Dziewica

Prześladujący mnie schizofrenicy odnaleźli mnie w pracy i za moimi plecami zaczęli odgrywać rolę moich zaniepokojonych rodziców. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo urobili panią P. Ta osoba uwierzyła im, że jestem chorą psychicznie żoną Romana.

Kilku panów bardzo się pewnie tym faktem zdziwi, ale nie poradzę nic na urojenia schizofreników, którzy uważają się za osoby, które muszą mnie kontrolować. Ci schizofrenicy już, gdy byłam dzieckiem, dali mi fałszywy wybór. Czyli albo wychodzę za Romana, albo idę do klasztoru i zostawiam Renacie wszystko, co posiadam, bo jestem „nawróconą kurwą” i mam w ten sposób okazać wdzięczność. I w tym tonie zostało urobione wiele osób, które sądzą, że jestem bardzo religijna, tylko trzeba mi to uświadomić, bo „zapomniałam”. Uważają też tak jak pani P. że idiotką, która nie miała powodzenia i jedyną osobą, która mnie pragnęła, był Roman. Ale powiedzmy sobie szczerze, jedyną rzeczą, jakiej on pragnie, jest moje mieszkanie, które chce jak najszybciej po ślubie odziedziczyć. Wiem, bo mi to zapowiedział, wmawiając mi jednocześnie, że „wie, że chcę, aby mnie zabił”, bo mieszkanie musi „wrócić do niego”. Znaczy sie, wiem, co Francuzi określają jako le pettite mort, ale nie o to mu chodziło. Ten pan jest całkowicie i niezaprzeczalnie chory, a Renata nie jest za mną spokrewniona, i żadnych cudownych nawróceń nie było. Jak na złość, nadal jestem ateistką oraz poganką i było tak od dziecka.

Ataki tych moich fałszywych rodziców na mnie w pracy zbiegły się w czasie z kłótnią z Adamem, który – jako osoba, która mnie zestresowała, a potem chciała programować wszystkie moje reakcje – został przeze mnie przeklęty i rzucony. Jednocześnie pani P. była przez wariatów „zaręczana” z Adamem. Bliżej mi nie znana wariatka z klanu Romana (wiem, bo go o to zapytałam przy okazji) udawała matkę Adama i wmówiła mojej koleżance, że Adam za nią szaleje. Kobieta ma czarne włosy i niebieskie oczy. Podobno nie była to peruka. Wiem, że matka Adama wygląda zupełnie inaczej, bo ją poznałam, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Wiele osób się zna, bo rodzice się znali z fandomowych spotkań. Więc też wyśmiałam fakt, że miałaby to być matka Adama. Adam został w czasie konwentu zaatakowany, bo wariaci postanowili mu wmówić, że kocha panią P. On naprawdę jej nie zna i nie wiem, jak można było, będąc dorosłą doświadczoną kobietą, złapać haczyk rzucony przez schizofrenika i zachowywać się jak trzynastolatka, żyjąc urojonym romansem, bez poznania osobiście faceta, bo minięcie się na korytarzu u mnie w pracy nie jest poznaniem. Nie wiem, jak można planować wspólną przyszłość, bazując tylko na słowach trzeciej osoby. I nie wiem, dlaczego bym miała – jak chcą schizofenicy – organizować przyjęcie, na którym „oddam” Adama pani P. Przy czym zadziwiające jest, że nikt z grona wielbicieli pani P. nawet nie zastanowił się, dlaczego osoba, która podobno jest „matką” Adama, nie może czegoś innego zorganizować.

Jakaś chora psychicznie idiotka dokładnie w takiej samej sytuacji nie zdołała mi dawno temu odbić Michała. Bardzo chętnie zorganizuję przyjęcie, na którym świadomy, co się dzieje, Adam powie pani P. jakie są jego prawdziwe uczucia do niej. Mam nadzieję na lepszy show, niż to co oglądałam w czasie studiów. Wtedy nikt nie był przygotowany na to, co się dzieje. A urobiona idiotka prześladowała mnie z Nyczem na Anglistyce, agresywnie domagająć się, abym zostawiła Michała, bo „oni się kochają”. Michał należał do tych facetów, którzy chodzili za mną latami, zdziwiło więc mnie to żądanie. Niestety Nycz i wariaci mnie wtedy skatowali. Nie pierwszy raz i nie ostatni.

W pokoju lektorskim pani P. zaczęła opowiadać o swoich sukcesach miłosnych i pokazywać blaszany pierścionek „od Adama”. Zaczęłam ją gasić, aby nie przeżyła bolesnego rozczarowania. Spotkało się to z jej furią i zarzuceniem mi, że jestem wariatką. Byłam też przekonywana, że jestem brzydka, a pani P. bardzo piękna, a Adam się nigdy nie ożenił, bo nie poznał szlachcianki. A ja „mam Romana”. Opadło mi wszystko, bo osoby, które mnie i Adama znają, próbowały nas godzić, bo zerwałam zaręczyny. Byliśmy już wcześniej fandomową parą i poszliśmy do łóżka pierwszy raz w czasie konwentu i był fakt roztrąbiony przez Adama wszędzie, szczerzył się, że „ma kobietę”.

Ale żadne wyjaśnienia nie pomogły i pani P. postanowiła mnie „leczyć” i zaszczuć w pracy pod dyktando schizofreników. O mało co nie wyprawiła mnie na drugi świat, bo chronieni przez nią schizofrenicy nie tylko mogli robić, co chcieli, ale moi prawdziwi przyjaciele stracili możliwość łapania mnie po pracy, więc ich starania, aby wyprowadzić mnie z amnezji, zostały całkowicie storpedowane. A schizofrenicy, jak to schizofrenicy, gdy spotkali się z negowaniem przeze mnie ich urojeń, postanowili doprowadzić do mojej samobójczej śmierci, bo tak robią schizofrenicy ze swoimi ofiarami. Doprowadzili mnie do stanu, który psychoterapeuci nazywają śmiercią psychiki. Żyję tylko dlatego, że kilka osób zagroziło mi, że też sie zabije, jeśli dokonam na sobie eutanazji. Życie w takim stanie po praniu mózgu jest praktycznie niemożliwe.

Schizofrenicy, którzy są na moim tropie od dziecka, zaczęli mnie programować (nie bijcie, to jest fachowy termin z psychologii, wiele można człowiekowi wmówić) na kogoś, kto ma się wstydzić dawnych romansów i kto ma wierzyć po praniu mózgu i z amnezją, że nigdy nie był z żadnym mężczyzną, bo wtedy będę „uleczona i pójdę do Kościoła”, dzięki temu Renata nie wyjdzie na kłamczuchę i kogoś chorego psychicznie. Bardzo dziękuję, ale nie chcę, aby świat przybrał kształ z urojeń Renaty. Od dziecka nienawidzę Kościoła Rzymsko-Katolickiego i robienie ze mnie na siłę zakonnicy jest tego przyczyną. Nikt z Kościoła nigdy nie stanął po mojej stronie i nie ratował mnie przed tymi wariatami, wręcz przeciwnie radośnie razem z nimi wszyscy zawodowi katolicy mnie zaszczuwali. A także wielu fanów, w tym Andrzej i Krystyna.

Schizofreników niszczy prawda, mnie nie, więc piszę prawdę z dużą satysfakcją, chociaż wiem jednocześnie, że steruje mną syndrom sztokholmski i przymus pisania bloga. Mam dosyć takiego życia i pracy w zawodzie, gdzie jest nadmiar narcyzów, którzy nie myślą i niczego nie weryfikują. Nikomu z ludzi, którzy stanęli po stronie Renaty i Romana w ogóle nie znając sprawy, z całego serca nie dziękuję. Ale i tak schizofrenicy będą kłamać, że im „dziękuję za uratowanie życia” oraz że „wróciłam do Romana”. Nic nie jest dalsze od prawdy, kurwy!!!

Nie dziwcie się, że Avangarda nie jest moim klubem, a z Andrzejem nie chcę kontaktów. Na pohybel skurwysynowi. Sam powinien wiedzieć, jakie punkty kontraktu złamał. Przy czym wiele osób było ostrzeganych przed ludźmi z mojej podstawówki (nawet jeśli kłamią, że poznałam ich gdzie indziej). Od dziecka proszę, aby wszystko ze mną weryfikować. Andrzej tego nie zrobił.

Dodaj komentarz