zrobić.

Uważam, że żal jest mojej linii genetycznej – która wcale nie jest obarczona schizofrenią, chyba że mówimy o prześladujących mnie schizofrenikach – ale nie zamierzam skazywać nikogo na cierpienie, powołując na ten zły świat, bo ten schizofreniczny gang się ode mnie nie odczepi. Biorąc pod uwagę, co spotkało mojego tatę, mnie i moje siostrzenice oraz siostrzeńca, źle to rokuje dla jakiegoś mojego hipotetycznego potomka. Pozostanie już mi tylko żal i smutek, bo wiem, co mnie ominęło. Karmienie tych schizofreników to coś, co mógł zrobić tylko mój największy wróg.

W Stanach czy Norwegii miałabym dzieci, w Polsce – nawet gdyby nie było za późno – nie chcę. Polska jest tępą maciorą, która zamordowała swoje najlepsze dzieci, i promuje bezmyślnych oraz pozbawionych talentu schizofreników i robi to kosztem zdrowych, uczciwych ludzi.

Mam nadzieję, że wyraziłam się na tyle dosadnie oraz tak dokładnie przedstawiłam swoje racje, że już nie będę musiała oglądać ani Andrzeja, ani schizofrenicznych kurew z mojej podstawówki, włącznie z Romanem.

Zniszczyliście mi wszystko, debile. Nie istniejecie dla mnie.

Sztokholm

W pewnym momencie, gdy byłam jeszcze na początku studiów, Bret zabrał mnie do Sztokholmu. Wiedział, że rozstałam się z Michałem, bo ten zgwałcił, więc traktował mnie jak kogoś bardzo kruchego. Mężczyźni w takie sytuacji wiedzą, że powinni czekać z seksem i byłam za to wdzięczna. Ze swojej strony Bret przeszedł tyle zawodów miłosnych, że też nie chciał niczego zepsuć. Coraz bardziej byłam w nim zakochana.

Jak już napisałam, rozstałam się z Michałem po gwałcie. Moja ginekolog zrobiła obdukcję i dokładnie opisała obrażenia. Pokazałam ten dokument matce Michała, żeby wiedziała, co zrobił jej synalek i co spowodowało rozstanie. Nie oskarżyłam Michała formalnie, chociaż uratowałoby mi to życie, bo wiele kłamstw schizofreników wyszłoby wtedy na jaw. Niestety widziałam u Michała objawy wskazujące, że przeszedł pranie mózgu i działa pod wpływem syndromu sztokholmskiego, więc wolałam go oszczędzić. Tak go załatwił gang schizofreników z mojej podstawówki, który mianował się jedynymi ludźmi, którzy mnie znają i ze mną rozmawiają. Zaprzyjaźnili się z rodziną Michała, gdy jeszcze był dzieckiem. Rzeczy, które mówią na mój temat, to gówno prawda – ani mnie nie znają, ani ze mną nie rozmawiają, bo nie zwierzam się im, ani nie są moimi krewnymi. Od dziecka ich nienawidzę i wiem, że powinni się leczyć. Przykre to, że opanowali fandom i udało im się nastawić wiele osób przeciwko mnie oraz mojemu tacie. Który – przypominam – nie był pedofilem, ani gwałcicielem – tylko był przez schizofreniczkę z mojej podstawówki niewinnie oskarżony. Tata na całe szczęście był w czasie krytycznego weekendu na zagranicznym konwencie.

Nawet przez chwilę nie byłam z Romanem, jest to durny schizofrenik, który mnie zamęczył swoimi urojeniami już w dzieciństwie. Zniszczył mi po kolei wszystkie moje związki. Przez niego nie mam nic. Nie mam kariery filmowej, producenckiej, muzycznej, czy telewizyjnej. Zniszczył mnie razem ze swoimi siostrami oraz wujkiem Ryszardem jako sportowca. Jak to mi zapowiedział, nie wolno mi odnosić żadnych sukcesów w życiu, więc wszystko mi sabotują. Zamiast wspierania mnie, czy jakiegokolwiek przyjaznego zachowania, oczekiwał, że podzielę się z nim oraz jego siostrami majątkiem, czy wręcz im – i wyłącznie im – przypiszę swoje dokonania, które polegały na konceptualnym wkładzie w różne polskie i zachodnie – nazwijmy to tak – produkcje.

Niedoczekanie. Roman i jego siostry to typowe schizofreniczne kurwy, które przypisują sobie różne rzeczy bez jakichkolwiek podstaw. Roman nigdy nie był bohaterem mojego romansu i nigdy nie byliśmy parą. Propozycje Andrzeja, że mnie razem z nim przenocuje w Łodzi są tak obrzydliwe i obraźliwe, że utrzymuję swój bojkot jego osoby, który rozpoczęłam na początku lat dziewięćdziesiątych. Jeśli kiedykolwiek z Andrzejem rozmawiałam, to tylko dlatego, że zapomniałam w czym wziął kutas udział i jak bardzo mnie zniszczył mnie i Breta jako parę. Niestety jest osobą, która swoją głupotą doprowadziła u mnie do amnezji oraz próby samobójczej już na studiach, ale opamiętałam się i postanowiłam żyć bez miłości, więc udało mi się wszystko zwrócić z żołądka. Dla pewności poszłam do pobliskiego szpitala. Przez jakiś czas byłam pod obserwacją na korytarzu szpitalnym, czy nie zacznę odpływać.

Andrzej pozwolił, żeby ten gang schizofreników w oczach fanów zrobił ze mnie i mojego ojca niebezpieczne oraz chore psychicznie osoby. Muszę na to zareagować i postawić sprawę jasno. To Andrzej jest niebezpiecznym i głupawym narcyzem, który – jak to bardzo często robią narcyzi – niszczy ludzie, którzy mu pomogli. Zniszczył mnie, a także Piotra, którego poprosiłam, żeby zatrudnił Andrzeja, gdy ten stracił pracę po śmierci żony.

Mam nadzieję, że nie będę musiała już nigdy w życiu Andrzeja oglądać. Będę rozmawiać już tylko z ofiarami tego gangu schizofreników, które przejrzały na oczy i już dawno mnie przeprosiły. Andrzej cały czas upiera, z tego co wiem, że mnie dla mojego własnego dobra złamie i zmusi do związku z Romanem.

I co ja mogę na coś takiego odpowiedzieć? Na pohybel skurwysynom!!!

Oprócz Michała schizofrenik Roman jest gwałcicielem, tak samo, jak jego ojciec-schizofrenik, a nie Bret. No, ale niestety schizofreników nie trzymają w więzieniu, więc tak bardzo niebezpieczna osoba wyszła na wolność, chociaż z prośbą o leczenie. Niech kurwy, które udają moje przyjaciółki, trzymają się już ode mnie zawsze z daleka. Nie chcę Andrzeja „poznawać” – co mi oferowały schizofreniczki. Znam go do dziecka i to aż za dobrze. Jak już napisałam, nie muszę go oglądać. Za to chętnie obejrzę serial sądowy z jego udziałem. Należy mu się za wszystko, co zrobił. Niech gang schizofreników dalej sobie „trzyma” (jak to określili) Andrzeja. Mogą go sobie zostawić.

Szkoda tylko, że różni durni ludzie wyrzucali Breta z konwentów, bo mogliśmy się parę razy zejść lub wyszłabym za jego kolegę. A tak całe życie cierpię i jestem sama. Najgorzej pytać o różne sprawy obcych ludzi, a nie najbardziej zaintersowanych. Takie kierowanie się plotami zawsze prowadzi do tego, że ofiary takich spisków spędzają lata na terapii, próbując sobie poradzić z traumą, która spowodowało takie bezprawne decydowanie z kim wolno się wiązać. Nikt nie ma za mnie prawa decydować, z kim mam być i z kim wolno mi utrzymywać kontakty. Mam nadzieję, że Andrzej sam zobaczy jak działa podobne odcięcie od ludzi, z którymi chciałoby porozmawiać. Ja z nim nie rozmawiam, inne osoby też nie powinny. Niech sobie rozmawia dalej tylko z Romanem, lub jego siostrami.

Szkoda tylko, że nie mogłam rozgłosić prawdy w Internecie, gdy byłam studentką, bo wtedy jeszcze nie było Internetu. Ale z dziką radością nadrabiam zaległości i zaczynam rozdzielać razy oraz informować fanów, co rzeczywiście zaszło w Sztokholmie i nie tylko.

Śmierć kurwom z Opus Dei!!!

Syndrom

Jedną z zasad, jaką kierują się psychoterapeuci, jest że każdy ma prawo do swojej własnej wersji. Wersje mogą się szczególnie różnić, jeśli w sprawę – jak w moim przypadku – zamieszani są schizofrenicy. Rozjeżdża się wtedy wszystko o sto osiemdziesiąt stopni.

Prześladujących mnie schizofreników poznałam w podstawce. Bardzo szybko stałam się jako mała pływaczka i osoba mało religijna (a bardzo zdolna oraz pochodząca z kosmopolitycznej rodziny) celem ataków i plotek. Schizofrenicy kierując się swoimi obsesjami bardzo szybko postanowili się mną zaopiekować i zaczęłam być nękana, bita, oprócz symulowanych zbiorowych gwałtów, które wykonywały na mnie dzieci z tej cholernej rodziny, dokonano na mnie gwałtu analnego oraz oralnego. Przy czym ten drugi był zbiorowy. Oba już opisałam wcześniej.

Zaopiekował się mną psycholog, który nie doceniał faktu, że zostałam zaatakowana przez rodzinę schizofreników. Problemem było też to, że schizofrenicy jednocześnie zaatakowali moją rodzinę, udając przyjaźń i zdobywając jeszcze więcej informacji o nas. Sprzedawali moim rodzicom kłamstwa na mój temat oraz swoje urojenia dotyczące mojego sposobu prowadzenia się. A mówimy o dziecku ośmioletnim. Znalazłam się wtedy w piekle, a mój tata został fałszywie oskarżony o pedofilię i gwałt na córce mojego gwałciciela. Jak już pisałam mój psychoterapeuta przypisał urojenia tej mojej koleżanki jej zazdrości. Nie było czego zazdrościć, ale do tej pory ta mała tępa dzida udaje mnie i nikt jej nie leczy.

Mój tata jej nie zgwałcił. Na całe szczęście był razem z Andrzejem oraz innymi starszymi fanami na konwencie za granicą. Cholerna schizofreniczna rodzina była diagnozowana wtedy, ale nie udało się jej nakłonić do leczenia. Archiwa Policji są pełne dokumentów na ich temat. Poprosiłam o sięgnięcie do nich, gdy dowiedziałam się, że pojawiły się plany, aby Ryszard czy też jego siostrzeniec zostali prominentnymi politykami, więc nie dostali clearingu. Biegli wiedzą na ich temat takie rzeczy, że nawet gdybym oszalała i zaczęła ich wychwalać pod niebiosa, nie dostaną pozytywnego clearingu. Ja taki clearing dostałam, gdy prowadziłam zajęcia z języka w jednych z Ministerstw. Zrezygnowałam z prowadzenia tych zajęć, bo przypętało mi się zapalenie płuc, a także prawdziwą traumą zareagowałam na pojawienie się przy mnie różnych osób z PiSu, którzy kręcili się po nieswoim resorcie. W życiu nie będę pracować dla PiSu. Reaguję alergią na nazwisko „Nowak”.

Ale wróćmy do lat siedemdziesiątych. Mała gnida z mojej podstawówki, która fałszywie oskarżyła mojego tatę, usłyszała ode mnie, że kłamie i powinna się leczyć, bo mój tata był wtedy w Londynie. Wypytała mnie o konwenty i ona sama oraz jej rodzina, jak to zawistni schizofrenicy, postanowili ruszyć do ataku i pojawili się w ruchu fanów. Nawet jeżeli mój tata ich widział, to nie miał świadomości, co wygadywali za jego plecami. Potem podczepiłam magnetofon do telefonu i nagrałam niektóre wypowiedzi mojej koleżanki z podstawówki i trochę mojemu tacie przeszedł zachwyt moimi przyjaciółkami. Zresztą sam przeżył ataki schizofreników we Francji i wiedział, że zrzucają maski tylko przy swojej ofierze.

Schizofrenicy z mojej podstawówki postanowili – jak to robią zwykle tacy wariaci – przechwycić wszystkich przyjaciół mojej rodziny z fandomu. Weszli do ruchu fanowskiego po mojej rodzinie, ale nie przeszkadza im to oskarżania mnie, że jestem kimś z zewnątrz i nie jestem pisarką. Rodzice Michała mieli pecha na tych ludzi natrafić i im uwierzyć. Michał rzucił na mnie nad Wisła bez odpowiedniego okresu randkowaniu, bo uwierzył schizofreniczkom, że jestem w nim zakochana. Było odwrotnie. Była w żałobie i rozbita, bo dowiedziałam się o śmierci Kruka, którego zabił norweski schizofrenik. Kruk odbił mnie Piotrowi i przyjeżdżał z Norwegii. Obiecał mi przez letefon w pewien wieczór halloweenowy, że jeśli prześladujący go schizofrenik – który już go dusił – zabije, to wstanie z grobu, żeby mnie bronić przed moimi schizofrenikami. Jest pierwowzorem postaci z filmu, która jest muzykiem i jako mszczący się duch nosi corpse paint.

Zostałam praktycznie zmuszona do związku z Michałem, chociaż go nie kochałam. Ale miał fajnych rodziców i fajną działkę, na której znajdowały się rośliny z cieplejszej strefy. W mrozu były docieplane matami. Było tam też bardzo duże oczko wodne. Ojciec Michała, psychiatra nie zorientował się, że czerpie wszystkie, ale to wszystkie informacje o mnie i mojej rodzinie z urojeń schizofreników, z którymi ani się nie przyjaźniłam, ani nigdy nie byli ze mną spokrewnieni.

Mój związek z Michałem zakończył gwałt, do którego doszło, bo uwierzył schizofrenikom, że tak się musi zachować „prawdziwy mężczyzna”, żeby rozkochać w sobie żonę. Był tak przekonany o swoim sukcesie, że zaczął przeć do małżeństwa, chociaż cały czas próbowałam go przekonać, że powinniśmy w zasadzie spróbować wspólnej terapii, bo bardzo źle jest między nami.

Rzuciłam Michała w trzy pędy, zabrałam kotkę, która również stała się nieszczęśliwa w mieszkaniu rodziców Michała i wróciłam do mamusi. Spotykałam się z innymi mężczyznami, z których Bret miał pecha być idiotą, który także chodził na sznurku schizofreników z mojej podstawówki, czyli słuchał się wariatów z Opus Dei. Ani Ryszard ani Barbara nigdy nie byli moimi rodzicami.

Rodzice Michała oraz on sam oprzytomnieli i w końcu zaczęli coś weryfikować, gdy już zniszczyli mi praktycznie wszystko, co można zniszczyć komuś w życiu. Ale bardzo dobrze, że się w końcu opamiętali.

Powtarzam, Renata nie jest Yennefer (w sensie przyjaźni z Andrzejem), a jej cioteczna siostra Anna (tylko przypadkiem moja prawdziwa siostra ma na imię Anna, ale nie ma między nimi żadnego związku) nie jest skrzywdzoną wokalistką Burzum, ani była Breta. Za to jest bardzo, tak samo jak jej siostra Renata) bardzo niebezpieczną schizofreniczką, która potrafi za sobą pociągnąć wiele osób swoimi szlochami. Niestety schizofrenicy uwodzą ludzi i nie ma w tej historii nic więcej. Nie ma żadnej winy mojej rodziny, ani mojej własnej. Wszyscy, ja, moja rodzona siostra, jej były mąż oraz ich dzieci ucierpieliśmy tak bardzo, że trudno znaleźć osoby, które bardziej jacyś schizofrenicy skrzywdzili. Oczywiście można się spierać, że moich zaszlachtowani na śmierć przyjaciele oraz ukochani ucierpieli bardziej, ale były chwile kiedy zazdrościłam im śmierci, bo są granice tego, jak bardzo może cierpieć człowiek i nie oszaleć. A syndrom sztokholmski jest czymś co wywołuje krańcowe psychiczne (i czasem też fizyczne) cierpienie. Każda osoba, która mówi o tym gangu schizofreników, dobrze staje się osobistym wrogiem i zaczynam tej osoby unikać. Jeśli trzeba będzie to w krańcowym cierpieniu istnienie takiej osoby wyprę.

Psycholodzy są bardzo delikatni, bo wiedzą, jak szkodliwy jest terror i jak groźny jest syndrom sztokholmski. Psychoterapeuci też wiedzą, jak bardzo różne potrafią być wersje różnych osób. To co dla mnie było brutalnym, niszczącym gwałtem, który zniszczył moje zaufanie do niego, dla Michała było czymś, co miało mnie w nim rozkochać i skończyć się pośpiesznym ślubem. Skończyło się bardzo brzydkim rozstaniem, bo jednak moja wersja miała największe znaczenie.

Żaden psychoterapeuta nie ma prawa narzucać swojej własnej wersji (w ogóle nie ma prawa mieć swojej wersji, bo musi stać po stronie pacjenta). W ogóle multum powodów, dlaczego ktoś ląduje w psychologa jest sytuacja, w której toksyczny chuj odmawia swojej ofierze posiadania własnych wydarzeń, własnej wersji czy przeżywania własnych uczuć. Bardzo źle, że ojciec Michała jako psychiatra postanowił polować na mnie i bez weryfikacji wmawiać mi wszystkie urojenia Renaty oraz Anny, czy innych osób z ich rodziny. Zrobił bardzo dużą krzywdę całemu fandomowi, a nie tylko mnie. Tak się kończy, gdy psychiatra próbuje diagnozować bez psychoterapeuty i niczego nie weryfikuje.

Dzięki różnym e-mailom udało mi się zgromadzić kontr-argumenty, więc ojciec Michała złapał się za głowę i zaczął odkręcać wszystko, co zrobił. Nie przypuszczał, że padł ofiarą gangu schizofreników, którzy wdarli się do fandomu w latach siedemdziesiątych, a potem ukradli nam wszystkie notesy z telefonami.

Bardzo szkoda, że dopiero wtedy zaczął coś weryfikować. Również szkoda, że pomimo tego, że on sam oraz wiele innych osób przejrzało na oczy, to ci groźni schizofrenicy znaleźli sobie jeszcze innych sprzymierzeńców. Dostali taką pomoc, że prawie mnie zabili. Przeżyłam to tak bardzo źle, że ani nie chcę oglądać fandomu, czy uczestniczyć w jakiś fandomowych spotkaniach, ani nie chcę oglądać żadnych anglistów. Jeśli się uda, to wyjeżdżam z Polski na zawsze i będę pracować w zupełnie innym zawodzie. Nawet jeśli zrobię to rok przed emeryturą, to wygram, bo wygrzebię się z syndromu sztokholmskiego i chociaż przez parę lat, które mi zostały, będę szczęśliwa.

Nie mam zamiaru też brać udziału w namawianiu tych ludzi do leczenia. Robiłam już to, mam dosyć. Niech się tym, kurwa, zajmą psychiatrzy oraz ludzie, którzy naprawdę utrzymują z nimi kontakty. Ja ich nie znam, nie wiem, gdzie mieszkają. Nie dzwonię do nich, ani ich nie odwiedzam. Wszystkie opowieści o tym są ursejnami oraz celowymi zmyśleniami.

Jeśli pytaliście tych schizofreników o mnie, to nadal nic o mojej sytuacji czy wydarzeniach z mojego życia nie wiecie. I możecie spierdalać na drzewo, jeśli o mnie chodzi. Dawno już nie jesteście moimi przyjaciółmi. Powinniście byli ze mną o wszystkim rozmawiać, bo rozmawia się z przyjaciółmi, a nie postronnymi schizofrenikami.

Dowody

Schizofrenicy oprócz rozpowiadania wszędzie doświadczanych urojeń i szczuciu otoczenia na swoje ofiary mają też brzydki zwyczaj tworzyć sobie pseudo „dowody”, które pokazują, żeby przekonać ludzi, że ich wersja „rzeczywistości” jest prawdziwa.

Był to powód dlaczego Anna, Renata I Roman okradali mnie regularnie. Oprócz kradzieży związanych z tym, że zawistne Gollumy dochodziły do wniosku, że coś im „ukradłam” i „odzyskiwały”, rzeczy, które wedle ich urojeń do nich należały,(1) Anna ze swoim gangiem ukradła mi wtedy też pierścionek zaręczynowy. W zasadzie był to rozbój, bo zerwano mi go przemocą, podobnie też jak kolczyki, przy czym rozerwano mi uszy do krwi. Niestety schizofrenicy-Gollumy potrafią sobie też uroić, że są w związku z ludźmi, którzy nawet tego nie przypuszczają. I owszem, gdy obiekt ich obsesji rzuca faceta lub facetkę z powodu zdrady, bo tak rozumie słowa schizofrenika, schizofrenik przeżywa pewną stratę i „rozstaje się” z urojoną narzeczoną lub narzeczonym, o co oskarża ofiarę swojej obsesji. Dopóki ofiara schizofrenika jest w związku, szczęśliwy schizofrenik przeżywa również równoległy urojony romans, który kończy się, gdy ofiara obsesji zostaje sama. Przeżyłam takie ataki ze strony Anny wiele razy. Możecie liczyć jej urojonych mężczyzn. Ja już straciłam rachubę, ale w każdym razie przypisywała sobie chyba moich wszystkich facetów.

Roman także ukradł mi bardzo dużo rzeczy, w tym też dokumenty, które pokazywał na dowód, że byłam jego „żoną”.

Ich wizyty i kradzieże były powodem, dlaczego z mamą kupiłyśmy sobie psa, który potem parę razy nas obronił. Siostry Romana, jak już gdzieś wspomniałam, ukradły mi bardzo dużo ubrań, a on sam, jak napisałam, dokumenty. Między innymi przywłaszczył sobie mój paszport z wbitą wizą dla narzeczonej. Ludzie, którym pokazuje tą wizę, powinni sobie sprawdzić jej symbol w internecie, powie im to, jaki to jest rodzaj wizy. Naprawdę nie oznacza, że wychowałam się w Stanach. Możliwość wielokrotnego swobodnego wjazdu oznacza status narzeczonej. Jest to też powód, dlaczego Ambasada Amerykańska mnie broni. Bret nie usunął tych zapisów z amerykańskiego systemu i nie zamierza usuwać, nawet jeśli ma żonę i dzieci, bo mnie to chroni i ułatwia wjazd do USA. Urzędnicy imigracyjni widzą tę informację w swoim systemie.

Jako żywo Roman nie był i nie jest Amerykaninem, z którym byłam zaręczona, żadna też z bab z jego rodziny nie była związana z Bretem, chociaż Anna zastosowała swój stały manewr czyli rozpowiadanie, że mam urojenia, bo to ona jest narzeczoną Breta i już jest w nim w ciąży. I mam się do niego „odpierdolić”. Bret wypiera się jakiejkolwiek bliższej z nią znajomości, rozmawiał z nią z tego samego powodu, co większość ludzi – myślał, że jest moją krewną i moje zaprzeczenia do niego nie trafiały. Jak wiele poprzednich urojonych „ciąż” Anny z tego kresu ta też rozwiała się w powietrzu. Najprawdopodobniej była całkowicie i świadomie zmyślona, bo chciała pomóc bratu i mnie zniechęcić do kontaktów z osobą, która była moją prawdziwą miłością.

Byłam szczęśliwa narzeczoną Amerykanina, gdy zaatakował nas gang schizofreników. Mój narzeczony został przekonany, że spotykam się z kimś innym. Zrobił mi awanturę, która była tak nieuzasadniona, że się wściekłam, nie zgodziłam na takie traktowanie i z nim z bólem serca się rozstałam. Żadne z moich rozstań nie było spowodowane tym, że „wracałam do Romana”. Po Brecie spotykałam się z pewnym norweskim arystokratą metalem. To on mnie stawiał na nogi po oralnym gwałcie, w czasie którego byłam związana i pobita na uczelni. Schizofrenicy także w ramach mszczenia się na mnie za to, że nie potwierdziłam urojeń Romana prawie mnie udusili i pobili na śmierć. Żaden metal ani razu mnie nie uderzył.

Mam bardzo duży żal do mojej dawnej uczelni, że mnie nie ratowała i nie zapewniła mi bezpiecznych warunków studiowania. Powtarzające się ataki na mnie doprowadziły do amnezji, z powodu której nie byłam wstanie poprawnie się bronić przed atakami schizofreników z rodziny Romana. Moja mam też była atakowana.

Schizofreniczka Anna miała swobodny dostęp do mnie i rozpoczęła swoją „terapię”, która polegała na wmawianiu mi, że mam bardzo duże problemy z pamięcią. Biorąc pod uwagę, że ataki schizofreników, którzy wmawiają, że prawdziwe wspomnienia to urojenia, wywołują amnezję, takie wmawianie jest bardzo skuteczne i niebezpieczne. To w tamtym okresie posługując się ukradzionymi numerami telefonów Roman z siostrami zaczęli kontrolować mnie z pomocą moich znajomych. Ale pomimo wspólnych imprez, na których pojawiał się Roman i prania mózgu, które mi zaserwowano na uczelni, ani razu nie byłam z Romanem w łóżku, ani nie stworzyliśmy pary. Zostałam przez nich i moich znajomych zaszczuta praktycznie do szaleństwa i straciłam pamięć. Zniszczono mi życie wywołując syndrom sztokholmski, który wystarczył, abym przestała być wokalistką metalową i zostałam nudną nauczycielką bez pasji, ale nie wystarczył, abym kiedykolwiek zaczęła być „żoną Romana”, chociaż środowisko fantastów i anglistów uważało mnie i tak za „chorą psychicznie żonę Romana”, z której się wszyscy nabijali. Ale tym gorzej dla tych środowisk. Ciekawe, czy nadal jest tym ludziom do śmiechu. Metale, którzy też uwierzyli tym wariatom, również są przeze mnie traktowani z pogardą. Nie uważam, żebym do tych ludzi czuła kiedykolwiek coś więcej niż tylko obojętność.

Schizofreniczny skurwysyn Roman ma mi w końcu oddać wszystko, co ukradł i zacząć się leczyć. Jego siostrom, schizofrenicznym dzieciobójczyniom, trzeba by było skręcić w końcu karki. Niech się już nie męczą na tym świecie, skoro podobno są tak bardzo nieszczęśliwe. Ja z ich nieszczęściami nie mam nic wspólnego, cierpią z powodu nieleczonej choroby.

Psychoterapeuci wiedzą, że ludzie, którzy prześladują ofiary z amnezją, to bardzo często właśnie schizofrenicy, którzy swoimi atakami do tej amnezji doprowadzili. Psychiatrzy i psycholodzy, którzy w takiej sytuacji pomagają schizofrenikom, zamiast ich leczyć, powinni tracić prawo wykonywania zawodu, ponieważ popełniają podstawowe błędy w sztuce. Ale wiem, że brakuje psychologów i psychiatrów, więc niech lepiej wezmą dupę w troki i pobiegną się tłumaczyć Policji. Mogą jeszcze się wymigać i w przyszłości, nauczeni doświadczeniem, komuś pomóc, ciesząc się tym, że mają bardzo piękny zawód, zamiast niszczyć i marnować komuś życie jak mnie. Chociaż możliwe, że powinno się ich usunąć z zawodu, bo psychoterapeuci powinni być wybitnie inteligentni, takie są oczekiwania, a także na coś takiego wskazują badania naukowe. Dla durnych pind, wielbicielek schizofreników, nie powinno być w tym zawodzie miejsca.

Nikt z tej prześladującej mnie trójki schizofreników nie skończył żadnych studiów. Ja ciągnęłam kilka wydziałów i byłam szczęśliwa. I nigdy nie brałam, ani nie potrzebowałam brać leków innych niż te, które się dostaje z powodu przeżytej traumy.

Więc bardzo proszę wszystkich o odpierdolenie się ode mnie i od moich krewnych. Nie mam męża (zaświadczenie o stanie cywilnym do znalezienia na blogu), nie mam dzieci, moje życie jest w ruinie. Wychodzę z amnezji już jako stara baba, która nie urodzi dzieci. A to wszystko osiągnięto zbiorowym wysiłkiem fantastów oraz anglistów. Chuj wam, kurwy, w dupy!!!

Niech ci schizofrenicy się w końcu ode mnie odpierdolą. Odpierdolić się mają też ich fani i pomocnicy. Czyli w praktyce wszyscy, bo nie zamierzam przesiewać i oddzielać ziarna od plewów, tylko muszę powiedzieć całemu polskiemu fandomowi oraz wielu anglistom, że mają się ode mnie odpierdolić.

Ja na pewno nie będę nikogo przepraszać.

⛧⛧⛧

(1) Muszę doprecyzować – owszem Bilbo okradł Golluma, ale mam na myśli sposób w jaki sam Smeagol (czyli Gollum) wszedł w posiadanie magicznego pierścienia, gdy był jeszcze młodym hobbitem i zła moc tej błyskotki go – podobno – nie zdeprawowała do końca. Smeagol zachował się wtedy jak klasyczny schizofrenik, czyli gdy jego kuzyn znalazł w rzece pierścień, który wiele lat wcześniej zsunął się Isildorowi z palca, zamordował swojego podobno ulubionego kuzyna, bo doszedł do wniosku, że pierścień powinien należeć do niego. Niestety prawie każdy z nas statystycznie będzie chociaż raz w życiu zaatakowany przez wariata. Podejrzewam więc, że postać Golluma mogła być inspirowana jakimś chorym psychicznie człowiekiem, który zaatakował Tolkiena lub kogoś z jego otoczenia. Mam nadzieję tylko, że dla tej osoby, czy też samego pisarza, skończyło się to lepiej niż dla mnie. Dodam tylko jeszcze, że po zgłoszeniu przeze mnie i Breta kradzieży, gdy już wiadomo było, kto pierścień ukradł, Policja powinna go była dla mnie odzyskać, nawet jeśli odstąpiono by od karania złodziejki i jej gangu, bo są chorzy psychicznie i niepoczytalni. Skandalem jest, że ten schizofreniczny gang zdołał też okłamać samego Breta, który jak inni moi faceci uważał kurwy z Opus Dei (czyli Annę, Renatę praz Romana) za moich krewnych czy też najlepszych przyjaciół. Ostatni raz już piszę – nie mam z tymi idiotami nic wspólnego. Od zawsze jestem ateistką i nigdy nie chciałam być zakonnicą i nigdy nie chciałam nikomu z tego gangu schizofreników oddać swojego majątku. Ani niczego im nie ukradłam. Moi rodzice uczciwie zapracowali na dwa mieszkania. Nie musieli biegać po jałmużnę do któregokolwiek z biskupów, jak robią to schizofrenicy z mojej podstawówki, gdy już pańskim gestem rozdadzą, co zarobią, ukradną lub wyłudzą. Moja mama nigdy nie powinna im pomagać finansowo, tylko z rechotem wyrzucać za drzwi. Potem już tak robiła. Moich znoszonych ubrań też nigdy nie powinni byli dostawać. Bo o ubrania też żebrali.

Steryd

Jednym z bardzo brzydkich numerów, jakie robi dobrym ludziom schizofrenik Ryszard, jest psikanie sterydem w oczy. Bardzo lubi ludzi w ten sposób oślepiać, wywołując polekową zaćmę. Załatwił w ten sposób moją mamę, a także matkę znajomego metala. Terroryzuje swoje ofiary w takim stopniu, że nawet po operacji zaćmy nie są w stanie usiedzieć spokojnie, tylko gwałtownie się poruszając, niweczą efekty zabiegu, bo soczewka się przemieszcza i zwija. A NFZ kolejnego zabiegu nie refunduje.

Jest bardzo dumnym z siebie schizofrenicznym skurwysynem, który w ten sposób wymierza „sprawiedliwość” i karze „kurwy”. Mam nadzieję, że tego zjeba spotka kiedyś dokładnie to samo. Obawiam się tylko, że on dostanie od Opus Dei niekończące się zasoby kolejnych operacji i zabiegów z najlepszymi soczewkami i opieką.

Mam nadzieję, że ci terroryści z Opus Dei w końcu zaczną zbierać łomot od losu, bo naprawdę przebrała się miarka już dawno. I skoro nie mogłam wyjechać na czas, by coś uratować z mojego życia, to zamierzam Ryszarda i innych schizofreników z Opus Dei sypać, ile się da. Nie chciałam tej wiedzy o ich działaniach, ale skoro już wiem, bo postanowili mnie wtajemniczyć, to będę przed nimi ostrzegać.

Na pohybel skurwysynom!!!

Rozpoznawanie kurew

Miałam pecha poznać schizofrenika Ryszarda, jego równie chorą żonę Barbarę oraz ich córkę Renatę już w czasach podstawówki. W tym samym momencie poznałam też ich siostrzeńca Romana oraz jego siostrę Annę. Z żadną z tych osób nie byłam zaprzyjaźniona, za to Ryszard i Barbara pojawili się w mojej szkole i przedstawili jako moi „nowi rodzice” i oświadczyli, że tylko ich mam słuchać.

Takie przedstawianie się jako „nowi rodzice” i robienie sobie z kogoś niewolnika to klasyczne schizofreniczne jazdy, ale jeszcze bardziej charakterystyczne było ich „rozpoznawanie kurew”. Bowiem, jak mi powiedział Ryszard, miał on umiejętność rozpoznawania na pierwszy rzut oka „kurew” i wiedział, że muszę „odpokutować” bycie „kurwą”, idąc do klasztoru. Im oczywiście miałam wszystko zostawić. Miało się to odbyć oczywiście w przyszłości, a ja miałam zataić przed moimi rodzicami ten układ, jaki mi narzucili. Oczywistym jest, że nie ukrywałam ich przerażającej wizyty przed nikim w domu.

Zaznaczę tylko, że identyfikacja mnie jako „kurwy” było bardzo zadziwiającym stwierdzeniem, jeśli się weźmie pod uwagę, że miałam wtedy dopiero osiem lat, nie więcej.

Do tej pory mnie prześladuje ta rodzina, sabotuje moje związki w nadziei, że jednak się wzbogacą i przejmą mój majątek, gdy już zmuszą mnie do „służby Bogu” – co między innymi oznacza bycie służącą ich córki. Niedoczekanie!!! Najzabawniejsze jest, że gdyby rzeczywiście potrafili „rozpoznać kurwy”, to przede wszystkim powinni się zainteresować swoją córką i siostrzenicą, no ale nie o to chodzi w schizofrenii.

Stałym hasłem Ryszarda jest, że „kurwy nie będą rządzić światem” – zaskakujące jest zatem, że to klasyczne „kurwy z Opus Dei” – metale wiedzą, o jakie osoby chodzi – rządzą dużym kawałkiem rzeczywistości wielu osób i narzucają im swoje poglądy.

Użyteczni idioci

Już sami schizofrenicy potrafią sprawić wiele problemów z ich potrzebą dorwania swoich ofiar i przekonania ich, że żywione przez nich schizofreniczne urojenia są prawdziwe. Ale jeszcze gorzej jest, gdy tacy nieleczący się imbecyle łączą się w Kościół lub tworzą swoją sektę.

W Kościele Rzymsko-Katolickim spotyka się Kościół z sektą. Opus Dei rządzi wszystkim, a Opus Dei to schizofrenicy. Pisałam już o tym, że według Katechizmu Kościoła Rzymsko-Katolickiego świat zaludniają ludzie, którzy „słyszą głos Boga”. Takie osobniki dla reszty świata to schizofrenicy właśnie, ale dla różnych księży czy zakonnic to „święci”, których należy słuchać bez wahania i którzy ex cathedra informują, kto jest kim i co należy zrobić.

Oczywistym jest dla ludzi mainstreamu, że owi „święci” bredzą trzy po trzy, ale nie dla kleru. Psychologia zna przypadki ludzi zakatowanych na śmierć, bo nie chcieli i nie potrafili potwierdzić „objawień” owych „świętych”. Mnie i moich rodziców też to spotkało. Nie tylko nie chciałam się zgodzić na związek z wyznaczonym mi przez sektę mężem (to znienawidzony przeze mnie Roman z mojej podstawówki), ale także nie chciałam się zgodzić na to, że moim „opiekunem prawnym” wyznaczonym mi przez Opus Dei jest schizofrenik Ryszard, który nigdy nie miał ze mną nic wspólnego. Analogicznie nie jestem wstanie potwierdzić „objawień” Barbary na temat mój czy mojej rodziny. Ani mój tata nie był gangsterem, który przybył do Polski uciekając z Francji przed prawem, ani moja matka czy ja nie byłyśmy prostytutkami. Jest zupełnie inaczej – prostytucją często się zajmują takie schizofreniczki jak Barbara czy inne kobiety z jej rodziny, które się nie leczą, ale chętnie wchodzą ludziom do łóżek, aby nimi manipulować.

Opus Dei wraz z Nyczem i rodziną Barbary napada na mnie cyklicznie, próbująć zmusić, abym pomogła Romanowi w karierze politycznej, oprócz potwierdzenia „objawień” Barbary. Nic z tego, tym bardziej, że musiałabym przytakiwać bzdurom, jakie ta rodzina wygaduje na mój temat oraz na temat moich rodziców. Moja odmowa potwierdzenia ich słów sprawiła, że przed pandemią zostałam zakatowana aż do wystąpienia amnezji ze stresu oraz syndromu sztokholmskiego. Przez nich moje życie to porażka. Mam nadzieję, że dopadnie ich w końcu karma. Kłamią, że mnie „uratowali”, ale w rzeczywistości są sprawcami wszystkich moich nieszczęść. Zaszlachtowali na śmierć moich przyjaciół. Ludzie przez nich prześladowani często popełniają samobójstwa, czasem są mordowani. Bicie, katowanie, duszenie, gwałty, polewanie moczem ledwo przytomnej ofiary to ich modus operandi.

Planuję ucieczkę z Polski, bo nie sądzę, abym w tym kraju kiedykolwiek poczuła się na tyle swobodnie i bezpiecznie, aby mi się polepszyło i żebym zaczęła przesypiać całe noce.

Nie zamierzam nikogo pytać o moich prześladowców, chociaż uważają, że mam taki obowiązek, gdy tylko zaczną odzyskiwać pamięć, bo ich zdaniem powinnam do nich dołączyć. Mam nadzieję już ich nigdy w życiu więcej nie oglądać.

Świat jest pełen pożytecznych idiotów, którym wydaje się, że ksiądz „nie może być taki zły”. Adam i jego rodzice też był taki, ale nie docenili rzeczy, jakie innym potrafią zrobić imbecyle z Kościoła (a kościelną karierę wybierają z reguły kretyni) prowadzeni przez schizofreników. Nigdy nie pobił mnie żaden metal. Zawsze atakowali mnie ludzie z Opus Dei oraz schizofrenicy z mojej podstawówki. Z użytecznymi idiotami, którzy ich ratują oraz tylko im wierzą, nie chcę mieć nic wspólnego. Z reguły mądrzeją dopiero, gdy sami stają się celem ataku. Jest to schemat, który już mi się znudził, tak często się powtarza. Niestety Kościół mentalnie tkwi w Średniowieczu i za nic ma prawa człowieka oraz współczesną naukę. Dla nich zawsze bełkot wariata jest bardziej wiarygodny od prawdy.

Z dziką radością przyjmuję z rąk wariatów z Opus Dei, z którymi chodziłam do podstawówki, wygnanie i ślubuję nigdy się już więcej w fandomie nie pojawić. Podobno zajmują jakieś stanowiska w Avangardzie, według tego, co mi ktoś powiedział, tylko dlatego bo udają moich przyjaciół. Zaznaczam – tylko udają. Szkoda, że ludzie dali się na to nabrać. Nie są ani moimi przyjaciółmi, ani moimi krewnymi. Wypieram się ich po całości. Nie mają prawa się na mnie powoływać. Nie chcę ich znać.

Wściekłość

Człowiek wychodzi z syndromu sztokholmskiego wciekły tak, jak nikt inny. I ma do tego prawo, bo został zniszczony w takim stopniu, jak mało kto ludzi z żyjących w czasach pokoju. Moje przeżycia równają się przeżyciom więźniów Al-Kaidy, a do stanu amnezji doprowadziło mnie przekonanie wszystkich zamieszanych w sprawę ludzi, że są najmądrzejszymi ze wszystkich, chociaż tak naprawdę przypominali debili, którzy odegnali od sali operacyjnej chirurgów, bo sami wszystko lepiej wiedzą i pozwolili wariatom mnie ponownie zniszczyć. Tym razem zniszczono mnie w takim stopniu, że niewiele z mojego życia uda się jeszcze uratować. Do tego wszyscy moi znajomi, których przechwycili schizofrenicy, wierząc w latami snute schizofreniczne urojenia na temat tego, jak wygląda moje życie, radośnie przyłączyli się do zaszczuwanie się mnie i „przypominania mi”, że urojenia wariatów są „prawdą”. Nie są prawdą i nigdy nie będą. Tak samo jak nigdy nie będzie moim mężem kutas Roman, bo nigdy nie był nie był moją miłością, za to razem ze swoją piekielną rodziną doprowadzić do śmierci ludzi, których kochałam. Nigdy też nikt z nich nie był moim krewnym, ani przyjacielem. Roman nie jest żadnym bogaczem, jeśli popychadłem ze sklepu. Nie wiem, gdzie teraz pracuje, ale poprzednio pętał się bezmyślnie po niedalekiej Biedronce.

Powtarzam, Renata i Anna z mojej podstawówki to tępe schizofreniczne kurwy, a nie żadne moje krewne, czy przyjaciółki, chociaż lubią się tak przedstawiać. Tak samo Roman nie jest moim „mężem”, a Barbara czy Ryszard ludźmi którzy®zy mnie niby „uratowali”. Moi rodzice byli najlepszymi z ludźmi, wiec kościelni wariaci nie mieli interesu mnie nielegalnie „adoptować”. Znaczy mieli na celu jedno – zniszczyć mnie i po mnie odziedziczyć, co jest bardzo częstym schizofrenicznym urojeniam. Ale nie mają podstaw aby po mnie dziedziczyć, nie ma żadnych urojonych przez nich przygotowanych dla nich przelewów, które zablokowałam. John ani Piotr nie byli mężami żadnej z tych pierdolonych schizofreniczek.

Żądanie ode mnie pieniędzy, których nie mam, tylko dlatego że poszły plotki, że po kimś dziedziczę, to zachowanie godne najgorszych przestępców. Nie obchodzą mnie tłumaczenia psychiatrów, że mam do czynienia z wariatami. Niestety większość przestępstw popełniają luzie chorzy i ci ludzie nigdy w życiu nie będą przeze mnie traktowani jak ktoś uczciwy. Byłam terroryzowana i zastraszana, bo żądano ode mnie „okupu” za to, że zostanę zostawiona w spokoju. Kurwa, nie mam tych pieniędzy na koncie. Poza tym mam obowiązek moralny stawiać czoła terrorystom i przestępcom. Nie urodziłam się bohaterką, ale musiałam się nią stać. Moi prześladowcy są tak samo bezwzględni, jak najgorsi bandyci i zamierzam już zawsze ich odpowiednio traktować i wszędzie tępić. Niestety razem z Krystyną nadają ton warszawskiej Avangardzie, więc zamierzam już nigdy więcej nie pojawić się na jakimkolwiek warszawskim konwencie.

Osoby, które się z tymi idiotkami zaprzyjaźniły, zrobiły to wbrew moim ostrzeżeniom, i są ludźmi, z którymi nie chcę nigdy więcej rozmawiać. Dotyczy to w zasadzie także całego polskiego fandomu i wszystkich – nie tylko Andrzeja – chętnie wysyłam na drzewo. Nie chcę Andrzeja „poznawać”, już go poznałam jako dziecko i wystarczy. Zrobił takie rzeczy, tuląc do łona schizofreników oraz Nycza, że nie chcę go oglądać. Imbecyl zniszczył mi całe życie, ponieważ postanowił się zaprzyjaźnić ze schizofrenikami z mojej podstawówki i tylko ich słuchał, a nie mnie, czy mojej mamy. Podobno mój tata był dla niego ważny, ale jakoś postanowił tę znajomość podeptać i zniszczyć mi całe życie słuchając tych tępych schizofrenicznych kurew.

A Krystyna, jeśli się tylko odważy, niech sobie weźmie Adama, jeśli uważa, że jakiś facet jest rzeczą i wolno go dotykać bez pytania. Chętnie zobaczę, co się wtedy będzie działo.

I dare you, kurwo!

Autorytet

Moje problemy z Kościołem wzięły się od zabobonnej baby, która została moją katechetką. Była ta osoba tak głupia i pochodząca z tak zapadłej wsi, że pewnie była jeszcze krowianką szczepiona.(1) Kobieta zgodnie zresztą z tym, co zwykle robią ludzie bezdennie głupi, uznała, że musi doprowadzać świat do stanu, jaki jej tępy umysł jest w stanie zrozumieć. Ludzie głupi są bardzo czuli na swoim punkcie, więc moje uwagi, że moi rodzice mają inne poglądy, uznała za atak na swój autorytet.

Powiedzmy sobie szczerze, autorytet to mieli dla mnie moi rodzice, a owa zakonnica nie przedstawiała dla mnie żadnego autorytetu. Nadal posiadając dekady doświadczenia i studia na trzech wydziałach, uważam, że moja katechetka była idiotką, którą granatem oderwano od pługa. Jej zerowa wiedza o świecie – oraz teologii – absolutnie nie upoważniała jej do wypowiedzi, jakie padłe z jej ust na mój temat oraz na temat moich rodziców.

Było to osoba, która łatwo wpadała w furię. W złości usłyszałam, że to zakonnica wychowuje dzieci, a nie rodzice. Od tamtego momentu zaczęły się je intrygi oraz próby nie tylko podważenia autorytetu moich rodziców, ale też odebrania mnie moim rodzicom.

Zdemoralizowana katechetka nie tylko uważała za wskazane doprowadzić, że jej znajomy schizofrenik „wychowawczo” mnie zgwałcił analnie po wparciu się do mojego mieszkania, ale też uznała, że mam pokutować za bezczelność za bramami klasztoru, gdzie ona sama będzie mnie osobiście nadzorować.

Nie muszę wiedzieć, co jej chorzy psychicznie ludzie o mnie oraz o moich rodzicach opowiedzieli. Nie jest to moja sprawa, tym bardziej, że to były oczywiste urojenia. Ale dowiedziałam się, że takie jednostki jak ja – które podkopują autorytet katechetów – są zwyczajowo łączone w pary małżeńskie z dziećmi ze „świętych” rodzin. Czyli mówiąc językiem, który rozumie główna część polskiego społeczeństwa – suka, która uczyła mnie religii, obraziła się na tyle, że postanowiła zmusić mnie, żebym albo poszła za mury klasztoru, albo wyszła za mąż za schizofrenika, który mnie będzie mnie regularnie bił oraz którego miałabym obsługiwać. Oczywiście moje treningi, czy inne ambicje nie miały dla tej żmiji żadnego znaczenia.

Zakonnica urobiła ludzi ze schizofrenicznej rodziny Romana na tyle, że do tej pory mnie nękają i jak wiele prześladowanych przez kościelnych schizofreników ludzi, mam zamiar uciec za granicę i chociaż na starość nie oglądać się za siebie z lękiem, czy znowu na w moją głowę nie zostanie wcelowana pięść schizofrenika Romana. Tak samo chcę mieszkać w kraju, w którym nie grozi mi, że jego schizofreniczna siostra zacznie znowu kampanię, że coś jej ukradłam. Nie ukradłam tej kurwie nic. Za to ona wiele razy odwiedzając moją mamę i nieprawdziwe podając się za moją „przyjaciółkę” wynosiła mi całe pudła ubrań. Zgłosiłam te kradzieże i paragony zaniosłam na Policję. Tak wyglądała nasza „przyjaźń”. Nie przyjaźnię się z tym Gollumem. Nie prawa o mnie nic mówić, bo rozpowszechnia tylko swoje urojenia. Nie muszę kraść, potrafię wynajdować na wyprzedażach bardzo ładne rzeczy po bardzo korzystnych cenach. Współczesny kapitalizm to rynek nadprodukcji i potrafię to wykorzystać. Ma przestać się podawać za „żonę” moim facetów i łkać, że mam się od nich odpierdolić, bo jest w nimi „w ciąży”. Mam jej dosyć. Nie mam zamiaru się z nią kontaktować i jeszcze raz namawiać na leczenie. Jej siostra nie jest współautorką czegokolwiek, jest jeszcze durniejszym od niej Gollumem. Obie wychowały sobie zdrowe dzieci na chorych psychicznie dorosłych, tylko tak poczynania pewnych osób w fandomie mogę skomentować.

⛧⛧⛧

(1) Uwaga dla osób, które nie wychowywały się w rodzinie lekarskiej. Krowianka to choroba występująca u krów bardzo podobna do ospy prawdziwej. Wirusa tego używano bardzo dawno temu do szczepień i zapobiegania ospie. Później już wykorzystywano osłabione szczepy ospy, aż do całkowitego eradykowania tej śmiertelnie niebezpiecznej choroby. Ospa wietrzna to przy niej pikuś. Analogiczny pojazd współczesnych dzieci powinien brzmieć – jesteś tak przedpotopowy, że pewnie byłeś jeszcze na czarną ospę szczepiony.

Telefony

Doskonale wiem, kto mi zniszczył życie. To była ta zakonnica, którą rozdrażniła na tyle moje kariera sportowa i pojawienie się z trenerem w telewizji, że postanowiła „znaleźć mi męża” i napuściła na mnie schizofrenika Romana razem z jego równie schizofreniczną rodziną.

Kryminolodzy wiedzą, że to zawsze zdrowi ludzie wykorzystują chorych, więc kler się bardzo łudzi, jeśli myśli, że ich przysięgi, że nie wiedzieli, co ci ludzie robią, będą wzięte pod uwagę. Prawda jest taka, że Policja zawaliła śledztwo w sprawie gwałtu na mnie, bo nie wzięli pod uwagę roli zakonnicy oraz innych księży w tym, co mnie spotkało. A to zakonnice oraz księża byli „handlerami” tych wariatów, których nie ukarano, bo chorzy psychicznie nie idą do więzień. „Enablerzy” oraz „handlerzy” inspirujący wariatów powinni być zawsze karani, ale prokurator popełnił ten błąd zaniechania w czasie mojej podstawówki, bo poznał schizofreników prywatnie i go urobili. A do psychiatryka nie dało się tych schizofreników pod dobroci wsadzić, chociaż próbował na to ich namówić mój psycholog, bo sabotował to utrzymujący ich kler, który wiązał z nimi duże nadzieje, polityczne także. A przymusowo w Polsce się nikogo nie leczy. No chyba, że jest to zdrowa psychicznie ofiara schizofrenika, bo w jej przypadku psychiatrzy zapominają, że nie wolno im diagnozować na podstawie pomówień schizofreników, mają prawo diagnozować tylko osoby, które same z własnej woli usiadły w ich gabinecie. Wiem, bo przeczytałam też kiedyś podręcznik orzecznika błędów lekarskich.

Rozmawiałam z moją dawną katechetką i podpytałam ją o dawne wydarzenia. Dobrze pamiętam, że jak najbardziej ta żmija zamówiła gwałt na mnie jako środek „dyscyplinujący”, który miał mnie zniszczyć na tyle, że miałam przestać odnosić sukcesy w życiu i zacząć się „jej słuchać”. Wiedźma, która uczyła mnie religii, w czasie lekcji, jak najbardziej „ostrzegała” mnie, że zostanę zgwałcona w ramach dyscyplinowania mnie. Oskarżanie o to mojego taty to taki absurd, że wszystkie osoby, które powtarzają te kłamstwa, powinny stanąć przed sądem. Takie rzeczy nie mają prawa wydarzać się w państwie prawa, w środku Europy.

Schizofreników jest bardzo łatwo zainspirować do różnych akcji. I kler potrafi nimi manipulować doskonale. Wiem z rozmów z nimi oraz przedstawicielami kleru, że to co spotkało mnie w Polsce, a mojego tatę we Francji, nie było przypadkiem. Kler ma zwyczaj niszczyć dzieci, które im podpadną, znajdując im małżonków spomiędzy tak zwanych „świętych” – czyli schizofreników, których ma w swojej dyspozycji Opus Dei. Wariaci z reguły gromadzą się wokół Kościoła, który ich karmi i zapewnia luksusy, dzięki którym nie muszą się leczyć.

W poprzednim wpisie zamieściłam dokładny opis kolejnych etapów schizofrenicznej obsesji. Tragedią jest, że kler specjalnie tę obsesję wzbudza i kieruje na konkretne osoby. W ten sposób niszcząc najpiękniejsze, najzdrowsze i najzdolniejsze dzieci z każdego pokolenia, bo zawiść i rozdrażnienie katechetów jest bardzo łatwo wzbudzić, bo to z reguły tępe buły ze wsi, które całkowicie niezasłużenie chcą uchodzić za jakieś wielkie „autorytety” i zamiast się douczyć, lub zamknąć ryje w kwestii rzeczy, których nie studiowały, próbują się wypowiadać na tematy seksuologiczne. Ośmioletnie dzieci nie powinny być uświadamiane na temat seksu i pedofilii w taki sposób, w jaki robiła to moja katechetka.

W życiu nie planowałam związać się ze schizofrenikiem Romanem. Uciekałam przed nim tak samo jak mój tata uciekał przed wyznaczoną mu przez kler schizofreniczką we Francji. Uciekł aż do Polski po tym, gdy zamordowała mu ukochaną. Ja też straciłam narzeczonych, pomordowanych w podobny sposób.

Na początku lat dziewięćdziesiątych Roman i jego siostra ukradli mi notes z telefonami. Był to dla nich wielki skarb, bo obdzwonili wszystkich moich znajomych i zaczęli ich dezinformować. Od tamtego czasu przechwycili moje kontakty z Andrzejem i wieloma innymi osobami. Ale nawet jeśli wdarli się na parę przyjęć, które moi znajomi zorganizowali, to nadal nie są moimi przyjaciółmi. I nawet jeżeli Roman, kiedyś mnie odprowadził do domu, to z mojej perspektywy był człowiekiem, którego dopiero na tamtym przyjęciu poznałam. Naprawdę miałam z nim zawsze bardzo ograniczony kontakt, który polegał głównie na tym, że urabiał ludzi za moimi plecami. Nigdy się nie umawialiśmy. Niestety schizofrenicy lubią przechwytywać kontakty swoich ofiar i zaczynają swoje ofiary reprezentować oraz mówić w ich imieniu, sprzedając ludziom swoje urojenia. Niszczy to życie ich ofiar do reszty.

Schizofrenik Roman cierpi na bardzo silne, podtrzymywane przez kler urojenia, według których mieszkaliśmy razem. Jest to już tylko zabawne, chociaż nie było mi do śmiechu, gdy wróciłam do domu jako studentka i zastałam Romana oraz Ryszarda w przedpokoju. Moja mama stała przerażona, nie wiedziała, co ma zrobić, gdy wariaci oświadczyli, że Roman jest moim „narzeczonym” i u nas mieszka. Bez słowa wzięłam nóż z kuchni i trzymając w lewej ręce, zadzwoniłam po patrol policyjny i poprosiłam, żeby tych wariatów wyprowadzili. Policjanci pojawili się bardzo szybko i wariaci zostali usunięci z naszego mieszkania.

Wariaci na tyle często nas nachodzili, że kupiłyśmy z mamą psa. Grendel był prowadzony jak pies obronny i musiał mnie przed nimi uratować. Podrósł na tyle, że gdy już przegrywałam walkę, bo Ryszard silą chciał się wepchnąć do mieszkania, żeby Roman mógł u mnie zamieszkać, dziabnął schizofrenicznego zbója i wygrałam z pomocą psa to starcie.

Ale wariaci nie chcieli darować i poszli się chandryczyć do sądu, bo no bo pies ugryzł Ryszarda. Roman był jego świadkiem, a moim sąsiad z naprzeciwka. Poprosiłam Policję o przygotowanie materiałów dla sądu, szczególnie wszystkich skarg na rodzinę Ryszarda i opinii biegłych na temat ich zdrowia psychicznego. Przy tak przygotowanej sprawie rozprawa była bardzo krótka. Sędzia wszedł na salę i ogłosił, że oddala pozew. Moja mama wróciła do domu, zaśmiewając się z tego.

Coś bardzo podobnego spotkało Adama. Numer telefonu jego rodziców był wśród tych, które zostały mi ukradzione. Z nimi Nycz oraz wariaci też kontaktowali się bez wiedzy syna, za jego plecami rozpowszechniając dezinformację. Schizofrenik Roman wyłudził od rodziców Adama klucze do jego warszawskiego mieszkania, bo zaczął mieć urojenia, że tam ze mną mieszka. Na całe szczęście po otworzeniu drzwi musiał się zmierzyć z psicami Adama, które go w życiu wcześniej nie widziały. Adam przeżył szok, gdy po powrocie do domu zobaczył, że białe psy mają zakrwawione pyski. Na całe szczęście przybiegł do mnie po poradę i przygotował materiały dla sądu równie pieczołowicie, co ja wcześniej. Miał też zdjęcia z kamerki zamocowanej w drzwiach oraz oświadczenie mamy, że została oszukana. A psy – tak samo jak mój wcześniej – zostały uniewinnione i nikt im nic złego nie zrobił, chociaż świry z Opus Dei chciałyby je uśpić. Miały prawo pogryźć kogoś, kto tam nigdy nie mieszkał i wchodził nieproszony.

Wśród telefonów, które mi ukradziono był też telefon Breta i Andrzeja. Obaj zostali oszukani. Bret już od lat wie, jaka jest prawda i że jestem sama i nie mam dzieci. Z Andrzejem nadal nie mam kontaktu.

Jedyne, co mi pozostaje to machnąć ręką na ludzi, którzy utrzymują kontakty tylko z wariatami z Opus Dei, a nie mną. Trudno, byli za głupi, żeby połapać się w tej sytuacji, więc zaczęli mi bardziej szkodzić, niż pomagać. Jak to się mówi po angielsku, good riddance!

Siła polityczna popierana przez Opus Dei bardzo chce doprowadzić do podziału Ukrainy pomiędzy Polskę a Rosję. Na szczęście od lat Rosjanie toczą tą walkę sami. Zabawne jest, że schizofrenik Ryszard zdaniem Nycza miał być idealnym wodzem, który miał zrobić z Polski mocarstwo, które ponownie kolonizuje ziemie na wschodzie. Gdy Ryszard jako oczywisty wariat i imbecyl nie dostał clearingu, jego siostrzeniec miał trafić do polityki. Przeszkadzało mu, jak sądził, tylko to, że jego „żona” (czyli niby ja) nie chciała podjąć swoich obowiązków. Ale ja wiem, że ten człowiek skończył liceum tylko dlatego, że od pierwszych klas podstawówki był otoczony prywatnymi korepetycjami, bo inaczej by poszedł jak wujek do szkoły specjalnej, a kler wymyślił sobie, że zrobi z niego polityka. Tylko że wtedy musiałabym ja lub ktoś inny za niego pracować, bo to imbecyl. Społecznie ratowało go zawsze tylko to, że ludzie nie potrafią diagnozować imbecylizmu w czasie rozmowy. Takich sztuczek są uczeni psychoterapeuci.

Roman w życiu nie dostanie clearingu bo za dużo popełnił przestępstw i poszedłby za nie siedzieć, ale jest chory psychicznie, więc prokuratura odstąpiła od karania go. Wszystkie dokumenty wskazują na to, że nie jest moim mężem. Analogicznie wszystkie ekspertyzy biegłych opisują go jako osobę z bardzo silną schizofrenią. Jest tak samo chory jak jego siostry i reszta rodziny. I to jest prawdziwy powód, dlatego ten człowiek, który by chętnie wplątał nas w Trzecią Wojnę Światową i doprowadził do wyrzucenia Polski z NATO, nie dostał clearingu od Policji.

Na całe szczęście historia, która wcześniej była dramatem, powtarza się jako farsa. Więc nie będzie polskiej NSDAP z Romanem na czele, chociaż bardzo – tak samo jak wujek – bardzo, bardzo chce mordować Żydów.

I na chuj nam Ukraina? Jest dużo rzeczy do zrobienia w Polsce, nie potrzebujemy buntujących się Kozaków, którzy woleliby się sami rządzić. Duże powierzchnie Polski to nieużytki. A Ukraińcy i tak przyjeżdżają do pracy. Sami się zgłaszają. Proponuję lepiej rządzić Polską i zapewnić nam wszystkim pokój i dostatek. Oraz wprowadzić przymusowe leczenie schizofreników. Takie są moje poglądy polityczne.