Dla psychoterapeuty jest oczywistym, że należy ludzi wyciągać z amnezji. Jeśli się czegoś nie robi, to wygląda to tak, jakbyśmy pozwolili, że człowiek ze złamaną nogą nie dostaje żadnej pomocy. Noga i tak się jakoś zrośnie, często krzywo i z wytworzeniem fałszywego stawu, więc człowiek jakoś funkcjonuje, ale nie jest to leczenie i nie wolno na to pozwalać. Podobnie jest z ludzką psychiką, chociaż tego nie widać. Rany psychiczne są cięższe i trudniej się goją niż fizyczne.
Amnezja z powodów psychicznych jest czymś, z czym należy walczyć i nie wolno dopuścić, aby taką osobę z problemami z pamięcią zaczęli kontrolować schizofrenicy, z których powodu nastąpiła amnezja. A z reguły schizofrenicy dążą do sprawowania kontroli nad swoją ofiarą. Schizofrenicy torturują swoją ofiarę, bo chcą doprowadzić do tego, aby przyznała, że ich urojenia są prawdą. Psychoterapeuci wiedzą, że takie tortury prowadzą do wytworzenia fałszywej osobowości, bo ofiara schizofrenicznych urojeń zaczyna przypominać Patricię Hearst, ofiarę terroru oraz tortur psychicznych i fizycznych, która zaczyna sama cierpieć na urojenia, które współdzieli ze swoimi porywaczami. Syndrom sztokholmski, na który cierpiała Patricia Hearst, ma kilka głównych cech – amnezja, fałszywe wspomnienia, które które wmówili jej porywacze, a także nieprawdziwe przekonania. Terror doprowadził do tego, że przestała kontrolować swoje zachowanie, więc jak to opisywała później, była pasażerem w swoim ciele i tylko obserwowała, jak posłusznie strzela w czasie napadów i wykonuje inne instrukcje swoich porywaczy. Jestem po stronie panny Hearst i wierzę w jej relację, bo całkowicie nieprawdopodobne dla mnie jest, aby dziedziczka fortuny sama z siebie wybrała los terrorystki, po porwaniu z domu. Osoby potraktowane analogicznie do tego, jak ona była potraktowana, mogą przestać się kontrolować i zgodnie z poleceniem terrorysty, który ją zastraszył wejść pod tramwaj lub się powiesić.
Psycholodzy wiedzą, że nawet bez fizycznych tortur i gwałtu schizofrenik może kontrolować swoją ofiarę za pomocą silnych sugestii. Nie należy więc ofiary urojeń schizofrenika zostawiać pod jego „opieką”. Patricia Hearst odwołała wszystkie zarzuty wobec ojca, a rodzina bardzo jej pomogła w wyjściu z syndromu sztokholmskiego. Niestety wyleczenie zajmuje wiele lat, czasem nawet kilkanaście.
Schizofrenik, który prześladuje swoją ofiarę, wpada na jej trop jeszcze w szkole. Doznaje wtedy takich silnych urojeń, że jeżeli natychmiast nie zacznie się leczyć, nęka swoją swoją ofiarę aż do jej śmierci. Takie nękanie i prześladowanie ma swoje kolejne etapy. Najpierw zaszczuwa ofiarę w środowisku, gdzie ją pierwszy raz spotkał. Przy okazji gromadzi przy sobie swój pierwszy gang, czyli ludzi szczerze wierzących w jego urojenia i nękających razem ze schizofrenikiem ofiarę urojeń. To jest właśnie bullying, który powinien być przez nauczycieli zdecydowanie ukrócony. Jeżeli widzieliście w prasie opisy bullyingu czy cyberbullyingu, który kończył się samobójstwem ofiary, bo była wyzywana i nękana jako „kurwa”, to właśnie jest typowa ofiara schizofrenika, który poszczuł na nią środowisko, w którym ją znalazł.
Jeśli ofiara przeżyje nękanie w szkole, to schizofrenik biegnie za nią w każde inne środowisko, w którym ofiara zaczyna działać po szkole i tam ją zaszczuwa. Moi rodzice po tym, gdy skończyłam podstawówkę, byli przekonani, że moje piekło z brutalnymi kolegami i koleżankami się skończyło. Niestety schizofrenicy i ich pomagierzy zaczęli mnie nękać też przychodząc do budynku Reytana i wmawiając mi, że tam się nie uczę. Niestety wśród nękających mnie osób, jest ktoś, kogo podręczniki nazywają „zakochanym schizofrenikiem”. Jest to schizofrenik, który cierpi na urojenia, że jest chłopakiem lub mężem swojej ofiary. Nie mam nic wspólnego z tym człowiekiem, nie miał prawa nigdzie mnie reprezentować, ani na moje konto brać jakichkolwiek pieniędzy. Tym bardziej, że nigdy nie miał zamiaru się dzielić, bo przecież „odbierał” to, co według jego urojeń jemu się „należy”. Przerażające jest, że taki schizofrenik też szczuje całe środowisko na swoją ofiarę, oskarżając o chorobę psychiczną, więc ludzie ją zaszczuwają przekonani, że jej pomagają.
Gang schizofreników działa według stałych schematów. Bardzo szybko dopada rodzinę swojej ofiary i ją skłóca z najbliższymi. Moja matka też była ofiarą opowieści Renaty, Romana oraz Anny. Ryszard też bardzo długo podawał się za mojego „przyjaciela” i rozmawiał z nią za moimi plecami. Rzeczy, które robiła moja mama pod ich wpływem już na zawsze zepsuły nasze relacje.
Ofiara schizofreników jest coraz bardziej izolowana i jednocześnie też obrażona na osoby, które schizofrenikom pomagają. Jeśli do tego do tego dojdzie amnezja to jest to wyrok śmierci na osobę, którą schizofrenicy zaszczuwają, bo ich ofiara nie może się bronić skutecznie. Bardzo często nawet nie wie, kim są ludzie ją prześladujacy, ani skąd się biorą ich oskarżenia.
Po rodzinie i innych środowiskach schizofrenik napada na swoją ofiarę w jej pracy. Jeśli ma życzliwość jej współpracowników i szefa, to doprowadza do jej śmierci, bo tak intensywnie może ją „leczyć”. Oczywiście ofiara zaprzecza jego urojeniom, więc schizofrenik zaczyna dążyć do jej śmierci. Może sam zabić, ale woli często doprowadzić do samobójstwa ofiar jego urojeń. To spotkało jedną z moich przyjaciółek, na którą schizofrenicy zwalili to, co sami robili w fandomie, bo schizofrenicy zawsze oskarżają niewinne osoby o to, co robią, a przypisują sobie fałszywie rzeczy, za które można podziwiać.
Moja przyjaciółka została zaszczuta przez gang schizofreników z wynikiem śmiertelnym. Psychoterapeuci wiedzą, że ataki schizofreników prowadzą do takiej destabilizacji psychiki, że ofiara zaszczucia sama już zaczyna myśleć, że jest chora psychicznie. Psycholodzy wiedzą, że ofiara zaszczucia musi być traktowana z szacunkiem jako osoba zdrowa, ale skrzywdzona. Wsadzenie ofiary schizofreników do szpitala psychiatrycznego i wmawianie jej, że to sama jest problemem, bo to ona jest chora psychicznie, prowadzi wprost do samobójstwa niewinnego człowieka. Psychiatrzy mają problemy z diagnostyką w takich przypadkach, bo psycholog kliniczny jest odsuwany od diagnostyki, co jest niezgodne ze sztuką (a przynajmniej tak jest w podręcznikach psychologii klinicznej).
Schizofrenicy z mojej podstawówki zaszczuwają mnie przez całe życie. Ani nie są moimi przyjaciółmi, ani nie są krewnymi, nie mam też męża, nie jestem tym bardziej „chorą psychicznie żoną Romana”.
Avangarda i Andrzej stanęli po złej stronie w tym sporze. Klub nie miał prawa „się mną opiekować” i nielegalnie ubezwłasnowolnić po śmierci Ravna. Roman nie jest Ravnem i nie ma prawa do pieniedzy po nim. Moje próby wyjaśnienia sytuacji wywołały tylko kolejne bestialskie ataki gangu schizofreników oraz ich nowych wielbicieli z mojej pracy. Nie dziwcie się więc, że nigdy nie poprę marzeń Avangardy o zostaniu ważnym międzynarodowym klubem. To już zawsze będzie bardzo prowincjonalny klubik, którym rządzą schizofrenicy, doprowadzając dokładnie do takiej samej sytuacji jak we Francji.
W pewnym momencie w Stanach ja ucięłam marzenia Francuzów o Worldconie, bo przed wylotem moja mama przypomniała mi, że mam na francuskich schizofreników uważać i co spotkało naszą rodzinę we Francji. Naprawdę mój tata bał się wrócić do Francji, bo realnie groziło, że schizofrenicy zabiją też jego drugą żonę i dzieci. Nikt nie traktował poważnie jego próśb o leczenie groźnych schizofrneików, którzy mordowali w czasie konwentów.
Avangarda nie jest „moim klubem” i nigdy tego nie ukrywałam przed swoimi znajomymi. Nie byłam na światowym forum fandomu, na którym Tommy uciął marzenia Avangardy o Worldconie. Zrobił to, kierując się własnym wkurwem, dokładnie tak samo jak ja lata wcześniej w Stanach. Klub, który pozwala, aby ktoś taki jak ja był bity w czasie konwentów, miał problem z dotarciem na własną prelekcję, lub był wyrzucany z konwentu, nie zasługuje na Worldcon. Mamy też osoby zabite w caszie konwentu. Warszawa więc jest traktowana tak samo jak Francja.
Wielokrotnie składałam skargi na zachowanie różnych idiotów w czasie konwentów Avangardy. Odpowiedzią było zaszczuwanie mnie w pracy przez schizofreników i tępienie.
Nie dziwcie się więc, że mój głos, tak samo jak Tommy’ego, jest nadal przeciwko Warszawie. Ja ze swojej strony mogę tylko cichutko zasugerować Łódź, bo działa w nim zaprzyjażniony klub, który w odróżnieniu od Warszawy zawsze prawidłowo reagował na skargi.