Kino

Jak już wcześniej wspomniałam, prześladuje mnie od podstawówki schizofrenik, który twierdzi, że jest moim mężem. I jak to schizofrenicy atakuje mnie wkurzony, że nie potwierdzam jego urojeń. Każdy taki atak kończy się moją amnezją, bo w takim stopniu straumatyzować potrafią schizofrenicy oraz ich enablerzy. Byłam poddawana też praniu mózgu, w czasie którego byłam uczona, co mam myśleć, co pamiętać i co mi wolno mówić. Mam tego pecha, że krewna prześladującego mnie schizofrenika, którą poznałam w podstawówce, została kochanką pewnego fandomowego psychiatry, którego będę od tej pory nazywać polskim Voglem, od postaci z Dextera.

Fikcyjny Vogel jest psychiatrą, która chroni i kryje (w serialu jest to kobieta) seryjnego mordercę, Dextera. Wychowała go wręcz w przekonaniu, że ma prawo zabijać. Siostra Dextera, która nie ma pojęcia o jego dodatkowym zajęciu, w pewnym momencie zostaje tak straumatyzowana dramatycznymi wydarzeniami, że przestaje z szoku funkcjonować i wpada w depresję. Vogel robi jej pranie mózgu, po którym jej pacjentka traci pamięć i staje się sztucznie oraz nienaturalnie wesoła.

Takie działania psychiatrów są nielegalne i nieetyczne, bo szkodzą ludziom. Każdy psychoterapeuta na coś takiego reaguje wściekłością, bo wie, że to unieszczęśliwia ludzi już na zawsze. Człowiek, któremu coś takiego zrobiono, już nigdy nie będzie szczęśliwy. To wcale nie są metody psychoterapeutyczne. Nie ma czegoś takiego jak „blokowanie urojeń” czy też wspomnień nieszczęśliwych wydarzeń – jest to tylko szkodzenie ofiarom szaleńców, którzy twierdzą, że prawda to urojenia, a ich urojenia to prawda. Naprawdę lepiej pamiętać najgorsze rzeczy. Bez wyciągnięcia ich z pamięci, człowiek nigdy się nie wyleczy.

Decyzja, jaką podjęło kilka osób, że lepiej abym nie pamiętała o zabitym ukochanym, zniszczyła mi życie. Tym bardziej, że to nie szok po jego śmierci sprawił, że straciłam pamięć, ale napady schizofreników oraz, jak mi powiedziano, „opiekującego się mną klubu”. Oczywiście wśród napadających mnie ludzi był „polski Vogel”, który działał na zlecenia swojej kochanki-schizofreniczki, która nie jest ze mną spokrewniona. Muszę zaznaczyć, że polski Vogel nigdy mi nie pomagał. Pomógł tylko wariatom, bo kolportował wszędzie ich wersję i zniszczył mnie pod ich dyktando, doprowadzając mnie takiego stanu, że schizofrenicy byli zadowoleni, bo podcięto mi skrzydła i uprawdopodobniono ich urojenia na mój temat. Polski Vogel nie zweryfikował stwierdzeń wariatów u nikogo z mojej rodziny czy prawdziwych przyjaciół. Zjeby spokrewnione z Renatą czy Romanem czy też przez nich urobione się nie liczą. Dlatego też podręcznik typowych błędow medycznych jak najbardziej zakazuje psychiatrom leczenia kogokolwiek, kto się sam nie zgłosi do gabinetu. Schizofrenicy z reguły szczują lekarzy na ofiary swoich urojeń i podręczniki diagnostyki ostrzegają przed diagnozowaniem na podstawie opowieści kogoś innego niż sam pacjent. Dotyczy to też dzieci. Polski Vogel nie mógł tego nie wiedzieć, bo przynajmniej formalnie posiada odpowiednie wykształcenie.

Psychoterapeuci wiedzą, że ich pacjenci muszą odzyskać pamięć, wyjść z amnezji, aby ponownie być szczęśliwymi. Wszystko co robił Vogel to było przeciwieństwo tego, a najbrutalniej działał w chwili, gdy dowiedziałam się, że straciłam prawdziwego męża, który został dzień wcześniej zabity przez wariata. Ślub był w ambasadzie, w polskich papierach nie ma po tym śladu, bo miałam to zgłosić dopiero po uroczystości kościelnej, która miała się odbyć bardzo szybko.

