Jakoś tak na początku lat dziewięćdziesiątych gang schizofreników z mojej podstawówki, doktor B. oraz Barbara postanowili mnie sądownie ubezwłasnowolnić. Sromotnie przegrali. Roman mi powiedział, że Barbara kłamie na temat wyniku posiedzenia, bo „uważa, że powinno tak być”, że zostałam wtedy ubezwłasnowolniona, bo jej zdaniem „sfałszowałam dokumenty”. Żaden dokument, jakim dysponuję nie został sfałszowany.
Reprezentowała mnie wtedy moja mama, lekarz neurolog, która poprosiła Policję o przygotowanie materiałów na temat osób, które mnie prześladowały. Miała też ze sobą moje zaświadczenie o stanie cywilnym z 1990 roku. Składałyśmy liczne skargi i dostarczałyśmy dokumenty, które świadczyły, że jestem niesłusznie zaszczuwana przez schizofrenika, który nigdy nie powinien mieć aż tylu enablerów i nigdy nie był moim mężem. Ja byłam wykończona psychicznie i zastraszona, dlatego nie pojawiłam się w Sądzie. Nikt nie chciał mi dodawać stresów.
Nikt nie ma prawa mi wmawiać, że wtedy przegrałam i zostałam ubezwłasnowolniona. To nie jest prawda, że nie zgodziłam się z wyrokiem Sądu. Nie było takiego wyroku. Wiem, że sama amnezja nie wystarczy, aby kogoś ubezwłasnowolnić, bo człowiek pozostaje racjonalny nawet przy braku pamięci. Ucieka przed osobami, które go skrzywdziły. Bardzo często jest za amnezję odpowiedzialny schizofrenik, który chce kontrolować życie swojej ofiary właśnie przez ubezwłasnowolnienie jej. Ofiara jest oskarżana o chorobę psychiczną, bo nie potwierdza urojeń schizofrenika.
Moi prześladowcy obiecali mi, że jeszcze raz zwrócą się do Sądu Opiekuńczego, aby mnie ubezwłasnowolnić. MChcą to zrobić, bo nie zamiarzam przepisywać mojego mieszkania obcej osobie jaką jest schizofrenik Roman. Nie ma prawa mieć dostępu do moich pieniedzy w Norwegii. Roman nie jest moim mężem. Dzieci, na które wskazuje jako swoje, to dzieci mojej siostry. Znają swojego ojca oraz swoją matkę. Nie ma tutaj żadnych pomyłek, ale bardzo chętnie poddamy się testom DNA w czasie procesu sądowego.
Schizofrenik Roman ukradł mi miliony, zniszczył życie osobiste i zawodowe, zniszczył zdrowie psychiczne i fizyczne. Ukradł mi wszystko, co było dla mnie ważne. Ale nie zostanie moim mężem. Nie ma prawa do niczego. Mieszkania są na mnie, bo są moją własnością. Konto jest na mnie, bo spływają na nie moje pieniądze.
Zakatowali mnie prawie na śmierć enablerzy Romana, szczególnie doktor B. oraz państwo Ch. z córką. Dołączały się do nich liczne inne osoby. Kilka razy podnosiłam się z maty. Jedyne, czego chcę od życia to zobaczyć, jak enablerzy Romana i jego sióstr dostają wyroki skazujące.
Mam nadzieję, że w końcu ludzie zaczną szanować prawdę i legalne dokumenty. A prawda wygląda, kurwa mać, tak:
