Jednym z największych skandali, jakie się wydarzyły w związku z zaszczuciem mnie oraz mojej mamy przez kler, jest sposób w jaki Anna i Renata zaczęły studia na Anglistyce. Od dziecka były hołubione przez Nycza oraz zakonnicę i od tamtego czasu miały podobno prywatne lekcje języka, za które płacił kler. Plan był taki, że Kościół mi pokaże, że pochodzenie i talenty nic mi nie dadzą, jeśli nie mam poparcia Kościoła. Miałam nie zrobić studiów i się stoczyć, zostać jak moja pomawiana o prostytucję mama zawodową kurwą. Taką rolę mi wyznaczyło Opus Dei za „obrażenie” zakonnicy. Cały czas od dzieciństwa do teraz zaszczuciem i rozpowszechnianymi za moimi plecami kłamstwami zdołali prawie wszystko mi w moim życiu zniszczyć i zwrócić wiele osób przeciwko mnie, chociaż nikogo nie skrzywdziłam i z charakteru jestem Glindą, a nie kurwą jak moje koleżanki z podstawówki. Są kurwami, bo nie biorą leków. Jest szansa, że na lekach zrobiłyby maturę i skończyły studia, ale im też to kler uniemożliwił, chociaż zabiegałam o to, żeby się leczyły od lat siedemdziesiątych, bo już wtedy były zdiagnozowane.
Prywatne lekcje i obciąganie klerowi fiutów na wiele się jednak nie zdało. Obie panie nie mają matury, ale i tak wolą biskupa zostały w pewnym momencie przyjęte na studia. Biskup poszedł do Rektora UW i nakłamał – mniejsza o to na ile świadomie – że obie idiotki trzeba przyjąć na studia, bo spotkało je w życiu tyle „zła”, że trzeba im to wynagrodzić. Prawda jest taka, że to „zło” – jakie miało spotkać je z rąk mojej rodziny – jest w większości urojone. Obie zostały już w dzieciństwie zdiagnozowane jako schizofreniczki i wszystkie ich skargi biorą się z tego, że się nie leczą.
Schemat, w jaki wpadają nieleczące się schizofreniczki i schizofrenicy, jest prosty. Ich mózgi kierują się głównie zawiścią wobec swojego obiektu obsesji. Kieruje nimi też wstyd i przypisują swoje akcje ofierze, którą zaszczuwają. Etap pierwszy w obsesji schizofreników to poznanie ofiary i wyciągnięcie z niej wszystkiego, całej informacji, jaka jest potrzebna, żeby nakarmić urojenia. Schizofrenik zaczyna cierpieć, bo przeżywa bardzo głęboki smutek i ból z tego powodu, że nie jest tak na przykład tak lubiany lub utalentowany jak jego ofiara. Zaczyna sobie przypisywać wszystko, co wie o swojej ofierze, a ją obdarowuje swoją biografią. Największym problemem schizofrenika jest to, że jego ofiara żyje i samo jej istnienie zaprzecza jego urojeniom. Takie nieleczący się schizofrenik postanawia „leczyć” swoją ofiarę i po kolei zaszczuwa ją w różnych miejscach. Pojawienie się w pracy to ostatni etap. Jeśli dostaje pomoc od pracodawcy ofiary, to samobójcza śmierć ofiary jest prawie pewna. Przetrwać takie ataki może tylko psychoterapeuta. Mam za sobą próby samobójcze z powodu zaszczucia przez tę rodzinę schizofreników oraz kler. Nic, co o mnie kiedykolwiek powiedzieli, nie jest prawdą.
A co dzieje się ze schizofrenikiem, kiedy już zaszczuje swoją ofiarę z wynikiem śmiertelnym, lub ją udusi, czy też wsadzi nóż w serce? Po krótkim okresie tryumfu i satysfakcji porównywalnej z orgazmem, cały ten cykl zaczyna się na nowo i schizofrenik znajduje nową ofiarę, którą tropi. Schizofrenik, który zabił Kruka zaczął prześladować Kristiana, ale szczęśliwie w czasie szarpaniny nadział się na nóż, który sam wziął z kuchni, żeby zabić ofiarę swojej obsesji. Kristian naprawdę nie był mu winien żadnych pieniędzy, ani nie był i nie jest kimś z nizin społecznych. Nie pędził też nią jednego dnia w więzieniu. Wszystkie złe opowieści o nim wzięły się z urojeń schizofreniczek z mojej podstawówki, bo ich podstawową potrzebą schizofrenika jest udowodnienie, że to jestem kimś z półświatka i chcę zostać zakonnicą, a im oddać wszystkie swoje pieniądze. Alternatywnie wolno mi wyjść tylko za Romana, równie groźnego schizofrenika.
Walkę z klerem, która zaczęła w czasie mojego dzieciństwa, wygrywam w cuglach. Obie tępe pizdy z mojej podstawówki zostały usunięte z listy studentów, bo nie potrafiły donieść świadectw maturalnych, a znajomość angielskiego na bardzo podstawowym poziomie wystarczy tylko do pracy w Zarze, a nie do studiowania na Anglistyce. Żadna z tych pań nie jest ani utalentowaną pływaczką, czy też wokalistką. Ja dla odmiany nie tylko skończyłam Anglistykę i mam absolutorium z dwóch inny wydziałów (plus pewne hobbistyczne kursy), ale pracuję w miejscu, które dla wielu anglistów jest życia i niezwykłym osiągnięciem. Jestem też bardzo dobrze znana w środowisku stałych bywalców Progresji.
Oczywiście nie lubię swojej pracy, bo powinnam robić coś innego, ale zostałam poddana praniu mózgu w czasie mózgu przez Opus Dei oraz niezorientowanych w sprawie kolegów i koleżanki, którzy nie wiedzieli, co się kryje za „studiami” obu schizofreniczek. Straciłam pamięć i stałam się posłuszną pacynką, która nie ma świadomości kim jest. Niestety tak wygląda syndrom sztokholmski. Moje życie osobiste jest też w ruinie, bo kler i schizofrenicy postanowi mi wyznaczyć rolę posłusznej kurwy Nycza. Absolutnie nie ma na to zgody. Nie ma szansy, aby ten chuj, kiedykolwiek miał pozwolenie ze mną rozmawiać. Powinien był nad swoją obsesją seksualną, którą rozwinął na mój temat. Naprawdę nie chcę zamieszkać razem z nim w Watykanie. Nie będę za niego pisać, a takie zadania wysuwa już od czasów mojego dzieciństwa. Zemszczę się tak, że mnie ten kutas popamięta.
Mam kilka talentów, które Opus Dei całkowicie zmarnowało, wyznaczając mi rolę potulnej nauczycielki. Moi przyjaciele obiecali mi, że pomogą mi uratować z mojego życia, co się tylko da, kiedy odzyskam już pamięć. Ale oczywiście wśród tych przyjaciół, którzy przyprowadzili prawdziwego psychoterapeutę, nie ma nikogo z mojej podstawówki. Nie jest też moim przyjacielem Andrzej. Z dużym prawdopodobieństwem opowiada o mnie tylko bzdury, które usłyszał od schizofrenicznego gangu z mojej podstawówki. Jak każdy narcyz uznał, że nie musi niczego weryfikować, tylko z poczuciem wyższości zaczął poddawać moje życie demolce, zachwycony swoją władzą nade mną i że może za mnie decydować.
Przewiduję liczne pozwy, które nauczą kilka osób, co im było wolno.