Anastazja Romanowa

Anastazja Romanowa była jedną z córek ostatniego cara Rosji, która została zabita podczas Rewolucji Październikowej. Z początku nie znaleziono jej ciała wśród zwłok innych pomordowanych członków cesarskiej rodziny, co dało początek legendom według których przeżyła i gdzieś się schowała.

Nieodnalezienie jej ciała spowodowało wysyp słynnych oszustek (inaczej schizofreniczek), które podawały się za Anastazję. Oczywiście niewiele kryło się za tymi oszustwami potencjalnych pieniężnych łupów, bo Sowieci wszystko znacjonalizowali, ale zawsze mogły liczyć na zainteresowanie szlachty poza Rosją oraz inne gratyfikacje. Najsłynniejsza z nich Anna Anderson zrobiła wokół siebie bardzo dużo szumu i w końcu, gdy była już trochę starsza, poszczęściło jej się, bo wyszła za milionera.

Brak zwłok na miejscu masowego morderstwa z reguły może oznaczać dwie rzeczy. Albo porwanie kobiety w celu zawarcia małżeństwa, chociaż wtedy byłaby osobą wcześniej obserwowaną, co było niemożliwe w sytuacji mieszkającej w pałacu Anastazji i przypadkowych żołnierzy, którzy wpadli do prywatnych apartamentów rodziny cara i którzy nie mogli zaplanować porwania. Druga opcja jest jeszcze bardziej nieprzyjemna, bo oznacza całkowicie przypadkowe impulsowe porwanie w celu zgwałcenia ofiar. Żołdacy, szczególnie wariaci lub imbecyle, nie mieli w takiej sytuacji szacunku dla członków rodziny panującej. Piszę ofiar, bo brakowało też zwłok brata Anastazji.

Pytanie o przypuszczalne losy Anastazji było jednym z pytań zadanych mi podczas egzaminów z kryminologii. Odpowiedziałam tak, jak to opisałam powyżej, dodałam też, że prawdopodobnie sprawca spalił zwłoki, bo w warunkach wojennych mógł nie mieć czasu na zakopanie ich i że kiedyś może się dowiemy, że je znaleziono. Zwierzęta nie zjadają spalonych zwłok. Szczątki Anastazji i jej brata znaleziono w 2007 roku, były zwęglone, tak jak przewidziałam jako studentka. Rok później laboratorium potwierdziło wynikami DNA, że to rzeczywiście byli oni.

Ofiara

Jedną z cech nowomowy kościelnej (bo kler nie używa standardowej polszczyzny) jest fakt, że gdy ja mówię, że jestem ofiarą Renaty, to ja mam na myśli, że zostałam przez nią pokrzywdzona, a Nycz chyba myśli, że ona miała prawo złożyć mnie w ofierze Bogu i że mam zgodnie z jej wolą iść pracować do Kościoła.

No więc nie, skurwielu, naucz się prawdziwego języka. W życiu nie dam się złożyć w ofierze. Chociaż muszę przyznać, że zbiry z Opus Dei faktycznie poświęciły duży praktycznie całe moje życie swojemu Bogowi, okradając mnie z niego i nakazując mi myśleć, że moje cierpienie (cierpienie kogoś wyjątkowo utalentowanego, który urodził się po to, żeby – oprócz odnoszenia sukcesów na wielu polach – wychowywać dzieci) jest czymś, co mam im ofiarować.

No więc, prześladujący mnie skurwiele się przeliczyli. Ta wasza niechętna ofiara, której cierpieniem się bawiliście i bawicie dalej, zamierza wam w sądzie skopać tyłki i zażądać takiego odszkodowania za swój niezasłużony ból i zaprogramowaną przez was porażkę życiową, że nigdy na świecie Kościół Rzymsko-Katolicki jeszcze tyle nie zapłacił. Kaplicę Sykstyńską będziecie musieli zastawić, a obiecuję wam, że zmuszę was do zapłacenia odpowiedniej ceny. Bo to wy tym wszystkim sterowaliście i wy okłamaliście osoby, które też są waszymi ofiarami, żeby wykonywały posłusznie wasze polecenia mające na celu dalsze niszczenie mi życia.

Niewygodna prawda

Niewygodną dla kleru prawdą jest, że Polska już od dawna nie jest katolicka – poniżej 30% obywateli Polski bierze udział w mszach, co jest podstawowym obowiązkiem katolika.

Zadziwia zatem upór kleru, że wszyscy Polacy są katolikami i że hierarchowie mają prawo wtrącać się do polityki i sterować ruchem kadrowym w prawicowych partiach, a także popierać jakiś kandydatów na takie wysokie urzędy jak urząd prezydenta RP, czy wręcz „zatwierdzać” kandydatów. Trzeba postawić tamę temu, że do władz wszędzie dostają się najmniej wykwalifikowani ludzie, byle tylko zagwarantowali jakiemuś biskupowi, że „będzie po bożemu” i że jego sekta będzie mogła dalej wpływać na kształt prawa.

Trzeba zacząć edukować siebie i ludzi w swoim otoczeniu. I trzeba to zacząć robić jak najszybciej. Lewica nie może przerżnąć także wyborów parlamentarnych.

„Ufajcie Bogu…”

Rodzice Renaty i Rafała nie byli ludźmi z półświatka. Byli leczącymi się schizofrenikami, którzy na swoje nieszczęście byli religijni, więc wiele o sobie opowiadali swojemu księdzu. Ten stosując oczywiście schemat postępowania zawodowych kościelnych katolików, którzy nie wierzą w choroby psychiczne, za to uważają, że mają prawo bawić się ludźmi i wchodzić w kompetencje lekarzy, zakazał im brania leków, za to kazał ufać Bogu. Stworzył te potwory, kierując się zabobonem, ale też zachwytem godnym religii szamańskich, że ma w swojej parafii osoby, które dzięki swoim wizjom są „bliżej Boga”.

Renata, gdy już porozmawiałam z nią spokojniej i przypomniałam, co pamiętam z podstawówki, powiedziała mi, że chce się leczyć, ale nie wie jak. Jej brat też będzie chciał się leczyć, ale trzeba ich wyrwać z otoczenia Nycza i szerzej kleru, którzy z powodu modelu biznesowego Kościoła i ogólnie rozumianego prestiżu, uwielbiają otaczać się „żywymi świętymi” – czyli ludźmi bardzo poważnie chorymi, których urojenia nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości.

Trzeba Renatę i Rafała wziąć za rękę, wsadzić do samochodu i zawieść do psychiatryka. Wbiłam im do głowy, że proces trwa szesnaście dni i że po tym czasie będą mogli zadecydować, co chcą zrobić. To że mówi, że już była w szpitalu, to nieprawda. Fantazjuje o tym, kierując się tym, co jej powiedziałam. Trzeba jej powtórzyć, że będzie mogła lekarzom mówić wszystko, co uważa, że „wie” o mnie, tylko że musi być tam conajmniej dwa tygodnie i wtedy powie lekarzom, co chce, żeby ze mną zrobili. Leki, które będą przez ten okres dostawać, zadziałają dopiero po dwóch tygodniach, więc trzeba ich jakoś podejść, żeby się zgodzili dobrowolnie poddać leczeniu.

Są osoby w fandomie, które mają lepszy kontakt z nimi ode mnie, bardzo proszę, żeby one się tym zajęły. Naprawdę nie jestem chorą psychicznie żoną Rafała, która musi do niego „wrócić”. Nie jestem też religijna. Rafał urobił także moją rodzinę (chociaż oni nie zorientowali się, że Rafałem kieruje psychoza i uważają za idealnego kandydata na mojego faceta, podczas gdy ja prędzej umrę, niż za niego wyjdę). Sama ledwo żyję, bo naprawdę postanowili mnie za niego wydać, zupełnie nie orientując się, kim jest naprawdę, kto za nim stoi, jak bardzo jest głupi i jak bardzo zostałam zniszczona i poraniona, gdy próbowano nagiąć rzeczywistość, żeby zgadzała się z życzenia Nycza i urojeniami Rafała.

Ostatni gasi światło

Po wygranej Nawrockiego obudziłam się w świecie pozbawionym jakiejkolwiek nadziei. Już wcześniej wariatka Barbara nękała mnie, próbując mnie zmusić do dopasowania mnie do jej urojeń, wedle których chcę pracować z nią w PiSie czy też ministerstwie. Byłam zmuszona przez nią i przez Rektora do rozmów z pisowskimi oficjałami. Pogwałcono w ten sposób wszystkie moje prawa, robiąc przyjemność gangowi (a w zasadzie sekcie) schizofreników.

Pani Barbara jest osobą, która mi zniszczyła życie po wielokroć. Nie mam siły wyszczególniać jej poszczególnych dokonań tutaj, ale jest tak samo niebezpieczną wariatką jak rodzina Renaty czy Ryszard, który też ma urojenia, że mnie „ratuje” i że jest moim zastępczym ojcem.

Dla mnie zwycięstwo Nawrockiego oznacza, że czas porzucić nasz kraj i wybrać Francję na miejsce pobytu. Muszę spędzać chociaż część roku w krajach, gdzie rządzi rozum, a nie ciemnota. Tylko w Polsce prawa kobiet i inne postulaty lewicy nie trafiły do centrum. Jest to przerażająca sytuacja. Wszędzie indziej, nawet jeśli rządzi tam prawica, to nie ma demontażu zdobyczy cywilizacyjnych, takich jak prawo kobiet do decydowania o swoim ciele. Przypominam, do dwunastego tygodnia ciąży nie ma mowy o systemie nerwowym, jest to granica, do której aborcja powinna być prywatną sprawą każdej kobiety. Naprawdę fanatyczni zwolennicy zakazu przerywania ciąży powinni być zmuszeni, żeby na planszach wybrać ludzki pięciotygodniowy płód odrózniając go od końskiego, foczego, czy płodu słonia. Najczęściej kobieta w ciągu trzech tygodni się orientuje, że jest w ciąży i może usunąć ciążę farmaceutycznie.

Jako profiler znam kilka zasad, które mają zastosowanie w polityce. Pomińmy już fakt, że do polityki i ogólnie władzy garną się ludzi głupsi, chociaż ambitni. Ważniejsze jest to, że statystycznie przedstawiciele prawicy są o wiele głupsi od przedstawicieli lewicy. Prawacy to z reguły ludzie niewykształceni, albo tacy, którzy ten dyplom dostali z łaski. Czasem nawet są to ludzie, którym ktoś napisał taki doktorat, bo „im się należy” i nadal wystaje im wieś z butów.

Niestety prymitywny lud łapie się na takiego gościa, co to niby wykształciuch, ale mówi jak swój. Nie oszukujmy się, większość wyborców, to nie są ludzie wykształceni i fakt, że ktoś przemawia ich językiem i trafia do nich, jest zachęta do głosowania. Jedyna rada dla lewicy – musicie uprościć język. Ciężko pracujący ludzie to wymarzony adresat postulatów lewicowych, tylko trzeba znaleźć sposób, żeby zorientowali się, kto naprawdę będzie dbać o ich interesy. Zamiast tego mamy ponownie prezydenta, który w swojej kampanii posługiwał się hasłami wytrychami i jest populistą. Zbiera mi się na wymioty, gdy znowu politycy prawicy łaszą się do stadionowych kiboli, czyli przestępców, którzy powinni siedzieć w więzieniu. No, nie chce mi się wierzyć, ze polski elektorat rzeczywiście składa się z wielbicieli panów okładających się cegłówkami i umawiających się na ustawki. Brakuje kilku medialnych procesów takich prymitywów, ale przedstawionych tak, żeby lud zrozumiał.

Aż mam ochotę zostać dziennikarką śledczą, iść pracować do Policji, albo sprawdzić ile przedmiotów z politologii zrobiłam i zacząć doradzać lewicy. Najbardziej z tego chciałabym przestępców wsadzać do więzień, albo do psychiatryków, tylko że – jeśli chodzi o psychiatryki – prawo mi na to nie pozwala, bo jest dobrowolność leczenia. Z tym, że oczywiście ta dobrowolność nie ma znaczenia jeśli chodzi o mój przypadek, bo mnie PiS zaszczuł praktycznie na śmierć, próbując mnie zmusić, żebym zaczęła robić to, czego chce ode mnie wariatka.

Handlarze

Wszystkie osoby, które mnie znają wiedzą, jak bardzo sceptyczna jestem wobec katolicyzmu. Stoją za tym moje własne doświadczenia, ale też bzdury jakimi Kościół karmi wiernych, którzy bezrefleksyjnie to gówno ideologiczne łykają.

Zawodowi katolicy to zawodowi oszuści. Nie tylko mają jako organizacja religijna uprzywilejowaną pozycję w państwie i ciągną miliony z naszej wspólnej kasy, a katecheci – czyli ludzie skrajnie nieodpowiedzialni i głupi, którym nie powinno pozwalać na kontakty z młodzieżą – są utrzymywani przez budżet. Wszyscy płacimy za ogłupianie dzieci i młodzieży durną indoktrynacją. Jest to skandal, jeśli się sprawdzi, jakie treści są im przekazywane. Szkoła uczy tolerancji i pomaga nabywać społeczne kompetencje, to co robią katecheci to wychowywania tępych, zabobonnych knurów, którzy nigdy nie odnajdą się w współczesnym świecie. A jeśli katecheci napotykają w czasie lekcji jakiś problem, często nawet nieistotny, to kierując się własnym imbecylizmem, zaczynają dziecko zaszczuwać i terroryzować bez zastanowienia się, czy przypadkiem sami nie mają problemów z brakiem przygotowania pedagogicznego i psychologicznego. „Nauka” religii won ze szkół!

Dodajmy do tego przekonanie kościelnym idiotów, że stanowią najwyższą władzę, ważniejszą od państwowej (tutaj państwo w końcu powinno im pokazać, kto faktycznie zarządza Polską) i że muszą sprawę takiego dziecka lub studentki „zbadać” i prowadzić działania, jakie powinna prowadzić Policja i sądy. Samosądy i zaszczuwanie niewygodnych ludzi to codzienność Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Kampanie oszczerstw to też rzeczywistość dla wielu osób. Mordowanie ludzi (mam na myśli zaszczucie ze skutkiem śmiertelnym), którzy nie chcą z nimi współpracować lub potwierdzić słów kretynów schizofreników również.

Powtórzę, zawodowi katolicy to zawodowi oszuści sprawni w wyciąganiu kasy. Zastraszają ludzi, a robią to już od wczesnego dzieciństwa, wizjami piekła i wiecznych cierpień, jeśli wierni się nie podporządkują imbecylom i nie będą ich utrzymywać na wysokim poziomie. Pamiętam swoją katechezę – utrzymywanie tych oszustów było przedstawiane jako główny obowiązek katolika. Gdy tylko wywęszą, że ktoś jest albo szlachcicem, albo jest zamożniejszy niż przeciętna, zaczynają się zabiegi mające na celu oskubanie tej osoby z każdej złotówki.

Ja sama, chociaż mam puste konto, byłam terroryzowana, że mam oddać im oraz ich „świętej” (heheh) schizofreniczce Renacie każdą złotówkę. Przeszłam załamanie nerwowe z powodu ich drapieżnego domagania się ode mnie kasy i żądań, żebym poświęciła moje życie na służbę (czytaj – niewolniczą pracę) w Opus Dei. Znam mechanizmy psychiczne i metody terroru i zastraszania, jakimi z ludzi robi się niewolników, którzy potulnie potulnie robią to co chcą prześladowcy, bo zostali tak zniszczeni psychicznie i zastraszeni. Wszystkie te techniki zostały zastosowane w moim przypadku. Wiem, o czym mówię, gdy informuję o specjalnie indukowanych zaburzeniach lękowych, które miały za zadanie spowodować moje „nawrócenie” i lizanie dupy schizofrenicznemu rodzeństwu z mojej podstawówki.

Powiedzmy sobie szczerze, zawodowi katolicy nie mają żadnych pieniędzy, oprócz tych które nam ukradną lub wyłudzą. Gońcie precz te knury, które posługując się zastraszeniem sprzedają nam obietnicę, że nie będziemy cierpieć wiecznie w płomieniach piekielnych, jeśli im za to zapłacimy, wcześniej sztucznie wywoławszy w nas lęki przed nierealnym zagrożeniem. Co ja mogę powiedzieć na takie zabiegi? „Nie lękajcie się?” Powiem więcej, i uważam, że wszyscy powinni tak powiedzieć zawodowym katolikom – „Spierdalajcie, ale to już!”

Nie wiem, czy zauważyliście, ale w powyższym tekście wykpiłam, chociaż nie wprost, katolicki zwyczaj sprzedawania odpustów. Cały ten odłam chrześcijaństwa na tym bazuje. Zastraszają ludzi piekielnymi cierpieniami, aby za pieniądze, najlepiej duże pieniądze, uwalniać ich od tego sztucznie indukowanego lęku. Kontrolują też sferę seksualną, co też jest manipulacją i robieniem z ludzi niewolników, którzy muszą wypełnić jakieś skomplikowane warunki, żeby móc się kochać. Jedna podstawowych potrzeb ludzkich jest obwarowana zakazami i kler nawet próbuje ludziom narzucać w jakich pozycjach ludziom wolno współżyć. A przypomnijmy, są to ludzie, którzy dobrowolnie ograniczyli się przez ustawowy celibat, boją się tej sfery życia i mają wszystkie możliwe zaburzenia seksualne. Seks i bliskość to kolejna rzecz, którą handluje Kościół Rzymsko-Katolicki, a która do niego nie należy.

Przekonanie, że nie ludzie mają prawo mówić, kto będzie zbawiony i zakaz handlu odpustami to były niektóre z tez Lutra. Powiem, że moim zdaniem akurat te tezy wynikają z zastosowania zdrowego rozsądku i głębokiej wiary, której naprawdę nie widzę u znacznie głupszych przedstawicieli polskiego kleru. A przypominam, jestem ateistką wychowaną w kulturze katolickiej, nie przemawia przeze mnie żadna luterańska indoktrynacja z dzieciństwa.

Potomkowie Lutra w odróżnieniu od zawodowych katolików są zdrowi psychicznie. Luterańscy księża posiadają rodziny i nie uważają się za półbogów z powodu „wyświęcenia”. Luteranom wolno używać antykoncepcji, która podobnie jak wiele innych rzeczy, jest naprawdę prywatną sprawą wszystkich ludzi. Nie ma też spowiedzi usznej w tym odłamie chrześcijaństwa, więc wierni są dojrzalsi, bo nie nigdy nie mają furtki w rodzaju, że w razie czego jakiś ksiądz ich rozgrzeszy, traktując ich jak wieczne dzieci, za które się wiecznie podejmuje decyzje. Księża to tylko ludzie i nie powinni wchodzić w kwestie, które są w bożej jurysdykcji. Katolicyzm jest skazany na wypaczenia przez to, że księża manipulują ludźmi przez zastraszenie i wymuszanie takich decyzji (także politycznych), jakie jakiś klecha pochodzący z zabitej deskami wiochy uważa za odpowiednie. Może znają się na teologii, ale o życiu, nauce i świecie nadal niewiele wiedzą.

Jestem ateistką, więc pisząc o doktrynie katolickiej poruszam się wewnątrz tych wierzeń i oceniam ten system zgodnie z tym, co o nim wiadomo, uważając tę religię za jedną z wielu. Nie interesuje mnie poziom wyidealizowanych deklaracji, ale faktyczna praktyka. Studiowałam między innym psychologię religii i nie mam wątpliwości, że każda religia zaspokaja potrzeby, które sama u wiernych wywołuje z pomocą zastraszenia i terroru. Ale są systemy mniej lub bardziej przerażajace w swojej opresyjności. Fundamentalny katolicyzm (a podobno tylko taki jest prawdziwy) jest jednym z najgorszych systemów wierzeń, jakie można sobie wyobrazić. Jest tak kryminogenny, że skończyła mi się już dawno skala.

Nycz prosił mnie, żebym napisała szczerze o mojej religii, więc to robię. No cóż, jak widać na moim potwierdzeniu apostazji, można o mnie wszystko powiedzieć, ale nie to że jestem katoliczką.

Młodość

Muszę przyznać jedno – młodość i większość wieku średniego mi umknęły na uciekaniu przed wariatami z Opus Dei, walką z syndromem sztokholmskim i amnezją oraz wmówionymi mi fałszywymi wspomnieniami (bo rozumiecie, urojenia wariata to „prawda” i koniecznie trzeba mi je „przypomnieć”) i już minął czas na różne sprawy. Są to lata, których mi ci skurwysyny nie oddadzą, są to dzieci które się nie urodziły, są to też teksty, które już nie powstaną. Ale wbrew temu, co chce imbecyl Ryszard, nie zamierzam się załamać i popełznąć do Kościoła jako pokutująca była „kurwa”. Nie przyznam też, że którekolwiek z urojeń Renaty czy Rafała to prawda. I nie interesuje mnie, kto ich dofinansowuje.(1) To sprawa tych ludzi. Napisałam poprzednie wpisy, walcząc z syndromem sztokholmskim i wmówionymi mi rzeczami. A było ich bardzo dużo. Więc nie wszystko musi być prawdą, mogło mi się coś omsknąć. Prawdą za to jest mój stan cywilny i to, że w życiu nie przyjaźniłam się ani z panią Barbarą, ani imbecylem Ryszardem czy moją dawną katechetką. Tak samo nic nigdy nie miałam wspólnego z nikim ze schizofrenicznej rodziny Rafała i Renaty, czy nimi samymi. Ale jeśli ktoś chce, żebym umieściła jakieś sprostowania i będą zasadne, bardzo chętnie to zrobię.

Zamierzam cieszyć się tym, co mi zostało z życia, naśladując w tym moją starszą o trzynaście lat siostrę. Czyli pozostanę aktywna i będę trenować każdego dnia. No cóż, młodość i uroda przeminęła, nienawiść do PiSu i Kościoła Rzymsko-Katolickiego za to tylko wzrosła.

Trzymajcie się tam! I na pohybel skurwysynom!!!

