Who did it?

Jednym z typowych zadań z podręczników służących do nauki angielskiego jest coś, co można nazwać zagadką typu Who did it? Najczęściej służą do ćwiczenia form czasowników modalnych, służących spekulacji. Ćwiczenie składa się z opisu jakiegoś przestępstwa oraz charakterystyki osób, które mogły na przykład coś ukraść. I trzeba wytypować sprawcę. Dokładnie tak samo wyglądają materiały dla profilera. Charakterystyki przygotowuje policjant, który przesłuchiwał ludzi. Profiler może przesłuchiwać, ale nie musi.

Jak już wcześniej wspomniałam, ojciec Michała namówił mnie do studiowania psychologii. Gdy dowiedział się o tym Piotr, który starał się nie tracić ze mną kontaktu, zostałam przez niego namówiona, aby zrobić program BBA na Wydziale Nauk Społecznych. Nie chciał, żebym broniła licencjatu, ale od zawsze miał nadzieję, że razem założymy wydawnictwo i dlatego były mi potrzebne te kursy. Zapisałam się więc na zajęcia. Miłą stroną studiowania na paru wydziałach jest to, że nie trzeba dublować zajęć. Więc kilka kursów miałam przepisanych z innych wydziałów. Nauki Społeczne na przykład złapały radośnie moje kursy z instytucji Wielkiej Brytanii oraz USA, więc nie brakowało mi godzin do absolutorium. Te studia były trzyletnie.

Gdy zaczęli mnie nękać schizofrenicy (przypominam w Annę Kościół władował masę kasy, sądząc, że jest jakąś ofiarą zaszczucia, ale nadal jest nikim – no cóż powinna była się leczyć, a nie snuć schizofreniczne intrygi, może wtedy udałoby się jej zdać tę maturę), pobiegłam do Instytutu Kryminologii (który jest częścią Wydziału Nauk Społecznych – w Polsce nie ma żadnej „Akademii Policyjnej”, ktoś oglądał za dużo amerykańskich filmów, jeśli tak mówi) i zapytałam, co mam z tym zrobić. Wcześniej naiwnie poinformowałam Policję, że nęka mnie schizofrenik, który ma urojenia, że jest moim mężem. Pochwaliłam się, że studiuję psychologię, więc moja diagnoza jest najprawdopodobniej prawidłowa.

Gdy powiedziałam o tym kryminologowi, zrobił facepalm. Niestety w Polsce schizofrenik jest świętą krową, bez względu na to, ile osób zabije i ile bezpodstawnie oskarży o największe zbrodnie. Mamy całkowicie nieprzystające do rzeczywistości prawo. Jedyny sposób, żeby w Polsce uratować się przed schizofrenikiem, to ukryć jego diagnozę. Ale Roman już i tak był zdiagnozowany w dzieciństwie. Cała jego rodzina przeszła przez łapy biegłych, ale nic nie dało się z nimi zrobić. Między innymi dlatego, że Kościół podtrzymywał uparcie ich urojenia. Naprawdę chętnie bym poszła do Sądu Opiekuńczego i zamknęła imbecyla, który podaje się za mojego męża, w psychiatryku, ale nie jestem żoną Romana, ani matką dzieciom. Nigdy też nie byłam w ciąży.

Niestety tylko rodzina chorego może wystąpić do Sądu Opiekuńczego. A zdrowi członkowie rodziny, którym przeszkadza choroba bliskiego, albo są zabijani przez schizofrenika – tak jak Anna zabiła dwójkę swoich dzieci – albo sami uciekają za granicę i zacierają ślady.

Kryminolog, z którym wtedy rozmawiałam, okazałam się być człowiekiem, który lata temu był świadkiem pobicia mnie przez schizofreników z mojej podstawówki przed koncertem Megadeth. Zostałam pobita wtedy z zemsty za to, że poszłam na koncert z Bartkiem. On został okłamany po raz kolejny, że jestem mężatką, a ja dowiedziałam się od Anny, że jest żoną Bartosza i jest w ciąży, więc mam się od Bartosza odpierdolić. Podobne akcje powtarzał ten gang schizofreników bardzo często. Podobnie nie wolno mi było studiować. Cały gang rozbił obóz na Anglistyce, bił mnie okradał oraz rozpowszechniał kłamstwa o mnie.

Niestety schizofrenik, gdy tylko zobaczy coś, co mu się spodoba, zaczyna mieć urojenia, że ta rzecz do niego należy. Nieważne, facet, buty, torba czy mieszkanie. Mam dosyć tego typu ataków. Anna i Renat najęły się do sprzątam u mojej mamy, ale zamiast zająć się pracą, sprzedawały jej wszystkie swoje urojenia, okradały mnie i zaczęły cierpieć na złudzenia, że są córkami Heleny i Mariana Wieczorka. Zaręczam, że nie są. A moje mieszkanie należy do mnie.

To zajście przed koncertem wyglądało zupełnie inaczej z mojej perspektywy, zupełnie było czymś innym w relacji Bartosza. A Inferno oraz Adam z Pawłem są pewnie w posiadaniu kolejnych dwóch zupełnie innych wersji tego, co działo się na tym koncercie. Ale mimo wszystko istnieje obiektywna prawda i zadaniem detektywa jest dotarcie do prawdy. Dlatego bardzo proszę zawsze wysłuchujcie wszystkich relacji, nawet jeśli miałoby ich być dziesięć. Z cała pewnością nie poszłam wtedy z Romanem na koncert do Filharmonii. Nieprawdą jest, że nienawidzę metalu. Osoby, które tak mówią, nigdy mnie nie poznały, albo są tępymi schizofreniczkami z mojej podstawówki.

Napisałam o zadaniu detektywa nie bez kozery. Mój znajomy kryminolog zachęcił mnie do zapisania się też na zajęcia z kryminologii, wolał to zamiast odpowiadać na wszystkie moje pytania. Aby się zapisać na te zajęcia musiałam uzyskać zgodę na indywidualny tok studiów. Po uzyskaniu tej zgody dowaliłam sobie przedmiotów aż po kokardkę i z dziką radością przedzierałam się przez kolejne podręczniki. W pewnym momencie dowiedziałam się, że kursy profilera i detektywa są darmowe dla studentów i mogę się na nie zapisać. Z przedmiotami z BBA oraz tymi policyjnymi kursami mam uprawnienia, żeby założyć prywatne biuro detektywistyczne.

Wydawało mi się, że kursy policyjne robiłam hobbistycznie, ale już kilka osób uratowałam dzięki wiedzy, którą zdobyłam na tym kursie. I tutaj także istnieje kilka wersji tego, kim jestem. Jedni twierdzą, że jestem durną anglistką, która tylko ledwo ledwo skończyła Anglistykę. Inni mówią, że jestem politologiem, a jeszcze inni, że psychologiem. Ludzie mnie widzieli w różnych rolach, ale oferty pracy miałam także w innych dziedzinach, których nie studiowałam.

A ja jestem tak naprawdę tylko sobą – czyli kimś, kogo tata wychował z przekonaniu, że zdobywanie wiedzy jest zabawne i ciekawe.