Ale wrócmy do prześladującego mnie schizofrenika, który w odróżnieniu od Kruka, nigdy nie był ze mną związany. Z jego powodu zamiast poprawnego wsparcia mam na karku tabuny życzliwych idiotów, innych schizofreników z jego rodziny oraz debili z klubu, przekonujących mnie, że Roman jest miłością mojego życia. Totalna bzdura!!!

Schizofrenik Roman ze swoim gangiem, jak to zwykle schizofrenicy, zaczął mnożyć lipne dowody na to, że jesteśmy razem. Ukradzione ubrania, zdjęcia zrobione w czasie konwentów, gdy staliśmy (z mojego punktu widzenia przypadkowo) obok siebie są wśród tych „dowodów”. Ukrakł mi też ten skurwysyn paszport, gdy pod jakimś pozorem wszedł pod moją nieobecność do mojego pokoju.

Jednym z jego stosunkowo niedawnych wyczynów było „pójście ze mną” do kina. Było to jeszcze przed pandemią, w okresie, kiedy chodził za mną po mieście. Byłam poddawania jednocześnie praniu mózgu w pracy (bo schizofrenicy i Vogel napadli na mnie w pracy) oraz przekonywana, że mam kupić mu bilet i pójść z nim „na randkę”. Pewnie się nie znam, ale jestem przyzwyczajona do tego, że to mężczyźni mi kupują bilety. Prania mózgu wystarczyło tylko na tyle, że kupiłam bilet dla siebie i poszłam do kina. Na tyle byłam w stanie wypełnić sugestię. Vogel zrobił sobie ze mnie marionetkę, ale nie byłam w stanie zrezygnować z najważniejszych dla mnie punktów. A mianowicie od dzieciństwa nienawidzę schizofrenika Romana, jego siotry orazich kuzynki Renaty. Ani to moi przyjaciele, ani rodzina. I nawet jeśli cierpię na amnezję, to emocje nie kłamią. Psychoterapeuci wiedzą, że ucieka się przed schizofrenikiem, który wywołał amnezję. I to na jego widok doznaje się wstrząsu.

Tak samo jak w komunikacji miejskiej, bileter w kinie był przekonywany przez schizofrenika, że mam dla niego bilet. Jak zwykle zaprzeczyłam, aby mnie coś z tym wariatem łączyło i zaproponowałam, aby pracownik kina wezwał ochronę i patrol policyjny, jeśli wariat będzie kłócił się dalej.

Schizofrenik Roman kupił sobie bilet i usiadł w zupełnie innym rzędzie niż ja.

Wcale do siebie nie „wróciliśmy”, ani nie „byliśmy razem w kinie”. Ale jak zwykle zniszczono mi życie oraz moje zdrowie psychiczne. Mam dosyć, bo takie napady na mnie powtarzają się cyklicznie od dzieciństwa. Wystarczy, kurwa!!!

Osobom zaplątanym w niszczenie mnie wcale nie dziękuję. Mam nadzieję, że zdechną i doświadczą piekła na ziemi, jakie zaserwowano mi na życznie kilku wariatów z mojej podstawówki. Wszystko działo się też na zlecenie ludzi z Opus Dei, którzy „opiekują się” sprawą „nawrócenia” mnie oraz „cudu Barbary”, dzięki której miałam skończyć studia.

What the fuck? Wiele osób zna mnie jako geniusza i wiedzą, że nie potrzebowałam nadnaturalnej pomocy czy wstawiennictwa Barbary. Skończyłam studia wbrew nękaniu, jakie mi zaserwowała. No więc nie, nie potwierdzę „świętości Barbary”, chociaż mnie zakatowano, próbując mi wmówić, że mnie „uleczyła”, i zmuszano do dyskusji z debilami z Watykanu. Oberwałam też nielegalnymi egzorcyzmami, bo nie potwierdzałam słów wariatów oraz imbecyli na temat mojego życia.

Najmniej w tę imprezę zaplątane były osoby, z którymi naprawdę jestem spokrewniona (a jest ich jeszcze sporo), czy szczerze mi życzliwe. Mam nadzieję, że wszyscy spiskowcy współpracujący z Opus Dei trafią do więzienia, bo moje poczucie sprawiedliwości musi być zaspokojone.

No i tak, kurwa, wyglądało moje wyjście do kina „z Romanem”. Byłam instruowana w czasie prania mózgu, że mam to „wyjście z Romanem” opisać, ale co ja poradzę, że prawda jest całkowicie inna od oczekiwań moich prześladowców.

Dodaj komentarz