I obowiązkowe „dla przypomnienia”, bo w życiu nie byłam i nie jestem związana z Rafałem:

⛧⛧⛧

(1) Dowiedziałam się jakiś czas temu, że wersja schizofreniczki Renaty i jej wielbiciela Nycza jest taka, że pomysły literackie, które podsuwałam różnym ludziom, należą do niej i usłyszałam je od niej. Dużo to tłumaczy, szczególnie niechęć do mnie osoby, która jak myślałam, ma dług wdzięczności, ale muszę kategorycznie zaprzeczyć, żebym kiedykolwiek kogokolwiek okradła z pomysłów. Nie rozmawiałam z Renatą nigdy na temat pisania, to jest to tępa klempa ze schizofrenią i jak każdy nieleczący się schizofrenik ma naturę Golluma i przypisuje sobie rzeczy, których nigdy nie zrobiła. Bardzo chętnie poddam się obrazowaniu pracy mózgu, o ile Renata też będzie badana. Zobaczymy, kto jest schizofreniczka, która kłamie na temat autorstwa różnych utworów. Bardzo proszę, idźcie do sądu, udowadniać, że czarne jest białe, a białe jest czarne.

Cud na stadionie

„Gdyby w trakcie modlitwy nastąpiły manifestacje demoniczne, prosimy się nie bać, stewardzi odprowadzą taką osobę do egzorcysty” – chciałabym, żeby to była to fikcja, cytowany fragment brzmi jak interesująca powieść fantasy, ale nie – to smutna i przerażająca rzeczywistość. To zdanie pochodzi z artykułu Newsweeka o cudotwórcy Bashoborze.

Pochodzący z Ugandy kaznodzieja John Bashobora jest – z mojego punktu widzenia – schizofrenikiem, który nieźle żyje ze swoich urojeń, że wskrzesza ludzi. Jako wykształcony profiler nie wierzę w cuda, tym bardziej że z powodu prześladowania przez schizofreników uznanych przez Kościół za świętych zdobyłam praktyczną wiedzę o tym, jak ci ludzie myślą (a raczej nie myślą) i co robią innym (na pewno nie pomagają).

Z stuprocentową pewnością mogę orzec, że nic co mówi o mnie Renata, Rafał i otaczająca ich sekta nie jest prawdą. Nikt nigdy nie zweryfikował nawet najmniej ważnego stwierdzenia, jakie wypowiedzieli o innych ludziach, ale i tak otaczająca ich sekta, egzorcysta oraz Kościół nigdy nie zwątpili w ich „świętość” czy dobre intencje.

Z cała odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że Bashobora to taki sam chory psychicznie oszust, co moi schizofreniczni znajomi z podstawówki. Różni ich tylko skala, Renata nie przypisuje sobie wskrzeszania umarłych jak ten świrus z Ugandy, ale gdyby chciała, także zapełniłaby stadiony i zrobiła sobie tournee po świecie, udzielając błogosławieństw i ciesząc się pozycją kogoś o sławie dorównującej gwiazdom metalu. Oczywiście ta sława ogranicza się do aktywnych uczestników życia Kościoła Rzymsko-Katolickiego, ale jak było widać wystarczyło ich do zapełnienia stadionu.

Nękają mnie całe życie osoby o mentalności ludzi z tego stadionu, wypełniając, a czasem wręcz odgadując, życzenia „świętej”, czyli całkowicie pierdolniętej Renaty, która nigdy nie była moją. przyjaciółką i której każde słowo o mnie jest nieprawdziwe. Jej brat też mieszka w świecie urojeń.

Oboje leczyliby się, gdyby nie Kościół, który koniecznie chce, żeby dalej chorowali, bo rządzi nim ciemnota i zabobon, który woli własne awanse i ignorancję nad naukę oraz prawdę. Kilka już razy prawie udało się ich namówić na leczenie, był to zbiorowy wysiłek osób z przygotowanie psychologicznych i psychiatrycznym, ale zawsze pojawiał się z rozwianym włosem, ktoś z Kościoła, kto wolał swój interes nad ich szczęśliwe życie.

Powiedzmy sobie szczerze, schizofrenik, który się nie leczy, jest nieszczęśliwy. Wcale nie jest przyjemnie utonąć we własnych urojeniach i bać się ludzi, którzy chcą mu pomóc. Lęk ten jeszcze jest pogłębiany przez to, że pod spodem tych urojeń przebija prawda, która musi być przez schizofreniczne urojenia zaatakowana, aby się utrzymały. Stąd też paranoiczne oskarżenia wysuwane w moim kierunku, oskarżanie, ze chcę coś jej – Renacie – zrobić. Schizofrenik nigdy niczego nie weryfikuje, sabotuje też wszystkie próby weryfikacji.

Renata okradła mnie z wielu rzeczy, także przypisując sobie fałszywie moje dokonania. Nękała Piotra, który nigdy nie był z nią związany. To że żyję, szkodzi jej tylko w jeden sposób – mogę odsłonić ją jako chorą psychicznie oszustkę. Gdyby brała leki nie byłoby problemu, byłaby kimś lubianym i wszyscy żyliby w zgodzie. To samo dotyczy jej brata.

Nagroda Randiego

Jednym z argumentów, jakie często wysuwają sceptycy jest, że żadne cuda nie przeszły przez skrupulatne badania fundacji Randiego. Sam James Randi był iluzjonistą, więc jego sceptycyzm wobec zjawisk nadnaturalnych podpierał się jego doświadczeniem. Oferował nagrodę pieniężną za udowodnienie w kontrolowanych warunkach, że ktoś ma cudowne moce. Fundacja, od momentu kiedy James Rand przeszedł na emeryturę, nie przyjmuje już wszystkich zgłoszeń jak leci, chociaż są gotowi rozważyć dobrze udokumentowane wnioski. A jest o co walczyć, bo milion dolarów piechotą nie chodzi. Do tej pory nikomu nie udało się udowodnić nawet najmniejszego cudu, czy istnienia specjalnych mocy. No niestety, świat prawdziwy nie jest światem fantasy i cudów się nie spodziewajmy.

Wyciągnęłam nagrodę Randiego podczas sporu z Nyczem, jako argument za tym, że cuda są mało prawdopodobne i że moja koleżanka z podstawówki, chociaż schizofreniczka(1), nie dokonała żadnego cudu. Naprawdę mnie nie nawróciła, a karta się sama nie zrosła.

Sztuczka z kartą jest jedną z najprostszych do powtórzenia sztuczek z kartami. Nycz nie przyjął do wiadomości, że nikt do tej pory nie zgarnął tego miliona dolarów, i że świadczy to przeciwko istnieniu „świętych” i temu, że ktoś uwierzy w „cud zrastającej się karty”. Jest przekonany, że jego Renacie się uda i zgarnie też ten milion (przynajmniej pierwszy raz uczciwie bez posługiwania się oszustwem).

Życzę autentycznie szczęścia. Przyda się, jeśli się weźmie się pod uwagę, ze James Rand był bardzo znanym i doświadczonym iluzjonistą i jego fundacja kontynuuje jego sceptycznie podejście. Mam nadzieję, że Fundacja przyjmie to zgłoszenie, pomimo mocnego ograniczenia rozważanych zgłoszeń. Zaprośmy jeszcze telewizję. Mam nadzieję, że dostanę także zaproszenie.

⛧⛧⛧

(1) Muszę tu dodać, że Nycz strasznie się nakręcił tym, że nauka ma na „świętość” konkretną nazwę „schizofrenicy” i że nauka udowodniła istnienie „świętych”. Których oczywiście nie wolno leczyć, bo leki zabierają im „świętość”. Bardzo chce udowodnić, że Renata jest autentycznie istotą półboską, posiadającą łaskę Boga i że ta schizofreniczka z mojej podstawówki „potrafi więcej niż zwykły człowiek”. Renata ma być także jego zdaniem niezwykle uczoną niewiastą i „zasługuje na doktorat”.

Kryminologia

Jak już wcześniej napisałam na studiowanie psychologii, namówił mnie ojciec mojego byłego, biegły psychiatra. Obejrzeliśmy razem Gasnący płomień (Gaslight) i odkrył psychologiczny talent, który objawił się podczas komentowania wydarzeń z filmu. Jako studentka Anglistyki po jednej rozmowie zostałam przyjęta na drugi kierunek. Kryminologia, czyli psychologia zajmująca się przestępczością, to już był mój wybór, który zadziwił pana Profesora. Wytłumaczyłam, że mam na celu najpierw zrozumienie, o co chodzi prześladującym mnie ludziom, którzy byli związanym z Kościołem. Potem zaczęłam pisać pracę magisterską, w której argumentowałam, dlaczego i w jaki sposób należy zmienić prawo dotyczące chorych psychicznie, tak aby podstawowe prawa do życia ich ofiar nie były naruszane.

Psycholog-kryminolog studiuje świat przestępczy i jego psychologię, przy czym przestępcy to nie tylko ludzie, którzy urodzili się w rodzinach przestępczych, to są także oportuniści i oni bardzo często wymykają się opisom, jakie przygotowują policyjni profilerzy. Policyjni profilerzy – szczególnie w warunkach polskich – bardzo rzadko zajmują się sektami czy psychologią przestępcy, który jest jednocześnie chory psychicznie. Ja musiałam sięgnąć do źródeł anglojęzycznych, na całe szczęście język nie był barierą, żeby w pełni przeprowadzić swój wywód i zdobyć odpowiednie oparcie w źródłach, a także zrozumieć, co robią moi schizofreniczni znajomi z podstawówki. Jeszcze gdy byłam studentką, mój wykładowca-profiler poprosił mnie o konsultację, bo wiedział, czym się zajmuję i jakie materiały czytam do pracy magisterskiej. Po krótkim przejrzeniu teczki, poprosiłam, żeby dobrze zlustrowano właśnie tę osobę, która oskarża kogoś o chorobę psychiczną i działanie na szkodę, bo to ona jest chora psychicznie. Wytypowałam dobrze i uratowałam ofiarę, którą zaszczuwała paranoidalną schizofreniczka, dokładnie taka jak Renata.

Kościół wychowuje ludzi, a raczej tresuje, na osoby głupie, które bezrefleksyjnie powtarzają utarte formułki. Jeżeli coś wychodzi poza zakres wbitych do głowy reakcji, nie istnieje. Tacy ludzie są marionetkami durniów, którzy edukacje zakończyli na dwóch latach seminarium, które tak naprawdę jest tylko przyuczeniem do zawodu. Księża nie mają możliwości znać się na wszystkim, a jednak wydaje im się, że mają nadaną im przez Boga rolę przewodzenia ludziom i wpływania na program studiów, na przykład psychologicznych, bo nie podoba im się prawda. Czas skończyć z sytuacją gdy rządzą nami idioci, a tymi idiotami posługują się jeszcze więksi idioci z Kościoła namaszczający polityków i wpływający na wybory. A idiotami z Kościoła z kolei sterują schizofrenicy aka „żywi święci”. Tak się kończy, gdy do głosu dochodzą ludzie tak durni, że nie rozumieją konceptu choroby psychicznej czy urojeń i na kolanach traktują każdą bzdurę wypowiedzianą przez wariatkę. Z ogarnięciem konceptu kłamstwa też mają problem.

Mam dosyć takiej Polski. Mam dosyć Polski, w której kler kieruje się zdaniem absolwentów szkół specjalnych, a schizofrenicy zostają obwołani świętymi. Mam dosyć Polski, w której schizofrenicy skazują kogoś na zadręczenie na śmierć, tylko dlatego że ktoś nie chce potwierdzić ich urojeń. Mam dosyć Polski, do której ściągają coraz to nowe oddziały egzorcystów, bo schizofrenicy się nie leczą i sterują tym popytem, wskazując osoby, które trzeba poddać egzorcyzmom. Mam dosyć Polski, w której rządzi PiS. Mam dosyć polskiego zaścianka.

Naprawdę istnieje w polityce większe i mniejsze zło. To największe zło, to wybranie znowu kandydata PiS na prezydenta. Mam nadzieję, że ludzie, którzy wybrali imigrację wewnętrzną i nie głosują, tym razem ruszą do urn i zagłosują przeciwko PiS. Jeśli nie głosowaliście w pierwszej turze, ruszcie tyłki i głosujcie. Proście znajomych, sąsiadów, krewnych. Frekwencja rzędu 66% oznacza, że jest jeszcze wiele osób, które dużo mogą zmienić w polskiej polityce. Bardzo proszę, zróbcie wszystko, żeby nie wygrał Nawrocki, kolega takich osób jak Chazan, pani Barbara, człowiek namaszczany na stanowisko przez kler, którego reprezentantem jest Nycz. To czysty zabobon oraz ośmieszenie Polski. Tacy ludzie wierzą w „cud zrastającej się karty” i mentalnie są ośmiolatkami, którzy nic nie rozumieją z tego, jak funkcjonują różne instytucje i co im wolno! Tacy ludzie się dziwią, że nie wolno kraść, czy gwałcić. Nie rozumieją, co to są zasady społeczne.

Ludzie, ten zaścianek, w którym rządzi zabobon i przestępcy-oportuniści nie może wygrać tych wyborów!!! Głupek i schizofrenik Rafał był przez to środowisko szykowany na polityka, tylko odmówiłam wyjścia za niego i pracy na jego rzecz, bo sam by nic nie potrafił.

Mam nadzieję, że to mówi wszystko o jakości pisowskich kadr i jak tworzona jest ich polityka kadrowa.

Wszystko do zaorania i posypania grubą warstwą soli!