Bardzo znany psycholog społeczny przeprowadził w roku 1971 głośny Stanfordzki eksperyment więzienny. Eksperyment symulował warunki więzienne i badał zachowanie ludzi w takim środowisku. Studenci, biorący udział w tym eksperymencie, dostali rolę albo więźniów, albo strażników. Bardzo szybko strażnicy zaczęli popełniać akty okrucieństwa wobec więźniów. Za głeboko weszli w rolę. To co się działo w czasie eksperymentu było tak przerażające, że badacze nie chcą go powtarzać. Zresztą nie ma takiej potrzeby. Wydział Psychologii UW nigdy nie przeprowadził powtórki tego eksperymentu. Studenci tylko są o nim uczeni.
Pewnego rodzaju powtówkę tego eksperymentu zaserwowali mi politycy oraz ludzie przekonani przez Romana, że jestem ubezwłasnowolniona i że można ze mną robić wszystko. Roman i jego siostry rozdzielili role – mnie przypadła rola więźnia, a wiele osób dostało rolę strażników, którzy na mnie donosili „właścicielowi” i „dyscyplinowali”. Byłam nie tylko bita, ale opluwana, szarpana za włosy i przeklinana. Odbywało się to w czasie konwentów, ale także u mnie w pracy.
Moi strażnicy – wśród nich były też osoby zdrowe psychicznie – przekonywały innych, że należy mnie „leczyć” terrorem i że mam żadnych praw. W tym miałam nie mieć żadnych praw człowieka.
Są osoby, które w eksperymencie więziennym, odmówiły torturowania więźniów. W moim przypadku przeraża mnie skala zmowy przeciwko mnie, osoby, która nigdy nie była ubezwłasnowolniona.
Jeśli chodzi o mnie to Avangarda wybrała. Tak samo wybrały moje niektóre koleżanki z różnych środowisk, z którymi nie chcę się kontaktować. Tak samo wybrał Andrzej. To że znalazł się na czarnej liście, osób które nie mogą mnie odwiedzać, bo o to poprosiłam, a Straż Akademicka współpracuje z Policją, nie jest przypadkiem. Kilka innych osób też nie znalazło się na niej przypadkowo.
Bardzo proszę, nawet nie próbujcie się ze mną kontaktować.