Worldcon

Jedną z prawidłowości, jaką znają działacze klubowi, jest niechęć międzynarowego fandomu do Francji. Kraj ten ma problemy z organizacją takich imprez jak Worldcon. Wbrew wersjom rozpowszechnianym przez schizofreniczkę Renatę przyczyną nie jest urojony przez nią krąg pedofilski, którego ofiarą po wywiezieniu do Francji miała niby paść ofiarą. Wszelkie przestępstwa seksualne, szczególnie popełniane na dzieciach, to sprawy, którymi interesuje się Policja i nie leżą w gestii klubów. W to miejsce kluby miłośników fantastyki powinny się zajmować bezpieczeństwem w czasie konwentów. A tutaj Polska tak samo jak Francja postanowiła zignorować głosy, które domagały się wyrzucanie z klubów schizofreników i zapewnienia uczesnikom konwentów bezpieczeństwa.

Mój Tata, gdy jeszcze żył, usunął wariatów z klubu. Ale na wiele się to zdało, bo schizofrenicy, wśród których byli tacy, co twierdzili, że są „żoną” lub „mężem” moich rodziców, po śmierci Taty przejęli władzę w klubie dzięki pomocy enablerów i doprowadzili do jego upadku. A przynajmniej jest to wersja, którą ja znam i opiera się na materiałach policyjnych, zeznaniach oraz informacjach od starszych fanów. Są to też słowa ojca Piotra.

W związku z działaniami schizofreników, którzy stworzyli gang wyłudzaczy, Polska w ruchu światowym zyskała bardzo złą renomę w latach siedemdziesiątych. Od tamtego momentu wiele osób, w tym Piotr, robiło wszystko, żeby naprawić sytuację i połączyć Polskę z głównym nurtem działalności klubów światowych. Piotr na własny koszt zapraszał światowe gwiazdy, aby je przekonać, że polskie konwenty są bezpieczne. Dla mnie nie były bezpieczne, ale schizofrenicy z mojej podstawówki, jak to schizofrenicy, okłamali wszystkich i wykorzystali to, że doprowadzili mnie do amnezji. Ignorowano wszelkie moje sygnały, że źle się dzieje. Po zaszczuciu Johna przez warszawskich schizofreników oraz po okłamywaniu Breta (a facet z całą cierpliwością przeprowadził swoje śledztwo i zna prawdę) pozycja Polski jako organizatora dużych konwentów szoruje po dnie. Działania różnych osób w niczym nie pomogły, bo wcale nie chodzi o to, że mam przeprosić Renatę za mojego ojca, czy też że Orbitowski ma kogoś przeprosić. Chodzi o to, że polskie konwenty nie są bezpieczne, a schizofrenicy zaszczuwają i niszczą bez reakcji klubów kogo chcą, bo schizofrenicy tak samo jak we Francji są tymi klubami.

Pierwsza żona mojego Taty, aktorką, a której dużo mój Tata mi opowiadał, bo chciał, żebym była kimś, kto będzie ją chociaż ją z tych opowieści pamiętał, została zabita w czasie francuskiego konwentu. Inne osoby, znajomi i przyjaciele Taty, również byli bezkarnie zabijani i zaszczuwani (schizofrenicy wykorzystują to, że nie mają odpowiedzialności karnej jako chorzy, a nie da się ich leczyć, bo są osłaniani przez enablerów). W czasie jednego z polskich konwentów został zasztyletowany mój kolega i przyjaciel z Reytana, ponieważ zaczęliśmy rozmawiać o reaktywacji naszego szkolnego zespołu. Wszelkie oskarżenia wysuwane wobec niego pochodzą z urojeń pewnego schizofrenika, który podaje się za mojego ojca. Miał urojenia, że w ten sposób mnie „chroni”. Mój kolega wcale nie siedzi w więzieniu, tylko nie żyje. A ja sama też byłam często atakowana nożem i cięto mi ubrania.

Niestety schizofrenicy bardzo często są paranoikami i przedstawiają się jako ofiary, więc znajdują sobie obrońców, podczas gdy prawda jest całkowicie inna. To oni są stroną atakującą i rozpowszechniają kłamstwa. Schizofrenik kieruje się zawiścią i przypisuje sobie przedmioty i atrybuty ofiar swojej obsesji i urojeń. Dlatego też byłam atakowana nożem, bo wariatka po zobaczeniu jakiś moich nowych ciuchów dochodziła do wniosku, że zostały jej ukradzione i je cieła na mnie. Dokładnie tak samo postępują wariaci w przypadku moich tekstów, moich facetów oraz – co już zupełnie jest oburzające – w przypadku mojego mieszkania. Naprawdę nawet jeden metr mojego mieszkania nie należy do Renaty. Nie jest ze mną spokrewniona, nic o mnie nie wie, myli podstawowe fakty i nigdy nie była dziedziczką mojej matki. Nigdy też było innego testamentu. Jej żądania oraz akcje jej enablerów o mało co nie wyprawiły mnie na drugi świat. Bardzo proszę, aby podobne ataki na mnie w pracy nigdy się już nie powtórzyły. Ironią jest, że odpowiada za nie wiele osób z warszawskiego klubu fantastyki, które wciągnęły w to – na swoje nieszczęście – także Breta. Ale Bret zna mnie na tyle, że zaczął poszukiwać własnych źródeł informacji na temat tego, co się dzieje i zweryfikował wszystkie stwierdzenia na mój temat. Nie bez powodu uważałam go zawsze za bardzo bystrą osobę.

Tak się składa, że Avangarda sama jest winna tego, że nie ma Worldconu dla Warszawy. John, Bret i Cameron bardzo chcieli mnie gościć w czasie panelu na warszawskim konwencie, ale poinformowałam ich, że z dużym prawdopodobieństwem nie dam rady nawet wejść wtedy na teren konwentu. Zresztą wielokrotnie uniemożliwiano mi rozmowy z nimi. Były już takie sytuacje, że albo byłam usuwana z konwetu przez Renatę i klub, bo mnie nie chcieli na tym konwencie, albo nie mogłam wziąć udziału w panelu, bo byłam atakowana i pobita. W jednym z paneli musiała mnie zastąpić przyjaciółka pisarka, bo nie byłam w stanie z szoku mówić.

Nie dziwcie się, że nie ukrywałam przed Bretem i Cameronem tego, co rzeczywiście dzieje się w polskim fandomie, gdy zostałam o to zapytana. Nie mam interesu w tym, aby kryć gang z mojej podstawówki. I absolutnie, po zniszczeniu mi całego życia i doprowadzeniu po śmierci psychiki, nie będę miała cierpliwości, aby wysłuchiwać czyichkolwiek przeprosin, bo nie możecie nic zrobić, aby mi wynagrodzić straty. Tego nie da się wynagrodzić.

Jedyne co mogę powiedzieć, to odpierdolcie się ode mnie. Sytuacja w Polsce jest jeszcze gorsza niż była we Francji.

Dodaj komentarz