Nieprawdą jest, że udzieliłam wywiadu jakiemuś dziennikarzowi. Sprawa wygląda analogicznie do tej Adama. Ktoś, kto nie jest mną, podał dziennikarzowi numer telefonu, na który miał zadzwonić, aby ze mną porozmawiać, bo podobno chciałam udzielić wywiadu. Nie rozmawiał z osobą, która się pode mnie podszyła, twarzą w twarz, więc nie może mieć pewności z kim rozmawiał. Ja cały czas zaprzeczałam, że chcę tej publikacji, gdy o tym wspominały wariatki. Takie intrygi są czymś, do czego posuwają się schizofrenicy, aby coś udowodnić. Znajome schizofreniczki chciały – jak to schizofrenicy – stworzyć sobie fałszywe dowody na prawdziwość ich urojeń. Składanie fałszywych zeznań, spowiadanie się w czyimś imieniu, lub udzielanie wywiadu za kogoś to typowe zagrania schizofreników wprost z podręcznika psychologii klinicznej.
Numer telefonu, który dostał dziennikarz, związany jest z mieszkaniem, którego nie używam od początku lat dziewięćdziesiątych. Znajdują się tam moje rzeczy, ale mieszkanie zostało przejęte nielegalnie po tym, gdy ukradziono mi klucze. Wolałam wtedy mieszkać z mamą, a nie sama, bo dobijali się do mnie wariaci. Niestety po fandomie rozeszło się wtedy, gdzie mieszkam, bo ludzie nie wiedzieli, że ci schizofrenicy nie są moją rodziną i nie należy ich o niczym informować. Schizofrenicy mają też zwyczaj chodzić za swoimi ofiarami i je śledzić.
Po atakach schizofreników straciłam pamięć, a oni bez przeszkód, dzięki pewnym politykom, dostali dostęp do mojego konta, a wysiłki mojej mamy, aby naprawić sytuację spełzły na niczym, bo zostały decyzjami politycznymi zablokowane. Nie dostałyśmy żadnej pomocy od odpowiednich instytucji. Jeszcze w dzieciństwie nabrałam pewności, że tylko drogówka pracuje. Tych policjantów widać i wiedziałam, że mój tata zaraz po przybyciu do Polski zatrudnił się w drogówce.
Nie mogę mieć pewności, co schizofrenicy nagadali dziennikarzowi i jak wygląda moja sfałszowana biografia. Podejrzewam jednak, że wiem, jakie znajdują się w niej elementy, więc muszę ponownie zapewnić, że naprawdę nie miałam kontaktu ze światem przestępczym innym niż Kościół, nikt z mojej rodziny nie zajmował się prostytucją, a mój tata nie był gwałcicielem czy pedofilem. Nie jestem plagiatorką, tylko stroną pokrzywdzoną.
Wielu z moich prawdziwych przyjaciół chce abym napisała autobiografię, bo moje życie jest pełne dramatycznych wydarzeń i pewnie taka pozycja miałaby też edukacyjne wartości, bo wiele jest ofiar zaszczuwanych przez schizofreników, także z wynikiem śmiertelnym, lub wręcz mordowanych, ale jeśli zechcę, aby się ukazała, to napiszę ją sama. Wydaje mi się, że dałabym radę.