Pokłóciłam się z Nyczem kiedyś nie tylko o Vika, ale przy okazji też o sztukę Szekspira. Nie należy się ze mną kłócić o sztuki Szekspira, bo byłam na Anglistyce na seminarium z Renesansu. To nieprawda, że specjalizowałam się z metodyki. Psychologia nauczania to jeden z przedmiotów z Psychologii. W domu mam indeks z Anglistyki, więc nie dam sobie wmówić urojeń wariatów na tem temat.
Zarzuciłam Nyczowi, że jak każdy ksiądz zawsze niszczy zakochanych. Nie pamiętam dokładnie czy przeczytałam to w podręczniku psychoterapeuty czy też profilera, ale schemat postępowania księży, którzy wpadną na trop namiętnie zakochanych, ma nazwę „Romeo i Julia”. Nycz upierał się, że ksiądz ze sztuki „pomaga” zakochanym. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Ksiądz podaje Julii truciznę, która wywołuje podobny śmierci stan, który trwa dwadzieścia cztery godziny. Poddajmy ten początek już analizie. Dla lekarza coś, co wywołuje śpiączkę jest trucizną, tak niebezpieczną, że rzeczywiście może skończyć się to śmiercią. Ofiara takiej trucizny nie musi się obudzić. Poza tym, po cholerę księdzu takie środki? Czyżby w ten sposób unieszkodliwiał wrogów Kościoła na czas potrzebny, aby przeprowadzić jakąś operację? I w jaki sposób stan bliski śmierci miałby zagwarantować zakochanym szczęśliwy koniec? Prędzej zostaliby pochowani, bo w tamtych czasach pogrzeb miał miejsce od 24 do 48 godzin po śmierci. Przypominam, że księdzu nie udało się księdzu przesłać informacji o tych planach Romeo, bo przeszkodziła mu zaraza. Zostawmy na boku kwestię, czy rzeczywiście nie wiedział o zarazie wcześniej, księża z oczywistych powodów dowiadują się o śmierci raczej szybciej niż przeciętni ludzie. A w przypadku zarazy pochówek był dokonywany do 24 godzin. Są duże szanse, że Romeo i Julia zostaliby pochowani żywcem. Trudno, aby ksiądz nie zdawał sobie z tego sprawy.
Psycholodzy są bardzo cięci na Kościół. Wiedzą, że wiele osób z Kościoła to geje i lesbijki, którzy odczuwają obrzydzenie na myśl o namiętnym heteroseksualnym seksie. Stąd ich podobne akcje oraz decyzje i dogmaty, które wynikają z takich urazów psychicznych. Jest standardem, że taki seks jest dla nich „grzechem”. Dla psychologa to dobro, które spaja związek. Z reguły Kościół chętnie wiąże pary, które się nie kochają, a dla których seks to obowiązek. Partner, który budzi awersję seksualną jest narzucany wbrew jej woli partnerce. Rozumiem, że dla księży gejów inny gej jest ideałem mężczyzny, ale nie dla mnie.
Bardzo mi się nie podoba, że pewien ksiądz postanowił mnie „rozwieść” z moim narzeczonym przemocą na tylko na podstawie urojeń swoich faworytów-schizofreników oraz sfałszowanego przez nich dokumentu. Nie miał prawa w moje życie prywatne ingerować.
Przypominam, że sztuka kończy się śmiercią kochanków, ale wbrew intencjom różnych ludzi zamierzam przeżyć. Vik też przeżył.
Kościół łapy precz ode mnie i od mojego życia! Nie dam sobie narzucić Romana jako męża. Nie mam też dzieci, dzięki pewnemu księdzu, który pchał łapy, gdzie nie powinien. Dla przypomnienia zaświadczenie o stanie cywilnym i proszę zwrócić uwagę, z którego jest roku. I odpierdolić się ode mnie. Mam nadzieję, że Roman straci dostęp do mojego konta na cito.
