Już jako dziecko usłyszałam od osoby z fandomu, która przyszła do mojej podstawówki, że są osoby, które dopilnują tego, abym nigdy nie była szczęśliwa. Jak podejrzewam ta działająca do dziś zmowa to wynik szlochów Renaty, która fałszywie podawała się za moją krewną i przypisywała sobie znajomość z Piotrem.
Według jej opowieści miała stracić z Piotrem dziewictwo, a ja miałam jej zniszczyć ten związek i ją unieszczęśliwić. Prawda jest taka, że nieżyjący już Piotr był wśród tych mężczyzn, którzy kochali się we mnie od dzieciństwa. On był moim pierwszym. Nigdy w życiu nie słyszał o Renacie. Renata była od tamtej pory znienawidzona przez wszystkich z jego otoczenia.
Miałam pecha chodzić z trójką schizofreników do podstawówki. Do tej liczby oprócz pewnej liczby wściekłych enablerów należy doliczyć schizofrenicznych krewnych takich jak Ryszard. Działają oni bardzo zgodnie i są ludźmi, którzy zgodnie z tym, co usłyszałam już jako dziecko, dopilnowali tego, aby moje życie nie było szczęśliwe. Stało się tak chociaż jestem niewinna, jedynym problemem byli schizofrenicy.
Roman nie jest synem mojego Taty i nie jest norweskim arystokratą. Renata nie jest byłą Piotra, chociaż po jego śmierci domagała się ode mnie jakiś milionów, ale facet zmarł w wypadku i nie sporządził testamentu. Wszystko odziedziczyła jego żona, chociaż byli już w separacji. Tak naprawdę pobrali się, aby uciec schizofrenikom, którzy twierdzili, że są ich małżonkami i starali się ich „leczyć”, a także ubezwłasnowolnić, skoro nie potwierdzali ich urojeń. Ja miałam podobnie hajtnąć się z Adamem i zmienić nazwisko, aby zamknąć gębę Romanowi. Tak jak Piotr miał prześladującą go swoimi urojeniami Renatę, a za mną łaził Roman, to Aga miała też swojego schizofrenika, który ją nękał swoimi urojeniami o tym, że jest jego żoną. O mało jej nie zaszczuł na śmierć swoimi próbami „leczenia” i przywrócenia „wspomnień”, co do których był pewien, że powinna zacząć z nim dzielić. Wkurwiony schizofrenik zaczyna się pastwić nad swoją ofiarą i potrafi terrorem doprowadzić do jej samobójstwa, gdy nie potwierdza jego urojeń – przy czym zaczyna cierpieć na nowe urojenia, że robi tak, aby się „ratować” i „bronić”. Aga podobnie jak ja miała być „kurwą” i jej też zniszczono wszystkie związki.
I ona, i ja mamy na swoimi koncie próby samobójcze z powodu schizofreników ich urojeń i ich oraz porządkujących świat pomocników prześladowań. Na całe szczęście obie wycofywałyśmy się z próby samobójczej na czas – albo zmuszałyśmy się do wymiotów, wypijając nasycony roztwór soli i biegłyśmy do szpitala po antidotum, albo wyskakiwałyśmy w ostatniej chwili sprzed tramwaju, który otarł się o nasz rękaw. Dobrze, że o nic z naszego ubrania nie zahaczył. Schizofenicy z naszych podstawówek (którzy zresztą się poznali w fandomie) mieli dla nas podobne schematy postępowania, które wbili nam do głowy i poprowadzili do podobnych zachowań. Nie tylko mnie śledził wariat, z którym nie mam nic wspólnego, za Agą też jeździł i chodził prześladująćy ją schizofrenik, który konieczie chciał, aby do niego „wróciła”. Aga nie była z nim ani jednego dnia.
Gdy się poznałyśmy, okazało się też, że mamy także praktycznie identyczne mieszkania na tym samym piętrze w blokach wybudowanych według tego samego architektonicznego projektu – jedyna różnica to usytułowanie bloku wobec kierunków świata. Moja sypialnia wychodzi na zachód, jej na wschód. Obie pływaczki, obie anglistki. Kilka osób nazywa nas z tego powodu „wariantami”. Nie wiedzą nawet, jak bardzo jest to prawdziwe. Mamy nawet podobny gust, jeśli chodzi o ubrania.
Seperacja Agi i Piotra nie miała nic wspólnego ze mną, a więcej z faktem, że się pobrali, żeby mieć dzieci, skoro nie mogą być z kimś, kogo kochają i aby pokazać schizofrenikom, że ich urojenia na temat węzłów małżeńskich, którymi mieli być połączeni ze swoimi ofiarami, są nieprawdziwe. Schizofrenik, który prześladuje Agę do tej pory pewnie się zastanawia, jak to się stało, że Aga mogła wziąć ślub bez jego wiedzy. I jak unieważniła ich „małżeństwo”. Zawierając ślub z Piotrem była panną.
Ja nadal jestem panną.
Nie należy słuchać plotek rozpowiadanych przez prześladujących nas schizofreników, którzy lubią „informować” dziennikarzy, aby ci pisali artykuły i „autobiografie”, potwierdzające ich urojenia. Wiem, że schizofrenicy udzielali wywiadów lub się spowiadali w moim imieniu, szczególnie pewnem schizofrenicznemu księdzu-egzorcyście, kochankowi Romana.
Nic, co ci ludzie mówią o mnie, Agnieszce, Piotrze lub Adamie, nie jest prawdą. A Anna nie jest moją „szwagierką”, ani wokalistką. Nie jest też „psychoterapeutką” – jak wielu schizofreników cierpi na takie urojenia, że nie „leczy” ludzi, tylko niszczy im psychikę oraz wmawia nieistniejace wydarzenia, aż do wystąpienia fałszywych wspomnień. Prawdziwy psycholog stara się niczego zbyt mocno nie sugerować. Jest to papierek lakmusowy – jeśli z całych sił ktoś próbuje coś wmawiać to wariat. Psycholodzy wiedzą, że ludzie mogą się różnić i nie muszą mieć tych samych wspomnień. Nie musi się pokrywać. Nie robi to na psychologach wrażenia. Takich rzeczy się nie leczy.
I dla przypomnienia:

