Fałszywy ojciec

Od dziesięcioleci wszyscy moi prawdziwi przyjaciele wiedzą, że po fandomie krąży wariat, który twierdzi, że jest moim ojcem. Schizofrenicy bardzo często podają się za członków rodziny ofiar swoich obsesji i urojeń, ale – co jest tutaj najprawdziwszą ironią – to psychoterapeuci znają listy typowych zagrań i urojeń schizofreników. Psychiatrzy tak naprawdę nic o nich nie wiedzą, a przynajmniej tak wynika z moich doświadczeń. Latami byłam prześladowana przez ludzi urobionych przez schizofreników, którzy prześladujących mnie od dzieciństwa. Dlatego też jestem chroniona przez fandom, szczególnie międzynarodowy, bo polskim rządzą urojenia ludzi z mojej podstawówki i okolic.

Byłam poddawana wielokrotnie praniu mózgu i zastraszana w celu zmuszenia mnie, bym w końcy potwierdziła wersję idiotki Krystyny oraz jej idolki Renaty. Nie chcę mieć z żadną z nich nic wspólnego. O Krystynie krążą kłamliwe rozpowszechniane przez wariatów jakoby była drugim pokoleniem w fandomie. Według tego, co powiedział mi ktoś inny i co pamiętam, weszła do fandomu ze swoim ojcem dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych i nawet nie wie, kim był Marian, mój Tata, zaszczuty przez fandom zresztą na podstawie urojeń schizofreniczki z mojej podstawówki. Mam nadzieję, że te gówna przestaną kłamać, że znali mojego Tatę. Pod wpływem ich opowieści, nawet osoby, które znały mojego Tatę, jak państwo D. zwrócili się przeciwko mnie i mojemu Tacie, który nawet nie tknął palcem schizofreniczki Renaty, bo był wtedy w Londynie na konwencie.

Ojciec Krystyny kłamliwie mnie zapewniał, że przyjaźnił się z moim ojcem. Jak rozumiem teraz przyjaźnił się tylko z wariatem, który miał urojenia, że jest moim ojcem i postanowił mnie zaszlachtawać zgodnie z jego urojeniami. Jest to taka zdrodnia, że już dawno powinien być ogarniany przez organy ścigania. Tak samo jak jego córka, zdemoralizowana plagiatorka, która inspirowała ataki na mnie w mojej pracy.

Rozumiem, że można być wyprowadzonym w pole przez schizofreników, ale – kurwa – nie wolno nikogo zaszczuwać, ignorować liczne próby wyjaśnienia sytuacji i zaszczuwać całe życie niewinną ofiarę Renaty oraz warszawskiego fandomu. Nie tymi metodami, te metody są nieakceptowalne przez prawo. Mam nadzieję, że w końcu wymiar sprawiedliwości odpowiednio oceni metody, jakimi próbowano mnie „leczyć”, a koledzy inspiratorki przestaną ją kryć, bo po tym wszystkim, co zrobiła, musi w końcu przejść przez system penitencjarny i pracować nad swoimi wadami z wychowawcą więziennym, bo ktoś musi w końcu tę osobę wychować.

„Kurwa” inspiratorka zaszczucia mnie i plagiatorka musi w końcu trafić do więzienia.

Nic z tego, co opowiadają o mnie, nie składa się w logiczną całość. Z jednej strony mam być córką gangstera gwałciciela, za którego mam przepraszać zgodnie z żądaniemi wariatki Renaty, a z drugiej strony schizofrneik, który podaje się za mojego ojca, był uważany za osobę godną najwyższego zaufania. I nikt z moich prześladowców nie uznał za logiczne zadać sobie pytania, czy dwa pesudo fakty w ogóle się nie wykluczają?

Ja oczywiście wiem, że mój Tata Marian był oczywiście niewinny. Pan Ch. go nie poznał, chociaż bełkotał, że jest przyjacielem mojego ojca. Znał mojego Tatę Andrzej i kilka innych znanych fanów też go poznało. Przerażające jest, że wystarczyło kłamstwo (schizofrenicy też często celowo kłamią) Renaty, że jest moją „siostrą”, aby Andrzej przytulił ją do piersi, stając się w moich oczach zdrajcą i wrogiem, bo zaczął popierać schizofreniczkę, która zniszczyła w fandomie mojego Tatę.

Mam dosyć bagna, jakim jest polski fandom. Wiedziałam, że nie należy mieć cokolwiek wspólnego z tym środowiskiem, gdy byłam jeszcze nastolatką. Bret nie powinien mnie wtedy przekonywać, że mogę być bezpieczna w fandomie. Tak się składa, że Warszawą rządzi schizofrenia Renaty, Romana oraz jego siotry Anny. Nie chcę i nigdy nie potwierdzę ich urojeń. Jestem z klubem warszawskim na noże i już zawsze tak pozostanie.

Mam nadzieję tylko, że nie będziecie dalej nękać mnie w pracy. Nie odwiedzajcie mnie, zasługuję na spokój. A moi prawdziwi przyjaciele z fandomu zawsze potrafili mnie znaleźć, jeśli chcieli. Mam tak silną obceność online, że brak prób kontaktu uważam za niechęć do kontynuowania znajomości.

Ale z tego powodu nie będę szlochać w poduszkę.

Dodaj komentarz