Gang schizofreników

W zasadzie muszę napisać korektę czy też krótkie wyjaśnienie – schizofreniczne rodzeństwo, Renata i Rafał, którzy mnie gnębią i prześladują od podstawówki wraz ze swoim schizofrenicznym ojcem-pedofilem, gwałcicielem dzieci, szczęśliwie już zdechłym (schizofrenicy bardzo często są pedofilami i gwałcicielami) i równie schizofreniczną matką, nie należą formalnie do rodziny Nowaków, chociaż są równie chorzy psychicznie i się nawzajem nakręcają. Traktuję ich jednak jak jeden gang lub klan, bo spaja ich i koordynuje schizofreniczne działania Nycz, podtrzymując ich urojenia. Kościół to jest ich punkt styczny, zna i wspiera te dwie grupy. To Nycz wbrew moim zapewnieniom, że jest inaczej, wszędzie przedstawiał Nowaka jako „mojego ojca” (który miał mu powiedzieć, że jestem „kurwą” – stąd też akcje Nycza, który zapragnął mnie sprzedawać i być moim alfonsem). Obie te grypy nic nie mają ze mną wspólnego. Za to dużo mają wspólnego ze sobą – czyli są pierdolnięci bardziej niż Kapelusznik z Alicji w Krainie Czarów.
Nikt z mojej rodziny na nazywa się Nowak. Nie znam bliżej żadnego Nowaka, doznaję traumy, gdy rozmawiam z jakimś Nowakiem, nawet z innej części kraju.

⛧⛧⛧

Od dzieciństwa mam na karku schizofreniczną rodzinę Nowaków, którzy twierdzą, że są moimi „opiekunami” z ramienia „Kościoła”. Czasem też kłamią, że są moimi „opiekunami prawnymi”. Jedna osoba z tej rodziny ma urojenia, że Rafał jest moim mężem (mam na blogu zaświadczenie o stanie cywilnym i jestem panną) oraz że ma on ze mną dziecko. Jego krewni upierają się, że są moimi „rodzicami chrzestnymi”. Z tego, co wiem, Rafał wierzy w to samo i jest urojenia Rafała.

Nowacy przyczepili się do mnie z powodu plotek rozsiewanych przez moją katechetkę. Skąd wzięli się Renata i Rafał, nie wiem. Możliwe, że chodzili do tej samej podstawówki, a potem uciekli, gdy chciano ich leczyć psychiatrycznie. Nigdy – brew obsesji Rafała i jego siostry – nie byłam z nim w związku. Zniszczył mi po kolei razem ze swoimi dziewczynami wszystkie moje związki swoimi urojeniami oraz kłamstwami.

Mam zdjęcie z moimi chrzestnymi – są nimi moja siostra i mój wujek. Pokazywałam je w latach dziewięćdziesiątych, żeby wariatom udowodnić, kim są moi rodzice chrzestni i że na pewno nie są nimi oni. Pomimo braku większego podobieństwa niż rodzinne (na zdjęciu wszak jest moja rodzona siostra), schizofrenik stwierdził, że jest to nasze zdjęcie z naszym „dzieckiem”.