Roman przyznał mi się do fałszerstwa decyzji Sądu Opiekuńczego. Żądania tego schizofrenika były tak absurdalne, że dla mnie i mojej mamy cała ta sprawa była farsą. Moja mama wróciła z Sądu Opiekuńczego, zaśmiewając się z głupoty schizofreników, którzy zeznawali. Oczywiste było, że nie zostałam ubezwłasnowolniona, tym bardziej że zeznawał biegły psychoterapeuta.
Wielbicieli schizofreników z fandomu muszę rozczarować. Dla psychologa klinicznego sprawa jest całkowicie prosta i jasna. To schizofrenik Roman i jego rodzina wywołali u mnie amnezję, bo próbowali zmusić mnie do przyznania, że ich urojenia są prawdą. Sami mieli diagnozy wystawione przez biegłych jeszcze w latach siedemdziesiątych.
Było dla mnie szokiem, gdy się okazało, że nikt nie respektuje decyzji Sądu i uważa mnie za własność Romana. Zaczęłyśmy z mamą walczyć, bo absolutnie nie zasługiwałam na takie traktowanie. Roman przyznał mi się, że zrobił swoje dopiski na kopii decyzji Sądu. W tamtych czasach wszystkie takie dokumenty były wypełniane na maszynie do pisania. Roman po prostu wkręcił dokument do maszyny i dopisał kilka zdań. Z tego powodu początek decyzji głosi coś innego niż koniec. To jest przerażające, że ludzie nie chcą tego zauważyć i zaszczuli mnie z powodu oczywistego fałszerstwa. Sama to zauważyłam, bo pokazywano mi sfałszowaną kopię decyzji. Prawdziwa jest o wiele krótsza.
Tak w oczywisty sposób sfałszowany dokument nie mógł być traktowany poważnie i zgłosiłam to Policji. Gdyby Roman nie był schizofrenikiem, trafiłby do więzienia. Prawie udało nam się wygrać z tym człowiekiem, który mnie nęka od podstawówki, gdyby znowu nie wtrącili sie fandomowi politycy.
Wariaci oraz Barbara przedstawili swoją wersję wydarzeń, wedle której trzeba mnie odciąć od mojego własnego konta bankowego. Jedyną osobą, która dostała od polityka pełnomocnictwo był Roman. Wyciągał sobie miliony z majątku, który zostawił mi w testamencie mój narzeczony. Okazało się, że nie jestem w stanie nic z własnych pieniedzy dostać.
Miałyśmy za sobą Policję i Sąd, więc chciałam wiedzieć, co się stało, że nie mogę nic zrobić. Okazało się, że najwyższy urząd w Polsce czyli prezydent zadecydował, że mam być ubezwłasnowolniona i pozbawiona dostępu do własnego majątku. Tak mi obwieścił bankowy urzędnik.
Poziom zbydlęcenia w Polsce jest przerażający. Przy autentycznym i oczywistym (wzięłam na początku lat dziewięćdziesiątych kopię decyzji Sądu do porównania i przedstawiłam w banku) fałszerstwie nikt nie potrafił nam pomóc. Okazało się, że przy bezprawnej decyzji polityka żaden sąd nie usunie tej blokady na moim koncie. Bo najwyższą władzą jest prezydent i nikt nie może uchylić jego decyzji. A przynajmniej tak teraz odtwarzam z pamięci wydarzenia, które zniszczyły mi życie.
Nie dziwcie się, że gdy tylko miałam taką możliwość, gdy trochę ustąpiła mi amnezja, to postarałam się o to, aby na polskie konto przychodziły pieniądze tylko na utrzymanie mieszkania. Nie zwiększę tych przelewów. Na całe szczęście żaden polski prezydent nie będzie rozkazywał Norwegii. A ja nie mam kontaktu z osobą, którą poprosiłam o pomoc. Zresztą żaden polski prezydent nie będzie rozkazywał norweskiemu sytemowi bankowemu. A ja wybieram obywatelskie nieposłuszeństwo. Zresztą Ambasada Królestwa Norwegii stanęła po mojej stronie i zaczęła mnie chronić.
W życiu Roman nie powinien dostać ani złotówki z mojego konta. Nie jesteśmy małżeństwem, nic nas nie łączy oprócz jego schizofrenii. Renata nie jest moją kuzynką. To nie jest prawda, że przepisał jakieś aktywa i mieszkanie na mnie, a ja mu złośliwie blokuję środki w Norwegii. To nie są jego pieniądze i nigdy nie były. Powinien jak najszybciej opuścić moje mieszkanie, które zajmuje z siostrami (jedną cioteczną) bezprawnie.
A tępa blachara, która od dziecka marzy o wyjściu za „norweskiego milionera” jest proszona o odpierdolenie się ode mnie. Nie jest moją winą, że oni z niego milioner, ani chętny kochanek. Jego „dzieci” pochodzą z urojeń. Niech przedstawi kutas chociaż jeden akt urodzenia.
Jeśli chcecie potwierdzić, co rzeczywiście zadecydował Sąd Opiekuńczy, zerknijcie do materiałów Policji lub sprawdźcie jaka wersja jest w archiwum Sądu. Zaręczam wam, że zupełnie coś innego niż wmawia wam Roman.
Żadna ofiara zaszczucia przez schizofrenika nie zasługuje na to, aby jej przypisywać schizofrenię. Ale zgadzam się, że niedouczony psychiatra, szczególnie taki, który od schizofrenika dostawał szczodre łapówki, może wydawać mylne i krzywdzące opinie. Jeśli o mnie chodzi jego pisma gówno znaczą i może sobie je wsadzić w dupę, bo został przestępcą, a wszystkie jego stwierdzenia biegli obalili.
To naprawdę jest kraj Niesprawiedliwości i Bezprawia.
Wszyscy moi krewni, którzy mogliby się pojawić w fandomie, są na zdjęciu poniżej:

A tutaj jeszcze raz dla przypomnienia, że jestem panną:
