Archiwum kategorii: Różne

Skandal

Jednym z największych skandali, jakie się wydarzyły w związku z zaszczuciem mnie oraz mojej mamy przez kler, jest sposób w jaki Anna i Renata zaczęły studia na Anglistyce. Od dziecka były hołubione przez Nycza oraz zakonnicę i od tamtego czasu miały podobno prywatne lekcje języka, za które płacił kler. Plan był taki, że Kościół mi pokaże, że pochodzenie i talenty nic mi nie dadzą, jeśli nie mam poparcia Kościoła. Miałam nie zrobić studiów i się stoczyć, zostać jak moja pomawiana o prostytucję mama zawodową kurwą. Taką rolę mi wyznaczyło Opus Dei za „obrażenie” zakonnicy. Cały czas od dzieciństwa do teraz zaszczuciem i rozpowszechnianymi za moimi plecami kłamstwami zdołali prawie wszystko mi w moim życiu zniszczyć i zwrócić wiele osób przeciwko mnie, chociaż nikogo nie skrzywdziłam i z charakteru jestem Glindą, a nie kurwą jak moje koleżanki z podstawówki. Są kurwami, bo nie biorą leków. Jest szansa, że na lekach zrobiłyby maturę i skończyły studia, ale im też to kler uniemożliwił, chociaż zabiegałam o to, żeby się leczyły od lat siedemdziesiątych, bo już wtedy były zdiagnozowane.

Prywatne lekcje i obciąganie klerowi fiutów na wiele się jednak nie zdało. Obie panie nie mają matury, ale i tak wolą biskupa zostały w pewnym momencie przyjęte na studia. Biskup poszedł do Rektora UW i nakłamał – mniejsza o to na ile świadomie – że obie idiotki trzeba przyjąć na studia, bo spotkało je w życiu tyle „zła”, że trzeba im to wynagrodzić. Prawda jest taka, że to „zło” – jakie miało spotkać je z rąk mojej rodziny – jest w większości urojone. Obie zostały już w dzieciństwie zdiagnozowane jako schizofreniczki i wszystkie ich skargi biorą się z tego, że się nie leczą.

Schemat, w jaki wpadają nieleczące się schizofreniczki i schizofrenicy, jest prosty. Ich mózgi kierują się głównie zawiścią wobec swojego obiektu obsesji. Kieruje nimi też wstyd i przypisują swoje akcje ofierze, którą zaszczuwają. Etap pierwszy w obsesji schizofreników to poznanie ofiary i wyciągnięcie z niej wszystkiego, całej informacji, jaka jest potrzebna, żeby nakarmić urojenia. Schizofrenik zaczyna cierpieć, bo przeżywa bardzo głęboki smutek i ból z tego powodu, że nie jest tak na przykład tak lubiany lub utalentowany jak jego ofiara. Zaczyna sobie przypisywać wszystko, co wie o swojej ofierze, a ją obdarowuje swoją biografią. Największym problemem schizofrenika jest to, że jego ofiara żyje i samo jej istnienie zaprzecza jego urojeniom. Takie nieleczący się schizofrenik postanawia „leczyć” swoją ofiarę i po kolei zaszczuwa ją w różnych miejscach. Pojawienie się w pracy to ostatni etap. Jeśli dostaje pomoc od pracodawcy ofiary, to samobójcza śmierć ofiary jest prawie pewna. Przetrwać takie ataki może tylko psychoterapeuta. Mam za sobą próby samobójcze z powodu zaszczucia przez tę rodzinę schizofreników oraz kler. Nic, co o mnie kiedykolwiek powiedzieli, nie jest prawdą.

A co dzieje się ze schizofrenikiem, kiedy już zaszczuje swoją ofiarę z wynikiem śmiertelnym, lub ją udusi, czy też wsadzi nóż w serce? Po krótkim okresie tryumfu i satysfakcji porównywalnej z orgazmem, cały ten cykl zaczyna się na nowo i schizofrenik znajduje nową ofiarę, którą tropi. Schizofrenik, który zabił Kruka zaczął prześladować Kristiana, ale szczęśliwie w czasie szarpaniny nadział się na nóż, który sam wziął z kuchni, żeby zabić ofiarę swojej obsesji. Kristian naprawdę nie był mu winien żadnych pieniędzy, ani nie był i nie jest kimś z nizin społecznych. Nie pędził też nią jednego dnia w więzieniu. Wszystkie złe opowieści o nim wzięły się z urojeń schizofreniczek z mojej podstawówki, bo ich podstawową potrzebą schizofrenika jest udowodnienie, że to jestem kimś z półświatka i chcę zostać zakonnicą, a im oddać wszystkie swoje pieniądze. Alternatywnie wolno mi wyjść tylko za Romana, równie groźnego schizofrenika.

Walkę z klerem, która zaczęła w czasie mojego dzieciństwa, wygrywam w cuglach. Obie tępe pizdy z mojej podstawówki zostały usunięte z listy studentów, bo nie potrafiły donieść świadectw maturalnych, a znajomość angielskiego na bardzo podstawowym poziomie wystarczy tylko do pracy w Zarze, a nie do studiowania na Anglistyce. Żadna z tych pań nie jest ani utalentowaną pływaczką, czy też wokalistką. Ja dla odmiany nie tylko skończyłam Anglistykę i mam absolutorium z dwóch inny wydziałów (plus pewne hobbistyczne kursy), ale pracuję w miejscu, które dla wielu anglistów jest życia i niezwykłym osiągnięciem. Jestem też bardzo dobrze znana w środowisku stałych bywalców Progresji.

Oczywiście nie lubię swojej pracy, bo powinnam robić coś innego, ale zostałam poddana praniu mózgu w czasie mózgu przez Opus Dei oraz niezorientowanych w sprawie kolegów i koleżanki, którzy nie wiedzieli, co się kryje za „studiami” obu schizofreniczek. Straciłam pamięć i stałam się posłuszną pacynką, która nie ma świadomości kim jest. Niestety tak wygląda syndrom sztokholmski. Moje życie osobiste jest też w ruinie, bo kler i schizofrenicy postanowi mi wyznaczyć rolę posłusznej kurwy Nycza. Absolutnie nie ma na to zgody. Nie ma szansy, aby ten chuj, kiedykolwiek miał pozwolenie ze mną rozmawiać. Powinien był nad swoją obsesją seksualną, którą rozwinął na mój temat. Naprawdę nie chcę zamieszkać razem z nim w Watykanie. Nie będę za niego pisać, a takie zadania wysuwa już od czasów mojego dzieciństwa. Zemszczę się tak, że mnie ten kutas popamięta.

Mam kilka talentów, które Opus Dei całkowicie zmarnowało, wyznaczając mi rolę potulnej nauczycielki. Moi przyjaciele obiecali mi, że pomogą mi uratować z mojego życia, co się tylko da, kiedy odzyskam już pamięć. Ale oczywiście wśród tych przyjaciół, którzy przyprowadzili prawdziwego psychoterapeutę, nie ma nikogo z mojej podstawówki. Nie jest też moim przyjacielem Andrzej. Z dużym prawdopodobieństwem opowiada o mnie tylko bzdury, które usłyszał od schizofrenicznego gangu z mojej podstawówki. Jak każdy narcyz uznał, że nie musi niczego weryfikować, tylko z poczuciem wyższości zaczął poddawać moje życie demolce, zachwycony swoją władzą nade mną i że może za mnie decydować.

Przewiduję liczne pozwy, które nauczą kilka osób, co im było wolno.

Rzymianie do domu!!!

Pomysł mordowanie Żydów nie jest nowy. Powraca w urojeniach wielu schizofreników. Holokaust jest też czymś, o czym marzy Ryszard. Przerażające się, że ten schizofrenik i przestępca z półświatka, który cały czas ma nadzieję dorobić się, szantażując mnie czymś, co nie jest prawdą, dla niektórych jest pewniakiem na urząd premiera. Urobił wielu moich znajomych, ale nie jest osobą, za którą się podaje. To imbecyl po szkole specjalnej, który nie potrafi dodać w pamięci dwóch prostych liczb. Wybór Ryszarda na premiera ma nastąpić – według schizofrenicznych planów, które poznałam – w czasie kadencji znanego w fandomie polityka, który chyba nie orientuje się w prawdziwych zamiarach nowego tandemu schizofrenik/psychopata, którzy stanowi w dużym stopniu powtórzenie relacji Hitler/Göring.

Usłyszałam od Ryszarda, że podobno mam być Żydówką (przykro mi nie jestem, dziadek był Arabem, więc to bardzo zabawna pomyłka, jeśli się weźmie pod uwagę relacje na Bliskim Wschodzie). Mój urojony przez Ryszarda i jego córkę syjonizm ma być argumentem, dlaczego powinnam się podporządkować i pójść na współpracę. Rozumiem, że w ich wyobrażeniu mam się na to zgodzić, żeby mnie nie zabili, gdy zaczną robić czystki. Możliwe też, że ma to być to tak bardzo wstydliwe, że ich zdaniem powinnam chcieć to ukryć.

A więc tak – mój dziadek pochodził z Bałkanów i uciekł do Polski po tym, gdy wymordowano jego bliskich. Jego arabska rodzina osiedliła się na tym terenie w czasach Imperium Osmańskiego. Nie tylko Żydzi uciekali przed prześladowaniami w takim okresie. Mój dziadek wybrał sobie nowe, polskie nazwisko, ale nie przestał być Arabem i moi znajomi wiedzą, że wiele z moich zachowań jest elementem arabskiej kultury wpojonej mi przez dziadka. On też nauczył mnie jeździć konno, kochać konie i rozmawiać ze zwierzętami. Konie mnie kochają. Wiem, że zawsze trzeba poprosić, aby zaakceptowały jeźdźca. Koniom się to podoba – sama też wolę lubić osoby, które mnie dotykają.

Nie mam obywatelstwa tego bałkańskiego kraju, z którego uciekł mój dziadek, bo ten kraj bardzo szybko przestał istnieć i stał się terenem dawnej Jugosławii, ale zamiast tego opiekują się mną ambasady Francji, Norwegii, a także USA. Ta ostatni z powodu mojego związku z Bertem, a także ofert pracy, które z tego kraju dostałam. Skorzystam z tych propozycji tak szybko, jak się da.

Już się przekonałam, że z powodu mojego wyglądu bardzo mnie lubią Latynosi, a także Indianie. Jako ktoś nie do końca biały jestem wszędzie bardzo serdecznie przyjmowana. Nie dam się szantażować moim pochodzeniem i wolę sama szczerze o nim opowiedzieć.

Ryszard i jego nowy „Göring” marzą o stworzeniu nowego NSDAP i sojuszu z Putinem, który im się wydaje wielkim oraz wspaniałym „katechonem” – jest to coś tak strasznego, że dam się zabić, a żaden schizofrenik z rodziny Ryszarda, ani on sam, nie trafi do polityki, jeśli mogę temu zapobiec. Akurat Putin oraz Ryszard to to zło, przed którym trzeba chronić świat. Politycy, którzy ich wspierają powinni strzelić się w łeb i odejść czym prędzej z polityki, jeśli ich największym i jedynem mandatem jest poparcie Kościoła oraz tłuszczy żądnej dowalenia kobietom i mordowania Żydów.

Oczywiście Ryszard i Darth N. ukrywają swoją prawdziwą platformę polityczną przed innymi, ale nie przede mną. Są brutalnie szczerzy, bo uważają, że nie mogę nic zrobić, tylko muszę ich słuchać. Ale mam wyjście – mogę zawsze pierdolnąć to wszystko i przestać się kontaktować z kimkolwiek z Avangardy. Wolę nie oglądać ludzi, którzy się z tym naszym zalążkiem NSDAP kontaktują.

Jeden z argumentów Ryszarda oraz Dartha pochodzi z manii religijnej – czyli ich zdaniem Żydzi odpowiadają za wszystkie nieszczęścia świata, bo zabili „Pana Chrystusa”. Ludziom, którzy bezmyślnie powtarzają coś takiego, chcę przypomnieć, że Chrystusa zabili Rzymianie, bo zaczął podawać się za króla Judei, czyli sięgnął po władzę państwową. Powinien się był trzymać od polityki z daleka. To oczywiste, że Gubernator Judei, Rzymianin, musiał ukręcić sprawie łeb. Można to określić jako rutynowe działanie. Żydzi – tak samo jak ludzie innych narodowości – byli tylko informatorami.

Katolicyzm to religia, której kwatera główna mieści się w Rzymie. Więc jedyne, co mogę powiedzieć, to ROMANS – GO HOME!!! Naprawdę nie chcemy tutaj waszej okupacji ani zabijania Żydów.

Plan podboju wszechświata

Jak wiele osób wie, mój tata został fałszywie w latach siedemdziesiątych o gwałt na mojej koleżance z podstawówki. Ta fałszywa larwa jest schizofreniczką tak samo jak jej ojciec, który w rzeczywistości jest gwałcicielem swojej własnej córki. Mojego tatę uratowało to, że był w czasie domniemywanego gwałtu na konwencie i wielu jego przyjaciół, tak samo jak rachunki z miejsca w którym był, o tym zaświadczyło. Jak też byłam informowana przez tę wariatkę o tym, jak wygląda jej intryga i co ona uważa, że powinnam zrobić.

Odsunięcie wszystkich podejrzeń od mojego taty nie przeszkadza tej schizofrenicznej rodzinie w rozprowadzaniu kłamliwych plotek o mnie i o moich bliskich. Mój ociec mnie nie zgwałcił, nikt z rodziny Ryszarda mnie nie „ratował”. Nie pochodzę z nikim społecznych. To wszystko można za to powiedzieć o Ryszardzie jego córce, szwagrze oraz jego siostrzeńcu i siostrzenicy. Jak zwykle schizofrenicy próbują uchodzić za osoby, które prześladują.

Osoba Ryszarda i jego zapluwanie się sprawiło, że zaczął mi przypominać Hitlera. Jestem święcie przekonana, że Hitler był schizofrenikiem, stąd była jego charyzma oraz przekonanie, że rozwiązaniem problemów ludzkości jest eksterminacja jakiejś grupy społecznej. Dla psychologa jest jasne, że coś jest bardzo nie halo z człowiekiem, który nie sprowokowany, który nic na tym nie zyskuje, planuje eksterminację całego narodu. Ryszard – tak samo jak Hitler – wymordowałby najchętniej wszystkich Żydów. Ma pecha, bo akurat po stronie mojej mamy czy taty nie było żadnego Żyda, trafił się za to jeden Arab. I jestem w jego imieniu obrażona. Mój tata nie był Żydem, jak to mu przypisują schizofrenicy, był niebieskookim blondynem.

Darth N. jest zafascynowany Ryszardem od lat. Wiem, że planuje jego samego oraz jego rodzinę wprowadzić do polityki. W tym też jestem mu potrzebna, bo rodzina Ryszarda ani nie jest gramotna, ani nie jest piśmienna. To są głupy, których chwilami przerasta praca w Zarze. Przy okazji – jestem przerażona stanem polskiej polityki, jeśli nasz fandomowy hierarcha jest w stanie tak bardzo na nią wpływać.

W kinach jest do obejrzenia Norymberga, film oparty na losach jednego z psychiatrów, którzy diagnozowali Hermanna Göringa, człowieka który doprowadził do urzeczywistnienia chorych planów Hitlera. Sam amerykański psychiatra przypłacił kontakty z Göringiem-psychopatą problemami psychicznymi i depresją. Nie tylko Hermann z nim pogrywał, ale niszczące dla psychiki są także same kontakty z takim potworem i uświadomienie sobie jak częste są takie typy osobowości. Psychoterapeuci wiedzą, że ludzie z reguły kierują się mrocznymi instynktami i potrzebami. Z samej naszej natury odczuwamy empatię tylko wobec członków swojej rodziny oraz ukochanych, altruizm sięgający poza rodzinę jest wytwarzany w procesie wychowania i socjalizacji (dla imbecyli – to nie ma nic wspólnego z lewicą). Bardzo jest łatwo, źle młodego człowieka wychowując, stworzyć potwora, który pociągnięty przez chore idee wymorduje połowę świata.

Czytałam w latach dziewięćdziesiątych o procesie norymberskim i uczyłam się o tym, skąd się biorą takie postaci jak Göring oraz Darth N. W rzeczywistości jest dokładnie tak, jak jak mówił psychiatra Göringa – tacy ludzie są wszędzie i zawsze nam zagrażają. Widać to po postaci naszego Dartha N. oraz Ryszarda, gwałciciela, schizofrenika oraz mordercy.

Renata całkowicie świadomie, kto ją naprawdę zgwałcił i po tym, gdy zarzuty wobec mojego ojca i rodziny zostały odrzucone, nadal domaga się jakiegoś zadośćuczynienia. Nic się tej schizofrenicznej krowie nie należy, ale jak wszyscy schizofrenicy chcą się łatwo dorobić, nic nie robiąc, nic nie dając od siebie społeczeństwu.

Mam nadzieję, że szlochy Renaty oraz członków jej rodziny zaczną w końcu być puszczane koło uszu, a osoby takie jak Andrzej przestaną się kontaktować z siłami zła. Jak rozumiem, nie ma pojęcia z kim rozmawia i z kim utrzymuje kontakty. Nie wie też, co mówią o mnie i o sobie za moimi i za jego plecami. Niestety schizofreników bardzo cieżko się diagnozuje i trzeba sięgnąć do dokumentów policyjnych oraz pamięci ludzi spoza rodziny Renaty.

Nikt z tych ludzi nigdy nie był ze mną w przyjaźni, za to udało im się oszukać wiele osób, bo są świetni w maskowaniu się i udawaniu przyjaźni.

Darth ma ten problem, że nie wiedział, kim ja jestem i kim był mój tata. Ale jego jeszcze inny poważniejszy problem stanowi jego decyzja, gdy już się dowiedział, jaka jest prawda, aby trwać przy swoim i dalej popełniać okrucieństwa w nadziei, że syndrom sztokholmski i pranie mózgu zmusi mnie do przyjęcia jego perspektywy i pomogę Ryszardowi rządzić Polską oraz światem. Sam chce rządzić całym światek katolicyzmu. Ja w ich chorych fantazjach miałabym doprowadzić do katolizacji Norwegii. Po moim trupie!!! Nie zamierzam luteranom i ateistom dawać takiego złego przykładu.

Wydaje się abolutnie niemożliwe, ale wbrew wszystkiemu, szczególnie wbrew protestom psychoterapeutów i Policji, ten nasz fandomowy tandem schizofrenik-psychopata uparli się urzeczywistnić swój plan, chociaż całkowicie niemożliwe jest, abym chciała kiedykolwiek współpracować z N. w Watykanie.

Ale muszę przyznać, że gdyby udało im się zrealizować ten plan podwójnego przejęcia władzy i sojuszu z Putinem (którego też uważam za schizofrenika), to faktycznie przerośliby Hitlera i Göringa.

A siostrzeniec Ryszarda może być ostatnim mężczyzną na planecie, ale i tak za niego nigdy nie wyjdę. Jest tak głupi i nie w moim typie, że ludzie, którzy mnie znają wyśmiewają, takie supozycje.

Moja rodzina z rozbawieniem zawsze obserwowała karuzelę z kolejnymi długowłosymi blond metalami, z którymi się spotykałam. I to jest prawda o moich związkach. A nie jakieś bzdury o małżeństwie z Romanem.

Ta schizofreniczną rodzina z zemsty za odmowę współpracy postanowiła mnie dręczyć i sabotować mi wszystko w życiu do momentu, aż nie będę mogła mieć dzieci, czy odnieść sukcesów w sporcie. Wiem doskonale, kto mnie zniszczył i kto mi co uniemożliwił. Mam jedno do powiedzenia – tak samo jak wcześniej powiem – zemszczę się kurwy!!!

Nic, co o mnie mówiliście, nie jest prawdą.

Darth N.

Psycholodzy zajmujący się Kościołem już dawno odkryli skąd się bierze kościelna patologizacja. Z reguły osoby, które są przeznaczane lub raczej wybierane na kolejnych zawodowych katolików zostają od dziecka wychowywani w bardzo specyficzny sposób. Nie tylko są przekonywani, że z powodu wybrania (chociaż słowo wybranie jest niedopowiedzeniem) takiej kariery stają się lepsi im wszystko wolno, aby tylko posłusznie wypełniali polecenia swojego mistrza, ale też uczeni są zastraszania ludzi.

Jak w przypadku Sithów z Gwiezdnych Wojen zawsze jest ich dwóch – mistrz i uczeń. Zupełnie jak w przypadku świata przestępczego uczeń jest rozpieszczany oraz przekonywany, że instytucje Państwa oraz zasady reszty społeczeństwa go nie obowiązują. Z tego oderwania od społeczeństwa bierze fakt, że Darth N. nie ma żadnego poczucia popełniania przestępstw. Nie ma żadnego poczucia obciachu. Chociaż jest bardzo groźnym przestępcą.

Gdzieś już wspomniałam o tym, jak się rozmnażają pedofile. W takim tandemie mistrz-uczeń młodsza osoba jest wychowywana na pedofila. Musiała swoje u pedofila odsłużyć, nasiąknąć jego „naukami” i ma całkowicie znormalizowane zachowania, które reszta społeczeństwa potępia. Mój tata nie był pedofilem i nikogo nie zgwałcił. Renata padła ofiarą swojej własnej schizofrenicznej rodziny (w której pedofilia, czy też sypianie z własnymi córkami to norma niestety). Wiem, bo z nią rozmawiałam. Mój tata był w tamtym momencie poza Warszawą, co go uchroniło przed fałszywymi oskarżeniami wariatów. Renatę oraz jej siostrę od dziecka próbowałam nakłonić na leczenie – bo tylko w taki sposób można im pomóc. Niestety Darth N. cały czas zafałszowywał obraz sytuacji i nazywał je moimi „krewnymi”. Jest na blogu zdjęcie moich rodziców jako młodych ludzi oraz starszych. W żaden sposób nie przypominają ludzi z opowieści Renaty.

Darth N. jest z jednej strony enablerem tych pań, a z drugiej ich handlerem. Cierpi na zabobony (co jest wspólną cechą zawodowych katolików, którzy mają powiedziane od dziecka, że mają się niczego nie uczyć, bo to niepotrzebne bzdury) i uważa, że schizofreniczki z mojej podstawówki mają jakiś hotline do Boga, który im „objawia” informacje na temat różnych ludzi. To jest jeden ze sposobów patrzenia na to, skąd pochodzi dezinformacja na temat kilku osób w fandomie. Osoby mniej zabobonne wierzą Annie, że zna wszystkich, szczególnie metali i jest wiarygodnym źródłem informacji o tym, co się dzieje w świecie metali oraz fantastyki. Miała takie spektakularne wpadki, że zamierzam się już z niej zawsze nabijać. Nie powiedziała o mnie, Adamie, czy Kristianie czegokolwiek, co by było prawdą. Kilka osób, które jej uwierzyło będzie bardzo tego żałować.

Bardzo proszę, przestańcie już u niej, czy innych członków rodziny Barbary, szukać potwierdzenia jakiś plotek, czy informacji o ludziach, których nie zna, a których konspekty jej siostra ukradła i przedstawiła jako swoje. Jest całkowicie niewiarygodna i jak wszystkie schizofreniczki zrzuca na innych ludzi, to czego się wstydzi, a sobie przypisuje to, czego zazdrości. Ale nawet ocean kłamstw i zaszczuwania nie sprawi, żeby którakolwiek z nich miała jakiś talent.

Przykre jest, że Anna – nic nie wiedząc o psychologi – jest przez Darth N. przedstawiana jako wybitna psychoterapeutka. Niestety jej „interwencje” zabiły już wiele osób. Johna zabiła, piorąc mu mózg i przekonując, że przez jego zainteresowanie mną, sprawił, że nigdy nie przypomnę sobie, że „mam męża”. Został doprowadzony do takiej fiksacji, że postanowił się poświęcić i tak jak mu wbijano terrorem do głowy, popełnić w sugerowany sposób samobójstwo. Zapicie się na śmierć jest sposobem, w jaki podobno schodzi się ze świata bez „popełnienia grzechu (bo jest to przypadek) – sama byłam tak instruowana na religii. W przypadku Johna dostarczono mu jednocześnie środki przeciwwymiotne, żeby była pewność skutecznej metody zabicia się. Zaleczonemu alkoholikowi nie robi się takich rzeczy.

Oczywiście, że nie mogłam sobie przypomnieć, żadnego „męża” bo moje „małżeństwo” pochodzi z urojeń tej chorej psychicznie rodziny. A Anna nie jest psychoterapeutką. Więc John został zabity tylko po to, abym dalej była sama i nieszczęśliwa.

Darth N. był jak najbardziej zamierzany w to morderstwo. Przerażające jest, że ten psychopata uważa, że celowe wywoływanie syndromu sztokholmskiego i robienie sobie niewolników za pomocą terroru to jakiś godne naśladowania i zachwalane „metody terapeutyczne”.

Padłam już wiele razy ofiarą tych samych schizofreników i wiem, że terror nie ma nic wspólnego z terapią. Każdy psycholog nienawidzi terroru, bo wie jak bardzo niszczy psychikę. Wystarczy pół godziny terroru, żeby kogoś zabić, popychając do samobójstwa. Niestety Darth N. za schizofrenikami uważa, że prania mózgu, wywoływanie związanej ze stresem amnezji (wszak dręczyli mnie moi gwałciciele) ora wmawianie nieprawdy to legitne metody i że zawsze w taki sposób dokonywano mojego „wyleczenia”. Nie, amnezja i syndrom sztokholmski z jego fałszywymi wspomnieniami to nie jest żaden „postęp w terapii”.

W życiu nie spotkałam kogoś bardziej przemoc owego niż Darth N. Bardzo wypraszam sobie nazywanie go nazywanie go inaczej niż psychopatą, który uparł się zniszczyć mi życie, aby awansować i zadowolić swoją schizofreniczną kochankę.

Naprawdę nie zamierzam z nim sypiać – chociaż mi to proponowano – aby przekonać go do swoich racji. Zamierzam za to już zawsze unikać miejsc, gdzie grasuje on oraz schizofreniczny gang z mojej podstawówki.

Sam Darth N. chciał wojny i ją wywołał. Teraz moim celem będzie całkowita i skokowa sekularyzacja Polski na wzór Irlandii, gdzie odkryto coś tak makabrycznego, że nie jestem w stanie tego odpowiednio nazwać. Tak samo jak w Kanadzie chodzi o tereny dawnego sierocińca prowadzonego przez zakonnice. Nikt z Kościoła Rzymsko-Katolickiego nie jest pluszowym misiem, a wskazywanie analogii pomiędzy jego ludźmi, a światem przestępczym nie jest pomyłką. To są wszystko dwulicowi i bezwzględni psychopaci, którzy dodatkowo nauki pobierają u schizofreników. Szczególnie nienawidzą kobiet i dzieci. Kobiety w Kościele też nienawidzą kobiet i dzieci.

Żadna z osób z Kościoła nigdy nie była kimś, komu bym się zwierzała.

Gang z podstawówki

Osoby z Avangardy, które przedstawiają się jako „moi przyjaciele z dzieciństwa” to najgorszy element z mojej szkoły, który wziął udział w zbiorowym gwałcie na mnie oraz skopał mnie na lodowisku przed szkołą.

Bardzo ich bawi to, że – inspirowani przez Opus Dei oraz schizofreników z mojej podstawówki – zniszczyli mi życie w dzieciństwie. Kierując się urojeniami Renaty postanowili mnie „leczyć” z ambicji sportowych i nie tylko zaszczuli, ale też próbowali mnie pobić z wynikiem śmiertelnych, gdybym tylko nie potwierdziła, że jestem „kurwą”. Mają ten problem, że faktycznie byłam dzieckiem-sportowcem, tak jak mówiłam i rzeczywiście wystąpiłam razem z trenerem w telewizji. Nie wiedzą tego, że schizofrenicy kierowani zawiścią zaczynają przypisywać sobie sukcesy oraz trybuty osób, którym zazdroszczą. Anna czy Renata nie są córkami Mariana Wieczorka i Heleny Wieczorek, nie są w żaden sposób spokrewnione z kimkolwiek ze szlachty. Za to oczywiście – według słów gangu z mojej podstawówki – sypiały ze wszystkimi kolegami ze szkoły, za co były lubiane i dlatego ten element z marginesu społecznego postanowił im pomagać.

Gang z mojej podstawówki przekonywał wszystkich, że nie tylko jestem chora psychicznie, ale też nie studiuje na żadnej uczelni. Uniemożliwiali mi wejście do sal wykładowych. Bardzo niedobrze się stało, że rozsiedli się na terenie Anglistyki i urabiali wszystkich wokół, rozpowszechniając kłamstwa schizofrenicznej rodziny Nowaków. Podkarmili ich urojenia w taki sposób, że ta rodzina stała się najgroźniejszym gangiem schizofreników, których poznała warszawska Policja.

Największym problemem w sprawie zaszczucia mnie przez kolegów ze szkoły (z nikim z nich nie chodziłam do klasy i mnie nie znali) jest to, że psychiatrzy – w odróżnieniu od psychoterapeutów – nie znają listy typowych zachowań oraz urojeń schizofreników. Paradoksem jest, że całkowicie nie potrafią diagnozować takich sytuacji, w których grupa prowadzona przez urojenia schizofreników zaszczuwa koleżankę czy kolegę. Psychiatrzy dostają z reguły już przeciętych przez psychologów i skruszonych pacjentów, którzy chcą się leczyć i nie wiedzą, jak niebezpieczne było to, że nie moje koleżanki, córki Ryszarda, nie zostały przyjęte do szpitala psychiatrycznego, gdy o to grzecznie poprosiły. Mój wysiłek jako psychologa został wtedy zniweczony, a moje życie zniszczone. Wiele osób nie stroiłoby życia, gdyby te osoby zostały odpowiednio potraktowane. Dzieciaki powinny iść do poprawczaka, a dorośli do więzienia.

Policja zaniedbała te sprawy, a moi rodzice myśleli, że kłótnie pomiędzy dziećmi są nieważne i że problem jest po mojej stronie, bo „powinnam umieć dogadywać się z każdym”. No nie, z gangiem dzieci, skupionych dookoła schizofreników, nikt się nie dogada. To że zostałam przez nich zaszczuta do próby samobójczej jest prawdą. To, że straciłam pamięć i schizofrenicy wytworzyli mi fałszywą osobowość też nie „dowodem” na to, że zostałam wtedy „wyleczona”. Fakt, że jeden z rodziców członków tego dziecięcego gangu jest podobno „psychiatrą” jest skandalem jakiego nie widziała współczesna psychiatria. Doskonale powinien wiedzieć, że nie diagnozuje się na podstawie opowieści schizofreników – jest to w podstawowym podręczniku dla studentów, jest tam też wyraźne ostrzeżenie przeciwko takim praktykom. Lekarz diagnozuje tylko na podstawie wywiadu oraz wyników badań. W rzeczywistości takie osoby diagnozuje psycholog kliniczny, który potrafi ocenić wiarygodność osób zaplątanych w taką sytuację. Mam dosyć wrednych kurw i ich wielbicieli, którzy zniszczyli mi życie tylko dlatego, że kurwy szlochały (co normalnym zachowaniem schizofreników) oraz dawały dupy, żeby ludzi urobić (ditto), a także podawały się za osoby, którymi nie są (ditto).

Na blogu jest moje poświadczenie apostazji oraz zaświadczenie o stanie cywilnym. Na obu dokumentach dokładnie widać, jak nazywali się moi rodzice. Nikt z mojej rodziny na nazywa się Nowak. Renata nie publikuje jako Małgorzata Wieczorek, nie jest też Yennefer (w każdym razie Andrzej jej tak nie nazywa). Nie jest Yennefer Krystyna. Nie jest też spokrewniona z polskim książęcym rodem.

Gang z mojej podstawówki rządzi Avangardą. To nigdy nie byli moi przyjaciele. Bardzo proszę, aby nazwiska tych osób zostały podane Policji, bo ja ich nie znam. Szczególnie bardzo mi zależy na nazwisku zjeba, który twierdzi, że był „moim pierwszych chłopakiem”, zaraz przed Romanem. Jak rozumiem, jest osobą, która wtedy wzięła udział w gwałcie zbiorowym na mnie i radośnie, wykorzystując fakt, że byłam związana, wsadził mi penisa w usta. Ten gwałt nie jest dowodem na to, że „byłam prostytutką”, był bestialstwem, który trzeba w końcu ukarać.

Wbrew temu, co te osoby z mojej podstawówki twierdzą, nie są mi przyjazne oraz okłamują na mój temat Andrzeja, uparcie twierdząc, że mnie chronią.

Przypominam, że psychiatrzy mają obowiązek diagnozować na podstawie wywiadu oraz wyników badań, a nie pomówień schizofrenicznej rodziny Nowaków. Zdjęcie mojego taty jest na blogu, zaświadczenia z nazwiskami rodziców także. Zdemoralizowani i przekupieni przez Nycza psychiatrzy mogą sobie sprawdzić, kto jest kim.

Czas na przeprosiny się skończył. Nie po tym, co mnie spotkało. Musiałam, żeby się ratować, sięgnąć do psychoterapeutycznej techniki, którą określa się jako Monte Christo – czyli przekonuje się pacjenta, któremu zniszczono w życiu wszystko, że musi żyć, żeby się zemścić. Przeżyłam i będę się mścić.

Mam zamiar wcześniej czy później sięgnąć po każdą osobą, która współpracowała ze schizofrenikami z Opus Dei, szczególnie Nycza, moich gwałcicieli oraz osoby, które mnie skatowały na lodowisku. Psychiatrzy, którzy im pomagali powinni stracić prawo wykonywania zawodu.

Nie przejmuję żadnych przeprosin, za to bardzo proszę moich prawdziwych przyjaciół o podawanie nazwisk moich prześladowców Policji. Tylko to mnie zadowoli.

Gang z mojej podstawówki ma pecha, zamierzam wrócić do sportu, chociażby jako nauczycielka pływania i zawsze już będę pamiętać, kto zniszczył mi życie. Wrócę także do telewizji, bo mam to obiecane od dziecka.

A osoby, które mnie zniszczyły, mają się w końcu odpierdolić. Czas na uprzejme traktowanie przestępców oraz schizofreników już się skończył.

Mam nadzieję, że już was nigdy nie zobaczę. Chyba, że w sądzie, gdzie będziecie musieli wysłuchać wyroku, jak wysokie odszkodowanie musicie mi zapłacić. Mówiłam, że Ryszard nie jest moim ojcem, ani przyjacielem mojego ojca. Każdy, kto pomimo tego działał na moją szkodę, zderzy się ze mną i moim prawnikiem w sądzie.

Wypierdalać, kurwy z Opus Dei!!! To, że schizofrenik Ryszard postanowił się na zemścić i „dać” mnie Kościołowi za to, że „obraziłam” katechetkę, nie oznacza, że kiedykolwiek tego chciałam. Niech się też Nycz odpierdoli ze swoją chorą obsesją na moim punkcie. W życiu nie chcę tego pedofila i gwałciciela oglądać.

Służba Kościołowi

Już gdzieś napisałam o schemacie postępowania, który można określić jako zemstę księdza. Polega na tym, że urażony – a uraża ich każdy drobiazg, tym bardziej że ten zawód wybierają co głupsi – członek kleru postanawia dziecko (lub nawet dorosłego) odpowiednio przyciąć, zmusić do uległości i odpokutowania służbą dla Kościoła.

Ja podpadłam pewnej katechetce, a czym opisałam już w innym miejscu, więc nie będę się powtarzać, pisząc jak niewielkie było to wykroczenie. Byłam szczęśliwym dzieckiem, które miało głowę wypełnione planami na przyszłość, w której miały się znaleźć między innymi sukcesy sportowe i szczęście osobiste. Niestety zakonnica postanowiła mnie ukarać, a w jej sferze społeczeństwa gwałty na dzieciach – jako metody dyscyplinujące – uchodzą za całkowicie oraz uprawnione (czyli znormalizowane) postępowanie. Co gorsza są z reguły wstępem do dalszego prześladowania i zmuszenia, aby nieposłuszne dziecko w ramach poszło do zakonu. Moja katechetka – zawistna żmija – wprost mi mówiła, że Bóg najbardziej cieszy się z młodych zakonnic o nieprzeciętnej urodzie. Ja zaś zawsze to uważałam za jakiś barbarzyński zwyczaj, bo Bogu na nic nie potrzebna dziecięca uroda. Powiedziałam, że wolę mieć rodzinę i być szczęśliwa. Wredna kurwa (bo nie jestem w stanie inaczej jej nazwać) napuściła na mnie schizofrenicznego chłopaka z mojej podstawówki – osoba ta nadal mnie prześladuje i sabotuje razem z klerem wszystkie moje próby ułożenia sobie życia. Jedna z moich koleżanek także została „wybrana do służby dla Kościoła”, a ta zakonnica miała niby „rozpoznać powołanie”. Uciekła przed klerem zagranicę i żyje szczęśliwie w cywilizowanym kraju. Pamiętam jak zaśmiewając się, wredna „kurwa”, która uczyła mnie religii, oświadczyła, że „znalazła mi męża”. Zawsze moją dawną katechetkę będę nazywać kurwą, bo pozwalała sobie tak mówić o mnie i o mojej matce.

Wśród osób, które mnie zgwałciły w podstawówce (a także później), bijąc, wiążąc i wpychając penisa w usta, był także niejaki Nycz. Nienawidzę skurwysyna od zawsze. Jego próby podporządkowania mnie sobie zniszczyły mi całe życie. Niestety jest to znany schemat, że gwałciciel uważa swoją ofiarę za swoją własność i zawsze stara się kontrolować jej życie. Ale wbrew kontroli kleru oraz wykorzystywanych przez nich schizofreników, nie dam się złamać i nie będzie mi kler narzucał niebezpiecznego schizofrenika na męża. Wbrew ich złośliwym zapewnieniom, nigdy nie byliśmy razem i nigdy nie spłodziliśmy żadnych dzieci. Wszelkie opowieści o tym, jak niby to byłam z nim szczęśliwa, lub się z nim na mowo „pogodziłam” są dezinformacją, która ma kontrolować moje życie i uniemożliwić mi założenie rodziny. Niestety po zaszczuciu nie mogłam zeznawać, ale co się odwlecze to nie uciecze.

Wbrew ich zamierzeniom, nawet stara, bezdzietna, samotna i z przebrzmiałą urodę nie zamierzam iść do klasztoru, czy przepraszać pana Boga za cokolwiek. To mnie urzędnicy pana Boga powinni przepraszać. Ja nie mam za co przepraszać. Za to wszyscy przestępcy – szczególnie Nycz – idą do więzienia.

Kler z całą obłudą oraz sadyzmem, po gwałtach oraz innych traumach, które mi zadano, postanowił mnie przerobić na swoją małpę – czyli wykorzystać mechanizmy traumy oraz syndrom sztokholmski, żebym zapomniała kim jestem, a za to mówiła wszystko, co kilku osobom umożliwi karierę w Kościele. Byłam cynicznie namawiana do kłamania, aby tylko świat się nie dowiedział, w czym Nycz wziął udział i jak bardzo nakłamał na temat Barbary oraz moich rodziców. To kler odpowiada za to, że moje koleżanki pytał mnie o moją przypisywaną mi przez tych przestępców w sutannach „przeszłość w prostytucji”.

Psycholodzy, szczególnie psychoterapeuci, bardzo ostro i bez różowych okularów oceniają motywacje różnych osób i wiedzą, że to zawsze osoby chore psychicznie – jak na przykład wykorzystywane seksualnie schizofreniczne dzieci z mojej podstawówki – są ofiarami zdrowych psychicznie osób. Nie należy wierzyć klerowi, że są niewinnymi puchatymi misiami, których zwiedli chorzy psychicznie. Kościół zawsze budował swoją władzę na zastraszaniu ludzi oraz ich terroryzowaniu. Wbrew temu w co wierzą, obowiązują ich te same zasady społeczne oraz przepisy prawne co zwykłych obywateli, więc muszą odpowiedzieć za to, co zrobili mnie, a także innym ludziom. Z ich powodu zginęli moi przyjaciele oraz ukochani, którzy zostali zmanipulowani i zaszczuci z wynikiem śmiertelnym.

Nikt, kto chce ze mną utrzymywać kontakty, nie może rozmawiać z Nyczem, moją dawną katechetką, czy ludźmi z rodziny Ryszarda, Barbary oraz ich schizofrenicznymi dziećmi. Ci wszyscy ludzie kręcą straszliwie i nagminnie podają się za osoby, którymi nie są. Nie utrzymuję z nimi kontaktów. Wszystkim odradzam, bo są zawodowymi kłamcami, oszustami oraz kłamcami.

Bez względu na to, co mnie spotkało w życiu, bez względu na to, co mi może kler zrobić, nie ugnę się i zawsze będę mówić prawdę. Mój fałszywie oskarżany tata przeszedł w latach siedemdziesiątych piekło, ja sama też. Bardzo szkoda, że Policja zdołała wtedy tylko go uniewinnić, ale nie zabrała się za prawdziwych przestępców oraz moich gwałcicieli.

Prokuratura ma odpowiednie próbki DNA i czas po ich przebadaniu posadzić w końcu Nycza oraz inne odpowiedzialne za gwałty oraz zaniedbania osoby.

Nie przyjaźnię się z dziećmi moich gwałcicieli, ani z ratującym ich zawsze Opus Dei. Z gwałcicielami też nie. Każdy odpowiada za siebie, ich czynów nie da się w żaden sposób wytłumaczyć, czy usprawiedliwić. Przeszłam gwałty, tortury psychiczne i fizyczne i zakazuję – jeśli ktoś chce utrzymywać ze mną cywilizowane kontakty – rozmawiania z tymi zjebami oraz przestępcami. Bez względu na to, co sobie na mój temat uroili, czy słyszeli, nikt im nie dał prawa tak mnie traktować.

Nikt nie powinien mnie nawracać terrorem, poddawać egzorcyzmom, czy przemocą wcielać do PiS. Kurwa mać, chyba w tym państwie Bezprawia i Niesprawiedliwości ktoś jeszcze słyszał o prawach człowieka. Nie jestem rzeczą, aby obcy dla mnie człowiek „obiecywał mnie Kościołowi” albo „obiecywał PiS”. Nie t też nie miał prawa ingerować w to, co robię zawodowo, czy z kim się związać. Tym bardziej, że wszystkie szlochy schizofreniczek, że to jej mężczyźni, od razu łatwo można było zweryfikować. Szczególnie Andrzej miał możliwość szybkiej weryfikacji, kto jest kim, ale wybrał Nycza oraz PiS.

Nie chcę go oglądać.

Nycz miał obowiązek – po tym, gdy już mu udowodniono, na czym polegają urojenia jego ulubionych schizofreników – odkłamać rzeczywistość, ale postanowił pozostać zatwardziałym przestępcą, który wykorzystuje te chore psychicznie osoby.

Ale cokolwiek zrobi, to nie zostanie papieżem. A przynajmniej taką mam nadzieję, bo moja apostazja przeczy mojemu „nawróceniu” z dzieciństwa – które polegało na tym, że po słusznym buncie i deklaracji, że jestem po pradziadku luteranką, zostałam okłamana i sterroryzowana przez własną rodzicielkę i zmuszona do podejścia do komunii w Kościele Rzymsko-Katolickim. Ale jak przystało na luterankę mam w papierach tylko chrzest. Zero bierzmowania, czy innych sakramentów. Tutaj już się nie dałam sterroryzować, czy zastraszyć, bo nigdy nie planowałam ślubu (nie tylko kościelnego) ze schizofrenikiem, który był fałszywie przedstawiany mojej matce jako moja tak duża „miłość”, że miałam z nim stracić dziewictwo w wieku dziewięciu lat. Możecie sprawdzić na moim potwierdzeniu apostazji, że mam tylko chrzest. Znajdziecie je na blogu. A jak straciłam dziewictwo – już po dwudziestce – też gdzieś na blogu opisałam i nigdy nie robiłam z tego tajemnicy, mojej matce także o tym opowiedziałam. Gwałt oralny nie jest straceniem dziewictwa, chociaż moja katechetka uważała, że wystarczy i jako zgwałcona powinnam iść do klasztoru, przepraszać Boga. Ofiara gwałtu nie jest – zaznaczę – prostytutką, jak wmawiał mi kler. Więc bardzo proszę mi romansu z tym zjebem ze schizofrenicznej rodziny mi nie przypisywać. Wszystko to jego urojenia. Nycz powinien być trochę mniej ambitny w realizacji urojeń tego imbecyla. Jego siostry też są zresztą równie głupie oraz chore psychicznie. Są tak samo jak on niewiarygodne.

A Andrzej, jeśli mnie nie przeprosi, ma zagwarantowany proces z artykułu o rażącej niewdzięczności, bo tym jest działanie na moją szkodę i popieranie Nycza oraz moich schizofrenicznych prześladowców z Opus Dei. Nigdy z nimi się nie zaprzyjaźniłam. Za to jak to zwykle robią przestępcy, czy schizofrenicy, kłamali na temat przyjaźni ze mną, żeby mnie swobodnie niszczyć za plecami i puszczać kłamliwe plotki. Nycz nigdy nie miał prawa kłamliwie mówić o sobie, że jest moim spowiednikiem. Luteranie nie uznają spowiedzi usznej, spowiadamy się tylko Bogu. Pod tym względem nie zmieniłam nigdy zdania. Ani przez chwilę nie byłam kimś z opisów Nycza i nie będę kłamać – do czego mnie zachęcał – żeby ukryć jego kłamstwa. Nie chcę, żeby mnie zabierał do Watykanu, wręcz przeciwnie, zawsze był dla mnie kimś takim jak biskup z Ladyhawke, zawsze miał obsesję na moim punkcie i rozdzielał mnie z prawdziwymi ukochanymi. Jest psychopatą i kłamcą. Widzę go też jako czarny charakter z Bonda, który dąży do władzy nad całym światem i tylko zostanie biskupem Rzymu dorasta do jego ambicji, bo dla katolików takich jak on, Watykan to stolica świata.

Dla mnie Watykan to zabytek, który warto zburzyć, bo stanowi symbol zła, idiokracji (rządzą nami debile) oraz zakłamania.

Złamane serce

Warszawskim fandomem rządzą schizofrenicy z mojej podstawówki. Niestety niewiele osób wie, jak bardzo niebezpieczni są nieleczący się schizofrenicy, ani jakie są ich typowe schematy postępowania czy też typowe urojenia. „Moi” schizofrenicy mają przy sobie tyle osób podtrzymujących ich urojenia, że nie ma sposobu, aby namówić ich na terapię. Trudno też ich namierzyć, bo uparcie (chociaż fałszywie) podają się za moich najlepszych przyjaciół i zwalają wszystko, co robią, na kogoś innego.

Jak wszyscy schizofrenicy Ryszarda, Barbara oraz ich schizofreniczni siostrzeńcy chcą się łatwo wzbogacić i rządzić światem. Na razie rządzą Avangardą, ale chcą przejąć mój majątek. Chcą mnie zmusić do wybrania którejś z dwóch rzeczy – albo mam iść do klasztoru i im w podzięce za „nawrócenie” oddać conajmniej swoje mieszkanie, albo wyjść za schizofrenika Romana, który tak samo jak jego ojciec ma urojenia, że w moim mieszkaniu w ścianie nośnej są zamurowane „skarby księcia”. Mój tata posiadał tytuł książęcy (przypominam, tytuły szlacheckie i przynależność do konkretnych rodów to coś innego niż nazwisko, szlachta powinna o tym pamiętać, a jeśli wątpią, to sprawdzić w Klubie Szlacheckim lub norweskiej ambasadzie, do tego różne tytuły są nadawane osobom z różnymi nazwiskami i nie wymagają zmiany nazwiska) i jak większość artystów, bogaczy i szlachty przyciągnął uwagę zawistnych schizofreników. Ja też obrywam za swoje talenty, pracowitość oraz – a jakże – tytuły szlacheckie.

Schizofreniczki z mojej podstawówki zbudowały sobie w fandomie pozycje społeczna podając się za mnie. Podawanie się za obiekt swojej obsesji jest również typowym zachowaniem schizofreników. Po etapie, w czasie którego uczą się od swojej ofiary wszystkiego, co ma im pomóc ją naśladować, zabierają się za jej zaszczuwanie. Bardzo często kończy się to śmiercią ofiary schizofrenicznej obsesji. Schizofrenicy bardzo często doprowadzają do śmierci swojej ofiary, ale nie pogardzą też zabójstwem, szczególnie jeśli zaczynają cierpieć na urojenia, że po śmierci ofiary ich obsesji automatycznie odziedziczą jej majątek. Skąd też biorą się wrzaski schizofreniczek, że „mieszkam w ich mieszkaniu”. Ich ojciec tego mieszkanie nie kupił.tylko mój.

Ryszarda Nowak jest ich wujkiem, a nie moim ojcem, czy też najlepszym przyjacielem mojego ojca. Od dzieciństwa padam ofiarą schizofrenicznych intryg rodziny Nowaków i mam już szczerze dosyć. Wychowali sobie kilkoro dzieci na swoich fanów oraz bezlitosnych wykonawców ich życzeń.

Schizofreniczka Barbara, która za plecami wszystkich zaintersowanych „zaręczyła” Adama z panią P. doprowadziła do okrutnego ataku na Adama w czasie warszawskiego konwentu. Jak to schizofrenicy chciała terrorem doprowadzić do tego, aby Adam wykonał jej wolę i ożenił się z panią P. Adam dowiedział się, że złamał pani P. serce, chociaż szczerze mówiąc, jak się od niego dowiedziałam, zupełnie nie wiedział o kogo tym ludziom chodzi. Jedyną dobrą stroną tego incydentu jest, że w końcu ktoś z moich znajomych został poddany takiemu ostremu terrorowi, że w końcu zaczęto rozumieć moje obiekcje przeciwko pojawianiu się na warszawskim konwencie. Adam musiał zacząć korzystać z pomocy psychologa, ale prawdziwego, a nie schizofrenicznej impostorki Anny. Adam podobnie nie miał pojęcia, że został dawno temu bez swojej wiedzy „zaręczony” z Krystyną – która zresztą gdzieś z dziesięć lat temu przystąpiła do ostatecznego wykonania na mnie wyroku i zmuszenia mnie do samobójstwa. Działała razem ze schizofrenicznym gangiem od dzieciństwa i wbudowała sobie niektóre ich urojenia w swój światopogląd i bez poważnych konsekwencji dla psychiki nie zmieni zdania. No cóż, nie na wiele jej się to zdało, bo żyję i zamierzam tę krowę pozwać. Chociaż na razie poczekam, czy dostanie też zarzuty karne.

Według tego, co usłyszałam, Adam się nie ugiął i postanowił trwać przy swoim własnym zdaniu na temat, z kim się powinien ożenić. Ja zostałam też poddana głębokiemu praniu mózgu oraz terrorowi, bo schizofreniczny gang zaczął być witany chlebem i solą u mnie w pracy i nie dałam na czas zmusić Policji do odpowiedniego pouczenia Straży Akademickiej, co powinna robić w tej sytuacji.

Jedyne, co gang schizofreników osiągnął, to moja ponowna amnezja oraz obraza już na wszystkich, bo postanowiłam już z nim więcej się nie wiązać. Oczywiście zadowoliło to gang schizofreników tylko do pewnego stopnia, bo chcą przejąć moje mieszkanie i zmusić mnie do potwierdzenia „cudów” oraz „świętości” Barbary oraz Ryszarda. Renata też mi powiedziała, że chce być świętą.

To że środowisko kościelne podkarmia i tuli do piersi takich schizofreników zniszczyło mi całe życie. Nie chcę się nawet wypowiadać na temat ludzi, których informowałam o tym, jak bardzo niebezpieczna jest moja sytuacja. Brak mi słów, bo moi wydawałoby się przyjaciele lub nawet członkowie rodziny, nawet proszeni, aby to co im mówię i piszę, nie lądowało u schizofreników czym prędzej bywało im opowiedziane lub przesłane.

Terrorem i praniem mózgu oraz zastraszeniem ten gang schizofreników doprowadził do sytuacji, kiedy Piotr się poddał i ożenił z Agnieszką, która też została zniszczona psychicznie. Wiem z rozmów z nimi, że obie strony były przekonane o szaleńczej miłości drugiej osoby. Oboje cierpieli w tym małżeństwie. Piotr nie przestał mnie kochać, ale był przekonany, że byłam szczęśliwą dzieciatą mężatką, a Agnieszka nie chciała go odtrącić w sytuacji, gdy przekonano ją, że ma szansy powrotu do Adama. Ja osobiście wolałabym, żeby Aga była z Adamem, a ja z Bertem lub Piotram. W życiu nie zwiążę się z Romanem, czyli zjebem z mojej podstawówki, ani przez chwilę nie byłam nim zainteresowana. Wszystkie opowieści tego schizofrenika oraz jego rodziny to fikcja (nawet nie literacka). Nigdy nawet przez sekundę nie byłam jego dziewczyną, nie jestem matką i nigdy się z tym wariatem nie zwiążę. Nienawidzę go.

Niestety są osoby, które chociaż formalnie mają jakieś wykształcenie, może nawet psychologiczne, ale są na tyle głupie, że nie potrafią sobie zdać sprawy z tego, że ich niektóre przekonania i narcyzm poprowadziły ich do zguby, bo całkowicie źle ocenili oraz oceniają sytuację. Najgorsze jest, że przekonania nabyte w dzieciństwie bardzo często są wbudowywane w światopogląd, ale – kurwa mać – to z kim mam być, nie powinno być sprawą światopoglądową. Bo to osoby poboczne powinno gówno obchodzić.

Te osoby zniszczyły mi całe życie i są współwinne śmierci kilku osób, szczególnie Piotra i Johna.

Matki

Z reguły moi byli faceci mają swoje psychopatyczne wielbicielki, które podają się za ich prawdziwe „miłości”. Najzabawniejsze jest to, że wiem z cała pewnością, że żaden z nich nie oświadczał się im z uczuciami. Za to owe panie krążą po świecie, przypisując mi chorobę psychiczną, bo porozmawiały sobie z schizofreniczką Barbarą, która lubi przyjmować różne tożsamości, zakładać perukę oraz spełniać się w swoich intrygach, które mają sprawić, że zostanę sama i pomogę jej spełnić marzenia o zostaniu „świętą” Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Lub przynajmniej umożliwią jej siostrzeńcowi zostanie multimilionerem, którym niby ma zostać – według urojeń tej rodziny – po odziedziczeniu jakieś kasy po nawet nie mnie, a moich znajomych.

Schizofreniczka Barbara nawet posunęła się do tego, że zaczęła się w pewnym miejscu podawać za Helenę Wieczorek, moją mamę. Moja mama nie żyje od 2000 roku i wypraszam sobie podawanie się za nią i opowiadanie bzdur niby w jej imieniu.

Mama Adama nie ma na imię „Anna” i nie rozmawiała ani z panią P. z mojej pracy, ani z Krystyną. Wrzaski Krystyny, że jest prawdziwą miłością Adama, a ja wariatką, która jej zniszczyła życie, to bełkot szaleńców. Adam w życiu jej nie zapraszał nigdzie. To mnie przywiózł na naszą randkę, na której nie powinno było być Krystyny. Przyszedł chwilę później po mnie, bo parkował samochód. Krystyny tam nie powinno być. Przyszła zaproszona przez wariatkę, a nie mamę Adama.

Proponuję, żeby obie panie, które uważają się za miłości Adama, ze sobą porozmawiały. Nie wiem, jak Krystyna, ale moja koleżanka z dumą pokazywała bardzo tani pierścionek, który „w imieniu Adama” przekazała jej jego „mama”, o czym oczywiście Adam nie miał pojęcia. Wiem, bo w przeciwieństwie do pani P. z nim o tym porozmawiałam.

Około trzydziestu lat temu byłam na wspomnianej randce z Adamem. Nikt Krystyny nie zapraszał do kawiarni, w której się z przyjaciółmi zadekowaliśmy, ale od razu wytropiły mnie schizofreniczki z mojej podstawówki i ją przyprowadziły. Jak mi powiedziały jakiś czas temu, triumfując, że znowu udało im się rozwalić mi życie, Krystyna była przekonana, że jest zaproszona przez Adama. Moje towarzystwo zaś uważało, bo im tak powiedzieli wariaci, że Krystyna jest moją najlepszą przyjaciółką i ja ją zaprosiłam. Gówno prawda. Krystyna nie jest ani ukochaną Adama z dzieciństwa (napisałam gdzieś, że znam Adama odkąd skończył cztery lata – wystarczy porównać daty urodzenia, żeby wiedzieć, że Krystyny nie było wtedy na świecie, naprawdę nie wystarczy, jak to robią schizofrenicy, wszystko odwrócić o sto osiemdziesiąt stopni), ani także nigdy nie była moją przyjaciółką. Osoby takie jak Andrzej i Adam powinny o tym wiedzieć i odpowiednio reagować. Ale jak rozumiem, wszyscy zgłupieli, myśląc, że rozmawiają z moimi najlepszymi przyjaciółkami, a nie głupimi, wrogimi dronami, którymi manipulują równie wrodzy mi schizofrenicy.

Adam ma refleks szachisty, jeśli chodzi o takie intrygi. Zamiast zareagować od razu i obie te panie odpowiednio przyciąć, zniósł z kamienną twarzą, jak pani P. podeszła do niego na korytarzu u mnie w pracy i powiedziała, że „się zgadza”. Adam nie wiedział o co chodzi, ale moja koleżanka najwyraźniej spodziewała się, że zostanie porwana w ramiona i obcałowana, i że od tamtego momentu jest jego „żoną”. Krystyna pewnie się spodziewa tego samego. Znam subkulturę metali na tyle, że współczuję obu wszystkiego, co je w końcu spotka.

No cóż, jeśli obie panie nie chcą ze sobą ustalić, z kim w zasadzie pani „Anna” D. zaręczyła Adama, to niech sam facet w końcu zacznie działać i im powie wyraźnie, że mają się pocałować w dupę. Na razie intrygi Krystyny oraz nie poparte niczym przekonanie moich kolegów i koleżanek, że przechwałki Krystyny i pani P. mają realne podstawy oraz próby „leczenia” mnie pod dyktando schizofrenicznego gangu z mojej podstawówki zniszczyły mi życie i doprowadziły do takiego stanu psychicznego, jakiego nie życzę nikomu innemu, bo stanowi psychoterapeutyczny odpowiednik neurologicznego syndromu locked-in (następuje psychologiczny paraliż i brak możliwości bronienia się) i prowadzi z reguły do śmierci ofiary zaszczucia.

Moi przyjaciele oraz prawdziwi psychoterapeuci po raz kolejny dokonywali cudów, żebym przeżyła i mogła się zemścić na wszystkich winnych mojego zniszczonego życia oraz tych, co przyczynili się do śmierci moich przyjaciół oraz byłych.

Mam was wszystkich na oku.

The Origin

Niewiele osób wie, w jaki sposób zostaje się takim katolikożercą jak ja. Większość ludzi przechodzi przez cała swoją edukację religijną i nawet nie natknie się na jakikolwiek ślad czegoś, co dla Nycza i innych ludzi z hierarchii Kościoła jest sednem katolicyzmu. Chodzi mianowicie o tak zwanych „żywych świętych” – czyli mówię o pewnych, zdaniem ich protektorów, kandydatach do beatyfikacji, która o dziwo może nastąpić nawet za życia.

Takimi „świętymi” dla Kościoła Rzymsko-Katolickiego są osoby, które dla psychoterapeutów oraz psychiatrów są klasycznymi przypadkami schizofrenii. Sam schizofrenik jest bardzo, że tak powiem, przykry dla otoczenia – jeden z moich byłych został zabity przez takiego chorego psychicznie człowieka, chociaż atakujący działał sam i nawet nie miał odrobiny wsparcia takiej organizacji jak Opus Dei. Jego kolega został przez tego schizofrenika zaatakowany i szczęśliwie wariat nadział się na nóż, który sam złapał, żeby niewinnego człowieka zaszlachtować po kłótni o jakieś urojone biznesy i pieniądze.

Kłótnie o pieniądze to najczęściej sedno działań schizofreników. Mają potrzebę szybkiego wzbogacenia się i zaczynają mieć urojenia, że wszystko do nich należy. Nie ma znaczenia, mąż czy narzeczony znajomej, jej mieszkanie, jakieś konspekty powieści, czy też rzeczy, których dokonała. Przejmowani są jej znajomi, a schizofrenicy jak Gollum zaczynają żyć życiem swojej ofiary, którą cały czas oskarżają o chorobę psychiczną, a siebie fałszywie przedstawiają jako rodzinę lub przyjaciół. Zresztą podawanie się osoby, którymi się nie jest, stanowi chleb powszedni schizofreników. Przyjmują każde role, które pozwolą im urobić otoczenie i przeprowadzić swój schizofreniczny plan przejęcia czyjegoś majątku, czy zabicia kogoś, czyje miejsce w społeczeństwie chcą zająć. Bardzo często zabijają lub doprowadzają do śmierci swoich ofiar przekonani, że istnieje jakieś zlecenia przelewu, które po śmierci ich ofiary sprowadzi na schizofreników szczęście gwałtownego wzbogacenia się.

I gdzie w tym wszystkim jest Kościół? Jak najbardziej po stronie złodziei i przestępców. Wystarczy, że ci ludzie cierpią na urojenia i zostają okrzyknięci „świętymi”. Schizofrenicy od razu wyczuwają chachę i opowiadają o jakiś dokonanych przez siebie „cudach”, pomawiając swoje ofiary. Jest to bardzo zabawne, bo jeden z podręczników psychoterapeuty rozprawia się z takimi urojeniami oraz metodami, jakimi schizofrenicy chcą przekonać otoczenie, że faktycznie przepowiadają przyszłość lub dokonują jakiegoś cudu. Nie ma żadnych cudów. Nic nie takiego nie potwierdzono. Ani razu.

Oczywiście zabobonny lud z Kościoła już samą schizofrenię uważa za „cud”. Idiotka, która uczyła mnie religii, naprawdę traktowała schizofrenika Ryszarda, jako magiczny hotline do Boga, dzięki któremu mogła dowiedzieć się o rzeczach, których Ryszard nie widział. lub o ludziach, których on nie znał. Mój tata nie był pedofilem. Nigdy się na niego nie skarżyłam. Byłam za to małą pływaczką, która wystąpiła w telewizji i to przyczyniło się do rozwinięcia patologicznej zawiści schizofrenicznych siostrzenic Ryszarda. Mój tata był bardzo znanym w środowisku fanem fantastyki. Bywał na konwentach polskich i zagranicznych już od lat siedemdziesiątych. Był tam samo lubiany jak ja. Tak samo jak ja pomagał wielu osobom i zachęcał do pisania. Dzielił się też pomysłami. Andrzej rozmawiał ze mną tylko dlatego, że pamiętał i cenił mojego tatę. Szkoda, że Andrzej dał się oszukać Opus Dei, Ryszardowi oraz Nyczowi na temat urojonego związku mojego i Romana. Ryszard nigdy nie był przyjacielem naszej rodziny. Nycz też nie.

Nigdy nie przyjęłam do wiadomości, że mam wybierać pomiędzy klasztorem i Romanem, czy też zostawał niewolnicą rodziny Ryszarda i Renaty. Nie zamierzam im służyć, nie interesuje mnie ich sfałszowany listo do Dyrektora Opus Dei. Nie ja go napisałam, nie ja oddałam się w służbę Opus Dei. Ludzie z moim pochodzeniem nie są niewolnikami i nie dam się tak traktować. Bardzo ciekawe jest, że dla Kościoła wszyscy ochrzczeni ludzie stanowią „trzodę”, z którą mogą robić, co chcą. Stąd też to wyznaczenie Ryszarda jako mojego oficjalnego kościelnego „opiekuna” oraz próby odebrania mi wolności, zaszczucia i oddania mojego majątku schizofrenikom, tylko dlatego że o to „święci” schizofrenicy poprosili. Wszystko tylko po to, aby dalej ci wariaci byli zadowoleni i dalej popierali Nycza w jego ambicjach. Bo chyba nie wierzycie w istnienie ludzi tak zabobonnych, że negują istnienie chorób psychicznych.

Byliśmy wszyscy bardzo szczęśliwa rodziną dopóki nie pojawiły się schizofreniczne, zawistne kurwy z Opus Dei i nie zaczęły „wyrównywać szans”. Bardzo szybko sobie wymyśliły, że mnie zmuszą do pójścia do klasztoru, a ja z „wdzięczności” zostawię im cały mój majątek i że już zawsze im będę dupę lizać i czołgać się, żeby błagać o jakąś kromkę chleba. Zaczęły się nieprawdziwe oskarżenia mnie o prostytucje, a także pobicie mnie z prawie skutkiem śmiertelnym na lodowisku szkolnym. Kopano mnie także po głowie do momentu, aż – w próbie ratowania życia – potwierdziłam, że jestem „kurwą”. Miałam obowiązek zrobić wszystko, żeby ratować życie, do takiego doszłam wniosku. I tak zaprzeczałam tak długo, że wylądowałam na obserwacji ze wstrząśnieniem mózgu oraz połamanymi żebrami.

Niestety dorośli popełnili pewien błąd. Nie wiedzieli, że takie kurwy ze schizofrenią, ich rodziców oraz kler należało błyskawicznie postawić przed sądem, chociażby cywilnym. Skończyłyby się oskarżenia mnie o rzeczy, których nie zrobiłam, przypisywanie sobie moich dobrych cech i oskarżanie mnie o rzeczy, które te schizofreniczne kurwy same zrobiły. Sąd – nawet cywilny – może wyznaczyć obserwację psychiatryczną i zaczęły by moje prześladowczynie brać leki. Zamiast tego, przyjmowaliśmy jakieś nic nie warte przeprosiny i cały czas stanowiliśmy cel ataku kurew z Opus Dei oraz chroniącego ich kleru.

Schizofreniczki ukryły swój spisek, który wyniósł Nycza na fotel biskupa. Zaczęły opowiadać o cudzie „nawrócenia mnie”. Tylko jakoś – kurwa – nie nie mogę potwierdzić. Tak samo jak nie mogę potwierdzić ich opowieści o mnie i moich rodzicach. Uparcie rzeczywistość nie chce przyjąć formy, jaką chce jej nadać Opus Dei. Zamiast potwierdzić cokolwiek, co Renata czy Anna mówią, straciłam już całkowicie wiarę w jakikolwiek kościół chrześcijański i nigdy nie potwierdzę ich cudów. Chociaż o mało co nie zakatowano mnie na śmierć, nie zaszczuto w pracy, bo zaczęłam mówić prawdę o Renacie i Annie.

Schizofrenicy dążą do tego, aby nadać rzeczywistości formę swoich urojeń, żeby zmusić ludzi do potwierdzania tego, co sobie uroili. Kościół Rzymsko-Katolicki jest dla nich ulubionym schronieniem, chociaż – jak to schizofrenicy – Ryszard oraz siostrzeniec i siostrzenice udają, że są nowocześni i wykształceni, a ja niby mam być maniacko religijna. Zabawne jest to, że Roman, którego przyparto do muru, zaczął zapowiadać, że jeśli w sądzie udowodnią mu, że jego urojenia są nieprawdziwe, to zacznie modlić się o cud i że on nastąpi.

Ja jestem skrajnie racjonalna i nie zamierzam się modlić, ani pomagać Nyczowi, aby został papieżem. Urojenia moich znajomych z podstawówki – którzy przekonali kler, że Nycz jest bożym „wybrańcem” i przyszłym biskupem Rzymu – wystarczyły, aby dochrapał się stanowiska biskupa. Moja odmowa pójścia do klasztoru oraz walka z Nyczem zahamowała jego triumfalny marsz do Watykanu. Został kardynałem jako starzec, czyli jak mi powiedziano wcześniej z powodu wieku. Dopiero w momencie awansu Nycza kler miał przeprowadzić weryfikacje dokumentów, czyli ustalenie, czy znajduje się w nich to, co rodzina Ryszarda – szczególnie schizofreniczka Barbara – powiedziała, że się znajduje.

Zamiast moich podziękowań dla tej chorej psychicznie rodziny, znajduje się tam moja apostazja, w której przedstawiam się jako poganka. Postarałam się też, aby wiele osób napisało, co naprawdę o rodzinie Ryszarda i o „świętej” Barbarze myślą. Znalazły się tam też źródła z Policji, świadczące o tym, że wszelkie przechwałki Barbary czy jej siostrzenic wzięły się tylko z ich choroby.

Wedle mojej wiedzy powinno to zatrzymać Nycza w ataku na tron biskupa Rzymu, chociaż miał już podobno ustaloną z Prevostem (czy jak tam on się nazywa) przyszłą abdykację, aby Nycz mógł przejąć tron. Wątpię, żeby w tej sytuacji to nastąpiło. Szkoda tylko, że to bydle w chęci zdobycia władzy nad katolickim światem, zniszczyło całą moją rodzinę, moje życie osobiste, karierę sportową czy muzyczną, oraz każdy inny aspekt mojego życia wraz ze sprowadzeniem cierpień, przez które przechodzą ludzie zaszczuci i skazany na walkę z syndromem sztokholmskim, a także doprowadziło do tego, że schizofreniczny gang z mojej podstawówki przejął władzę nad Avangardą. Ale cóż, Avangarda zawsze bardziej mnie potrzebowała niż ja jej. Więc pokazuję wszystkim debilom dużego latającego fucka.

Nigdy nie byłam osobą z opowieści Nycza, Ryszarda, Renaty, czy dzieci z ich rodziny. Opisywana przez nich osoba pochodzi z urojeń schizofreników i nigdy nie była prawdziwa. Nie mogę nic potwierdzić z ich dziwacznych opowieści o mnie. Nic nie zgadza się z dokumentami.

Szkoda tylko, że Nycz zniszczył ruch fanów fantastyki, popierając schizofreniczki i za nie ręcząc. Ale cóż, Opus Dei po równo nienawidzi metali jak i fantasy. Ciekawe tylko, kim jest ten jego „syn” (podobo biologiczny), który tak bardzo ważny jest w warszawskim klubie. Może moi znajomi powinni go wytropić. Albo zrobić porównanie genetyczne pomiędzy Romanem, a Nyczem? Takie sugestie, że to syn Barbary i Nycza, usłyszałam od Ryszarda już dawno temu. Ale to wariat, więc wszystko trzeba weryfikować.

Ryszard nie jest moim ojcem, chociaż tak potrafi o sobie mówić. Kto jest naprawdę moim ojcem, widać dobrze na potwierdzeniu mojej apostazji oraz zaświadczeniu o stanie cywilnym. Oba dokumenty do znalezienia na blogu.

Najgorsze jest, że schizofrenicy nigdy nie przestają tropić i nękać swojej ofiary, więc zawsze mogę się spodziewać z ich strony dogrywki. A nadal jestem zbyt słaba, aby ciągać ich po sądach cywilnych w nadziei, że zostaną skierowani na obserwację. Do Sądu Opiekuńczego nie mogę iść, bo nie jestem ich rodziną. Mój znajomy z Arizony w podobnej sytuacji, gdy jego córki zostały zaatakowane przez schizofrenika, dostał każdą pomoc policji amerykańskiej. A i tak dziewczynki przeżyły zeznania w sądzie bardzo mocno i ratowała ich tylko obecność psychoterapeuty, co poradziłam.

Chociaż na całe szczęście moja apostazja i ośmieszenie Nycza powinno zdjąć mi Kościół z karku. Małe, a cieszy.

Prawo pracy

Miejsce pracy to specyficzne środowisko, bo nie można z niego uciec bez problemu. Mogłam postanowić nigdy nie wracać na warszawskie konwenty, bo Avangardą rządzą schizofrenicy z mojej podstawówki, ale bardziej formalnej pracy i związanych z nią obowiązków się tak łatwo nie rzuca. Dlatego też prawodawca o wiele ostrzej wymierza kary dotyczące zaszczucia w miejscu pracy. Różni ludzie mają obowiązek się w takim środowisku dogadywać i ignorować kwestie sporne, które pracy nie dotyczą. Prawodawca oczekuje też, że wszyscy mają obowiązek traktować się z zawodową uprzejmością i okazują sobie wsparcie, jak przystało na kolegów z pracy.

Od dziecka mam na karku Ryszarda Nowaka, który owija sobie dookoła palca coraz to nowe osoby. Nie jest ze mną w żaden sposób spokrewniony, a wszelkie jego akcje i opowieści na mój temat są wzięte z jego schizofrenicznych urojeń i potrzeby zrobienia sobie ze mnie dojnej krowy.

Ryszard dopadł mnie w każdej szkole i w każdym miejscu pracy. Pojawił się także w mojej obecnej i zaczął już przed laty wmawiać mi nieprawdziwe historie, w próbie zmuszania mnie do „przypomnienia” czy „uświadomienia” sobie, że jego i Romana urojenia są prawdą. Niestety nie mogę tych urojeń potwierdzić. Mam na blogu zaświadczenie o stanie cywilnym, jestem panną i nie mam żadnych dzieci. Tak samo wszystkie konspekty, które przedstawiała Renata, zostały mnie i innym pisarzom ukradzione. Nie ma znaczenia, że przepisała je swoimi kulfonami. Renata nie publikuje pod nazwiskiem Małgorzata Wieczorek i nie jest przyjaciółką Andrzeja. Jej ojciec też się z nim nie przyjaźnił. Jej siostra Anna ani nie byłą narzeczoną Piotra, Kruka czy Breta, ani nigdy nie przyjaźniła się z żadnymi muzykami.

Iwona Kaminska-Bowlby też o niej nie słyszała, chociaż schizofreniczka Anna na nią również się powołuje. Nie zna jej też książę Kristian. Pentagram i pierścień mi ukradła. Nie są dowodem na to, że jest wielką wokalistką metalową. Jest wariatką stanowiącą element fandomowego folkloru i nikt z muzyków heavy metalowych, których znam, nigdy się nią nie przejmował. Jest tak nieważna, jak tylko może być ktoś, kto jest całkowicie nikim. Jak większość schizofreników z obrzydzeniem reaguje na dźwięki muzyki, co sprawia, że jej urojenia są jeszcze zabawniejsze. Z tym, że – rzeczywiście – kilka razy zakatowała mnie razem ze swoim gangiem. Ale to nie robi z niej bogini metalu.

Ryszard jest schizofrenikiem, który namówił mojego szefa na interwencję, ponieważ miałam być „chora psychicznie”. Jest to coś, co jest prawnym koszmarkiem dla mojego szefa. Zacznijmy to rozkładać na czynniki pierwsze. Przede wszystkim zdrowie psychiczne i leczenie medyczne stanowią aspekt prywatny życia, więc jakikolwiek pracodawca nie ma prawa pytać, czy ktoś się leczy czy nie. Pracodawcę powinno obchodzić tylko, czy pojawiam się w pracy i czy odpowiednio wykonuję swoje obowiązki. Pod tym względem nic nie szwankowało. Różne panie, z którymi jestem zatrudniona, również nie powinny wysłuchiwać szlochów różnych schizofreników, tylko wysłać ich na drzewo po upewnieniu się, że ich pretensje mają charakter prywatny. Nie zapominajmy też o rzeczy najważniejszej – nie jestem chora psychicznie, a oskarżenia schizofreników, ich zapewnienia, że są moją rodziną i że za mnie odpowiadają, nie mają żadnej wartości. Są to klasyczne schizofreniczne ataki, tak bardzo powszednie, że podręcznik Diagnostyki dla studentów ostrzega przed diagnozowaniem na podstawie bredni, jakie opowiadają lekarzom schizofrenicy. Bo to oni przychodzą ze skargami i zaszczuwają w ten sposób swoje ofiary.

Schizofrenicy są wszędzie. Zastanawiające jest, że mój pracodawca postanowił zachowywać się, jakbym miała pięć lat i zaczął rozmawiać z kimś, kogo uznał za mojego „rodzica” i po porozumieniu z którym postanowił mnie ubezwłasnowolnić i zaczął żądać, abym nie tylko z nim, ale też z jakimiś psychiatrami rozmawiała, co naruszyło moje prawa człowieka. Nie potrzebowałam żadnej „interwencji”, bo nie było ze mną żadnych kłopotów. Kłopoty były tylko z gangiem schizofreników, który prześladuje mnie od czasów podstawówki, oraz z ich pomocnikami. Nieważne były moje protesty i tak skończyło na zmuszaniu mnie, abym wypełniała polecenia schizofrenicznej bandy z mojej podstawówki. Rozmowy z nimi oraz poddawanie mnie terrorowi i zastraszeniu zniszczyło mnie psychicznie tak bardzo, że przestałam rozumieć, co się dzieje i rozwinął się u mnie pełen syndrom sztokholmski. Przy czym wystarczy skrajnie toksyczne miejsce pracy, nie trzeba nikogo porywać jak to spotkało Patricię Hearst (czyli najlepiej znaną ofiarę terroryzmu i syndromu sztokholmskiego), żeby mieć warunki do takiego zniszczenia drugiego człowieka, że zaczyna mówić i robić, co chcą jego prześladowcy. Nie dziękuję różnym tępym kurwom za taką dewastację mojego życia oraz moich znajomych. Anna jest bardzo niebezpieczną schizofreniczka, a nie „psychoterapeutka”. Psychoterapia nigdy nie polega na terrorze i jest dobrowolna. Jak komuś nie podoba się, co robię i mówię, niech mnie, kurwa, pozwie. Ale moje istnienie nie powinno nikomu przeszkadzać. Tylko schizofrenikom przeszkadzam i tylko oni ciepią z tego opwodu, że żyję. Ale brew ich marzeniom (aka urojeniom) po mojej śmierci ani nie odziedziczą mojego mieszkania, ani automatycznie nie dostaną żadnych przelewów. Bo nic do nich nie należy, bo to tępe i chore psychicznie wieśniaki, które skończyły jakieś uczelnie w swoich urojeniach.

Przy czym totalnie nie zastanowiło nikogo, że ten niby „rodzić” postanowił przyjść do pracy „córki” z donosami na nią, które miały charakter wyłącznie prywatny i dotyczyły jej „zdrowia” oraz konfliktów z kimś, kto fałszywie podawał się za jej „przyjaciół”, czy „małżonka”, więc nie powinien się tymi pretensjami zajmować. Do tego mój szef postanowił zignorować fakt, że jedna z moich koleżanek dołączyła się do zaszczucia mnie, wyraźnie walcząc ze mną o względy pewnego mężczyzny, który odwiedził mnie w pracy. I nikogo nigdy nie zastanowiło, że facet z urojeniami, który się przedstawia jako mój „ojciec” donosi na mnie, zamiast ukrywać moje (urojone przez niego) problemy i wspierać, jak naprawdę zachowywałby się rodzic.

Nie dziwcie się, że skończyło się to dla mnie takimi urazami psychicznymi oraz syndromem sztokholmskim, że do tej pory próbuję stanąć po zaszczuciu na nogi. Zniszczono mi ostatnie szanse na założenie rodziny, unieszczęśliwiono mnie oraz mojego narzeczonego. Parę goryczy przerwa zaś to, że wbrew wysiłkom znajomych sportowców, trenerów oraz mojego klubu pływackiego, zrobiono wszystko, żeby zniechęcić mnie do regularnych treningów oraz utuczyć. Człowiek w traumie tyje, do tego człowiek poddany terrorowi podporządkowuje się i zaczyna jeść kilka razy więcej niż powinien. Utuczono w ten sposób nie tylko mnie, ale też moją przyjaciółkę Agnieszkę, która miała się zabić, ale udało mi się ją wyprowadzić na prostą, zanim mnie zaatakowano ponownie. I tym razem straciłam już pamięć na dobre. Amnezja ze stresu jest prawdą. Ja nie wiem, kto uczył lekarzy-imbecyli z fandomu, że tylko urazy głowy (lub Alzheimer) tak się kończą. Ale niedouczenie i tępota lekarzy w tej sprawie będzie już zawsze bawić psychoterapeutów i będzie słynne na całym świecie.

Bardziej głupich ludzi, niż ci którzy na mnie napadli, trudno sobie wyobrazić. Ojciec jednego z moich byłych, profesor psychiatra, twierdził, że moje zadziwienie głupotą ludzi wynika z tego, że mam przygotowanie psychoterapeutyczne, ale naprawdę nie potrzeba psychologa klinicznego, żeby zorientować się, że Ryszard i jego siostrzenice, czy też żona (pewna zdaniem Nycza schizofreniczna kandydatka na „świętą Kościoła Rzymsko-Katolickiego”, która lubi się fałszywie podawać za „mamę” różnych osób i prowadzić swoje intrygi) łżą. Nie mówiąc o Romanie, który podobno ma być moim „mężem” oraz „ojcem” trójki dzieci, w których roli występują moje siostrzenice i siostrzeniec. Czwartego dziecka też nie mam – w tej roli ten schizofrenik obsadził syna sąsiadów, którego poprosiłam o ostrzeżenie wszystkich przed tym wariatem. Na całe szczęście udało się ukryć przed Romanem, gdzie rzeczywiście mieszkam i zaczął mieć urojenia, że należy mnie szukać za miastem. Na całe szczęście zrobiłam wycieczkę do Ikei w Jankach i widział – gdy mnie śledził – że wsiadłam po pracy do autobusu podmiejskiego.

Wszystko, co dzieje się w fandomie, również dzieje się w pewnym sensie w miejscu pracy, chociaż pisarze i muzycy nie mają tak łatwo zidentyfikowanych pracodawców, bo są samozatrudnieni. Obowiązuje ich jednak także prawo i niedopuszczalne jest zaszczuwanie kogoś, z kim się walczy o względy mężczyzny, kłamstwami i pomówieniami. Jest to też bardzo źle odbierane przez sądy. Nie ja jestem plagiatorką, a pewna Krystyna. Renata w życiu nie napisała żadnego konspektu, który przedstawiła.jest tępym jamochłonem. Schizofrenik Nycz ukradł mi i przekazał jej moją teczkę z kserem mojej pracy magisterskiej z psychologii oraz moim konspektem. Na jego nieszczęście nie chciałam oddawać oryginału maszynistce do przepisania. Oryginał po tej kradzieży został przeze mnie zaniesiony na Policję. I ja mam wszystkie atuty w rękach.

Bardzo nie dziękuję różnym koleżankom i kolegom z Anglistyki, że – aby ukryć to przestępstwo – zaszczuli mnie wtedy razem ze schizofrenicznym gangiem z mojej podstawówki oraz Opus Dei. Schizofrenik Nycz łże, bo ma nadzieję, że zostanie papieżem, jeśli potwierdzę „cuda” Barbary, która prześladuje mnie od dziecka. Na całe szczęście moja formalna apostazja powinna mu to zablokować. Świadczy o całkowitej odwrotności „nawrócenia luteranki” – bo z dziecka, które wychowywali katoliccy rodzice, stałam się wrogiem katolicyzmu i chrześcijaństwa tak zapamiętałym, jak nikt inny.

Na całe szczęście Luter wyrzucił „świętych” schizofreników z doktryny swojego kościoła. Wszyscy luteranie, których znam są dobrymi ludźmi, a katolicy nie. I do wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat.

Mój pradziadek ze strony taty był bratem pewnego króla z północy. Moim zdaniem nie powinien był pozwolić, aby jego córki zostały ochrzczone w Kościele Rzymsko-Katolickim, bo jego wyznaniem była odmiana luteranizmu, ale zamieszkał w Polsce z polską żoną. Przy okazji – prababcia jednego z moich byłych była jego siostrą. Ale oczywiście kurwy z mojej podstawówki nawet nie wiedzą, kim jest i jak się naprawdę nazywa, bo robią z niego osobę z nizin społecznych.

Czeka ich naprawdę nieprzyjemne przebudzenie. Nic nie poradzę na to, że moja babcia ze strony taty zakochała się i zaszła w ciążę z kolegą z uniwersytetu, który nie był szlachcicem, ale został przyjęty do stanu szlacheckiego. Nazwisko to nie ród, każdy szlachcic o tym wie. Mój tata był zmuszony doprowadzić, aby pewien durny polski szlachetka go przeprosił przed innymi szlachcicami.

Ja też domagam się przeprosin i nadal na nie czekam. Żadna „hrabianka” nie ma prawa mnie dosłownie opluwać. Bez względu na to, jacy wariaci ją wychowali, nie miała prawa tak się zachować.