Prywatne sprawy

Jakiś czas temu, jeszcze przed pandemią, klub zareagował na moje skargi dotyczące wariatów, którzy mnie prześladują w czasie konwentów. Usłyszałam od kogoś z klubu, że są to moje „prywatne sprawy”, nie dziwcie się więc, że gdy mogłam sama za siebie mówić, to odradziłam Bretowi i jego przyjacielowi głosowanie za Worldconem w Warszawie. No cóż, nie płacało się klubowi mnie obrażać. Nieodpowiednia też była reakcja wielu osób z klubu, które postanowiły mnie za zaszczuć za to, że Warszawa nie dostanie Worldconu. A przynajmniej tak rozumiem wydarzenia, które rozegrały się u mnie w pracy. Bo wiecie, cierpię na amnezją po zaszczuciu przez schizofreników i z trudem odzyskuję pamięć.

Owe „prywatne sprawy” to między innymi atak schizofrenika, który mnie pobił przed panelem tak, że nie byłam w stanie psychicznie wziąć udziału w tym wydarzeniu i to jako prelegentka, tylko ukryłam się w łazience. Poprosiłam koleżankę, aby mnie zastąpiła. „Prywatne sprawy” to też ataki nożowników na mnie, zabicie mojego kolegi, a także wiele innych takich wydarzeń. Nie interesowało mnie wzięcie udziału w konwencie, na który mogą mnie nie wpuścić, lub w czasie którego mogę zostać pobita lub stracić życie. Tylko to powiedzialam Cameronowi.

Klub tolerował wyczyny grupy wariatów z mojej podstawówki, którzy podają się za moich krewnych. Są to osoby, które nie tylko są schizofrenikami, ale też zawodowymi oszustami. Wiem, że zajmują się wyłudzaniem pieniędzy od moich krewnych lub znajomych. Nie mam z nimi nic wspólnego. Nie mam „brata” – za to usłyszałam, że ktoś w fandomie podaje się za kogoś takiego. Nie mam też „siostry ciotecznej”, nie mam „męża”. Te wszystkie osoby to schizofrenicy. Moi rodzice nie żyją od lat, więc nie należy również wierzyć, że ci ludzie z nimi rozmawiali.

Rozumiem, że problemy z tym ludźmi, to są moje „prywatne sprawy”, bo to usłyszałam, ale – jak to powiedziałam moim przyjaciołom ze Stanów – niech klub sobie beze mnie organizuje Worldcon. Mnie i tak mnie nie będzie na tym konwencie. Nie po tym, co mi różne osoby z klubu zrobiły. Rozczarowałam się do warszawskiego fandomu już ostatecznie.

I bardzo proszę, aby nikt z klubu nie organiznował sobie u mnie w domu żadnych imprez. Nigdy nie zapraszałam nikogo z klubu. Nie życzę sobie żadnych telefonów z pytaniem, to kiedy mam przyjść w momencie, kiedy nikogo się nie spodziewam. W latach dziewięćdziesiątych dawałam zrobić się w chuja i przyjmowałam gości w sytuacji, kiedy ktoś sobie coś zorganizował za moimi plecami. Teraz tak już nie będzie. Nie będę tolerować takiego zachowania, nie ma zgody na organiznowanie sobie bez mojej wiedzy imprez u mnie. Piszę ten disclaimer bo wariaci mi zapowiedzieli, że wrócą z podobnym zachowaniem i tym razem doprowadzą do tego, że się poddam i wyprowadzę, bo postanowię im „oddać” moje mieszkanie. Są to osoby z klubu, ale oczywiście problemy z nimi są „moimi prywatnymi sprawami”. W takim razie zamierzam pozostać bardzo prywatną osobą, u której nikt nie będzie robił żadnych imprez. Jeśli będę się chciała z kimś spotkać, to zaproszę do Regeneracji. Nie macie zaproszenia do mojego domu. Nie jest domem otwartym.

Z tego co usłyszałam, Sieć jest pełna zachwytów nad profesjonalizmem klubu, ale mało mnie to interesuje, bo tak samo jak prawie każdego człowieka interesują mnie tylko moje prywatne sprawy. W taki sposób działa ludzka psychika, więc dla „dobra klubu” nie pozwolę się obrażać wariatom i ich tolerować. I tak składa, że bezpieczeństwo w czasie konwentów zawsze będę uważać za sprawę klubu, a nie tylko prywatną. Więc zamierzam pozostać obrażona.

I bardzo proszę, aby klub już nigdy nie twierdził, że jest „moim klubem”, bo to nieprawda. Od bardzo dawna nie jest. Wypierdalać!!!

Dodaj komentarz